Proszę kolegów o spokojną normalną dyskusję w tym temacie.
Wracając do mojego pytania to właśnie o co chodzi z tym wypełnianiem bo nie bardzo wiem gdzie ten mój rejestr później ląduje. Ktoś to czyta, sprawdza, wyciąga jakieś wnioski?
Proszę jeśli ktoś wie co się dzieje póżniej z moim rejestrem niech to opisze i mi prostemu człowiekowi wytłumaczy.
Jest to nic innego jak nieudolna próba monitorowania pogłowia ryb w naszych wodach. Na podstawie takich rejestrów podobno się szacuje potrzeby na zarybienia itp. To w ogóle nie działa bo ludzie jeśli już w ogóle piszą coś w tych rejestrach to przeważnie głupoty na poczekaniu. Także w zaistniałej sytuacji takie rejestry oprócz biurokracji i zamętu nic nie wnoszą.
Rejestry są zbierane i z nich wszystkich robiona jest tabela zbiorcza. Na każdej stronie PZW danego okręgu powinna być udostępniana taka tabela za poprzednie lata.
Dzięki temu okręg jak i poszczególne koła wiedzą na jakie ryby w jakich zbiornikach jest największa presja i czym zarybiać.
Alek zgoda ale jak można z tych rejestrów wyciągnąć żetelne informacje jeśli w jednych regionach (okregach) wpisujemy ryby w trakcie łowienia, a w innych tak jak mój po?
Zakładam taką sytuację:
Od rana złowiłem 8 płotek (wypuściłem) i jednego leszcza. Wpisałem jednego leszcza bo nie lubię płoci.
Może część kolegów z twojego okręgu zrobiła podobnie? I jakie wówczas wnioski płyną z rejestrów? Sam leszcz i nic więcej?
Thunder nie jest tak źle bo również przy odpowiednio częstych kontrolach odpowiednich służb (z czym jest niestety słabo) wymuszają nie jako trzymanie przynajmniej dobowych limitów.
Kolego Jack14. Tu chodzi o to, że wpisywać należy te ryby które zostały zabrane do domu. Wtedy teoretycznie wiadomo jakich ryb ubyło i jakie należy uzupełnić zarybieniami. Ryby złowione i wypuszczone nie muszą trafić do rejestru.
Thunder nie jest tak źle bo również przy odpowiednio częstych kontrolach odpowiednich służb (z czym jest niestety słabo) wymuszają nie jako trzymanie przynajmniej dobowych limitów.
Możesz sie z tym zgodzić?
Tu nie chodzi o limity i czy ich ktoś przestrzega czy nie. Pierwsza sprawa to taka, że koła do tej pory nie egzekwowały zwrotu rejestru na koniec sezonu. Nawet jeśli ktoś się pofatygował by wypełnić i oddać to często odbywało się wypełnianie rejestru na dzień przed oddaniem go. Czyli wpisywane były jedynie głupoty. Jest naprawdę niewielki ułamek wędkarzy którzy oddają takie rejestry. Wiem bo pracowałem przy pobieraniu opłata za znaczki i może co 20 wędkarz w ogóle oddawał wypełniony rejestr.
Jak na podstawie takiego czegoś można wyciągać wnioski?
Kolego Thunder wiem, że tak robiła "większość" w naszym regionie jak się dowiedzieli, ża za brak wypełnionego rejestru jest kara pieniężna to wpisywali byle co.
Ja jednak mam pewne obawy czy nie inaczej można interpretować statystyki (jeśli są prowadzone). Na zasadzie 5 wędkarzy po 10 linow na rok to tylko sam lin w wodzie pływa?
Zakladamy, że wpisywali to co zabrali, a co wypuścili? Żadna statystyka pozwalająca na podejmowanie decyzji co do istniejącego rybostanu i jego dalszego (zarybiania).
Kolego Thunder wiem, że tak robiła "większość" w naszym regionie jak się dowiedzieli, ża za brak wypełnionego rejestru jest kara pieniężna to wpisywali byle co.
Ja jednak mam pewne obawy czy nie inaczej można interpretować statystyki (jeśli są prowadzone). Na zasadzie 5 wędkarzy po 10 linow na rok to tylko sam lin w wodzie pływa?
Zakladamy, że wpisywali to co zabrali, a co wypuścili? Żadna statystyka pozwalająca na podejmowanie decyzji co do istniejącego rybostanu i jego dalszego (zarybiania).
Tak czy nie?
To nie chodzi o to by wywnioskować na podstawie rejestrów co pływa w wodzie. Chodziło o to by wiedzieć co zostało wyłowione. Czyli jeżeli ktoś napisał, że złowił 10 linów to znak że należy kolejne 10 wpuścić(ilość podałem obrazowo).
Kolego Thunder wiem, że tak robiła "większość" w naszym regionie jak się dowiedzieli, ża za brak wypełnionego rejestru jest kara pieniężna to wpisywali byle co.
Ja jednak mam pewne obawy czy nie inaczej można interpretować statystyki (jeśli są prowadzone). Na zasadzie 5 wędkarzy po 10 linow na rok to tylko sam lin w wodzie pływa?
Zakladamy, że wpisywali to co zabrali, a co wypuścili? Żadna statystyka pozwalająca na podejmowanie decyzji co do istniejącego rybostanu i jego dalszego (zarybiania).
Tak czy nie?
Żadne to wiarygodne źródło ten rejestr. Z jednej strony skoro wędkarze biorą same liny można wywnioskować że w wodzie pływa tylko lin, można też wywnioskować że lina już pewnie nie ma bo wyłowiony, lub można wywnioskować, że wędkarzom smakują tylko liny.
No właśnie Thunder idąc dalej to nie można zarybiać np. jeden do jednego nie jako utrzymywać stan tylko należy wiedzieć czego jest za dużo, a czego za mało w tej czy innej wodzie. Utrzymanie rybostanu w odpowiedniej równowadze jest dość skomplikowane jeśli mam na myśli rzeka Odra to już też nie mam wiele do powiedzenia.
Rejestry są zbierane i z nich wszystkich robiona jest tabela zbiorcza. Na każdej stronie PZW danego okręgu powinna być udostępniana taka tabela za poprzednie lata.
Dzięki temu okręg jak i poszczególne koła wiedzą na jakie ryby w jakich zbiornikach jest największa presja i czym zarybiać.
Sęk w tym kolego że PZW zasłania się operatami .w operacie jest zapis że muszą co rokuzarybić daną ilością ryb jakiegoś gatunku i zarybiają bo muszą .Nikogo nie interesuję jakieś tam rejestry.Operat trwa cały okres dzierżawy danego zbiornika i przez ten czas zarybienia są takie same rok rocznie .
Dlatego podoba mi się zaostrzenie przepisu do rejestru połowu ryb, iż złowioną rybę przetrzymywaną w siatce uważa się za zabraną i trzeba wpisać ją w rejestr. Co idąc dalej nie ma kombinowania zamian a może złowię większą to tę mniejsza wypuszczę itd, a także co najważniejsze nie ma na celu męczenia ryb. Nic tak nie irytuje jak pełna siata ryb trzymanych przez cały dzien by później w całej okazałości podnieść i z walnąć całość do wody z krzykiem C&R.
Nie bierzesz puść, bierzesz wpisz. Mi jakoś to nie przeszkadza.
Ja tylko przytocz słowa pana
Rzecznika Prasowego PZW , które napisał
w odpowiedzi o interpretacje przepisu 3,11 – cytat: ,, Do
rejestru, jak sama nazwa wskazuje, wpisujemy połowy, a więc te ryby, które
stały się pożytkami z danej wody i zostały złowione po to by je zabrać, wycofać
z wody. Rejestr służy do oceny ubytków w rybostanie danej wody (obwodu
rybackiego), a także efektów presji wędkarskiej oraz struktury rybostanu, a
więc zebrania informacji ważnych z punktu widzenia gospodarki rybackiej w danym
obwodzie rybackim.”
