Złoty haczyk

/ 61 komentarzy / 3 zdjęć


Aby opowiedzieć tę historię muszę cofnąć się w czasie do połowy lat siedemdziesiątych.


Należałoby zacząć od ucieczek z domu pod most gdzie pierwszymi zdobyczami były opasłe samice i pięknie wybarwione samce cierników, „podbierak-siatkę” robiłem wówczas z kawałka aluminiowego drutu i starej pończochy, jakaż to była radość z pierwszego ogromnego złapanego rękoma pod kamieniem kiełbia czy kozy, biegłem boso 200 m do domu by pochwalić się zdobyczą.

- ile miałem wtedy lat?

Może 5 może 6 i tak już mi zostało, że od wczesnego dzieciństwa woda była dla mnie tym, co mnie bardzo pociągało, a wszystkie stworzenia, które w niej przebywały bardzo mnie ciągnęły.

W wieku może 10 lat „stworzyłem” swoją pierwszą wędkę z wierzbowego kija, spławikiem było pióro gęsi, których na wsi nie brakowało. Nie miałem pojęcia o przyponie, wyważaniu zestawu, a waga wyrzutu wynosiła tyle ile założyłem na haczyk. Był to klasyczny bat o długości może 3 m. Taka wędką łowiłem ukleje i małe płocie, których nawet w pobliskim rowie było bez liku. Tak mijały beztrosko każde wakacje, mając 12 lat moja wędka „ewoluowała” już na tyle, że składała się z dwóch elementów połączonych mosiężną rurką, wyposażona w 4 oryginalne przelotki otrzymane od starszego brata i kołowrotek z ruchomą szpulą wyhandlowany od kolegi, za dwie kasety magnetofonowe stilonu.

Na szpuli mojej wędki była nawinięta żyłka, która w tamtym czasie była marzeniem wszystkich moich rówieśników „tęczówka” Stilonu grubości może 0,3-0,4 spławik był nadal kawałkiem stosiny gęsiego pióra, z kawałkiem korka dla zwiększenia wyporności, a jego koniec był pomalowany na czerwono lakierem do paznokci „zwędzonym” starszej siostrze.

Najważniejszym elementem mojego „sprzętu” był hak – hak, którego zazdrościli mi wszyscy koledzy Mustad nr 7 był ostry, miał wygięte kolanko i zadzior po za tym był kuty i co najważniejsze był koloru złotego.

Był to okres chyba największego kryzysu w naszym pięknym kraju, starsi koledzy pamiętają, że w sklepie jedynym towarem był ocet, a papierosy ba, nawet buty, kupowało się na kartki reglamentacyjne.

Więc ten mój „zachodni” haczyk był nie lada rarytasem. Historia zaczyna się od pierwszej próby wykorzystania mojej wędki na prawdziwym łowisku.
W odległości około 4km od mojego domu znajdowało się łowisko nazywane „Kacze Doły”, dziś tor motocrossowy WKM Wschowa. Łowisko to składa się z kilku stawów-kanałów szerokości 10-20m i długich do 200m, z których każdy ma swoją nazwę i koloryt a co za tym idzie inne gatunki ryb panowały w poszczególnych akwenach. Najczęściej obleganymi przez wędkarzy były dwa stawy „krzywy” i „zarośnięty” w obu często łowiono liny, karpie, karasie i szczupaki, staw „płytki” był królestwem szczupaków, ale nikt na nim nie łowił ze względu na wielkie ilości zatopionych gałęzi i roślinności wodnej. Ulubionym stawem młodzieży był „kąpielowy” a to z tytułu tego, że dwie wywrotki żółtego piachu tworzyły rodzaj „nibyplaży”, w tej wodzie była płoć, wzdręga i piękne nawet 15 cm raki, które łapałem za pomocą wykonanych z patyka widełek, którymi przyciskając je do dna unieruchamiałem te szybkie skorupiaki pływające na wstecznym, by w domu delektować się wspaniałą zupą rakową. Ostatnim stawem jest „czarny”, który otrzymał tę nazwę z powodu okalających go ogromnych olch, które przez lata spowodowały, że woda była tam koloru bursztynu, wchodząc na ich konary obserwowałem ławice dużych 30 cm wzdręg, które pływały w „stadach” liczących kilkadziesiąt osobników, ich prawie bordowe płetwy doskonale było widać w krystalicznej wodzie, takie widoki zapadają na całe życie. Mogłem mimo niewygody, godzinami obserwować krasnopióry, które pływały to w tę, to w drugą stronę.


