Różne były etapy zmian od początków uprawiania wędkarstwa. Różny był też
cel wędkowania. O ile kiedyś wędkowano głównie na potrzeby pozyskania
rybiego mięsa, aby przeżyć, o tyle dzisiaj wędkarstwo staje się
dobrowolnym hobby. Towarzyszące współczesnemu wędkowaniu wysokie koszty
wynikają z wysokich wydatków związanych z utrzymaniem wód. Wielu
wędkarzy z tęsknotą wspomina okres kiedy za czasów "komuny" ustalono, że
w ramach jednej opłaty wędkarz mógł sobie wędkować w całym kraju. Ale
już nikt nie pamięta, jak od lat przedwojennych aż do lat
siedemdziesiątych, aby móc wędkować, należało sobie wykupić jakiś rewir
do wędkowania, np. (przykład na moim Okręgu) kupując rewir 18 rzeki
Wisłoki bez jej dopływów, można było wędkować tylko na rzece Wisłoka na
odcinku od mostu w Przecławiu do Mielca. Zamożniejsi wykupywali po kilka
rewirów. dzisiaj wody zostały podzielone na oddzielne obwody rybackie, a
każdy obwód rybacki, każdy zbiornik wodny jest gospodarowany przez
konkretnego użytkownika, który za prawo wędkowania każe sobie płacić.
Koszty ponoszone przez użytkownika są związane z wydatkami, jakie ponosi
na opłatę za wodę, w tym na podatki, koszty dzierżawy wód oraz na
zarybienia, ponieważ użytkownik ma obowiązek dokonywać zarybień w
zadeklarowanej w przetargu na dzierżawę wód ilości, pod groźba utraty
prawa użytkowania tej wody. Wielu wędkarzom nie podoba się, że chcąc
wędkować na różnych wodach, muszą za to płacić. Ale kto lubi wydawać
zarobione pieniądze? Ja też bym wolał, aby składki za wędkowanie były
mniejsze, poza tym wolałbym nie płacić podatków, złości mnie każdy
kolejny wzrost cen za energię, za paliwo, nie mile jest widziana każda
podwyżka czynszu mieszkaniowego, ale płacić trzeba. Aby uniknąć zbędnych
stresów, należy wędkowanie traktować podobnie jak wyjście do kina lub
na mecz, że idę, a by miło spędzić czas. Płace bilet, a do domu, poza
duchowymi wrażeniami, nic konkretnego nie przynoszę. Rozważając sprawę
kosztów, nie sposób pominąć również bardzo istotnego faktu, a mianowicie
liczby osób uprawiających wędkarstwo. W latach 1935 - 1949 było
zarejestrowanych 65 wędkarzy. Po wojnie liczba wędkarzy systematycznie
rosła i wynosiła 50` ,69, 1954 - 79 os. 1957 - 96 os. 1958 - 127 os.
itd. by w 1982 roku przekroczyć 1000 członków. Wody w tym czasie nie
przybyło i gdyby nie dodatkowe zarybienia, w tym duże zarybienia z
funduszy WSK "PZL - Mielec", nasi wędkarze nie mieli by co łowić.
Obecnie nie ma sponsorów, którzy łożyliby na zarybienia. to sami
wędkarze ze swoich składek muszą dorybiać użytkowane wody. Niektórych
wędkarzy denerwuje obowiązek wypełniania rejestru połowów ryb. rejestr
połowów nie jest niczym nowym, ponieważ już w 1955 roku każdy wędkarz
miał obowiązek wypełniania rejestru.
Zgadzam się z Tomkiem , od 1995 roku był zapis o wypełnianiu rejestru , wypełniało go zaledwie 10 % wędkarzy , jak niektóre Koła postanowili za brak zwrotu rejestru --opłatę 10 zł , to frekwencja wyraźnie wzrosła .A jak też wymaga tego Ustawa Państwowa i oczywiście kara 10 x większa , to zaczęły się narzekania .
Takie rzeczy to należy poruszać w corocznych Zebraniach Walnych Koła , ale na te zebrania przychodzi około 10 % społeczności Koła , a nie zapominajmy , że Statut PZW też odwołuje się do Walnych Sprawozdawczych Zebrań społeczności Koła
Rejestry zostaly wprowadzone tak naprawde tylko w jednym celu. Aby zrzucic z okregow (zarzadu) na wedkarzy prowadzenie ewidencji zasobow. Tak naprawde nie ma zadnego odgornego ministerialnego nakazu na prowadzenie rejestrow przez wedkarzy. Jest taki nakaz nalozony na PZW jako administratora wod. A zeby zakryc swoja nieudolnosc i niechec do pracy okregi (na szczescie nie wszystkie) powprowadzaly rejestry aby po zakonczonym sezonie udawac, ze robi sie jakies statystyki i zestawienia i moc rozliczyc sie z tego z ministrem rolnictwa i ...... Tak jak ktos wczesniej zauwazyl, rejestry nie sa i nigdy nie beda miarodajnym zrodlem informacji. Jedynie bezposrednie badania (kontolowane umiejetne odlowy i ciagly monitoring) sa w stanie cokolwiek pokazac. Czy jesli oddamy rejestry z danego okregu z 0 iloscia wpisanych uklei to znaczy ze ich tam nie ma czy nikt ich nie zabiera ?
A zeby bylo ciekawiej, uwazam ze rejestry sa potrzebne. I powinny byc ale w nieco innej postaci. Wypelniany powinien byc tylko wtedy, kiedy zabieram rybe. Wtedy ilosc posiadanych ryb musi sie zgadzac z iloscia wpisana do rejestru. Jak jest inaczej - dotkliwe kary. Nie mam rejestru, nic nie stoi na przeszkodzie zebym lowil. Ale nie wolno mi nic zabrac. Rejestr bylby jedynie batem na klusownikow zabierajacych ryby ponad limity. I to jego jedyna zaleta.
kol. mielec, chyba żeś trochę zer pogubił. Przed wojną było tylko 65 wędkarzy? ;) Nie sądzę.
W 1982 roku było w Polsce milion zrzeszonych wędkarzy, a nie 1000.
PS. Czytając odpowiedzi na zadane przez autora pytanie można odnieść wrażenie, że rejestr połowów wypełnia się, w celu jego wypełnienia.
Czytaj dokładniej, a bedziesz wiedział gdzie było tylu wędkarzy przed wojną. Podpowiem "nawias".
Nawiasem mówiąc, to na serio są liczby członków "twojego" okręgu? A może koła? Niektóre koła PZW mają po kilka tysięcy członków.
W sumie, różnie to bywa. Moje pierwsze koło PZW liczyło ok. 55-60 członków. Z tego co pamiętam to największym "zmartwieniem" prezesa i całego dziesięcioosobowego zarządu było utrzymanie liczebności powyżej 50, gdyż mniejsza liczba członków spowodowałaby rozwiązanie koła.
