Pojedź, to się sam przekonasz :) Ale nie zabieraj dużo przynęt i zanęty, bo na te 10 minut się nie opłaci.
I tu kolega ma racje u mnie jest podobnie zanęty nie wyjada ale za szybko gazety czyta i zaczyna się nudzić i marudzi :) Jak już jedzie to zabieram grilla żeby zajęcie miała :)
Co to za jakieś głupie posty. Jeśli jesteś masochistą to jedż . A po co my do cholery na te ryby jeżdzimy? A po to żeby mieć pełny relax i spokój.Mam 56 lat od 36 moczę kija a od 30 jestem żonaty.Wierzcie mi wiem o czym piszę.Julian
Biedne misie to ci, którzy muszą szukać schronienia przed żonami :)
Mija masz rację, ja jestem też misiem ale nie biednym bo to moja żona mnie inspiruje do nowych wypadów ,teraz razem zaplanowaliśmy wyjazd pod koniec marca do Rytla (Bory Tucholskie) nad Brdę przetestować nowy sprzęt oraz nowe kogutki na pstrąga i okonia ( sami robiliśmy) i oczywiście inne przynęty.
Ale jaja ja swoją zabieram pierwszy raz 1 maja na zębatego jak się przejdzie z 5 km to jej dobrze zrobi a jak się za wcześnie znudzi to do domu tylko 25 km to jakieś 5 godzin piechotą ale ja w nią wierzę napewno sobie jakiegoś stopa złapie.
Ja to powiem, że jak kolega wyżej i tak i nie :). Nie bo... jak byłem z żoną na Kaszubach, wykupiłem pozwolenie na wędkowanie dla niej i dla siebie. Dla niej, żeby się nie nudziła, a kiedyś jako 6 latka wędkowała z dziadkiem. Przyjechaliśmy nad jeziorko. Przygotowałem jej spławikóweczkę, odmierzyłem gruncik, pokazałem jak zarzucać (trochę poćwiczyliśmy to), jak pilnować żeby na żyłce nie robiły się zbytnie luzy, potem zanęciłem. Wyciągnąłem robaki, założyłem jej na haczyk... zarzuciła... ja zabrałem się za szykowanie mojej wędki i... i na tym koniec było mojego łowienia. Rybki brały jak szalone, jedna za drugą, ledwo zarzuciła już branie. Nie wyhaczała rybek bo się bała, że coś im zrobi, nie zakładała robaków bo się brzydziła. Resztę wędkowania robiłem za wyhaczacza rybek i zakładacza robali ;). Nic sobie wtedy nie połowiłem. A żonka uradowana łowiła jak na zawodach :). Od tamtego dnia wszystkim mówi, że jak ona łowi to ja szans nie mam ;). W związku z tym mógłbym powiedzieć nie, ale... Innego dnia, tez na kaszubach, pojechaliśmy powędkować, żona nie łowiła tylko siedziała... długo wtedy połowiłem, bardzo długo aż już ciemno prawie było. Jak stwierdziłem, że trzeba się pakować i zbierać... wyszedłem na brzeg i zacząłem szybko zwijać wędkę. Chciałem zabrać się za składanie reszty sprzętu i wtedy okazało się, że żonka już wszystko pięknie poskładała i popakowała :). Ani jednego haczyczka nie przegapiła... niczego nie zapomniałem wtedy ani nie zgubiłem... chyba pierwszy raz w życiu :).
Ale tak naprawdę to chciałbym, żeby żona zaraziła się pasją wędkarską :). Szkoda, że po Kaszubach jej to nie zostało... choć miałem taką nadzieję. Zawsze to raźniej wybrać się z kimś drugim na ryby (a żaden z moich znajomych wędkarzem nie jest)... no i czasem mógłbym wybrać się na nockę a samemu to ani przyjemne ani bezpieczne. Pozdrawiam
jak się jedzie samemu to chyba faktycznie lepiej nie zabierać. ale od jakiegoś czasu jeździmy z kumplem i zabieramy żony i dzieciaki. my moczymy kije, żony zajmują się posiłkami , babskimi pogaduchami itp dzieciaki się bawią i każdy jest zadowolony.
Moim zdaniem nie należy zabierać ze sobą swoich partnerów obojętne czy to mąż czy żona. Ja zabrałam męża 2 razy na ryby i tak marudził, te ciągłe pytania do czego to a dlaczego taki robak że po 30min. oddelegowałam go do domu. Lepiej umówić się z kimś wędkującym i miło spędzić czas. A z tym szukaniem zajęcia dla żony czy męża to dobry pomysł, osobiście wyszukuje meczyki na jakich są kanałach i kto z kim gra robię listę wręczam mężowi i mówię "czy jedziesz ze mną na rybki?" słyszę NIE, głupia jesteś jak bym mógł przegapić takie meczyki..... pozdrawiam kolegów i koleżanki
Ja uważam ,że jeśli mężczyzna ma pasję - to nie warto rozdzielać jej na dwoje. Jego wędkarstwo to jego pasja : jego cyrk , jego małpy , jego problem - zaś kobieta niech sobie znajdzie inne hobby - zamiast udawać entuzjazm z pobytu nad wodą , który dzięki żonom , narzeczonym ( a właściwie z powodu ich znudzenia albo innych niesnasek ) , skracany jest zwykle do minimum bądź też zamieniony jest w rodzinną zabawę nad stawem komercyjnym. Wędkarz - mężczyzna potrzebuje chwil spędzonych w samotni - jak kania dżdżu , to część natury faceta - wilka stepowego i naprawdę nie rozumiem tych wszystkich szczebioczących z kokieterią kobietek , które pod chęcią uczestniczenia w pięknym skądinąd akcie wędkowania -kryją w gruncie rzeczy, duże pokłady zaborczości , chęci mentalnej kontroli a nawet całkowitej dominacji nad sferą życiową swego wybranka serca.Druga i zupełnie odrębna kwestia to wyniosłość z jaką kobiety podchodzą do wędkarstwa : mianowicie , zachowują się one niczym dzieci , którym daje się fory .Są w całości , święcie przekonane ,że potrafią łowić i "wielkimi wędkarkami są " choć prawda jest zwykle zupełnie inna. Tymczasem okazuje się ,że : kobieta , która łowi na stawie pełnym karpi albo na łowisku specjalnym , wyrasta w jej mniemaniu jako bardzo sprawna wędkarka. Płeć żeńska szczyci się również długoletnim stażem wędkarskim , niebagatelnym przygotowaniem a nawet znajomością ryb . Ciekawe tylko skąd wtedy te liczne pomyłki w galeriach Wedkuje.pl , gdzie duża wzdręga to płoć , a stuprocentowy jaź , zostaje wzięty za rekordową płoć ? Kobiety piszą ponadto artykuły do gazet , gdzie brzeg jeziora w ich wyobrażeniu często zbliża się do formy parkingu miejskiego albo placu zabaw .... Piszą one np: w ten sposób : " Jeśli pogoda dopisuje , wybierz się Droga Czytelniczko na rodzinny wypad za miasto . Wspólne wędkowanie zaowocuje pięknymi rybami złowionymi przez Ciebie i twojego Supermena ! Złowione ryby nadziej na kij , przez skrzela , schowaj w lodówce turystycznej . Porcję złowionych ryb np : dużych płoci , możesz przyrządzić od razu nad
wodą . Do wyboru masz grill albo harcerskie ognisko , które przywodzi
na myśl uczniowskie lata spędzone u boku szkolnej sympatii ". Tak kobiety wyobrażają sobie wędkarstwo . Naprawdę !
Nie warto. Każdy musi mieć swój azyl i chwilę wytchnienia a kobiety nie traktują wędkowania poważnie tylko jak zabawę 2 -3 godzinną albo trwającą dłużej ,ale zawsze zabawę . Kobiety namawiają też mężów do mięsiarstwa i wbrew pozorom dużo rzadziej zwracają wolność dużym rybom , które musiały żyć długo , by dorosnąć do takich rozmiarów . Jedno zalotne hasło "Kochanie zjadałabym lina w śmietanie albo szczupaka po żydowsku " i facet już gna jak poparzony nad wodę , po "rybiego goździka ".
Szankier1 Bardziej szowinistycznego tekstu już dawno nie czytałam, to kompletny brak tolerancji i przyznawanie uprzywilejowanej pozycji jedynie własnej płci. Być może jest to obawa o to, że kobieta może okazać się lepsza, dokładniejsza i o niebo bardziej skuteczna od mężczyzny w wędkarstwie, które jest przecież "zarezerwowane" dla mężczyzn. Traktowanie kobiety przedmiotowo, wypływa z każdego napisanego przez Ciebie słowa. Tak kobiety wyobrażają sobie człowieka, który jedynie rozpisać się potrafi, a poza tym... nic więcej! Naprawdę!
