Jurexxx, Twoja motywacja jest przynajmniej jawna i jasna jak słońce. I tu za to dla Ciebie ogromny plus. Większość tych, co maja podobne powody do Twoich, usiłuje robic z siebie bohaterów i zasłaniaja się ideologią, trąbiąc na lewo i prawo o NK i C&R, bo to lepiej wygląda, niż takie przyznanie się do prawdziwych powodów, jakie Ty uczyniłeś. A u mnie masz wielki plus za to, bo nie jesteś fałszywy.
a ja zabieram wszystkie wymiarowe zębate które złowię, i jak ktoś chce to niech mnie nazywa mięsiarzem, a nawet i rzeźnikiem, mam gdzieś całe to no kill, ale żałuje że jest was tak mało, bo wtedy ja zabierał bym jeszcze więcej, :) a tak poważnie to nie uważam innej metody niż spinning, okonie to zabieram już naprawdę duże, ale nie dużo, tyle co zjem, a zjem tyle co złowię, a zębaty, to chyba wszyscy spinningiści wiedzą ja ten bandyta bierze, od maja może 5-6 sztuk to wszystko ale nie zdarzyło mi się jeszcze ryby w sklepie kupować,
odpowiem ci GHOSTMIR NA WCZESNIEJSZE TWOJE PYTANIE...(cytat)....A mnie się chce śmiać. Wszyscy wiedzą na tym portalu, a jeśli "nowi" nie wiedzą, to niech się dowiedzą teraz, że jeśli ktoś jest mięsiarzem i odpowiada za brak ryb w tym kraju, to jestem to właśnie ja! Ja, GHOSTMIR, biorę ten problem na klatę i proszę o surową karę. NK, C&R, - po co to?
PO TO ŻEBY ROBIĆ ZAMIESZANIE NA PORTALACH WĘDKARSKICH I WKU..... PORZĄDNYCH OBYWATELI, BO NO KILLE NIE MAJĄ ODWAGI OPIEPRZAĆ RYBAKÓW , TYLKO NAS PORZĄDNYCH OBYWATELI, PO CO PODEJMOWANE SĄ TAKIE TEMATY ? ŻEBY ROBIĆ DYM I ZAMIESZANIE , PO CO NO KILLE CHODZĄ NA RYBY,?..... ŻEBY MĘCZYĆ RYBY I SIĘ Z NIMI FOTOGRAFOWAĆ TO SPRAWIA IM PRZYJEMNOŚĆ ?.....KAŻDY PSYCHOLOG STWIERDZI ŻE TO SĄ DEWIACJE,.
Zazwyczaj nie zabieram ryb z łowiska. Jednak gdy złowię jakiś okaz to przeznaczam go do konsumpcji, lecz są to sporadyczne sytuacje. Zdarza się niekiedy, że kolega łowiący obok nic nie złowi, wówczas na jego prośbę oddaję mu swoje ryby. Lecz są też wyjątkowe okazje.
Osobiście nie przepadam za rybami,tak więc i rzadko je zabieram,jedynie z Wisły rybki trafiają do mojej teściowej,ale i po nich nawet biegunki nie dostaje-wytrzymały to egzemplarz.
Często zabierają bardzo często nieraz to nawet cały przyłów z zawodów
http://www.szczecin.kwp.gov.pl/cele-i-zadania-zwizku/1997-zawody-wdkarskie-o-puchar-przewodniczcego-nszz-policjantow-woj-zachodniopomorskiego
A po co te gadki o NK i C&R , przecież każdy jest świadomy co i ile może zabrać. To tylko pusta gadka i pokazanie jaki jestem lepszy , a tak naprawdę jest wielu co nie chce im się babrać w rybach lub zapach i smak im nie odpowiadają . Tak naprawdę to właśnie ci ludzie robią wszystko aby tylko takie rybybyły w łowisku , ainne gatunki to ich nie obchodzą , bo po co jeżeli na spinning nie możnapołowić . Te hasła przyszły z Anglii gdzie rzeki były tek przetrzebione i zanieczyszczone , że nie mieli wyjście i zarybili tym co mieli w dostępie nie zważając na środowiska w jakich dane gatunki występują. Teraz my próbujemy ich naśladować , choć jest to inny kraj i inne warunki klimatyczne i środowiskowe.
Powiem tak - problemem braku ryb w naszych wodach nie są wędkarze zabierający ryby do domu, a kłusole i - jak ja to nazywam - "kłusole w majestacie prawa", czyli rybacy. Ile razy sie słyszy, że złapano kłusoli, 300m siatki a w nich 70 kg ryb. Zastanówcie się, ilu wędkarzy musiałoby siedzieć nad wodą cały dzień żeby tyle złapać?
Ja w tym roku połapałem trochę szczupłych, przyznaje - 2 z nich zabrałem do domu. Jeden bo ładny (2 kg, mój dwuletni synek wcinał aż miło), a drugi ledwo wymiarowy strasznie głęboko się zaciął, skróciłem mu męczarnie. Kilkanaście wymiarowych szczupaczków wróciło do wody.
Ryb od wypuszczania wcale nie przybędzie tylko będzie wiele weteranów i kalek pływać w naszych łowiskach. Ryb na pewno przybędzie jeżeli przerwiemy rabunkową gospodarkę rybacką i degradację rzek . Regulacja takiej rzeki potrafi prawie w stu procentach zniszczyć niektóre gatunki ryb do czego obecnie doprowadzono . Nasze zarybiania nie będą miały sęsu jeżeli po nich ktoś przekopie , zrobi przegrody i wyrówna rzeki tak że wiele lat potrzeba aby życie powróciło . To należy walczyć o pozostawienie rzek i jezior w spokoju gdzie tylko przyroda będzie się rządziła , a nie udawać że coś się robi ale niewiadomo co i jaki będzie skutek w przyszłości .
