The Doorsz - jak złowić i przy okazji dobrze się bawić

/ 7 komentarzy / 4 zdjęć


Od kilku lat obserwujemy prawdziwe oblężenie Bałtyku przez wędkarzy poszukujących wrażeń na naszym morzu. Wędkarstwo morskie stało się bardziej dostępne dzięki temu, że właściciele floty rybackiej dają nam – wędkarzom możliwość wejścia na pokład ich kutrów. Jeszcze kilkanaście lat temu te same jednostki służyły prawie wyłącznie do stawiania sieci, a teraz są do dyspozycji wędkarzy chcących stanąć oko w oko z wielką rybą morską.
Obie strony czerpią z tego wymierne korzyści, wędkarz się dobrze bawi, a rybak zarabia pieniądze. Jest jednak jeszcze trzecia strona, bez której ta cała zabawa nie miałaby sensu. Dorsz – bo o nim mowa z pewnością jest najmniej zadowolony z zaistniałej sytuacji. Na szczęście ryby i dzieci głosu nie mają a Was zapraszam na morze na spotkanie z rybą z bałtyckich głębin.

Na całym wybrzeżu jest wiele firm specjalizujących się w organizowaniu wypraw wędkarskich na dorsze, trocie czy belony. Głównym celem jest jednak dorsz i o tej rybie chciałbym napisać kilka słów.
Dorsz bałtycki jest podgatunkiem dorsza atlantyckiego. Jest rybą drapieżną, której długość może przekroczyć metr. Każdemu z Was i sobie życzę takiej ryby, lecz aby takiego potwora złowić trzeba się do tego solidnie przygotować.
Ryba ta większość swojego życia spędza przy dnie, tam zdobywa pożywienie i tam również odbywa tarło. Bywają jednak sytuacje, gdy dorsz w pogoni za ławicami śledzi i szprot przebywa również w toni. Jest to ryba stadna przemieszczająca się ławicami w poszukiwaniu pożywienia. Środowiskiem naturalnym dorsza są różnego rodzaju zagłębienia w dnie, podwodne łąki roślin oraz przeszkody w postaci zatopionych wraków. Te ostatnie to najlepsze kryjówki tych drapieżników. To tam największe okazy dorszy czają się na swoje ofiary i właśnie tam powinniśmy ich szukać. Wrakowiska są bardzo często odwiedzane przez wędkarzy dzięki ich zasobności w ryby.
Łowienie w takich miejscach jest trudne lecz efekty mogą mile zaskoczyć każdego z nas.
Głębokość na jakiej łowi się dorsze na południowym Bałtyku mieści się w przedziale od dwudziestu do ponad stu metrów, wymaga więc to odpowiedniego sprzętu oraz techniki połowu. Wędzisko powinno być mocne, umożliwiające oderwanie od dna i skuteczny hol nawet dużego osobnika. Długość dorszówki to od 2 do 3 metrów, a c.w. 150 do 300 gramów. Stosuje się oczywiście lekkie (jak na dorsza) kije szczupakowe ale jest to skuteczne w połowie mniejszych osobników na płytszej wodzie. Właśnie tego typu wędkarstwo serdecznie polecam każdemu – mała łódeczka, w ręku spinning trociowy lub wspomniana szczupakówka a na stugramowej główce jigowej ripper lub twister. Hol nawet mniejszego dorsza w takich warunkach to gwarancja lepszej zabawy niż w przypadku siłowego pompowania dużego bolka z sześćdziesięciu metrów na kutrze. Istnieje jeszcze prawdopodobieństwo bliskiego spotkania z trocią a nawet łososiem a wtedy zastrzyk adrenaliny jest tak duży, że nie zaśniemy przez dwie noce.
Wracając do sprzętu nie można zapomnieć o dobrym, dużym morskim kołowrotku. Nasz kręcioł będzie mocno obciążony więc powinien być odporny na słoną wodę, mieć mocną stopkę i niezawodny hamulec. Szpula powinna pomieścić minimum 150 metrów plecionki o grubości 0.25 do 0.30 lub żyłki 0.50. Polecam jednak plecionkę, gdyż kontakt z przynętą jest o wiele lepszy. W naszym zasobniku dorszowym powinna się znajdować zapasowa szpula na wypadek jakiejś awarii sprzętu lub bliskiego spotkania z wrakiem lub mega dorszem, który za żadne skarby nie chciał opuścić swego środowiska i dać się złapać. Miejscem szczególnie narażonym na utratę zestawu są wraki owinięte licznymi sieciami rybackimi. Jeśli już trafimy na zaczep nie próbujmy uwolnić przynęty używając jedynie wędziska i kołowrotka. Nawińmy linkę na kawałek drewnianego kołka i w ten sposób ciągnijmy zestaw. Nawet najmocniejszy sprzęt może nie wytrzymać konfrontacji z zaczepem o wrak a dryf kutra nie ułatwia sprawy. Aby w jakimś stopniu zminimalizować prawdopodobieństwo zaczepu łowiąc na wrakach proponuję zdjąć kotwicę z pilkera i łowić jedynie na przywieszki, pilker pełni wtedy rolę obciążenia.