Nie warto. Każdy musi mieć swój azyl i chwilę wytchnienia a kobiety nie traktują wędkowania poważnie tylko jak zabawę 2 -3 godzinną albo trwającą dłużej ,ale zawsze zabawę . Kobiety namawiają też mężów do mięsiarstwa i wbrew pozorom dużo rzadziej zwracają wolność dużym rybom , które musiały żyć długo , by dorosnąć do takich rozmiarów . Jedno zalotne hasło "Kochanie zjadałabym lina w śmietanie albo szczupaka po żydowsku " i facet już gna jak poparzony nad wodę , po "rybiego goździka ".
Widać ze ch.ja wiesz o kobietach, i pewnie jeszcze za smarkaty jesteś by to wiedzieć!!!
Nie warto. Każdy musi mieć swój azyl i chwilę wytchnienia a kobiety nie traktują wędkowania poważnie tylko jak zabawę 2 -3 godzinną albo trwającą dłużej ,ale zawsze zabawę . Kobiety namawiają też mężów do mięsiarstwa i wbrew pozorom dużo rzadziej zwracają wolność dużym rybom , które musiały żyć długo , by dorosnąć do takich rozmiarów . Jedno zalotne hasło "Kochanie zjadałabym lina w śmietanie albo szczupaka po żydowsku " i facet już gna jak poparzony nad wodę , po "rybiego goździka ".
Widać ze ch.ja wiesz o kobietach, i pewnie jeszcze za smarkaty jesteś by to wiedzieć!!!
A ty co wiesz o naturze kobiety , oprócz prymitywnego matriarchatu , propagowania stereotypu Matki Polski , który wciąż funkcjonuje w Polsce , a w wyniku którego , zachodzą czasem trudności nawet natury kryminalistycznej ( głośne sprawy dzieciobójstwa w Polsce , często były oprotestowywane przez matriarchalnych oszołomów , często spotyka się też trudności w śledztwie przez co sprawczynie są uniewinniane i traktowane wręcz jako ofiary ). Ja mam odwagę pisać jak jest naprawdę i wbrew pozorom szanuję innych ludzi . Ponadto nie jestem szowinistą pomimo tego ,że powyższe słowa zdają się sugerować taką tendencję. Ot po prostu , zawarłem tutaj swoje przemyślenia i co warto podkreślić : SPOSTRZEŻENIA . Czy jestem smarkaty ? Uważaj sobie zaślepiony matriarchatem człowieku , z prostackimi wtrętami na ch ... bo ci nawet mamusia smarków nie powyciera.
Nie warto. Każdy musi mieć swój azyl i chwilę wytchnienia a kobiety nie traktują wędkowania poważnie tylko jak zabawę 2 -3 godzinną albo trwającą dłużej ,ale zawsze zabawę . Kobiety namawiają też mężów do mięsiarstwa i wbrew pozorom dużo rzadziej zwracają wolność dużym rybom , które musiały żyć długo , by dorosnąć do takich rozmiarów . Jedno zalotne hasło "Kochanie zjadałabym lina w śmietanie albo szczupaka po żydowsku " i facet już gna jak poparzony nad wodę , po "rybiego goździka ".
Widać ze ch.ja wiesz o kobietach, i pewnie jeszcze za smarkaty jesteś by to wiedzieć!!!
A ty co wiesz o naturze kobiety , oprócz prymitywnego matriarchatu , propagowania stereotypu Matki Polski , który wciąż funkcjonuje w Polsce , a w wyniku którego , zachodzą czasem trudności nawet natury kryminalistycznej ( głośne sprawy dzieciobójstwa w Polsce , często były oprotestowywane przez matriarchalnych oszołomów , często spotyka się też trudności w śledztwie przez co sprawczynie są uniewinniane i traktowane wręcz jako ofiary ). Ja mam odwagę pisać jak jest naprawdę i wbrew pozorom szanuję innych ludzi . Ponadto nie jestem szowinistą pomimo tego ,że powyższe słowa zdają się sugerować taką tendencję. Ot po prostu , zawarłem tutaj swoje przemyślenia i co warto podkreślić : SPOSTRZEŻENIA . Czy jestem smarkaty ? Uważaj sobie zaślepiony matriarchatem człowieku , z prostackimi wtrętami na ch ... bo ci nawet mamusia smarków nie powyciera.
Kiedyś się doigrasz...
Ty masz odwagę pisać? jako kolejne bot który założył 200-ne konto? Jesteś tchórzem, a nie masz odwagi ani troszeczkę. A co do wyjazdów na temat mojej rodziny, to nie radze zaczynać tematu.
Czy warto jechać z żoną na ryby ? Odpowiadam na temat już bez argumentacji : NIE . Nie warto jechać z żoną , narzeczoną , koleżanką , siostrą , kochanką , dziewczyną - na ryby . Cokolwiek bym nie napisał , jakich argumentów użył - wzbudzi to protest , gdyż w Polsce pokutuje wszechobecny archetyp Matki Polki , która czuwa nad wszystkim . Musi mieć ona kontrolę nawet nad wędkarstwem . Niech każdy chadza na ryby osobno i to będzie moim zdaniem planowanie bezbłędne . Jesteście zbyt matriarchalni , by mnie zrozumieć i stąd branie mnie tutaj za jakiegoś zboczeńca . ----------------------------------------------------- Kobieta
a w szerszym sensie , także wszyscy ludzie już dawno uciekli od swojej natury. Są dobre matki i matki złe , tak było zawsze - tyle tylko ,że obecnie ta druga grupa zamienia się w ogromną krzywą Gaussa , wiszącą nad krajem znad Wisły. Spotyka się obecnie coraz częściej dzieciobójczynie , aborcję - i nic . Jesteśmy ssakami , czyli matka karmi oseski a nierzadko w wielu kulturach ( np : Indie , Papua Nowa Gwinea ) , zdarza się ,że kobieta jest w stanie wykarmić oprócz swoich dzieci , także oseski antylopy czy głodne prosięta . A u nas tę funkcję sprawuje niepodzielnie mleko w proszku ( tak jest zdegradowane środowisko ,że hormony laktacyjne potrafią być w ciągłym rozchwianiu ). MLEKO W PROSZKU - jako jedyny ekstrakt zwierzęcej natury człowieka w znacznie wysublimowanej formie , po to by uciec od prawdy , której człowiek boi się ponad wszystko : prawdy o samym sobie. Zupełnie podobnie (choć nieco jednak inaczej ) rzecz się ma z pieluchami . Pieluchy to produkt , który raczej łatwo nie ulega biodegradacji tj rozkładowi a tymczasem fekalne bomby w postaci pieluch trafiają dosłownie wszędzie : na łąki , rzeki aż po lasy , na właściwym dlań miejscu czyli składowiskach śmieci kończąc . Ludzka populacja w sensie globalnym liczy sobie obecnie ( bagatela ) 7 mld ludzi ! Czy gdyby inne zwierzęta używały mleka w proszku w puszkach albo pieluch , które nie zawsze trafiają tam gdzie trzeba - ludzie tolerowaliby ten fakt ? Oczywiście ,że z miejsca zostałyby te stworzenia uznane za szkodniki występujące przeciwko naturze i porządkowi . Istotny jest fakt , iż taka wizja może być traktowana z przymrużeniem oka . Dlaczego ? Bo żaden ssak nie rozpisał swej ewidencji na 7 mld ! Żaden , oprócz jednego szkodnika :człowieka, istoty z bagażem mleka w proszku , sztucznych skarbów oraz osesków wychowywanych w duchu mleka z puszki , pieluch , odżywek , plastyku i bakelitu... Następnie przyjrzyjmy się już nie fekalnym bombom , które Matki Polki zostawiają w lesie , nad wodą albo na łące ( bo przecież nie będą się babrać z tą przykrą niespodzianką ) a naszemu hobby czyli wędkarstwu . Mamy zezwolenia , przepisy ochronne , z ułańską fantazją tworzymy te wszystkie strefy życia ryb , krainy i mateczniki. Niestety okazuje się ,że wędkarstwo przy obecnym stanie ,niezależnie od tego czy nasza troska jest szczera czy udawana : staje się coraz bardziej uciążliwe dla przyrody . Za dużo ludzi jest na świecie , tak jak i w postępie geometrycznym przybywa także fekalnych bomb zostawianych gdzie popadnie ... Setki lat temu też ludzie łowili
ryby, jedli je, nikt nie miał żadnych zezwoleń a ryb mimo wszystko było w bród . Takie jest prawo
Boga. Ale ludzie wprowadzili swoje prawa, bo ich za dużo jest.
