Zasiadka karpiowa, od kroczka po życiowe rekordy

/ 21 komentarzy / 26 zdjęć




  • konto usunięte




Karp
zasiadka karpiowa

Karpie nic tylko karpie i karpie, czy nie ma coś innego. Takie słowa padały z mojej strony i ze strony mojej żony nie łowiąc nic innego z gruntu niż karpie. Żona tez chciała złowić inną rybę niż karp lecz na razie nie było nam to dane na tym łowisku, o którym rozpoczęliśmy właśnie przygodę z karpiem i stwierdzamy teraz po paru miesiącach , że jednak karpie na tym łowisku i tylko karpie.

Poręby Rzochowskie nasze początki z karpiem.

Nasze wyprawy karpiowe zaczęły się dokładnie w tym roku. Takie marudzenie było w tamtym lecz pod koniec roku coraz bardziej było przyjemne jak coraz to większy karp bardziej był waleczny i sztuką już było wyciągniecie szalejącej rybki jaką jest karp.

Nasz zasiadka tegoroczna była przygotowywana na nockę z 21 na 22 maja bo w tedy miałem jedynie wolne, a w niedziele miałem 1 zmianę i do pracy trzeba było iść.

Nasze przygotowania nie wyglądają typowo jak fachowych karpiarzy z powodu paru rzeczy.
Nie nęcimy sporo choć wiemy że trzeba na tę rybę i to bardzo sporo.
Opis naszego zestawu PSEUDO KARPIOWEGO To jest tak:
1. Bazarowe wędki ja spławik jakaś Okuma kiedyś jako grunt dł. 450cm c/w 120/180 teraz służy jako spławik, żona wędka nie wiem jaka firma jedynie pozostał napis dł.390cm c/w 60/140 i druga moja gruntówka również nie znana firma dł. 370 c/w 180/240 wszystkie wędki teleskopy i nie narzekamy, a nawet gdyby brak finansów. :):)
2. Kołowrotkach które ni jak nie przypominają karpiowych takich jak to się widzi na portalu w opowieściach u zaawansowanych karpiarzy oczywiście zakupy bazarowe.
3. Żyłki tak samo zakup wiadomo jak reszta. Jedynie haczyki dosyć znana firma lecz też nie mamy karpiowych zwykły KAMATSU ja na spławik 6 żona na grunt 4.
(ehh marzenia lecz finanse).

Zanęta sprawdzona TRAPER karp, leszcz, lin, płoć, od tamtego roku sprawdzona i jak na razie niezawodna na tym zbiorniku karpiowym jak i również na Wiśle. Na taką wyprawę bierzemy 3kg takiej zanęty i w zupełności wystarcza, a nawet zostaje.

Co do przynęt oczywiście, że ziarno, a tym ziarnem jest nic innego jak kukurydza z puszki tu już poszło sztuk 2 oraz białe robaki, niezawodna dendrobeana i to jest nasz cały mini zestaw karpiowy.

Zajechaliśmy około godziny 20.20 na łowisko lecz nasze stałe miejsce było już zajęte, lecz po poszukiwaniach znaleźliśmy wolne stanowisko i co jest w tym najśmieszniejsze, że to stanowisko nigdy nie było wolne nawet na tygodniu nie mówiąc o weekendzie, a tu czekała na nas miła niespodzianka jedyne wolne miejsce hahaha.

Standardowo i wbrew karpiarzom ja spławik, żona oczywiście grunt czyli bardziej karpiarz. Po rozłożeniu sprzętu rozrobieniu zanęty TRAPER parę kulek ląduje we wodzie niedaleko brzegu jakieś 5 do 8 metrów wszystko na spławik i parę garści kukurydzy. Żona kukurydza na haczyk, a w koszyczek rozrobiona wcześniej zanęta.