Pawelz
Kolego. Ja trochę uogólniłem, choć praca ichtiologa jest rzetelną pracą i wiedzą,
za co należy zapłacić. Czyli „ochrona wód” ujęta tutaj jest jednak jasno.
Pewnie inne prace trzeba opłacić choćby rybaka zawodowego, który wyłowi ileś
tam ryb kontrolnych. Z pewnością trzeba opłacić strażników itd. itd. Uznaj więc
moją wypowiedź jako nieprecyzyjną, jednak możliwą w tej części do przyjęcia.
Właśnie,
czy widziałeś gdzieś krześliska dla sandaczy? Ja nie. Za dzieciaka sam
pomagałem takie robić w zarządzie, w którym był mój ojciec, później za wiele
lat ja. Po co się męczyć. Lepiej kupić narybek/kroczek, którego zaraz zeżrą
dzikie gatunki drapieżników obeznane w przetrwaniu.
Co do
Twojego punktu drugiego, to trochę mijasz się z prawdą. Widziałem w telewizorni
film (chyba chodziło o Tajlandię) jak dba się o wielkie ryby. W kraju – Polsce –
gdzie ludziom żyje się gorzej od niewolników (niewolnik miał za darmo dach,
ubranie, jedzenie i trochę drobnych za swoją pracę, a nas okrada się z pracy w
83% i za 17% mamy się ubrać, zjeść, opłacić media), to nie dziw się, że jak
słusznie zauważa Mastiff, ludzie rybie mięso sprzedają dla zysku (tak, też na nalewki,
bo widziałem to w pewnych miast dolnośląskich i warszawskich).
Świetnie
to ujął Khead. Ja też oglądam tabele zarybień. I wiecie co? W pewnym mieście,
na odcinku piaszczystym gdzie żyje tylko płotka i kiełbik, oraz masa sumika karłowatego
(szczupaczki wybite zaraz po zejściu lodu), tamtejszy zarząd okręgu zarybił…
ileśset kilogramami płoci. Nie chcę więcej mówić, bo zaraz zwróci mi uwagę Mastiff
za niecenzuralne słowa ( a lubię jak wiecie czasami podkreślić swoje oburzenie)..
Oczywiscie , ze wielu ludzi jakos proboje dzieki wedkarstwu powiazac koniec z koncem. Ale nie wmowi mi nikt, ze koles podjezdzajacy fura za kilkadziesiat tys zl nad wode, wywalajacy iles tam kg zanety za spora kase, czy lowiacy sprzetem za spora pensje zabiera 10kg szczupaka czy 6 kg brzane z biedy. Czy gosc ktory placi za OS 75 zl / dzien lowienia a potem lapany jest na kradziezy 2 pstrazkow zrobil to z biedy. Nie uwierze. Wiekszosc ludzi zaiera ryby bo chce pokazac jaki to macho i wielki lowca. A potem jak emocje omijaja zaczyna sie problem, co z ryba zrobic. Bo ani to smaczne, ani nie da sie takiej ilosci miesa przerobic. Ale fotka i uznanie rodziny i znajomych jest. Wiem ze ryb nie wolno sprzedawac, ale mniej mnie boli jak ktos rzeczywiscie z biedy zabierze rybe i ja sprzeda bo nie ma na chleb, niz wtedy kiedy zgodnie z prawem gosc zatlucze rybe zeby tylko sie pochwalic.
Pawelz.
To ryba ma sprawiać przyjemność człowiekowi a nie człowiek rybie – choć w socjalizmie
to już zwierzęta maja prawa, ba,… są tacy, co mówią, że mają też dusze.
Cholera, to będę smażyć się w piekle za dusze much i komarów? O robakach na
przynętę nie wspomnę.
Kolego,
taki koleś ma prawo wziąć rybę i na zdrowie. Nie sprzęt łowi, tylko wiedza
wędkarza. Nie chodzi więc o rybę którą wziął, tylko o właściwą gospodarkę,
czyli ochronę tarlisk (tam powinni być strażnicy, a nie zajmować się
sprawdzaniem wpisów w rejestry, czy sprawdzaniem wymiarów ryb w siatce z karaniem
za jedną rybę niemiarową wrzuconą do siatki z pewnością pomyłkowo), ochronę
okresów ochronnych (tych właściwych ustalonych w oparciu o naukę, a nie widzimisię
socjalistycznych debili), zawody na żywej rybie (nie zawsze tak jest) i
wymienił bym więcej, ale po co?
Mało,
jestem zdania, że należałoby płacić za złowioną dużą rybę, dostarczoną do
specjalnie stworzonego łowiska PZW, czy innego opiekuna wody. Gdyby ktoś
otrzymał pięciokrotną wartość rynkową za sandacza metrowego, to na pewno by tej
ryby nie zjadł. A ile można by było na niej zarobić?
Ale po
co mówić o czymś oczywistym w systemie komuno-socjalistycznym? Ten system (już
z 300 pozwoleniami, koncesjami i innym dziadostwem) musi szybko upaść by było
dobrze. A winnych rozstrzelać…
słuchajcie to jest tylko dodatkowe orenże dla kontrolujących jak nie mogo sie przczepić o wymiar chronny ryby i limity [ i dobrze że akurat one istnieją ]to choć o wpis w rejestr Wystarczy że czlowiek nie wpisze przed wyjściem na połów jest możliwość podczas kontroli taką osobe ukarać mandatem 200 zł A po powrocie wstawia się co chce Więc wniosek jest prosty są to dodatkowe wpływy do związku i nic więcej Teoytycznie miało to dać pożądek itp a wyszlo ja zawsze podkładąją kolejne kłody pod nogi żebśmy tylko jak najwięcej płacili i ja najmnej łowili
Kolego ,,pawelz” Muszę jeszcze raz powtórzyć to co
napisał Rzecznik Prasowy PZW - ,, Do rejestru, jak sama nazwa
wskazuje, wpisujemy połowy, a więc te ryby, które stały się pożytkami z danej
wody i zostały złowione po to by je zabrać, wycofać z wody. Rejestr służy do
oceny ubytków w rybostanie danej wody (obwodu rybackiego), a także efektów
presji wędkarskiej oraz struktury rybostanu, a więc zebrania informacji ważnych
z punktu widzenia gospodarki rybackiej w danym obwodzie rybackim. ” Gdzie to pisze że wszystkie
ryby wpisujemy , a że PZW ten obowiązek przeniósł na wędkarzy , bo to oni
głównie te ryby odławiają i to oni powinni wykazać co i skąd odłowili , inaczej
nie powinno być im nawet wydawane
zezwolenie na wędkowanie . Łowisz pstrągi i wypuszczasz to tylko piszesz datę i
łowisko , a nikt cię nie zmusza do pisania ryb , jeżeli wypuszczasz . Miejsce
połowu i dzień połowu pisze się po to aby zaznaczyć gdzie kiedy i jaki w ciągu roku jest największy pressing
wędkarzy . To też wiele wnosi do prawidłowej gospodarki np. wzmożone kontrole . Co się tyczy odłowów
kontrolnych i tego monitorowania to niech tego raczej nie robią , bo to gorzej
będzie wychodziło niż te nawet mało wiarygodne rejestry . Wiem jedno że
obowiązek prowadzenia rejestrów powinien być w całej Polsce jednakowy , na
jednakowych zasadach , a tego nie ma i
dobrze wiesz że każdy po swojemu to robi (aby samemu móc korzystać , lub z
niewiedzy ), więc i sami wędkarze w to nie wierzą . Jednolity przepis wszędzie
np. RAPR i wiele nieporozumień będziemy mieli z głowy .