A czy one wszędzie są jednakowo traktowane to już
inna bajka .
Moje zdanie jest takie: Rejestry to wymysł żeby zedrzeć z nas kasę a do niczego nie są potrzebne.
Siatka to też wymysł na potrzeby sportowców. Ja jak chcę wziąć rybę strzelam jej w łeb i koniec. A nie trzymam ryb w siatce z nadzieją na lepsze czasy...
Kol.Jack14 masz prawo mieć takie a nie inne zdanie, lecz regulamin mówi wyrażnie co można a co nie i jego należy przestrzegać, a z tym przestrzeganiem wiemy wszyscy jak jest szczególnie w realu.............. heheheh nie czarujmy się ! Jak ktoś już w podobnym wątku napisał " trzeba nawet umieć znaki interpunkcyjne dobrze odczytywać a regulamin będzie jasny i przejrzysty "
Sęk w tym kolego że PZW zasłania się operatami .w operacie jest zapis że muszą co rokuzarybić daną ilością ryb jakiegoś gatunku i zarybiają bo muszą .Nikogo nie interesuję jakieś tam rejestry.Operat trwa cały okres dzierżawy danego zbiornika i przez ten czas zarybienia są takie same rok rocznie .
Świeta prawda kolego . Operat jest częścią umowy , to on określa czym i w jakich ilościach daną wodę zarybiamy ,a nie jakieś rejestry.
PZW wprowadziło rejestry aby wszystko świadczyło o tym jak prowadzą racjonalną gospodarkę ,pełny monitoring a niektórzy mówią nawet że to posłuży do zlikwidowania rybactwa (hahhahhah)
Sęk w tym kolego że PZW zasłania się operatami .w operacie jest zapis że muszą co rokuzarybić daną ilością ryb jakiegoś gatunku i zarybiają bo muszą .Nikogo nie interesuję jakieś tam rejestry.Operat trwa cały okres dzierżawy danego zbiornika i przez ten czas zarybienia są takie same rok rocznie .
Świeta prawda kolego . Operat jest częścią umowy , to on określa czym i w jakich ilościach daną wodę zarybiamy ,a nie jakieś rejestry.
PZW wprowadziło rejestry aby wszystko świadczyło o tym jak prowadzą racjonalną gospodarkę ,pełny monitoring a niektórzy mówią nawet że to posłuży do zlikwidowania rybactwa (hahhahhah)
Sęk w tym kolego że PZW zasłania się operatami .w operacie jest zapis że muszą co rokuzarybić daną ilością ryb jakiegoś gatunku i zarybiają bo muszą .Nikogo nie interesuję jakieś tam rejestry.Operat trwa cały okres dzierżawy danego zbiornika i przez ten czas zarybienia są takie same rok rocznie .
Świeta prawda kolego . Operat jest częścią umowy , to on określa czym i w jakich ilościach daną wodę zarybiamy ,a nie jakieś rejestry.
PZW wprowadziło rejestry aby wszystko świadczyło o tym jak prowadzą racjonalną gospodarkę ,pełny monitoring a niektórzy mówią nawet że to posłuży do zlikwidowania rybactwa (hahhahhah)
Myślę, że za wcześnie na zamykanie wątku. Cóż stoi na przeszkodzie aby kontynuować temat, który jest dość kontrowersyjny. Wydaje mi się że warto poznać opinie wędkarzy w tej sprawie. Zawsze uważałem, że pobyt nad wodą to rekreacja a nie biurokracja. Niedługo trzeba będzie zabierać ze sobą na ryby prawnika albo księgowego. To nie jest dobry kierunek.
http://www.youtube.com/watch?v=shHbJLBs4Mg Wypowiedź Piotra Ziółkowskiego powinna wytłumaczyć po co są rejestry i jak powinno się karać i traktować niewypełnienie. Poza tym wypowiada się bardzo rzeczowo o tym co się dzieje na naszych wodach. Popieram go całkowicie. Miłego oglądania :)
Po to mamy przepisy RAPR i Ustawy Państwowej , żeby te rejestry wypełniać .
Możemy jedynie sobie dyskutować i nawet zbierać przepisy przeciw rejestrom , ale decyzje muszą być również głosowane na Walnych Sprawozdawczych Zebraniach Kół , Okręgów ......................... Ale na te zebrania przychodzi około 10 % wędkarzy !!!
Może można by jakoś zmienić RAPR , ale Ustawy Zgodnej z Unią Europejską już nie .
Po wysłuchaniu wypowiedzi Pana Ziółkowskiego dochodzę do
wniosku, że wędkarze to wyłącznie kłusownicy oraz masowi
"eksterminatorzy" ryb i innych stworzeń pływających w naszych wodach.
Wędkuję od ponad 30 lat jednak tylko ok. 20 - 25 dni w roku (w porywach) a nie
180-200 (jak autor), a większość ryb wypuszczam (jak widać na moim zdjęciu).
Nie zaobserwowałem masowego kłusownictwa ani zabierania do domu wszystkiego co
pływa i ma ogon. Wyliczenia przedstawione przez autora zawierają zwykłe błędy
merytoryczne. Oczywiście, jeżeli są takie przypadki należy je potępiać i
eliminować. Jednak wrzucanie do jednego worka większości normalnych (czytaj
uczciwych) wędkarzy oraz zwykłych kłusowników jest dużym nadużyciem. A
określenie wędkarstwa jako mordowanie ryb - nie na miejscu. Nie wiem skąd tyle
zawiści a wręcz nienawiści do innych użytkowników wody. Widocznie wędkuję w
innym kraju :(.
Wyjeżdżam raz w roku na Pomorze Zachodnie. Zdarza mi się raz lub dwa razy
wybrać tam na ryby. Czy mam z powodu braku jakiś porozumień międzyokręgowych
jako Członek PZW ponosić jakieś dodatkowe opłaty? To jest obłęd i najwyższy
czas się opamiętać.
Co do rejestrów połowów – to aby wyciągnąć
sensowne wnioski z danych uzyskanych w wyniku badań lub pomiarów (a
takimi podobno mają być rejestry połowów) – badania takie muszą prowadzone być według
ściśle określonych zasad (zasad naukowych). Mogą być wykonane wyłącznie przez wyspecjalizowane
instytucje lub grupy osób specjalnie do tego przeszkolonych. W przeciwnym razie
takie „dane” można sobie od razu wrzucić
do kosza, a wyciąganie z nich jakikolwiek wniosków jest po prostu naiwne. Można do tego zadania ewentualnie zaangażować
wędkarzy (pasjonatów,) omawiając z nimi potrzebę i cel takiego przedsięwzięcia
i przeprowadzając odpowiednie szkolenie. Wtedy oprócz ryb zabranych z łowiska można
by także uzyskać dane na temat ryb złowionych i wypuszczonych do wody i wiele
innych dodatkowych informacji. Można by
się spodziewać w miarę rzeczywistych wyników i o wiele szerszych wyników. Bazowanie
w tym celu na karach i represjach prowadzi do nikąd.
Od zwalczania nieuczciwego procederu (przez kłusowników a
nie wędkarzy) są odpowiednie służby do tego powołane - Straż Rybacka itp. :(
Zmuszony przepisami, na temat których mam swoje zdanie,
wypełniam rejestry połowów , jednak w tym roku nie pojechałem na ryby na Pomorzu
Zachodnim (brak jakiegoś porozumienia).
No cóż,
po wysłuchaniu tego Pana na filmie wiem, że u Niego nigdy i niczego nie kupię. Chciał
zaistnieć (zareklamować się), a wyszło jak zwykle dla socjalisty – głupio.