Przynętami stosowanymi do połowu dorszy są przede wszystkim pilkery oraz różnego rodzaju przywieszki imitujące małe rybki i inne żyjątka stanowiące pokarm dorszy. Wybór kolorystyki i gramatury jest ogromny i nie należy bać się prób z różnymi przynętami. Nie bez znaczenia jest tu głębokość na jakiej łowimy oraz pora roku. Warto czasami zasięgnąć rady szypra lub wytrawnego łowcy dorszy, a jeżeli nie chcą powiedzieć to po prostu podglądać jak to czynią fachowcy i jakich przynęt używają. Są bowiem okresy kiedy sprawdzają się określone przynęty. Tak jest w okresie zimy i wczesnej wiosny, kiedy to kluczem do sukcesu może się okazać szprotka założona na przywieszkowy hak. Na niektórych jednostkach jest zapas tych przynęt w postaci mrożonej. Kiedyś udało mi się złowić dużego śledzia na przywieszkę, więc bez zastanowienia założyłem go na hak i w następnym rzucie miałem okazałego dorsza właśnie na tę przynętę. Mój kolega natomiast złowił swojego rekordowego dorsza (ponad 10 kg) na innego dorsza którego ciągnął na przywieszce. Był to przypadek, ale potwierdzający regułę, że naturalnie wyglądająca przynęta i do tego jej zapach i naturalny ruch jest bardzo interesujący dla drapieżników. Latem bywa całkiem odwrotnie, dorsze często łowimy na sztuczne i kolorowe przynęty choć i to nie jest sztywną zasadą.
I to w wędkarstwie jest fascynujące, nigdy nie wiesz czego spodziewać się nad wodą, na co dzisiaj ryba ma ochotę i czym ja zaskoczyć. Nie trzymajmy się sztywno stereotypów i utartych reguł. To również dotyczy technik prowadzenia przynęty.
Jak już wspomniałem dorsz jest drapieżnikiem zamieszkującym przydenne strefy wody, tam najczęściej żeruje, i tam będziemy go szukać. Naszą przynętą będziemy więc opukiwać dno i kusić je naszym przynętowym arsenałem. Warto jednak czasami, szczególnie gdy nie ma brań, przytrzymać przynętę kilka a nawet kilkanaście metrów nad dnem. Dorsze potrafią żerować w toni zapuszczając się tam w pogoni za ławicami drobnicy. W taki sposób jeden ze znajomych złowił pięknego łososia który pomylił pilkera ze śledziem lub szprotką. Nie widziałem tego ale słyszałem, że łosoś kilkanaście razy okrążył łódź zanim dał się podebrać.
Branie dorsza może być bardzo delikatne jak również dość spektakularne powodujące wygięcie kija w parabolę. Zdarzają się podbicia przynęty, przytrzymania, ale bez względu na rodzaj brania, każde nietypowe zachowanie przynęty kwitujemy solidnym zacięciem. Łowiąc na wrakach starajmy się jak najszybciej oderwać rybę od dna, gdyż dorsz atakując z ukrycia po pochwyceniu przynęty wraca do swojej kryjówki, jeżeli na to pozwolimy to stracimy i rybę jak i nasz zestaw.
Staram się czasami zajrzeć do sterówki i zagadać z szyprem, podglądam wtedy odczyt z echosondy i jeżeli widzę ławicę drobnicy w toni to przy opuszczaniu przynęty przytrzymuję ją co kilkanaście metrów w oczekiwaniu na branie dorsza w toni. W przypadku gdy nic się nie dzieje w toni opuszczam pilkera na samo dno i tam kuszę ryby podbijając zestawem. Przy dużym dryfie nie wykonuję energicznych ruchów tylko trzymam przynętę w okolicach dna na napiętej lince.
Jeśli już mamy rybę na haku powinniśmy ją holować pompując, oszczędzajmy nasz sprzęt i nie ściągajmy ryby wyłącznie na kołowrotku. Łowiąc zestawem uzbrojonym w pilkera oraz w przywieszki możemy się spodziewać więcej niż jednej ryby. Tak zwane dublety, czy nawet kwartety to nie rzadkość. Hol kilku ryb na raz jest dosyć męczący ale rekompensuje to świetna zabawa.