Popieram całą wypowiedż Kazimierza oboma rękoma. W szczególności ostatnią część wypowiedzi dotyczącą ujednolicenia sposobu prowadzenia rejestrów. Limityi to różne mogą być w okręgach, w zależności od zasobności wody , ale rejestrujemy rybę wg jednolitych zasad.
Pragnę jednocześnie podkreślić jedną rzecz. Inaczej jeszcze, aczkolwiek sytuacja się poprawia z roku na rok, patrzy się na wodę za którą się bezpośrednio odpowiada, a inaczej na ogólnie dostępną. Bezwzględny porządek na przykład na większości łowisk komercyjnych. Zazwyczaj wszelkie ograniczenia, odnośnie limitów i wymiarów są tam mocno zaostrzone i nikt nie ma do tego pretensji.
Generalnie bardzo dobrze, że Kolega Jack 14 wprowadził taki wątek. Zbliżają się nasze wędkarskie najważniejsze zebrania. Jest jeszcze czas, aby wypracować stosownie do specyfiki Kół, kierunki lub strategie działania. Trzeba na tych zebraniach o tym podyskutować przedstawiając konkretne propozycje. Głosy mogą być różne , ale naprawdę warto podyskutować.
Prowadziłem rejestr połowów + opis łowiska stan wody , pogoda za nim paru przygłupom takie pomysły przyszły do głowy.Jestem za rejestrem tylko bez idiotycznych obostrzeń ,wpisywanie daty złowionych ryb na łowisku ( często w nocy przy padającym deszczu i innych takich atrakcjach ).Jeżeli mamy traktować się poważnie to taki rejestr musi służyć dobru wędkarzy, nauce a zwłaszcza ichtiologom. W przeciwnym razie staje się zaprzeczeniem samej jego idei . Rejestry UCZCIWIE wypełniajmy w domu a nie na łowisku według paru idiotów zza biurek którzy być może w życiu na rybach nie byli. Julian
Julian poczytaj opinie kolegów i rzecznika PZW.Można napisac referat na ten temat ,jakie są przeznaczenia rejestru i korzyści .Z mojej strony (bardzo skromnej) ,rejestr ,czy inny obowiązek nałożony na wędkarza ,to nic innego jak możliwość wyłudzenia w obliczu prawa kasy . Wcześniej kosmite wędkarza zobacze ,niż uwierzę że ktoś w kołach te rejestry czyta i analizuje.
Rejestr połowów albo jak ja to nazywałem notatnik wędkarski zacząłem prowadzić jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nauczyłem się tego od wujka dzięki temu wiedziałem gdzie w jakich warunkach i jakie ryby.Niestety jak widzę idea w sumie słuszna została wypaczona przez urzędasów którzy z tkzw. moczeniem kija nie mają nic wspólnego.Mam poważne wątpliwości co do dalszego losu tych naszych zapisów.Podejrzewam że produkujemy tylko tkzw. makulaturę.Z poważaniem. Julian
Gdybyście byli choć na jednym walnym zebraniu Koła w ostatnich 2-3 latach to wiedzielibyście po co są wprowadzone rejestry połowu.A tak,niewiedza i lekceważenie kosztuje 200zł i zabieranie głosu na forum nie wiedząc co się mówi.
Romuś,wiedząc ,wiedząc ,bo prawda jest ciężka do zaakceptowania,a ciemnota wbijana przez kolegów z PZW lekka i przyjemna.Do gospodarki zarybieniowej nic to nie wnosi ,bo bez względu na wpisy w rejestrach jest taka sama,wpisy w rejestrach i tak niczego nie wnosza bo są mało rzetelnie wypełniane( chyba że Polski związek interesuje ile wędkarze dni w roku chodza na ryby) --a populacje ryb,wiedza zdobywana przez odłowy kontrolowane ,lub sto procęt większa by była na podstawie danego sondażu na zbiorniku i niż oszukiwanych rejestrów. Jedyny plus to kontrola w danym dniu wędkarza odnośnie dobowego limitu danego gatunku ryby,reszta --zapomnij...ale...ale to moje zdanie.Wiem siedze przed kompem ,zamiast na zebraniu i co ja tam moge wiedzieć.Jednak w ciągu roku jeżdżę blisko setkę razy na ryby i troszeczkę ,choć pyci ,pyci widzę.Może być oczywiście inna teoria,ja i kilkadziesiąt wędkarzy z którymi miałem przyjemność łowić,rozmawiać to ciemnota bez rozumu--o co mam nadzieje że nas nie podejrzewasz.
Czy się to komu podoba czy nie,mamy ustawowy obowiązek dokumentować prowadzoną gospodarkę rybacką.Musimy sporządzać operaty z zarybiania,pozyskiwania ryb,presji wędkarskiej na poszczególne zbiorniki,budowy tarlisk,ochrony ryb itp.Presję wędkarską i pozyskanie ryb można stwierdzić i udokumentować tylko za pomocą rejestrów połowu.Na zarybianie są dokumenty w postaci faktur.Inna działalność na podstawie protokołów.Od kilku lat o tym się mówiło przy każdej okazji,na każdym zebraniu to było wałkowane...po co i dlaczego.Jak ktoś nie wykazuje zainteresowania co się dzieje w kołach,okręgach,to potem nad wodą opowiada bzdury i narzeka na czym świat stoi.A najbardziej ci którzy są karani za krnąbrność,bo tak to należy nazwać.Nie mówię tego bezpodstawnie bo takie tłumaczenia są na porządku dziennym przy kontrolach. Powiem więcej,ze względu na koszty niektóre informatory/np.wód górskich/nie będą drukowane.Trzeba korzystać z informacji zamieszczonych na stronach Okręgów w internecie.
Gdybyście byli choć na jednym walnym zebraniu Koła w ostatnich 2-3 latach to wiedzielibyście po co są wprowadzone rejestry połowu.
