Czy koledzy się w ogóle zastanawiają pisząc cokolwiek na tym forum? Przecież to jeden wielki stek głupstw. Ja też się czasem denerwuję kiedy okazuje się że kilka z rzędu miejsc które lubię jest zajętych. Ale na Miły Bóg, kto wam kuźwa dał prawo zajmowania miejsc nad wodą na własność?!
Może niech każdy wędkarz w PZW (i nie tylko) nosi przy sobie tabliczki z numerem karty wędkarskiej i niech taką tabliczkę wbija na "swoich " miejscówkach podpisując się z imienia i nazwiska. Może jeszcze żeby zasiąść nad wodą będę musiał posiadać akt właswności stanowiska wędkarskiego z naniesionymi współrzędnymi GPS?!
Kidy jadę na ryby, aby zająć miejsce nad wodą mam może szukać informacji czy czasem jakiś karpiarz nie ma tutaj rezerwacji?!
Posłuchajcie samcy siebie i zastanówcie się nad tymi głupotami które wypisujecie.
Kto jest nad wodą jako pierwszy, zajmuje miejsce i jest to jego zakichane prawo! I jeśli któryś z was zwrtóci mi kiedyś uwagę żebym spadał bo to wasze miejsce, to pierwsze co zrobię to (-----) że się kopytami nakryje delikwent, a dopiero potem będę przedstawiał dalsze racje.
I nie ma tu znaczenia czy to woda PZW, czy Zerówka, czy jakiś VIPowski grajdołek.
Bez urazy panowie, ale jedziecie po bandzie aż mi się w brzuchu powywracało.
wieciet koledzy ja i tak nie biore tych ryb co zlapie kazda z gatunku bialej ryby wraca do wody jeden z kumpli robi to samo i to wkurza innych wedkarzy :) lowimy bo lubimy taki relax jedyne ryby kturd ewentualnie zabieramy to drapiezniki
Pisząc że kieruje kimś mięsiarstwo miałem na myśli tych co włażą w moje miejsce,prawdziwy wędkarz przeszedłby 1-2 km brzegu wybrał sobie sam miejscówkę i przygotował i łowił bo jest tu co łowić.Gdyby jeszcze był świadomy tego że łowi w warunkach o których wielu może tylko marzyć,łowił klęcząc na kolanach. Oceniam co widzę.Jakieś 10 dni temu pakowałem się na brzegu by jechać do domu,przechodziło obok dwóch małolatów i zobaczyli ryby.Następnego dnia "łowili" w czterech przy sporej ilości piwa,nie powiesz mi że nagle pokochali wędkarstwo,wzięli kolegów którzy mieli wędki i wyrwali się z domu by napić się piwa.Według mnie równie dobrze mogli to zrobić w innym miejscu.
Jak sam napisałeś kultura i prawo to dwie różne sprawy. Też znam taki dołek gdzie łowią praktycznie sami miejscowi. Każdy tu zna innych i każdy ma swoje miejsce i drugiemu na stanowisko nie wchodzi. Z szacunku, kultury. Ale przyjdzie niedziela pojawi się kilku obcych i skąd oni mają wiedzieć że tu akurat ktoś sobie nęci? Są pierwsi i mają prawo łowić. Wiadomo sa tacy co podpatrzą i bezczelnie z premedytacją wejdą na miejscówkę. Możemy sobie myśleć o nich co chcemy ale nadal broni ich prawo i zrobić nie możemy nic.
A pomysły z wrzucaniem czegokolwiek w łowisko przemilczę.
wieciet koledzy ja i tak nie biore tych ryb co zlapie kazda z gatunku bialej ryby wraca do wody jeden z kumpli robi to samo i to wkurza innych wedkarzy :) lowimy bo lubimy taki relax jedyne ryby kturd ewentualnie zabieramy to drapiezniki
Nie obraź się ale jeszcze w życiu mi nikt nie zwrócił uwagi że ryby wypuszczam. Po nikim też nie poznałem żeby był o to wkurzony, prędzej zadowolony że i on będzie miał okazję.
Coraz bardziej wątpie w te sytuacje kiedy to jeden zamierza bić drugiego za stosowanie zasady ZiW
Robicie moim zdaniem z zasady ZiW sport wielce ekstremalny.
wieciet koledzy ja i tak nie biore tych ryb co zlapie kazda z gatunku bialej ryby wraca do wody jeden z kumpli robi to samo i to wkurza innych wedkarzy :) lowimy bo lubimy taki relax jedyne ryby kturd ewentualnie zabieramy to drapiezniki
Nie obraź się ale jeszcze w życiu mi nikt nie zwrócił uwagi że ryby wypuszczam. Po nikim też nie poznałem żeby był o to wkurzony, prędzej zadowolony że i on będzie miał okazję.
Coraz bardziej wątpie w te sytuacje kiedy to jeden zamierza bić drugiego za stosowanie zasady ZiW
Robicie moim zdaniem z zasady ZiW sport wielce ekstremalny.