Ja swoje ofiary tacham na chatę i zjadam . Oczywiście przestrzegam pewnych zasad etycznych i moralnych , które mi zostały wpojone . Popieram wypowiedż przedmówcy .
" A po co te gadki o NK i C&R , przecież każdy jest świadomy co i ile może zabrać.".
Chcialbym tylko uslyszec jedna rzecz. ILE moze zabrac swiadomy wedkarz ryb w ciagu roku za ok 50 zl bo tyle przeznaczone jest na zarybienia w okregu.
" Ryb od wypuszczania wcale nie przybędzie tylko będzie wiele weteranów i kalek pływać w naszych łowiskach". Przybyc na 100% nie przybedzie. Ale i duzo mniej zniknie z wody. Dam pewien przyklad - historie ktora mi sie przytrafila na Rabie ponizej Dobczyc. Lowilismy we 3 pstragi. W sobote w godzinach popoludniowych kolega zacial ladnego (46 cm) teczaka. Nie powinno go tam byc, ale to inna historia ;). Na drugi dzien w tym samym miejscu ja lowie ta sama rybe. Porownalismy zdjecia jego i mojej ryby, uklad plamek na glowie itp. Poza tym pozniej dowiedzialem sie od opiekunow tego lowiska (Towarzystwo Przyjaciol Raby) ze 2 ryby tego gatunku (jeden ponoc albinos) trafily wlasnie tam do wody. Gdyby kolega zapalowal swoja rybe dzien wczesniej ja nie mialbym tyle frajdy dnia nastepnego. Jesli ryba zostanie umiejetnie odczepiona, bedziemy stosowac haczyki bezzadziorowe (ja obecnie stosuje tylko takie), nie bedzie tarmoszona i niepotrzebnie przetrzymywana ma duze szanse wrocic cala i zdrowa do wody i przyniesc frajde innym wedkarzom ( o to chyba glownie nam chodzi ). Jesli zostanie zabita, nie ma na to szans. Owszem, i ja czasami zabieram ryby do domu. W tym roku byly to 3 teczaki z Czarnej Przemszy - ale tam zarybia sie co tydzien po to by wedkarze mieli co zabrac do domu, no i oczywiscie placi za to. Ja zaplacilem za 3 teczaki 80 zl. To chyba uczciwa cena. No i zabralem okolo 5 jazikow po ok 35 cm. To z tej skladki 50 zl. Ale ryby biore tylko wtedy jesli jestem pewien ze zostana zjedzone najpozniej na nastepny dzien w calosci. NIGDY nie przechowuje nadwyzek w lodowce. Te 5 jazikow wziete bylo na 3 razy bo wiem ze zona nie jest w stanie zjesc wiecej na raz jak ryby w okolicy 40-50 dkg. No i nie biore ryb z malych pstragowych rzeczek. W takich wodach powinien obowizywac calkowity zakaz zabierania ryb. Rzeczke wielkosci: 3-5m szerokosci i sredniej glebokosci 50 cm kilku dobrych wedkarzy jest w stanie wyrybic w ciagu jednego sezonu z pstragow i lipieni w majestacie prawa. Niestety znam jeden taki przypadek osobiscie :(
Witam. Czy musimy na tym portalu ,,spowiadać" się kto,co,jak i ile ryb wziął do domu aby przeznaczyć je do konsumpcji? Panowie koledzy, sam odpowiem: Nie musimy! Jak wcześnie się wypowiadałem,każdy z nas zrobi jak uważa,czyli albo weźmie albo nie. I to jest sprawa tylko i wyłącznie prywatna. Owszem znowu nie do pszesady aby były lodówy pełne rybich filetów. Z wyrazami szacunku.
Ja zabieram jak mam ochotę, wolę łowić ryby niż je jeść ale uwielbia je moja żona dlatego czasami zabieram ryby ale tylko takie średnie np szczupak ok 1 kg. Wystarczy dla niej na dwa razy i nie trzeba zamrażać.
Czy nie lepiej zadbać o wody i przywrócić stary im wygląd kolego ,,pawelz”. Stworzyć warunki do rozmnażanie się pokarmu i ryb , zamiast walić pieniądze na zarybianie takich ryb które jedynie tylko służą dla naszych celów wędkarskich . Bardzo bym był zadowolony jeżeli
moje pieniądze finansowały np. zburzenie wszelkiego rodzaju progi , udrożniły stare koryta rzeki zlikwidowały prosterzeki , nadając im zakola i nierówne brzegi . A tak idą na ryby i gatunki które są wpuszczane tylko dla naszych upodobań a w przyrodzie są odrzucane , po przez warunki klimatyczne i środowiskowe. Liczebność wszystkichstworzeń , w tym i ryb zależy od zasobności pokarmy i kiedy go jest mało to i zarybiania nic nie pomogą i nigdy nie uzyskamy takiej liczebności jaką byśmy chcieli , a jeżeli ryby miały by dużo pokarmu to same by się rozmnażały. A czy wypuścimy , czy nie to i tak głód będzie ich ograniczał. Jednym słowem nie tędy droga i nie popełniajmy takich błędów jak niektóre kraje Europy zrobiły np. Wielka Brytania gdzie ryby muszą być w ścisłej ochronie i to takie których nigdy u nich nie były.