Zniszczyli całą faunę i florę. Ale głodnych ludzi stale przybywa.
Zakazy , nakazy , podziały na niewiele się zdadzą. Czekamy na koniec świata. Na
przetrzebienie tej gawiedzi. 7 miliardów ludzi na Ziemi ! Czy wyście
powariowali !? Kto to wykarmi, wyżywi, napoi, ubierze. Ile domów
trzeba budować, ile grzać. Kto sprzątnie fekalne bomby , kto dopilnuje produkcji ... mleka w proszku . Kto uratuje Afrykę , gdzie każdy dzień w spiekocie afrykańskiego Słońca - to urzeczywistnienie przysłowia "Ratuj się kto może " - tylko , że nie ma dokąd iść ani miejsca z którego można Afryce pomóc .... Słowem... Musi się zacząć nowy cykl. Od
początku.
Szankier1 Ja nawet bym nie zwróciła bardzo uwagi na to co napisałeś, ale zabrakło Ci pewnego przycisku STOP. Twój post był w formie wykładu, obrażający wiele kobiet... Napisz jak to jest w Twoim przypadku, że nie zabierasz żony lub dziewczyny i dlaczego..., a wówczas przejdę obok obojętnie. Co Ty wiesz o naturze kobiety? Moim zdaniem niewiele. Dlatego pozostaw ten temat w spokoju i nie wypowiadaj się w ten sposób, bo będę na to reagowała.
Szankier1 Bardziej szowinistycznego tekstu już dawno nie czytałam, to kompletny brak tolerancji i przyznawanie uprzywilejowanej pozycji jedynie własnej płci. Być może jest to obawa o to, że kobieta może okazać się lepsza, dokładniejsza i o niebo bardziej skuteczna od mężczyzny w wędkarstwie, które jest przecież "zarezerwowane" dla mężczyzn. Traktowanie kobiety przedmiotowo, wypływa z każdego napisanego przez Ciebie słowa. Tak kobiety wyobrażają sobie człowieka, który jedynie rozpisać się potrafi, a poza tym... nic więcej! Naprawdę!
Olu,kobiety zawsze były są i będą dokładniejsze od facetów w każdej dziedzinie.Znam kobiety które łowią takie ryby że wielu mężczyzn popadło by w kompleksy.Szkoda że tak mało kobiet uprawia wędkarstwo.
Miałem nie zabierać głosu odnośnie w/w postu,ale ostatnie wpisy przekroczyły granice przyzwoitości,bo postawione pytanie traktowałem jako miły sposób na wypowiedż, a tu mamy to co mamy,, wasza sprawa jak traktujecie swoje kobiety,,Ja jak jadę z nią na ryby to jedzimy z dziecimy,bo je mamy i jest to wyprawa jedno dniowa i kilka razy w sezonie letnim,nie nastawiam się na wędkowanie bo chcę im poświęcić trochę czasu ,chociaż kije moczę,nigdy nie myślałem takimi kategoriami co niektórzy.Wiem jedno gdyby ona czytała takie obraziliwe teksty o niej samej (jako kobiecie,a czyta czasami wpisy tu)to nie tylko byłbym skończonym dupkiem,ale stacił bym w jej oczach jako facet,,a to że wezmą ona czy dzieci wędke do ręki i uda się jej coś złapać to dla mnie żadna ujma na honorze,staram się dopingować i opanować piski emocji podczas holu płotki,na nocki się nie wybieramy bo lubią domowe wygody.
Więć panowie więcej relaxu nad wodą z żoną i naszymi pociechami,a w ciągu roku i tak znajdzie się chwila abby oddać się naszemu hobby bez jakichkolwiek ograniczeń i zachamowań jak ktoś tak lubi,
Choć przypuszczam, że to jest prowokacja, nie mogę przejść z
takim tekstem do porządku dziennego:
"Jesteście zbyt
matriarchalni , by mnie zrozumieć i stąd branie mnie tutaj za jakiegoś
zboczeńca" - kolego @Szankier1 nikt Cię za zboczeńca nie bierze
(sprawdź definicję w Wikipedii - to Ci dobrze idzie), Ty po prostu wyraźnie
odstajesz od naszej wędkarskiej społeczności i obawiam się, że nie ma tu dla
Ciebie miejsca.
"Słowem... Musi
się zacząć nowy cykl. Od początku." - tak, musi się zacząć, odejdź,
nie wracaj - to nie koniec, to będzie początek.
A i pewnie, ja uważam że można jechac, ba, nie widzę zeby mi to jakąś ujmę przynosiło. Jeżdzę jak często mogę i jest fajnie. Także uważam że mozna jezdzic razem na ryby i nic złego sie nie stanie a juz napewno nie ucierpi na tym nasze męskie EGO :))Pozdrawiam
Kobieta często może być wędkarzem sprawniejszym niż mężczyzna - a to dzięki jej wrodzonym cechom :dokładności , precyzji , pędu do estetyki , gotowości do cierpliwego , dokładnego wykonywania danej czynności dzięki dobrze wykształconemu ciału migdałowatemu w mózgu ... Generalnie rzecz jednak ujmując , bardzo często jest tak jak właśnie napisałem wcześniej i płeć żeńska po prostu spłaszcza wędkarstwo swych mężów czy narzeczonych do formy niezbyt atrakcyjnej dla zapalonego hobbysty .
Choć przypuszczam, że to jest prowokacja, nie mogę przejść z
takim tekstem do porządku dziennego:
"Jesteście zbyt
matriarchalni , by mnie zrozumieć i stąd branie mnie tutaj za jakiegoś
zboczeńca" - kolego @Szankier1 nikt Cię za zboczeńca nie bierze
(sprawdź definicję w Wikipedii - to Ci dobrze idzie), Ty po prostu wyraźnie
odstajesz od naszej wędkarskiej społeczności i obawiam się, że nie ma tu dla
Ciebie miejsca.
"Słowem... Musi
się zacząć nowy cykl. Od początku." - tak, musi się zacząć, odejdź,
nie wracaj - to nie koniec, to będzie początek.
Kolego Zibi60 . Lubię pomagać ludziom , dlatego chciałbym zapewnić cię , iż dołożyłem wszelkich starań , by spełnić twoją prośbę . Wypowiedziałeś życzenia a więc w taki czy inny sposób , spełni się ono. Już wczoraj bowiem wysłałem do redakcji , wiadomość z prośbą o usunięcie mnie z tego portalu i dlatego też , dziwię się dlaczego to się tak wszystko ślimaczy. Powinni mi wypłacić odszkodowanie ( odsetki za nadliczbowy czas odsiedziany nad moim zacnym wkładem w ten portal. Wczoraj kiedy wróciłem z wędkowania - zdumiałem się bardzo , albowiem wiadomość z prośbą o usunięcie mojego profilu , została wysłana jeszcze wcześniej . Natomiast dzisiaj naprędce ponowiłem swój monit ,ale najwidoczniej jakoś żaden z członków zespołu redakcyjnego nie kwapi się do tego , by zrobić w tek kwestii to co do niego należy.
Wielkie dzięki za poświęcenie ! Napisałem, że odstajesz od wędkarskiej społeczności, ale może Redakcji Twoja obecność nie przeszkadza, a to Redakcja decyduje.
Kolego Szankier1, nie będę się z Tobą sprzeczał na temat tego, co napisałeś, bo w życiu takich bzdur nie czytałem. Wydaje mi się, że dyskusja z Tobą na ten temat to tak jak przekonywanie hitlera, że żydzi to tacy sami ludzie jak niemcy. Powiem Ci tylko tyle... tamtego dnia tak jak pisałem parę postów wyżej nie połowiłem sobie, bo robiłem za zmieniacza przynęt i odhaczacza ryb ;)... ale w życiu na rybach takiej satysfakcji i radości nie miałem. Widok mojej uradowanej żonki, pochłoniętej wędkowaniem sprawił mi większa przyjemność niż wszystkie dotychczasowe wypady na ryby. A jej radość jak sam przyznałem, że jest lepszą wędkarka ode mnie... coś bezcennego :). Wyluzuj chłopie... tylko tyle Ci powiem. Daj se siana i przestań wędkarstwo traktować poważnie. To zabawa, hobby, pasja... po prostu sposób na odpoczynek. Poważnie traktuj żonę, dzieci, wychowanie dzieci, bliskich, pracę itd... a wędkarstwo z przymróżeniem oka.
