Reklama
  • lynx 2012-05-18 00:10:35

    Miałem rozne sytuacje i chociaż nie jestem zwolennikiem przemocy to niem moge zrozumieć dlaczego 5 spokojnych ludzi ma się bać jednego skretyniałego miesniaka.
    Niestety raz o godzinie 1 w nocy przyszło czterech podpitych mlodych byczków i mówia, żeby im zapłacic za miejsce bo jak nie to wpi....l.
    Kumpel spał w krzkach a ja czuwałem. Sam nie bardzo wiedziałem co mam zrobic odruchowo wziąłem do ręki kris /ze 40 cm/ i rozpocząłem ,,negocjacje". Paweł t.z. kolega spi dalej.
    W czsie tej rozmowy wreszcie zauważyli mój argument i rozmowa zaczynała mięknąć. A jak wstal kolega a to kawał chłopa to doszliśmy do porozumienia. Chcieli nawet kupic krisa ale wcisnąłem im, że to pamiątka rodzinna.
    Cena zwyciestwa - 1 paczka wspólnie wypalonych papierosów.
    Jak dżu-dżitsu - walka nieodbyta jest walką wygraną.
    Stąd uważam, że czym lepszy ,,argument" do rozmowy to lepsze wyniki.

    Natomiast z przyjemnych sytuacji to karmienie  bociana.
    Było to w czasie jak bociany mają młode. Bocian chodził po brzegu i szukał karmy ale nie za bardzo co znalazł. Szukał, az zaczął chodzić koło nas / bylo nas kilku/. Kumpel rzucił mu padniętego żywca. Ten zjadł i czeka. To wybrał kilka słabszych i rzucił a ten biegiem wszystkie zjadł i czeka dalej. Następny rzucil małego leszcza. zjadl aż mu wole wywaliło. Pokręcił się i poleciał.
    Minęło z pół godziny a bocianek stoi koło nas i czeka. Czeka i chodzi trzy metry w jedną trzy metry w drugą. Jak ktos się ruszy to on krok do przodu i patrzy. Mielismy trochę leszczyków i japonców no to mu sru. Zjadł, poleciał, przyleciał i czeka. Chodzi między naszymi manelami trzy metry od nas i czeka.
    Zaczęlismy go karmić mówiąc, to ode mnie a to ode mnie.
    Efekt taki, że przez dwa dni kursował jak prom, od rana tak do 18-17. Raniutko już byl. Nie nadążaliśmy łowić. Dużych okazów nie było a małe zeżarł. Trzy dni robiliśmy na bociana. Dobrze, że nie wiedział o naszych napojach.
    Pozdrawiam.



Reklama
Reklama