Pan
socjalista jak wszyscy socjaliści i komuniści chcą kontrolować, karać,
zabraniać, wydawać uprawnienia. Ja robię na przekór takim osobnikom i choćby
nigdy nie wypełniam rejestru, (jeśli to robię, to dla jaj wpisuję, że „przebywające
ze mną kormorany zjadły niepoliczoną przeze mnie ilość ryb wagowo i ilościowo”,
lub „ładne zwierzę wodne rozpruło mi siatkę i zniszczyło kilka ryb, ale nie
znana jest mi ilość ryb zjedzonych poza siatką”). Ten sarkazm jest oczywiście
uzasadniony, bo tylko wyjęcie siecią ryb przez specjalistę w celach kontrolnych
umożliwia zbadanie populacji ryb, jak i ich kondycji zdrowotnej. Czyli rejestry, to wymysł idioty.
Następna
sprawa. Pieniądze, które wpłacam w zarządzie nie są na pensje darmozjadów
sbeków, milicjantów i innych towarzyszy poupychanych na ciepłych posadkach i
nie płacę za „ZEZWOLENIE”, bo od nikogo żadnego zezwolenia nie potrzebuję, ale
płacę, czyli dokładam się do kosztów zarybiania i utrzymania wody, w której
łowię. Czyli
domagam się, aby cała moja „składka” przeznaczona była na opiekę wód, a nie
pensje tych, co nic nie robią tylko wymyślają nowe idiotyczne „przepisy”.
(Zarzut nie dotyczy zarządów najniższego szczebla, których "członkowie" są prawdziwymi pasjonatami pracującymi ciężko za darmochę).
Co do
zarzutów wobec Wędkarzy. Przykład: Jeśli Panie socjalisto jedziesz tramwajem
czy autobusem, to czemu nie pierdzisz, chociaż ci się chce? Ano nie robisz tego
bo dostaniesz karę, tylko dlatego, że nie wypada. Jest to zasada.
Jeśli
mówimy o zasadach, to zasadą jest, że rybę mogę wziąć tylko taką, która chociaż
raz się wytarła. Teraz należy zrobić badania naukowe, gdzie określi się
wielkość ryby danego gatunku kiedy przystępuje do tarła ( przykładowo sandacz
40 cm, dodajemy 5 cm dla pewności) i wiemy, że sandacza 45 cm mogę wziąć. Ale
głupi socjalista chce limitu 70 cm. Dlaczego? Bo jest głupi a nie dlatego, że
ma to uzasadnienie.
Podobnie
górny wymiar. Ja nie biorę dużych ryb, bo są zbyt cenne, czyli taki okoń,
którego złowiłem wczoraj musiał żyć kilkanaście lat, by dożyć tego pięknego
wymiaru. Nie muszę zjadać tego okonia. Podobną rybą w smaku jest dorsz, który jest
tańszy (w porównaniu z rybą złowioną w przeliczeniu na wartość sprzętu
wędkarskiego, czasu który na to poświęciłem), więc taki okoń nie ma dla mnie
wartości (właściwie ekonomicznie, to poniosłem same straty), poza przyjemnością
jego złowienia.
A za tydzień następny wędkarz będzie się cieszyć z jego
złowienia...
Czyli
regulamin jest tylko do tego (i inne zresztą tzw. prawa też), by znać wiedzę
określoną przez specjalistów, czyli ma być określonym kierunkiem postępowania
na podstawie rzetelnej wiedzy, a nie decyzji wszelkiej maści debili, komuchów, socjalistów
i dupokratów..
Generalnie, tok Twojego myslenia mi sie podoba, ale z nielicznymi wyjatkami. 1) Skoro cala skladka ma isc na ochrone wod, to z czego oplacisz np ichtiologa ktory wg mnie jest potrzebny w kazdym okregu. Z czego oplacisz kogos, kto zatrudni tego ichtiologa, z czego oplacisz lokal w ktorym ktos musi pobrac skladke od wedkarza na poczatku roku. Z czego oplacisz osobe w okregu ktora teoretycznie powinna odpowiedziec na pytania kogos kto bedzie z innego okregu i chcialby polowic na nie swoich wodach (pytania odnosnie oplat, przepisow itp). I tak mnozyc mozna w nieskonczonosc. Problemem wg mnie nie jest to ze skladki sa rozdzielane na rozne cele (nie tylko zarybienia i ochrone) ale to, ze ludzie ktorzy dostaja w lapy te pieniadze i nimi gospodaruja nie powinni nigdy tego robic. W wiekszosci przypadkow sa to ludzie kompletnie niekompetentni. 2) Czy przepisy moga byc umocowane tylko i wylacznie w racjonalnej wiedzy specjalistow ?. Wrocmy do tych okazow. Z ekonomicznego punku widzenia a takze ichtiologicznego ryby te nie maja racji bytu w naszych wodach. Nie stanowia wiekszej wartosci ani kulinarnej ani rozrodczej. A wiec gorne wymiary, patrzac na to w ten sposob nie sa potrzebne. Ale wiadomym jest ze wszyscy chcemy lowic okazy. I powiedzmy 20% (nie sadze ze wiecej) taki okaz wypusci do wody po zlowieniu. Ale zdecydowana wiekszosc, mimo racjonalnych przeslanek, da im w leb. Wg mnie zupelnie niepotrzebnie. I niestety dla tych powiedzmy 80% taki przepis jest konieczny, jesli chcemy aby wedkarstwo nie skonczylo sie na lowieniu narybku. Ty podchodzisz racjonalnie do wedkarstwa. Ten okazaly okon jest dla Ciebie zdobycza, takze potencjalna zdobycza (po wypuszczeniu masz szanse spotkac sie z nim w przyszlosci). Ale dla zdecydowanej wiekszosci - gwarantuje Ci to - jest to potencjalny obiad czy kolacja.
Generalnie, tok Twojego myslenia mi sie podoba, ale z nielicznymi wyjatkami. 1) Skoro cala skladka ma isc na ochrone wod, to z czego oplacisz np ichtiologa ktory wg mnie jest potrzebny w kazdym okregu. Z czego oplacisz kogos, kto zatrudni tego ichtiologa, z czego oplacisz lokal w ktorym ktos musi pobrac skladke od wedkarza na poczatku roku. Z czego oplacisz osobe w okregu ktora teoretycznie powinna odpowiedziec na pytania kogos kto bedzie z innego okregu i chcialby polowic na nie swoich wodach (pytania odnosnie oplat, przepisow itp). I tak mnozyc mozna w nieskonczonosc. Problemem wg mnie nie jest to ze skladki sa rozdzielane na rozne cele (nie tylko zarybienia i ochrone) ale to, ze ludzie ktorzy dostaja w lapy te pieniadze i nimi gospodaruja nie powinni nigdy tego robic. W wiekszosci przypadkow sa to ludzie kompletnie niekompetentni. 2) Czy przepisy moga byc umocowane tylko i wylacznie w racjonalnej wiedzy specjalistow ?. Wrocmy do tych okazow. Z ekonomicznego punku widzenia a takze ichtiologicznego ryby te nie maja racji bytu w naszych wodach. Nie stanowia wiekszej wartosci ani kulinarnej ani rozrodczej. A wiec gorne wymiary, patrzac na to w ten sposob nie sa potrzebne. Ale wiadomym jest ze wszyscy chcemy lowic okazy. I powiedzmy 20% (nie sadze ze wiecej) taki okaz wypusci do wody po zlowieniu. Ale zdecydowana wiekszosc, mimo racjonalnych przeslanek, da im w leb. Wg mnie zupelnie niepotrzebnie. I niestety dla tych powiedzmy 80% taki przepis jest konieczny, jesli chcemy aby wedkarstwo nie skonczylo sie na lowieniu narybku. Ty podchodzisz racjonalnie do wedkarstwa. Ten okazaly okon jest dla Ciebie zdobycza, takze potencjalna zdobycza (po wypuszczeniu masz szanse spotkac sie z nim w przyszlosci). Ale dla zdecydowanej wiekszosci - gwarantuje Ci to - jest to potencjalny obiad czy kolacja.