Żona zarzuciła zestaw, a ja jeszcze przygotowałem świetlik i zamontowałem go na spławiku 3 gramowym i również po tych czynnościach zarzuciłem w miejsce wcześniej przeze mnie zanęcone kulkami zanęty oraz kukurydzą.

Więc łowienie zaczęło się koło 21.00. Tak mijała już 30 minuta od zarzutów naszych i na razie nic nie skubnęło. Ja zacząłem zmieniać grunt na spławiku na mniejszy i ustawiłem na 3.5 metra około 4 metrów od brzegu jest już głęboko. Żona zrobiła przerzut zestawu zakładając białe robaczki.

Tak posiedzieliśmy ponad godzinę bez efektów wymieniając to opinie na temat łowiska i jak tu podejść rybkę, a w tym wypadku karpia.
Oczywiście ja od czasu do czasu rzucałem zanętę w rejon świetlika umieszczonego na spławiku, podsypując również kukurydzą.

Tak dochodziła północ bez żadnych efektów na wędkach, a nawet na sygnalizatorach cisza i bez brań.

Żona postanowiła zrobić przerzut zestawu haczyk uzbrajając w kukurydzę, po zrobieniu zaplanowanej decyzji postanowiła się przekimać troszeczkę.
JA nadal śmigałem na spławik co jakiś czas podsiewając zanętą by rozochocić karpia to żerowania.

Żona już była wprowadzona w błogi stan snu, ja oczywiście monitorowałem jej zestaw, który jedyną rzeczą było nasłuchiwanie sygnalizatora, ja na swój musiałem prawie cały czas spoglądać świetlik, a nie jeden wędkarz to powie, że może się coś z głową stać od takiego wpatrywania w to właśnie jaskrawe światełko. Mi to się zdarzało widzieć, że zamiast odjazdu czy przynużeń widziałem kręcenie się w kółko, a nawet unoszenie się w górę, tak to się może poprzestawiać od tych świetlików.
Nadeszła godzina około 0.30 spławik, a raczej świetlik na nim delikatnie zadrżał i jakby delikatnie się przynużył. Pierwsze co na myśl oczywiście złudzenie. Większe skupienie troszeczkę otępienie snu odeszło z racji, że coś zaczyna się dziać. Myślę karp powtórzy, więc wpatruję się dokładniej. Znowu to samo zatańczenie i delikatne przynużenie. Byłem już pewien, że nie zdaje mi się, coś zaczyna się dziać, więc już podszedłem to wędki zanim to zrobiłem spławik delikatnie odjechał w lewą stronę nużąc się i zanim zdążyłem złapać wędkę położył się na wodzie poziomo jakby niby nic w bezruchu.
Znowu bicie myśli czy jest i zacinać czy pociągną i odpłyną, lecz po skończeniu tej myśli spławik drgając delikatnie na tafli wody zaczął odpływać w tym kierunku co przy wcześniejszym braniu i obraniu sobie kierunku oczywiście trzciny. Nie zastanawiałem się już dłużej i zaciąłem no i jest opór, dosyć sporawy i odjazd spławika nadal ku zaroślom poczym momentalne odbicie i na środek stawu. Chwila zabawy może około minuty to trwało wyciągam karpia nie okaz lecz nie drobnica 42cm ładny i tłuściutki.
Żona się budzi i żartując, że nie ładnie tak łowić bez niej. Robi parę fotek i karpik wraca z zamiarem przyprowadzenia rodziców.

Żona również zabiera się za łowienie czyli po dłuższej przerwie znowu uzupełnia koszyczek zanętą z dodatkiem kukurydzy i na haczyk kukurydza z białym.
Ja zasiałem trochę ziarenek kuku i rzuciłem zestaw spławikowy mniej więcej w to samo miejsce oczywiście na haczyk też kuku.
Od zarzutu mojego minęło jakieś nie więcej niż 5 minut i znowu branie lecz bardziej energiczne i spławik cały pod wodę zacięcie i znowu jest bardziej energiczne bicie czuje na wędzisku lecz wiem już że wielkość nie przeraża. Wyciągam mały karpik kroczek. Takiej zabawy to miałem do godź.5.30 od tej pory u mnie cisza na spławiku. Żona również całą noc nie połowiła, chociaż u Kasi były dwa jakieś ostrzegawcze brania na sygnalizatorze lecz nic nie powtórzyło.

