Kiedy na forum naszego Portalu został założony pierwszy temat związany z zamiarem zorganizowania zlotu wędkarzy-użytkowników wedkuje.pl byłem święcie przekonany, że coś podobnego nie ma szans powodzenia. Każdy z nas jest osobą jedyną w swoim rodzaju, każdy mieszka w innym zakątku Polski - ba, nawet za granicą. Rozmyślałem o takim przedsięwzięciu setki razy i przy każdej okazji jawił się przed moimi oczami obraz imprezy, na którą przyjedzie najwyżej kilka osób. Powodem moich przypuszczeń były ciągłe zatargi na forum i fakt, że część użytkowników jest zalogowana pod fikcyjnymi danymi i że dużo kont użytkowników to nic innego jak klony osób usiłujących siać zamęt. Miałem kolegę…. Mirasa. Ten jednak przy okazji pewnego wypadu na ryby zachował się wobec mnie jak ostatni łobuz. Żałowałem bardzo, ale wtedy z odsieczą przyszedł mieszkający w tej samej miejscowości co Miras Kolega Artur którego zapewne większość z Was będzie znała jako użytkownika zalogowanego pod nickiem „KLEPA”. Człowiek ten okazał się być naprawdę wspaniałym gościem który jak mało kto potrafi znieść moje humory, moje narzekania na ułomność otaczającej nas rzeczywistości i moje notoryczne wybuchy wściekłości w każdej sytuacji. Cóż, jestem cholerykiem choć wielu ludzi określa mnie mianem świętego, nie posiadającego nerwów człowieka. Inny jestem w realnym świecie, niż w rozpuszczonym do bólu wirtualnym i wąskim tunelu z milionem niepoznanych odgałęzień jakim jest Internet. Klepa pojawił się w odpowiednim momencie mojego wędkowania, ponieważ wypełnił jak silikon lukę powstałą przez brzydki postępek Mirasa. Od razu wiedziałem, że Klepa to facet, który wie jakie życie jest podłe i że mogę mu zaufać. Zatem pozyskałem doskonałego kompana i Kolegę. Klepa zaimponował mi po raz pierwszy przy okazji akcji jaką uskutecznił na Portalu Norbiko1. Gest z jakim podszedł do tamtej sprawy zadecydował o mojej sympatii do „Klepackiego”. Człek ma serducho jak Dzwon Zygmunta, a jego życiowa historia mogła by służyć za scenariusz do niezłego filmu z sensacyjnym zabarwieniem. No ale dość już tych pochwał, bo nie o samym Arturze ma być ten materiał. Czułem tylko, że krótki opis osobowości Artura będzie doskonałym wstępem do tej historii…… Nie będę tutaj opisywał minuta po minucie jak wyglądał nasz Zlot, ponieważ jest to temat który wystarczyłby na niezłej objętości książkę, a ja pisarzem nie jestem. Mogę co najwyżej streścić w kilku wersach jaka panowała na tej imprezie atmosfera. Tak więc zaczęło się od wirtualnych planów, a właściwie od deklaracji popełnionej przez Artura na Forum Wedkuje.pl. Artur napisał że na koniec lata odbędzie się zlot, na który zapraszają Klepa i Ghostmir. Początkowo byłem zaskoczony tą deklaracją, ale na prywatnej poczcie otrzymałem wiadomość która pozbawiła mnie złudzeń. Artur napisał: -„ Kolego, mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zły. Oto pozwoliłem sobie w moim i Twoim imieniu zaprosić Kolegów z Wedkuje.pl na spotkanie na naszych wodach. Mam nadzieję, że pomożesz mi zorganizować tę imprezę jako Kolega mieszkający blisko mnie. Proszę o odpowiedź, pozdrawiam Klepa.” No to odpisałem, że owszem, miły gest, tylko nie wiem czy podołam. Na to Klepa że jesteśmy umówieni. Przy okazji kilku spotkań nad wodą omawialiśmy szczegóły. Kiedy wyznaczony termin zbliżał się wielkimi krokami, Artur i ja zaczęliśmy szukać miejsca na nasz zlot. Niestety aura tego roku utrudniała nam uparcie wszelkie zamiary. Powodzie zniszczyły wiele miejsc na których można by zainstalować zlot. Szukaliśmy długo, penetrując dziesiątki znanych nam okolic. Nic dobrego z tego nie wynikło. Ryba wszak poprzez powodzie rozprzestrzeniła się po wszelkich akwenach, ale stan miejscówek był opłakany. Wreszcie Artur postanowił, że zlot zorganizujemy w Ośrodku Rekreacyjnym „Raj” w Nieboczowach. Pojechaliśmy tam, załatwiliśmy z właścicielami co trzeba, zrobiliśmy zdjęcia…… słowem wszystko wyglądało ssuuuuuupeeeerowo! Klepa zapłacił mi paliwo (bo