Do ,,Łysy wąż” -Ja to napisałem z tym mięsiarstwem jako kontrargument dla tych co Łowią jak to mówią- ryby szlachetne których względy kulinarne decydują że właśnie jest popyt na Pstrągi i Lipienie . Metoda muchowa i sztuczna przynęta jest tylko dla wybrańców , a ci co łowią inne ryby to tylko dla mięsa a nie dla sportu , bo po co by tyle siedział gdyby mu się to nie opłacało ( takie słowa padają od tych ludzi , razem z działaczami – nie raz to słyszałem ) Nie zrozum mnie źle bo nie wszyscy jeszcze tak zwariowali , tylko jest garstka ludzi , która nadaje ton takiego działania zamiast zająć się faktyczną ochroną środowiska , pod płaszczykiem tej ochrony karmią nas takimi sloganami i wielu w to wierzy. Zresztą już się pojawił pierwszy na tym portalu ,,szuler” poczekaj , będą i inni ( znam to ,bo spraktykowałem już taki atak ) Ja podobnie temat mięsiarstwa rozumiem co Ty , ale wytłumacz tym co myślą inaczej i jeszcze w nas widzą winnych , bo akurat mamy inne spojrzenie na te sprawy.
Ja się jednak co nieco obawiam, że jak takich kilku szulerów dochrapie się stołków w PZW, to będą wymyślać takie głupoty jak np. 3 letni zakaz zabierania ryb z łowisk. Jeszcze nie słyszałem podobnych bzdur, a wielu oszołomów spotykałem na swych wędkarskich szlakach. To najgorszy typ działacza jaki mógł się uchować na tym łez padole.
Najpierw gada jaki to jest biedny, bo musi zapierniczać społecznie dla takich nierobów, leni i obiboków jak ja, potem padają słowa świadczące o tym, że mnie - przyjezdnego wędkarz trzeba przegnać jak najdalej od "swoich" wód, potem wyjeżdża z zakazami 3 letnimi, a na koniec stwierdza, ze jestem niecywilizowany, czyt. zacofany, bo lubię sam złowić, dać w łeb i na dodatek potrafię przyrządzić smaczna potrawę z tej ryby. Dla mnie tylko takie wędkarstwo ma sens. Tylko wtedy jestem spełniony, kiedy własnoręcznie złowiona ryba zostanie skonsumowana z przyjaciółmi, przy lampce przedniego wina i bynajmniej się tego nie wstydzę, a jeszcze się tym chwalę.
I tu zaskoczę szulera działacza pożal się Boże, bo kilka razy gościłem wędkarzy, przyjaciół z Francji, Belgii, Niemiec, a nawet ze słonecznej Grecji (gdzie kunszt podawania potraw rybnych jest doprowadzony do perfekcji) i wszyscy oni byli w szoku, kiedy się dowiedzieli, co można wyczarować z różnych gatunków ryb.
Oni nie zabierają ryb z łowiska, bo nie maja czasu, ani umiejętności pozwalających taka złowioną rybę choćby tylko oczyścić. Oni kupują ryby hodowlane i łowione w strefach nadmorskich przez rybaków.
Ale oni nie znają rybactwa śródlądowego, a prawo w ich krajach powoduje, ze kłusownictwa nie ma w ogóle. A może to dobrobyt i stopa życiowa jest powodem? W każdym razie zapowiedzieli mi, że jeszcze nie raz i nie dwa, bede dla nich pichcił, z czego jestem niezmiernie rad.
I żeby mi tu jakiś szuler nie wyjechał z mięsiarstwem, sam wypuszczam ryby, nawet ich nie fotografując. Jednak jak chcę coś upichcić, to nie mam wyrzutów sumienia i bez pardonu daje rybce po czaszce - bo jestem drapieżnikiem i łowcą, a nie pedziem który nie umie postać przy piecu nad patelnią. Bez obrazy.
I dalej -szuler mówi o cywilizowanych krajach.... no ładnie, ale dlaczego widzi tylko to, co chce widzieć? Wie szuler choć odrobinę o prawie tam panującym, o ochronie środowiska, o zarybieniach, gospodarce wodnej, ekologii, wreszcie o mentalności tych narodów, polityce państw o których mowa, o prawodawstwie, wreszcie o zasadach na jakich łowi się tam ryby?
Czy w rzeczonych krajach obowiązują zakazy zabierania ryb z łowiska?
Mnie ta drętwa gadka szulerowa nie bawi, a wręcz mnie zniesmacza. Ja sobie takich działaczy nie życzę, bo to chore jednostki, z którymi kontakt na obcych wodach kończy się zawsze tak samo, czyli chamskimi odzywami i pretensjami.
