W poszukiwaniu jesiennych szczupaków

/ 3 komentarzy / 9 zdjęć


Jesienią tylko drapieżniki

10 listopada, dzień wolny od szkoły. Trzeba było go dobrze wykorzystać. Z racji, że większość karpiowych łowisk jest już zamknięta wybrałem rzekę. A dokładniej Wisłoka. A jeszcze dokładniej zaporę na Wisłoku w Iskrzynii. Jest to dość ciekawy i według miejscowych przynoszący dość duże ryby, zalew. Niestety, ja tego nie mogę potwierdzić. Złowiłem tam tylko płocie (największa coś pod 20 cm), ukleje (niektóre dość duże) i zerwałem przy brzegu jednego dość sporego okonia złowionego na spławik na czerwonego robaka. Ale udało mi się zaobserwować ataki prawdopodobnie okoni na drobnicę, która podczas ucieczki wyskakiwała z wody. Szczupaki podobno też tam ganiają za rybkami... W okresie letnim udało mi się zauważyć kilka dość dużych kleni zaraz pod powierzchnią.
Po tym dniu zamierzam zacząć przeznaczać więcej wypraw na Wisłoka na spinning - a celem będą jesienne szczupaki. A to dlaczego? Zapraszam do artykułu.

Celem naszej wyprawy była zapora w Iskrzynii. Jest to spiętrzony odcinek Wisłoka. Rok temu głębokość wynosiła tam ponad 7 metrów. W tym roku jest znacznie płycej... A po brzegu tego nie widać, woda sięga dalej tej samej wysokości co rok temu. Czy jest możliwe, żeby podczas większej wody przypłynęło tam tyle mułu?

Zaraz po naszym przyjeździe okonie rozpoczęły swoje pogonie. A ciekawe czy uda nam się złowić jakąś białą rybę, na którą tutaj przyjechaliśmy. Ale jeśli drapieżniki odciągną nasz cel od nas... Podczas jesiennych wypadów ze spławikiem co godzinę, albo 1,5 godziny trzeba zmienić swoje miejsce łowienia. Nie nęcę teraz dużo. Zanęta w sprężynie oraz dwie, trzy kulki rzucone w okolice spławika wystarczą. Łowię bardzo lekko, z cienką żyłką i małym haczykiem. Bardzo dobrze sprawdza się to na wiosnę i na jesień, ale również w lecie podczas prób oszukania większych ryb za pomocą spławika (mowa tu o płoci, wzdręgach i innych mniejszych gatunków).

Podczas godziny i trzydziestu minut spędzonych na pierwszym łowisku, nie udało się nic złowić. Nie mieliśmy nawet żadnego brania. Łowiliśmy w sumie na cztery wędki. W wodzie jedynie okonie (albo szczupaki) goniły za małymi rybkami. Pomyśleliśmy, że w takich warunkach, wśród drapieżników trudno będzie o białą rybę. Przenieśliśmy się, więc w okolice zapory, gdzie zawsze było spokojnie.
Wędki rozłożone, lekko zanęcone łowisko i pozostaje czekać. 30 minut i nic się nie dzieje. Kolega postanawia iść zobaczyć co się dzieje niżej zapory. Ja pozostałem w swoim miejscu, przy wędkach. I to był dobry wybór. Po kilku minutach bombka w mojej wędce zarzuconej ze sprężyną zanętową poszła pod sam kij po czym opadła do połowy. Byłem już przygotowany i przy kolejnym ruchu bombki do góry zaciąłem. Czułem lekki opór. Ryba dzielnie walczyła, ale podebrałem ją (z problemami - łowiłem z małej skarpy, jakieś 2-3 metry na wodą). Po wyciągnięciu ryby na brzeg lekko się zdziwiłem. Podczas holu myślałem, że jest to okoń, ale na brzegu okazało się, że to jazgarz. Mój pierwszy w życiu. Miał lekko powyżej 15 cm. Zdziwiłem się, że ma tak bardzo twardą głowę. Skusił się na czerwonego robaczka. Włożyłem rybkę do podbieraka i wypuściłem do wody.

Po dłuższej naradzie zdecydowaliśmy się opuścić zaporę i udać się na rzekę w okolice mostu w Iskrzynii. Po dojechaniu na miejsce zobaczyliśmy wędkarzy w miejscu, gdzie chcieliśmy łowić, a więc na łączeniu Morwawy i Wisłoka. Wędkarze łowiący tam podczas, gdy przechodziliśmy koło nich holowali... notatnik! Taki ładny, skórzany. Widać, że w niektórych miejscach da się radę złowić na prawdę rzadką zdobycz...

Poszliśmy brzegiem trochę wyżej. Zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie do wody wpadało dużo gałęzi z drzew, ich korzeni itp. Zaraz po zarzuceniu wędek poszedłem za potrzebą w krzaczki. Zostawiłem spławik, żeby spływał sobie z nurtem Wisłoka (uciąg wody nie był tam duży). Wróciłem i szukałem wzrokiem spławika. Nie było go tam. Popatrzyłem więc na żyłkę, która była naprężona. Zaciąłem. Ryba dzielnie walczy. Przy brzegu zaczęła dopiero uciekać. Na kołowrotku miałem żyłkę 0,16 mm, a przypon miał 0,10 mm. Mały haczyk i czerwony robak. Z problemem podbieramy rybę z wysokiego brzegu. To szczupak! Zacięty ładnie za, dosłownie skórkę na pyszczku. Dzięki temu nie uszkodził nawet żyłki od przyponu! To mój drugi szczupak w tym roku złowiony na przynętę naturalną (i to nie na żywca!). Pierwszego złowiłem końcówką czerwca na kukurydzę z gruntu w Kobylanach, a teraz ten, na dżdżownicę. Miał 37 cm długości. Nie był duży, ale cieszył.

Po zmianie miejscówki udało nam się tylko złowić jedną wzdręgę (która zerwała się przy brzegu).

 


5
Oceń
(10 głosów)

 

W poszukiwaniu jesiennych szczupaków - opinie i komentarze

użytkownik146431użytkownik146431
0
Ten tytuł nie ma najmniejszego sensu,patrząc na treść Twojego wpisu,bo przecież dopiero następne Twoje wyprawy będą szczupakowe.Redakcja czasami przechodzi samych siebie. (2014-11-21 13:10)
kamil11269kamil11269
0
Przepraszam ale tu nie chodzi o sens. Mój tytuł był zupełnie inny. Opowiadał o przypadkowym złowieniu szczupaka na spławik i o tym, że dopiero zacznę wybierać się konkretnie na tą rybę :( Pozdrawiam (2014-11-22 09:36)
Artur z KetrzynaArtur z Ketrzyna
0
Kamil tak jest że maja prawo nam zmienić tytuł ni nie zawsze zrobią to trafnie... i pamiętaj jak na szczupaka jesienią to ciut grubiej... Dlaczego? Bo jesienią i narybek większy, i im zależy na lepszych kąskach... (2014-12-03 19:35)

skomentuj ten artykuł