Jednym z częściej zadawanych na forum pytań jest zapytanie o dobór wędziska. Technologie lotnicze i kosmiczne trafiły do producentów sprzętu, a ci nas zadziwiają coraz to nowymi kijkami. Specjalizacja rozszerzyła swe pole na wiele rodzajów wędzisk do połowu jednego gatunku, ale różnymi metodami. Młodzi, początkujący adepci wędkarstwa pytają czy kijkiem 2,4 m o cw. do 100 gram można łowić płotki, no i co im odpowiedzieć, aby nie zniechęcić. Oczywiście, że można, tylko przyjemności w tym żadnej, a napracować się trzeba. Każdy początkujący wędkarz powinien poznać zgrubne kryteria doboru sprzętu do swojego łowiska i ryb tam występujących, a później ocenić swoje możliwości finansowe, wybrać coś posiłkując się opisami i potwierdzić swój wybór, pytając na forum wędkarskim. Dobór wędziska to sprawa indywidualna każdego wędkującego, każdy ma swoje preferencje, swoje kryteria, a nawet swoje fanaberie. Nie ma jednego, pasującego wszystkim wędziska, widać to na półkach sklepowych czy przeglądając propozycje w internecie. Więc pytanie: "Jaki kij do spinningu" jest co najmniej niepoważne, a jeśli ktoś konkretnie odpowiada, to z pewnością nierzetelnie. Nie posądzam nikogo o złą wolę, ale trzeba zrozumieć, że to co mnie rajcuje, nie musi pasować koledze. Mój dziadek łowił jednym kijem na spławik i spinningował, po zmianie "tego co na końcu żyłki". Dziś mamy coraz większą specjalizację, dostosowujemy wędzisko do wody: rzeka, stawik, jezioro, do metody (wielkości przynęt), gatunków poławianych ryb i ich wielkości. Im dłużej łowimy, tym nasze kryteria doboru się wyostrzają i przybywa wędzisk. Czytam nierzadko wpisy: "mam bazarowy kijek już kilka lat i łowi ładne ryby". Trudno temu zaprzeczyć, ale gdyby piszący spróbował kiedyś łowić markowym sprzętem z pewnością by zmienił zdanie. Aspiracje rosną w miarę nabywania doświadczenia i przypływu gotówki - co wcale nie oznacza przełożenia - czym droższy tym lepszy. Ja długo nie mogłem przekonać się do spinningu, ponieważ nie miałem lekkiego kijka, kilka godzin rzucania na łodzi i zakwasy. Świat się zmienił, gdy zakupiłem o połowę lżejsze wędzisko i złowiłem pierwszego sandacza, tak mnie trzyma już prawie 20 lat. Dzisiejsze wędziska nie mają takiej różnicy w wadze jak kiedyś, gdy królowały szklaki a wchodził węgiel. Teraz w wędzisku szukamy innych wrażeń, bardziej uduchowionych (może głupio brzmi, ale oddaje istotę tego co opisuję). Zachwycamy się od niedawna rezonansem w rękojeściach, chcę Wam powiedzieć, że ja taki kijek miałem w końcu lat 90-tych ub. wieku. Multipicker Dam-a z najtwardszą szczytówką stosowałem do spinningu, przenosił fantastycznie drgania po braniu okonia, opowiadałem o tym odczuciu kolegom ze mną wędkującym, ale traktowali to z przymrużeniem oka. No bo jak uwierzyć w taki tekst: "powąchał, zaraz weźmie"... po czym następowało branie. Przerabiałem rzeczywiście dużo kijków spinningowych (i nie tylko), każdym się na początku zachwycałem, szczególnie jak w pierwszym lub drugim wypadzie coś zaciąłem. Minął rok, dwa, zachwycałem się nowym... Technologia idzie tak szybko do przodu, że trzeba mieć kupę kasy aby nadążyć. Reasumując, najważniejsze i jedyne kryterium - wg. mnie - to Wasza ręka i łut szczęścia podczas pierwszych rzutów, który postawi kropkę nad i. Jak pewnie zauważyliście nie wypowiadam się na temat kijków czy kręciołków, których osobiście nie posmakowałem.
Komentarze