I to właśnie tacy powodują, że nie mamy szans najmniejszych, by zmniejszyć ilość okręgów, by odzyskać prawo wędkowania na terenie całego kraju, którego jesteśmy ponoć równymi sobie obywatelami. To tacy właśnie nawiedzeni działacze popierają betonowe PZW i są przeciwnikami zmian na lepsze, bo nie widzą nic, prócz swego nosa. To oni zawsze wybiorą generała na stołek i będą z nim pić nasze zdrowie, podpisując kolejną podwyżkę składek.
I może szuler pisać co mu się rzewnie podoba, bo już powiedział dość, bym sobie wyrobił zdanie o tym "człowieku bez skazy".
Pozostaje mi tylko ubolewać, że taki element wkręca się na posadki uważając się za wielkich działaczy.
Ja ubolewam ale nad takimi ludźmi co zrobi wszystko by przyswoi sobie to kilka gram białka łowiących karasie w odstojnikach ściekowych potem moczących je w mleku byle wchłonąć te parę gram białka
zaskaz zabierania ,zakaz lowienia i tego typu inne przepisy to tylko raj dla kłusoli ,i w niczym to nie poprawi zasobu naszych wód.Nie wiem jak u was w kolach ,,ale u mnie jest coś takiego jak składka na zarybianie,z czego polowa kasy pewnie idzie na inne cele,a za resztę kupią trochę karpika i wpuszczą do należącego do koła zalewu,którego zresztą wyłowią w ciągu kilkunastu dni po wpuszczeniu,bo nie ma kto przypilnować hektarowego łowiska.Zamiast takich składek zatrudnić więcej ludzi do PSR,ale takich którzy będą rzetelnie wykonywali swoje obowiązki pilnowali naszych wód przed kłusownikami,a nie tylko przyjeżdżali na lowisko i wlepiali mandaty wędkarzom,bo za blisko o dwa metry od wody zaparkowali samochód,a sami kołami stoją w wodzie ,bo im wolno.Dlaczego psr nie pilnuje tarlisk na których najczęściej dochodzi kłusowniczych niesnasek,gdzie niewytarte ryby zabierane są tonami i tak niestety jest w całym kraju.Wydaje mi się,że jak ryba wytrze się w swoim naturalnym środowisku nie potrzeba będzie nam zarybień.A to że ktoś bierze z łowiska 5 kg ryb to niestety nie jest przestępstwo,tylko regulamin na to zezwala.
Ostatnia wypowiedź szulera wydaje się być sensowna, zatem dopowiem do niej tylko tyle, że takich (opisanych ) osobników jest bardzo niewielu i nie stanowią oni żadnego zagrożenia dla naszych zasobów wodnych. To normalnie chorzy na umyśle ludzie, którzy wcześniej czy później przestaną łowić z różnych powodów.
I tu do pana szulera mam jedna jeszcze uwagę na której zakończę tę bezsensowną wojenkę.
Obraził mnie kolega, więc się odwdzięczyłem tym samym.
A co do mojej osoby, to pozwolę sobie tutaj zamieścić fragment wiersza, który się zrodził w mej mięsiarskiej głowie, podczas pewnego samotnego wypadu nad wodę. I Bóg mi świadkiem, że jest w tym wierszu cała prawda o moim stosunku do mojego hobby. I jeśli kolega szuler potrafi rozumieć poezję, to już więcej nigdy mnie nie będzie wyzywał od niecywilizowanych, zacofanych, mięsiarzy itd .itp.
A oto motto mojego autorstwa, które widnieje tez w moim profilu na www.wedkuje.pl
Na pograniczu smugi cienia
W złotym płomieniu trzcinowiska
Tyle mam marzeń do spełnienia
Ile na falach iskier błyska
Gdy rozplątuję nitkę bytu
Wśród dzieł samego Pana Boga,
Weź moje serce i je przytul
Przyrodo Polska boś mi droga.
Niby cywilizowane kraje a uważają klenia za niejadalną rybę. No pięknie. Niedługo kleń będzie trujący. Niech tylko ta cywilizacja jeszcze ciut pójdzie do przodu. Co to za gadanie, która ryba jest smaczna a która nie. Ja lubię sumy chyba najbardziej ze wszystkich ryb ale w rodzinie mam osoby, które lubią szczupaki i klenie bo wolą suche mięso. I co mam ich zmusić do żarcia suma czy halibuta? Niech jedzą co lubią. A mi żadna moda z cywilizowanych krajów nie będzie jadła przyrządzać. Będę żarł to co mi smakuje.
