Spotkanie u Pawła część 2 Tekst ten dedykuję: - Pawłowi Balcer00 za niezłomną postawę i radzenie sobie z trudnościami dnia codziennego. - Arturowi Klepa683 za to że ma serce po właściwej stronie i po raz drugi zorganizował spotkanie z Pawłem w „realu” nie bacząc na koszty tego przedsięwzięcia.
Jak by co, to właśnie kilka miesięcy temu nasz portalowy kolega Norbiko 1 zainicjował akcję zakupu tyczki dla Pawła, akcja jak wiecie udała się świetnie. Przyszedł czas na spotkanie z Pawłem nad wodą ustalono termin i wszyscy zainteresowani czekali z niecierpliwością na spotkanie. Mi osobiście przypadł wybór łowiska, cóż tak się złożyło że zbiegło się to spotkanie z terminem mojego odejścia z dotychczasowej pracy, a jak sobie pewno zdajecie sprawę do zamknięcia został mi jakiś etap mojego życia, więc czasu w związku z tym miałem niewiele na przygotowania tym bardziej że powódź pokrzyżowała mi plany, i codzienny dojazd do Nowej Soli (104 km objazdem w jedną stronę) zajmował mi 3 godz. w samochodzie.
Wybór padł na jezioro Lgińsko w Lginiu na pojezierzu leszczyńskim , normalnie jest to dość rybne łowisko, i posiada infrastrukturę socjalną tak by móc przyjąć gości z dziećmi i na wózku. Północna część jeziora typu rynnowego jest zagospodarowana przez Harcerzy Wschowskiego Hufca, ustalenie cen i zamówienie domku udało się załatwić za pomocą telefonu do dyżurnego umieszczonego na stronie głównej Hufca ZHP Wschowa, Stannica położona jest na przeciwległym brzegu w stosunku do głównej plaży.
Chciałby Wam Kochani opowiedzieć – zrelacjonować to spotkanie moimi oczami .
Dzień spotkania czyli sobota 26 czerwca 2010 roku obudził mnie znanym dźwiękiem budzika, ubrałem się i wypiłem kawę, a moje dziewczyny ( Ania i bratanica Eliza też wstały by przywitać dzień) była godzina 3:30 koledzy już w tym czasie od kilku godzin byli w trasie.
Po porannej toalecie zapakowaliśmy się do auta, pogoda była ładna, choć temperatura jak na czerwcowy poranek bardzo rześka ok.10-12 stopni, pierwszym przystankiem było jezioro które oddalone jest od mojego domu ok.15 km tam też trzymam przycumowaną moją łódź. Dojechaliśmy nad brzeg jeziora by sprawdzić stan wody, spokój budzącego się dnia był piękny, a wschodzące słoneczko zapowiadało ładny dzień.
Zrobiliśmy kilka fotek i rozpocząłem telefoniczne ustalenie miejsca przebywania wesołego busa, który w tym czasie dojechał już do domu Pawła w Lesznie, zaczailiśmy się w krzaczorach i czekaliśmy na główną grupę, po pół godzinie bus dojechał bezbłędnie na miejsce, pierwsze kroki skierowaliśmy na Główną plażę w Lginiu by koledzy mogli rozprostować kości i obejrzeć zbiornik. Na parkingu nastąpiło oficjalne przywitanie, przyjechał : Paweł balcer00, Klepa683 z małżonką i synkiem, Ghostmir ( prawdziwy wbrew niektórym niedowiarkom ) , Jacek Spines21 , i oczywiście kierowca Robert , oraz dziewczyna Pawła urocza Dorota.
Po lustracji pojechaliśmy do Stannicy Harcerskiej by móc się rozpakować , chwile trwało zanim, wybraliśmy stanowiska , i tu przydała się moja łódka którą część ekwipunku przewieźliśmy na główny pomost, tam jak na prawdziwą integrację przystało rozbiliśmy swoje stanowiska tak aby mieć się w zasięgu wzroku i głosu.
