Wędkarskie, cuchnące eldorado

/ 46 komentarzy / 16 zdjęć


Wędkarskie, cuchnące eldorado - Czasy cuchnących, warszawskich kolektorów ściekowych pompujących w Wiślane odmęty hektolitry nieczystości odeszły w niepamięć. Burzowce raczące obecnie królową rzek ulicznymi śmieciami spływającymi po obfitych deszczach to tylko namiastka dawnej patologi. Z tej patologi na warszawskich brzegach ostali się obecnie tylko szarpakowcy, którzy zapewne ze łzami w oczach wspominają czasy, w których u ujść kanałów ściekowych zbierały się ogromne stada drapieżników i białorybu. Sentyment do tych miejsc czuje pewnie również wielu wędkarzy łowiący kiedyś do woli ryby bez zanęt i większych przygotowań. Proszę potraktować ten tekst jako ciekawostkę, ponieważ obecnie żaden z opisanych prze ze mnie kolektorów już nie działa.  Chociaż 1 stycznia 2012 roku gdy ten artykuł został opublikowany w Wiadomościach Wędkarskich, kanały ściekowe obudziły się znowu do życia, a ich zamknięcie wcale jeszcze wtedy nie było takie pewne. 























Każdy kto wtedy sądził, że MPWiK dotrzyma terminów był w poważnym błędzie. Lanie gównianego koktajlu do Wisły przedłużyło się o wiele miesięcy

Cuchnące Eldorado

Coś tu śmierdzi - 12.09.2011


W połowie zeszłego roku, Warszawiacy, spacerujący nad Wisłą, na wysokości starej Warszawy odkryli, że ktoś dokonał zamachu na ich węch i poczucie estetyki. Sprawcą cuchnącej niespodzianki było Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji. MPWiK zaczęło nagle odprowadzać 70 tysięcy metrów sześciennych nieoczyszczonych ścieków na dobę w samym sercu stolicy. Manewr związany był z przebudową kolektora burakowskiego, w celu połączenia go z oczyszczalnią Czajka. Właściwie posunięcie MPWiK nic nie zmieniło, ponieważ nieoczyszczone ścieki z lewobrzeżnej Warszawy i tak lądowały w Wiśle, tylko w trochę innym miejscu. Wypluwający do tej pory nawet do 120 tysięcy metrów sześciennych na dobę kolektor burakowski położony jest na Młocinach z dala od Centrum i wścibskich oczu. Jeżeli ktoś we własnym zakresie nie zainteresował się, co dzieje się z zawartością własnej muszli klozetowej, faktycznie mógł być w sporym szoku. Niestety, od XVIII wieku, gdy Warszawiacy przestali wylewać nieczystości za okno, a stolica została wyposażona w rowy, oraz kryte drewniane i murowane kanały, odprowadzające ścieki bezpośrednio do Wisły, po lewej stronie miasta nic się nie zmieniło. Zakończenie modernizacji oczyszczalni Czajka jest planowane dopiero na 2013 rok. Jedyną pociechą jest fakt, że kanały ściekowe w centrum Warszawy zostaną wyłączone już 31 grudnia 2011 roku i znowu przekierowane do Burakowa. 






















kolektor pod Poniatowszczakiem

Jedynymi osobami, które być może już tęsknią za cuchnącą niespodzianką jest spora grupa warszawskich wędkarzy. Jak sobie inaczej wytłumaczyć, że wraz z uruchomieniem kolektorów wypluwających wydaliny fizjologiczne człowieka, odpady ze szpitali, łaźni, pralni, przeróżnych zakładów przemysłowych i Bóg wie co jeszcze, zaroiło się od miłośników wypoczynku z wędką w ręce? Okolice Warszawy są przecież pełne innych łowisk, nad którymi możemy cieszyć się urokami natury i stosunkowo czystą wodą, więc co przyciąga wędkarzy w tak skrajne miejsca? Chciałbym tu napisać, że flaki mi się wywracają na samą myśl o łowieniu w szambie, ale fakt, że sam wędkowałem w pobliżu kolektorów w latach dziewięćdziesiątych, chyba mi na to niezbyt pozwala. Postaram się za to w paru słowach przybliżyć wam fenomen cuchnącego Eldorado, opowiedzieć o „urokach” wędkowania w tych specyficznych miejscach, oraz krótko scharakteryzować najbardziej popularne, „pachnące” warszawskie miejscówki.






















pod koniec 2011 roku pod Poniatowszczakiem zrobiło się gwarno i wesoło jak wiele lat temu






















o przestrzeganiu RAPRu tak jak kiedyś raczej nikt nie pamiętał






















amatorom kolektorowych rybek należy powiedzieć Bon Appétit...