No tak. Znowu powraca temat no kilowców i "mięsiarzy". Wypowiem się jednak w tym temacie, bo swoje zdanie mam. Od dawien dawna łowię i spożywam złowione przeze mnie rybki, bo na pewno ich nie kupię w sklepie (opłacając rybaków, lub kłusowników). A rybkę lubię i zawsze staram się mieć jakąś "dyżurną" sztukę w zamrażalce, bo znany jestem z tego, że moi goście zawsze mogą liczyć na smacznie przyrządzoną rybkę. Szanuję wszystkich tych, co rybkę zjeść lubią i szanuję również tych, co to rybki wypuszczają. Każdy niech postępuje według własnego sumienia i naszego wspólnego RAPR-u. W związku z tym, że kol. GHOSTMIR bardzo dba o swój wizerunek i broni swojego imienia "rybożercy", nie opublikuję swoich wpisów z rejestru połowów. A podejrzewam i jestem raczej pewny, że nie byłbym zapewne rekordzistą portalu pod względem uśmierconych ryb.
Kol. margor1976 napisał: "przecież to trepy i milicjanci, i emeryci z rencistami też z tego samego resortu to co się dziwić "
Czy kolega to przemyślał ? Bo jeśli tak, to czuję się urażony.
No, właśnie ja wypowiedziałem swoje zdanie zgodnie z tym co robię i własnym sumieniem. Zabieram rybę kiedy mam ochotę zjeść. I tutaj podzielę zdanie kolegi maximus1977. Kolego margor1976 proszę ważyć słowa. Ja kolegi nie wyzywam od takich czy owakich. A z tego, że noszę marynarski mundur to jestem dumny.
Posłużę się zdjęciem z pracy jaką przeglądałem i mam nadzieję że opublikowanie tego obrazka nie weźmie im właściciel za złe . Właśnie mi chodzi o takie lokowanie naszych pieniędzy gdzie stary wygląd (taki z przed rozwoju gospodarczego) będzie przywracany rzekom . Czy to nie jest możliwe w naszym kraju ? To jedyna droga gdzie całe życie powróci do tych rzek i ryb będzie tyle że nie będzie potrzebna gadka o złów i wypuść , a jedynie ograniczenia co do utrzymania populacji ryb. Taka jest moja wizje i śmiem twierdzić że to jedyna droga aby ryb naprawdę przybyło.
Oczywiscie ze lepiej byloby przywrocic rzekom ich naturalny charakter. TYLKO ZE JEST TO W OBECNEJ SYTUACJI NIEMOZLIWE. Nie jestesmy jedynymi uzytkownikami rzek i jezior. Czlowiek zaingerowal w srodowisko wodne dak daleko, ze przywrocenie im pierwotnego charakteru wydaje sie byc utopia. I jesli chodzi o male zbiorniki, rzeczki to OK. Daloby sie to zrobic. Maja one mala wartosc gospodarcza. Ale duze rzeki. Na to nie pozwoli lobby przemyslowe. Mozemy walczyc o zaprzestanie budowy MEW"ek. I 1 na 5 budowli da sie zablokowac. Ale poki u kogos pojawi sie wizja zarobienia niezlych pieniedzy, poty bedzie dazyl do kolejnych budowli. Poza tym jak wyobrazasz sobie ze PZW zacznie przywracac naturalny charakter rzek. Za co. Renaturalizacja jest czesto duzo bardziej kosztowna niz melioracje. I co proponujesz. Nie zarybiac, pozwolic brac ryby (kilka kg dziennie) i zaczac z tych pieniedzy (jak pisalem ok 50 zl od wedkarza) renaturalizowac, walczyc z MEW"ami, oplacac prawnikow itp. Tak jak pisalem. Kazdy kto prowadzi wlasna dzialalnosc gospodarcza powie Ci ze sie nie da. Nikt za te pieniedze sie tego nie podejmie. PS. Zeby nie bylo ze jestem za budowa progow wodnych, malych elektrowni czy meliracji. Absolutnie jestem przeciw. Ale jestem realista. I wiem ze jednym prostym pociagnieciem (renaturalizacja) nic sie obecnie nie osiagnie. Najpierw trzeba doprowadzic do sytuacji gdzie bedziemy mieli wystarczajaco ryb w wodach, a potem srodki przeznaczone na zarybiania kierowac w inne rejony. Inaczej to nie bedzie ani ryb ani dzikich rzek.
I jeszcze jedno. Odpisujac nie widzialem tych zdjec powyzej. Taki row mozna udroznic i przywrocic do zycia wlasnymi srodkami. Ale zrob to samo z np. Raba w okolicach Myslenic. Zycia by nie starczylo zeby zarobic tyle kasy przes nas wszystkich z tego portalu. Takie strumyczki jak na Twoim zdjeciu moga zaspokoic potrzeby 1-2 wedkarzy (szalencow ktorzy w takich siurkach lubia lowic - szalencow pisze w pozytywnym tego slowa znaczeniu, sam do nich naleze :)). Ale myslac o wedkarstwie musisz myslec przede wszystkim o duzych i srednich lowiskach. Tam mozna "upchnac" ta rzesze kilkuset tysiecy wedkarzy
Ale takie strumyki to możliwość tworzenia się pokarmy i dobre tarliska dla ryb i to one napędzają całe życie w większych rzekach. Ja wiem że czasami w obecnej dobie jest to niemożliwe , Ale już pierwsze próby są robione. Większe rzeki wystarczy pozostawić w spokoju i oczywiście wszelkiego rodzaju spiętrzenia polikwidować , a jeżeli się nie da to chociaż przepławki zrobić takie które będą działały cały rok . Przyroda sama naprawi to co człowiek zepsuł , tylko trzeba dać jej czas i ograniczyć ingeręcję w to środowisko, zaprzestając regulacji , czyszczenia koryt tworzenia następnych spiętrzeń i betonowania brzegów tych rzek. Oczywiście należy zarybiać i ograniczyć ilości wyławianych ryb , ale z głową a nie na hasła. A tu się mówi złów i wypuść , a następnie rybakom wydaje pozwolenia na odłowy i czy to nie jest chore.