A tak,niewiedza i lekceważenie kosztuje 200zł i zabieranie głosu na forum nie wiedząc co się mówi.
Mój obszerny rejestr (jestem trzy razy w tygodniu na rybach) zawiera wyłącznie daty wolnego czasu spędzonego nad wodą .
Nie lubię jeść ryb nie zabieram.
Skąd biegły ichtiolog czytający mój rejestr (piszący operaty rybackie) będzie wiedział ile złowiłem :„chwastu rybiego” , ile Obcych wysiedlonych gatunków , ile atrakcyjnych ryb spokojnego zeru , ile złowiłem nie wymiarowych ryb , ile ryb drapieżnych , ile dużych cennych ryb ze stada rozrodczego . Ile ryb było zdrowych a ile chorych (u nas w Wiśle co drugi okoń i nie tylko ma glizdę nicienia czerwonego w mięsie)
ile złowiłem migrujących gatunków na tarło ( certa), ile wracających ,
ile złowiłem ryb z objętych specjalnym programem zarybieniowym (jesiotr, troć wędrowna, Łosoś)?
Do puki nie będzie obowiązku rejestracyj wszystkich złowionych ryb z mojego rejestru nikt nigdy nic się nie dowie.
Pytam się kto rejestruje jakie były gatunki ryb setkami ton pożarte przez tysiące kormoranów.
Na moich łowiskach występują jeszcze nie sety rybacy pod nazwą Rybak PZW stawiający sieci głównie nocami.
Nie słyszałem aby ktoś kontrolował ich rejestry.
Takie rejestry można tylko rozbić o kant D.............
Romuś,wiedząc ,wiedząc ,bo prawda jest ciężka do zaakceptowania,a ciemnota wbijana przez kolegów z PZW lekka i przyjemna.Do gospodarki zarybieniowej nic to nie wnosi ,bo bez względu na wpisy w rejestrach jest taka sama,wpisy w rejestrach i tak niczego nie wnosza bo są mało rzetelnie wypełniane( chyba że Polski związek interesuje ile wędkarze dni w roku chodza na ryby) --a populacje ryb,wiedza zdobywana przez odłowy kontrolowane ,lub sto procęt większa by była na podstawie danego sondażu na zbiorniku i niż oszukiwanych rejestrów. Jedyny plus to kontrola w danym dniu wędkarza odnośnie dobowego limitu danego gatunku ryby,reszta --zapomnij...ale...ale to moje zdanie.Wiem siedze przed kompem ,zamiast na zebraniu i co ja tam moge wiedzieć.Jednak w ciągu roku jeżdżę blisko setkę razy na ryby i troszeczkę ,choć pyci ,pyci widzę.Może być oczywiście inna teoria,ja i kilkadziesiąt wędkarzy z którymi miałem przyjemność łowić,rozmawiać to ciemnota bez rozumu--o co mam nadzieje że nas nie podejrzewasz.
ooooooooooooo to ciekawe blisko setke razy na rybach to wychodzi blisko co trzeci dzien w roku nad woda
Fajnie że masz coś ciekawego do wniesienia w temat.Nie liczyłem wszystkich wypadów ,ale dla zaspokojenia Twojego może 65,może 69 lub 90..Teraz lepiej ,czy zaniżyć? Pewnie długi był więcej.
Czy się to komu podoba czy nie,mamy ustawowy obowiązek dokumentować prowadzoną gospodarkę rybacką.Musimy sporządzać operaty z zarybiania,pozyskiwania ryb,presji wędkarskiej na poszczególne zbiorniki,budowy tarlisk,ochrony ryb itp.Presję wędkarską i pozyskanie ryb można stwierdzić i udokumentować tylko za pomocą rejestrów połowu.Na zarybianie są dokumenty w postaci faktur.Inna działalność na podstawie protokołów.Od kilku lat o tym się mówiło przy każdej okazji,na każdym zebraniu to było wałkowane...po co i dlaczego.Jak ktoś nie wykazuje zainteresowania co się dzieje w kołach,okręgach,to potem nad wodą opowiada bzdury i narzeka na czym świat stoi.A najbardziej ci którzy są karani za krnąbrność,bo tak to należy nazwać.Nie mówię tego bezpodstawnie bo takie tłumaczenia są na porządku dziennym przy kontrolach. Powiem więcej,ze względu na koszty niektóre informatory/np.wód górskich/nie będą drukowane.Trzeba korzystać z informacji zamieszczonych na stronach Okręgów w internecie.
Dzięki temu biurokracja na górze ma się dobrze i rozkwita z roku na rok.
Tyle już lat wciska się wędkarzom ten kit o rejestrach, a ryb jest coraz mniej.
Pamiętam czasy jak po jeziorze Rożnowskim pływał kuter rybacki, ryb było w brud i wszyscy byli zadowoleni.
A ja pamiętam czasy,kiedy pozwolenie na połów spinningiem dostawało się w nagrodę za działalność na rzecz wędkarstwa.Ryb było więcej i porządek nad wodą.
U mnie, przy wykupowaniu składek na rozpoczynający się sezon, rejestry wyrzuca się do śmieci. Ot cały sens rejestrów, nikt nie ma ochoty tego czytać, ale ich istnienie jest odgórnym postanowieniem i tylko marnuje się celuloza.
U mnie, przy wykupowaniu składek na rozpoczynający się sezon, rejestry wyrzuca się do śmieci. Ot cały sens rejestrów, nikt nie ma ochoty tego czytać, ale ich istnienie jest odgórnym postanowieniem i tylko marnuje się celuloza.
To napisz jeszcze z jakiego okręgu jesteś oraz dane koła PZW, sprawdzimy czy nie świrujesz.
U mnie, przy wykupowaniu składek na rozpoczynający się sezon, rejestry wyrzuca się do śmieci. Ot cały sens rejestrów, nikt nie ma ochoty tego czytać, ale ich istnienie jest odgórnym postanowieniem i tylko marnuje się celuloza.
To napisz jeszcze z jakiego okręgu jesteś oraz dane koła PZW, sprawdzimy czy nie świrujesz.
Nie powiem, konfidencja jest wszędzie i jeszcze zaczną to egzekwować. O nie.
Właśnie.....rodzi się konkluzja....z portalu wędkarskiego robi się /......./,przez grzeczność nie powiem co.Każdy frustrat,cham,itd...itd...może się wpisać in cognito,zabierać głos,szkalować innych kolegów i instytucje nie ponosząc żadnych konsekwencji.To jest robienie złej aureoli wokół wędkarstwa! Kim jesteś Tony Montana poza chamem!Wstydzisz się swojego nazwiska,że występujesz z przykrytą przyłbica? To samo tyczy innych co boją się wystąpić imiennie.