Nie masz się co dziwić Diabełku , mnie kiedyś nazwano głupkiem jak wypuszczałem lina ledwo co wymiarowego, a ile razy słyszałem : "po co to wypuszczasz ? daj mi" . - A ja sobie myśle - to sobie złów :)
Rozumie prawo i jeśli przy jakimś święcie ktoś zajmie "moją" miejscówkę to nie nadszarpnie to moich nerwów nie zwrócę na taką osobę uwagi .Mówię sobie wtedy skorzystaj z okazji idź 200-300 m niżej gdzie prawdopodobnie nurt niesie część twojej zanęty i sprawdź co tam słychać.Zresztą czasem jest potrzebna jakaś odmiana a po drugie lata łowienia mnie nauczyły że przeważnie łowię dwa miejsca oddalone od siebie o 200-300 m dzięki temu ryby na tym odcinku są przyzwyczajone np.do pęczaku i zawsze mam gdzie łowić.
Przepraszam co ma do tematu zasada ZiW? Mówiliśmy chyba o tzw. bezpodstawnym uzurpowaniem praw do stanowisk nad wodą. Nie ma to nic wspólnego z tym, czy ktoś ryby zabiera czy wypuszcza.
Zapodam wam rysunek który zaraz wykonam i opiszę pewną sytuację. Potem możemy dalej się kłócić kto ma prawo do zajęcia miejsca nad wodą.
wieciet koledzy ja i tak nie biore tych ryb co zlapie kazda z gatunku bialej ryby wraca do wody jeden z kumpli robi to samo i to wkurza innych wedkarzy :) lowimy bo lubimy taki relax jedyne ryby kturd ewentualnie zabieramy to drapiezniki
Nie obraź się ale jeszcze w życiu mi nikt nie zwrócił uwagi że ryby wypuszczam. Po nikim też nie poznałem żeby był o to wkurzony, prędzej zadowolony że i on będzie miał okazję.
Coraz bardziej wątpie w te sytuacje kiedy to jeden zamierza bić drugiego za stosowanie zasady ZiW
Robicie moim zdaniem z zasady ZiW sport wielce ekstremalny.
Nie masz się co dziwić Diabełku , mnie kiedyś nazwano głupkiem jak wypuszczałem lina ledwo co wymiarowego, a ile razy słyszałem : "po co to wypuszczasz ? daj mi" . - A ja sobie myśle - to sobie złów :)
zgadza sie kolego tych u mnie drazni to jak ktos wyciagnie duza rybe i ja wypuszcza bo taka ukluta ryba tak szybko juz nie wezmie :)
wieciet koledzy ja i tak nie biore tych ryb co zlapie kazda z gatunku bialej ryby wraca do wody jeden z kumpli robi to samo i to wkurza innych wedkarzy :) lowimy bo lubimy taki relax jedyne ryby kturd ewentualnie zabieramy to drapiezniki
Nie obraź się ale jeszcze w życiu mi nikt nie zwrócił uwagi że ryby wypuszczam. Po nikim też nie poznałem żeby był o to wkurzony, prędzej zadowolony że i on będzie miał okazję.
Coraz bardziej wątpie w te sytuacje kiedy to jeden zamierza bić drugiego za stosowanie zasady ZiW
Robicie moim zdaniem z zasady ZiW sport wielce ekstremalny.
Nie masz się co dziwić Diabełku , mnie kiedyś nazwano głupkiem jak wypuszczałem lina ledwo co wymiarowego, a ile razy słyszałem : "po co to wypuszczasz ? daj mi" . - A ja sobie myśle - to sobie złów :)
zgadza sie kolego tych u mnie drazni to jak ktos wyciagnie duza rybe i ja wypuszcza bo taka ukluta ryba tak szybko juz nie wezmie :)
Każdy ma prawo wypuścić rybę i nie rozumiem po co tyle pary w gwizdek puszczacie. To indywidualna sprawa.
Poniżej daje rysunek poglądowy. Odległość pomiędzy stanowiskiem czerwonym a niebieskim (moim) wynosi około 50 metrów. Szerokość tego przesmyku to jakieś 70 -80 metrów.
Różowe - przyczepa i łódka należąca do tych kolesi
Byli pierwsi na łowisku ( od kilku dni - był to kwiecień). Przyjechałem i zdziwiło mnie że nie trzymają łódki na swoim stanowisku. Zająłem więc miejsce obok łódki bo było wolne.
Rzucałem na wprost, w sobie dobrze znane miejsce ( niebieskie linie)
Po jakimś czasie wynikła zadyma, Goście mnie wyrzucali z łowiska bo to ich miejsce. Mało tego co chwila brali łódkę i pływali z zanętami, zestawami, na rekonesans i zawsze łódkę pozostawiali na moim stanowisku, zachowując w ten sposób komfort swojej miejscówki. Widać tam i ta łódka przeszkadzała.
Jak pisałem był to kwiecień. Wywozili zestawy w poprzek moich żyłek na potężne odległości jak się okazało żywcówki na suma!
WIECZOREM PO WIELU GROŹBACH MUSIAŁEM SIĘ EWAKUOWAĆ.
Czy uważacie że to było ich prawo by w ten sposób zajmować miejsca nad wodą?!