Koło godziny 5.00 zaczęło wschodzić słoneczko tworząc przy tym przepiękny widok oczywiście ujęty prze zemnie na aparacie. Były to przepiękne widoki tym bardziej, że brania ustały.
Przeszedłem się po stanowiskach i okazało się, że nikt nie połowił przez noc chyba że nie chcieli się przyznać lecz było by słychać. W sumie ja prócz tego 42cm nie miałem się czymś chwalić.

Poranna kawka polana przez Żoneczkę chwila zastanowienia nad rybką czy coś będzie jeszcze, lecz oczywiście czas pokaże.

Koło godziny 7 paru wędkarzy odjechało co aż dziw bierze, a po godzinie 8.00 przyjechał ojciec z sąsiadem.

Nadeszła godzina 9.30 ja przeszedłem na grunt, bo na spławiku zamarło całkiem, żona postanowiła coś wymyślić. Koszyczek upchała zanętą, z domieszką kukurydzy i czerwonego, a na haka lecz już nie bezpośrednio tylko na włosa założyła 5 ziaren kukurydzy i wyrzuciła najdalej jak mogła. Minęło nie więcej niż 20 minut, rozległ się upragniony przez żonę piszczący odgłos sygnalizatora, a bombka uciekła w górę z niesamowitą prędkością uderzając o wędkę już nie opadając. Kasia zacina lecz nie czuje za dużego oporu, sądzi że nic nie ma, lecz po chwili jest odjazd delikatny i parę sprężynujących uderzeń typowych dla karpia i na tym koniec. Żona wie, że coś jest lecz stwierdza „nic dużego”
Przygotowałem się już do podebrania ryby bo już praktycznie była dosyć blisko, gdy nagle zrobiła Kasi sporą niespodziankę zatrzymując się w miejscu około 6 –7 metrów od brzegu nie dając się ruszyć przez chwilkę. Troszeczkę się zdziwiła, ale po chwilowo zaczęła się praca ryby dwa silne odjazdy i parę uderzeń dennych, podejście w górę lecz nie wyszedł dalej na ocenę wzrokową. Troszeczkę kotkowi mojemu udało się ją podciągnąć bliżej brzegu lecz zostały powtórzone efekty jak powyżej, a odjazdy zrobiły się silniejsze w tym znowu podjazd do góry. Wy buzowanie wody i już wiedziałem, że coś sporawego. Pierwsza myśl amur, jeszcze nie mieliśmy okazji, ale zachowanie amurowe, im bliżej brzegu tym większe szaleństwo, ale nie po następnym podejściu ku górze pokazał się. Karp i to jak dla nas do tej pory okazowy.
Zaczerpną powietrza i raz już wystarczyło by przestał walczyć. Piękne doprowadzenie pod podbierak w wykonaniu żony. Wyciągnąłem go na brzeg i już wiedziałem co zaraz się stanie hehe. Zobaczyłem przepiękny uśmiech Katarzyny. Stało się jej jak na razie życiowy rekord, a co ważniejsze złowiła większego niż ja do tej pory.
Mierzymy 47,5 cm no to już coś. Skuszony na 5 ziaren kukurydzy na włosie. Radości co nie miara wykonaniu mojego kochanie, lecz zasłużyła na taki okaz, na tyle zerwanych nocek i to po to by jechać ze mną na rybki.

Od tej pory i tego okazu karpie poszły spać. Ja przeszedłem na spławik, a żona nadal kontynuowała grunt. Nigdzie na całym akwenie nie było słychać czy widać by ktoś wyciągną jakąś rybę. Taka cisza trwała do godziny 13 z groszami.