Dopowiem przewrotnie: tak często jak mają na to ochotę. Najgorzej nie cierpię hipokryzji, bo znam
takich, którzy deklarują się być gorliwymi zwolennikami zasady "Złów i wypuść", a
wiem z autopsji, że zabierają rybki do domu. Nie cierpię też
ekstremistów w każdej postaci. Jakiś czas temu grupka ekologicznych
ekstremistów próbowała wysadzić ładunek wybuchowy w elektrownie
atomowej. Tak więc głupota dociera też do z założenia słusznych nurtów,
bo jak ktoś powiedział: "dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło". I
śmieszą mnie próby piętnowania jakiegoś wędkarza, bo raptem pokazał
zdjęcie ryby, którą złowił i zabrał. Niektórzy nie mający zbyt wiele do
powiedzenia na tym forum z uporem maniaka bombardują wszystkich utopią
"Catch and Release". Staje się to już nudne. Tymczasem wystarczy
skutecznie walczyć z kłusownictwem, prawidłowo zarybiać wody i wtedy
nie będą potrzebne jakieś nowe masochistyczne trendy w wędkarstwie o
nazwie "Catch and Release". Śmieszą mnie te nagonki na wędkarzy, którzy
raptem zabrali jakąś rybkę do domu, bo mają do tego prawo. Ja też
czasem lubię zjeść rybkę i wcale się tego nie wstydzę. Czasem więc
zabieram, czasem wypuszczam w zależności od sytuacji. Zauważyłem też,
że najbardziej nawiedzeni na tym Portalu w krzewieniu "Catch and
Release" są młodzi wędkarze, być może, że niczym innym nie mogą się
tutaj pochwalić. Ciekawy jestem, czy oni tak naprawdę nie zabierają
żadnej ryby do domu, czy też dlatego, że to modne?
Jak Was śmieszą zasady C&R to niech Was śmieszą - ja uważam je za słuszne (no może nie ortodoksyjnie) sam zabrałem w tym roku 2 szczupaki na złowionych może ze 30-40. Lubię rybę ale też mam co jeść innego i pozwalam kolejnym wędkarzom na złapanie jej ale też przede wszystkim na to aby wydały kolejne pokolenie w ich naturalnym środowisku. I oczywiście, że można cały czas zarybiać ale czy rozród naturalny nie jest lepszy? Jak tak czytam "mądrości" niektórych to aż żal bierze że wypisują takie głupoty.... Uważam, że niepotrzebnie pisze się o tych co zabierają "mięsiarze" bo to niepotrzebnie obraża natomiast jak należy pisać o tych co zabierają wszystko co im wpadnie do siatki? Zastanawiam się... Natomiast dla mnie też chore jest pisanie obraźliwych słów o tych co stosują C&R bo oni to robią dla Was też - czy się nad tym zastanawialiście? Ja absolutnie popieram C&R i szanuję innych ale liczę też na rozsądek. Wesołych Świąt!
Popieram górny wymiar to jest to . Rekord , jaki to rekord , w kwiecie wieku zawisnąć na tle posesji zamiast uganiać się za dziewczynami podczas tarła i przekazywać swoje cenne geny .
Też jestem za wprowadzeniem górnego wymiaru, jeżeli ktoś ma ochotę na rybkę, to niech bierze rybki wielkości tzw." handlowej" 1-2 kg, okazy niech pływają i cieszą nas wszystkich swoją obecnością, pozdrawiam i życzę wesołych świąt.
Co do wprowadzenia górnego wymiaru, to jestem jak najbardziej za tym. Chodzi o to, że duże okazy ryb są na tyle rzadkie i dostarczają tyle emocji przy połowie, że warto byłoby je wypuścić do wody, aby również inni wędkarze mieli okazję przeżyć emocje złowienia je. Poza tym, takie duże okazy często mają nie najlepsze walory smakowe. Okazy mniejsze, ale wymiarowe można po złowieniu wypuścić lub zabrać, jeśli akurat mamy ochotę na konsumpcję. Ale duże, jak najbardziej należy chronić. Pozdrawiam!
Jak jesteś rybakiem to mus jest brać wszystko bo chlebek kosztuje a rybołówstwo śródlądowe w naszych wodach przetrzebionych to żaden interes, no, chyba że rybaczka to twoja pasja :-)))
Użyty przez rybak 9871 termin "Ja zawsze biere :)" zapewne wynika z przekonania, że prawdziwa jest obiegowa opinia, że w Polsce "tylko ryba nie bierze". Jednak czasy się zmieniają. Z mass-mediów wynika, że już "bierą" się za biorących lekarzy, policjantów, więc jak tak dalej pójdzie, to pewnie wezmą się również za "bierących" wędkarzy. To było w konwencji żartobliwej, a tak poważnie zastanawiam się ile wody w Wiśle jeszcze upłynie, zanim zmienią sie poglądy części wędkarzy w kwestii "brania" i zmieni się ich świadomość. Jak już wcześniej pisałem, nie jestem ekstremistą w kwestii wypuszczania wszystkich złowionych ryb, chociażby z tego powodu, że lubię posmakować smaku rybki i dlatego czasem je wypuszczam a czasem zabieram. Natomiast uważam, że złowione naprawdę duże okazy, po sfotografowaniu, aby było się czym pochwalić w domu i na www.wedkuje.pl powinno się je wypuścić, bo są one rzadkie i należy dac szansę spotkania z wielkę rybą innym wędkarzom.