A co do Kobiet wędkarek... to nie dziwi mnie, ze kobiety nie rzadko są lepszymi wędkarzami od nas mężczyzn (ode mnie to już na pewno ;)). Nie jest to też jakaś ujma na honorze dla nas. Mi od razu się humor poprawia jak widzę kobietę wędkującą :). Oby więcej takich.
A co do tego, że chcesz stąd odejść ale Cie nie chce Redakcja wyrzucić... to przepraszam... czy kolega jest normalny? hallo? Puk puk, jest tam kto? Nie chcesz należeć do tej społeczności, nie chcesz tutaj pisać to po prostu nie pisz.
Jeśli jesteś krótko po ślubie a na dodatek mieszkasz z TEŚCIOWĄ zawsze warto i nie musisz brać wędek .Jeśli zaś jesteście parę lat po ślubie i mieszkacie sami to znaczy że jesteś szalony.
Żal mi wędkarzy, dla których wyjazd nad wodę jest ucieczką od żony/dziewczyny. Widziałem niejednokrotnie jak kilku panów jakby zerwanych z łańcucha wyrwało się na "ryby" tylko co to miało wspólnego z rybami - nachlali się gorzałki w tempie ekspresowym i rozrabiali, na całym brzegu było ich słychać...inni to samotnicy nie lubiący towarzystwa. Tak czy inaczej myślę, że najwspanialsze jest to, że równie dobrze bawię się z moją dziewczyną na rybach jak i przy gorzałce na imprezie. Nie ma też problemu jeśli pojadę sam na ryby, czy pójdę z przyjacielem na piwo. I to moi drodzy jak dla mnie jest kluczem do szczęścia...
Kiedyś jeździłem na ryby z ojcem, jak jeszcze żył. Teraz najczęściej jeżdżę sam, bo nie cierpię jak ktoś hałasuje w czasie wędkowania. Lubię wtedy ciszę, przerywaną jedynie naturalnymi odgłosami otaczającej przyrody i jest to najlepszy relaks. Wyjątkiem jest sytuacja kiedy jeżdżę wędkować na Mazury, bo wtedy na żaglówce oprócz mnie są inne osoby. Jeśli nie wędkują, to jestem zadowolony kiedy za bardzo nie hałasują.
Czytając wypowiedzi kolegi, który tak skutecznie poniża kobiety jest mi go po prostu żal. Zapewne został zraniony przez jakąś kobietę a może ośmieszony bo złapała większą rybkę i teraz uważa że wszystkie jesteśmy złe i nic nie warte. No cóż, przykro mi było czytając te wypowiedzi ale mam nadzieje że nie wszyscy koledzy wędkarze tak nas oceniają....
jeśli obecność żony miała by mi przeszkadzać na rybach -- to po co mi żona w życiu ?
często proponuję żonie wyjazd ze mną -- czasem się zgodzi , dopasowuję wtedy miejsce w które możemy jechać i po problemie (robaki zakłada już sama , rybki też sama zdejmuje ) , świeże powietrze i kontakt z naturą każdemu dobrze robi
Ale nie jest też tak, że często wole jechać sam lub z kumplami po kiju na ryby. Ale uważam że czasem można wędkowanie pogodzić z posiadówką rodzinna, piknik czy coś w tym stylu. Kobiety częściej niż my w drugą strone, starają się zrozumieć i poznać nasze hobby.
jeśli obecność żony miała by mi przeszkadzać na rybach -- to po co mi żona w życiu ?
często proponuję żonie wyjazd ze mną -- czasem się zgodzi , dopasowuję wtedy miejsce w które możemy jechać i po problemie (robaki zakłada już sama , rybki też sama zdejmuje ) , świeże powietrze i kontakt z naturą każdemu dobrze robi
U mnie podobnie jest, oprócz zakładania robaków i zdejmowania rybek :) szczęściarz he he :) Ale nauczę swoją też tego, jeśli będzie chciała :).
Mi nie przeszkadza, jeśli ktoś nie lubi jeździć z żoną czy dziewczyną. Każdy jest inny, jeden woli białe drugi czarne i każdy ma do tego prawo. Mimo, że żona jeździ rzadko ze mną na ryby i chciałbym żeby bardziej się tą pasją zaraziła to bywają dni, że na ryby mam ochotę wybrać się tylko i wyłącznie sam i to gdzieś daleko od ludzi. Rozumiem więc po części tych, którzy nie lubią jeździć ze swoją partnerką, chociaż mam ogólnie odmienne zdanie. Gorzej jeśli ktoś jeździ na ryby żeby uciec od żony... to już raczej problem niż wybór. Nie toleruję jednak osób, które szufladkują ludzi... nie tylko kobiety. Mężczyzna, który z góry wie, co kobieta może robić a czego nie, bo jest kobietą i jej miejsce jest w domu przy dzieciach, to dla mnie egocentryk i szowinistyczny skończony idiota, który nie ma pojęcia o kobietach i traktuje je przedmiotowo jako pralkę, zmywarkę i kucharkę. Każdy ma prawo decydować o sobie, każdy człowiek bez względu na płeć. Tak samo jak obowiązki domowe powinno się dzielić, żeby ani jedna ani druga strona nie była pokrzywdzona. A dzieci są wspólne i korona facetowi z głowy nie spadnie jak przewinie, wykąpie czy pobawi się z nimi. Pozdrawiam :)
Drogie koleżanki i koledzy!!! Często wyjeżdżamy z małżonką na wspólne wyprawy, nie są to co prawda nocki, a szkoda ale zawsze jest miło. Nigdy nie jadę po ryby a na ryby, cieszy mnie to kiedy moja małżonka ma ochotę jechać ze mną, a w szczególności kiedy ma ochotę sama powędkować ta iskierka w oku.
Tak sobie poczytałem i... ech po pierwsze trzeba mieć zonę . A jeśli już jest (to wg mnie jest to osoba najbliższa którą darzę uczuciem ) to nie wyobrażam sobie wypadu nad wodę bez tej osoby .Gdybym ją miał to gwarantuję że była by razem ze mną na każdej wyprawie .Ot i tyle . Pozdrawiam piękniejszą część tego portalu.
Fajnie, że jednak większość jest normalna. A jeden anty wszystkim opuścił temat w którym wypowiadać się już na pewno nie musiał :)) meczyk RM - BAY dobry jest, jak ktoś nie na rybkach to proponuje popatrzeć
Ja nie jednokrotnie zabieram dziewczynę z synem na ryby niezależnie od pogody mimo że czasem trochę powędkuję to nauczyłem ją czerpać przyjemność spędzonego czasu blisko lasu nad wodą.Chociażby w zeszłym roku pojechaliśmy na 3dni nad jeziorko gdzie tak lało że po wyjściu nie została sucha nitka mimo to rozbiłem namiot i zostaliśmy,kolejne dni były ciepłe i słoneczne i to zrekompensowało mokry przyjazd.Co mógłbym doradzić to trochę improwizacji mianowicie zabranie jakiejś ciekawej książki prasy by wypełnić czas zemną wspólne zbieranie drewna na opał i tak dalej...Moim zdaniem jeżeli ktoś choć trochę lubi naturę to zawsze będzie umiał czerpać radość z pobytu i mile wspominać czas spędzony na rybach.
Biedne misie to ci, którzy muszą szukać schronienia przed żonami :)
Żony nie takie straszne, jak je malują ;)
Pozdrawiam wszystkie prześladowczynie biednych misiaczków.
Pewnie że brać żonę i na rybach też ją brać ;)!!!!!!!!!
Zależy czyją.
Jak to czyją? Żonę ma się tylko jedną i to na całe życie ...
Znam takich co wzięli na ryby przydrożną kobietę i większość czasu łowili na dwa baty.
Pojedź, to się sam przekonasz :) Ale nie zabieraj dużo przynęt i zanęty, bo na te 10 minut się nie opłaci.
I tu kolega ma racje u mnie jest podobnie zanęty nie wyjada ale za szybko gazety czyta i zaczyna się nudzić i marudzi :)
Jak już jedzie to zabieram grilla żeby zajęcie miała :)
Co to za jakieś głupie posty. Jeśli jesteś masochistą to jedż . A po co my do cholery na te ryby jeżdzimy? A po to żeby mieć pełny relax i spokój.Mam 56 lat od 36 moczę kija a od 30 jestem żonaty.Wierzcie mi wiem o czym piszę.Julian
Tylko jeśli żona wędkuje , bo jak nie to nici z naszego relaksu .