Aby nasza wyprawa na dorsza była miłym wspomnieniem i nie kojarzyła się z horrorem na morzu musimy pamiętać o odpowiednim ubraniu. Nie zależnie od pory roku nie należy tego lekceważyć i być gotowym na załamanie pogody które na morzu nadchodzi niespodziewanie i nie oszczędza nikogo. Pogoda to zjawiska na które nie mamy wpływu to pogoda rozdaje karty, jedyne co możemy zrobić to przyjąć to jak się mawia potocznie „na klatę” starając się złagodzić skutki jej bezwględności. Na szczęście szyper jest w stałym kontakcie z portem oraz innymi jednostkami a ponadto śledzi rozwój pogody. Z resztą żaden kuter nie wyjdzie w morze jeśli może to stwarzać poważne zagrożenie. Kombinezon wypornościowy to idealne rozwiązanie lecz jeżeli takiego nie posiadamy warto zadbać o kilka warstw ciepłej odzieży oraz coś nieprzemakalnego. Ciepłe i nieprzemakalne buty oraz czapka i rękawiczki to podstawa w chłodniejszych porach roku. Latem natomiast pomimo wysokich temperatur i błękitnego nieba zabierzmy sztormiak i kapelusz chroniący nas przed słońcem.
Żyjąc w dobie internetu sami możemy sprawdzić pogodę na morzu korzystając z portali pogodowych takich jak: new.meteo, pogodaonline, windgru czy windfinder ale bez względu na prognozy bądźmy gotowi na wszystko. Wiatr nie należy do naszych sprzymierzeńców, zbyt silny może pokrzyżować nasze plany i spowodować poważne trudności w czasie rejsu lub nawet odwołanie całej imprezy. Najgorsze są wiatry północne i wschodnie, to one powodują największe falowanie południowej części Bałtyku i do tego bywają nieprzyjemnie chłodne.
Nasza wyprawa nie może się odbyć również bez drobiazgów takich jak szczypce do odhaczania ryb, kombinerki oraz nóż. Zamiast piwa na pokład weźmy herbatę i wodę mineralną a „złoty napój bogów” zostawmy na wieczór kiedy siedząc wygodnie w fotelu będziemy oglądać zdjęcia z wyprawy.
Wybierając jednostkę jaką popłyniemy możemy posiłkować się opiniami w internecie, jednak nie traktujmy tego jako wyrocznię ponieważ bywają okresy kiedy ryby nie chcą z nami współpracować i choćby na pokładzie był szyper – King Bruce Lee Karate Mistrz to i tak efekty będą marne, jeśli ryba nie żeruje lub przeniosła się na dalsze łowiska. W takich przypadkach gdy dorsz jest daleko warto poszukać szybszych jednostek. Szybkość łodzi to wielka zaleta w miesiącach kiedy ryby są daleko od brzegu i zależy nam na szybkim dotarciu na łowisko, pamiętajmy, że zimą dzień jest krótki a my chcemy połowić a nie zwiedzać Bałtyk, pływajmy wtedy szybszymi kutrami. Taka łódź ma jeszcze jedną zaletę, mianowicie jej manewrowość jest lepsza, większa moc silnika oraz doświadczony sternik zdąży na rybne łowisko napłynąć kilka razy gdy inni tracą czas na manewrowanie dużymi bezwładnymi kutrami.
Ze względu na fakt, że nasze morze jest ciągle patrolowane przez Straż Graniczną weźmy ze sobą dowód osobisty na wypadek kontroli lub ucieczki za granicę i składania prośby o azyl.
Wędkarstwo morskie to przygoda, którą polecam każdemu bez względu na wiek, płeć czy wędkarskie upodobania. Jestem pewien, że każdy, kto choć raz zobaczy wschód słońca na morzu będzie chciał wracać tam jak najczęściej. Nie zrażajmy się nawet gdy nie złowimy tyle ile oczekiwaliśmy, to przecież ma być zabawa, kolejne doświadczenie które nas wprowadzi w tajniki wędkarstwa morskiego, jakże innego od tego śródlądowego gdzie w ręku trzymamy lekką wklejankę lub delikatnego pickera. Sam jestem miłośnikiem spinningu i wędkarstwa śródlądowego ale od czasu gdy złowiłem swojego pierwszego dorsza i poczułem smak soli na ustach muszę co jakiś czas zameldować się Neptunowi z dorszówką w ręku.
Wielki dorsz na haku, powietrze pełne jodu oraz rześka bryza na twarzy – cóż więcej nam do szczęścia potrzeba.
Istnieje możliwość łowienia dorszy z brzegu, lecz ja muszę się czasem pokołysać na fali…