Jeśli tak, to gratuluję kolegom. Trzech gości zajęło prawie 300 metrów linii brzegowej a wędki na żywca wywozili tak daleko że z pewnością i innym wędkarzom napsuli krwi.
Nigdy, ale to nigdy w życiu bym im nie uległ. Srał pies prawo, Rapr, czy kulturę zachowania z takimi kalafiorami w tym momencie. Oni nie przestrzegali żadnych zasad i żadnego prawa, odpłaciłbym im tym samym, ale z rozwagą. Na pewno posiłkowałbym się Policją, PSR, kolegami o ponadprzeciętnych rozmiarach itp. Kolejnym razem pytaliby mnie, czy mogą przycupnąć i połowić bacikiem, jesli w ogóle by przyjechali znowu.
Każdy ma prawo wypuścić rybę i nie rozumiem po co tyle pary w gwizdek puszczacie. To indywidualna sprawa.
Poniżej daje rysunek poglądowy. Odległość pomiędzy stanowiskiem czerwonym a niebieskim (moim) wynosi około 50 metrów. Szerokość tego przesmyku to jakieś 70 -80 metrów.
Różowe - przyczepa i łódka należąca do tych kolesi
Byli pierwsi na łowisku ( od kilku dni - był to kwiecień). Przyjechałem i zdziwiło mnie że nie trzymają łódki na swoim stanowisku. Zająłem więc miejsce obok łódki bo było wolne.
Rzucałem na wprost, w sobie dobrze znane miejsce ( niebieskie linie)
Po jakimś czasie wynikła zadyma, Goście mnie wyrzucali z łowiska bo to ich miejsce. Mało tego co chwila brali łódkę i pływali z zanętami, zestawami, na rekonesans i zawsze łódkę pozostawiali na moim stanowisku, zachowując w ten sposób komfort swojej miejscówki. Widać tam i ta łódka przeszkadzała.
Jak pisałem był to kwiecień. Wywozili zestawy w poprzek moich żyłek na potężne odległości jak się okazało żywcówki na suma!
WIECZOREM PO WIELU GROŹBACH MUSIAŁEM SIĘ EWAKUOWAĆ.
Czy uważacie że to było ich prawo by w ten sposób zajmować miejsca nad wodą?!
Jeśli tak, to gratuluję kolegom. Trzech gości zajęło prawie 300 metrów linii brzegowej a wędki na żywca wywozili tak daleko że z pewnością i innym wędkarzom napsuli krwi.
Ale twierdzili że TU ONI ŁOWIĄ!
W tym przypadku Ty byłes pokrzywdzony i po Twojej stronie stalo prawo.
Tą łódke trzeba było do wody wypchnąć i uciekać.
Takie coś bym zgłosił odrazu tam gdzie ktoś by się tym zająl.
A widzisz jaka tu jest dyskusja? Większość ludzi tutaj twierdzi, że mają jakieś dziwne prawo uzurpowania sobie praw do stanowisk nad wodą. Jest to dla mnie, zwykłego wędkarza najnormalniejsza potwarz, a podobne poglądy są dla mnie obrazą. Przykład ten podałem jako skrajny, nie mniej jednak właśnie chodziło o poruszoną tu problematykę.
Miejsca nad wodą należą do wszystkich wędkarzy u nie znam zapisu a ni żadnej innej normy która by kogoś mogła faworyzować. A już najbardziej drażnią mnie wywody typu:
A widzisz jaka tu jest dyskusja? Większość ludzi tutaj twierdzi, że mają jakieś dziwne prawo uzurpowania sobie praw do stanowisk nad wodą. Jest to dla mnie, zwykłego wędkarza najnormalniejsza potwarz, a podobne poglądy są dla mnie obrazą. Przykład ten podałem jako skrajny, nie mniej jednak właśnie chodziło o poruszoną tu problematykę.
Miejsca nad wodą należą do wszystkich wędkarzy u nie znam zapisu a ni żadnej innej normy która by kogoś mogła faworyzować. A już najbardziej drażnią mnie wywody typu:
- JA TU ZANĘCAM I TO MOJE MIEJSCE.
Ale zwróc uwagę, że akurat w tym tamacie w którym piszemy "dealer081" piszę o przynależnosci do związku innego niż PZW. Zbiornik jest woda prywatną , na której niema zasady kto pierwszy ten lepszy tylko kazdy ma swoje miejsce o które dba , nęci itp. Więc jakim prawem dwóch meneli ma prawo tam sie wtryniać? urządzać bale w jego altance ?
Prawo zbiornika jest taki i każdy powienien się dostosowac - a jak nie to sio do PZW.
Dlatego prosiłem tego kolegę o wyjaśnienie jakie zasady panują na tym łowisku, ale nie wyjaśnił.
Mniemam, że mają tam jakieś władze nie? Mniemam że ktoś tam wprowadził jakiś regulamin wewnętrzny nie?
W czym więc problem by usadzić niesfornych kolesiów?