.........a coraz częściej tania nalewka albo paczka tanich fajek w handlu wymiennym.
dziwne, ze w latach 80-tych z lowisk zabierano prawie kazda rybe. pamietam, jak chodzilem z ojcem, czy dziadkiem na ryby. zawsze ryby zabieralismy i jakos ryb nie ubywalo. dodam, ze wtedy klusowalo sie wiecej i nikt tego nie ukrywal, ze stawia siaty i wyciaga po 100, czy wiecej kilo sandacza. w latach 90 w tych wodach wciaz byly ryby i klusownicy. wszystko zaczelo sie, gdy PZW zaczelo wody oddawac w dzierzawe. teraz moze na tych wodach sie nie klusuje, za to dzierzawca sam ciagnie tony ryb siatami, a o zarybianiu nie pamieta. ostatnio gadalem z pewnya osoba, ktora siedzi w pewnym gospodarstwie rybackim, do ktorego nalezy kilka jezior w naszej okolicy. sam przyznal, ze maja lewe" papiery na zarybianie akwenu. za dwa lata konczy im sie umowa o dzierzawe, tak samo jak ryby w tych wodach. akweny wroca w rece PZW, cos tam moze wpuszcza narybku, ktory podrosnie i za 4-5 lat zostanie wyciagniety przez nowego dzierzawce. wymiary min i max, jak najbardziej jestem za, ale z gornym dla szczupaka to przegial :) 80cm, to szczupak ok 3,5 kg. zacznijmy od tego, zeby zrobic porzadek na gorze w PZW, a pozniej porzadek z wedkarzami. tak sie sklada, ze mieszkam w okolicy, gdzie wod PZW jest duzo, wiec mam gdzie lowic. sa jednak miejsca, gdzie dookola jest masa jezior i prawie kazde nalezy do kogos innego. zeby miec pozwolenia na wszystkie potrzeba czasami ok 1000 pln na skladki dla krwiopijcow, ktorzy kase za pozwolenia wlewaja tylko do wlasnej kieszeni, do tego zarabiaja na rybach, ktore wyciagaja sieciami. skoro wedkarze wydaja tyle kasy na pozwolenia, to chca cos z tego miec. sama przyjemnosc pojscia na ryby, zasadzenie sie na nia i w koncu zlowienie jej czasami nie wystarcza. ostatnio na pewne jezioro w mojej okolicy za 3 dniowe pozwolenie lapania z lodki zaplacilem 100 pln, 70 dla mojego brata + 30 za doplate do lodki do mojego pozwolenia. bylismy 3 razy nad woda, wyciagnelismy 3 szczupaki (od 2 do 4kg) i wszystkie zabralismy. prawda taka, ze gdybym za te 3 dni zaplacil np 30pln, to nie mialbym cisnienia i pewnie 2 by wrocily do wody, bo za te 70 pln, ktore bym zaoszczedzil kupilbym ryby w sklepie.
wedkarstwo, to przyjemne hobby, ktore staje sie coraz bardziej kosztowne. nie mysle akurat o sprzecie, ktory potrafi kosztowac krocie, ale o pozwoleniach. ok, kasa ze skladem i pozwolen z PZW idzie na zarybianie. nasze PZW bardzo dobrze informuje wedkarzy o zarybianiu, wiec wiem, gdzie pojechac zeby cos zlapac. glownie mi chodzi o prywatne firmy, instytucje, osoby, ktore dzierzawia wody od PZW. tam jest masakra!! jezeli nikt za to sie nie zabierze, to za kilka lat wszystkie wody worca pod nadzor PZW, ale ryb juz tam nie bedzie...
Nic nie dzieje sie od razu. Skutki takiej wlasnie polityki z lat 80-tych odczuwamy wlasnie teraz. W tamtych latach bylo wiecej ryb. Skladalo sie na to wiele czynnikow. Presja wedkarska byla nie 2 krotnie ale 5-10 krotnie mniejsza jak dzis. Kto w latach 80-tychy spotkal w ciagu tygodnia wedkarza nad woda ?. Kto w tamtych latach pomyslal sobie: "jade na tryby 100 km" i wsiadal w auto i jechal ?. Przepisy pozwalaly na grabierz wody za smieszne pieniadze. Poki ryb bylo duzo, jakos to szlo. W koncu zaczelo pekac. PZW zamiast wprowadzic od razu rygorystyczne przepisy, zaczelo malymi kroczkami, ktore jedynie zwolnily ale nie zahamowaly dewastacji wod. Po prostu wladze baly sie reakcji ludzi, ktorzy przyzwyczajeni byli do miecha. Doszedl do tego czynnik dewastacji srodowiska. Naturalne tarlo w wiekszosci rzek niemal zaniklo, warunki do zycia ryb zmienily sie drastycznie. A zarybiac nie bylo czym. Piszac o dewastacji nie mam na mysli czystosci wod a jej meliracje i betonowanie. MEW"y i wieksze zaporowki dopelniaja calosci. Brak tarla, nadmierna eksploatacja, brak odpowiednich zarybien i mamy to co mamy. Populacja ryb w tych tzw swietnych latach 80-tych byla tepiona az do pewnego krytycznego punktu. Potem to juz byla tylko rownia pochyla.
pawelz masz racje. mam przyklad u siebie. jak bylem dzieciakiem, to co roku na wiosne jezdzilismy rowerami na laki, gdzie przepywal nieduzy strumien (kanal), ktory zawsze wylewal. szczupak masowo pojawial sie na tarle. chodzilismy po kolana w wodzie, a miedzy nami plywaly szczupaki bokiem i sie tarly. widok niesamowity. czasami trafil sie jakis rolnik, ktory widlami je lapal. nie wiem po co, bo mieso szczupaka w czasie tarla jest podobno okropne, smakuje niby jak drewno. nigdy nie jadlem, wiem to od dziadka i ojca, ktorzy zabraniali mi lapac tych szczupakow wlasnie z tego powodu. niestety juz strumyk u nas nie wylewa, w ogole poziom wody w nim zmniejszyl sie pod koniec lat 90 drastycznie, strasznie zarosl. obecnie wody coraz wiecej, nawet jakies ryby sie pojawily, co prawda jest to na razie tylko drobinica, ale zawsze nadzieja na lepsze jutro. moze gdyby sie ktos tym zainteresowal i wyczyscil ten kanal, szczupak na tarlo znowu by wrocil. pytanie tylko skad wziac na to pieniadze?
Proszę kolegów o spokojną normalną dyskusję w tym temacie.
Wracając do mojego pytania to właśnie o co chodzi z tym wypełnianiem bo nie bardzo wiem gdzie ten mój rejestr później ląduje. Ktoś to czyta, sprawdza, wyciąga jakieś wnioski?
Proszę jeśli ktoś wie co się dzieje póżniej z moim rejestrem niech to opisze i mi prostemu człowiekowi wytłumaczy.
Pozdrawiam.
Jest to nic innego jak nieudolna próba monitorowania pogłowia ryb w naszych wodach. Na podstawie takich rejestrów podobno się szacuje potrzeby na zarybienia itp. To w ogóle nie działa bo ludzie jeśli już w ogóle piszą coś w tych rejestrach to przeważnie głupoty na poczekaniu. Także w zaistniałej sytuacji takie rejestry oprócz biurokracji i zamętu nic nie wnoszą.
Rejestry są zbierane i z nich wszystkich robiona jest tabela zbiorcza. Na każdej stronie PZW danego okręgu powinna być udostępniana taka tabela za poprzednie lata.
Dzięki temu okręg jak i poszczególne koła wiedzą na jakie ryby w jakich zbiornikach jest największa presja i czym zarybiać.
Alek zgoda ale jak można z tych rejestrów wyciągnąć żetelne informacje jeśli w jednych regionach (okregach) wpisujemy ryby w trakcie łowienia, a w innych tak jak mój po?
Zakładam taką sytuację:
Od rana złowiłem 8 płotek (wypuściłem) i jednego leszcza. Wpisałem jednego leszcza bo nie lubię płoci.