Zadałem pytanie, otrzymałem dużo odpowiedzi były wątpliwości, itp..
Nawet można było do czasu o nich dyskutować, czytać, a tu taki mistrz jednej jedynej prawdy (plus kilku) i już mamy to co mamy.
Ważne jest to, że przed tym całym "syfem" kto chciał i miał coś ważnego do "powiedzenia" to wcześniej przeczytał i napisał jakie jest jego zdanie lub co o tym myśli.
A ja pamiętam czasy,kiedy pozwolenie na połów spinningiem dostawało się w nagrodę za działalność na rzecz wędkarstwa.Ryb było więcej i porządek nad wodą.
No faktycznie, ale chyba niewielu już to pamięta....
Muszę strzelić jednego, bo żałość wezbrała na wspomnienie tamtych czasów.
Twoje zdrowie kolego.
Obawiam się, że gość nie kłamał. Mój ubiegłoroczny rejestr też do Koła nie trafił, mimo szczerej chęci zdania go - znaczki nabywam w sklepie - choć leży gdzieś w szufladzie jako pamiątka. Nie zamierzam udzielać zbyt wielu informacji, żeby nikt nie miał nieprzyjemności, a także dlatego, że sam do rejestrów jestem sceptycznie nastawiony.
Już sam fakt, że część rejestrów nie trafia do Kół, bo tak naprawdę nie wiemy ile, świadczy o tym, że w praktyce nie są wcale takie niezbędne. Niby wiąże się z ich istnieniem jakaś tam idea, którą zaraz postaram się zresztą obalić, ale rzeczywistość wygląda jak wygląda.
Po kolei. Wskazanie presji na łowiska. Można to z dużym prawdopodobieństwem oszacować na podstawie gęstości zaludnienia danego obszaru, ewentualnie na podstawie adresów zamieszkania członków, spora ilość wędkarzy to nie są ludzie bardzo mobilni, wielu z nich wybiera wodę, do której ma przysłowiowe dwa kroki.
Poza tym dajmy na to Okręg Szczecin, gdzie miałem okazję wędkować w zeszłym roku. Odra i jej kanały z lewa i prawa, łowiska o różnej specyfice i rybostanie. W rejestrze wszystkie te łowiska to jeden numer. Nie da się określić w ten sposób odcinka pod największą presją, no i czy naprawdę trzeba wypełniać tabelki, by stwierdzić, że Szczecinianie najczęściej wędkują na Odrze i jej kanałach? :)
Wskazanie potrzeby zarybień. Gdy w rejestr wpisuje się przed rozpoczęciem wędkowania datę i numer łowiska, a resztę po jego zakończeniu, nie sposób wierzyć w to, że wielu wędkarzy robi to skrupulatnie. W rejestrach widnieją tylko daty i numery łowisk, wychodzi więc na to, że dookoła sami no-killowcy. :) W związku z tym nie dziwią mnie przypadki nieprzyjmowania rejestrów, skoro niewiele można z nich wyczytać w takiej formie.
Jeszcze jeden przykład. Wędkarz A złowi w ciągu roku i wpisze w rejestr 500 sztuk krąpia, co nie jest po prawdzie żadnym wyczynem, wędkarz B wpisze 5 szczupaków. I o czym to ma świadczyć? Większość okręgów i tak zarybi... karpiem. :)
Odłów kontrolny jest bardziej wiarygodnym narzędziem na badanie rybostanu niż rejestry w dzisiejszej formie. Dodajmy do tego fakt, że w rejestrach przed zakończeniem sezonu wypisywane są różne cuda na kiju, łowiska, na których się nie było i ryby, których się nie złowiło, byle nie świecił on pustkami.
To właściwie cały obraz funkcjonalności rejestrów, bez czarowania się.
Zadam też pytanie, na które każdy powinien sam sobie odpowiedzieć. Prowadzę rejestr połowu ryb, gdyż:
1) chcę uniknąć przykrych konsekwencji podczas kontroli, wynikających z braku wpisu w odpowiedniej rubryce 2) wierzę, że informacje, które w nim zawrę, wpłyną na poprawę stanu naszych łowisk
Słowo wierzę, ponieważ na podstawie powyższego tekstu ciężko użyć innego, przynajmniej w mojej sytuacji. Sam wybieram odpowiedź numer 1.
Czy się to komu podoba czy nie,mamy ustawowy obowiązek dokumentować prowadzoną gospodarkę rybacką.Musimy sporządzać operaty z zarybiania,pozyskiwania ryb,presji wędkarskiej na poszczególne zbiorniki,budowy tarlisk,ochrony ryb itp.Presję wędkarską i pozyskanie ryb można stwierdzić i udokumentować tylko za pomocą rejestrów połowu.Na zarybianie są dokumenty w postaci faktur.Inna działalność na podstawie protokołów.Od kilku lat o tym się mówiło przy każdej okazji,na każdym zebraniu to było wałkowane...po co i dlaczego.Jak ktoś nie wykazuje zainteresowania co się dzieje w kołach,okręgach,to potem nad wodą opowiada bzdury i narzeka na czym świat stoi.A najbardziej ci którzy są karani za krnąbrność,bo tak to należy nazwać.Nie mówię tego bezpodstawnie bo takie tłumaczenia są na porządku dziennym przy kontrolach. Powiem więcej,ze względu na koszty niektóre informatory/np.wód górskich/nie będą drukowane.Trzeba korzystać z informacji zamieszczonych na stronach Okręgów w internecie.
Skoro tak skrupulatnie wyliczasz to oprocz tej presji, powiedz mi ile to tarlisk wybudowalo PZW (ja osobiscie nie widzialem ani jednego), jak PZW rozlicza sie z ochrony wod, skoro nie posiada ZADNEJ (w praktyce) sluzby podlegajacej pod PZW ?. Jak rozliczaja sie te okregi ktore rejestrow nie wprowadzily. ?. Po prostu poszliscie na latwizne, zwaliliscie cala robote na szeregowych czlonkow PZW, bo pkreslenie presji i rybostanu bez rejestrow wymaga sporej pracy. A po cholere, skoro inni moga to zrobic. Mamy swistek (kompletnie nie istotne ze w 50% wpisane sa tam kompletne bzdury nic nie mowiace) jako podkladke i wszystko jest OK.
W moim Kole na wiosnę tego roku budowaliśmy tarliska na powierzchni ok 0,25 ha.Wywoziliśmy i zanurzaliśmy krzaki i gałęzie obciążone kamieniami na wypłyceniach żwirowni.Podczas tarła aż się woda kotłowała w tych miejscach.