Nie wiem skąd kolega szuler ma te wiadomości , ale jak dobrze mi wiadomo to w krajach ,jak to kolega mówi cywilizowanych nie jest tak że nie można brać ryb do domu i co niektórzy legalnie biorą zgodnie z prawem . Jedynie nikt nie napycha całych worów dla całej rodziny tylko dla spróbowania . Jest to jakiś mit który podłapali działacze i nas karmią tym. Tam oczywiście jest jedno prawo dla wszystkich i o wiele surowsze , a u nas jest prawo dla równych i równiejszych . Kleń jest traktowany tak samo jak inne ryby i nikt nie mówi że to ryby gorsze i co ciekawego pływają w jednej wodzie z Pstrągami , Okoniami i Szczupakami , a nie tu Pstrągi , a tam Klenie . Tam jest zgodnie z natura zarybiane , a nie jak jakiemuś działaczowi się podoba żeby tylko nie rywalizowały o pokarm.
Uważam, że kleń to raczej ryba sportowa niż przysmak. Książki kulinarne zawierają głównie porady jak przyrządzać takie ryby jak: karp, szczupak, sandacz, pstrąg ale nie kleń, co już może sugerować, że nie jest to ryba ceniona w kuchni. Osobiście posmakowałem klenia ale dla mnie nie przypadł do gustu. Traktuję go więc na równi z boleniem, czyli jest fajnie jak uda się go złapać a potem do wody. Pozdrawiam
Drogi Kolego. Książki kulinarne są pisane dla ludzi, którzy pichcą w domu z tego, co jest dostępne w handlu (głównie).
Nie uwzględnia się w tych książkach całej mnogości gatunków, bo jest to bez sensu.
Nie dla wędkarzy pisze się te książki, a spece którzy je piszą, nie są fachowcami od rodzimych gatunków. W większości nie są to nawet polskie przepisy.
Zaś jeśli chodzi o przepisy kuchni polskiej, z reguły zamieszcza się przepisy najbardziej znane, popularne, zakorzenione w naszych zwyczajach.
Jednak są ludzie, którzy potrafią gotować różne rzeczy niezależnie od przepisów zawartych w książkach kucharskich. Ja sam raczej korzystam z moich własnych przepisów, które wymyślałem (o ryby mi tu chodzi) w miarę jak postępowało moje zaangażowanie w wędkarstwo.
Nie można powiedzieć o żadnym mięsie, że już wszystko wymyślono i nie da się w dziedzinach kulinarnych stworzyć nic nowego. Ponadto chodzi jeszcze o dostępność produktów. O ile można u nas kupić żabie udka, to nie da się kupić klenia czy bolka.
Weźmy taką makrelę - uwędzona jest tłusta jak zaraza, dorsz? Dorsz jest suchy.
To samo można powiedzieć o flądrze i karmazynie. A ja się spotykałem z osobami, które nie mogły pojąć jak można spożywać flądry! Toż to tłuszcz i sama skóra! (z czym się nie zgodzę).
Znam też ludzi, którzy w życiu nie wezmą do ust karmazyna, bo suchy i nijaki ( a ja się tez nie zgadzam).
Jedni lubią rybę suchą inni wolą tłustą. Jedni jedzą tylko ryby marynowane, inni konserwy, a jeszcze inni tylko szlachetne gatunki, przygotowane przez kucharza w restauracji.
Ci ostatni nigdy nie pojmą, że można inaczej, że można coś innego, natomiast bardzo chętnie będą się dzielić z innymi swym wysublimowanym zdaniem, że wszystko co nie jest sandaczem, szczupakiem, karpiem, pstrągiem, jest niejadalne, niesmaczne, ościste itd itp.
Powielanie stereotypów jest tu najgorszą możliwą rzeczą, bo udowadnia jedynie, że jesteśmy dalece nieświadomi jako naród, naszego bogactwa w dziedzinie gastronomii. Powielamy zasłyszane zdania nie zastanawiając się nawet nad ich prawdziwością. Jedyne z czym się zgodzę to fakt, ze nie wszystkich stać na wyszukiwanie w mięsie ości - tego można nie lubić.
Niedawno przerabialiśmy tu temat lina i okazało się, że jest wiele osób, którym lin śmierdzi mułem i jest wyjątkowo niesmaczną rybą. A ja powiadam, że jest tylko rybą specyficzną, ale bardzo smaczną.
Zatem nie powielajmy stereotypów i bzdur zasłyszanych gdzieś za granicą, a próbujmy znaleźć w naszych zasobach to, co nam będzie osobiście odpowiadało.
Ja lubię ryby pod każdą postacią i nawet z bolka i klenika zrobię coś smacznego.
Pozdrawiam.
Kolega Ghostmir ma rację,dania z ryb są smaczne,ale jeśli ktoś ich nie lubi to jego sprawa nikt mu na siłę nie wciska ,ale też niech inni uszanują też wędkarzy którzy lubią smażoną czy wędzoną rybkę złowioną osobiście no i oczywiście wszystko żeby odbywało się w dobrym tonie i z umiarem.Nikt nie mówi o tym żeby jednego dnia naszatkować ryb i trzymać w lodówce,ale jeśli ktoś umie i zna sztuke wędkowania to rybkę sobie złowi np. ze 4 leszcze i na kolacyjkę żonie usmaży i za jakiś czas pojedzie i też parę rybek weźmie.Musimy znać kunszt dobrego i rozsąd nego smaku wędkowania, jeśli to będziemy czynić to nic złego naszym wodom się nie stanie.Siemanko.