Może część kolegów z twojego okręgu zrobiła podobnie? I jakie wówczas wnioski płyną z rejestrów? Sam leszcz i nic więcej?
Może zaistnieć taka sytuacja?
Thunder nie jest tak źle bo również przy odpowiednio częstych kontrolach odpowiednich służb (z czym jest niestety słabo) wymuszają nie jako trzymanie przynajmniej dobowych limitów.
Możesz sie z tym zgodzić?
Kolego Jack14. Tu chodzi o to, że wpisywać należy te ryby które zostały zabrane do domu. Wtedy teoretycznie wiadomo jakich ryb ubyło i jakie należy uzupełnić zarybieniami. Ryby złowione i wypuszczone nie muszą trafić do rejestru.
Thunder nie jest tak źle bo również przy odpowiednio częstych kontrolach odpowiednich służb (z czym jest niestety słabo) wymuszają nie jako trzymanie przynajmniej dobowych limitów.
Możesz sie z tym zgodzić?
Tu nie chodzi o limity i czy ich ktoś przestrzega czy nie. Pierwsza sprawa to taka, że koła do tej pory nie egzekwowały zwrotu rejestru na koniec sezonu. Nawet jeśli ktoś się pofatygował by wypełnić i oddać to często odbywało się wypełnianie rejestru na dzień przed oddaniem go. Czyli wpisywane były jedynie głupoty. Jest naprawdę niewielki ułamek wędkarzy którzy oddają takie rejestry. Wiem bo pracowałem przy pobieraniu opłata za znaczki i może co 20 wędkarz w ogóle oddawał wypełniony rejestr.
Jak na podstawie takiego czegoś można wyciągać wnioski?
Kolego Thunder wiem, że tak robiła "większość" w naszym regionie jak się dowiedzieli, ża za brak wypełnionego rejestru jest kara pieniężna to wpisywali byle co.
Ja jednak mam pewne obawy czy nie inaczej można interpretować statystyki (jeśli są prowadzone). Na zasadzie 5 wędkarzy po 10 linow na rok to tylko sam lin w wodzie pływa?
Zakladamy, że wpisywali to co zabrali, a co wypuścili? Żadna statystyka pozwalająca na podejmowanie decyzji co do istniejącego rybostanu i jego dalszego (zarybiania).
Tak czy nie?
Kolego Thunder wiem, że tak robiła "większość" w naszym regionie jak się dowiedzieli, ża za brak wypełnionego rejestru jest kara pieniężna to wpisywali byle co.
Ja jednak mam pewne obawy czy nie inaczej można interpretować statystyki (jeśli są prowadzone). Na zasadzie 5 wędkarzy po 10 linow na rok to tylko sam lin w wodzie pływa?
Zakladamy, że wpisywali to co zabrali, a co wypuścili? Żadna statystyka pozwalająca na podejmowanie decyzji co do istniejącego rybostanu i jego dalszego (zarybiania).
Tak czy nie?
To nie chodzi o to by wywnioskować na podstawie rejestrów co pływa w wodzie. Chodziło o to by wiedzieć co zostało wyłowione. Czyli jeżeli ktoś napisał, że złowił 10 linów to znak że należy kolejne 10 wpuścić(ilość podałem obrazowo).
Kolego Thunder wiem, że tak robiła "większość" w naszym regionie jak się dowiedzieli, ża za brak wypełnionego rejestru jest kara pieniężna to wpisywali byle co.
Ja jednak mam pewne obawy czy nie inaczej można interpretować statystyki (jeśli są prowadzone). Na zasadzie 5 wędkarzy po 10 linow na rok to tylko sam lin w wodzie pływa?
Zakladamy, że wpisywali to co zabrali, a co wypuścili? Żadna statystyka pozwalająca na podejmowanie decyzji co do istniejącego rybostanu i jego dalszego (zarybiania).
Tak czy nie?
Żadne to wiarygodne źródło ten rejestr. Z jednej strony skoro wędkarze biorą same liny można wywnioskować że w wodzie pływa tylko lin, można też wywnioskować że lina już pewnie nie ma bo wyłowiony, lub można wywnioskować, że wędkarzom smakują tylko liny.
No właśnie Thunder idąc dalej to nie można zarybiać np. jeden do jednego nie jako utrzymywać stan tylko należy wiedzieć czego jest za dużo, a czego za mało w tej czy innej wodzie. Utrzymanie rybostanu w odpowiedniej równowadze jest dość skomplikowane jeśli mam na myśli rzeka Odra to już też nie mam wiele do powiedzenia.
I 2 za1 też nie.
Rejestry są zbierane i z nich wszystkich robiona jest tabela zbiorcza. Na każdej stronie PZW danego okręgu powinna być udostępniana taka tabela za poprzednie lata.
Dzięki temu okręg jak i poszczególne koła wiedzą na jakie ryby w jakich zbiornikach jest największa presja i czym zarybiać.
Sęk w tym kolego że PZW zasłania się operatami .w operacie jest zapis że muszą co rokuzarybić daną ilością ryb jakiegoś gatunku i zarybiają bo muszą .Nikogo nie interesuję jakieś tam rejestry.Operat trwa cały okres dzierżawy danego zbiornika i przez ten czas zarybienia są takie same rok rocznie .
Dlatego podoba mi się zaostrzenie przepisu do rejestru połowu ryb, iż złowioną rybę przetrzymywaną w siatce uważa się za zabraną i trzeba wpisać ją w rejestr. Co idąc dalej nie ma kombinowania zamian a może złowię większą to tę mniejsza wypuszczę itd, a także co najważniejsze nie ma na celu męczenia ryb. Nic tak nie irytuje jak pełna siata ryb trzymanych przez cały dzien by później w całej okazałości podnieść i z walnąć całość do wody z krzykiem C&R.
Nie bierzesz puść, bierzesz wpisz. Mi jakoś to nie przeszkadza.
Mi jakoś też nie
Ja tylko przytocz słowa pana Rzecznika Prasowego PZW , które napisał w odpowiedzi o interpretacje przepisu 3,11 – cytat: ,, Do rejestru, jak sama nazwa wskazuje, wpisujemy połowy, a więc te ryby, które stały się pożytkami z danej wody i zostały złowione po to by je zabrać, wycofać z wody. Rejestr służy do oceny ubytków w rybostanie danej wody (obwodu rybackiego), a także efektów presji wędkarskiej oraz struktury rybostanu, a więc zebrania informacji ważnych z punktu widzenia gospodarki rybackiej w danym obwodzie rybackim.”
A czy one wszędzie są jednakowo traktowane to już inna bajka .Koledzy spokojnie prosiłem o to na samym początku.
Czy możemy bez "zaczepek" spokojnie popisać?
nie odnotowałem zaczepek:):)
Kolego mielec a ja jednak trzymam w siatce i jak będzie wiekasza to ta miejsza (oczywiście w dobrej kondycji) zostaje wypuszczona.
Nadal mam dylemat dlaczego ta mniejsza ma być wpisana do rejestru skoro ją wypuściłem.
(Dot. okręgów gdzie trzeba wpisywać wszystko)
Proszę spokojnie koledzy ja mam takie zdanie ktoś ma inne.
No może wpis kolegi "Kazik" coś "rozjaśni" bo to jest cenna uwaga.
Każda jedna na rzece ma byc wpisana i ...Kropka
Moje zdanie jest takie:
Rejestry to wymysł żeby zedrzeć z nas kasę a do niczego nie są potrzebne.
Siatka to też wymysł na potrzeby sportowców. Ja jak chcę wziąć rybę strzelam jej w łeb i koniec. A nie trzymam ryb w siatce z nadzieją na lepsze czasy...
Takie jest moje zdanie i nikomu go nie narzucam.