Ale założyciel tematu opisał sprawę bardzo ogólnie co nie dale możliwości rozeznania sytuacji.
juz tlumacze kolego nie ma tu zadnego prezesa itp. Wszystkie sprawy kola sa rozwiazywane na zebraniach,temat tych 2 byl poruszany nie raz byl nawet pomysl by ich zawiesic na okres 3mic. Za to ze tylko robia tu syf i tylko zula,wczoraj bylo zebranie i przydzialy kto wykasza ktora czesc grobli to jeden wedkarz wpadl na pomysl oczywiscie zartem by ci 2 to zrobili skoro skoro wbijaja sie na kazda miejscowke
tak wiec wczoraj zostali poinformowani o konsekwancjach jakie ich czekaja jesli wejda na czyjas miejscowke i zostawia po sobie syf bo tu oto najwiecej chodzilo i mam nadzieje ze to ich czegos nauczy,oczywiscie pojechal mi wczoraj jeden od kafidentow ale mam dosc zbierania po nich pusze, petow itp. Pozdro koledzy i polamania kiji
koledzy chcialbym poruszyc temat wedkarzy pasozytow,na lowisku z kturego kozystam zjawia sie 2 wedkarzy maja zawsze ze soba tylko pare ziarek kukurydzy,ciasto i czerwonego,najgorsze jest to ze wielu z nas inwestuje ma jakby swoje miejsca kture stara sie dobrze zanecac niestety Ci dwaj panowie czesto sie na nie wbijaja i lataja po calym lowisku gdzie tylko ktos dobrze zaneci,moze ktos podpowie jakis dobry sposob na nich pozdro.
heh u mnie jest podobnie w okolicy w promieniu 5 -5 km naliczylem 8 stawow po 15 ha jest to we miescie wiec duza presja wedkarska przyvhodza tacy klienci nad***ą jakiejs stechlej kukurydzy albo ma zanete z platkow owsianych i z chleba i kwasi wode biara rybe ponad norme albo wrzucaja mydlo lub szmate z ropa lub bezyniakiem wiec.. ciezkie jest zycie wedkarza
Cześć Wędkarze jak ludzie: są różni. Jedni koleżeńscy i uprzejmi, drudzy gbury, jeszcze inni wszystkowiedzący lepiej. Z natury nie podchodzę i nie zagajam. Jeśli ktoś podejdzie owszem pogadam, nawet kulki pokażę na jakie łowię - a jakże mam takie dyżurne pięcioletnie:-) Czas gdy chciałem wszystkim pokazać co i jak dawno minęły. Owszem pokażę jak zrobić przypon, jak zbudować zestaw, jak kulkę założyć itd. Zapewniam, że to nie złośliwość a jedynie troska o populację karpi w zanęconym miejscu i w całym łowisku. Wiele razy zapraszałem pod namiot wędkarzy bo żal było patrzeć jak na tej ulewie kulą się pod parasoleczką. I wtedy i flaszka się znalazła i nie raz browary się znalazły... I burza przeszła a my tak gawędziliśmy o dupie marynie dalej hehe. A na temat wszystkowiedzących: Kiedyś stoi w sklepie Klient przed zanętami. No stoi już z 15 minut i patrzy i ogląda. Nie jestem natarczywy wiem i ja stoję i nic nie mówię. No ale ile można stać i patrzeć? Grzecznie pytam " w czym pomóc?". No cóż - usłyszałem, że Klient łowi długo a pomocy nie potrzebuje bo się zna lepiej niż ja myślę. Myślę sobie ok. Za chwilę pyta: "panie a ten Feeder co to za ryba ?" :-)))) Janusz JKarp
alez nie lubie takich jak ty :P... Kazdy ma prawo łapać jak chce i gdzie chce jeśli ma opłacone składki, co z tego ze inni sypia kilogramy do wody ? nikt im nie karze!A jeśli załują to niech sypią se do wanny albo pywatnego stawku. Ale mnie takie podejscie denrwuje...normalnie Polska wieś śpiewa i tańczy!! No wkurza mnie niebywale ...ludzie nie ma czegos takiego jak swoje miejsce ! Kiedyś miałem taki przypdek : spiningowałem sobie i nagle podchodzi do mnie facet i wręcz krzyczy ze to jest jego miejsce ze on tu zanęca cały tydzień a ja mu tu przychodze i na spining łapie, i ze jak wogole smie. A dodam ze facet przyszedł bez sprzetu... tylko sprawdzic czy ktos mu miejsca nie zajął. Po chwili przyjechalo 2 kumpli i widzac co sie dzieje dołączyli do mnie i juz w 3 cielismy tygodniowo zanecaną wode.... Facet myślałem ze z kaloszy wyskoczy, morde darł jak opentany jakiś przeklinał, i sobie poszedł wrocił po 30 min z wędką i pcha sie nam pod kołowrotki ze swoim wiadrem z zanetą. Normalny matoł.
Tak pierdolenie o Szopenie hehe
Czy koledzy się w ogóle zastanawiają pisząc cokolwiek na tym forum? Przecież to jeden wielki stek głupstw. Ja też się czasem denerwuję kiedy okazuje się że kilka z rzędu miejsc które lubię jest zajętych. Ale na Miły Bóg, kto wam kuźwa dał prawo zajmowania miejsc nad wodą na własność?!