Nie wiem skąd te określenie ,:Ryba Sportowa: Tyle lat łowię rybyale pierwszy raz spotykam się z rybą sportową. Może ktoś mi wyperswaduje jakie inne ryby można zaliczyć np:lekkoatletyczna ,itd,itp. Ryba jak ryba jedna więcej waleczna ,druga mniej . Do diaska z takimi spostrzeżeniami .Kicha na całej lini.
Łowię dość często na Warcie, może wyda to się dziwne ale mam miejscówkę na , którą przyjeżdża tylko jeden facet raz w tygodniu około 12.00 i łowi do 19.00 ( nie czeka na największe), jak go obserwuję to też jest bardzo głodny bo zabiera całe wiadro średnich płotek, krąpi i czasami jakiegoś klenia,ja wieczorami łowię tam z dużym powodzeniem klenie 40 i czasami 50cm, wypuszczam , ale nie wstydzę się przyznać , że czasami zabiorę coś sąsiadom, może 10% moich rybek trafi na stół a może 5%, w każdym razie zawsze wypuszam te najwięsze okazy bo uważam, że przekażą w genach jak dożyć dużych rozmiarów. Myślę, że nie jestem jakimś mordercą , uważam że bardzo dobrze ,że zasada "złap i wypuść" zatacza coraz szersze kręgi, ale uważam też , że jeżeli ktoś zabiera czasami rybę z łowiska to nie można go od razu nazwać mięsiarzem, a widzę , że taka mada ostatnio panuje,szczególnie na internecie- jednym słowem wszystko z umiarem , szanujmy przyrodę i sprzątajmy łowisko nawet po innych hamach!
Nigdy nie zabrałem do domu złowionego przez siebie klenia:)
A może i zabrałem (jeśli dobrze pamiętam, to 2 klenie i jaź), ale byłem wtedy dzieckiem pierwszych klas podstawowych i musiałem się pochwalić zdobyczą - te dziecinne czasy:)
O ile mnie pamięć nie myli kleń figuruje w kuchni polskiej jako jedno z dań rybnych,ale wydaje mi się to wielkim nieporozumieniem.To ryba wybitnie sportowa.Zajmuje u mnie drugie miejsce ulubionych gatunków zaraz po pstrągu potokowym, nad którym ma tę przewagę , że mogę go łowić cały rok i z przyjemnością wypuszczać.
ZNALAZŁEM COŚ TAKIEGO KLEŃ PO WARZAWSKU kleń 1,5 kg mąka 100 g masło 60 g rabarbar 200 g mleko 100 g olej 300 g cytryna 2 szt jajko pieprz sól Sposób przyrządzenia
Ryby oczyścić, umyć, pokrajać na porcje, nasolić, dodać pieprzu i skropić sokiem z połowy cytryny. Z mąki i jajka i mleka sporządzić lekko osolone ciasto. Rabarbar obrać, umyć, drobno pokrajać, dodać do ciasta i wymieszać. Rybę obtoczyć w mące, podsmażyć; w połowie smażenia zdjąć z patelni i dobrze zamaczać w cieście, ponowie położyć na patelni, usmażyć, przykryć i lekko poddusić. Podawać z surówką z marchwi i jabłek. P.s Szczególnie nazwa mnie zainteresowała.
Wyglada na to ze wszystko bedzie smaczne - oprocz glownego skladnika :). PS. Ze wszystkiego mozna zrobic potrawe. Przypuszczam ze nawet tektura, jakby ja dobrze doprawic i przygotowac, bylaby zjadliwa. Tylko PO CO ?
Do ,,Łysy wąż” -Ja to napisałem z tym mięsiarstwem jako kontrargument dla tych co Łowią jak to mówią- ryby szlachetne których względy kulinarne decydują że właśnie jest popyt na Pstrągi i Lipienie . Metoda muchowa i sztuczna przynęta jest tylko dla wybrańców , a ci co łowią inne ryby to tylko dla mięsa a nie dla sportu , bo po co by tyle siedział gdyby mu się to nie opłacało ( takie słowa padają od tych ludzi , razem z działaczami – nie raz to słyszałem ) Nie zrozum mnie źle bo nie wszyscy jeszcze tak zwariowali , tylko jest garstka ludzi , która nadaje ton takiego działania zamiast zająć się faktyczną ochroną środowiska , pod płaszczykiem tej ochrony karmią nas takimi sloganami i wielu w to wierzy. Zresztą już się pojawił pierwszy na tym portalu ,,szuler” poczekaj , będą i inni ( znam to ,bo spraktykowałem już taki atak ) Ja podobnie temat mięsiarstwa rozumiem co Ty , ale wytłumacz tym co myślą inaczej i jeszcze w nas widzą winnych , bo akurat mamy inne spojrzenie na te sprawy.