Do kolektora jeden krok


Pierwsze kroki nad warszawską Wisłą stawiałem jako nastolatek. Nie mając pojęcia o łowieniu w wielkiej rzece, lgnąłem do innych wędkarzy podpatrując metody, jakimi się posługiwali. Nie potrafiłem jeszcze czytać rzeki, posługiwałem się prostym wyznacznikiem – Im większe skupisko wędkarzy, tym większa szansa na złowienie upragnionej ryby. Nic więc dziwnego, że z czasem trafiłem nad kanał ściekowy. Takie miejsce zawsze przyciągało wędkujących. Wylot miejskich arterii skutecznie nęcił wszystkie gatunki ryb. Za ławicami białorybu podążały głodne drapieżniki. Pierwszy szok związany z obserwacją tego, w czym należało zanurzyć swój zestaw, mijał wraz z wyciąganymi okazałymi rybami przez starszych kolegów. To chyba tak, jak z fajkami i alkoholem, dorośli to robią, więc na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku.

Poniatowszczak

Pierwszym „zaliczonym” przeze mnie burzowcem był kanał ściekowy sąsiadujący z Mostem Poniatowskim. Wracając tramwajem z nieistniejącego już bazaru Europa pewnie nie raz widzieliście spory tłumek wędkarzy na betonowym bulwarku, przy którym cumowały barki.
Kanałek właściwie tylko smużył. Wystarczająco, aby przyciągnąć ryby, ale nie na tyle aby wędkowanie było uciążliwe. Co jakiś czas należało ściągnąć z żyłki papier toaletowy albo przycisnąć butem do ziemi, nie chcącą się odczepić podpaskę. Te niewielkie niedogodności rzeka wynagradzała pięknymi leszczami, certami i krąpiami. Przy betonowym bulwarze, na ukleje chętnie brały sandacze, a w okolicy zalegających na dnie wielkich kamieni można było zmierzyć się z brzaną. Za przykładem starszych kolegów zabrałem parę ryb w celach konsumpcyjnych. Na pierwszy ogień poszedł piękny jaź. Fetor unoszący się znad patelni zaalarmował moja mamę. Ryby trafiły do kosza, a ja dostałem zakaz przynoszenia własnych zdobyczy do domu. Podobno słodko – kwaśny odór, którym przechodzą żerujące przy kolektorach ryby, da się zneutralizować poprzez moczenie ich w mleku. Nie wiem, nie praktykowałem takich zabiegów. Po kuchennym zgrzycie złowione ryby oddawałem albo wypuszczałem. Wszystkim konsumentom delicji z kanałków życzę smacznego. Wędkarze z okolic Poniatowszczaka zniknęli z łowiska z dnia na dzień wraz z rybami i szybko opadającą wodą. Na szczęście nie oddalili się zbyt daleko. Część kolegów po kiju, z którymi zdążyłem się już zaznajomić, zlokalizowałem na wysokości ulicy Karowej. Do dziś pamiętam ten widok. Las pracujących wędek ciągnął się od burzowca aż do Mostu Śląsko – Dąbrowskiego.