Może niech każdy wędkarz w PZW (i nie tylko) nosi przy sobie tabliczki z numerem karty wędkarskiej i niech taką tabliczkę wbija na "swoich " miejscówkach podpisując się z imienia i nazwiska. Może jeszcze żeby zasiąść nad wodą będę musiał posiadać akt właswności stanowiska wędkarskiego z naniesionymi współrzędnymi GPS?!
Kidy jadę na ryby, aby zająć miejsce nad wodą mam może szukać informacji czy czasem jakiś karpiarz nie ma tutaj rezerwacji?!
Posłuchajcie samcy siebie i zastanówcie się nad tymi głupotami które wypisujecie.
Kto jest nad wodą jako pierwszy, zajmuje miejsce i jest to jego zakichane prawo! I jeśli któryś z was zwrtóci mi kiedyś uwagę żebym spadał bo to wasze miejsce, to pierwsze co zrobię to (-----) że się kopytami nakryje delikwent, a dopiero potem będę przedstawiał dalsze racje.
I nie ma tu znaczenia czy to woda PZW, czy Zerówka, czy jakiś VIPowski grajdołek.
Bez urazy panowie, ale jedziecie po bandzie aż mi się w brzuchu powywracało.
Co kogo obchodzi wasz pellet i kulki ?!
wieciet koledzy ja i tak nie biore tych ryb co zlapie kazda z gatunku bialej ryby wraca do wody jeden z kumpli robi to samo i to wkurza innych wedkarzy :) lowimy bo lubimy taki relax jedyne ryby kturd ewentualnie zabieramy to drapiezniki
Pisząc że kieruje kimś mięsiarstwo miałem na myśli tych co włażą w moje miejsce,prawdziwy wędkarz przeszedłby 1-2 km brzegu wybrał sobie sam miejscówkę i przygotował i łowił bo jest tu co łowić.Gdyby jeszcze był świadomy tego że łowi w warunkach o których wielu może tylko marzyć,łowił klęcząc na kolanach.
Oceniam co widzę.Jakieś 10 dni temu pakowałem się na brzegu by jechać do domu,przechodziło obok dwóch małolatów i zobaczyli ryby.Następnego dnia "łowili" w czterech przy sporej ilości piwa,nie powiesz mi że nagle pokochali wędkarstwo,wzięli kolegów którzy mieli wędki i wyrwali się z domu by napić się piwa.Według mnie równie dobrze mogli to zrobić w innym miejscu.
Jak sam napisałeś kultura i prawo to dwie różne sprawy. Też znam taki dołek gdzie łowią praktycznie sami miejscowi. Każdy tu zna innych i każdy ma swoje miejsce i drugiemu na stanowisko nie wchodzi. Z szacunku, kultury. Ale przyjdzie niedziela pojawi się kilku obcych i skąd oni mają wiedzieć że tu akurat ktoś sobie nęci? Są pierwsi i mają prawo łowić.
Wiadomo sa tacy co podpatrzą i bezczelnie z premedytacją wejdą na miejscówkę. Możemy sobie myśleć o nich co chcemy ale nadal broni ich prawo i zrobić nie możemy nic.
A pomysły z wrzucaniem czegokolwiek w łowisko przemilczę.
wieciet koledzy ja i tak nie biore tych ryb co zlapie kazda z gatunku bialej ryby wraca do wody jeden z kumpli robi to samo i to wkurza innych wedkarzy :) lowimy bo lubimy taki relax jedyne ryby kturd ewentualnie zabieramy to drapiezniki
Nie obraź się ale jeszcze w życiu mi nikt nie zwrócił uwagi że ryby wypuszczam. Po nikim też nie poznałem żeby był o to wkurzony, prędzej zadowolony że i on będzie miał okazję.
Coraz bardziej wątpie w te sytuacje kiedy to jeden zamierza bić drugiego za stosowanie zasady ZiW
Robicie moim zdaniem z zasady ZiW sport wielce ekstremalny.
wieciet koledzy ja i tak nie biore tych ryb co zlapie kazda z gatunku bialej ryby wraca do wody jeden z kumpli robi to samo i to wkurza innych wedkarzy :) lowimy bo lubimy taki relax jedyne ryby kturd ewentualnie zabieramy to drapiezniki
Nie obraź się ale jeszcze w życiu mi nikt nie zwrócił uwagi że ryby wypuszczam. Po nikim też nie poznałem żeby był o to wkurzony, prędzej zadowolony że i on będzie miał okazję.
Coraz bardziej wątpie w te sytuacje kiedy to jeden zamierza bić drugiego za stosowanie zasady ZiW
Robicie moim zdaniem z zasady ZiW sport wielce ekstremalny.