Jurexxx, Twoja motywacja jest przynajmniej jawna i jasna jak słońce. I tu za to dla Ciebie ogromny plus. Większość tych, co maja podobne powody do Twoich, usiłuje robic z siebie bohaterów i zasłaniaja się ideologią, trąbiąc na lewo i prawo o NK i C&R, bo to lepiej wygląda, niż takie przyznanie się do prawdziwych powodów, jakie Ty uczyniłeś. A u mnie masz wielki plus za to, bo nie jesteś fałszywy.
a ja zabieram wszystkie wymiarowe zębate które złowię, i jak ktoś chce to niech mnie nazywa mięsiarzem, a nawet i rzeźnikiem, mam gdzieś całe to no kill, ale żałuje że jest was tak mało, bo wtedy ja zabierał bym jeszcze więcej, :) a tak poważnie to nie uważam innej metody niż spinning, okonie to zabieram już naprawdę duże, ale nie dużo, tyle co zjem, a zjem tyle co złowię, a zębaty, to chyba wszyscy spinningiści wiedzą ja ten bandyta bierze, od maja może 5-6 sztuk to wszystko ale nie zdarzyło mi się jeszcze ryby w sklepie kupować,
odpowiem ci GHOSTMIR NA WCZESNIEJSZE TWOJE PYTANIE...(cytat)....A mnie się chce śmiać. Wszyscy wiedzą na tym portalu, a jeśli "nowi" nie wiedzą, to niech się dowiedzą teraz, że jeśli ktoś jest mięsiarzem i odpowiada za brak ryb w tym kraju, to jestem to właśnie ja! Ja, GHOSTMIR, biorę ten problem na klatę i proszę o surową karę. NK, C&R, - po co to?
PO TO ŻEBY ROBIĆ ZAMIESZANIE NA PORTALACH WĘDKARSKICH I WKU..... PORZĄDNYCH OBYWATELI, BO NO KILLE NIE MAJĄ ODWAGI OPIEPRZAĆ RYBAKÓW , TYLKO NAS PORZĄDNYCH OBYWATELI, PO CO PODEJMOWANE SĄ TAKIE TEMATY ? ŻEBY ROBIĆ DYM I ZAMIESZANIE , PO CO NO KILLE CHODZĄ NA RYBY,?..... ŻEBY MĘCZYĆ RYBY I SIĘ Z NIMI FOTOGRAFOWAĆ TO SPRAWIA IM PRZYJEMNOŚĆ ?.....KAŻDY PSYCHOLOG STWIERDZI ŻE TO SĄ DEWIACJE,.
Czemu się tu dziwić? Wędkowanie nie polega tylko na tzw.moczeniu kija,chce się też czasami zjeść "świeżą" rybkę,te ze sklepu to wiadomo..........
Zazwyczaj nie zabieram ryb z łowiska. Jednak gdy złowię jakiś okaz to przeznaczam go do konsumpcji, lecz są to sporadyczne sytuacje. Zdarza się niekiedy, że kolega łowiący obok nic nie złowi, wówczas na jego prośbę oddaję mu swoje ryby. Lecz są też wyjątkowe okazje.
Osobiście nie przepadam za rybami,tak więc i rzadko je zabieram,jedynie z Wisły rybki trafiają do mojej teściowej,ale i po nich nawet biegunki nie dostaje-wytrzymały to egzemplarz.
Często zabierają bardzo często nieraz to nawet cały przyłów z zawodów
http://www.szczecin.kwp.gov.pl/cele-i-zadania-zwizku/1997-zawody-wdkarskie-o-puchar-przewodniczcego-nszz-policjantow-woj-zachodniopomorskiego
Aj Romku, przecież to trepy i milicjanci, i emeryci z rencistami też z tego samego resortu to co się dziwić
Taki idealny, koło 60siątki, wziął w pierwszym rzucie wobem między trzcinki. Się rodzina ucieszyła na jego widok. Dziś konsumpcja
Faktycznie, sporo nabili tej drobnicy.
A po co te gadki o NK i C&R , przecież każdy jest świadomy co i ile może zabrać. To tylko pusta gadka i pokazanie jaki jestem lepszy , a tak naprawdę jest wielu co nie chce im się babrać w rybach lub zapach i smak im nie odpowiadają . Tak naprawdę to właśnie ci ludzie robią wszystko aby tylko takie ryby były w łowisku , a inne gatunki to ich nie obchodzą , bo po co jeżeli na spinning nie można połowić . Te hasła przyszły z Anglii gdzie rzeki były tek przetrzebione i zanieczyszczone , że nie mieli wyjście i zarybili tym co mieli w dostępie nie zważając na środowiska w jakich dane gatunki występują. Teraz my próbujemy ich naśladować , choć jest to inny kraj i inne warunki klimatyczne i środowiskowe.
Powiem tak - problemem braku ryb w naszych wodach nie są wędkarze zabierający ryby do domu, a kłusole i - jak ja to nazywam - "kłusole w majestacie prawa", czyli rybacy. Ile razy sie słyszy, że złapano kłusoli, 300m siatki a w nich 70 kg ryb. Zastanówcie się, ilu wędkarzy musiałoby siedzieć nad wodą cały dzień żeby tyle złapać?
Ja w tym roku połapałem trochę szczupłych, przyznaje - 2 z nich zabrałem do domu. Jeden bo ładny (2 kg, mój dwuletni synek wcinał aż miło), a drugi ledwo wymiarowy strasznie głęboko się zaciął, skróciłem mu męczarnie. Kilkanaście wymiarowych szczupaczków wróciło do wody.
Ryb od wypuszczania wcale nie przybędzie tylko będzie wiele weteranów i kalek pływać w naszych łowiskach. Ryb na pewno przybędzie jeżeli przerwiemy rabunkową gospodarkę rybacką i degradację rzek . Regulacja takiej rzeki potrafi prawie w stu procentach zniszczyć niektóre gatunki ryb do czego obecnie doprowadzono . Nasze zarybiania nie będą miały sęsu jeżeli po nich ktoś przekopie , zrobi przegrody i wyrówna rzeki tak że wiele lat potrzeba aby życie powróciło . To należy walczyć o pozostawienie rzek i jezior w spokoju gdzie tylko przyroda będzie się rządziła , a nie udawać że coś się robi ale niewiadomo co i jaki będzie skutek w przyszłości .