Tylko jeśli żona wędkuje , bo jak nie to nici z naszego relaksu .
Święte słowa !
Biedne misie to ci, którzy muszą szukać schronienia przed żonami :)
Mija masz rację, ja jestem też misiem ale nie biednym bo to moja żona mnie inspiruje do nowych wypadów ,teraz razem zaplanowaliśmy wyjazd pod koniec marca do Rytla (Bory Tucholskie) nad Brdę przetestować nowy sprzęt oraz nowe kogutki na pstrąga i okonia ( sami robiliśmy) i oczywiście inne przynęty.
Panowie ,przekonajcie kochane żony d wędkowania
Pozdrowienia
Tylko jeśli żona wędkuje , bo jak nie to nici z naszego relaksu .
zgadzam się w 100 %. Jeśli nie wędkuje, to taki wyjazd może się okazać samobójstwem.
Raz kiedy może pojechać ktoś zawsze przypilnuje karkówki na grillu :)
Z żoną tak i NIE ale z teściową to zdecydowanie TAK ? bo lubi mieć robale
Z żoną na ryby ? afe
Ale jaja ja swoją zabieram pierwszy raz 1 maja na zębatego jak się przejdzie z 5 km to jej dobrze zrobi a jak się za wcześnie znudzi to do domu tylko 25 km to jakieś 5 godzin piechotą ale ja w nią wierzę napewno sobie jakiegoś stopa złapie.
Pewnie że warto,a kto nas z rybek odwiezie ;-)))
Ja to powiem, że jak kolega wyżej i tak i nie :).
Nie bo... jak byłem z żoną na Kaszubach, wykupiłem pozwolenie na wędkowanie dla niej i dla siebie. Dla niej, żeby się nie nudziła, a kiedyś jako 6 latka wędkowała z dziadkiem. Przyjechaliśmy nad jeziorko. Przygotowałem jej spławikóweczkę, odmierzyłem gruncik, pokazałem jak zarzucać (trochę poćwiczyliśmy to), jak pilnować żeby na żyłce nie robiły się zbytnie luzy, potem zanęciłem. Wyciągnąłem robaki, założyłem jej na haczyk... zarzuciła... ja zabrałem się za szykowanie mojej wędki i... i na tym koniec było mojego łowienia. Rybki brały jak szalone, jedna za drugą, ledwo zarzuciła już branie. Nie wyhaczała rybek bo się bała, że coś im zrobi, nie zakładała robaków bo się brzydziła. Resztę wędkowania robiłem za wyhaczacza rybek i zakładacza robali ;). Nic sobie wtedy nie połowiłem. A żonka uradowana łowiła jak na zawodach :). Od tamtego dnia wszystkim mówi, że jak ona łowi to ja szans nie mam ;).
W związku z tym mógłbym powiedzieć nie, ale...
Innego dnia, tez na kaszubach, pojechaliśmy powędkować, żona nie łowiła tylko siedziała... długo wtedy połowiłem, bardzo długo aż już ciemno prawie było. Jak stwierdziłem, że trzeba się pakować i zbierać... wyszedłem na brzeg i zacząłem szybko zwijać wędkę. Chciałem zabrać się za składanie reszty sprzętu i wtedy okazało się, że żonka już wszystko pięknie poskładała i popakowała :). Ani jednego haczyczka nie przegapiła... niczego nie zapomniałem wtedy ani nie zgubiłem... chyba pierwszy raz w życiu :).
Ale tak naprawdę to chciałbym, żeby żona zaraziła się pasją wędkarską :). Szkoda, że po Kaszubach jej to nie zostało... choć miałem taką nadzieję.
Zawsze to raźniej wybrać się z kimś drugim na ryby (a żaden z moich znajomych wędkarzem nie jest)... no i czasem mógłbym wybrać się na nockę a samemu to ani przyjemne ani bezpieczne.
Pozdrawiam
jak się jedzie samemu to chyba faktycznie lepiej nie zabierać. ale od jakiegoś czasu jeździmy z kumplem i zabieramy żony i dzieciaki. my moczymy kije, żony zajmują się posiłkami , babskimi pogaduchami itp dzieciaki się bawią i każdy jest zadowolony.
Moim zdaniem nie należy zabierać ze sobą swoich partnerów obojętne czy to mąż czy żona. Ja zabrałam męża 2 razy na ryby i tak marudził, te ciągłe pytania do czego to a dlaczego taki robak że po 30min. oddelegowałam go do domu. Lepiej umówić się z kimś wędkującym i miło spędzić czas. A z tym szukaniem zajęcia dla żony czy męża to dobry pomysł, osobiście wyszukuje meczyki na jakich są kanałach i kto z kim gra robię listę wręczam mężowi i mówię "czy jedziesz ze mną na rybki?" słyszę NIE, głupia jesteś jak bym mógł przegapić takie meczyki..... pozdrawiam kolegów i koleżanki
Moja narzeczona to dopiero maruda 2 godziny a skąd....po 15 min "i tak ci nie wezmą, choc jedziemy" eh...aż głowa pęka
Ja uważam ,że jeśli mężczyzna ma pasję - to nie warto rozdzielać jej na dwoje. Jego wędkarstwo to jego pasja : jego cyrk , jego małpy , jego problem - zaś kobieta niech sobie znajdzie inne hobby - zamiast udawać entuzjazm z pobytu nad wodą , który dzięki żonom , narzeczonym ( a właściwie z powodu ich znudzenia albo innych niesnasek ) , skracany jest zwykle do minimum bądź też zamieniony jest w rodzinną zabawę nad stawem komercyjnym. Wędkarz - mężczyzna potrzebuje chwil spędzonych w samotni - jak kania dżdżu , to część natury faceta - wilka stepowego i naprawdę nie rozumiem tych wszystkich szczebioczących z kokieterią kobietek , które pod chęcią uczestniczenia w pięknym skądinąd akcie wędkowania -kryją w gruncie rzeczy, duże pokłady zaborczości , chęci mentalnej kontroli a nawet całkowitej dominacji nad sferą życiową swego wybranka serca.Druga i zupełnie odrębna kwestia to wyniosłość z jaką kobiety podchodzą do wędkarstwa : mianowicie , zachowują się one niczym dzieci , którym daje się fory .Są w całości , święcie przekonane ,że potrafią łowić i "wielkimi wędkarkami są " choć prawda jest zwykle zupełnie inna. Tymczasem okazuje się ,że : kobieta , która łowi na stawie pełnym karpi albo na łowisku specjalnym , wyrasta w jej mniemaniu jako bardzo sprawna wędkarka. Płeć żeńska szczyci się również długoletnim stażem wędkarskim , niebagatelnym przygotowaniem a nawet znajomością ryb . Ciekawe tylko skąd wtedy te liczne pomyłki w galeriach Wedkuje.pl , gdzie duża wzdręga to płoć , a stuprocentowy jaź , zostaje wzięty za rekordową płoć ? Kobiety piszą ponadto artykuły do gazet , gdzie brzeg jeziora w ich wyobrażeniu często zbliża się do formy parkingu miejskiego albo placu zabaw .... Piszą one np: w ten sposób : " Jeśli pogoda dopisuje , wybierz się Droga Czytelniczko na rodzinny wypad za miasto . Wspólne wędkowanie zaowocuje pięknymi rybami złowionymi przez Ciebie i twojego Supermena ! Złowione ryby nadziej na kij , przez skrzela , schowaj w lodówce turystycznej . Porcję złowionych ryb np : dużych płoci , możesz przyrządzić od razu nad wodą . Do wyboru masz grill albo harcerskie ognisko , które przywodzi na myśl uczniowskie lata spędzone u boku szkolnej sympatii ". Tak kobiety wyobrażają sobie wędkarstwo . Naprawdę !
Nie warto. Każdy musi mieć swój azyl i chwilę wytchnienia a kobiety nie traktują wędkowania poważnie tylko jak zabawę 2 -3 godzinną albo trwającą dłużej ,ale zawsze zabawę . Kobiety namawiają też mężów do mięsiarstwa i wbrew pozorom dużo rzadziej zwracają wolność dużym rybom , które musiały żyć długo , by dorosnąć do takich rozmiarów . Jedno zalotne hasło "Kochanie zjadałabym lina w śmietanie albo szczupaka po żydowsku " i facet już gna jak poparzony nad wodę , po "rybiego goździka ".