Jestem za tym by zabroniono na 3 lata zabierać ryb z łowiska ,wtedy byśmy zobaczyli ile wędkarzy jest w PZW a ile mięsiarzy
Ja się jednak co nieco obawiam, że jak takich kilku szulerów dochrapie się stołków w PZW, to będą wymyślać takie głupoty jak np. 3 letni zakaz zabierania ryb z łowisk. Jeszcze nie słyszałem podobnych bzdur, a wielu oszołomów spotykałem na swych wędkarskich szlakach. To najgorszy typ działacza jaki mógł się uchować na tym łez padole.
Najpierw gada jaki to jest biedny, bo musi zapierniczać społecznie dla takich nierobów, leni i obiboków jak ja, potem padają słowa świadczące o tym, że mnie - przyjezdnego wędkarz trzeba przegnać jak najdalej od "swoich" wód, potem wyjeżdża z zakazami 3 letnimi, a na koniec stwierdza, ze jestem niecywilizowany, czyt. zacofany, bo lubię sam złowić, dać w łeb i na dodatek potrafię przyrządzić smaczna potrawę z tej ryby. Dla mnie tylko takie wędkarstwo ma sens. Tylko wtedy jestem spełniony, kiedy własnoręcznie złowiona ryba zostanie skonsumowana z przyjaciółmi, przy lampce przedniego wina i bynajmniej się tego nie wstydzę, a jeszcze się tym chwalę.
I tu zaskoczę szulera działacza pożal się Boże, bo kilka razy gościłem wędkarzy, przyjaciół z Francji, Belgii, Niemiec, a nawet ze słonecznej Grecji (gdzie kunszt podawania potraw rybnych jest doprowadzony do perfekcji) i wszyscy oni byli w szoku, kiedy się dowiedzieli, co można wyczarować z różnych gatunków ryb.
Oni nie zabierają ryb z łowiska, bo nie maja czasu, ani umiejętności pozwalających taka złowioną rybę choćby tylko oczyścić. Oni kupują ryby hodowlane i łowione w strefach nadmorskich przez rybaków.
Ale oni nie znają rybactwa śródlądowego, a prawo w ich krajach powoduje, ze kłusownictwa nie ma w ogóle. A może to dobrobyt i stopa życiowa jest powodem? W każdym razie zapowiedzieli mi, że jeszcze nie raz i nie dwa, bede dla nich pichcił, z czego jestem niezmiernie rad.
I żeby mi tu jakiś szuler nie wyjechał z mięsiarstwem, sam wypuszczam ryby, nawet ich nie fotografując. Jednak jak chcę coś upichcić, to nie mam wyrzutów sumienia i bez pardonu daje rybce po czaszce - bo jestem drapieżnikiem i łowcą, a nie pedziem który nie umie postać przy piecu nad patelnią. Bez obrazy.
I dalej -szuler mówi o cywilizowanych krajach.... no ładnie, ale dlaczego widzi tylko to, co chce widzieć? Wie szuler choć odrobinę o prawie tam panującym, o ochronie środowiska, o zarybieniach, gospodarce wodnej, ekologii, wreszcie o mentalności tych narodów, polityce państw o których mowa, o prawodawstwie, wreszcie o zasadach na jakich łowi się tam ryby?
Czy w rzeczonych krajach obowiązują zakazy zabierania ryb z łowiska?
Mnie ta drętwa gadka szulerowa nie bawi, a wręcz mnie zniesmacza. Ja sobie takich działaczy nie życzę, bo to chore jednostki, z którymi kontakt na obcych wodach kończy się zawsze tak samo, czyli chamskimi odzywami i pretensjami.
I to właśnie tacy powodują, że nie mamy szans najmniejszych, by zmniejszyć ilość okręgów, by odzyskać prawo wędkowania na terenie całego kraju, którego jesteśmy ponoć równymi sobie obywatelami. To tacy właśnie nawiedzeni działacze popierają betonowe PZW i są przeciwnikami zmian na lepsze, bo nie widzą nic, prócz swego nosa. To oni zawsze wybiorą generała na stołek i będą z nim pić nasze zdrowie, podpisując kolejną podwyżkę składek.
I może szuler pisać co mu się rzewnie podoba, bo już powiedział dość, bym sobie wyrobił zdanie o tym "człowieku bez skazy".
Pozostaje mi tylko ubolewać, że taki element wkręca się na posadki uważając się za wielkich działaczy.