Przyszedł ten dzień, gdy z kolegą z sąsiedztwa umówiłem się na wędkowanie, takie prawdziwe, całą wyprawę zaplanowaliśmy na następny ranek, przygotowania nie miały mieć końca a dzień dłużył się niemiłosiernie. Dżdżownice były policzone już trzydziesty raz, wędka podwieszona za pomocą troków do ramy roweru, chlebak zapakowany wieczorem, ciasto na płocie z dodatkiem miąższu chleba i wciśniętym ząbkiem czosnku na płocie, dżdżownice w słoiku z podziurkowanym wieczkiem, dwie kanapki z serem i jabłko, nóż i siatka na ryby wykonana …. Nie ważne, z czego. Ot cały mój dobytek wędkarski zmieszczony w chlebaku z torby po masce przeciwgazowej. Długo nie mogłem usnąć, a wstać trzeba było wcześnie umówiliśmy się z Markiem na 5: 30, całe szczęście, że starym sposobem postawiłem budzik na talerzu, aby wzmocnić jego moc.

Sierpniowy ranek przywitał mnie rześkim powiewem czystego powietrza i bezchmurnym niebieskim niebem, zapowiadając upalny dzień. Cichuteńko wymknąłem się z domu zabrałem rower i po 2 minutach byłem u Marka pod garażem. Na umówiony sygnał wychylił głowę przez uchylone drzwi dając znać, że też jest gotów na wspólny wypad. Narzuciliśmy takie tempo, że te 4 km przeleciały nam jak mgnienie oka, spoceni i zziajani rozlokowaliśmy się przy stawie „kąpielowym” by urządzić sobie prawdziwą zasiadkę.
Woda była gładka jak stół, na wprost nas przy przeciwległym brzegu rosła kępa tataraku, która od razu została określona granicą łowiska, moje było na prawo.

Zarzuciliśmy nasze „zestawy” wyposażone w ciasto, po jakimś czasie Marek wyholował płoć, a płocie były tam spore, ta mogła mieć jakieś 30 cm, więc był to niezły wynik jeszcze kilka mniejszych i znów taka pod 30 cm, piękne były, mój spławik stał nieruchomo w miejscu od godziny czy też dwóch, postanowiłem założyć mój hak Mustad z tłustym wijącym się robakiem, tak też zrobiłem zestaw wylądował ok. 2 m przed tatarakiem i tak pozostawał w bezruchu. Marek wyłowił jeszcze kilka płoci i dużego krąpia nazywanego przez nas podleszczakiem.

Było około godziny dziesiątej, gdy brania ustały a słonko dość mocno zaczęło przygrzewać ziemię, w powietrzu unosił się zapach skoszonych zbóż pomieszany z zapachem żywicy nagrzewającego się w pobliżu sosnowego boru. Delikatna bryza marszczyła powierzchnię wody a z pobliskiej wsi dochodziły odgłosy szczekania psa, słoneczko zaczęło zaglądać przez korony drzew by ciepło łaskotać nas po twarzach, a wiatr, który sfałdował lustro dawał uczucie chłodu.

Zgłodnieliśmy, więc przyszedł czas na nasze kanapki zalegające w chlebakach, nie wiem jak Wy, ale ja nad wodą mam od zawsze wilczy apetyt, coś jest w powiedzeniu, że woda wyciąga.
Na pytanie Marka:

- Gdzie jest twój spławik?

Odpowiedziałem:

- Tam koło tataraku.

Spojrzałem w tę stronę gdzie powinien się znajdować mój wskaźnik brań, ale go tam nie było, pierwszą myślą, jaka przebiegła mi przez głowę było:

- wiatr zepchnął mi zestaw w kępę tataraku,

Lecz tam też nie wypatrzyłem czerwonej końcówki spławika,

-„psia krew i ejkum kejkum” gdzież on jest?

W tym momencie usłyszeliśmy terkot wybieranej żyłki z kołowrotka, (tak, te kołowrotki miały tak, że brak hamulca zastępowała specjalna zapadka, która terkotała podczas wybierania żyłki – przynajmniej mój)
Dopadłem do mojego w pełnym znaczeniu kija i zaciąłem z impetem strzelającego z bata, żyłka wyskoczyła z wody pryskając kropelkami wody tworząc rodzaj mgiełki, na której przez krótką chwilę powstała tęcza. Kij ugiął się pod ciężarem ryby.
Nie było mi łatwo skręcać żyłkę, przeciwnik na końcu był nie lada wojownikiem i walczył dzielnie, a mnie wówczas 12-to latkowi z kijem – kijem, brak doświadczenia i sztywność wędziska nie pomagały, na szczęście zbiornik był bez zaczepów, co było atutem tej walki przeważającym szalę na moją korzyść, żyłka także miała wytrzymałość liny okrętowej, więc przeciwnik był z góry skazany na poddanie się.
Po kilku minutach walki, udało się doholować zdobycz do brzegu (dokładnie nie opiszę wam wszystkich niuansów tej walki, bo wody od tego czasu popłynęło wiele i nie wszystko pamiętam a nie chciałbym przebarwić tej opowieści)
Cóż, pora powiedzieć, że to właśnie wydarzenie miało największy wpływ na moje dalsze wędkarskie życie.
Wyjąłem tego pamiętnego dnia moją życiową rybę, był to okoń, który chyba pamiętał czasy cesarza Wilhema (jak powiedział później mój brat), bestia zahaczona precyzyjnie za kącik pyska. Trudno było wyjąć skubańca z wody, bo był ogromny.