Nie masz się co dziwić Diabełku , mnie kiedyś nazwano głupkiem jak wypuszczałem lina ledwo co wymiarowego, a ile razy słyszałem : "po co to wypuszczasz ? daj mi" . - A ja sobie myśle - to sobie złów :)
Rozumie prawo i jeśli przy jakimś święcie ktoś zajmie "moją" miejscówkę to nie nadszarpnie to moich nerwów nie zwrócę na taką osobę uwagi .Mówię sobie wtedy skorzystaj z okazji idź 200-300 m niżej gdzie prawdopodobnie nurt niesie część twojej zanęty i sprawdź co tam słychać.Zresztą czasem jest potrzebna jakaś odmiana a po drugie lata łowienia mnie nauczyły że przeważnie łowię dwa miejsca oddalone od siebie o 200-300 m dzięki temu ryby na tym odcinku są przyzwyczajone np.do pęczaku i zawsze mam gdzie łowić.
Przepraszam co ma do tematu zasada ZiW? Mówiliśmy chyba o tzw. bezpodstawnym uzurpowaniem praw do stanowisk nad wodą. Nie ma to nic wspólnego z tym, czy ktoś ryby zabiera czy wypuszcza.
Zapodam wam rysunek który zaraz wykonam i opiszę pewną sytuację. Potem możemy dalej się kłócić kto ma prawo do zajęcia miejsca nad wodą.
wieciet koledzy ja i tak nie biore tych ryb co zlapie kazda z gatunku bialej ryby wraca do wody jeden z kumpli robi to samo i to wkurza innych wedkarzy :) lowimy bo lubimy taki relax jedyne ryby kturd ewentualnie zabieramy to drapiezniki
Nie obraź się ale jeszcze w życiu mi nikt nie zwrócił uwagi że ryby wypuszczam. Po nikim też nie poznałem żeby był o to wkurzony, prędzej zadowolony że i on będzie miał okazję.
Coraz bardziej wątpie w te sytuacje kiedy to jeden zamierza bić drugiego za stosowanie zasady ZiW
Robicie moim zdaniem z zasady ZiW sport wielce ekstremalny.
Nie masz się co dziwić Diabełku , mnie kiedyś nazwano głupkiem jak wypuszczałem lina ledwo co wymiarowego, a ile razy słyszałem : "po co to wypuszczasz ? daj mi" . - A ja sobie myśle - to sobie złów :)
zgadza sie kolego tych u mnie drazni to jak ktos wyciagnie duza rybe i ja wypuszcza bo taka ukluta ryba tak szybko juz nie wezmie :)
wieciet koledzy ja i tak nie biore tych ryb co zlapie kazda z gatunku bialej ryby wraca do wody jeden z kumpli robi to samo i to wkurza innych wedkarzy :) lowimy bo lubimy taki relax jedyne ryby kturd ewentualnie zabieramy to drapiezniki
Nie obraź się ale jeszcze w życiu mi nikt nie zwrócił uwagi że ryby wypuszczam. Po nikim też nie poznałem żeby był o to wkurzony, prędzej zadowolony że i on będzie miał okazję.
Coraz bardziej wątpie w te sytuacje kiedy to jeden zamierza bić drugiego za stosowanie zasady ZiW
Robicie moim zdaniem z zasady ZiW sport wielce ekstremalny.
Nie masz się co dziwić Diabełku , mnie kiedyś nazwano głupkiem jak wypuszczałem lina ledwo co wymiarowego, a ile razy słyszałem : "po co to wypuszczasz ? daj mi" . - A ja sobie myśle - to sobie złów :)
zgadza sie kolego tych u mnie drazni to jak ktos wyciagnie duza rybe i ja wypuszcza bo taka ukluta ryba tak szybko juz nie wezmie :)
zabrana nie weźmie wcale
Każdy ma prawo wypuścić rybę i nie rozumiem po co tyle pary w gwizdek puszczacie. To indywidualna sprawa.
Poniżej daje rysunek poglądowy. Odległość pomiędzy stanowiskiem czerwonym a niebieskim (moim) wynosi około 50 metrów. Szerokość tego przesmyku to jakieś 70 -80 metrów.
Różowe - przyczepa i łódka należąca do tych kolesi
Byli pierwsi na łowisku ( od kilku dni - był to kwiecień). Przyjechałem i zdziwiło mnie że nie trzymają łódki na swoim stanowisku. Zająłem więc miejsce obok łódki bo było wolne.
Rzucałem na wprost, w sobie dobrze znane miejsce ( niebieskie linie)
Po jakimś czasie wynikła zadyma, Goście mnie wyrzucali z łowiska bo to ich miejsce. Mało tego co chwila brali łódkę i pływali z zanętami, zestawami, na rekonesans i zawsze łódkę pozostawiali na moim stanowisku, zachowując w ten sposób komfort swojej miejscówki. Widać tam i ta łódka przeszkadzała.
Jak pisałem był to kwiecień. Wywozili zestawy w poprzek moich żyłek na potężne odległości jak się okazało żywcówki na suma!
WIECZOREM PO WIELU GROŹBACH MUSIAŁEM SIĘ EWAKUOWAĆ.
Czy uważacie że to było ich prawo by w ten sposób zajmować miejsca nad wodą?!
Jeśli tak, to gratuluję kolegom. Trzech gości zajęło prawie 300 metrów linii brzegowej a wędki na żywca wywozili tak daleko że z pewnością i innym wędkarzom napsuli krwi.
Ale twierdzili że TU ONI ŁOWIĄ!