Ja ubolewam ale nad takimi ludźmi co zrobi wszystko by przyswoi sobie to kilka gram białka łowiących karasie w odstojnikach ściekowych potem moczących je w mleku byle wchłonąć te parę gram białka
zaskaz zabierania ,zakaz lowienia i tego typu inne przepisy to tylko raj dla kłusoli ,i w niczym to nie poprawi zasobu naszych wód.Nie wiem jak u was w kolach ,,ale u mnie jest coś takiego jak składka na zarybianie,z czego polowa kasy pewnie idzie na inne cele,a za resztę kupią trochę karpika i wpuszczą do należącego do koła zalewu,którego zresztą wyłowią w ciągu kilkunastu dni po wpuszczeniu,bo nie ma kto przypilnować hektarowego łowiska.Zamiast takich składek zatrudnić więcej ludzi do PSR,ale takich którzy będą rzetelnie wykonywali swoje obowiązki pilnowali naszych wód przed kłusownikami,a nie tylko przyjeżdżali na lowisko i wlepiali mandaty wędkarzom,bo za blisko o dwa metry od wody zaparkowali samochód,a sami kołami stoją w wodzie ,bo im wolno.Dlaczego psr nie pilnuje tarlisk na których najczęściej dochodzi kłusowniczych niesnasek,gdzie niewytarte ryby zabierane są tonami i tak niestety jest w całym kraju.Wydaje mi się,że jak ryba wytrze się w swoim naturalnym środowisku nie potrzeba będzie nam zarybień.A to że ktoś bierze z łowiska 5 kg ryb to niestety nie jest przestępstwo,tylko regulamin na to zezwala.
Ostatnia wypowiedź szulera wydaje się być sensowna, zatem dopowiem do niej tylko tyle, że takich (opisanych ) osobników jest bardzo niewielu i nie stanowią oni żadnego zagrożenia dla naszych zasobów wodnych. To normalnie chorzy na umyśle ludzie, którzy wcześniej czy później przestaną łowić z różnych powodów.
I tu do pana szulera mam jedna jeszcze uwagę na której zakończę tę bezsensowną wojenkę.
Obraził mnie kolega, więc się odwdzięczyłem tym samym.
A co do mojej osoby, to pozwolę sobie tutaj zamieścić fragment wiersza, który się zrodził w mej mięsiarskiej głowie, podczas pewnego samotnego wypadu nad wodę. I Bóg mi świadkiem, że jest w tym wierszu cała prawda o moim stosunku do mojego hobby. I jeśli kolega szuler potrafi rozumieć poezję, to już więcej nigdy mnie nie będzie wyzywał od niecywilizowanych, zacofanych, mięsiarzy itd .itp.
A oto motto mojego autorstwa, które widnieje tez w moim profilu na www.wedkuje.pl
Na pograniczu smugi cienia
W złotym płomieniu trzcinowiska
Tyle mam marzeń do spełnienia
Ile na falach iskier błyska
Gdy rozplątuję nitkę bytu
Wśród dzieł samego Pana Boga,
Weź moje serce i je przytul
Przyrodo Polska boś mi droga.
Niby cywilizowane kraje a uważają klenia za niejadalną rybę. No pięknie. Niedługo kleń będzie trujący. Niech tylko ta cywilizacja jeszcze ciut pójdzie do przodu. Co to za gadanie, która ryba jest smaczna a która nie. Ja lubię sumy chyba najbardziej ze wszystkich ryb ale w rodzinie mam osoby, które lubią szczupaki i klenie bo wolą suche mięso. I co mam ich zmusić do żarcia suma czy halibuta? Niech jedzą co lubią. A mi żadna moda z cywilizowanych krajów nie będzie jadła przyrządzać. Będę żarł to co mi smakuje.
Nie wiem skąd kolega szuler ma te wiadomości , ale jak dobrze mi wiadomo to w krajach ,jak to kolega mówi cywilizowanych nie jest tak że nie można brać ryb do domu i co niektórzy legalnie biorą zgodnie z prawem . Jedynie nikt nie napycha całych worów dla całej rodziny tylko dla spróbowania . Jest to jakiś mit który podłapali działacze i nas karmią tym. Tam oczywiście jest jedno prawo dla wszystkich i o wiele surowsze , a u nas jest prawo dla równych i równiejszych . Kleń jest traktowany tak samo jak inne ryby i nikt nie mówi że to ryby gorsze i co ciekawego pływają w jednej wodzie z Pstrągami , Okoniami i Szczupakami , a nie tu Pstrągi , a tam Klenie . Tam jest zgodnie z natura zarybiane , a nie jak jakiemuś działaczowi się podoba żeby tylko nie rywalizowały o pokarm.
Uważam, że kleń to raczej ryba sportowa niż przysmak. Książki kulinarne zawierają głównie porady jak przyrządzać takie ryby jak: karp, szczupak, sandacz, pstrąg ale nie kleń, co już może sugerować, że nie jest to ryba ceniona w kuchni. Osobiście posmakowałem klenia ale dla mnie nie przypadł do gustu. Traktuję go więc na równi z boleniem, czyli jest fajnie jak uda się go złapać a potem do wody.