Na spławiku zaczęły znowu skubać kroczki złowiłem 2.

Żona przeszła na inną przynętę i założyła dendrobeane. NA efekty nie trzeba było dużo czekać około 10minut sygnał i bomba w górę. Lecz Kasia czuje większy opór niż przy poprzedniej rybie, więc rzuca hasło czyżby jeszcze większy. Energiczne bicia, teraz już bez wątpienia karp lecz żadnych odjazdów i szybsze prowadzenie ku brzegu rozwiązało nadzieje Żony na okaza. Był to karp, ale około 39cm lecz jasne, że cieszył.

Znowu nastała przerwa w braniach. Posiedzieliśmy pogadaliśmy, mały grilik, kawka i herbatka, oraz fotograficzne zdolności mojej ukochanej żoneczki w uchwyceniu otaczającej nas przepięknej przyrody.
Taki stan rzeczy w umiejętnościach fotografii w wykonaniu moim i mojej żonki, oraz brak brań utrzymał się prawie do końca naszej wyprawy mini karpiowej. Co gorsza rozładował się nam aparat.

Zaczęliśmy się pomału pakować dochodziła 21.20. Żona zrobiła ostatni przerzut na gruncie.
Ja wysypując ostatnie kule zrobione z resztek zanęty celując w spławik, i wysypując także ostatnie nasiona kukurydzy w to samo miejsce.

Jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności coś poskutkowało, bo zakręciło spławikiem, a za chwilę dwa energiczne i bardzo szybkie przynużenia z odjazdem o dziwo na środek łowiska.

Zacinam czuje wielki opór, który dotąd jeszcze nie doświadczyłem. Dosyć potężne uderzenia w kierunku dna i potężny odjazd. Popuszczam hamulec o dziwo zaczyna działać jak na 6 letni zabytek, pamiętając, że żyłka 0.19. Przytrzymywałem szpulę ściągając luz i próbując podholować rybę. Znów potężny odjazd od brzegu i przynużenie przytrzymanie chwilę przy dnie, podpłynięcie ku górze i znowu odjazd, hamulec oddaje piękny odgłos pracy, nie zastanawiałem się że to zabytki. Wspaniale pracowały.
Byłem pewien na 100% że to karp i to sporawy. Podejście pod powierzchnie i pierwsze zaczerpniecie powietrza. Trochę skręciłem hamulec i zacząłem podprowadzać go już bardziej stanowczo lecz jeszcze odbił dość potężnie uruchamiając jeszcze ku mojemu zdziwieniu i tak już przykręcony hamulec. Podjazd znowu ku powierzchni następny haust powietrza i małe uspokojenie się, zmęczył się. Praktycznie był już przy samym brzegu gdy jeszcze odbił ku dnu uderzył energicznie parę razy i wyszedł ku tafli wody wykładając się na niej w całej okzałości.
Już był mój. Naprowadziłem go na podbierak który rozłożyła Kasia, a był już złożony. Kilka przekręceń młynkiem, naciągnięcie wędką, fachowe podebranie żonki i karp ląduje w podbieraku, i tym samym już na brzegu.

Wiecie co się stało. Odłożyłem wędkę i miałem go odhaczyć gdy okzało się, że haczyk się sam odpiął, ale na szczęście już w podbieraku ufff nie darowałbym sobie.

Mierzymy mniej dokładniej bo między czasie przyjechał po nas transport ponad 50cm. Może uda się zrobić foto niestety aparat odmawia posłuszeństwa.
Już nie dał rady naładować lampy więc się wyłączał nie było szans zrobić po ciemku.

Lecz zdjęcia zostały zrobione jak najbardziej, ale już w domku. Żonka od dawna miała ochotę na rybkę ja w sumie też.