byłem pod kreską) i rzekł: - „Ty Ghost objedź jeszcze kilka miejsc i poszukaj alternatywy, bo nie wiadomo co się może wydarzyć”. Zrobiłem rekonesans na trzy dni przed terminem zlotu. Nic ciekawego nie znalazłem, oprócz jednej miejscówki nad zbiornikiem PZW nr 007. Następnego dnia Artur powiadomił mnie, że Ośrodek „Raj” został zalany. Oj, to nie brzmiało dobrze. W ostatniej chwili zostaliśmy pozbawieni optymalnego miejsca na naszą imprezę. Ale co tam! Artur jak zwykle poszedł po bandzie i po drugiej stronie wody którą sam sprawdzałem wcześniej, znalazł miejsce w którym zlot miał szanse się odbyć. Artur……. Ten to zawsze wybrnie z opresji. W międzyczasie na forum już wrzało. Coraz więcej osób deklarowało swój akces. Cieszyłem się jak dziecko, ale obaw miałem wiele. Czy to się uda? Czy trafią? Czy będzie co wspominać? Jacy to ludzie? Czy to wędkarze, czy to może portalowe trolle? Wiele pytań dręczyło mnie przez kilka dni. A odpowiedź na nie podam na samym końcu mojej opowieści. Jacek (Spines21) – Koleś którego poznałem przy okazji imprezy na Pojezierzu Leszczyńskim u Pawła (Balcera), to ktoś, kogo polubiłem niesamowicie. Jego poczucie humoru jest jednorazowe. Dystans do swej osoby jest u tego faceta niesamowity. Otóż Jacek podłapał na forum jakiś post o logo imprezy rzucony jakoś tak na luzie nie pamiętam przez kogo. No i stało się! Spines podreptał do jakiejś firmy w Częstochowie i zamówił koszulki z logo które w ramach nudy wrzuciłem na forum. Od tego czasu mieliśmy już hasło przewodnie i sztandar. Jacek – szacuneczek. Data wyznaczona jako termin spotkania zbliżała się w zawrotnym tempie. Moje obawy rosły, Klepa uspokajał, wszyscy zadeklarowani uczestnicy snuli plany. Podałem jeszcze ostatnie namiary na miejsce z którego odbiorę Kolegów i już nastał ten dzień, którego tak wyczekiwaliśmy. Jacek już czekał u Artura. Po serdecznym powitaniu spakowaliśmy graciarnię do mojej „Zośki” i ruszyliśmy na łowisko. Miejsce było ciekawe. Przypomniałem sobie, że kiedyś, dawno temu łowiłem tu ryby. Już zapomniałem że to miejsce istnieje. Dobrze, że Artur odnalazł je na czas. Tylko ta pogoda….. Prognozy napawały mnie ogromną obawą. Jak się przekonaliśmy później, było się czego obawiać. Zainstalowaliśmy swoje majdany i próbowaliśmy coś złowić, niestety efektów nie było. No i jak tu przyjąć Kolegów Wędkarzy? Oj…. Nie było mi do śmiechu. Klepa złowił nietoperza. Po zmroku, kiedy te zwierzaki żerują, jeden z myszowatych zawisł na haczyku Artura. Uwalniając go o mały włos nie zostałem pogryziony. Kiedy już nasz brunatno-szary przyjaciel odleciał, Klepa z uśmiechem oświadczył: - Hehe, fajnie, że mu fotkę zrobiliśmy. No o tym nie pomyślałem, a szkoda. Kiedy nasze wędkarskie metody zupełnie zawiodły położyłem się spać w samochodzie, dlatego nie mam pojęcia co się działo dalej, aż do wczesnych godzin nad ranem, kiedy to moja komórka wyrwała mnie ze snu. TO EUROPA MELDOWAŁA SWOJE PRZYBYCIE! Poinformowałem Artura że towarzystwo czeka przy zajeździe na trasie do Chałupek i udałem się w to miejsce by odebrać Kolegów. Było ciemno. Na parkingu panowała czarna noc. Zauważyłem jakieś auta i stojących nieopodal ludzi. Oni tak samo jak ja nie wiedzieli kogo oczekiwać. Jednak pierwsze wrażenie było tak pozytywne, że moje obawy prysły jak mydlana bańka. Po krótkim powitaniu Panowie ruszyli za mną na miejsce zlotu. Teraz Klepa i Jacek witali przybyłych. Ja w krótkim czasie odebrałem drugi telefon i wyruszyłem po resztę towarzystwa pod umówiony zajazd. Teraz już nie było odwrotu. Miałem tylko nadzieję, że nasze spotkanie będzie udane. W taki to właśnie sposób stało się rzeczywistością coś, co przerosło moje pojęcie. Ale na resztę poczekajcie aż zbiorę myśli. Niebawem napiszę więcej o tym, co się działo na „Zlocie u Klepy 2010”, a teraz pozwólcie by ciekawość wzięła górę…. Pozdrowienia dla wszystkich którzy brali udział w Zlocie. Jesteście fajnymi ludźmi. Aż żal, że taki zlot nie mógł trwać dłużej. GHOSTMIR
Komentarze