Reklama

Wypad na amura

27/09/2008 16:46

Pod namową brata Jerzyka postanowiłem wybrać się z nim na gliniankę w Jarocinie. Jak już wcześniej opisywałem łowiliśmy tam wzdręgi i okonie. Od paru dni brat wracał co któryś dzień z łowiska meldując mi, że trafiają się spore amury takie do 70 cm. Nie bardzo chciałem z nim iść, bo sezon spinningowy w pełni no, ale raz można spróbować. Pierwsze to przygotowanie zanęty. Na takich łowiskach, gdzie nie odbywają się zawody spławikowe i brak tyczkarzy rybki wchodzą praktycznie we wszystko. Dlatego przygotowanie zanęty lekko wzbogaconej daje szanse na szybkie brania.

Kupiłem zanętę Piotra Lorenca Super płoć, która wspaniale pachnie piernikiem. Dodałem do niej konopie mielone firmy Traper około 20% opakowania, tyle samo atraktora zapachowego-wanilii i dodatkowo pieczywo fluo czerwone, które rewelacyjnie ściąga rybki. Wszystko staranie wymieszałem na sucho. Następnie namoczyłem pozostawiając na 15 minut, by dobrze wchłonęła wodę. Prawidłowo powinienem jeszcze przesypać przez sito, ale bez przesady to nie zawody. Dodałem jeszcze garść pinki i uformowałem kule. Dodatkowo każdą kulkę posypałem jeszcze na wierzchu wanilią, by szybciej ściągnąć rybki w łowisko.

Wiem, wiem zaraz mi ktoś napisze, że jest to zanęta na płoć i będzie miał racje, ale na takim łowisku naprawdę jest to bez znaczenia. Łowiłem amury na różnych zbiornikach i muszę Wam napisać, że gdy zerowały brały na wszystko - białe, pinkę, kukurydzę, ciasto czy czerwonego robaka.

Wracając do wyprawy. Dwie duże kule mocno ściśnięte powędrowały do wody i dodatkowo dwie mniejsze delikatnie ściśnięte, które po zderzeniu z wodą zaczęły smużyć. Pierwsze rzuty przynoszą brania małych wzdrążek. I tak przez pierwsze 30 minut. Po tym czasie brania ustały i na powierzchni pojawiły się bombelki wskazujące, że do zanęty przywędrowała większa rybka. Na haczyk zakładam cztery białe pinki i umieszczam przynętę przy samym dnie. Nie kładę jej na dno, ponieważ jest bardzo zamulone. Po 10 minutach następuje branie. Spławik znika pod wodą. Zacinam i czuje wspaniały opór. Ryba zaczyna odjeżdżać w środek wody. Po chwili ukazuje się pod powierzchnią. To nie amur tylko wspaniały lin. Ryba muruje do dna i spina się - szkoda adrenalina poszła w górę. Po chwili brat również zacina, lecz on ma amura. Dopiero wtedy zauważam, że nie mam aparatu. Amur brata również się spina. Postanawiam biegnąć po aparat.

Gdy wracam Jerzyk melduje, że nic się nie działo. Po raz kolejny umieszczam przynętę w zanęconym miejscu i cierpliwie czekam. Spławik znów znika i tym razem mam amurka. Nie jest duży jakieś 40 cm. Podbieram go ręką szybka sesja zdjęciowa i rybka wraca do wody. Przez kolejne 30 minut nie mam brania. Niestety muszę wracać do domu bo na dziewiętnastą idę do pracy. Brat został jeszcze do przez jakiś czas psując jedno branie. Ogólnie wypad można uznać za udany, w przeciągu 2 godzin trafiły sie nam ładne rybki, chociaż nie wyholowane ale emocji nie zabrakło.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama