ja niestety muszę powiedzieć, że moja wybranka ma to samo. troche sie złosci jak mam jechać nad wodę i np przesiedzieć całą noc. chyba nie ma sposobu na to żeby sie przekonały do tego. raz udało mi się zabrać ją na mazurach na wędkowanie to przez 30 min wytrzymała z wędką w ręku heh.
moim zdaniem nie ma co namawiac do łapania. Najlepiej jej zaproponowac inny sposob wypoczynku, ja łowie a Ty siedzisz w lesie i podziwiasz przyrode, opalasz sie, czytasz książke. Moja ze mną często jeździ, za dużo nei gada, prawie wcale bo wie że to mi przeszkadza, zresztą tez jedzie sie wyluzowac od tego hałasu. Po kilku wyjazdach sama sie zdecydowała i mnie poprosiła żebym jej dł pare razy porzucać wędką i o dziwo złapała kilka uklejek i całkiem sporą płotke :) I w tym momencie zależy czy się wciągnie czy nie. Ja osobiscie bym nie chciał zeby sie wciagneła, bo co wyjazd bym musial z Moją jeździc, a jednak wypad na rybki to wyizlowoanie sie na jakis czas:)
moim zdaniem nie ma co namawiac do łapania. Najlepiej jej zaproponowac inny sposob wypoczynku, ja łowie a Ty siedzisz w lesie i podziwiasz przyrode, opalasz sie, czytasz książke. Moja ze mną często jeździ, za dużo nei gada, prawie wcale bo wie że to mi przeszkadza, zresztą tez jedzie sie wyluzowac od tego hałasu. Po kilku wyjazdach sama sie zdecydowała i mnie poprosiła żebym jej dł pare razy porzucać wędką i o dziwo złapała kilka uklejek i całkiem sporą płotke :) I w tym momencie zależy czy się wciągnie czy nie. Ja osobiscie bym nie chciał zeby sie wciagneła, bo co wyjazd bym musial z Moją jeździc, a jednak wypad na rybki to wyizlowoanie sie na jakis czas:)
też próbowałem z leżaczkiem, opalanie, spokój od dzieci i to chyba jeszcze mało powodów.
Ja jak swoją poznałem, to powiedziała; "następny po... wędkarz w rodzinie" i takie tam. Jak była w ciąży zabrałem ją nad wodę, zanęciłem i dałem wędkę w rękę (oczywiście sam jej zarzuciłem wędkę i to w najlepsze miejsce). Stanąłem obok niej i wędkowaliśmy razem. Rybki nawet dopisały, choć moja miała problem z zacięciem i wyholowaniem. Złowiła tylko jedną płotkę i już złapała bakcyla. Na pewno pomoże jak wspólny wypad na rybki potraktujesz jak randkę i na rybkach okażesz jej więcej zainteresowania iż własnej wędce. Bo nie zawsze kobieta lubi mieć konkurencję, a napewno nie w postaci jakiejś tam wędki. Połączyć to też możesz z jakimś piknikiem, gril lub coś w tym stylu. Ps. takie samo zdanie ma moja luba.
Od tamtej pory czasami jeździ ze mną na rybi, ja zaś z nią na grzybki. Robimy też wspólne wypady całą rodziną "Ja, żonka i 2 dzieci", tyle że wtedy nie tylko wędkowanie ale poprostu biwak.
Macie jakieś pomysły jak to zrobić, bo moja kobieta coś taka nieprzekonana do końca do takiej formy relaksu.
Zadam jedynie pytanie czy już byłą z Tobą na rybkach, jak nie to niech choć raz się wybierze, może się spodobać chociaż sam odpoczynek, a i może sama będzie chciała popróbować coś z wędką. Ja nie miałem problemu bo moja Pani lubi jeździć ogólnie nad wodę i tak wypoczywać, ale jak złowiła pierwszą rybkę w postaci karpika na Wiśle to już było pewne, że złapała bakcyla jak ja, a może nawet większego bo nie raz to Żonka mnie ciągnie na rybki gdzie czasami nie chce mi się bo zmęczenie daje się we znaki. No i to jest w tym dziwne, że dla mojej Pani nie ma jakiejś barykady pogodowej, czy zimno lub deszcz, płaszcze, parasole i nie ma, że mnie boli. :):):) MAm jechać i tyle. :):):)
Oj koledzy bardzo ciężki temat, moja pani na początku była zainteresowana, łowiła i to nawet z sukcesami jednak po jakimś czasie (w zasadzie bardzo szybko) znudziło sie. Wiadomo ze każdy wędkarz powinien być cierpliwy i tu jest właśnie haczyk. Do tego doszło jeszcze niezrozumienie typu "po co ty to kupujesz, a to bez zanęty nie będzie?". Pomijając już fakt kasy wydanej na wypad a jak dobrze wiemy nie jest to 10zł. I tak sie skonczyło wspólne wędkowanie bo ile razy można usłyszeć "kiedy wracamy" po 30 min wędkowania. Tak wiec moje hobby zostało wrzucone do koszyka "nigdy razem" i leży tuż obok "wspólne zakupy". :P:P:P
Wędkarstwo i kobita ,jedno z nich może i żelazo ale drugie magnesem do tego żelaza nie jest.Oczywiście od każdej reguły sa wyjątki. Moją nad wode wyciągnąć musiałem na siłę bo zapierała sie jak mogła a nic innego tylko marudziła jak jechałem z kumplami.Pewnej niedzieli wziąłem za fraki do samochodu,rozłożyłem leżaczek ,parasol żeby wiatr nie wiał ,stoliczek,kawka ,zrobiłem sniadanko i coś tam pozytywnego zaskoczyło. Potem kupiłem dla niej dobry namiot z bardzo dobrym śpiworem i zabrałem na wekend co było nie lada wyzwaniem ,ale sie spodobało. Widziała że pozytywnie sie na rybach zmieniam,zobaczyła że to naprawdę moje hobby i że na odludziu idzie fajnie w dobrych warunkach spędzić czas.Teraz często jeżdzimy na wypady ,niestety łowić nie dała sie przekonać ,ale robi zdięcia ,czyta w ciszy książki ,chodzi na spacerki ,dopinguje mi i komentuje rybki które łowie.Tak jakoś mi sie udało przekonać choć trochę do wspólnego pobytu nad wodą .
ja mam inny problem wrecz o 180 stopni moja kobieta bardzo chetnie chodzi ze mna na ryby ma swouje kije i tylko czeka zeby cos zalpac i powiedziec "widzisz tak sie lapie ryby" hehe nie do konca jestem pewien czy druga strona jest dobra na rybach hehe ale zawsze weselej:)
Ja również poległem, zabrałem małżonkę, na kilku godzinny wypad. Na początku zapowiadało się obiecująco, nawet zarzuciła koszyczkiem dalej niż ja ( nie miała skrupułów do mojego nowego feederka), ale po 30 min czar prysł. Najpierw poszła niby za potrzebą, ale wróciła po 30 min z zrywką grzybów, potem zapytała za ile jedziemy i po faworkach. Powiem szczerze że spróbował bym jeszcze raz, ale dodatkową przeszkodą są przepisy, a nie za bardzo mam pomysł gdzie jechać, gdzie nie PZW. pozdrawiam Jarek
Postrasz rozwodem.Tylko licz się z tym że jak Ona przejmie inicjatywę to ze strachu przed konsekwencjami to Ty przez długi czas nie pójdziesz na ryby,nawet sam.:)
Żonie trzeba powiedziec... nie ma jedzenia!!! Bedziesz jadla co zlapiesz... Odrazu bedzie chciala jechac na rybki, i jeszcze robakow nakopie :) Chyba tak zrobie...
w moim przypadku , ja muszę najpierw zwalczyć kręcenie nosem kiedy idę na ryby a co dopiero razem :) ale jest już maj i będzie chciała pojechać w plener się opalać lada dzień , więc gdzie jak nie nad wodę a jeśli nad wodę to grzech wędek nie zabrać :) małymi kroczkami nie na chama
jest jeszcze jedna opcja po prostu po powrocie z wędkowania tekst typu " ale dziś widziałem dupeczkę na rybach, tamę dalej łowiła sama , nie widziałem żeby ktoś z nią był ...sama dziewczyna na rybach może jutro też będzie :)" albo pojedzie z Tobą następnego dnia albo Ty nie pojedziesz w ogóle hehe
Ale po co? To zupełnie bez sensu. Na rybach się przecież odpoczywa, po co jeszcze ze sobą babę zabierać? Żonę to można do innych rzeczy namawiać ;)
Ja mało czasu spędzam ze swoja żoną, rano do roboty jadę- ona śpi, wracam jest wieczór- kąpanie i spać, także miło by było dużo więcej czasu spędzać, a najlepiej to wiadomo- (spokój, relaks).
Ciekawe, czy Wy tak łatwo byście się dali namówić swoim żonom do haftowania, szycia garsonek samemu, czy mycia okien? :)))))))))))))
Ja pucuje okna hahahaha szyć garsonek nie szyłem, ale inne rzeczy i owszem::):)
Prawdziwy facet powinien być samodzielny sam powinien uprać, uprasować, wysprzątać, ugotować i zaskoczyć w kuchni żonkę.
Masz rację, powinien umieć większość rzeczy zrobić, ale niekoniecznie to robić i tylko nie haftować! :))))) Ale wolę jak to żona mnie zaskakuje, a nie ja żonę. Jak miałem staż małżeński taki jak Ty Tomaszku, to tez tak ćwierkałem i twierdziłem. Zdanie zmieniłem juz jakieś 10 lat temu. :))))) Ona mi samochodu nie naprawi, w domu nie zrobi remontu, kranu, kibla, mebli, innych rzeczy nie naprawi itd, ja tak. A zaskoczyć kobiety w kuchni, to żadna nowość, bo nie od dziś wiadomo, że najlepszymi kucharzami na świecie są mężczyźni, a nie kobiety. Także bez przesady z tym robieniem wszystkiego, są jakieś granice i podział obowiązków domowych i "płciowych". :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
O! I to jest zdrowe podejscie Pana domu do spraw podziału obowiązków. No niestety tak jest stworzony ten świat. Od zarania dziejów kobieta doglądała gospodarstwa, jaskini, gotowała, a facet utrzymywał, karmił i bronił jaskini :)
Ja tam swojej żony nie muszę długo namawiać na wypad na rybki bo sama lubi połowić. Jak jest ładna pogoda to sama się czasem zapyta czy jedziemy nad wodę. Wedkowanie jej nawet nieźle wychodzi, tylko robaki muszę jej zakładać na haczyk. Jest też jeden problem, że za nic nie można wybrać się z nią z samego rana 4-5 tylko najwcześniej o 9-tej jak się wyśpi.
Oj, to zonk. O 9 to wielu juz wraca z rybek :)))) Ale to i dobrze i źle, że żony niektóre lubią łowić, bo wtedy facet nie może pobyć sam na sam ze swoją pasją. Ja jestem samotnym wilkiem i wolę polować samotnie.
Macie jakieś pomysły jak to zrobić, bo moja kobieta coś taka nieprzekonana do końca do takiej formy relaksu.
graniczy to z cudem.....ja spasowałem jeśli zechce to niech to wyjdzie od niej
ja niestety muszę powiedzieć, że moja wybranka ma to samo. troche sie złosci jak mam jechać nad wodę i np przesiedzieć całą noc. chyba nie ma sposobu na to żeby sie przekonały do tego. raz udało mi się zabrać ją na mazurach na wędkowanie to przez 30 min wytrzymała z wędką w ręku heh.
a po co brac zone na wode ?
a po co brac zone na wode ?
a no żeby przynajmniej nie mówiła że na panienki się jeździ, hehe :P
moim zdaniem nie ma co namawiac do łapania. Najlepiej jej zaproponowac inny sposob wypoczynku, ja łowie a Ty siedzisz w lesie i podziwiasz przyrode, opalasz sie, czytasz książke. Moja ze mną często jeździ, za dużo nei gada, prawie wcale bo wie że to mi przeszkadza, zresztą tez jedzie sie wyluzowac od tego hałasu. Po kilku wyjazdach sama sie zdecydowała i mnie poprosiła żebym jej dł pare razy porzucać wędką i o dziwo złapała kilka uklejek i całkiem sporą płotke :) I w tym momencie zależy czy się wciągnie czy nie. Ja osobiscie bym nie chciał zeby sie wciagneła, bo co wyjazd bym musial z Moją jeździc, a jednak wypad na rybki to wyizlowoanie sie na jakis czas:)
Ja nie wiem jak to się stało ale moja już by chciała jechać nad wodę na 3-4 dni.Lubi jeździć a plus jest taki że sam kucharzyć nie muszę
graniczy to z cudem.....ja spasowałem jeśli zechce to niech to wyjdzie od niej
Może i cud , a Mi się udało !!! I Życzę Wam powodzenia .
moim zdaniem nie ma co namawiac do łapania. Najlepiej jej zaproponowac inny sposob wypoczynku, ja łowie a Ty siedzisz w lesie i podziwiasz przyrode, opalasz sie, czytasz książke. Moja ze mną często jeździ, za dużo nei gada, prawie wcale bo wie że to mi przeszkadza, zresztą tez jedzie sie wyluzowac od tego hałasu. Po kilku wyjazdach sama sie zdecydowała i mnie poprosiła żebym jej dł pare razy porzucać wędką i o dziwo złapała kilka uklejek i całkiem sporą płotke :) I w tym momencie zależy czy się wciągnie czy nie. Ja osobiscie bym nie chciał zeby sie wciagneła, bo co wyjazd bym musial z Moją jeździc, a jednak wypad na rybki to wyizlowoanie sie na jakis czas:)
też próbowałem z leżaczkiem, opalanie, spokój od dzieci i to chyba jeszcze mało powodów.
Ja jak swoją poznałem, to powiedziała; "następny po... wędkarz w rodzinie" i takie tam. Jak była w ciąży zabrałem ją nad wodę, zanęciłem i dałem wędkę w rękę (oczywiście sam jej zarzuciłem wędkę i to w najlepsze miejsce). Stanąłem obok niej i wędkowaliśmy razem. Rybki nawet dopisały, choć moja miała problem z zacięciem i wyholowaniem. Złowiła tylko jedną płotkę i już złapała bakcyla.
Na pewno pomoże jak wspólny wypad na rybki potraktujesz jak randkę i na rybkach okażesz jej więcej zainteresowania iż własnej wędce. Bo nie zawsze kobieta lubi mieć konkurencję, a napewno nie w postaci jakiejś tam wędki. Połączyć to też możesz z jakimś piknikiem, gril lub coś w tym stylu.
Ps. takie samo zdanie ma moja luba.
Od tamtej pory czasami jeździ ze mną na rybi, ja zaś z nią na grzybki. Robimy też wspólne wypady całą rodziną "Ja, żonka i 2 dzieci", tyle że wtedy nie tylko wędkowanie ale poprostu biwak.
Ale swoją?
Ale swoją?
jak narazie to swoją.
Macie jakieś pomysły jak to zrobić, bo moja kobieta coś taka nieprzekonana do końca do takiej formy relaksu.