"Materiał zgłoszony do konkursu wedkuje.pl"




 


4.6
Oceń
(19 głosów)

 

The Doorsz - jak złowić i przy okazji dobrze się bawić - opinie i komentarze

baloonstylebaloonstyle
0
Pięknie, piękne, pięknie :)) Piąteczka :))
Musimy w końcu się ustawić na wspólny wypad, mam przeczucie że każdy port upadnie pod nam :))

Pozdrawiam serdecznie :))
(2011-02-26 08:41)
Harry PotterHarry Potter
0
Dobrze napisane, sól na ustach, bujanie na fali, wschód słońca nad morzem... Jest w tym coś magicznego... Do zobaczenia na kutrze (jak los pozwoli) Pzdr
(2011-02-26 14:33)
22rtoip22rtoip
0

.,,,,,,, Jest jednak jeszcze trzecia strona, bez której ta cała zabawa nie miałaby sensu. Dorsz – bo o nim mowa z pewnością jest najmniej zadowolony z zaistniałej sytuacji. Na szczęście ryby i dzieci głosu nie mają a Was zapraszam na morze na spotkanie z rybą z bałtyckich głębin,,,,,,,

Bardzo trafiony artykuł ,jednak ja teierdzę że dla naszego dorsza ,to zbawienie że ograniczamy odłowy przez rybaków .Szkoda tylko że akurat naszym  rybakom a nie w całej uni,ale to jóż polityka, a nie oto chodzi. Każdy łowca dorszyka jednak przyzna że sto kutrów z wędkarzami niezrobi takiego spustoszenia co jedna jednostka z sieciom.     Gratulacje , jak narazie najlepszy artykuł zgłoszony do konkursu,życzę powodzenia i pozdrawiam.

(2011-02-26 21:39)
avallone78avallone78
0
Konkretny materiał choć jak już nie raz mówiłem łowić nie próbowalem bo sumy bardziej mnie ciągną :)
Pozdrawiam z Paryża i 5 za materiał :)
(2011-02-27 11:41)
fil79fil79
0
Bardzo dobry artykuł. Nie mogę doczekać się na swój pierwszy w tym roku wyjazd na dorsza.
(2011-03-20 22:19)
michalmroczek1988michalmroczek1988
0
bardzo dobry artykul moj pierwszy wyjazd juz 27 lipca niemoge sie doczekac (2012-07-17 05:05)
BlueFishermanBlueFisherman
0
5 (2013-05-12 15:34)

skomentuj ten artykuł