Karowa

Zająć dobre miejsce w weekend na wysokości ul. Karowej nie było łatwo. Tłukłem się nocnymi autobusami przez całą Warszawę, aby znaleźć się na łowisku około pierwszej w nocy. Rzadko byłem pierwszy. Mała grupka wędkarzy siedziała już na betonowych schodach, wyczekując z niecierpliwością świtu. Budzącemu się do życia rankowi, towarzyszyła mgła, unosząca się nad leniwie płynącą Wisłą. Wraz ze świtem dawały o sobie znać przewalające się z charakterystycznym furkotem brzany. Parującą wodę co jakiś czas przecinał grzbiet dużego leszcza. W porównaniu z „Karową” kanałek przy „Poniatowszczku” to Pikuś. Z rana kolektor ledwo smużył. Budził się wraz z mieszkańcami stolicy. Najpierw wydawał z siebie pomruk przywodzący na myśl jakąś żywą istotę. Dźwięk przechodził miarowo w huk, aby wreszcie światło dzienne mogło ujrzeć to czym wypróżniała się do Wisły Stolica. Osady tłustego śmierdzącego szlamu osadzały się na brzegach. Ohydztwo przyczepiało się do butów i było ciężkie do usunięcia. Ryby spływały z całej okolicy przyzwyczajone do codziennej wyżerki. Gdy tylko oczy przyzwyczajały się do szarówki w ruch szły teleskopowe kije, im dłuższe tym lepsze. Królowała tu właściwie jedna metoda – przepływanka z przytrzymaniem. Łowienie w tłumie wymagało przystosowania i nauczenia się łowienia na komendę. Wraz z sąsiadami wykonywało się jak najdalszy rzut spławikiem w prawo. Szybkie skracanie żyłki umożliwiało kontrolę nad spławikiem. Im bardziej w lewo, tym bardziej przepływanka przechodziła w przystawkę. Umiejętne długie przytrzymanie spławika w miejscu prawie zawsze gwarantowało branie. Po chwili nurt spychał zestaw do brzegu lub zatapiały go płynące śmieci. Po zwinięciu zestawu ceremoniał zaczynał się od nowa. Po każdym zarzucie średnio na co drugim stanowisku słychać było zamaszyste zacięcie, a co trzeci kij wyginał się pod ciężarem holowanej ryby. Etykieta wymagała przerwać na chwilę łowienie, aby sąsiad mógł spokojnie wyholować zdobycz. Takie łowienie wiązało się z wiecznie poplątanymi zestawami. Z tego powodu nie było nerwówki, każdy wiedział, że wyłowi się do syta, a chwilowa przerwa pozwalała zapalić papierosa lub ponarzekać na stan czystości wody. Trzeba być strasznym hipokrytą, aby celowo łowić w ścieku i marudzić, że woda brudna. Pamiętam, jak na Karową przyprowadzałem kolegów z podwórka. Z niedowierzaniem przyglądali się szerokiej na kilka metrów szarej smudze, przypominającej o tym co się spuściło w kiblu parę godzin wcześniej. Potem padały słowa krytyki, często ostre i zawierające wiele niecenzuralnych słów, celnie pasujących do prezentowanego im łowiska. Widząc pierwsze wyjeżdżające na brzeg ryby następowała przerwa w złorzeczeniach i zapadała cisza. Po chwili, gdy argumenty za, przeważały, rozkładali wędki. Pokusa złowienia ryby marzeń, była większa niż groźba fizycznego kontaktu z tym co wypływało z kanału na wysokości ulicy Karowej. Na łowisku niepodzielnie królował krąp. Hol półkilogramowego osobnika w szybkim, wiślanym nurcie przysparzał nie lada emocji. W „pożywną” smugę wchodziły stada leszczy. Zacięcie ponad trzykilogramowej sztuki na półmetrowej wodzie było wstrząsającym przeżyciem. Ryba natychmiast przewalała się po powierzchni, a brak reakcji ze strony wędkarza kończył się wypięciem lub zerwanym hakiem. Na głębszą wodę podchodziły jazie i brzany. Te drugie, gdy znalazły się na kiju, jak lokomotywy szły z prądem plącząc i rwąc napotkane po drodze zestawy. Były nerwy, emocje, przekleństwa i straty w sprzęcie. Pierwszą bolonkę złamałem po godzinie łowienia próbując wślizgiem wyjąć pięknego śliziaka na brzeg. Co jakiś czas rozchodziła się sensacyjna wiadomość o ataku suma. Nieudana walka z rzecznym potworem nie była tu niczym dziwnym. Za to próba zeżarcia holowanego krąpia przez buszującego w szambie rozbójnika nie jednego mogła przyprawić o zawał serca. Przy wysokiej wodzie sum potwór podobno szukał schronienia w wylocie kanału, a niektórzy twierdzili, że mieszka tam na stałe. Jeszcze inni wierzyli w te opowiadania spędzając całe dnie nad burzowcem, mocząc w cuchnącej zupie żywce lub obfite kęsy wątroby. Rybodajne miejsca budzą jedno z najgorszych ludzkich cech – pazerność. Nieraz widziałem sceny wyciągania z wody siatek wypełnionych po brzegi rybami. Przy dobrym dniu można było nałowić i kilkadziesiąt kilogramów mięsa. Po co to komu? Najczęściej na sprzedaż. „Pachnące” ryby trafiały do odbiorców prywatnych oraz do punktów gastronomicznych. Handel „lewą” rybą w latach dziewięćdziesiątych kwitł w najlepsze. Kiedyś miałem przyjemność pracować w jednej z knajp na Starówce. Nie raz byłem świadkiem szemranej transakcji. Najlepiej schodziły sumy i sandacze. Odpowiednio doprawione zadowalały nawet najbardziej wybredne podniebienia.