A w moim, jak ryba idzie na tarlo, to po wytarciu szybko wahluja woda na zalewie, tak ze z tego tarla jest jedno wielkie g.... I pies z kulawa noga sie nie upomni o odszkodowanie. A co dopiero budowa tarlisk. W zycu nie widzialem (choc wiem o takich inicjatywach niejako prywatnych) aby PZW budowalo tarliska. Powstaja roznego rodzaju stoarzyszenia przyjaciol ......... (w kropki wpisz nazwe rzeki) ktore proboja cos zrobic na rzekach gorskich. Ale zeby PZW tak samo z siebie. Na sama mysl zajadow dostaje.
W moim Kole na wiosnę tego roku budowaliśmy tarliska na powierzchni ok 0,25 ha.Wywoziliśmy i zanurzaliśmy krzaki i gałęzie obciążone kamieniami na wypłyceniach żwirowni.Podczas tarła aż się woda kotłowała w tych miejscach.
Jesli powierzchnia 25 x 100 m to wszystko o czym wiesz, w opozycji do tysiecy ha zmeliorowanych rzek i zniszczonych tarlisk, to ladnie wyglada ta gospodarka. Z jednej strony nazwijmy to buduje sie tarliska, z drugiej strony niszczy sie wielokrotnie wieksze powierzchnie wod (stawia MEW"y odcinajac ryby od tarlisk, buduje wieksze zapory i melioruje rzeki tak ze ryby nie maja sie gdzie wycierac) przy calkowitej biernosci wladz PZW. Gdzie tu logika i sens. Moze zamiast zajmowac sie pierdolami lepiej wziasc sie za bary z meliorantami i wyciagnac odszkodowania, a jeszcze lepiej nie dopuscic do melioracji. Ale przeciez latwiej wrzucic (bez urazy) kilka galezi do wody i chwalic sie wypelnieniami zalecen ministra rolnictwa.
Oczywiście,lepiej wrócić do jaskiń.Przestać budować domy,drogi autostrady,elektrownie.Niech rzeki wylewają,robiąc spustoszenie.Melioranci nie będą potrzebni.Albo...wznieść ręce do nieba w błagalnej pozie żeby stwórca rzucił z nieba trochę ryb jak kiedyś mannę dla ludu wybranego.Gdyby w całej Polsce narzucać gałęzi do łowisk,zamiast je wyciągać z wody bo przeszkadzająw spiningowaniu,białej ryby byłoby zdecydowanie więcej.7-8 lat temu w trakcie tarła leszczy poziom wody utrzymał się na wysokim równym poziomie,w tym roku było zatrzęsienie tamtego rocznika.Brały na potęgę takie 25-30cm.....A tak powinno być co roku!
Nie wiem drodzy koledzy jak jest w innych okręgach ale u nas rejestr połowów jest po to by wprowadzac więcej ograniczeń i karac tych którzy je łamią. jeżeli łowi się mało ryb np. na Bobrze np. pstrągów to po co zarybiac (za nasze składki oczywiście)? Wprowadźmy zmiany;likwidacja odcinków wód nizinnych, zasada złów i wypuśc, a do tego żwirownia Rakowice-zakaz wędkowania do odwołania. przepraszam za moje słownictwo ale nowe przepisy są tak pojebane że nadal nie mogę tego ogarnąc. w mojej okolicy nie wiele jest miejsc gdzie mogę łowic ale w tej sytuacji zastanawiam się wspólnie z kolegami gdzie mogę sobie połowic i zabrac rybkę do domu. Może powinienem przenieśc się razem ze składkami do takiego okręgu który dba o wędkarzy i zarybia swoje akweny?
Tak samo się dzieje w każdym spożywczaku, warzywniaku, mięsnym czy ciucholandzie!
Musisz wiedzieć co opitoliłeś żeby uzupełnić.
Takie to trudne?????
Pozwolę się nie zgodzić. To że w rejestrach sa same karpie czy płotki nie znaczy że trzeba nimi "uzupełniać" Być moze jest ich zbyt dużo i tylko one się trafiają, być może tylko one smakuja okolicznym wędkarzom.
A skoro w rejestrze nie ma żadnego lina to znaczy że nie trzeba nim zarybiać bo nikt go nie wyłowił? a może po prostu nie ma go w wodzie i należałoby zarybić.
Właściciel sklepu nie patrzy przed złożeniem zamówienia na paragony. On stara się dowiedzieć czego potrzebują klienci, robi badanie rynku.
PZW też powinno zrobić badania wód. Przed zarybieniem.
zarybianie sranie w banie ryby z zarybienia to smietniki ktore żra wszystko co wpadnie do wody a poza tym szkodza rodzimym gatunkom mowa o pstragu potokowym bo sam jestem tego swiadkiem jak po zarybieniu chodowlancem zanikla wieksza czesc dzikuskow dlaczego nie wiem?a jesli chodzi o rejestr to po co rejestr jesli ja bedac ok 50 razy na rybach nie mialem zadnej kontroli ok 15 razy w poblizu odcinka specjalnego na sanie a niby pilnuja tam.morał: zamiast gownianych papierkow i dziwnych ustaw wiecej kontroli
Różne były etapy zmian od początków uprawiania wędkarstwa. Różny był też cel wędkowania. O ile kiedyś wędkowano głównie na potrzeby pozyskania rybiego mięsa, aby przeżyć, o tyle dzisiaj wędkarstwo staje się dobrowolnym hobby. Towarzyszące współczesnemu wędkowaniu wysokie koszty wynikają z wysokich wydatków związanych z utrzymaniem wód. Wielu wędkarzy z tęsknotą wspomina okres kiedy za czasów "komuny" ustalono, że w ramach jednej opłaty wędkarz mógł sobie wędkować w całym kraju. Ale już nikt nie pamięta, jak od lat przedwojennych aż do lat siedemdziesiątych, aby móc wędkować, należało sobie wykupić jakiś rewir do wędkowania, np. (przykład na moim Okręgu) kupując rewir 18 rzeki Wisłoki bez jej dopływów, można było wędkować tylko na rzece Wisłoka na odcinku od mostu w Przecławiu do Mielca. Zamożniejsi wykupywali po kilka rewirów. dzisiaj wody zostały podzielone na oddzielne obwody rybackie, a każdy obwód rybacki, każdy zbiornik wodny jest gospodarowany przez konkretnego użytkownika, który za prawo wędkowania każe sobie płacić. Koszty ponoszone przez użytkownika są związane z wydatkami, jakie ponosi na opłatę za wodę, w tym na podatki, koszty dzierżawy wód oraz na zarybienia, ponieważ użytkownik ma obowiązek dokonywać zarybień w zadeklarowanej w przetargu na dzierżawę wód ilości, pod groźba utraty prawa użytkowania tej wody. Wielu wędkarzom nie podoba się, że chcąc wędkować na różnych wodach, muszą za to płacić. Ale kto lubi wydawać zarobione pieniądze? Ja też bym wolał, aby składki za wędkowanie były mniejsze, poza tym wolałbym nie płacić podatków, złości mnie każdy kolejny wzrost cen za energię, za paliwo, nie mile jest widziana każda podwyżka czynszu mieszkaniowego, ale płacić trzeba. Aby uniknąć zbędnych stresów, należy wędkowanie traktować podobnie jak wyjście do kina lub na mecz, że idę, a by miło spędzić czas. Płace bilet, a do domu, poza duchowymi wrażeniami, nic konkretnego nie przynoszę. Rozważając sprawę kosztów, nie sposób pominąć również bardzo istotnego faktu, a mianowicie liczby osób uprawiających wędkarstwo. W latach 1935 - 1949 było zarejestrowanych 65 wędkarzy. Po wojnie liczba wędkarzy systematycznie rosła i wynosiła 50` ,69, 1954 - 79 os. 1957 - 96 os. 1958 - 127 os. itd. by w 1982 roku przekroczyć 1000 członków. Wody w tym czasie nie przybyło i gdyby nie dodatkowe zarybienia, w tym duże zarybienia z funduszy WSK "PZL - Mielec", nasi wędkarze nie mieli by co łowić. Obecnie nie ma sponsorów, którzy łożyliby na zarybienia. to sami wędkarze ze swoich składek muszą dorybiać użytkowane wody. Niektórych wędkarzy denerwuje obowiązek wypełniania rejestru połowów ryb. rejestr połowów nie jest niczym nowym, ponieważ już w 1955 roku każdy wędkarz miał obowiązek wypełniania rejestru.