Szankier1
Bardziej szowinistycznego tekstu już dawno nie czytałam, to kompletny brak tolerancji i przyznawanie uprzywilejowanej
pozycji jedynie własnej płci. Być może jest to obawa o to, że kobieta może okazać się lepsza, dokładniejsza i o niebo
bardziej skuteczna od mężczyzny w wędkarstwie, które jest przecież "zarezerwowane" dla mężczyzn.
Traktowanie kobiety przedmiotowo, wypływa z każdego napisanego przez Ciebie słowa.
Tak kobiety wyobrażają sobie człowieka, który jedynie rozpisać się potrafi, a poza tym... nic więcej! Naprawdę!
Nie warto. Każdy musi mieć swój azyl i chwilę wytchnienia a kobiety nie traktują wędkowania poważnie tylko jak zabawę 2 -3 godzinną albo trwającą dłużej ,ale zawsze zabawę . Kobiety namawiają też mężów do mięsiarstwa i wbrew pozorom dużo rzadziej zwracają wolność dużym rybom , które musiały żyć długo , by dorosnąć do takich rozmiarów . Jedno zalotne hasło "Kochanie zjadałabym lina w śmietanie albo szczupaka po żydowsku " i facet już gna jak poparzony nad wodę , po "rybiego goździka ".
Widać ze ch.ja wiesz o kobietach, i pewnie jeszcze za smarkaty jesteś by to wiedzieć!!!
Nie warto. Każdy musi mieć swój azyl i chwilę wytchnienia a kobiety nie traktują wędkowania poważnie tylko jak zabawę 2 -3 godzinną albo trwającą dłużej ,ale zawsze zabawę . Kobiety namawiają też mężów do mięsiarstwa i wbrew pozorom dużo rzadziej zwracają wolność dużym rybom , które musiały żyć długo , by dorosnąć do takich rozmiarów . Jedno zalotne hasło "Kochanie zjadałabym lina w śmietanie albo szczupaka po żydowsku " i facet już gna jak poparzony nad wodę , po "rybiego goździka ".
Widać ze ch.ja wiesz o kobietach, i pewnie jeszcze za smarkaty jesteś by to wiedzieć!!!
A ty co wiesz o naturze kobiety , oprócz prymitywnego matriarchatu , propagowania stereotypu Matki Polski , który wciąż funkcjonuje w Polsce , a w wyniku którego , zachodzą czasem trudności nawet natury kryminalistycznej ( głośne sprawy dzieciobójstwa w Polsce , często były oprotestowywane przez matriarchalnych oszołomów , często spotyka się też trudności w śledztwie przez co sprawczynie są uniewinniane i traktowane wręcz jako ofiary ). Ja mam odwagę pisać jak jest naprawdę i wbrew pozorom szanuję innych ludzi . Ponadto nie jestem szowinistą pomimo tego ,że powyższe słowa zdają się sugerować taką tendencję. Ot po prostu , zawarłem tutaj swoje przemyślenia i co warto podkreślić : SPOSTRZEŻENIA . Czy jestem smarkaty ? Uważaj sobie zaślepiony matriarchatem człowieku , z prostackimi wtrętami na ch ... bo ci nawet mamusia smarków nie powyciera.
Nie warto. Każdy musi mieć swój azyl i chwilę wytchnienia a kobiety nie traktują wędkowania poważnie tylko jak zabawę 2 -3 godzinną albo trwającą dłużej ,ale zawsze zabawę . Kobiety namawiają też mężów do mięsiarstwa i wbrew pozorom dużo rzadziej zwracają wolność dużym rybom , które musiały żyć długo , by dorosnąć do takich rozmiarów . Jedno zalotne hasło "Kochanie zjadałabym lina w śmietanie albo szczupaka po żydowsku " i facet już gna jak poparzony nad wodę , po "rybiego goździka ".
Widać ze ch.ja wiesz o kobietach, i pewnie jeszcze za smarkaty jesteś by to wiedzieć!!!
A ty co wiesz o naturze kobiety , oprócz prymitywnego matriarchatu , propagowania stereotypu Matki Polski , który wciąż funkcjonuje w Polsce , a w wyniku którego , zachodzą czasem trudności nawet natury kryminalistycznej ( głośne sprawy dzieciobójstwa w Polsce , często były oprotestowywane przez matriarchalnych oszołomów , często spotyka się też trudności w śledztwie przez co sprawczynie są uniewinniane i traktowane wręcz jako ofiary ). Ja mam odwagę pisać jak jest naprawdę i wbrew pozorom szanuję innych ludzi . Ponadto nie jestem szowinistą pomimo tego ,że powyższe słowa zdają się sugerować taką tendencję. Ot po prostu , zawarłem tutaj swoje przemyślenia i co warto podkreślić : SPOSTRZEŻENIA . Czy jestem smarkaty ? Uważaj sobie zaślepiony matriarchatem człowieku , z prostackimi wtrętami na ch ... bo ci nawet mamusia smarków nie powyciera.
Kiedyś się doigrasz...
Ty masz odwagę pisać? jako kolejne bot który założył 200-ne konto? Jesteś tchórzem, a nie masz odwagi ani troszeczkę. A co do wyjazdów na temat mojej rodziny, to nie radze zaczynać tematu.
Czy warto jechać z żoną na ryby ? Odpowiadam na temat już bez argumentacji : NIE . Nie warto jechać z żoną , narzeczoną , koleżanką , siostrą , kochanką , dziewczyną - na ryby . Cokolwiek bym nie napisał , jakich argumentów użył - wzbudzi to protest , gdyż w Polsce pokutuje wszechobecny archetyp Matki Polki , która czuwa nad wszystkim . Musi mieć ona kontrolę nawet nad wędkarstwem . Niech każdy chadza na ryby osobno i to będzie moim zdaniem planowanie bezbłędne . Jesteście zbyt matriarchalni , by mnie zrozumieć i stąd branie mnie tutaj za jakiegoś zboczeńca . ----------------------------------------------------- Kobieta a w szerszym sensie , także wszyscy ludzie już dawno uciekli od swojej natury. Są dobre matki i matki złe , tak było zawsze - tyle tylko ,że obecnie ta druga grupa zamienia się w ogromną krzywą Gaussa , wiszącą nad krajem znad Wisły. Spotyka się obecnie coraz częściej dzieciobójczynie , aborcję - i nic . Jesteśmy ssakami , czyli matka karmi oseski a nierzadko w wielu kulturach ( np : Indie , Papua Nowa Gwinea ) , zdarza się ,że kobieta jest w stanie wykarmić oprócz swoich dzieci , także oseski antylopy czy głodne prosięta . A u nas tę funkcję sprawuje niepodzielnie mleko w proszku ( tak jest zdegradowane środowisko ,że hormony laktacyjne potrafią być w ciągłym rozchwianiu ). MLEKO W PROSZKU - jako jedyny ekstrakt zwierzęcej natury człowieka w znacznie wysublimowanej formie , po to by uciec od prawdy , której człowiek boi się ponad wszystko : prawdy o samym sobie. Zupełnie podobnie (choć nieco jednak inaczej ) rzecz się ma z pieluchami . Pieluchy to produkt , który raczej łatwo nie ulega biodegradacji tj rozkładowi a tymczasem fekalne bomby w postaci pieluch trafiają dosłownie wszędzie : na łąki , rzeki aż po lasy , na właściwym dlań miejscu czyli składowiskach śmieci kończąc . Ludzka populacja w sensie globalnym liczy sobie obecnie ( bagatela ) 7 mld ludzi ! Czy gdyby inne zwierzęta używały mleka w proszku w puszkach albo pieluch , które nie zawsze trafiają tam gdzie trzeba - ludzie tolerowaliby ten fakt ? Oczywiście ,że z miejsca zostałyby te stworzenia uznane za szkodniki występujące przeciwko naturze i porządkowi . Istotny jest fakt , iż taka wizja może być traktowana z przymrużeniem oka . Dlaczego ? Bo żaden ssak nie rozpisał swej ewidencji na 7 mld ! Żaden , oprócz jednego szkodnika :człowieka, istoty z bagażem mleka w proszku , sztucznych skarbów oraz osesków wychowywanych w duchu mleka z puszki , pieluch , odżywek , plastyku i bakelitu... Następnie przyjrzyjmy się już nie fekalnym bombom , które Matki Polki zostawiają w lesie , nad wodą albo na łące ( bo przecież nie będą się babrać z tą przykrą niespodzianką ) a naszemu hobby czyli wędkarstwu . Mamy zezwolenia , przepisy ochronne , z ułańską fantazją tworzymy te wszystkie strefy życia ryb , krainy i mateczniki. Niestety okazuje się ,że wędkarstwo przy obecnym stanie ,niezależnie od tego czy nasza troska jest szczera czy udawana : staje się coraz bardziej uciążliwe dla przyrody . Za dużo ludzi jest na świecie , tak jak i w postępie geometrycznym przybywa także fekalnych bomb zostawianych gdzie popadnie ... Setki lat temu też ludzie łowili ryby, jedli je, nikt nie miał żadnych zezwoleń a ryb mimo wszystko było w bród . Takie jest prawo Boga. Ale ludzie wprowadzili swoje prawa, bo ich za dużo jest. Zniszczyli całą faunę i florę. Ale głodnych ludzi stale przybywa. Zakazy , nakazy , podziały na niewiele się zdadzą. Czekamy na koniec świata. Na przetrzebienie tej gawiedzi. 7 miliardów ludzi na Ziemi ! Czy wyście powariowali !? Kto to wykarmi, wyżywi, napoi, ubierze. Ile domów trzeba budować, ile grzać. Kto sprzątnie fekalne bomby , kto dopilnuje produkcji ... mleka w proszku . Kto uratuje Afrykę , gdzie każdy dzień w spiekocie afrykańskiego Słońca - to urzeczywistnienie przysłowia "Ratuj się kto może " - tylko , że nie ma dokąd iść ani miejsca z którego można Afryce pomóc .... Słowem... Musi się zacząć nowy cykl. Od początku.