Kanał ściekowy na wysokości ulicy Karowej przez wiele lat był pachnącą "wizytówką" warszawskiego bulwaru i miejscem spotkań wędkarskiej "elity"

Spójnia i Dewajtis

Z czasem nawet najlepsze łowisko zaczyna się nudzić. Wraz z kolegami szukaliśmy nowych miejsc, mogących dostarczyć nam wędkarskich emocji. Nauczeni już przykanałowej łatwizny, przemierzaliśmy lewobrzeżną stronę Wisły, w poszukiwaniu śmierdzących potworków. Daleko nie trzeba było szukać. Na wysokości Klubu Sportowego Spójnia znajdował się ukryty w, porastającym brzegi, lesie następny czynny kolektor. „Spójnia” była fantastycznym miejscem. Duża kamienista rafa wiza wi wylotu bużowca tworzyła wlew o bystrym nurcie i twardym żwirowym dnie. Przy wysokiej wodzie łowiliśmy w samym wylocie kolektora.






















Kolektor na wysokości ulicy Dewjtis i klasztoru Kamedułów 

Obfity pęk czerwonych robali zawieszony w toni na zestawie bez spławika był zabójczą bronią na kręcące się tutaj wielkie jazie. Na napływie i w warkoczu brały brzany. Na kiju miałem ryby nie do wyjęcia. Po kilkudziesięciominutowej potyczce najczęściej poddawała się żyłka lub brzana grzęzła w zaczepach. Amatorzy grubych leszczy ustawiali się na niewielkim zastoisku lub na położonych kilkadziesiąt metrów dalej piaszczystych łachach, gdzie leszczom towarzyszyły stada cert. Z czasem dotarliśmy do Lasku Bielańskiego, gdzie na wysokości Klasztoru Kamedułów i ul. Dewajtis straszył następny ściek. Kolejne banalnie proste łowisko pozwalające się wyszaleć z wędką do woli. Szczęściarze mogli tu liczyć ma branie kilkunastokilogramowego karpia lub amura, a przy wysokiej wodzie doświadczeni spinningiści polowali w okolicach kanału na okazałe sumy i sandacze. 






















Zdezelowany i ryczący odchodami kanał na Spójni 






















Oblepione lepką mazią brzegi mogą wywołać torsje 






















Oprócz przyjemnych aspektów łatwego wędkowania, nie wymagającego wymyślnych zanęt i sprzętu, kanałowy folklor ma swoje ciemne strony. Fizyczny kontakt z zawartością kolektora jest ryzykowny i niebezpieczny. Składnikiem ścieków komunalnych są chorobotwórcze bakterie i wirusy. Taplając się w nieczystościach jesteśmy stale narażeni na tyfus, dur brzuszny i dezynterię. Jakby tego było mało, jest spora szansa na złapanie glisty ludzkiej, a kontakt z wszelkiego rodzaju niebezpiecznymi pleśniami też nie wróży za dobrze.























Warszawski przegląd tygodnia 






















Bergiel


Jedyne miejsce na którym nie zabawiłem zbyt długo to kanał burakowski na Młocinach, pieszczotliwie nazywany przez wędkarzy Berglem. To istny król kanałów ściekowych, Pan kału, moczu i papieru toaletowego. Z wędką byłem tam tylko raz. Przyjechaliśmy się rozejrzeć z kolegą, i chociaż byliśmy już zaprawieni w kolektorowych bojach, nie rozłożyliśmy nawet wędek przyglądając się z niedowierzaniem, co człowiek może zrobić ze środowiskiem. Kilkudziesięciometrowy betonowy kanał daleko wrzynający się w rzekę kończy się gigantycznym śmierdzącym warkoczem. 






















Bergiel - król wszystkich kolektorów na Młocinach

Utworzone przez betonowe umocnienie ogromne zastoisko wypełnione jest cuchnącą breją, upstrzoną pływającymi wyspami odrywających się od dna śmierdzących odpadów i nieczystości. Brzegi są oblepione mazią, obfitą w tysiące niedopałków, patyczków do uszu i wszelakiego ustrojstwa. Szczyt betonowego umocnienia zajęty był przez niezbyt życzliwie nastawionych miejscowych wędkarzy. Bergiel prezentował upadek wszystkiego, co w wędkarstwie piękne i wartościowe. Po tym, jak mój kolega cierpiący na ostrą alergię, zwymiotował, opuściliśmy to przygnębiające miejsce. O rybach z Bergla tylko słyszałem. O padających tam sumach krążą legendy. Najwięcej łowią wędkarze posiadający łodzie. Bergiel będzie towarzyszył stolicy, aż do ukończenia prac nad modernizacja oczyszczalni Czajka. Do czasu, gdy kolektor zostanie połączony z oczyszczalnią, polecam to miejsce wszelkim służbom, zajmującym się ochroną wód i rybostanu. Zaręczam, że będą mieć ręce pełne roboty.