Ja swoje ofiary tacham na chatę i zjadam . Oczywiście przestrzegam pewnych zasad etycznych i moralnych , które mi zostały wpojone . Popieram wypowiedż przedmówcy .
" A po co te gadki o NK i C&R , przecież każdy jest świadomy co i ile może zabrać.".
Chcialbym tylko uslyszec jedna rzecz. ILE moze zabrac swiadomy wedkarz ryb w ciagu roku za ok 50 zl bo tyle przeznaczone jest na zarybienia w okregu.
" Ryb od wypuszczania wcale nie przybędzie tylko będzie wiele weteranów i kalek pływać w naszych łowiskach".
Przybyc na 100% nie przybedzie. Ale i duzo mniej zniknie z wody. Dam pewien przyklad - historie ktora mi sie przytrafila na Rabie ponizej Dobczyc.
Lowilismy we 3 pstragi. W sobote w godzinach popoludniowych kolega zacial ladnego (46 cm) teczaka. Nie powinno go tam byc, ale to inna historia ;). Na drugi dzien w tym samym miejscu ja lowie ta sama rybe. Porownalismy zdjecia jego i mojej ryby, uklad plamek na glowie itp. Poza tym pozniej dowiedzialem sie od opiekunow tego lowiska (Towarzystwo Przyjaciol Raby) ze 2 ryby tego gatunku (jeden ponoc albinos) trafily wlasnie tam do wody. Gdyby kolega zapalowal swoja rybe dzien wczesniej ja nie mialbym tyle frajdy dnia nastepnego.
Jesli ryba zostanie umiejetnie odczepiona, bedziemy stosowac haczyki bezzadziorowe (ja obecnie stosuje tylko takie), nie bedzie tarmoszona i niepotrzebnie przetrzymywana ma duze szanse wrocic cala i zdrowa do wody i przyniesc frajde innym wedkarzom ( o to chyba glownie nam chodzi ). Jesli zostanie zabita, nie ma na to szans.
Owszem, i ja czasami zabieram ryby do domu. W tym roku byly to 3 teczaki z Czarnej Przemszy - ale tam zarybia sie co tydzien po to by wedkarze mieli co zabrac do domu, no i oczywiscie placi za to. Ja zaplacilem za 3 teczaki 80 zl. To chyba uczciwa cena. No i zabralem okolo 5 jazikow po ok 35 cm. To z tej skladki 50 zl. Ale ryby biore tylko wtedy jesli jestem pewien ze zostana zjedzone najpozniej na nastepny dzien w calosci. NIGDY nie przechowuje nadwyzek w lodowce. Te 5 jazikow wziete bylo na 3 razy bo wiem ze zona nie jest w stanie zjesc wiecej na raz jak ryby w okolicy 40-50 dkg.
No i nie biore ryb z malych pstragowych rzeczek. W takich wodach powinien obowizywac calkowity zakaz zabierania ryb. Rzeczke wielkosci: 3-5m szerokosci i sredniej glebokosci 50 cm kilku dobrych wedkarzy jest w stanie wyrybic w ciagu jednego sezonu z pstragow i lipieni w majestacie prawa.
Niestety znam jeden taki przypadek osobiscie :(
Witam. Czy musimy na tym portalu ,,spowiadać" się kto,co,jak i ile ryb wziął do domu aby przeznaczyć je do konsumpcji? Panowie koledzy, sam odpowiem: Nie musimy! Jak wcześnie się wypowiadałem,każdy z nas zrobi jak uważa,czyli albo weźmie albo nie. I to jest sprawa tylko i wyłącznie prywatna. Owszem znowu nie do pszesady aby były lodówy pełne rybich filetów. Z wyrazami szacunku.
Ja zabieram jak mam ochotę, wolę łowić ryby niż je jeść ale uwielbia je moja żona dlatego czasami zabieram ryby ale tylko takie średnie np szczupak ok 1 kg. Wystarczy dla niej na dwa razy i nie trzeba zamrażać.
Czy nie lepiej zadbać o wody i przywrócić stary im wygląd kolego ,,pawelz”. Stworzyć warunki do rozmnażanie się pokarmu i ryb , zamiast walić pieniądze na zarybianie takich ryb które jedynie tylko służą dla naszych celów wędkarskich . Bardzo bym był zadowolony jeżeli
moje pieniądze finansowały np. zburzenie wszelkiego rodzaju progi , udrożniły stare koryta rzek i zlikwidowały proste rzeki , nadając im zakola i nierówne brzegi . A tak idą na ryby i gatunki które są wpuszczane tylko dla naszych upodobań a w przyrodzie są odrzucane , po przez warunki klimatyczne i środowiskowe. Liczebność wszystkich stworzeń , w tym i ryb zależy od zasobności pokarmy i kiedy go jest mało to i zarybiania nic nie pomogą i nigdy nie uzyskamy takiej liczebności jaką byśmy chcieli , a jeżeli ryby miały by dużo pokarmu to same by się rozmnażały . A czy wypuścimy , czy nie to i tak głód będzie ich ograniczał. Jednym słowem nie tędy droga i nie popełniajmy takich błędów jak niektóre kraje Europy zrobiły np. Wielka Brytania gdzie ryby muszą być w ścisłej ochronie i to takie których nigdy u nich nie były.
No tak. Znowu powraca temat no kilowców i "mięsiarzy".
Wypowiem się jednak w tym temacie, bo swoje zdanie mam.
Od dawien dawna łowię i spożywam złowione przeze mnie rybki, bo na pewno ich nie kupię w sklepie (opłacając rybaków, lub kłusowników). A rybkę lubię i zawsze staram się mieć jakąś "dyżurną" sztukę w zamrażalce, bo znany jestem z tego, że moi goście zawsze mogą liczyć na smacznie przyrządzoną rybkę.