Szankier1
Ja nawet bym nie zwróciła bardzo uwagi na to co napisałeś, ale zabrakło Ci pewnego przycisku STOP.
Twój post był w formie wykładu, obrażający wiele kobiet...
Napisz jak to jest w Twoim przypadku, że nie zabierasz żony lub dziewczyny i dlaczego..., a wówczas przejdę obok obojętnie.
Co Ty wiesz o naturze kobiety? Moim zdaniem niewiele. Dlatego pozostaw ten temat w spokoju i
nie wypowiadaj się w ten sposób, bo będę na to reagowała.
Szankier1
Bardziej szowinistycznego tekstu już dawno nie czytałam, to kompletny brak tolerancji i przyznawanie uprzywilejowanej
pozycji jedynie własnej płci. Być może jest to obawa o to, że kobieta może okazać się lepsza, dokładniejsza i o niebo
bardziej skuteczna od mężczyzny w wędkarstwie, które jest przecież "zarezerwowane" dla mężczyzn.
Traktowanie kobiety przedmiotowo, wypływa z każdego napisanego przez Ciebie słowa.
Tak kobiety wyobrażają sobie człowieka, który jedynie rozpisać się potrafi, a poza tym... nic więcej! Naprawdę!
Olu,kobiety zawsze były są i będą dokładniejsze od facetów w każdej dziedzinie.Znam kobiety które łowią takie ryby że wielu mężczyzn popadło by w kompleksy.Szkoda że tak mało kobiet uprawia wędkarstwo.
Miałem nie zabierać głosu odnośnie w/w postu,ale ostatnie wpisy przekroczyły granice przyzwoitości,bo postawione pytanie traktowałem jako miły sposób na wypowiedż, a tu mamy to co mamy,, wasza sprawa jak traktujecie swoje kobiety,,Ja jak jadę z nią na ryby to jedzimy z dziecimy,bo je mamy i jest to wyprawa jedno dniowa i kilka razy w sezonie letnim,nie nastawiam się na wędkowanie bo chcę im poświęcić trochę czasu ,chociaż kije moczę,nigdy nie myślałem takimi kategoriami co niektórzy.Wiem jedno gdyby ona czytała takie obraziliwe teksty o niej samej (jako kobiecie,a czyta czasami wpisy tu)to nie tylko byłbym skończonym dupkiem,ale stacił bym w jej oczach jako facet,,a to że wezmą ona czy dzieci wędke do ręki i uda się jej coś złapać to dla mnie żadna ujma na honorze,staram się dopingować i opanować piski emocji podczas holu płotki,na nocki się nie wybieramy bo lubią domowe wygody.
Więć panowie więcej relaxu nad wodą z żoną i naszymi pociechami,a w ciągu roku i tak znajdzie się chwila abby oddać się naszemu hobby bez jakichkolwiek ograniczeń i zachamowań jak ktoś tak lubi,
Choć przypuszczam, że to jest prowokacja, nie mogę przejść z takim tekstem do porządku dziennego:
"Jesteście zbyt matriarchalni , by mnie zrozumieć i stąd branie mnie tutaj za jakiegoś zboczeńca" - kolego @Szankier1 nikt Cię za zboczeńca nie bierze (sprawdź definicję w Wikipedii - to Ci dobrze idzie), Ty po prostu wyraźnie odstajesz od naszej wędkarskiej społeczności i obawiam się, że nie ma tu dla Ciebie miejsca.
"Słowem... Musi się zacząć nowy cykl. Od początku." - tak, musi się zacząć, odejdź, nie wracaj - to nie koniec, to będzie początek.
ZDECYDOWANIE NIE!!!!!!!
A i pewnie, ja uważam że można jechac, ba, nie widzę zeby mi to jakąś ujmę przynosiło. Jeżdzę jak często mogę i jest fajnie. Także uważam że mozna jezdzic razem na ryby i nic złego sie nie stanie a juz napewno nie ucierpi na tym nasze męskie EGO :))Pozdrawiam
Kobieta często może być wędkarzem sprawniejszym niż mężczyzna - a to dzięki jej wrodzonym cechom :dokładności , precyzji , pędu do estetyki , gotowości do cierpliwego , dokładnego wykonywania danej czynności dzięki dobrze wykształconemu ciału migdałowatemu w mózgu ... Generalnie rzecz jednak ujmując , bardzo często jest tak jak właśnie napisałem wcześniej i płeć żeńska po prostu spłaszcza wędkarstwo swych mężów czy narzeczonych do formy niezbyt atrakcyjnej dla zapalonego hobbysty .
Ja nie mam problemu jechać z żoną na rybki, wie jak się zachować, a i jest do kogo buzie otworzyć :)
Choć przypuszczam, że to jest prowokacja, nie mogę przejść z takim tekstem do porządku dziennego:
"Jesteście zbyt matriarchalni , by mnie zrozumieć i stąd branie mnie tutaj za jakiegoś zboczeńca" - kolego @Szankier1 nikt Cię za zboczeńca nie bierze (sprawdź definicję w Wikipedii - to Ci dobrze idzie), Ty po prostu wyraźnie odstajesz od naszej wędkarskiej społeczności i obawiam się, że nie ma tu dla Ciebie miejsca.
"Słowem... Musi się zacząć nowy cykl. Od początku." - tak, musi się zacząć, odejdź, nie wracaj - to nie koniec, to będzie początek.
Kolego Zibi60 . Lubię pomagać ludziom , dlatego chciałbym zapewnić cię , iż dołożyłem wszelkich starań , by spełnić twoją prośbę . Wypowiedziałeś życzenia a więc w taki czy inny sposób , spełni się ono. Już wczoraj bowiem wysłałem do redakcji , wiadomość z prośbą o usunięcie mnie z tego portalu i dlatego też , dziwię się dlaczego to się tak wszystko ślimaczy. Powinni mi wypłacić odszkodowanie ( odsetki za nadliczbowy czas odsiedziany nad moim zacnym wkładem w ten portal. Wczoraj kiedy wróciłem z wędkowania - zdumiałem się bardzo , albowiem wiadomość z prośbą o usunięcie mojego profilu , została wysłana jeszcze wcześniej . Natomiast dzisiaj naprędce ponowiłem swój monit ,ale najwidoczniej jakoś żaden z członków zespołu redakcyjnego nie kwapi się do tego , by zrobić w tek kwestii to co do niego należy.
Wielkie dzięki za poświęcenie !
Napisałem, że odstajesz od wędkarskiej społeczności, ale może Redakcji Twoja obecność nie przeszkadza, a to Redakcja decyduje.
Kolego Szankier1, nie będę się z Tobą sprzeczał na temat tego, co napisałeś, bo w życiu takich bzdur nie czytałem. Wydaje mi się, że dyskusja z Tobą na ten temat to tak jak przekonywanie hitlera, że żydzi to tacy sami ludzie jak niemcy.