Gruba warstwa łusek walająca się na betonowym umocnieniu bergla świadczyła o obfitych połowach






















Łowienie w czystej wodzie


Moja przygoda z cuchnącym Eldorado trwała parę lat. Skończyła się wraz z wyjazdem do Norwegi. Kilkumiesięczny pobyt na dalekiej północy w celach zarobkowych, okraszany wędkarskimi eskapadami, skutecznie mnie wyleczył. Niestety, wyleczył mnie nie tylko z wędkowania w pobliżu kolektorów, wyleczył mnie z wędkarstwa w Polsce całkiem, na następnych parę ładnych lat. Za nic już nie chciałem się taplać w śmierdzącym syfie, a czasu na wyrybione łowiska było mi po prostu szkoda. Całe szczęście, z czasem odkurzyłem wędki i wróciłem do swojej pasji. Łowienie w czystej wodzie bywa bardziej pracochłonne i zmuszające do myślenia. Zaręczam jednak, że satysfakcja jest o niebo większa.

 Wędkarskie, cuchnące eldorado - tekst ukazał się w (1.2012) miesięczniku Wiadomości Wędkarskie




Tekst ukazał się w miesięczniku Wiadomości Wędkarskie

 


5
Oceń
(61 głosów)

 

Wędkarskie, cuchnące eldorado - opinie i komentarze

ZielanZielan
+1
Mieszkam na obszarze, który posiada wizytówkę, czystego, zadbanego środowiska. Ma on swoje małe grzeszki, lecz nie mogę pojąć jak można pozwolić aby taki syf wpadał do rzeki. (2013-11-29 22:21)
użytkownik58874użytkownik58874
+1
Rewelacyjny materiał !!! Dzięki za ukazanie tego,może ktoś się tym zajmnie/zainteresuje.Zostawiam****** (2013-11-29 22:38)
użytkownik146431użytkownik146431
+1
To jest właśnie jeden z powodów dlaczego nie jem ryb. (2013-11-29 22:42)
slawekkiel17slawekkiel17
+1
Pozostawie to bez komentarza !!! Za artykul *****5-ka (2013-11-29 22:47)
peterakpeterak
+1
i mam propozycję... niech ubierze to pan, albo redakcja w słowa, doda te zdjęcia i wyśle, lud zaniesie poleconym do prezesa nowego, bo to wstyd żeby trzeba było to tolerowa, u nas w krakowie na spining oststnio z wisły kurte i 5 szmat wyłowiłęm a ładne miejscó wki oblepione są taką mazią, wiec ***** i mozee pan byc dumny, ze jako pierwszy z niewielu odwarzył się to pokazac tysiącom innych osób ,,Tacy ludzie formują nasz kraj" (2013-11-29 22:54)
grisza-78grisza-78
+1
Ja pier &*% le ale szambo. To jest totalnie obrzydliwe !!!! (2013-11-29 23:00)
użytkownik44916użytkownik44916
+1
Smutne ale prawdziwe... Znam to z codzienności. Warto chyba wspomnieć też o "źródłach" z których część restauracji bierze świeżą rybkę... Hala Mirowska, Wolumen... Żal mi coś ściska. A proceder trwa w najlepsze. Czym dalej od Warszawy (w stronę Kalwarii) tym lepsza Wisła. Pzdr Seba. (2013-11-29 23:01)
użytkownik168824użytkownik168824
+1
Faktycznie ''Cuchnące Eldorado'' i lepiej nie czytać i oglądać przed jedzeniem. (2013-11-29 23:06)
ZanderHunterZanderHunter
+1
Rybki z bonusami typu prezerwatywa,podpaska,itd. po prostu same witaminy...pamiętam te klimaty 20 kilka lat wstecz w Szczecinie pełno "dziadków" przy kolektorach wylotowych na Odrze i masę złowionych rybek następnie na rynek tzw. "Manhatan" i smacznego...:) (2013-11-29 23:17)
użytkownik16322użytkownik16322
+1
Sama kwintesencja kolego z jednym tylko wyjątkiem. Nie nazwał bym tej hołoty ( sprzedającej te ryby pod halą Marymoncką ) wędkarzami. Ps. Dla mnie 5. Ale jak to dobrze że już jestem po kolacji. Julian (2013-11-29 23:28)
RysiiekRysiiek
+1
powiem krótko, łeb mi pękł. dzięki za otwarcie oczu (2013-11-29 23:46)
użytkownik166905użytkownik166905
+1
Welcome to Warsaw ;) (2013-11-30 00:40)
agalekagalek
+1
SZOK, gdzie jest Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, Policja, PZW. U mnie jak rolnik wywiózł gnojowicę na pole w okresie gdzie było to zabronione przez ARiMR to była afera a tu takie ilości ścieków bytowych idą do Wisły i nic !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! (2013-11-30 06:00)