Pozbieraliśmy nasze klamoty by wrócić do domu, tam dopiero odbył się oficjalny pomiar mojej zdobyczy mierzył 54 cm i ważył 2, 53 kg, długo tego nie wiedziałem, ale przez następne 4 lata był nieoficjalnym rekordem Polski. Byłem i jestem dumny z mojej pierwszej prawdziwej ryby szkoda tylko, że wówczas na wsi był tylko do dyspozycji aparat Ami66, zresztą bez kliszy, bo nie mam żadnej pamiątki z tego wydarzenia. Ale mam za to świadka i świadomość wyjętego trofeum.

Dziś z całą pewnością wypuściłbym taki okaz, by móc go znów spotkać i się z nim zmierzyć.

Choć nie jestem „ no kilem” to jednak zdrowy rozsądek podpowiada mi, że tego kalibru zdobycz, za jej wytrwałość i walkę należy uszanować, ale jak wspomniałem wówczas miałem 12 lat „ a czasy były rewolucyjne” jak rzekł jeden pułkownik Kwiatkowski •. Z pewnością był w owym czasie starszy ode mnie, więc choćby z racji wieku należał się mu szacunek.


Zastanawia mnie ile lat musi rosnąć taka ryba by osiągnąć tak niebotyczne rozmiary?

Dziś po latach wiem, że to wydarzenie wpłynęło na moje dalsze postępowanie nad wodą, mam żal do siebie, że nie oddałem mu wolności, lecz faktem jest, że nie miałem dostępu do Internetu, bo go nie było, a komputer był tylko maszyną do liczenia pokazywaną w programie „sonda”, który młodzież z wypiekami na policzkach oglądała, co tydzień w telewizji. Nie miałem też żadnego wędkarza, który od najmłodszych lat wpajałby mi etykę wędkarską, do wszystkiego dochodziłem sam, dorastałem jednak wychowany przez rodziców z poszanowaniem i respektem do żywych stworzeń, którym nie należy robić krzywdy. Umiar i zdrowy rozsądek we wszystkim, co robię jest dla mnie najważniejszy.

Reasumując: Moją wędkarską przygodę zacząłem od godnego przeciwnika, i jak na razie przez 30 lat mojego wędkowania, żadna z ryb, które złowiłem później nie dorównywała klasą tej pierwszej. Ja już swoją rybę życia wyjąłem na pierwszym wędkowaniu, więc nie muszę gonić za okazami, dziś wędkarstwo to dla mnie hobby, sposób na życie, mogę obecnie pójść na ryby i wrócić o kiju, a sam fakt przebywania nad wodą jest dla mnie nagrodą.

Życzę wszystkim kolegom i koleżankom ryby życia, która pozwoli Wam jak mi, inaczej patrzeć na świat.


Grzegorz

 


4.9
Oceń
(106 głosów)

 

Złoty haczyk - opinie i komentarze

użytkownik28954użytkownik28954
0
Piękna przygoda, piękna opowieść oczywiście ***** za art. :) Pozdrawiam serdecznie.
(2010-02-06 13:55)
użytkownik19872użytkownik19872
0

Grzegorzu piszesz fascynujące teksty i czytanie ich to prawdziwa przyjemność (bez cukru)

Gratuluje garbusa, którego nawet nie mogę sobie wyobrazić, jednak Twoje przygoda potwierdza niepisaną prawdę o tym że początkujący często mają niebywałe szczęście. Ja w swojej charakterystyce napisałem że ta życiowa ryba wciąż na mnie czeka, choć prawda jest taka że niektórych okazów, jakie udało mi się w życiu złowić już nie pobije, a to dlatego że takie już niestety od dawna nie pływają. Twój opis przyrody, jak i doznań jakie Ci towarzyszą nad wodą, to prawdziwy majstersztyk, bardzo się cieszę że mogę Cię czytać.

Skala jest tylko do *5*, więc jej nie przeskoczę, jednak z przyjemnością dołączę szczere pozdrowienia!!!