Kol.Jack14 masz prawo mieć takie a nie inne zdanie, lecz regulamin mówi wyrażnie co można a co nie i jego należy przestrzegać, a z tym przestrzeganiem wiemy wszyscy jak jest szczególnie w realu.............. heheheh nie czarujmy się ! Jak ktoś już w podobnym wątku napisał " trzeba nawet umieć znaki interpunkcyjne dobrze odczytywać a regulamin będzie jasny i przejrzysty "
Mario te nie zabrana też?
Miru regulamin obowiązujący znam i starm się go przestrzegać (nawet na wyrost).
Ale moje pytanie dotyczyło czegoś innego.
Miru regulamin obowiązujący znam i starm się go przestrzegać (nawet na wyrost).
Ale moje pytanie dotyczyło czegoś innego.
Nie neguję ,ale post #357210 świadczy że masz dylemat , skoro znasz regulamin to wiesz że nie wolno ci podmieniać ryb, nawet rozdawać :))
Pozdrawiam...............
Na ten temat już nie raz się wypowiadałem i od nowa nie zamierzam .
Jeżeli słowa pana Kustusza was nie zadawalają to już nic i nikt was nie zadowoli .
Napisał wyraźnie po co są te rejestry i co w nich powinno być pisane (wpis wyżej).
Jeżeli w okręgu jest taki wymóg i na zasadach tego okręgu , to niestety musimy się mu podporządkować , taki jest nasz obowiązek .I tak było jest i będzie-wPodkarpackim oczywiście
I tak było jest i będzie-wPodkarpackim oczywiście
Okręg Krosno.
Sęk w tym kolego że PZW zasłania się operatami .w operacie jest zapis że muszą co rokuzarybić daną ilością ryb jakiegoś gatunku i zarybiają bo muszą .Nikogo nie interesuję jakieś tam rejestry.Operat trwa cały okres dzierżawy danego zbiornika i przez ten czas zarybienia są takie same rok rocznie .
Świeta prawda kolego .
Operat jest częścią umowy , to on określa czym i w jakich ilościach daną wodę zarybiamy ,a nie jakieś rejestry.
PZW wprowadziło rejestry aby wszystko świadczyło o tym jak prowadzą racjonalną gospodarkę ,pełny monitoring a niektórzy mówią nawet że to posłuży do zlikwidowania rybactwa (hahhahhah)
Sęk w tym kolego że PZW zasłania się operatami .w operacie jest zapis że muszą co rokuzarybić daną ilością ryb jakiegoś gatunku i zarybiają bo muszą .Nikogo nie interesuję jakieś tam rejestry.Operat trwa cały okres dzierżawy danego zbiornika i przez ten czas zarybienia są takie same rok rocznie .
Świeta prawda kolego .
Operat jest częścią umowy , to on określa czym i w jakich ilościach daną wodę zarybiamy ,a nie jakieś rejestry.
PZW wprowadziło rejestry aby wszystko świadczyło o tym jak prowadzą racjonalną gospodarkę ,pełny monitoring a niektórzy mówią nawet że to posłuży do zlikwidowania rybactwa (hahhahhah)
Hahaha to nie u nas koledzy
Sęk w tym kolego że PZW zasłania się operatami .w operacie jest zapis że muszą co rokuzarybić daną ilością ryb jakiegoś gatunku i zarybiają bo muszą .Nikogo nie interesuję jakieś tam rejestry.Operat trwa cały okres dzierżawy danego zbiornika i przez ten czas zarybienia są takie same rok rocznie .
Świeta prawda kolego .
Operat jest częścią umowy , to on określa czym i w jakich ilościach daną wodę zarybiamy ,a nie jakieś rejestry.
PZW wprowadziło rejestry aby wszystko świadczyło o tym jak prowadzą racjonalną gospodarkę ,pełny monitoring a niektórzy mówią nawet że to posłuży do zlikwidowania rybactwa (hahhahhah)
Hahaha to nie u nas koledzy
rybacy poczytają rejestry i padną ze śmiechu.
Miru proszę możesz przytoczyć moja "wypowiedz"?
Tu w tym temacie?
???
Miru regulamin obowiązujący znam i starm się go przestrzegać (nawet na wyrost).
Ale moje pytanie dotyczyło czegoś innego.
Nie neguję ,ale post #357210 świadczy że masz dylemat , skoro znasz regulamin to wiesz że nie wolno ci podmieniać ryb, nawet rozdawać :))
Pozdrawiam...............
Dot tego wpisu
Myślę, że temat można już zakończyć.
Brak wpisów również sugeruje brak argumentów strony za i przeciw.
Pozdrawiam.
Myślę, że za wcześnie na zamykanie wątku.
Cóż stoi na przeszkodzie aby kontynuować temat, który jest dość kontrowersyjny. Wydaje mi się że warto poznać opinie wędkarzy w tej sprawie. Zawsze uważałem, że pobyt nad wodą to rekreacja a nie biurokracja.
Niedługo trzeba będzie zabierać ze sobą na ryby prawnika albo księgowego. To nie jest dobry kierunek.
To wszystko schodzi na psy!
http://www.youtube.com/watch?v=shHbJLBs4Mg
Wypowiedź Piotra Ziółkowskiego powinna wytłumaczyć po co są rejestry i jak powinno się karać i traktować niewypełnienie. Poza tym wypowiada się bardzo rzeczowo o tym co się dzieje na naszych wodach. Popieram go całkowicie. Miłego oglądania :)
Dzięki Mastiff za poprawne umieszczenie linka :)
Końcowy apel bardzo słuszny ,popieram.
Ze wszystkim sie nie zgadzam ,ale w większości pan ma rację.
Przykro tylko ,że to co przedstawił ten pan w PZW jest nie do zrealizowania.
Po to mamy przepisy RAPR i Ustawy Państwowej , żeby te rejestry wypełniać .
Możemy jedynie sobie dyskutować i nawet zbierać przepisy przeciw rejestrom , ale decyzje muszą być również głosowane na Walnych Sprawozdawczych Zebraniach Kół , Okręgów ......................... Ale na te zebrania przychodzi około 10 % wędkarzy !!!
Może można by jakoś zmienić RAPR , ale Ustawy Zgodnej z Unią Europejską już nie .
A po co zmieniac,rejestry są potrzebne.
mario73 A po co zmieniac,rejestry są potrzebne.
Mariusz , ja to wiem i Ty to wiesz , ale innym się nie podoba
Po wysłuchaniu wypowiedzi Pana Ziółkowskiego dochodzę do wniosku, że wędkarze to wyłącznie kłusownicy oraz masowi "eksterminatorzy" ryb i innych stworzeń pływających w naszych wodach.
Wędkuję od ponad 30 lat jednak tylko ok. 20 - 25 dni w roku (w porywach) a nie 180-200 (jak autor), a większość ryb wypuszczam (jak widać na moim zdjęciu).
Nie zaobserwowałem masowego kłusownictwa ani zabierania do domu wszystkiego co pływa i ma ogon. Wyliczenia przedstawione przez autora zawierają zwykłe błędy merytoryczne. Oczywiście, jeżeli są takie przypadki należy je potępiać i eliminować. Jednak wrzucanie do jednego worka większości normalnych (czytaj uczciwych) wędkarzy oraz zwykłych kłusowników jest dużym nadużyciem. A określenie wędkarstwa jako mordowanie ryb - nie na miejscu. Nie wiem skąd tyle zawiści a wręcz nienawiści do innych użytkowników wody. Widocznie wędkuję w innym kraju :(.
Wyjeżdżam raz w roku na Pomorze Zachodnie. Zdarza mi się raz lub dwa razy wybrać tam na ryby. Czy mam z powodu braku jakiś porozumień międzyokręgowych jako Członek PZW ponosić jakieś dodatkowe opłaty? To jest obłęd i najwyższy czas się opamiętać.
Co do rejestrów połowów – to aby wyciągnąć sensowne wnioski z danych uzyskanych w wyniku badań lub pomiarów (a takimi podobno mają być rejestry połowów) – badania takie muszą prowadzone być według ściśle określonych zasad (zasad naukowych). Mogą być wykonane wyłącznie przez wyspecjalizowane instytucje lub grupy osób specjalnie do tego przeszkolonych. W przeciwnym razie takie „dane” można sobie od razu wrzucić do kosza, a wyciąganie z nich jakikolwiek wniosków jest po prostu naiwne. Można do tego zadania ewentualnie zaangażować wędkarzy (pasjonatów,) omawiając z nimi potrzebę i cel takiego przedsięwzięcia i przeprowadzając odpowiednie szkolenie. Wtedy oprócz ryb zabranych z łowiska można by także uzyskać dane na temat ryb złowionych i wypuszczonych do wody i wiele innych dodatkowych informacji. Można by się spodziewać w miarę rzeczywistych wyników i o wiele szerszych wyników. Bazowanie w tym celu na karach i represjach prowadzi do nikąd.
Od zwalczania nieuczciwego procederu (przez kłusowników a nie wędkarzy) są odpowiednie służby do tego powołane - Straż Rybacka itp. :(
Zmuszony przepisami, na temat których mam swoje zdanie, wypełniam rejestry połowów , jednak w tym roku nie pojechałem na ryby na Pomorzu Zachodnim (brak jakiegoś porozumienia).
No cóż, po wysłuchaniu tego Pana na filmie wiem, że u Niego nigdy i niczego nie kupię. Chciał zaistnieć (zareklamować się), a wyszło jak zwykle dla socjalisty – głupio.
Pan socjalista jak wszyscy socjaliści i komuniści chcą kontrolować, karać, zabraniać, wydawać uprawnienia. Ja robię na przekór takim osobnikom i choćby nigdy nie wypełniam rejestru, (jeśli to robię, to dla jaj wpisuję, że „przebywające ze mną kormorany zjadły niepoliczoną przeze mnie ilość ryb wagowo i ilościowo”, lub „ładne zwierzę wodne rozpruło mi siatkę i zniszczyło kilka ryb, ale nie znana jest mi ilość ryb zjedzonych poza siatką”). Ten sarkazm jest oczywiście uzasadniony, bo tylko wyjęcie siecią ryb przez specjalistę w celach kontrolnych umożliwia zbadanie populacji ryb, jak i ich kondycji zdrowotnej. Czyli rejestry, to wymysł idioty.
Następna sprawa. Pieniądze, które wpłacam w zarządzie nie są na pensje darmozjadów sbeków, milicjantów i innych towarzyszy poupychanych na ciepłych posadkach i nie płacę za „ZEZWOLENIE”, bo od nikogo żadnego zezwolenia nie potrzebuję, ale płacę, czyli dokładam się do kosztów zarybiania i utrzymania wody, w której łowię. Czyli domagam się, aby cała moja „składka” przeznaczona była na opiekę wód, a nie pensje tych, co nic nie robią tylko wymyślają nowe idiotyczne „przepisy”.
(Zarzut nie dotyczy zarządów najniższego szczebla, których "członkowie" są prawdziwymi pasjonatami pracującymi ciężko za darmochę).
Co do zarzutów wobec Wędkarzy. Przykład: Jeśli Panie socjalisto jedziesz tramwajem czy autobusem, to czemu nie pierdzisz, chociaż ci się chce? Ano nie robisz tego bo dostaniesz karę, tylko dlatego, że nie wypada. Jest to zasada.
Jeśli mówimy o zasadach, to zasadą jest, że rybę mogę wziąć tylko taką, która chociaż raz się wytarła. Teraz należy zrobić badania naukowe, gdzie określi się wielkość ryby danego gatunku kiedy przystępuje do tarła ( przykładowo sandacz 40 cm, dodajemy 5 cm dla pewności) i wiemy, że sandacza 45 cm mogę wziąć. Ale głupi socjalista chce limitu 70 cm. Dlaczego? Bo jest głupi a nie dlatego, że ma to uzasadnienie.
Podobnie górny wymiar. Ja nie biorę dużych ryb, bo są zbyt cenne, czyli taki okoń, którego złowiłem wczoraj musiał żyć kilkanaście lat, by dożyć tego pięknego wymiaru. Nie muszę zjadać tego okonia. Podobną rybą w smaku jest dorsz, który jest tańszy (w porównaniu z rybą złowioną w przeliczeniu na wartość sprzętu wędkarskiego, czasu który na to poświęciłem), więc taki okoń nie ma dla mnie wartości (właściwie ekonomicznie, to poniosłem same straty), poza przyjemnością jego złowienia.
A za tydzień następny wędkarz będzie się cieszyć z jego złowienia...
Czyli regulamin jest tylko do tego (i inne zresztą tzw. prawa też), by znać wiedzę określoną przez specjalistów, czyli ma być określonym kierunkiem postępowania na podstawie rzetelnej wiedzy, a nie decyzji wszelkiej maści debili, komuchów, socjalistów i dupokratów..
Generalnie, tok Twojego myslenia mi sie podoba, ale z nielicznymi wyjatkami.
1) Skoro cala skladka ma isc na ochrone wod, to z czego oplacisz np ichtiologa ktory wg mnie jest potrzebny w kazdym okregu. Z czego oplacisz kogos, kto zatrudni tego ichtiologa, z czego oplacisz lokal w ktorym ktos musi pobrac skladke od wedkarza na poczatku roku. Z czego oplacisz osobe w okregu ktora teoretycznie powinna odpowiedziec na pytania kogos kto bedzie z innego okregu i chcialby polowic na nie swoich wodach (pytania odnosnie oplat, przepisow itp). I tak mnozyc mozna w nieskonczonosc.
Problemem wg mnie nie jest to ze skladki sa rozdzielane na rozne cele (nie tylko zarybienia i ochrone) ale to, ze ludzie ktorzy dostaja w lapy te pieniadze i nimi gospodaruja nie powinni nigdy tego robic. W wiekszosci przypadkow sa to ludzie kompletnie niekompetentni.
2) Czy przepisy moga byc umocowane tylko i wylacznie w racjonalnej wiedzy specjalistow ?.
Wrocmy do tych okazow. Z ekonomicznego punku widzenia a takze ichtiologicznego ryby te nie maja racji bytu w naszych wodach. Nie stanowia wiekszej wartosci ani kulinarnej ani rozrodczej. A wiec gorne wymiary, patrzac na to w ten sposob nie sa potrzebne. Ale wiadomym jest ze wszyscy chcemy lowic okazy. I powiedzmy 20% (nie sadze ze wiecej) taki okaz wypusci do wody po zlowieniu. Ale zdecydowana wiekszosc, mimo racjonalnych przeslanek, da im w leb. Wg mnie zupelnie niepotrzebnie. I niestety dla tych powiedzmy 80% taki przepis jest konieczny, jesli chcemy aby wedkarstwo nie skonczylo sie na lowieniu narybku. Ty podchodzisz racjonalnie do wedkarstwa. Ten okazaly okon jest dla Ciebie zdobycza, takze potencjalna zdobycza (po wypuszczeniu masz szanse spotkac sie z nim w przyszlosci). Ale dla zdecydowanej wiekszosci - gwarantuje Ci to - jest to potencjalny obiad czy kolacja.
Generalnie, tok Twojego myslenia mi sie podoba, ale z nielicznymi wyjatkami.
1) Skoro cala skladka ma isc na ochrone wod, to z czego oplacisz np ichtiologa ktory wg mnie jest potrzebny w kazdym okregu. Z czego oplacisz kogos, kto zatrudni tego ichtiologa, z czego oplacisz lokal w ktorym ktos musi pobrac skladke od wedkarza na poczatku roku. Z czego oplacisz osobe w okregu ktora teoretycznie powinna odpowiedziec na pytania kogos kto bedzie z innego okregu i chcialby polowic na nie swoich wodach (pytania odnosnie oplat, przepisow itp). I tak mnozyc mozna w nieskonczonosc.
