Temat żon był niedawno dość obszernie poruszany. Ja tam swoją czasem zabieram i jakoś pecha nie przynosi a jak rybki nie biorą to zawsze można znaleźć inne zajęcie.
Jeśli tylko po ta aby dotrzymywała towarzystwa to zdecydowanie NIE,jeśli wędkuje bo to lubi (a nie po to aby nie spuszczać Cię z "oka") to czemu nie. Ale skoro zadajesz takie pytanie to Ją zabierzesz... ;-) ;-) ;-) Pozdrawiam Trygław
JA z całą odpowiedzialnością powiem, że tak jak najbardziej. Inaczej sprecyzuje. Jakbym mojej Żoneczki nie zabrał to wtedy bym miał rewolucję.):):):)
Tomek, no Ty i Twoja Kasia, to jesteście wyjątkami w tym, a Kasia szczególnie. Tylko pozazdrościć :)))))))) Moją jakbym zapytał, czy pojedzie ze mną na ryby, to bym usłyszał kim jestem i gdzie mam iść i po co :) To tak, jakbym jej zaproponował, żeby wymieniła silnik w okręcie podwodnym.
Myślę, że warto zabrać....będzie na kogo zwalić winę, że nie brały ;-) A jak nie pojedzie to też można zwalić winę, że nie brały bo nie pojechała......hi hi
Warto, lecz należy nałożyć na nią kilka obostrzeń:
- zakaz chodzenia (najlepiej nawet przy spinningu), - ograniczony zasób słów na godzinę, - ustalona wcześniej godzina powrotu (nie negocjacyjna!), - zakaz komentowania wielkości ryb złowionych przez męża (to cholernie ważne!), - zakaz używania telefonów komórkowych, - olejkiem smaruje się sama!
Warto, lecz należy nałożyć na nią kilka obostrzeń:
- zakaz chodzenia (najlepiej nawet przy spinningu), - ograniczony zasób słów na godzinę, - ustalona wcześniej godzina powrotu (nie negocjacyjna!), - zakaz komentowania wielkości ryb złowionych przez męża (to cholernie ważne!), - zakaz używania telefonów komórkowych, - olejkiem smaruje się sama!
Hahaha co do wielkości ryb i komentarzy to niech sobie gada ;) gorzej jak zaczyna się litować i współczuć że ją to boli, że biedna rybka uhh nie lubię tego. Najbardziej spodobało mi się z olejkiem :P
Jak jeszcze nie byłeś z żoną na rybach to ją zabierz i sam sobie odpowiesz na pytanie , ja byłem w weekend z żoną na rybach i nie narzekam , ale każdy ma inne zdanie i inną żonę , warto spróbować , połamania kija i pozdro .
Ja w niedzielę zabrałem małżonkę nad wodę w celu zwodowania łódki, wyczyszczenia jej itp. Po tych zabiegach pozostało nam trochę czasu na wędkowanie (ja spinning - zona książka) bez większego entuzjazmu i zaangarzowania udało mi się złapać całkiem przyzwoitego szczupaka. Ale najlepsze w tym wszystlim jest to, że trudno jest mi określić kto w tym momencie był bardziej zdziwiony tym co zaszło ja czy żona? Tak więc odnośnie tematu może jednak czasami warto.
Ja podobnie zabrałem lecz nie tyle co żonę ale narzeczoną żeby się trochę poopalała i pooddychała świeżym powietrzem (o ile takie jest na śląsku :-) ) ona odpoczywała a ja spiningowałem dla rozrywki i bummm zaczepił się szczupły lecz spiął się i umknął 2-3 metry od brzegu. Od tego czasu zawsze jeżdzę z narzeczoną co więcej ona w tym roku jeszcze planuje zdać kartę wędkarską i będziemy robić zasiadki na 4 kije.
Oczywiscie ze warto jak nie marudzi ze jej sie nudzi. A ja z moja prawie zawsze zabieram ze soba jak jest zdrowa bo tez ma karte i lowi razem zemna czasami i dwa tygodnie siedzimy nad woda i gdyby nie obowiazki to bysmy siedzieli od wiosny do jesieni.Wiec mi sie Zona udala.