(2010-02-06 14:05)
użytkownik13699użytkownik13699
0
Jak zawsze, świetna robota. Okonia pozazdrościć tylko wypada. Oby i dzisiaj jeszcze takie pływały. Pozdrawiam i 5 ***** zostawiam. (2010-02-06 14:05)
użytkownik8256użytkownik8256
0
5 spoko opowieśc pamiętam te czasy i półki pełne octu nic niebyło w sklepach ale zato były ryby w naszych wodach (2010-02-06 15:18)
użytkownik24055użytkownik24055
0
Grzegorzu to co opisałeś jest godne naśladowania ,takiego daru jaki posiadasz.Piękne Opowiadanie tym bardziej ze pozwala przenieść się do lat z dzieciństwa i powspominać jak to kiedyś też zaczynając wędkować ,było  gęsie pióro i korek z butelki po occie ,słynna leszczyna i kołowrotek terkotka .Szkoda że mogę dać tylko 5 gwiazdek ale za to z wielką przyjemnością daje tyle gwiazdek ile można.Czekam z niecierpliwością na następne opisy.Pozdrawiam serdecznie.
(2010-02-06 16:05)
spines21spines21
0
przypomniało mi się moje jak ja łowiłem pierwsze rybki.przez naszą łąkę płynęła mała rzeczka ,były tam kiełbie,ślizy,cierniki,piskorze a czasem coś większego się trafiło.kiedyś złowiliśmy ładnego węgorza nawet:) a potem większe rzeki-zwłaszcza Liswarta-piękne brzany i szczupaki się wyciągało.byłem najmłodszy w składzie,reszta to starzy wyjadacze byli, bywało wesoło:)chyba większość z nas ma podobne wspomnienia,dobry tekst Grzesiu-5  (2010-02-06 16:28)
goryl25goryl25
0
Pięknie to opisałeś :) Za artykuł * * * * * Gwiazdek :) Pozdrawiam Hubert Świtoń ( goryl25 ) (2010-02-06 16:28)
użytkownik6499użytkownik6499
0
 Czytając ,  wszystko świetnie widzę oczyma wyobraźni z wyjątkiem żyłki " tęczówki " bo tą pamiętam doskonale,taki  siedmiolatek nie zapomina swoich  spełnionych marzeń .   Tylko  wiesz  nie potrafię  sobie  wyobrazić tak potężnego  okonia  :)  żeby wówczas były takie możliwości jak teraz... było by mi łatwiej  :)    (2010-02-06 16:42)
spines21spines21
0
w tamtych latach gdy jeździłem ze starymi łowcami ryb nikomu nie przyszło do głowy,żeby wypuścić złowione ryby.czasami nałowiło się naprawdę sporo i było co skrobać i pakować w słoiki.i nie ma co patrzeć na tamte czasy z dzisiejszej perspektywy-to była całkiem inna epoka.nie jeździło się po ryby,to były całe wyprawy,prowiant jakiś garnek,potem ogniska i rybki na patykach,ale ryby to było trofeum no i uzupełnienie jadłospisu.czasy się zmieniają i zwyczaje też-nie do się tego porównywać.
(2010-02-06 16:43)
jurekjurek
0
Wspaniale , potężna nostalgia ---- , gdy to ja zaczynałem swe pierwsze kroki , wtedy sum zabrał mi wiklinowa wędkę , ryba miała ponad 10 kg , gdyż za 3 dni wypłynął martwy---i gdy go wyciągali starsi wędkarze , to poznałem swoja wędkę , niestety suma w dobrym stanie zabrali wówczas 30 letni wędkarze ........ Grześku piątal z + za miłe wspomnienia ..........pozdrawiam Jurek.
(2010-02-06 17:19)
kostekmarkostekmar
0
No, Grzegorz, zaskoczyłeś mnie. Wspaniała opowieść oraz ryba. Musiał ślicznie wyglądać ten Twój ogromny garbus. Ja rownież zaczynałem z podobnym sprzętem, ale nie z takim sukcesem. Gratuluję i oczywiście piąteczka. Pozdrawiam (2010-02-06 18:13)
kazikkazik
0

Ładnie to opisałeś i znowu przywróciłeś wspomnienia z lat dziecięcych , za co dziękuję . Ja podobnie uważam że ryby życia już złowiłem i teraz najważniejsze jest posiedzieć nad rzeką i delektować się otaczającą przyrodą , szumem wody oraz oczekiwaniem na branie  . Kiedyś jak pamiętam to 2 – 3 kilową Brzanę , czy Klenia nie było łatwo wyholować z Tanwi ,na kij leszczynowi z przelotkami drucianymi i kołowrotkiem o ruchomej szpuli . Jak byłem młody to uwielbiałem łowić Jelce i Jazie i to były najlepsze połowy , a inne gatunki to przypadkowo się trafiały i to było piękne . Masz piątkę i może kiedyś też opiszę moje początki i ryby jakie łowiłem .

(2010-02-06 18:45)
użytkownik11069użytkownik11069
0

Nooo Grzechu , ale "podjurgałeś" moje szare komórki !!!!.