Zadam jedynie pytanie czy już byłą z Tobą na rybkach, jak nie to niech choć raz się wybierze, może się spodobać chociaż sam odpoczynek, a i może sama będzie chciała popróbować coś z wędką. Ja nie miałem problemu bo moja Pani lubi jeździć ogólnie nad wodę i tak wypoczywać, ale jak złowiła pierwszą rybkę w postaci karpika na Wiśle to już było pewne, że złapała bakcyla jak ja, a może nawet większego bo nie raz to Żonka mnie ciągnie na rybki gdzie czasami nie chce mi się bo zmęczenie daje się we znaki. No i to jest w tym dziwne, że dla mojej Pani nie ma jakiejś barykady pogodowej, czy zimno lub deszcz, płaszcze, parasole i nie ma, że mnie boli. :):):) MAm jechać i tyle. :):):)
Próbuj może się uda trzymam kciuki.:):):)
ja wraz z rozpoczęciem sezonu mam Niemcy w domu, dla tego też zrezygnowałem z łowienia z lodu,żeby mięć odrobinę spokoju, żeby chociaż w zimę gmerała
Ja żony sąsiada nie muszę namawiać :)
Ja żony sąsiada nie muszę namawiać :)
ale do czego :)
Ja żony sąsiada nie muszę namawiać :)
ale do czego :)
no jak to, ktoś robaka musi trzymać ;)
cuz ja zonaty jeszcze nie jestem ale moja dziewczyna chetnie jezdzi ze mna na ryby i lowi nawet jej to idzie jedyne czego sie brzydzi to bialy robak:)
Oj koledzy bardzo ciężki temat, moja pani na początku była zainteresowana, łowiła i to nawet z sukcesami jednak po jakimś czasie (w zasadzie bardzo szybko) znudziło sie. Wiadomo ze każdy wędkarz powinien być cierpliwy i tu jest właśnie haczyk. Do tego doszło jeszcze niezrozumienie typu "po co ty to kupujesz, a to bez zanęty nie będzie?". Pomijając już fakt kasy wydanej na wypad a jak dobrze wiemy nie jest to 10zł. I tak sie skonczyło wspólne wędkowanie bo ile razy można usłyszeć "kiedy wracamy" po 30 min wędkowania. Tak wiec moje hobby zostało wrzucone do koszyka "nigdy razem" i leży tuż obok "wspólne zakupy". :P:P:P
cuz ja zonaty jeszcze nie jestem ale moja dziewczyna chetnie jezdzi ze mna na ryby i lowi nawet jej to idzie jedyne czego sie brzydzi to bialy robak:)
Hehe, co do tego białego robaka to moja pani nie brzydziła sie dopóki nie powiedziałem jej co to jest:P
białych robaków to ja się brzydzę:)
Zapytajcie łowiące kobiety o to, a nie plotkujecie między sobą :D
Wędkarstwo i kobita ,jedno z nich może i żelazo ale drugie magnesem do tego żelaza nie jest.Oczywiście od każdej reguły sa wyjątki.
Moją nad wode wyciągnąć musiałem na siłę bo zapierała sie jak mogła a nic innego tylko marudziła jak jechałem z kumplami.Pewnej niedzieli wziąłem za fraki do samochodu,rozłożyłem leżaczek ,parasol żeby wiatr nie wiał ,stoliczek,kawka ,zrobiłem sniadanko i coś tam pozytywnego zaskoczyło. Potem kupiłem dla niej dobry namiot z bardzo dobrym śpiworem i zabrałem na wekend co było nie lada wyzwaniem ,ale sie spodobało. Widziała że pozytywnie sie na rybach zmieniam,zobaczyła że to naprawdę moje hobby i że na odludziu idzie fajnie w dobrych warunkach spędzić czas.Teraz często jeżdzimy na wypady ,niestety łowić nie dała sie przekonać ,ale robi zdięcia ,czyta w ciszy książki ,chodzi na spacerki ,dopinguje mi i komentuje rybki które łowie.Tak jakoś mi sie udało przekonać choć trochę do wspólnego pobytu nad wodą .
ja mam inny problem wrecz o 180 stopni moja kobieta bardzo chetnie chodzi ze mna na ryby ma swouje kije i tylko czeka zeby cos zalpac i powiedziec "widzisz tak sie lapie ryby" hehe nie do konca jestem pewien czy druga strona jest dobra na rybach hehe ale zawsze weselej:)
Ja również poległem, zabrałem małżonkę, na kilku godzinny wypad. Na początku zapowiadało się obiecująco, nawet zarzuciła koszyczkiem dalej niż ja ( nie miała skrupułów do mojego nowego feederka), ale po 30 min czar prysł. Najpierw poszła niby za potrzebą, ale wróciła po 30 min z zrywką grzybów, potem zapytała za ile jedziemy i po faworkach. Powiem szczerze że spróbował bym jeszcze raz, ale dodatkową przeszkodą są przepisy, a nie za bardzo mam pomysł gdzie jechać, gdzie nie PZW.