Szybkie spakowanie wędek reszta już była przygotowana wcześniej. Powrót do domku wymiana baterii, i dokładniejsze mierzenie 55cm.
Udało się jak na razie była dla nas to magiczna cyfra 50cm.

Wyprawa była przednia i bardzo udana od kroczka zaczynając po nasze jak na razie życiowe okazy kończąc.

Zmieniliśmy zdanie na temat karpi z samej ich waleczności, a wiem że im większe tym można już powalczyć z taką rybą.
Mam marzenie na temat pewnej rzeczy by posiadać na zasiadki karpiowe lecz może jakoś wspólnymi siłami to zakupimy. Co nie powiem, jedynie podpowiem, że jeden z najbardziej potrzebnych rzeczy po wędce do ustawki na karpia.
P.S. Gdyby nie moja pierwsza zmiana w niedzielę, zostalibyśmy jeszcze do następnego dnia.
Jesteśmy bardzo zadowoleni z połowów i z naszych rekordów, a to dopiero początek wędkowania, i zbierania informacji na temat WIEEEELKIEGO KARPIA.

To dopiero nasze początki z karpiem i na pewno nie ostatnie ta ryba wciąga.

Pozdrawiamy serdecznie wszystkich wędkarzy, a w szczególności karpiarzy. Wiemy już, że to jednak ryba z którą można mieć przepiękne przeżycia i stoczyć niejedną walkę i to czasem wygraną właśnie przez tę rybę, chociaż nie jest rodzimą rybą sprawia sporo radości i satysfakcji wędkarzom.

Jeszcze raz pozdrawiamy i życzymy połamania kija na Taaakiej Rybie.

Kasia i Tomek.


Materiał zgłoszony na konkurs wedkuje.pl











 


4.8
Oceń
(93 głosów)

 

Zasiadka karpiowa, od kroczka po życiowe rekordy - opinie i komentarze

u?ytkownik1117u?ytkownik1117
0

dokładnie to napisałeś , ta ryba wciąga, wiem coś o tym,

zostałem zaproszony na prywatny staw hodowlany, powiedziano mi spróbuj złowić karpia,

próbowałem na wszelkie przynęty i nic, z pomocą przyszedł mi sześcioletni syn sąsiada mówiąc ; te karpie biorą na koniki polne, miał rację , złowiłem na te koniki sześć sztuk ...........

(2010-06-01 07:43)
u?ytkownik24522u?ytkownik24522
0
Tomek rewelacja !!!!!!!!! więcej takich opisów i przygód w towarzystwie tak uroczej żonki, opis konkretny czytałem jednym tchem , a co do twojego marzenia powiem tak - będzie kasa a kiedyś będzie to i stojak będzie. Odemnie piąteczka*****BRAWO.............................. (2010-06-01 08:54)
u?ytkownik29889u?ytkownik29889
0
hehe miru57 nie zgadłeś to nie stojak inne marzenie to jest.
Co do stojaka mam zamiar rod-poda wykonać samemu.

Pozdrawiam.
(2010-06-01 09:13)
u?ytkownik24522u?ytkownik24522
0
EUREKA ...........Namiot ... (2010-06-01 09:36)
robcikrobcik
0
Karpie , świetna sprawa :) . Czytając to opowiadanie miałem wrażenie jakbym sam tam był . Oczywiście 5 ***** . Pozdrawiam .
(2010-06-01 10:02)
ricardoricardo
0
Witam!!!!!! Super opis,piękne wędkowanie w tak uroczym towarzystwie,tylko pozazdrościć.Pozdrawiam.
(2010-06-01 10:14)
papsikpapsik
0
Witam i pozdrawiam pięknie opisane więcej takich opisów i wiekszych karpii oraz słowa uznania dla wytrwałej i cierpliwej Żony
(2010-06-01 11:49)
arturarturarturartur
0
Bardzo  ładne  opowiadanie  oraz  fotki  .  Przyjemnie  się  czytało  .  Jak  najwięcej  wypraw  w  tak  miłym  Towarzystwie  .  Pozdrawiam  serdecznie  . 
(2010-06-01 12:32)
glapaglapa
0