Całe dzieciństwo stanęło mi przed oczami jak żywe. Żyłka tęczówka "Stilon", ruskie katiuchy z grzechotką, przelotki z miedzianego drutu z rozebranego stojana silnika elektrycznego, ocet na półkach, rower "Ukraina", a na dobranoc "Jacek i Agatka" (oczywiście u sąsiada "bogacza", bo telewizor był jeden na całą kamienicę. Łza się w oku kręci.

Nie muszę pisać, (ale chcę), że czytałem to wspaniałe opowiadanie jednym tchem. Masz nieprzeciętny talent w doborze słów, układaniu ich w składne zdania, wspaniale budujesz atmosferę chwili, którą opisujesz. Wszystko napisane piękną polszczyzną, bez żadnych błędów nawet tych drobnych stylistycznych, czy literówek. To niskie odczucie, ale muszę się przyznać! Zazdroszczę Ci łatwości, z jaką przelewasz swoje myśli na papier (klawiaturę). Sam nigdy niczego nie napisałem, jestem pospolitym zjadaczem, konsumentem wiadomości, tekstów i artykułów. Ale potrafię czytać, słuchać i rzetelnie oceniać. A Twój artykuł oceniam daleko, daleko poza skalą pięciu *****.

Pozdrawiam

(2010-02-06 18:49)
użytkownik7463użytkownik7463
0
Wow! Piękna przygoda. Opis przywoływał wspomnienia z dzieciństwa. Z jednej strony trochę zazdroszczę takiego giganta ale z drugiej jeszcze wszystko przede mną:) Mam nadzieję.

(2010-02-06 18:49)
LaredoLaredo
0
Za opisanie przygody życia tu dostajesz ode mnie 5, a jeśli będziesz chciał to daj znać powinienem mieć gdzieś takie złote Mustady.  Dam ci kilka abyś przypomniał sobie jeszcze jakieś historie z dzieciństwa i je opisał ;)
(2010-02-06 19:23)
użytkownik5460użytkownik5460
0
to zniknięcie spławika przypomniało mi o mojej przygodzie gdy w trakcie wagarów spędzanych  nad wodami starorzeczy odry( studzienna,suduł ) w podobny sposób złowiłem wraz z kolegą karpia choć wcale nie rekordowy to fakt ze nadzialiśmy go na patyk i piekliśmy nad ogniskiem a potem udawaliśmy że jest pyszny dziś doprowadza mnie do śmiechu i nostalgi o tamtych czasach (1981-83 rok)dlatego za wspomnienia masz masz 5*a co do rekordowego okonia to mój największy do dziś dnia ma zaledwie niespełna 30cm ale jeszcze mam nadzieję mieć tę rybę życia (2010-02-06 19:28)
slawomir66slawomir66
0
Grzegorz wspaniały opis dziecięcej przygody z wędką, która jak piszesz odbiła się piętnem na dalszym twoim życiu. I śmiem twierdzić, że jesteś prekursorem „ no kill”. W tak młodym wieku a świadomość wędkarska jak u dorosłego i doświadczonego wędkarza. Brawo bardzo mi się podoba twój opis. Pozdrawiam.
(2010-02-06 20:58)
fazimfazim
0
Bardzo fajnie się czyta :)
(2010-02-06 21:03)
użytkownik1805użytkownik1805
0
Bardzo pyszne opowiadanie. I mnie przed oczami stanęła pierwsza że tak powiem " prawdziwa " ryba! Szczupak, w sumie żaden okaz ok. 1.5 kg! Dla piętnastoletniego chłopca to był olbrzym! Może kiedyś też opiszę, choć pewnie nie tak ładnie jak Ty! Pozdrawiam! (2010-02-06 21:46)
rybak09090909arybak09090909a
0

Witam.Przygoda bardzo piękna jak sie doczytałem o zdaniu o tym zbożu aż zapachniało.Pozdrawiam i rzyczę jeszzcze nie raz takiego okazu.

 

 

P.S dzięki za powiadomienie mnie o tym artykule bo było warto przeczytac.

                                                                 Pozdrawiam i rzycze połamania kija.Kamil.

(2010-02-06 22:39)
użytkownik7474użytkownik7474
0
***** i pozdrowienia dla autora świetnego tekstu.
(2010-02-06 23:06)
użytkownik7463użytkownik7463
0
"Było około godziny dziesiątej, gdy brania ustały a słonko dość mocno zaczęło przygrzewać ziemię, w powietrzu unosił się zapach skoszonych zbóż pomieszany z zapachem żywicy nagrzewającego się w pobliżu sosnowego boru. Delikatna bryza marszczyła powierzchnię wody a z pobliskiej wsi dochodziły odgłosy szczekania psa, słoneczko zaczęło zaglądać przez korony drzew by ciepło łaskotać nas po twarzach, a wiatr, który sfałdował lustro dawał uczucie chłodu."