Problemem wg mnie nie jest to ze skladki sa rozdzielane na rozne cele (nie tylko zarybienia i ochrone) ale to, ze ludzie ktorzy dostaja w lapy te pieniadze i nimi gospodaruja nie powinni nigdy tego robic. W wiekszosci przypadkow sa to ludzie kompletnie niekompetentni.
2) Czy przepisy moga byc umocowane tylko i wylacznie w racjonalnej wiedzy specjalistow ?.
Wrocmy do tych okazow. Z ekonomicznego punku widzenia a takze ichtiologicznego ryby te nie maja racji bytu w naszych wodach. Nie stanowia wiekszej wartosci ani kulinarnej ani rozrodczej. A wiec gorne wymiary, patrzac na to w ten sposob nie sa potrzebne. Ale wiadomym jest ze wszyscy chcemy lowic okazy. I powiedzmy 20% (nie sadze ze wiecej) taki okaz wypusci do wody po zlowieniu. Ale zdecydowana wiekszosc, mimo racjonalnych przeslanek, da im w leb. Wg mnie zupelnie niepotrzebnie. I niestety dla tych powiedzmy 80% taki przepis jest konieczny, jesli chcemy aby wedkarstwo nie skonczylo sie na lowieniu narybku. Ty podchodzisz racjonalnie do wedkarstwa. Ten okazaly okon jest dla Ciebie zdobycza, takze potencjalna zdobycza (po wypuszczeniu masz szanse spotkac sie z nim w przyszlosci). Ale dla zdecydowanej wiekszosci - gwarantuje Ci to - jest to potencjalny obiad czy kolacja.
.........a coraz częściej tania nalewka albo paczka tanich fajek w handlu wymiennym.
dziwne, ze w latach 80-tych z lowisk zabierano prawie kazda rybe. pamietam, jak chodzilem z ojcem, czy dziadkiem na ryby. zawsze ryby zabieralismy i jakos ryb nie ubywalo. dodam, ze wtedy klusowalo sie wiecej i nikt tego nie ukrywal, ze stawia siaty i wyciaga po 100, czy wiecej kilo sandacza. w latach 90 w tych wodach wciaz byly ryby i klusownicy. wszystko zaczelo sie, gdy PZW zaczelo wody oddawac w dzierzawe. teraz moze na tych wodach sie nie klusuje, za to dzierzawca sam ciagnie tony ryb siatami, a o zarybianiu nie pamieta. ostatnio gadalem z pewnya osoba, ktora siedzi w pewnym gospodarstwie rybackim, do ktorego nalezy kilka jezior w naszej okolicy. sam przyznal, ze maja lewe" papiery na zarybianie akwenu. za dwa lata konczy im sie umowa o dzierzawe, tak samo jak ryby w tych wodach. akweny wroca w rece PZW, cos tam moze wpuszcza narybku, ktory podrosnie i za 4-5 lat zostanie wyciagniety przez nowego dzierzawce.
wymiary min i max, jak najbardziej jestem za, ale z gornym dla szczupaka to przegial :) 80cm, to szczupak ok 3,5 kg.
zacznijmy od tego, zeby zrobic porzadek na gorze w PZW, a pozniej porzadek z wedkarzami.
tak sie sklada, ze mieszkam w okolicy, gdzie wod PZW jest duzo, wiec mam gdzie lowic. sa jednak miejsca, gdzie dookola jest masa jezior i prawie kazde nalezy do kogos innego. zeby miec pozwolenia na wszystkie potrzeba czasami ok 1000 pln na skladki dla krwiopijcow, ktorzy kase za pozwolenia wlewaja tylko do wlasnej kieszeni, do tego zarabiaja na rybach, ktore wyciagaja sieciami.
skoro wedkarze wydaja tyle kasy na pozwolenia, to chca cos z tego miec. sama przyjemnosc pojscia na ryby, zasadzenie sie na nia i w koncu zlowienie jej czasami nie wystarcza.
ostatnio na pewne jezioro w mojej okolicy za 3 dniowe pozwolenie lapania z lodki zaplacilem 100 pln, 70 dla mojego brata + 30 za doplate do lodki do mojego pozwolenia. bylismy 3 razy nad woda, wyciagnelismy 3 szczupaki (od 2 do 4kg) i wszystkie zabralismy. prawda taka, ze gdybym za te 3 dni zaplacil np 30pln, to nie mialbym cisnienia i pewnie 2 by wrocily do wody, bo za te 70 pln, ktore bym zaoszczedzil kupilbym ryby w sklepie.
wedkarstwo, to przyjemne hobby, ktore staje sie coraz bardziej kosztowne. nie mysle akurat o sprzecie, ktory potrafi kosztowac krocie, ale o pozwoleniach. ok, kasa ze skladem i pozwolen z PZW idzie na zarybianie. nasze PZW bardzo dobrze informuje wedkarzy o zarybianiu, wiec wiem, gdzie pojechac zeby cos zlapac. glownie mi chodzi o prywatne firmy, instytucje, osoby, ktore dzierzawia wody od PZW. tam jest masakra!! jezeli nikt za to sie nie zabierze, to za kilka lat wszystkie wody worca pod nadzor PZW, ale ryb juz tam nie bedzie...
Nic nie dzieje sie od razu. Skutki takiej wlasnie polityki z lat 80-tych odczuwamy wlasnie teraz.
W tamtych latach bylo wiecej ryb. Skladalo sie na to wiele czynnikow.
Presja wedkarska byla nie 2 krotnie ale 5-10 krotnie mniejsza jak dzis. Kto w latach 80-tychy spotkal w ciagu tygodnia wedkarza nad woda ?. Kto w tamtych latach pomyslal sobie: "jade na tryby 100 km" i wsiadal w auto i jechal ?. Przepisy pozwalaly na grabierz wody za smieszne pieniadze. Poki ryb bylo duzo, jakos to szlo. W koncu zaczelo pekac. PZW zamiast wprowadzic od razu rygorystyczne przepisy, zaczelo malymi kroczkami, ktore jedynie zwolnily ale nie zahamowaly dewastacji wod. Po prostu wladze baly sie reakcji ludzi, ktorzy przyzwyczajeni byli do miecha.
Doszedl do tego czynnik dewastacji srodowiska. Naturalne tarlo w wiekszosci rzek niemal zaniklo, warunki do zycia ryb zmienily sie drastycznie. A zarybiac nie bylo czym. Piszac o dewastacji nie mam na mysli czystosci wod a jej meliracje i betonowanie. MEW"y i wieksze zaporowki dopelniaja calosci.
Brak tarla, nadmierna eksploatacja, brak odpowiednich zarybien i mamy to co mamy. Populacja ryb w tych tzw swietnych latach 80-tych byla tepiona az do pewnego krytycznego punktu. Potem to juz byla tylko rownia pochyla.
pawelz masz racje. mam przyklad u siebie. jak bylem dzieciakiem, to co roku na wiosne jezdzilismy rowerami na laki, gdzie przepywal nieduzy strumien (kanal), ktory zawsze wylewal. szczupak masowo pojawial sie na tarle. chodzilismy po kolana w wodzie, a miedzy nami plywaly szczupaki bokiem i sie tarly. widok niesamowity. czasami trafil sie jakis rolnik, ktory widlami je lapal. nie wiem po co, bo mieso szczupaka w czasie tarla jest podobno okropne, smakuje niby jak drewno. nigdy nie jadlem, wiem to od dziadka i ojca, ktorzy zabraniali mi lapac tych szczupakow wlasnie z tego powodu. niestety juz strumyk u nas nie wylewa, w ogole poziom wody w nim zmniejszyl sie pod koniec lat 90 drastycznie, strasznie zarosl. obecnie wody coraz wiecej, nawet jakies ryby sie pojawily, co prawda jest to na razie tylko drobinica, ale zawsze nadzieja na lepsze jutro. moze gdyby sie ktos tym zainteresowal i wyczyscil ten kanal, szczupak na tarlo znowu by wrocil. pytanie tylko skad wziac na to pieniadze?