Szanuję wszystkich tych, co rybkę zjeść lubią i szanuję również tych, co to rybki wypuszczają. Każdy niech postępuje według własnego sumienia i naszego wspólnego RAPR-u.
W związku z tym, że kol. GHOSTMIR bardzo dba o swój wizerunek i broni swojego imienia "rybożercy", nie opublikuję swoich wpisów z rejestru połowów. A podejrzewam i jestem raczej pewny, że nie byłbym zapewne rekordzistą portalu pod względem uśmierconych ryb.
Kol. margor1976 napisał: "przecież to trepy i milicjanci, i emeryci z rencistami też z tego samego resortu to co się dziwić "
Czy kolega to przemyślał ? Bo jeśli tak, to czuję się urażony.
No, właśnie ja wypowiedziałem swoje zdanie zgodnie z tym co robię i własnym sumieniem. Zabieram rybę kiedy mam ochotę zjeść. I tutaj podzielę zdanie kolegi maximus1977. Kolego margor1976 proszę ważyć słowa. Ja kolegi nie wyzywam od takich czy owakich. A z tego, że noszę marynarski mundur to jestem dumny.
Posłużę się zdjęciem z pracy jaką przeglądałem i mam nadzieję że opublikowanie tego obrazka nie weźmie im właściciel za złe . Właśnie mi chodzi o takie lokowanie naszych pieniędzy gdzie stary wygląd (taki z przed rozwoju gospodarczego) będzie przywracany rzekom . Czy to nie jest możliwe w naszym kraju ? To jedyna droga gdzie całe życie powróci do tych rzek i ryb będzie tyle że nie będzie potrzebna gadka o złów i wypuść , a jedynie ograniczenia co do utrzymania populacji ryb. Taka jest moja wizje i śmiem twierdzić że to jedyna droga aby ryb naprawdę przybyło.
Oczywiscie ze lepiej byloby przywrocic rzekom ich naturalny charakter. TYLKO ZE JEST TO W OBECNEJ SYTUACJI NIEMOZLIWE. Nie jestesmy jedynymi uzytkownikami rzek i jezior. Czlowiek zaingerowal w srodowisko wodne dak daleko, ze przywrocenie im pierwotnego charakteru wydaje sie byc utopia. I jesli chodzi o male zbiorniki, rzeczki to OK. Daloby sie to zrobic. Maja one mala wartosc gospodarcza. Ale duze rzeki. Na to nie pozwoli lobby przemyslowe. Mozemy walczyc o zaprzestanie budowy MEW"ek. I 1 na 5 budowli da sie zablokowac. Ale poki u kogos pojawi sie wizja zarobienia niezlych pieniedzy, poty bedzie dazyl do kolejnych budowli.
Poza tym jak wyobrazasz sobie ze PZW zacznie przywracac naturalny charakter rzek. Za co. Renaturalizacja jest czesto duzo bardziej kosztowna niz melioracje.
I co proponujesz. Nie zarybiac, pozwolic brac ryby (kilka kg dziennie) i zaczac z tych pieniedzy (jak pisalem ok 50 zl od wedkarza) renaturalizowac, walczyc z MEW"ami, oplacac prawnikow itp.
Tak jak pisalem. Kazdy kto prowadzi wlasna dzialalnosc gospodarcza powie Ci ze sie nie da. Nikt za te pieniedze sie tego nie podejmie.
PS. Zeby nie bylo ze jestem za budowa progow wodnych, malych elektrowni czy meliracji. Absolutnie jestem przeciw. Ale jestem realista. I wiem ze jednym prostym pociagnieciem (renaturalizacja) nic sie obecnie nie osiagnie. Najpierw trzeba doprowadzic do sytuacji gdzie bedziemy mieli wystarczajaco ryb w wodach, a potem srodki przeznaczone na zarybiania kierowac w inne rejony. Inaczej to nie bedzie ani ryb ani dzikich rzek.
I jeszcze jedno. Odpisujac nie widzialem tych zdjec powyzej. Taki row mozna udroznic i przywrocic do zycia wlasnymi srodkami. Ale zrob to samo z np. Raba w okolicach Myslenic. Zycia by nie starczylo zeby zarobic tyle kasy przes nas wszystkich z tego portalu.
Takie strumyczki jak na Twoim zdjeciu moga zaspokoic potrzeby 1-2 wedkarzy (szalencow ktorzy w takich siurkach lubia lowic - szalencow pisze w pozytywnym tego slowa znaczeniu, sam do nich naleze :)). Ale myslac o wedkarstwie musisz myslec przede wszystkim o duzych i srednich lowiskach. Tam mozna "upchnac" ta rzesze kilkuset tysiecy wedkarzy
Ale takie strumyki to możliwość tworzenia się pokarmy i dobre tarliska dla ryb i to one napędzają całe życie w większych rzekach. Ja wiem że czasami w obecnej dobie jest to niemożliwe , Ale już pierwsze próby są robione. Większe rzeki wystarczy pozostawić w spokoju i oczywiście wszelkiego rodzaju spiętrzenia polikwidować , a jeżeli się nie da to chociaż przepławki zrobić takie które będą działały cały rok . Przyroda sama naprawi to co człowiek zepsuł , tylko trzeba dać jej czas i ograniczyć ingeręcję w to środowisko, zaprzestając regulacji , czyszczenia koryt tworzenia następnych spiętrzeń i betonowania brzegów tych rzek. Oczywiście należy zarybiać i ograniczyć ilości wyławianych ryb , ale z głową a nie na hasła . A tu się mówi złów i wypuść , a następnie rybakom wydaje pozwolenia na odłowy i czy to nie jest chore.