Zgadzam się z Tomkiem , od 1995 roku był zapis o wypełnianiu rejestru , wypełniało go zaledwie 10 % wędkarzy , jak niektóre Koła postanowili za brak zwrotu rejestru --opłatę 10 zł , to frekwencja wyraźnie wzrosła .A jak też wymaga tego Ustawa Państwowa i oczywiście kara 10 x większa , to zaczęły się narzekania .
Takie rzeczy to należy poruszać w corocznych Zebraniach Walnych Koła , ale na te zebrania przychodzi około 10 % społeczności Koła , a nie zapominajmy , że Statut PZW też odwołuje się do Walnych Sprawozdawczych Zebrań społeczności Koła
kol. mielec, chyba żeś trochę zer pogubił. Przed wojną było tylko 65 wędkarzy? ;) Nie sądzę.
W 1982 roku było w Polsce milion zrzeszonych wędkarzy, a nie 1000.
PS. Czytając odpowiedzi na zadane przez autora pytanie można odnieść wrażenie, że rejestr połowów wypełnia się, w celu jego wypełnienia.
Rejestry zostaly wprowadzone tak naprawde tylko w jednym celu. Aby zrzucic z okregow (zarzadu) na wedkarzy prowadzenie ewidencji zasobow. Tak naprawde nie ma zadnego odgornego ministerialnego nakazu na prowadzenie rejestrow przez wedkarzy. Jest taki nakaz nalozony na PZW jako administratora wod. A zeby zakryc swoja nieudolnosc i niechec do pracy okregi (na szczescie nie wszystkie) powprowadzaly rejestry aby po zakonczonym sezonie udawac, ze robi sie jakies statystyki i zestawienia i moc rozliczyc sie z tego z ministrem rolnictwa i ......
Tak jak ktos wczesniej zauwazyl, rejestry nie sa i nigdy nie beda miarodajnym zrodlem informacji. Jedynie bezposrednie badania (kontolowane umiejetne odlowy i ciagly monitoring) sa w stanie cokolwiek pokazac. Czy jesli oddamy rejestry z danego okregu z 0 iloscia wpisanych uklei to znaczy ze ich tam nie ma czy nikt ich nie zabiera ?
A zeby bylo ciekawiej, uwazam ze rejestry sa potrzebne. I powinny byc ale w nieco innej postaci. Wypelniany powinien byc tylko wtedy, kiedy zabieram rybe. Wtedy ilosc posiadanych ryb musi sie zgadzac z iloscia wpisana do rejestru. Jak jest inaczej - dotkliwe kary. Nie mam rejestru, nic nie stoi na przeszkodzie zebym lowil. Ale nie wolno mi nic zabrac. Rejestr bylby jedynie batem na klusownikow zabierajacych ryby ponad limity. I to jego jedyna zaleta.
kol. mielec, chyba żeś trochę zer pogubił. Przed wojną było tylko 65 wędkarzy? ;) Nie sądzę.
W 1982 roku było w Polsce milion zrzeszonych wędkarzy, a nie 1000.
PS. Czytając odpowiedzi na zadane przez autora pytanie można odnieść wrażenie, że rejestr połowów wypełnia się, w celu jego wypełnienia.
Czytaj dokładniej, a bedziesz wiedział gdzie było tylu wędkarzy przed wojną. Podpowiem "nawias".
kol. mielec, chyba żeś trochę zer pogubił. Przed wojną było tylko 65 wędkarzy? ;) Nie sądzę.
W 1982 roku było w Polsce milion zrzeszonych wędkarzy, a nie 1000.
PS. Czytając odpowiedzi na zadane przez autora pytanie można odnieść wrażenie, że rejestr połowów wypełnia się, w celu jego wypełnienia.
Czytaj dokładniej, a bedziesz wiedział gdzie było tylu wędkarzy przed wojną. Podpowiem "nawias".
Nawiasem mówiąc, to na serio są liczby członków "twojego" okręgu? A może koła? Niektóre koła PZW mają po kilka tysięcy członków.
W sumie, różnie to bywa. Moje pierwsze koło PZW liczyło ok. 55-60 członków. Z tego co pamiętam to największym "zmartwieniem" prezesa i całego dziesięcioosobowego zarządu było utrzymanie liczebności powyżej 50, gdyż mniejsza liczba członków spowodowałaby rozwiązanie koła.
Pawelz Kolego. Ja trochę uogólniłem, choć praca ichtiologa jest rzetelną pracą i wiedzą, za co należy zapłacić. Czyli „ochrona wód” ujęta tutaj jest jednak jasno. Pewnie inne prace trzeba opłacić choćby rybaka zawodowego, który wyłowi ileś tam ryb kontrolnych. Z pewnością trzeba opłacić strażników itd. itd. Uznaj więc moją wypowiedź jako nieprecyzyjną, jednak możliwą w tej części do przyjęcia.
Właśnie, czy widziałeś gdzieś krześliska dla sandaczy? Ja nie. Za dzieciaka sam pomagałem takie robić w zarządzie, w którym był mój ojciec, później za wiele lat ja. Po co się męczyć. Lepiej kupić narybek/kroczek, którego zaraz zeżrą dzikie gatunki drapieżników obeznane w przetrwaniu.