Cześć ja w tamtym roku też jeżdziłem z żoną na rybki i w dzień i wnocy i musze powiedziec ze mi troche tego brakuje bo teraz jeżdże na łódke a zona nie chce bo sie boi że wpadnie do wody ale moze ja w końcu namówie. najbardziej ze wszystkich ryb pokochała własnie karpie. Mają to cos w sobie. za artykół piateczka oczywiscie,sam bym cos napisałałn ale jakos weny i czasu bark.Pozdrawiam

(2010-06-01 12:36)
spokojnyspokojny
0

Gratulacje Tomku za udaną wyprawę.

 

I oczywiście za opowiadanie, w pierwszym momencie myślałem że nie ma końca Ha Ha.

Piękne. Oby tak dalej.

 

Z mojej strony masz maximum jakie mogę dać.

 

Powodzenia w konkursie, trzymam kciuki.

 

Pozdrawiam

Grzegorz

(2010-06-02 22:45)
kolorekkolorek
0
Życze koledze wytrwałości w karpiowaniu i wielokrotnego pobijania swoich zyciowych rekordów. Proszę pamiętać, to nie sprzęt świadczy o umiejętnościach wędkarza :) Miło się czytało oczywiście 5 z mojej strony. (2010-06-02 23:09)
hubihubi
0
Witam fajna przygoda no i opis bardzo dobry,takie nocne zasiadki to dobry klimat jeszcze jak u boku ma się żonkę to już jest okey ale jak do tego dojdzie premia w postaci branek to jest rewelacja wy to wszystko mieliście,za wpisik pięć gwiazdeczek pozdrawiam i życzę samych udanych wypadów. (2010-06-03 10:26)
u?ytkownik24522u?ytkownik24522
0

TOMEK pamiętaj że KARP jest naszą polską już rybą ....tak jak nasi niektórzy sportowcy!!!!!!!!!!!!

(2010-06-03 16:26)
u?ytkownik29889u?ytkownik29889
0

Dziękujemy za komętarze.

To napewno nie ostatni artykuł i wypad :):):).

Aby tylko pogoda dopisała i zdrowie.

 

Pozdrawiamy serdecznie.

(2010-06-04 00:14)
SiwyDymSiwyDym
0
Super relacja.ode mnie5.Sam mam w stawie kilka karpi takie do 3kg i potwierdzam,że sa naprawde walecznymi rybami i potrafią dostartczyć nie lada emocji.pozdrawiam
(2010-06-05 23:12)
JogurtJogurt
0
Piekne Opowiadanie:) 5-teczka oczywiscie:) (2010-06-06 13:53)
kowal997kowal997
0
Fajna relacja :)
Jedyne co przeszkadza to masa błędów..
Bez urazy - przyjemniej by się czytało :))

Sukcesów życzę i pozdrawiam
(2010-06-06 17:01)
maksymilian 42maksymilian 42
0
Piątal (2010-06-06 20:23)
piokoz40piokoz40
0
Naprawde piekna wyprawa 55555555555555555555555555 pozdrowienia. (2010-06-07 10:13)
u?ytkownik38843u?ytkownik38843
0
Ciekawa relacja. A te zdjęcia! Największe gratulacje dla żony. Zwłaszcza ten zachód słońca z podpisem " Na to warto też czekać" Rewelka po prostu. za widok takiego zachodu i możliwość jego sfotografowania a co jeszcze lepsze możliwość oglądania z ukochaną osobą oddałbym wszystkie brania z zasiadki.
(2010-06-11 21:26)
rysioszrysiosz
0
taaak to jest to.
(2010-07-26 00:23)

skomentuj ten artykuł