Dopowiem przewrotnie: tak często jak mają na to ochotę.
Najgorzej nie cierpię hipokryzji, bo znam takich, którzy deklarują się być gorliwymi zwolennikami zasady "Złów i wypuść", a wiem z autopsji, że zabierają rybki do domu. Nie cierpię też ekstremistów w każdej postaci. Jakiś czas temu grupka ekologicznych ekstremistów próbowała wysadzić ładunek wybuchowy w elektrownie atomowej. Tak więc głupota dociera też do z założenia słusznych nurtów, bo jak ktoś powiedział: "dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło". I śmieszą mnie próby piętnowania jakiegoś wędkarza, bo raptem pokazał zdjęcie ryby, którą złowił i zabrał. Niektórzy nie mający zbyt wiele do powiedzenia na tym forum z uporem maniaka bombardują wszystkich utopią "Catch and Release". Staje się to już nudne. Tymczasem wystarczy skutecznie walczyć z kłusownictwem, prawidłowo zarybiać wody i wtedy nie będą potrzebne jakieś nowe masochistyczne trendy w wędkarstwie o nazwie "Catch and Release". Śmieszą mnie te nagonki na wędkarzy, którzy raptem zabrali jakąś rybkę do domu, bo mają do tego prawo. Ja też czasem lubię zjeść rybkę i wcale się tego nie wstydzę. Czasem więc zabieram, czasem wypuszczam w zależności od sytuacji. Zauważyłem też, że najbardziej nawiedzeni na tym Portalu w krzewieniu "Catch and Release" są młodzi wędkarze, być może, że niczym innym nie mogą się tutaj pochwalić. Ciekawy jestem, czy oni tak naprawdę nie zabierają żadnej ryby do domu, czy też dlatego, że to modne?
Jak Was śmieszą zasady C&R to niech Was śmieszą - ja uważam je za słuszne (no może nie ortodoksyjnie) sam zabrałem w tym roku 2 szczupaki na złowionych może ze 30-40. Lubię rybę ale też mam co jeść innego i pozwalam kolejnym wędkarzom na złapanie jej ale też przede wszystkim na to aby wydały kolejne pokolenie w ich naturalnym środowisku. I oczywiście, że można cały czas zarybiać ale czy rozród naturalny nie jest lepszy? Jak tak czytam "mądrości" niektórych to aż żal bierze że wypisują takie głupoty.... Uważam, że niepotrzebnie pisze się o tych co zabierają "mięsiarze" bo to niepotrzebnie obraża natomiast jak należy pisać o tych co zabierają wszystko co im wpadnie do siatki? Zastanawiam się... Natomiast dla mnie też chore jest pisanie obraźliwych słów o tych co stosują C&R bo oni to robią dla Was też - czy się nad tym zastanawialiście? Ja absolutnie popieram C&R i szanuję innych ale liczę też na rozsądek. Wesołych Świąt!
I jeszcze jedno - jestem absolutnym ortodoksyjnym zwolennikiem wprowadzenia górnego wymiaru!
Popieram górny wymiar to jest to . Rekord , jaki to rekord , w kwiecie wieku zawisnąć na tle posesji zamiast uganiać się za dziewczynami podczas tarła i przekazywać swoje cenne geny .
Też jestem za wprowadzeniem górnego wymiaru, jeżeli ktoś ma ochotę na rybkę, to niech bierze rybki wielkości tzw." handlowej" 1-2 kg, okazy niech pływają i cieszą nas wszystkich swoją obecnością, pozdrawiam i życzę wesołych świąt.
Co do wprowadzenia górnego wymiaru, to jestem jak najbardziej za tym. Chodzi o to, że duże okazy ryb są na tyle rzadkie i dostarczają tyle emocji przy połowie, że warto byłoby je wypuścić do wody, aby również inni wędkarze mieli okazję przeżyć emocje złowienia je. Poza tym, takie duże okazy często mają nie najlepsze walory smakowe. Okazy mniejsze, ale wymiarowe można po złowieniu wypuścić lub zabrać, jeśli akurat mamy ochotę na konsumpcję. Ale duże, jak najbardziej należy chronić. Pozdrawiam!
Ja zawsze biere :)
Jak jesteś rybakiem to mus jest brać wszystko bo chlebek kosztuje a rybołówstwo śródlądowe w naszych wodach przetrzebionych to żaden interes, no, chyba że rybaczka to twoja pasja :-)))
Ja zawsze biere :)
Ale biere się za co? Za naukę polskiego?
Zawsze bierzesz a dziś znowu zapomniałeś. Zmykaj po te lekarstwa:)
Użyty przez rybak 9871 termin "Ja zawsze biere :)" zapewne wynika z przekonania, że prawdziwa jest obiegowa opinia, że w Polsce "tylko ryba nie bierze". Jednak czasy się zmieniają. Z mass-mediów wynika, że już "bierą" się za biorących lekarzy, policjantów, więc jak tak dalej pójdzie, to pewnie wezmą się również za "bierących" wędkarzy. To było w konwencji żartobliwej, a tak poważnie zastanawiam się ile wody w Wiśle jeszcze upłynie, zanim zmienią sie poglądy części wędkarzy w kwestii "brania" i zmieni się ich świadomość. Jak już wcześniej pisałem, nie jestem ekstremistą w kwestii wypuszczania wszystkich złowionych ryb, chociażby z tego powodu, że lubię posmakować smaku rybki i dlatego czasem je wypuszczam a czasem zabieram. Natomiast uważam, że złowione naprawdę duże okazy, po sfotografowaniu, aby było się czym pochwalić w domu i na www.wedkuje.pl powinno się je wypuścić, bo są one rzadkie i należy dac szansę spotkania z wielkę rybą innym wędkarzom.