Pozdrawiam
Drogi Kolego. Książki kulinarne są pisane dla ludzi, którzy pichcą w domu z tego, co jest dostępne w handlu (głównie).
Nie uwzględnia się w tych książkach całej mnogości gatunków, bo jest to bez sensu.
Nie dla wędkarzy pisze się te książki, a spece którzy je piszą, nie są fachowcami od rodzimych gatunków. W większości nie są to nawet polskie przepisy.
Zaś jeśli chodzi o przepisy kuchni polskiej, z reguły zamieszcza się przepisy najbardziej znane, popularne, zakorzenione w naszych zwyczajach.
Jednak są ludzie, którzy potrafią gotować różne rzeczy niezależnie od przepisów zawartych w książkach kucharskich. Ja sam raczej korzystam z moich własnych przepisów, które wymyślałem (o ryby mi tu chodzi) w miarę jak postępowało moje zaangażowanie w wędkarstwo.
Nie można powiedzieć o żadnym mięsie, że już wszystko wymyślono i nie da się w dziedzinach kulinarnych stworzyć nic nowego. Ponadto chodzi jeszcze o dostępność produktów. O ile można u nas kupić żabie udka, to nie da się kupić klenia czy bolka.
Weźmy taką makrelę - uwędzona jest tłusta jak zaraza, dorsz? Dorsz jest suchy.
To samo można powiedzieć o flądrze i karmazynie. A ja się spotykałem z osobami, które nie mogły pojąć jak można spożywać flądry! Toż to tłuszcz i sama skóra! (z czym się nie zgodzę).
Znam też ludzi, którzy w życiu nie wezmą do ust karmazyna, bo suchy i nijaki ( a ja się tez nie zgadzam).
Jedni lubią rybę suchą inni wolą tłustą. Jedni jedzą tylko ryby marynowane, inni konserwy, a jeszcze inni tylko szlachetne gatunki, przygotowane przez kucharza w restauracji.
Ci ostatni nigdy nie pojmą, że można inaczej, że można coś innego, natomiast bardzo chętnie będą się dzielić z innymi swym wysublimowanym zdaniem, że wszystko co nie jest sandaczem, szczupakiem, karpiem, pstrągiem, jest niejadalne, niesmaczne, ościste itd itp.
Powielanie stereotypów jest tu najgorszą możliwą rzeczą, bo udowadnia jedynie, że jesteśmy dalece nieświadomi jako naród, naszego bogactwa w dziedzinie gastronomii. Powielamy zasłyszane zdania nie zastanawiając się nawet nad ich prawdziwością. Jedyne z czym się zgodzę to fakt, ze nie wszystkich stać na wyszukiwanie w mięsie ości - tego można nie lubić.
Niedawno przerabialiśmy tu temat lina i okazało się, że jest wiele osób, którym lin śmierdzi mułem i jest wyjątkowo niesmaczną rybą. A ja powiadam, że jest tylko rybą specyficzną, ale bardzo smaczną.
Zatem nie powielajmy stereotypów i bzdur zasłyszanych gdzieś za granicą, a próbujmy znaleźć w naszych zasobach to, co nam będzie osobiście odpowiadało.
Ja lubię ryby pod każdą postacią i nawet z bolka i klenika zrobię coś smacznego.
Pozdrawiam.
Wszystko można kulinarnie przyrządzić tylko po co?
Po to, by mieć radość z udanej potrawy i przyjemność z jej spożycia.
Tak samo można powiedzieć, że można napisać wszystko, tylko po co?
W końcu lepiej pisać książki, a nie klepać na jakimś forum.
http://images44.fotosik.pl/231/df95f02685d8f265.gif
http://images44.fotosik.pl/231/df95f02685d8f265.gif-ZDJĘCIE NIE DOSTĘPNE!!!!
Kolega Ghostmir ma rację,dania z ryb są smaczne,ale jeśli ktoś ich nie lubi to jego sprawa nikt mu na siłę nie wciska ,ale też niech inni uszanują też wędkarzy którzy lubią smażoną czy wędzoną rybkę złowioną osobiście no i oczywiście wszystko żeby odbywało się w dobrym tonie i z umiarem.Nikt nie mówi o tym żeby jednego dnia naszatkować ryb i trzymać w lodówce,ale jeśli ktoś umie i zna sztuke wędkowania to rybkę sobie złowi np. ze 4 leszcze i na kolacyjkę żonie usmaży i za jakiś czas pojedzie i też parę rybek weźmie.Musimy znać kunszt dobrego i rozsąd nego smaku wędkowania, jeśli to będziemy czynić to nic złego naszym wodom się nie stanie.Siemanko.
No Kolego KYLON, łapkie podaję.