Łowisko należy raczej do połowów indywidualnych, ponieważ szeroki pas trzcin i brak odsłoniętego brzegu nie bardzo pozwala na grupowe połowy z brzegu.
Faktycznie tego nie wziąłem pod uwagę planując to spotkanie.
Do godziny 9:00 wszyscy byli już na stanowiskach.
Pierwsze zarzuty wędek nie napawały optymizmem, ale zabawy i śmiechu już było wiele, po rozstawieniu się na stanowiskach przyszedł czas na krótki wypad po zakupy do pobliskiego Wijewa, a mnie czas naglił do wyjazdu do domu po żonę i synka oczywiście jeszcze kilka innych obowiązków , ok. 15:00 byłem powrotem na łowisku.
Moja małżonka ulokowała się na łódce przycumowanej do głównego pomostu na plaży by tam zastosować metodę żywcową na zębatego, efektem tego było odcięcie pierwszej rybki , po zmodyfikowaniu zestawu zębaty po jakimś czasie zaatakował powtórnie przy okazji , moja pani narobiła takiego zamieszania że będąc u Spinesa na stanowisku myślałem że topi się ktoś. Przeraziłem się niezmiernie i wybiegając ze stanowiska zgiąłem Jackowi sztycę do wędki i z tego powodu jest mi bardzo przykro, zobowiązuję się przy okazji jakoś Ci Jacku to wynagrodzić.
Zębaty poszedł niestety w trzciny i mimo wydatnej pomocy kolegi Artura „Klepy” nie udało się go wyjąć z wody, trudno za to moja żonka chce teraz codziennie na ryby jechać .
Wspólna wymiana doświadczeń i rozmowy na pewno wiele wniosły w moje wędkowanie, a „patenty” przekazane przez Ghostmira na pewno będą służyły mi przez lata. Mirku dziękuję Ci.
Karol syn Artura i mój Maksymilian przypadli sobie do gustu i świetnie się bawili na plaży. Paweł natomiast miał stanowisko na pomoście i razem z Dorotą próbowali coś złowić oczywiście Dorota dała pierwszego dnia wszystkim „baty” łowiąc leszczyka. Pod wieczór przyjechał Piotr100574 i wyciągnął Mirka na nocną zasiadkę , zapomniałem wspomnieć że kilka dni wcześniej Piotrek wracając z Niemiec przywiózł dwie skrzynki Browarka aby jak to powiedział Maksymilian42 „duch narodu nie wygasł” ,ogólnie towarzystwo było bardzo grzeczne co nie stanowi że obyło się bez uszczypliwości i żartów.
Wieczorem zabrałem swoją familię do domu by mogli się przespać sam też wybierałem się na łowisko dopiero wczesnym rankiem, w niedzielę wstałem o 3:00 by być na łowisku o godzinie 3:30 tuż przed świtem , niestety koledzy sobie nie połowili tej nocy ryba była jakaś chimeryczna i żadne nawet najlepsze kulki proteinowe Jacka nie powodowały ich zainteresowania. I tak dobrnęliśmy do poranka bez brań co prawda Mirek złowił trochę drobnicy , Artur też miał piękną płoć i leszczyka ale to było wszystko co udało się od wody otrzymać.
Dobrze przynajmniej że chumor wszystkim dopisywał mimo zmęczenia i świadomości dalszej podróży, po zwinięciu sprzętu i przetransportowaniu na plażę siedzieliśmy a koledzy sypali dowcipami jak z rękawa. A już dowcip Spinesa „po gitarę przyszedłem” rozłożył nas wszystkich na łopatki.
Przyjechał w końcu bus i nadszedł czas spakowania całego majdanu do bagażnika, po chwili byliśmy pod domkiem gdzie nadszedł czas na wspólne zdjęcia i dalsze pakowanie przygotowanie się do podróży.
Świetna ekipa bawiła się dobrze nawet na bezrybiu które nie wiadomo dlaczego wystąpiło podczas właśnie tego weekendu, Pozdrawiam wszystkich którzy byli na miejscu i tych którzy byli z nami myślami.
Komentarze