Miałem gdzieś takie "piękne" zdjęcie jak narzeczona w swoje rece bierze krąpika i biednemu, az "oczka wyszly" :( a potem , kurde myslałam, ze lekko ją trzymam
Dwa razy byłem na rybach z moją Panią- raz jak byliśmy świeżo po zaręczynach i drugi raz już jako małżonkowie.Za każdym razem łowiła dużo większe ryby niż ja. Ale ogólnie to ją to nudzi i jeździć nie bardzo chce. Ja natomiast zadam pytanie takie- drodzy koledzy i koleżanki wędkarze- czy warto zabierać dzieci na wspólne wędkowanie? Ja uważam że tak- ale gdy pociecha ma minimum 6 lat. poddaję temat pod dyskusję.
No no..ładnie. Gratulacje dla młodego. Mój synek ma 8 lat, od dwóch lat powolutku wciągam go w wędkowanie- w tym roku po raz pierwszy zmierzy się z wędką z kołowrotkiem.
Oczywiście, że temat był o żonach na rybach, dlatego przepraszam za zmianę tematu w wątku... Ale rozumiecie... jak to jest, kiedy poruszy się temat dzieci....musiałam :) dlatego sorki :) Proszę, abyście nadal pisali posty o żonach i zapomnieli o moim off-topie. ;)
Taaaak... Niektórzy z Was to szczęściarze a inni to biedne misie ;) tylko raz nie pojechałam z Misiem na ryby, kiedy udał się na nie podczas wyjazdu integracyjnego i ten jeden raz o mało zawału z zazdrości nie dostałam bo pojechali na Mazury :) Nie wiem w czym można sobie przeszkadzać ale najbardziej spodobało mi się to wyjadanie zanęty ... w sumie nic dziwnego ona potrafi tak zachęcająco pachnieć ;)
Taaaak... Niektórzy z Was to szczęściarze a inni to biedne misie ;) tylko raz nie pojechałam z Misiem na ryby, kiedy udał się na nie podczas wyjazdu integracyjnego i ten jeden raz o mało zawału z zazdrości nie dostałam bo pojechali na Mazury :) Nie wiem w czym można sobie przeszkadzać ale najbardziej spodobało mi się to wyjadanie zanęty ... w sumie nic dziwnego ona potrafi tak zachęcająco pachnieć ;)
Możesz rozwinąć tę myśl? Szczęściarze to kawalerowie, a biedne misie to żonaci? ;)
PS. W sumie coś w tym jest .... jak byłem kawalerem to jeździłem nawet i 100 razy w roku na ryby, teraz 10-15 ...
moje pytanie dotyczy czy warto brac ze soba nasze kobiety na ryby... :)
Temat żon był niedawno dość obszernie poruszany.
Ja tam swoją czasem zabieram i jakoś pecha nie przynosi a jak rybki nie biorą to zawsze można znaleźć inne zajęcie.
moje pytanie dotyczy czy warto brac ze soba nasze kobiety na ryby... :)
Witam.
Zdecydowanie NIE!
Decyzja należy do Ciebie.
Pozdrawiam.
Jak najbardziej z zonka jechac na ryby.Moja nie ma czasu i musze jezdzic sam.
Pozdrawiam Paul 60
" Jeśli nie wyjada zanęty to tak...."
~żarcik ,bez obrazy.
Zdecydowanie nie...
Jak najbardziej odradzam....
Nie
Pojedź, to się sam przekonasz :) Ale nie zabieraj dużo przynęt i zanęty, bo na te 10 minut się nie opłaci.
Jeśli tylko po ta aby dotrzymywała towarzystwa to zdecydowanie NIE,jeśli wędkuje bo to lubi (a nie po to aby nie spuszczać Cię z "oka") to czemu nie.
Ale skoro zadajesz takie pytanie to Ją zabierzesz... ;-) ;-) ;-)
Pozdrawiam
Trygław
zdecydowanie NIE.
Pewnie że warto zabrać kobiete na ryby.
Ktoś przeciez musi to piwko podać, grila rozpalić i wachlować przed komarami.
Nie wspomne o skrobaniu. A sprzęt do auta kto ma zanieśc ? Ja, taki zmęczony ? :-))))))
Pojedź, to się sam przekonasz :) Ale nie zabieraj dużo przynęt i zanęty, bo na te 10 minut się nie opłaci.
Dobre :D
Moja żonka nie cierpi wyjazdów na ryby i po sprawie. W dodatku moje kilkudniowe czasami wyjazdy na ryby nie stanowią żadnego problemu :)))))
Humorek: Dlaczego panie nie wędkują?
Bo siedzą na przynętach !!!
Warto spróbować takiego wyjazdu z kobietą mojej się podoba i potrafi być pomocna nawet czasami wędkuje!