Nigdy, ale to nigdy w życiu bym im nie uległ. Srał pies prawo, Rapr, czy kulturę zachowania z takimi kalafiorami w tym momencie. Oni nie przestrzegali żadnych zasad i żadnego prawa, odpłaciłbym im tym samym, ale z rozwagą. Na pewno posiłkowałbym się Policją, PSR, kolegami o ponadprzeciętnych rozmiarach itp. Kolejnym razem pytaliby mnie, czy mogą przycupnąć i połowić bacikiem, jesli w ogóle by przyjechali znowu.
Każdy ma prawo wypuścić rybę i nie rozumiem po co tyle pary w gwizdek puszczacie. To indywidualna sprawa.
Poniżej daje rysunek poglądowy. Odległość pomiędzy stanowiskiem czerwonym a niebieskim (moim) wynosi około 50 metrów. Szerokość tego przesmyku to jakieś 70 -80 metrów.
Różowe - przyczepa i łódka należąca do tych kolesi
Byli pierwsi na łowisku ( od kilku dni - był to kwiecień). Przyjechałem i zdziwiło mnie że nie trzymają łódki na swoim stanowisku. Zająłem więc miejsce obok łódki bo było wolne.
Rzucałem na wprost, w sobie dobrze znane miejsce ( niebieskie linie)
Po jakimś czasie wynikła zadyma, Goście mnie wyrzucali z łowiska bo to ich miejsce. Mało tego co chwila brali łódkę i pływali z zanętami, zestawami, na rekonesans i zawsze łódkę pozostawiali na moim stanowisku, zachowując w ten sposób komfort swojej miejscówki. Widać tam i ta łódka przeszkadzała.
Jak pisałem był to kwiecień. Wywozili zestawy w poprzek moich żyłek na potężne odległości jak się okazało żywcówki na suma!
WIECZOREM PO WIELU GROŹBACH MUSIAŁEM SIĘ EWAKUOWAĆ.
Czy uważacie że to było ich prawo by w ten sposób zajmować miejsca nad wodą?!
Jeśli tak, to gratuluję kolegom. Trzech gości zajęło prawie 300 metrów linii brzegowej a wędki na żywca wywozili tak daleko że z pewnością i innym wędkarzom napsuli krwi.
Ale twierdzili że TU ONI ŁOWIĄ!
W tym przypadku Ty byłes pokrzywdzony i po Twojej stronie stalo prawo.
Tą łódke trzeba było do wody wypchnąć i uciekać.
Takie coś bym zgłosił odrazu tam gdzie ktoś by się tym zająl.
A widzisz jaka tu jest dyskusja? Większość ludzi tutaj twierdzi, że mają jakieś dziwne prawo uzurpowania sobie praw do stanowisk nad wodą. Jest to dla mnie, zwykłego wędkarza najnormalniejsza potwarz, a podobne poglądy są dla mnie obrazą. Przykład ten podałem jako skrajny, nie mniej jednak właśnie chodziło o poruszoną tu problematykę.
Miejsca nad wodą należą do wszystkich wędkarzy u nie znam zapisu a ni żadnej innej normy która by kogoś mogła faworyzować. A już najbardziej drażnią mnie wywody typu:
- JA TU ZANĘCAM I TO MOJE MIEJSCE.
A widzisz jaka tu jest dyskusja? Większość ludzi tutaj twierdzi, że mają jakieś dziwne prawo uzurpowania sobie praw do stanowisk nad wodą. Jest to dla mnie, zwykłego wędkarza najnormalniejsza potwarz, a podobne poglądy są dla mnie obrazą. Przykład ten podałem jako skrajny, nie mniej jednak właśnie chodziło o poruszoną tu problematykę.
Miejsca nad wodą należą do wszystkich wędkarzy u nie znam zapisu a ni żadnej innej normy która by kogoś mogła faworyzować. A już najbardziej drażnią mnie wywody typu:
- JA TU ZANĘCAM I TO MOJE MIEJSCE.
Ale zwróc uwagę, że akurat w tym tamacie w którym piszemy "dealer081" piszę o przynależnosci do związku innego niż PZW. Zbiornik jest woda prywatną , na której niema zasady kto pierwszy ten lepszy tylko kazdy ma swoje miejsce o które dba , nęci itp. Więc jakim prawem dwóch meneli ma prawo tam sie wtryniać? urządzać bale w jego altance ?
Prawo zbiornika jest taki i każdy powienien się dostosowac - a jak nie to sio do PZW.
Dlatego prosiłem tego kolegę o wyjaśnienie jakie zasady panują na tym łowisku, ale nie wyjaśnił.
Mniemam, że mają tam jakieś władze nie? Mniemam że ktoś tam wprowadził jakiś regulamin wewnętrzny nie?
W czym więc problem by usadzić niesfornych kolesiów?
Ale założyciel tematu opisał sprawę bardzo ogólnie co nie dale możliwości rozeznania sytuacji.
Dlatego prosiłem tego kolegę o wyjaśnienie jakie zasady panują na tym łowisku, ale nie wyjaśnił.