pozdrawiam Jarek
Ja żony sąsiada nie muszę namawiać :)
ale do czego :)
no jak to, ktoś robaka musi trzymać ;)
robaka? chyba weza :)))
sprobuj zorganizowac jakis piknik...
kocyk,kawa do termosu,gril,winko lub piwko (zalezy co lubi zona) itd...
ps.kierowca nie pije :) !!!
Postrasz rozwodem.Tylko licz się z tym że jak Ona przejmie inicjatywę to ze strachu przed konsekwencjami to Ty przez długi czas nie pójdziesz na ryby,nawet sam.:)
Ciekawe, czy Wy tak łatwo byście się dali namówić swoim żonom do haftowania, szycia garsonek samemu, czy mycia okien? :)))))))))))))
Żonie trzeba powiedziec... nie ma jedzenia!!!
Bedziesz jadla co zlapiesz...
Odrazu bedzie chciala jechac na rybki, i jeszcze robakow nakopie :)
Chyba tak zrobie...
w moim przypadku , ja muszę najpierw zwalczyć kręcenie nosem kiedy idę na ryby a co dopiero razem :) ale jest już maj i będzie chciała pojechać w plener się opalać lada dzień , więc gdzie jak nie nad wodę a jeśli nad wodę to grzech wędek nie zabrać :) małymi kroczkami nie na chama
jest jeszcze jedna opcja po prostu po powrocie z wędkowania tekst typu " ale dziś widziałem dupeczkę na rybach, tamę dalej łowiła sama , nie widziałem żeby ktoś z nią był ...sama dziewczyna na rybach może jutro też będzie :)" albo pojedzie z Tobą następnego dnia albo Ty nie pojedziesz w ogóle hehe
Ale po co? To zupełnie bez sensu. Na rybach się przecież odpoczywa, po co jeszcze ze sobą babę zabierać? Żonę to można do innych rzeczy namawiać ;)
Do innych "rzeczy" namawiac...Hm.A co do pytania jak...to najlepiej poszukac sobie takiej co wędkuje (wiem że to trudne) i będzie o.k.
Ciekawe, czy Wy tak łatwo byście się dali namówić swoim żonom do haftowania, szycia garsonek samemu, czy mycia okien? :)))))))))))))
Ja pucuje okna hahahaha szyć garsonek nie szyłem, ale inne rzeczy i owszem::):)
Prawdziwy facet powinien być samodzielny sam powinien uprać, uprasować, wysprzątać, ugotować i zaskoczyć w kuchni żonkę.
Ciekawe, czy Wy tak łatwo byście się dali namówić swoim żonom do haftowania, szycia garsonek samemu, czy mycia okien? :)))))))))))))
Ja pucuje okna hahahaha szyć garsonek nie szyłem, ale inne rzeczy i owszem::):)
Prawdziwy facet powinien być samodzielny sam powinien uprać, uprasować, wysprzątać, ugotować i zaskoczyć w kuchni żonkę.
pewnie że tak, samodzielność jest wręcz wskazana!
Ale po co? To zupełnie bez sensu. Na rybach się przecież odpoczywa, po co jeszcze ze sobą babę zabierać? Żonę to można do innych rzeczy namawiać ;)
święte słowa
Ale po co? To zupełnie bez sensu. Na rybach się przecież odpoczywa, po co jeszcze ze sobą babę zabierać? Żonę to można do innych rzeczy namawiać ;)
Ja mało czasu spędzam ze swoja żoną, rano do roboty jadę- ona śpi, wracam jest wieczór- kąpanie i spać, także miło by było dużo więcej czasu spędzać, a najlepiej to wiadomo- (spokój, relaks).