roman55roman55
+1
Sebastian. Gratulacje za podjęcie tak ważkiego tematu w swoim artykule. Może to niektórym otwory oczy nieco szerzej. Dalej przemilczę co by nie sypnąć z grubej rury. Pozdrawiam (2013-11-30 06:19)
Zibi60Zibi60
+1
"Rybodajne miejsca budzą jedno z najgorszych ludzkich cech – pazerność." Czytałem z obrzydzeniem równym Twemu, gdy próbowałeś wędkować w tych miejscach. Dałem się namówić na Odrę po wielkiej powodzi i po obejrzeniu podobnych (obawiam się, że jeszcze gorszych) widoków od kilku lat mnie tam nie ma. 5* za podjęcie tematu. (2013-11-30 07:13)
użytkownik149822użytkownik149822
+1
5 - za ten artykuł. Innej oceny nie może być. Ten artykuł to k*wa wszystko co mam do powiedzenia na temat polskiej dbałości o środowisko rzek i dbałość o przyrodę - w ogóle.Mamy wiek XXI i rok 2013 - to k*wa wstyd, że takie coś w ogóle kiedykolwiek zaistniało w naszym kraju. (2013-11-30 09:56)
marek-debickimarek-debicki
+1
Temat, który Kolega poruszył jest bulwersujący w całej swej rozciągłości. proponuję przesłać materiał naszym włodarzom nie tylko w urzędzie miasta, ale powiatu, województwa wyżej. Masakra. Z drugiej strony jeszcze do niedawna takie wizytówki można było spotkać na Warcie. Na szczęście jest obecnie zdecydowanie lepiej, a nawet dobrze. pozdrawiam, gratuluję podjęcia tematu i *****pozostawiam. (2013-11-30 10:28)
FELIPEFELIPE
+1
Za artykuł i ukazanie skali problemu oczywiście ******. Urodziłem się i mieszkałem ponad 20 lat w Głogowie nad Odrą i podobne obrazki skutecznie mnie wyleczyły z wędkowania w rzece w odcinkach miejskich. Na odcinkach pozamiejskich było lepiej, ale nie na tyle abym był częstym gościem nad rzeką, wolałem czyste "dołki" gdzie człowiek oddychał pełną piersią, choć emocję czysto wędkarskie nie do porównania. (2013-11-30 11:00)
Pawelski13Pawelski13
+1
Sebastian - ale żeś to opisał! Czytając to, czułem się jakbym tam z Tobą chodził i widział to na własne oczy! Aż się wierzyć nie chce że coś takiego miało miejsce! Mieszkałem kilka lat w W-wie ale nigdy w Wiśle nie łowiłem. Czy niektóre z nich jeszcze dalej funkcjonują i zatruwają tą piękną rzekę? (2013-11-30 11:01)
Olin GutowskiOlin Gutowski
+1
No tak, przy tych miejscówkach to ciepły kanałek na Siekierkach, gdzie czasem pójdzie trochę mazutu jest źródełkiem przeczystym. Nic lepszego nie wymyślę niż zacytować grisza78: "ja pier****, ale szambo!" (2013-11-30 11:06)
kabankaban
+1
A wydawało mi się ,że to co widziałem kilkanaście lat temu w Mielcu to największy syf jaki może być i myliłem się... . (2013-11-30 12:40)
Jakub WośJakub Woś
0
wstyd i hańba (2013-11-30 13:28)
jurekjurek
0
I to wszystko w stolicy , niedaleko posłów i Prezydenta RP , wstyd !!! (2013-11-30 14:04)
rysioszrysiosz
+1
No dobrze ale ryby do tego lgneły co świadczy o tym że woda z tych kolektorów mimo że niosła syf to też pokarm w postaci nierozdrobnionej masy wszelkiego rodzaju odpadków organicznych którymi ryby właśnie w takich miejscach żerowały. Nasuwa się pytanie czy w tych brudniejszych rzekach czasami nie było więcej ryb???.A tu regulują ile się da i gdzie się da.I gdzie ten pokarm ma być ?w betonowych brzegach!!!!? (2013-11-30 15:57)
troctroc
+1
       Współczuję warszawiakom- Gruba Kaśka stoi nieopodal czyli ujęcie wody spod szamba- kawa czy herbata musiała smakować wybornie... ***** za poruszenie tematu.
(2013-11-30 17:28)
mateuszwosmateuszwos
-1
O rzesz w mordę! Fujjjj! (2013-11-30 19:23)
marekzalewskimarekzalewski
+1