Sorki za plagiat.
Ale ten fragment powala "Pana Tadeusza" i "Nad Niemnem" Jeśli chodzi o opis przyrody.
(2010-02-06 23:53)
maksymilian 42maksymilian 42
0
Brawo ,piątal za wszystko,za opis przyrody,za dreszczyk emocji a tak w ogóle za wszystko,pozdrowienia od Miecia i maksymiliana 42
(2010-02-07 00:34)
hubihubi
0
Grzegorz daję 5 super opis sporo wspomnień,osobiście to chciał bym żeby te czasy się wróciły ale to nie realne pozdrawiam. (2010-02-07 06:14)
izkpawizkpaw
0
Świetna opowieść zresztą jak zawsze!!!
(2010-02-07 09:48)
Norbert StolarczykNorbert Stolarczyk
0
I co ja mam teraz powiedzieć skoro wszystko wyrazili poprzednicy w swoich komentarzach?
Powiem tyle, dziękuje za przypomnienie zapachu tataraku którego woni nie miałem okazji czuć co najmniej od dwudziestu lat. Ta roślina niestety powoli już zanika, kiedyś była wszędzie na każdym zbiorniku.
Za sposób przekazu oraz styl przyznaje ***** gwiazd :)
pozdrawiam Grzegorzu
(2010-02-07 10:18)
IrkoniIrkoni
0
To prawda opowieść napisana na *****,no i ta torba po masce gazowej.Wspomnienia wracają miałem taką ale mi nad wodą ukradli pamiętam jak dziś...
Serdecznie pozdrawiam i czekam na kolejną opowieść
(2010-02-07 10:20)
użytkownik9527użytkownik9527
0
Sam nie mam wspomnien wedkarskiego dziecinstwa, wiec czytalem Twoje z najwiekszym ukontentowaniem. Piekny mit zalozycielski wedkarskiej pasji. Wlasciwie jedna sprawa pozostala niedopowiedziana - co sie stalo z magicznym haczykiem? Przechowujesz go czy przepadl? (2010-02-07 10:21)
wiechu1603wiechu1603
0

Fajna i ciekawie opowiedziana przygoda z lat młodzieńczych, szkoda że nie ma żadnej fotki ale i dak daje bezapelacyjne 5.

Pozdrawiam.

(2010-02-07 10:51)
użytkownik12960użytkownik12960
0
Kolejne wspomnienie. Poza wspaniałym tekstem dowodzi,że my starsi i ci młodsi wędkarze chętnie czytamy wędkarskie wspomnienia. Ale przede wszystkim szanujemy język literacki. U Ciebie jest na najwyższym portalowym poziomie. Co do okonia...przekracza moją wyobraźnię...Gratuluję Grzegorz !
(2010-02-07 12:45)
7552020a7552020a
0
Piękna przygoda,której już żaden z nas nie przeżyje.Za opowiadanie z wielkim szacunkiem*****. (2010-02-07 12:58)
7552020a7552020a
0
Piękna przygoda której żaden z nas już nie przeżyje.Pozdrawiam i 5* zostawiam. (2010-02-07 13:00)
użytkownik8030użytkownik8030
0

Spokojnie Kolego Spokojny! Jak już pisałem pod wcześniejszym Twoim tekstem, wszelkie obawy jakie miałeś względem swojego stylu pisarskiego były bezpodstawne. Bardzo ładnie skomponowałeś ten utwór. Przywołuje wspomnienia, wywołuje refleksję, wciąga w miarę czytania, jest barwny i taki... osobisty.

Nakładam na Kolegę obowiązek powiadamiania mnie o każdym nowym wpisie Kolegi, ponieważ z wpisu na wpis historie Twoje są coraz bardziej ciekawe. Oczywiście ocena maksymalna, szkoda tylko że nie można dać więcej niż 5 gwiazdek. Czekam na kolejne wpisy, pozdrawiam.

(2010-02-07 15:15)
użytkownik8030użytkownik8030
0
No i nie pojmuję, dlaczego takiej klasy wpisy nie są reklamowane na stronie głównej. (2010-02-07 15:16)
PiciuPiciu
0
Czytałem z zapartym tchem tą jakże ciekawą historię. Gratuluję lekkiego pióra. Każdy z nas kiedyś zaczynał przygodę z wędkarstwem. Może i ja zmobilizuje się i opisze swoje początki z wedką. Oczywiście piatka. (2010-02-07 16:55)
użytkownik4668użytkownik4668
0

Witam.

Zwrócenie uwagi na tak drobne i ulotne zjawiska, jak mini tęcza powstała po naprężeniu żyłki, świadczy o nieprzeciętnej wrażliwości.

Jestem pod wrażeniem Kolegi daru obserwacji.

Pozdrawiam.