Powiem Ci tylko tyle... tamtego dnia tak jak pisałem parę postów wyżej nie połowiłem sobie, bo robiłem za zmieniacza przynęt i odhaczacza ryb ;)... ale w życiu na rybach takiej satysfakcji i radości nie miałem. Widok mojej uradowanej żonki, pochłoniętej wędkowaniem sprawił mi większa przyjemność niż wszystkie dotychczasowe wypady na ryby. A jej radość jak sam przyznałem, że jest lepszą wędkarka ode mnie... coś bezcennego :).
Wyluzuj chłopie... tylko tyle Ci powiem. Daj se siana i przestań wędkarstwo traktować poważnie. To zabawa, hobby, pasja... po prostu sposób na odpoczynek.
Poważnie traktuj żonę, dzieci, wychowanie dzieci, bliskich, pracę itd... a wędkarstwo z przymróżeniem oka.
A co do Kobiet wędkarek... to nie dziwi mnie, ze kobiety nie rzadko są lepszymi wędkarzami od nas mężczyzn (ode mnie to już na pewno ;)). Nie jest to też jakaś ujma na honorze dla nas. Mi od razu się humor poprawia jak widzę kobietę wędkującą :). Oby więcej takich.
A co do tego, że chcesz stąd odejść ale Cie nie chce Redakcja wyrzucić... to przepraszam... czy kolega jest normalny? hallo? Puk puk, jest tam kto?
Nie chcesz należeć do tej społeczności, nie chcesz tutaj pisać to po prostu nie pisz.
Jeśli jesteś krótko po ślubie a na dodatek mieszkasz z TEŚCIOWĄ zawsze warto i nie musisz brać wędek .Jeśli zaś jesteście parę lat po ślubie i mieszkacie sami to znaczy że jesteś szalony.
Żal mi wędkarzy, dla których wyjazd nad wodę jest ucieczką od żony/dziewczyny. Widziałem niejednokrotnie jak kilku panów jakby zerwanych z łańcucha wyrwało się na "ryby" tylko co to miało wspólnego z rybami - nachlali się gorzałki w tempie ekspresowym i rozrabiali, na całym brzegu było ich słychać...inni to samotnicy nie lubiący towarzystwa. Tak czy inaczej myślę, że najwspanialsze jest to, że równie dobrze bawię się z moją dziewczyną na rybach jak i przy gorzałce na imprezie. Nie ma też problemu jeśli pojadę sam na ryby, czy pójdę z przyjacielem na piwo. I to moi drodzy jak dla mnie jest kluczem do szczęścia...
Kiedyś jeździłem na ryby z ojcem, jak jeszcze żył. Teraz najczęściej jeżdżę sam, bo nie cierpię jak ktoś hałasuje w czasie wędkowania. Lubię wtedy ciszę, przerywaną jedynie naturalnymi odgłosami otaczającej przyrody i jest to najlepszy relaks. Wyjątkiem jest sytuacja kiedy jeżdżę wędkować na Mazury, bo wtedy na żaglówce oprócz mnie są inne osoby. Jeśli nie wędkują, to jestem zadowolony kiedy za bardzo nie hałasują.
Czytając wypowiedzi kolegi, który tak skutecznie poniża kobiety jest mi go po prostu żal. Zapewne został zraniony przez jakąś kobietę a może ośmieszony bo złapała większą rybkę i teraz uważa że wszystkie jesteśmy złe i nic nie warte. No cóż, przykro mi było czytając te wypowiedzi ale mam nadzieje że nie wszyscy koledzy wędkarze tak nas oceniają....
Gdzie czasy rycerzy, gdzie niewiasta na piedestale wielbiona była jedynie na zaloty i przyjemności narażona
jeśli obecność żony miała by mi przeszkadzać na rybach -- to po co mi żona w życiu ?
często proponuję żonie wyjazd ze mną -- czasem się zgodzi , dopasowuję wtedy miejsce w które możemy jechać i po problemie (robaki zakłada już sama , rybki też sama zdejmuje ) , świeże powietrze i kontakt z naturą każdemu dobrze robi
Ja bym dodał w przysiędze małżeńskiej ""......na dobre i złe w zdrowiu i w chorobie na rybach i na meczach w knajpach i na dyskotekach.....""
Ale nie jest też tak, że często wole jechać sam lub z kumplami po kiju na ryby. Ale uważam że czasem można wędkowanie pogodzić z posiadówką rodzinna, piknik czy coś w tym stylu. Kobiety częściej niż my w drugą strone, starają się zrozumieć i poznać nasze hobby.
jeśli obecność żony miała by mi przeszkadzać na rybach -- to po co mi żona w życiu ?
często proponuję żonie wyjazd ze mną -- czasem się zgodzi , dopasowuję wtedy miejsce w które możemy jechać i po problemie (robaki zakłada już sama , rybki też sama zdejmuje ) , świeże powietrze i kontakt z naturą każdemu dobrze robi
U mnie podobnie jest, oprócz zakładania robaków i zdejmowania rybek :) szczęściarz he he :)
Ale nauczę swoją też tego, jeśli będzie chciała :).
Mi nie przeszkadza, jeśli ktoś nie lubi jeździć z żoną czy dziewczyną. Każdy jest inny, jeden woli białe drugi czarne i każdy ma do tego prawo. Mimo, że żona jeździ rzadko ze mną na ryby i chciałbym żeby bardziej się tą pasją zaraziła to bywają dni, że na ryby mam ochotę wybrać się tylko i wyłącznie sam i to gdzieś daleko od ludzi.
Rozumiem więc po części tych, którzy nie lubią jeździć ze swoją partnerką, chociaż mam ogólnie odmienne zdanie.
Gorzej jeśli ktoś jeździ na ryby żeby uciec od żony... to już raczej problem niż wybór.
Nie toleruję jednak osób, które szufladkują ludzi... nie tylko kobiety.
Mężczyzna, który z góry wie, co kobieta może robić a czego nie, bo jest kobietą i jej miejsce jest w domu przy dzieciach, to dla mnie egocentryk i szowinistyczny skończony idiota, który nie ma pojęcia o kobietach i traktuje je przedmiotowo jako pralkę, zmywarkę i kucharkę.
Każdy ma prawo decydować o sobie, każdy człowiek bez względu na płeć.
Tak samo jak obowiązki domowe powinno się dzielić, żeby ani jedna ani druga strona nie była pokrzywdzona. A dzieci są wspólne i korona facetowi z głowy nie spadnie jak przewinie, wykąpie czy pobawi się z nimi.
Pozdrawiam :)
Drogie koleżanki i koledzy!!!
Często wyjeżdżamy z małżonką na wspólne wyprawy, nie są to co prawda nocki, a szkoda ale zawsze jest miło.
Nigdy nie jadę po ryby a na ryby, cieszy mnie to kiedy moja małżonka ma ochotę jechać ze mną, a w szczególności kiedy ma ochotę sama powędkować ta iskierka w oku.
Tak sobie poczytałem i... ech po pierwsze trzeba mieć zonę . A jeśli już jest (to wg mnie jest to osoba najbliższa którą darzę uczuciem ) to nie wyobrażam sobie wypadu nad wodę bez tej osoby .Gdybym ją miał to gwarantuję że była by razem ze mną na każdej wyprawie .Ot i tyle . Pozdrawiam piękniejszą część tego portalu.
Fajnie, że jednak większość jest normalna. A jeden anty wszystkim opuścił temat w którym wypowiadać się już na pewno nie musiał :)) meczyk RM - BAY dobry jest, jak ktoś nie na rybkach to proponuje popatrzeć
a ja tam bardzo lubię jeździć na rybki z córą choć to też "baba"
Ja nie jednokrotnie zabieram dziewczynę z synem na ryby niezależnie od pogody mimo że czasem trochę powędkuję to nauczyłem ją czerpać przyjemność spędzonego czasu blisko lasu nad wodą.Chociażby w zeszłym roku pojechaliśmy na 3dni nad jeziorko gdzie tak lało że po wyjściu nie została sucha nitka mimo to rozbiłem namiot i zostaliśmy,kolejne dni były ciepłe i słoneczne i to zrekompensowało mokry przyjazd.Co mógłbym doradzić to trochę improwizacji mianowicie zabranie jakiejś ciekawej książki prasy by wypełnić czas zemną wspólne zbieranie drewna na opał i tak dalej...Moim zdaniem jeżeli ktoś choć trochę lubi naturę to zawsze będzie umiał czerpać radość z pobytu i mile wspominać czas spędzony na rybach.