JA z całą odpowiedzialnością powiem, że tak jak najbardziej. Inaczej sprecyzuje. Jakbym mojej Żoneczki nie zabrał to wtedy bym miał rewolucję.):):):)
Sądząc po wypowiedziach to źle zadane pytanie.
Powinno brzmieć: Czy w ogóle warto mieć żonę? ;))
Pozdrawiam.
JA z całą odpowiedzialnością powiem, że tak jak najbardziej. Inaczej sprecyzuje. Jakbym mojej Żoneczki nie zabrał to wtedy bym miał rewolucję.):):):)
Tomek, no Ty i Twoja Kasia, to jesteście wyjątkami w tym, a Kasia szczególnie. Tylko pozazdrościć :)))))))) Moją jakbym zapytał, czy pojedzie ze mną na ryby, to bym usłyszał kim jestem i gdzie mam iść i po co :) To tak, jakbym jej zaproponował, żeby wymieniła silnik w okręcie podwodnym.
Pojedź, to się sam przekonasz :) Ale nie zabieraj dużo przynęt i zanęty, bo na te 10 minut się nie opłaci.
Dobre :D
Dobre, ale zarazem też i prawdziwe. :D
moje pytanie dotyczy czy warto brac ze soba nasze kobiety na ryby... :)
ach te rzędzenie nad wodą nieradze
Z żoną moczenie kija 10min z kochanką 2 X po godzinie i jeszcze połowić można wybór należy do ciebie :D
Myślę, że warto zabrać....będzie na kogo zwalić winę, że nie brały ;-) A jak nie pojedzie to też można zwalić winę, że nie brały bo nie pojechała......hi hi
Jedno co warto...to upić się warto... :)
Warto, lecz należy nałożyć na nią kilka obostrzeń:
- zakaz chodzenia (najlepiej nawet przy spinningu),
- ograniczony zasób słów na godzinę,
- ustalona wcześniej godzina powrotu (nie negocjacyjna!),
- zakaz komentowania wielkości ryb złowionych przez męża (to cholernie ważne!),
- zakaz używania telefonów komórkowych,
- olejkiem smaruje się sama!
Warto, lecz należy nałożyć na nią kilka obostrzeń:
- zakaz chodzenia (najlepiej nawet przy spinningu),
- ograniczony zasób słów na godzinę,
- ustalona wcześniej godzina powrotu (nie negocjacyjna!),
- zakaz komentowania wielkości ryb złowionych przez męża (to cholernie ważne!),
- zakaz używania telefonów komórkowych,
- olejkiem smaruje się sama!
Hahaha co do wielkości ryb i komentarzy to niech sobie gada ;) gorzej jak zaczyna się litować i współczuć że ją to boli, że biedna rybka uhh nie lubię tego.
Najbardziej spodobało mi się z olejkiem :P
Jak jeszcze nie byłeś z żoną na rybach to ją zabierz i sam sobie odpowiesz na pytanie , ja byłem w weekend z żoną na rybach i nie narzekam , ale każdy ma inne zdanie i inną żonę , warto spróbować , połamania kija i pozdro .
Witam,
Ja w niedzielę zabrałem małżonkę nad wodę w celu zwodowania łódki, wyczyszczenia jej itp. Po tych zabiegach pozostało nam trochę czasu na wędkowanie (ja spinning - zona książka) bez większego entuzjazmu i zaangarzowania udało mi się złapać całkiem przyzwoitego szczupaka. Ale najlepsze w tym wszystlim jest to, że trudno jest mi określić kto w tym momencie był bardziej zdziwiony tym co zaszło ja czy żona? Tak więc odnośnie tematu może jednak czasami warto.
A moja zona na hasło jedziemy na ryby odrazu pyta sie czy jedziemy w nowe miejsce. A czasami sama mnie ubiegnie z propozycja wyjazdu na ryby!!!!
Witam.
jasne że warto :-)
Ja podobnie zabrałem lecz nie tyle co żonę ale narzeczoną żeby się trochę poopalała i pooddychała świeżym powietrzem (o ile takie jest na śląsku :-) ) ona odpoczywała a ja spiningowałem dla rozrywki i bummm zaczepił się szczupły lecz spiął się i umknął 2-3 metry od brzegu. Od tego czasu zawsze jeżdzę z narzeczoną co więcej ona w tym roku jeszcze planuje zdać kartę wędkarską i będziemy robić zasiadki na 4 kije.
Pozdrawiam
Piotrek
Wygrzebałam w starociach taki wątek, pośmiałam się... może pociągniecie go dalej?