Ciekawe, czy Wy tak łatwo byście się dali namówić swoim żonom do haftowania, szycia garsonek samemu, czy mycia okien? :)))))))))))))
Ja pucuje okna hahahaha szyć garsonek nie szyłem, ale inne rzeczy i owszem::):)
Prawdziwy facet powinien być samodzielny sam powinien uprać, uprasować, wysprzątać, ugotować i zaskoczyć w kuchni żonkę.
Masz rację, powinien umieć większość rzeczy zrobić, ale niekoniecznie to robić i tylko nie haftować! :))))) Ale wolę jak to żona mnie zaskakuje, a nie ja żonę. Jak miałem staż małżeński taki jak Ty Tomaszku, to tez tak ćwierkałem i twierdziłem. Zdanie zmieniłem juz jakieś 10 lat temu. :))))) Ona mi samochodu nie naprawi, w domu nie zrobi remontu, kranu, kibla, mebli, innych rzeczy nie naprawi itd, ja tak. A zaskoczyć kobiety w kuchni, to żadna nowość, bo nie od dziś wiadomo, że najlepszymi kucharzami na świecie są mężczyźni, a nie kobiety. Także bez przesady z tym robieniem wszystkiego, są jakieś granice i podział obowiązków domowych i "płciowych". :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
No Maćku można i tak wiadomo jest iż w małżeństwie obowiązki dzielimy na pół.
Ona gotuje JA jem
Ona prasuje Ja mnę
Ona Pierzę Ja brudzę
Ona sprząta Ja bałaganie.
Podział jest równy na 50%. :):):))
O! I to jest zdrowe podejscie Pana domu do spraw podziału obowiązków. No niestety tak jest stworzony ten świat. Od zarania dziejów kobieta doglądała gospodarstwa, jaskini, gotowała, a facet utrzymywał, karmił i bronił jaskini :)
No Maćku można i tak wiadomo jest iż w małżeństwie obowiązki dzielimy na pół.
Ona gotuje JA jem
Ona prasuje Ja mnę
Ona Pierzę Ja brudzę
Ona sprząta Ja bałaganie.
Podział jest równy na 50%. :):):))
Dodam jeszcze że; Ona wydaje Ty zarabiasz.
No Maćku można i tak wiadomo jest iż w małżeństwie obowiązki dzielimy na pół.
Ona gotuje JA jem
Ona prasuje Ja mnę
Ona Pierzę Ja brudzę
Ona sprząta Ja bałaganie.
Podział jest równy na 50%. :):):))
Dodam jeszcze że; Ona wydaje Ty zarabiasz.
Mireczku, a tak było pięknie...
Wiem, zepsułem to.....przepraszam :))
Mirek! Do garów za karę i masz góre prasowania!
Mirek! Do garów za karę i masz góre prasowania!
Proszę....... ja już nie będę , ja nie wyjdę przed szereg :))
A można to prasowanie zamienić na coś innego ?
Haft łowicki na kazdym wędkarskim Twoim ciuchu.
Haft łowicki na kazdym wędkarskim Twoim ciuchu.
Z dwojga złego wybieram wędkowanie.........hehehehe
Haft łowicki na kazdym wędkarskim Twoim ciuchu.
Z dwojga złego wybieram wędkowanie.........hehehehe
Z haftem łowickim na porach........ok.
Ja tam swojej żony nie muszę długo namawiać na wypad na rybki bo sama lubi połowić. Jak jest ładna pogoda to sama się czasem zapyta czy jedziemy nad wodę. Wedkowanie jej nawet nieźle wychodzi, tylko robaki muszę jej zakładać na haczyk. Jest też jeden problem, że za nic nie można wybrać się z nią z samego rana 4-5 tylko najwcześniej o 9-tej jak się wyśpi.
Oj, to zonk. O 9 to wielu juz wraca z rybek :)))) Ale to i dobrze i źle, że żony niektóre lubią łowić, bo wtedy facet nie może pobyć sam na sam ze swoją pasją. Ja jestem samotnym wilkiem i wolę polować samotnie.