I tak trzymać. Ja rybę uwielbiam :)))
Bo to ryby są dla nas, a nie my dla nich. Dla nich jest PZW.
PZW nie jest dla ryb. PZW jest dla kilku gości z ZG.
A po za tym ryba wpływa na wszystko!
Nie wiem skąd te określenie ,:Ryba Sportowa: Tyle lat łowię rybyale pierwszy raz spotykam się z rybą sportową. Może ktoś mi wyperswaduje jakie inne ryby można zaliczyć np:lekkoatletyczna ,itd,itp. Ryba jak ryba jedna więcej waleczna ,druga mniej . Do diaska z takimi spostrzeżeniami .Kicha na całej lini.
Zgodzę się że kleń może nie być zbyt ceniony jako przysmak kulinarny ale ryba sportowa to jakaś bzdura.
Z tego co zauważyłem to sportowe to są płotki i ukleje bo dają się masowo łowić:)
Popieram GHOSTMIRA i KYLONA.Kto chce jeść niech je a kto nie to niech nie je, każdy ma swoje gusta i guściki
Łowię dość często na Warcie, może wyda to się dziwne ale mam miejscówkę na , którą przyjeżdża tylko jeden facet raz w tygodniu około 12.00 i łowi do 19.00 ( nie czeka na największe), jak go obserwuję to też jest bardzo głodny bo zabiera całe wiadro średnich płotek, krąpi i czasami jakiegoś klenia,ja wieczorami łowię tam z dużym powodzeniem klenie 40 i czasami 50cm, wypuszczam , ale nie wstydzę się przyznać , że czasami zabiorę coś sąsiadom, może 10% moich rybek trafi na stół a może 5%, w każdym razie zawsze wypuszam te najwięsze okazy bo uważam, że przekażą w genach jak dożyć dużych rozmiarów. Myślę, że nie jestem jakimś mordercą , uważam że bardzo dobrze ,że zasada "złap i wypuść" zatacza coraz szersze kręgi, ale uważam też , że jeżeli ktoś zabiera czasami rybę z łowiska to nie można go od razu nazwać mięsiarzem, a widzę , że taka mada ostatnio panuje,szczególnie na internecie- jednym słowem wszystko z umiarem , szanujmy przyrodę i sprzątajmy łowisko nawet po innych hamach!
Zastanawiam się czy ta zasada już przeniknęła do myśliwych?
Nigdy nie zabrałem do domu złowionego przez siebie klenia:)
A może i zabrałem (jeśli dobrze pamiętam, to 2 klenie i jaź), ale byłem wtedy dzieckiem pierwszych klas podstawowych i musiałem się pochwalić zdobyczą - te dziecinne czasy:)
A teraz szybkie mierzenie, 1-3 fotki i do wody:)
Kleń to ryba sportowa! Jako danie był by raczej kiepski. Jak większość karpiowatych ma dużo ości i po za ty podobno mięso ma niezbyt smaczne.
Myśle że sportowa :)
jak dla mnie tylko i wyłącznie sportowa to wielka frajda uganiac sie za klonkami w rzeczkach
zachęcam wszystkich do darowania wolności klonkom i jaziom walory kulinanarne nie są specjalne a ryba na kiju to prawdziwa uciecha !!!
O ile mnie pamięć nie myli kleń figuruje w kuchni polskiej jako jedno z dań rybnych,ale wydaje mi się to wielkim nieporozumieniem.To ryba wybitnie sportowa.Zajmuje u mnie drugie miejsce ulubionych gatunków zaraz po pstrągu potokowym, nad którym ma tę przewagę , że mogę go łowić cały rok i z przyjemnością wypuszczać.
ZNALAZŁEM COŚ TAKIEGO KLEŃ PO WARZAWSKU
kleń 1,5 kg mąka 100 g masło 60 g rabarbar 200 g mleko 100 g olej 300 g cytryna 2 szt jajko pieprz sól Sposób przyrządzenia Ryby oczyścić, umyć, pokrajać na porcje, nasolić, dodać pieprzu i skropić sokiem z połowy cytryny. Z mąki i jajka i mleka sporządzić lekko osolone ciasto. Rabarbar obrać, umyć, drobno pokrajać, dodać do ciasta i wymieszać. Rybę obtoczyć w mące, podsmażyć; w połowie smażenia zdjąć z patelni i dobrze zamaczać w cieście, ponowie położyć na patelni, usmażyć, przykryć i lekko poddusić. Podawać z surówką z marchwi i jabłek.
P.s Szczególnie nazwa mnie zainteresowała.
Wyglada na to ze wszystko bedzie smaczne - oprocz glownego skladnika :).
PS. Ze wszystkiego mozna zrobic potrawe. Przypuszczam ze nawet tektura, jakby ja dobrze doprawic i przygotowac, bylaby zjadliwa. Tylko PO CO ?