Oczywiscie ze warto jak nie marudzi ze jej sie nudzi. A ja z moja prawie zawsze zabieram ze soba jak jest zdrowa bo tez ma karte i lowi razem zemna czasami i dwa tygodnie siedzimy nad woda i gdyby nie obowiazki to bysmy siedzieli od wiosny do jesieni.Wiec mi sie Zona udala.
Zabrać! Jak nic nie bierze, to przynajmniej można bzyknąć :PP
NIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Na bezrybiu się żona zda.
Pewnie że brać żonę i na rybach też ją brać ;)!!!!!!!!!
Miałem gdzieś takie "piękne" zdjęcie jak narzeczona w swoje rece bierze krąpika i biednemu, az "oczka wyszly" :( a potem , kurde myslałam, ze lekko ją trzymam
moje pytanie dotyczy czy warto brac ze soba nasze kobiety na ryby... :)
jak tylko wejdziesz na lowisko padnie pytanie kiedy jedziemy.
Dwa razy byłem na rybach z moją Panią- raz jak byliśmy świeżo po zaręczynach i drugi raz już jako małżonkowie.Za każdym razem łowiła dużo większe ryby niż ja. Ale ogólnie to ją to nudzi i jeździć nie bardzo chce.
Ja natomiast zadam pytanie takie- drodzy koledzy i koleżanki wędkarze- czy warto zabierać dzieci na wspólne wędkowanie? Ja uważam że tak- ale gdy pociecha ma minimum 6 lat. poddaję temat pod dyskusję.
Warto od pierwszego roku życia, tak było w przypadku mojego syna i wiem, że im wcześniej tym lepiej.
Oto owoce tej pasji... przyjemnie je teraz zbierać, a i pogadać jest o czym ;)
Mój syn jest pierwszy z prawej na podium. II Wicemistrz Polski
No no..ładnie. Gratulacje dla młodego. Mój synek ma 8 lat, od dwóch lat powolutku wciągam go w wędkowanie- w tym roku po raz pierwszy zmierzy się z wędką z kołowrotkiem.
o tak , gdyby nie tata to bym nie wiedział co to wędka. Szkoda, ze nie możemy powędkować razem teraz, ale dziękuje mu, ze zaraził mnie tym na maksa !
Temat byl o towarzyszkach czy brac czy nie: oczywiscie brac zawsze to przyjemne jest takie wspolne wedkowanie
Oczywiście, że temat był o żonach na rybach, dlatego przepraszam za zmianę tematu w wątku...
Ale rozumiecie... jak to jest, kiedy poruszy się temat dzieci....musiałam :) dlatego sorki :)
Proszę, abyście nadal pisali posty o żonach i zapomnieli o moim off-topie.
;)
Z żoną warto jechać nie tylko na ryby, ale i na koniec świata.
Z tym końcem świata to nie przesadzaj. W życiu potrzebny jest umiar we wszystkim. Nawet we wspólnych wypadach z żoną.
Taaaak... Niektórzy z Was to szczęściarze a inni to biedne misie ;) tylko raz nie pojechałam z Misiem na ryby, kiedy udał się na nie podczas wyjazdu integracyjnego i ten jeden raz o mało zawału z zazdrości nie dostałam bo pojechali na Mazury :) Nie wiem w czym można sobie przeszkadzać ale najbardziej spodobało mi się to wyjadanie zanęty ... w sumie nic dziwnego ona potrafi tak zachęcająco pachnieć ;)
Taaaak... Niektórzy z Was to szczęściarze a inni to biedne misie ;) tylko raz nie pojechałam z Misiem na ryby, kiedy udał się na nie podczas wyjazdu integracyjnego i ten jeden raz o mało zawału z zazdrości nie dostałam bo pojechali na Mazury :) Nie wiem w czym można sobie przeszkadzać ale najbardziej spodobało mi się to wyjadanie zanęty ... w sumie nic dziwnego ona potrafi tak zachęcająco pachnieć ;)
Możesz rozwinąć tę myśl? Szczęściarze to kawalerowie, a biedne misie to żonaci? ;)
PS. W sumie coś w tym jest .... jak byłem kawalerem to jeździłem nawet i 100 razy w roku na ryby, teraz 10-15 ...
Biedne misie to ci, którzy muszą szukać schronienia przed żonami :)
Najważniejsze to znaleźć żonie odpowiednie hobby (sprzątanie, odkurzanie, taniec, zmywanie naczyń- to żart oczywiście :-) ) żeby jej nie było smutno.
Pewnie że brać żonę i na rybach też ją brać ;)!!!!!!!!!
Zależy czyją.