(2010-02-07 18:53)
FanAtykFanAtyk
0
No taki okonek jak na pierwszą złowioną rybę to ja rozumiem. Nie dziwię się że kolega go nie wypuścił bo w tamtych czasach pewnie uwalniającego ryby nazwano by wariatem (niestety). Gratuluję i pozdrawiam.
(2010-02-07 19:01)
użytkownik1117użytkownik1117
0

Grzegorz, koledzy już wszystko napisali, przypomniało mi sie swoje wędkowanie, w podobny sposób zaczynałem, zdobycie żyłki gorzowskiej lub kołowrotka delfin, to juz był sukces, natomiast pierwsza wędka , którą zdobyłem od kolegów mego ojca pracujących w DDR, to Germina , cóż to była za radość,

super to wszystko opisałes ***** , należy ci się ...........

(2010-02-07 19:10)
użytkownik8975użytkownik8975
0
Tak wyglądało i moje dzieciństwo nic ująć nic dodać. A i sprzęt był podobny i pierwszej rybie wargi wyrwałem przy zacięciu.....Jest co wspominać .Doskonały artykuł .Całe 5.....   Pozdro. (2010-02-07 20:03)
użytkownik30634użytkownik30634
0
Super, z przyjemnością mi się czytało. Pozdrawiam
(2010-02-07 21:49)
użytkownik6876użytkownik6876
0
Czytam , czytam i myślę sobie że ten okoń to nie była Twoja życiówka ? Ten większy , o którym myślisz pewnie często , nawet nie zdając sobie sprawy  z tego , pływa sobie gdzieś i czeka na Ciebie . Mam nadzieję że dobry Bóg naprowadzi go na Twojego złotego mustada , a Ty teraz będziesz mógł zrobic z nim to , czego nie zrobiłeś z tamtym . Spadnie wtedy z Ciebie  ciężar , ciężar który moim zdaniem nie jest żadnym balastem , a jedynie odzwierciedleniem owych czasów w których okoń olbrzym został przez Ciebie złowiony . Szczerze życzę owego okazu ,należy Ci się bezapelacyjnie , a za opowiadanie bardzo dziękuję . Pozdrawiam serdecznie .
(2010-02-08 21:19)
użytkownik26410użytkownik26410
0
Witam. No no. Wrócić się do czasów z dzieciństwa i tak barwnie opowiedzić swą przygodę,to dopiero wyczyn:)  Okoń godny pozazdroszczenia. Tylko żal ,że coraz mniej tych pasiastych rozbójników w naszych wodach dorasta takich imponujących rozmiarów. Cóż napisać. Grześ ,to były czasu w których na pólkach sklepowych był tylko ocet ale rybostan naszych wód był o niebo lepszy niż dziś. Pozdrawiam serdecznie kolego:D  Oczywiście klikłem piataka,bo jak mógłbym inaczej. (2010-02-09 08:31)
zegarzegar
0
Ech, aż się łza w oku kręci. Piękne opowiadanko. Przypominają mi się czasy młodości, kiedy na wakacje jeżdziłem na wieś. Nie raz gdy brakowało haczyków,podkradaliśmy ciotce szpilki-była wiejską krawcową- i na te wygięte cuda łowiliśmy okonie w Widawce.Miło się czytało, pisz więcej. Pozdrawiam... (2010-02-09 11:11)
użytkownik23635użytkownik23635
0
Jak zobaczyłem twój kolejny wpis Grzegorzu to sobie pomyślałem....rany Julek ale się rozszalał, co on tam tyle nabazgrolił. Ale siadłem twardo na tyłku i zacząłem czytać....
Już sam początek zapachniał ciekawością i nawet nie pamiętam jak długo czytałem tak twoje opowiadanie poruszyło wyobraźnie.
Pierwsze wędki z leszczyny i spławiki z piór, pierwsze rybki, pamiętna torba po masce która gdzieś się u mnie wala a maska do dziś leży w szafce na dole, i te momenty kiedy po pewnym czasie się orientujemy że nasz spławik znikł porwany przez potwora zamieszkującego staw.
Wszystkim nam przypomniałeś że posiadamy takie wspomnienia które zawsze będą miały wpływ na nasze życie i będą prowadzić nas za rękę czyniąc lepszymi ludźmi z dnia na dzień.
Dziękuje za tak poruszający wpis i czekam na więcej.
Pozdrawiam i daje niestety tylko *****gwiazdek ale gdybym mógł dałbym ich o wiele więcej.
(2010-02-09 12:06)
adleradler
0

No to Grzesiu mile , bardzo mile mnie i nie tylko mnie ZASKOCZYŁEŚ .

Liczę że już nie będziesz taki SPOKOJNY ?. Oczywiście w pisaniu .

Cieszę się bardzo że mogę w waszych opowiadankach , Twoich , GHOSTMIRA , i jeszcze kilku innych kolegów , zanurzyć się w Wasz ŚWIAT WSPOMNIEŃ . 

Dzięki . Pozdrawiam .