Od 10 lat mieszkam w Łomiankach (dla niewtajemniczonych położone są pod Warszawą w dół rzeki - za kolektorami zrzutowymi), do wału przeciwpowodziowego mam jakies 100 m. Teoretycznie przez te lata nie miałem problemu polegającego na braku łowiska znajdującego się niedaleko domu. Praktycznie problemem było wszystko, co leżało na brzegu, co płynęło w wodzie, wszystko co powinno być wodą (jak to w rzekach bywa), a także to, co na wyciąganych zestawach gruntowych (czy po prostu na zwijanej żyłce) wyglądało jako sandaczowy kogut, tzn. okręcona wokół żyłki prezerwatywa, dodatkowo owinięta włosami, kawałeczkami foliowych torebek, papierków i innych mniej czy bardziej przypominających jakieś "rzeczy", a spoiwem była jakaś breja, która to wszystko pokrywała. Dziwiłem się kolegom, że w ogóle tu przychodzą łowić ryby, bo po prostu się brzydziłem. Na brzegu i w wodzie można było znaleźć rzeczy, których obecności nikt by się nawet nie spodziewał, nawet elementy wyposażenia ubikacji, np. plastikowa zawieszka na kostkę do wc itd itp...Pierwszy raz dowiedziałem się, że zestaw gruntowy (ciężarek, haczyk i żyłka) należy odciąć po zakończonym łowieniu. Nie dało się tego zdjąć z żyłki, ani nawinąć na kołowrotek... To był pierwszy i ostatni wypad nad Wisłę... Do momentu uruchomienia inwestycji, która ma poprawić stan naszej Królowej w Warszawie, nie widziałem powodu, aby nawet pomyśleć o łowieniu. W zeszłym roku przeszedłem się z ciekawości i okazało się, że nie czuć już Wisły, której zapach zapamiętałem (smrodem, odorem bym nie nazwał, ale zapach był) , sama woda nieco się poprawiła, a wysoki stan wody po zimie stopniowo oczyszcza brzegi (choć szkoda, że naszego biednego państwa, gmin nie stać, by zlecić oczyszczanie brzegów rzeki, by uchronić zlewnie naszej Wisły i zadbać o ekologie i czystość, ale dba się tylko o inflację, podwyżki i ściągalność mandatów). Teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że faktycznie poprawiło się zarówno w wodzie, jak i na brzegu i w powietrzu. Zmienił się nieco kolor wody, jej przejrzystość. Nie jeden wędkarz, może mnie wyśmieje, że się brzydzę, że może za delikatny jestem, ale jak widziałem wszechobecny syf, bo tak to się chyba nazywa, to wolałem jechać na inne łowisko, niż odcinać żyłkę, albo co gorsza rękoma odczepiać to coś z żyłki... (2013-11-30 20:03)
użytkownik16322użytkownik16322
+1
A wiecie co mnie w tym wszystkim najbardziej wkurza. Że te k.....   magistrackie każą nam segregować śmieci.
Julian
(2013-11-30 20:26)
elkakelkak
+1
wstyd, powinni się za to wstydzić !!! ale nikt sobie z tego problemu nie będzie głowy zawracał, sami się przekonacie....... o zgrozo...... (2013-11-30 21:34)
użytkownik97760użytkownik97760
+1
"Urokliwa" Wisła ciągnie nad brzegi pary kochanków stąd i kondomy dziwić nie mogą. Raz widziałem jak ukleja wpłynęła do kondoma i tak pływała w koło bo wygrzebać się nie mogła. (2013-11-30 23:35)
ProfesorProfesor
+1
Witamy w Polsce ! Między innymi takimi "obrazkami" powinien się zająć ZG PZW. Bo to nasza woda i naszym obowiązkiem jest lobbować u kogo trzeba. Nas jest milion i muszą nas wysłuchać !!! (2013-12-01 09:10)
ProfesorProfesor
0
Witamy w Polsce ! Między innymi takimi "obrazkami" powinien się zająć ZG PZW. Bo to nasza woda i naszym obowiązkiem jest lobbować u kogo trzeba. Nas jest milion i muszą nas wysłuchać !!! (2013-12-01 09:10)
Artur z KetrzynaArtur z Ketrzyna
+1
Temat rzeka... Ale na szczęście takie incydenty są już coraz skuteczniej tępione. Choć dalej jest to problem ogólnokrajowy, to coraz częściej piętnuje się i tępi takie poczynania ze skutkiem pozytywnym. (2013-12-01 10:55)
lakulaku
+1
Wydaje mi się że większość komentujących obejrzało tylko obrazki zamiast przeczytać tekst z którego wynika że taka sytuacja nie ma już miejsca a opis jest tylko mrocznym wspomnieniem autora. Tekst rewelacja pozdraiwam i życzyłbym sobie więcej takich treści do czytania tutaj. (2013-12-01 12:12)