Mniemam, że mają tam jakieś władze nie? Mniemam że ktoś tam wprowadził jakiś regulamin wewnętrzny nie?
W czym więc problem by usadzić niesfornych kolesiów?
Ale założyciel tematu opisał sprawę bardzo ogólnie co nie dale możliwości rozeznania sytuacji.
juz tlumacze kolego nie ma tu zadnego prezesa itp. Wszystkie sprawy kola sa rozwiazywane na zebraniach,temat tych 2 byl poruszany nie raz byl nawet pomysl by ich zawiesic na okres 3mic. Za to ze tylko robia tu syf i tylko zula,wczoraj bylo zebranie i przydzialy kto wykasza ktora czesc grobli to jeden wedkarz wpadl na pomysl oczywiscie zartem by ci 2 to zrobili skoro skoro wbijaja sie na kazda miejscowke
tak wiec wczoraj zostali poinformowani o konsekwancjach jakie ich czekaja jesli wejda na czyjas miejscowke i zostawia po sobie syf bo tu oto najwiecej chodzilo i mam nadzieje ze to ich czegos nauczy,oczywiscie pojechal mi wczoraj jeden od kafidentow ale mam dosc zbierania po nich pusze, petow itp. Pozdro koledzy i polamania kiji
koledzy chcialbym poruszyc temat wedkarzy pasozytow,na lowisku z kturego kozystam zjawia sie 2 wedkarzy maja zawsze ze soba tylko pare ziarek kukurydzy,ciasto i czerwonego,najgorsze jest to ze wielu z nas inwestuje ma jakby swoje miejsca kture stara sie dobrze zanecac niestety Ci dwaj panowie czesto sie na nie wbijaja i lataja po calym lowisku gdzie tylko ktos dobrze zaneci,moze ktos podpowie jakis dobry sposob na nich pozdro.
heh u mnie jest podobnie w okolicy w promieniu 5 -5 km naliczylem 8 stawow po 15 ha jest to we miescie wiec duza presja wedkarska przyvhodza tacy klienci nad***ą jakiejs stechlej kukurydzy albo ma zanete z platkow owsianych i z chleba i kwasi wode biara rybe ponad norme albo wrzucaja mydlo lub szmate z ropa lub bezyniakiem wiec.. ciezkie jest zycie wedkarza
Cześć
Wędkarze jak ludzie: są różni. Jedni koleżeńscy i uprzejmi, drudzy gbury, jeszcze inni wszystkowiedzący lepiej.
Z natury nie podchodzę i nie zagajam. Jeśli ktoś podejdzie owszem pogadam, nawet kulki pokażę na jakie łowię - a jakże mam takie dyżurne pięcioletnie:-) Czas gdy chciałem wszystkim pokazać co i jak dawno minęły. Owszem pokażę jak zrobić przypon, jak zbudować zestaw, jak kulkę założyć itd. Zapewniam, że to nie złośliwość a jedynie troska o populację karpi w zanęconym miejscu i w całym łowisku.
Wiele razy zapraszałem pod namiot wędkarzy bo żal było patrzeć jak na tej ulewie kulą się pod parasoleczką. I wtedy i flaszka się znalazła i nie raz browary się znalazły... I burza przeszła a my tak gawędziliśmy o dupie marynie dalej hehe.
A na temat wszystkowiedzących:
Kiedyś stoi w sklepie Klient przed zanętami. No stoi już z 15 minut i patrzy i ogląda. Nie jestem natarczywy wiem i ja stoję i nic nie mówię. No ale ile można stać i patrzeć? Grzecznie pytam " w czym pomóc?". No cóż - usłyszałem, że Klient łowi długo a pomocy nie potrzebuje bo się zna lepiej niż ja myślę. Myślę sobie ok. Za chwilę pyta: "panie a ten Feeder co to za ryba ?" :-))))
Janusz JKarp
wedkarze to zazwyczaj ludzie :-)
alez nie lubie takich jak ty :P... Kazdy ma prawo łapać jak chce i gdzie chce jeśli ma opłacone składki, co z tego ze inni sypia kilogramy do wody ? nikt im nie karze!A jeśli załują to niech sypią se do wanny albo pywatnego stawku. Ale mnie takie podejscie denrwuje...normalnie Polska wieś śpiewa i tańczy!! No wkurza mnie niebywale ...ludzie nie ma czegos takiego jak swoje miejsce ! Kiedyś miałem taki przypdek : spiningowałem sobie i nagle podchodzi do mnie facet i wręcz krzyczy ze to jest jego miejsce ze on tu zanęca cały tydzień a ja mu tu przychodze i na spining łapie, i ze jak wogole smie. A dodam ze facet przyszedł bez sprzetu... tylko sprawdzic czy ktos mu miejsca nie zajął. Po chwili przyjechalo 2 kumpli i widzac co sie dzieje dołączyli do mnie i juz w 3 cielismy tygodniowo zanecaną wode.... Facet myślałem ze z kaloszy wyskoczy, morde darł jak opentany jakiś przeklinał, i sobie poszedł wrocił po 30 min z wędką i pcha sie nam pod kołowrotki ze swoim wiadrem z zanetą. Normalny matoł.