(2010-02-09 16:39)
użytkownik30634użytkownik30634
0
piekna historia naprawde przyjemnie sie czytalo. fajne takie powroty do lat 70 troche opowiadania jak było w tamtych czasach. BARDZO FAJNIE DAJE 5
(2010-02-09 22:58)
soodak1995soodak1995
0
czytając tę opowiadanie przypinam sobie moje pierwsze niezdane wędkowania gdzie zawsze wracałem o kiju. ale co dziwne tez moją pierwszą rybą nie tak dużą jak ta był drapieżnik, zła gadzina szczupak był niewymiarowy i powrócił do swojego jeziorka. Jednak najbardziej przemawia lato... upalne dni, wczesne chłodne ranki, długie wieczory spędzone na wsi. opowiadanie tę ma coś w sobie.. zwłaszcza że, jest napisane zimą gdzie szarość góruje nad zielenią.
5 ostatecznie i definitywnie! 
(2010-02-16 11:55)
janush1987janush1987
0
To co opisujesz i w jaki sposób to robisz jest po prostu niesamowite i fascynujące... Czytając to opowiadanie czułem jakbym brał w nim udział i stojąc obok patrzyłem jak walczysz ze swoją RYBA ŻYCIA. Jestem pewny, że mógłbyś pisać całe tomy takich opowiadań a one zdobyły by wszystkie nagrody w tej dziedzinie. POZDRAWIAM SERDECZNIE .

P.S czekam z niecierpliwością na kolejne teksty pisane z takim rozmachem....
(2010-03-03 01:14)
bodziowwbodzioww
0

Po przeczytaniu pierwszej opowieści "Profesor" nakłonił mmnie Pan do przeczytania i tej nie zawiodłem się bardzo ciekawa historia a przy okazji przypomniał mi się mój pierwszy kij i ten płoszący rybki koławrotek mały żółty plastikowy tyrkający he dawne czasy miło było przeczytać i przypomnieć.....................

(2010-03-06 22:55)
kris60kris60
0
To jest powrót do przeszłości.Jak wielu kolegów przedemną tak i ja czytając twoje opowiadanie widzimy siebie sprzed kilkudziesięciu lat.Te cierniki i raki  oraz tłuste kiełbiki których pełno było w każdym bajorku.U nas pamiętam były jeszcze w rzece minogi które przyssane do kamienia wiły się w nurcie jak glony.Niewiem czy były jadalne czy nie ale uciechy było dużo w łapaniu je w ręke.Daje piątkę (2010-03-07 22:29)
gruby12345gruby12345
0
zajebiste opowiadanie nic dodac nic ujac piateczka bez namyslu a splwiki z gesiego piora stosuje do dzis a to juz prawie 20 lat i sa super  (2010-03-08 11:10)
Arci70Arci70
0
Kolejne rewelacyjne opowiadanie. Staję się Grzegorzu fanem Twoich opowiadań.  Okaz rzeczywiście piękny. Gratuluję. Życzę Ci spotkania po raz kolejny z takim okazem. (2010-04-12 10:38)
cisy10cisy10
0
Twoje artykuly nigdy mnie nie zawodza i zawsze wyciagam z nich pouczajace lekcje a ten garbus wymazony hehe :) . oby tak dalej ode mnie ***** . powodzenia wszystkim. pozdrawiam (2010-05-05 14:15)
elekelek
0

Łezka w oku . Moje wspomnienia , och gdybym tylko potrafił przelać to 

na papier . Gratuluję okonia , talentu i pisz Grzegorz DALEJ . 

Daję maksymalny limit portalowych punktów . *****

(2010-05-08 12:03)
AdamMoAdamMo
0
Wspaniała opowieść. (2010-05-13 20:52)
użytkownik40353użytkownik40353
0
oj te ucieczki wczesnym rankiem z domu na ryby to byly czasy super opowiadanie pozdrawiam
(2010-06-04 23:56)
jaca23poljaca23pol
0
wspaniała opowieśc daje 5 + tak to prawda ze ryb było wiecej i ze były wieksze sam pamietam jak z ojcem wypływałem zaraz z rana na rybki i wracalismy z dwoma wiadrami ryb płoci ikoni i leszczy czasy były piekne pozdrawiam (2010-07-19 15:56)
BlueFishermanBlueFisherman
0
5 (2013-05-19 20:13)
Zibi60Zibi60
0
Wspaniały wpis, przywołał wspomnienia, zaciekawił osobistymi wynurzeniami... Wielkie gratulacje Grzegorzu ! 5* (2014-01-11 12:43)
TomekooTomekoo
0
Sukces jak malowany i pięknie opisana przygoda ;-) ahh... lubię czytać takie wpisy ;-) ***** (2014-01-11 14:13)
owczarkiowczarki
0
ciekawy artykuł pozdrawiam https://www.facebook.com/www.ryba?ref=hl (2014-01-31 22:21)

skomentuj ten artykuł