marciin 2424marciin 2424
+1
Myślę ,że autor w 100% pokazał na jakim poziomie kultury jest nasz kraj w porównaniu z krajami europy zachodniej. O Skandynawii nawet nie wspomnę ,bo od nich to cały świat powinien się uczyć . Dla autora *****. (2013-12-01 13:51)
rysiek38rysiek38
0
doskonałym przykładem jest rzeka Brynica kilka kilometrów za zbiornikiem Kozłowa góra. Tzw "galoty" aż się czasem woda gotuje tylko bez kataru nie podchodż (podobno wtedy wech przytępiony) (2013-12-01 16:30)
użytkownik65213użytkownik65213
+1
Nie daj Bóg jak się w nocy oko złapało. Gruntówki nie szło przez ten syf wyciągnąć, trzeba było rwać. Teraz faktycznie jest dużo lepiej!!! (2013-12-01 19:21)
naruto1919naruto1919
+1
Ja pie....le czy to nie chore mamy 21 wiek i niby dbamy o środowisko i jak idzie pływające podpaski, gumy, pety i inne śmieci niby wiem że tak jest ale to jest po prostu idiotyzm i debilizm, a ci co łapią tam ryby w celach konsumpcji czy nielegalnej sprzedaży to z mety do ostrzału, przecież taka ryba grozi poważnym zatruciem a do tego Boże taki syf jak to czytałem to mi się zbierało już wole posiedzieć pocieszyć się naturą i nic nie złowić niż siedzieć w smrodzie i syfie żeby kilka ryb wyciągnąć. Materiał jest pierwsza klasa autorowi duże brawa i *****. (2013-12-02 09:45)
pawel75pawel75
+1
Mega olbrzymia PIĄTKA ! Świetny artykuł, nie tylko ręce ale i szczęka opada dosłownie. Nawet nie umiem znaleźć słów. Wstyd to mało powiedziane..... Pozdrawiam ! (2013-12-03 18:15)
robbanrobban
+1
Tym artykułem , możne otworzyłeś komuś oczy. Włodarze Warszawy powinni coś z tym zrobić , a nie tylko siedzieć i czerpać z koryta . Czas dać coś od siebie , bo tymi zdjęciami, marki sobie nie wyrobią. A i o glosy przy wyborach będzie trudniej ;)))) Pozostawiam ***** (2013-12-03 19:34)
Sebastian KowalczykSebastian Kowalczyk
+1
Dziękuję za pozytywne komentarze. Jak podkreśliłem na początku tekstu, ta zatrważająca sytuacja obecnie nie ma już miejsca więc nie trzeba nic wysyłać, ani podnosić niepotrzebnego alarmu. Umieściłem ten wpis aby pokazać jak wolny postęp cywilizacyjny jest stolicy naszego kraju. No ale jeśli kopie się tunele wzdłuż rzeki zamiast pod nią to pewnie inaczej nie może być. ;) (2013-12-04 09:15)
Basia KierBasia Kier
-1
No i artykuł znowu przydatny. Dobre porady nigdy się nie starzeją, na dzisiaj jak znalazł :) (2019-09-02 13:49)
SmolikSmolik
0
Masz rację Basiu. Niestety "historia zatoczyła koło" i sprawa znów jest aktualna. Wstyd, że w XXI wieku w Polsce nadal mamy tego typu problemy. Mam nadzieję, że awaria zostanie szybko usunięta i ścieki będą skutecznie oczyszczane, a nie wpuszczane do Wisły! (2019-09-02 20:57)
Basia KierBasia Kier
-1
@Smolik: może trochę uśmiechu przez łzy, bo jednak wody i ryby szkoda. Z opisów wynika, że nieczystosci zwabiają całe stada i to wielkich ryb. My się tu spieramy, dopytujemy o najlepsze zanęty, a okazuje się, że wystarczy n...ć do wody... Chociaż czytałam w jakiejś książce wędkarskiej, że ryby dostawały prawdziwego amoku w czasie świniobicia, a konkretnie czyszczenia jelit świń w potoku. Do zanęt dodaje się gołębie odchody, nawet tych firmowych. Więc preferencje zapachowo-smakowe ryb i ludzi wcale nie muszą się pokrywać. (2019-09-02 21:43)
SmolikSmolik
0
Zgadzam się - inaczej niż "uśmiech przez łzy" tego nie można nazwać. Pozdrawiam i napisz wreszcie coś nowego, bo nie mogę się doczekać :) (2019-09-02 23:09)
JulianJulian
0
Tyle lat już minęło no i co ? No i g..... Dosłownie i w przenośni. Ps. A ,,książeczek " nie zapomnijcie wypełnić przy ,,wejściu " na łowisko. Bo KARA !!!!!! będzie. (2019-09-03 09:41)

skomentuj ten artykuł