Co do Twojego punktu drugiego, to trochę mijasz się z prawdą. Widziałem w telewizorni film (chyba chodziło o Tajlandię) jak dba się o wielkie ryby. W kraju – Polsce – gdzie ludziom żyje się gorzej od niewolników (niewolnik miał za darmo dach, ubranie, jedzenie i trochę drobnych za swoją pracę, a nas okrada się z pracy w 83% i za 17% mamy się ubrać, zjeść, opłacić media), to nie dziw się, że jak słusznie zauważa Mastiff, ludzie rybie mięso sprzedają dla zysku (tak, też na nalewki, bo widziałem to w pewnych miast dolnośląskich i warszawskich).
Świetnie to ujął Khead. Ja też oglądam tabele zarybień. I wiecie co? W pewnym mieście, na odcinku piaszczystym gdzie żyje tylko płotka i kiełbik, oraz masa sumika karłowatego (szczupaczki wybite zaraz po zejściu lodu), tamtejszy zarząd okręgu zarybił… ileśset kilogramami płoci. Nie chcę więcej mówić, bo zaraz zwróci mi uwagę Mastiff za niecenzuralne słowa ( a lubię jak wiecie czasami podkreślić swoje oburzenie)..
Oczywiscie , ze wielu ludzi jakos proboje dzieki wedkarstwu powiazac koniec z koncem.
Ale nie wmowi mi nikt, ze koles podjezdzajacy fura za kilkadziesiat tys zl nad wode, wywalajacy iles tam kg zanety za spora kase, czy lowiacy sprzetem za spora pensje zabiera 10kg szczupaka czy 6 kg brzane z biedy. Czy gosc ktory placi za OS 75 zl / dzien lowienia a potem lapany jest na kradziezy 2 pstrazkow zrobil to z biedy. Nie uwierze.
Wiekszosc ludzi zaiera ryby bo chce pokazac jaki to macho i wielki lowca. A potem jak emocje omijaja zaczyna sie problem, co z ryba zrobic. Bo ani to smaczne, ani nie da sie takiej ilosci miesa przerobic.
Ale fotka i uznanie rodziny i znajomych jest.
Wiem ze ryb nie wolno sprzedawac, ale mniej mnie boli jak ktos rzeczywiscie z biedy zabierze rybe i ja sprzeda bo nie ma na chleb, niz wtedy kiedy zgodnie z prawem gosc zatlucze rybe zeby tylko sie pochwalic.
I właśnie taki "biedak" powinien latać z workiem na śmieci np 150 metrów brzegiem i zbierać wszystko co należy do niego "załadować".
Nałożona kara (jeśli się jej podda) moim zdaniem adekwatna do czynu.
Pawelz. To ryba ma sprawiać przyjemność człowiekowi a nie człowiek rybie – choć w socjalizmie to już zwierzęta maja prawa, ba,… są tacy, co mówią, że mają też dusze. Cholera, to będę smażyć się w piekle za dusze much i komarów? O robakach na przynętę nie wspomnę.
Kolego, taki koleś ma prawo wziąć rybę i na zdrowie. Nie sprzęt łowi, tylko wiedza wędkarza. Nie chodzi więc o rybę którą wziął, tylko o właściwą gospodarkę, czyli ochronę tarlisk (tam powinni być strażnicy, a nie zajmować się sprawdzaniem wpisów w rejestry, czy sprawdzaniem wymiarów ryb w siatce z karaniem za jedną rybę niemiarową wrzuconą do siatki z pewnością pomyłkowo), ochronę okresów ochronnych (tych właściwych ustalonych w oparciu o naukę, a nie widzimisię socjalistycznych debili), zawody na żywej rybie (nie zawsze tak jest) i wymienił bym więcej, ale po co?
Mało, jestem zdania, że należałoby płacić za złowioną dużą rybę, dostarczoną do specjalnie stworzonego łowiska PZW, czy innego opiekuna wody. Gdyby ktoś otrzymał pięciokrotną wartość rynkową za sandacza metrowego, to na pewno by tej ryby nie zjadł. A ile można by było na niej zarobić?
Ale po co mówić o czymś oczywistym w systemie komuno-socjalistycznym? Ten system (już z 300 pozwoleniami, koncesjami i innym dziadostwem) musi szybko upaść by było dobrze. A winnych rozstrzelać…
słuchajcie to jest tylko dodatkowe orenże dla kontrolujących jak nie mogo sie przczepić o wymiar chronny ryby i limity [ i dobrze że akurat one istnieją ]to choć o wpis w rejestr Wystarczy że czlowiek nie wpisze przed wyjściem na połów jest możliwość podczas kontroli taką osobe ukarać mandatem 200 zł A po powrocie wstawia się co chce Więc wniosek jest prosty są to dodatkowe wpływy do związku i nic więcej Teoytycznie miało to dać pożądek itp a wyszlo ja zawsze podkładąją kolejne kłody pod nogi żebśmy tylko jak najwięcej płacili i ja najmnej łowili
mi się wydawało , że rejestr wypeniamy aby PZW na koncu roku wiedziało jaką rybą zarybic gdyz na danym akwenie odłowiono jej za dużo.
Kolego ,,pawelz” Muszę jeszcze raz powtórzyć to co napisał Rzecznik Prasowy PZW - ,, Do rejestru, jak sama nazwa wskazuje, wpisujemy połowy, a więc te ryby, które stały się pożytkami z danej wody i zostały złowione po to by je zabrać, wycofać z wody. Rejestr służy do oceny ubytków w rybostanie danej wody (obwodu rybackiego), a także efektów presji wędkarskiej oraz struktury rybostanu, a więc zebrania informacji ważnych z punktu widzenia gospodarki rybackiej w danym obwodzie rybackim. ” Gdzie to pisze że wszystkie ryby wpisujemy , a że PZW ten obowiązek przeniósł na wędkarzy , bo to oni głównie te ryby odławiają i to oni powinni wykazać co i skąd odłowili , inaczej nie powinno być im nawet wydawane zezwolenie na wędkowanie . Łowisz pstrągi i wypuszczasz to tylko piszesz datę i łowisko , a nikt cię nie zmusza do pisania ryb , jeżeli wypuszczasz . Miejsce połowu i dzień połowu pisze się po to aby zaznaczyć gdzie kiedy i jaki w ciągu roku jest największy pressing wędkarzy . To też wiele wnosi do prawidłowej gospodarki np. wzmożone kontrole . Co się tyczy odłowów kontrolnych i tego monitorowania to niech tego raczej nie robią , bo to gorzej będzie wychodziło niż te nawet mało wiarygodne rejestry . Wiem jedno że obowiązek prowadzenia rejestrów powinien być w całej Polsce jednakowy , na jednakowych zasadach , a tego nie ma i dobrze wiesz że każdy po swojemu to robi (aby samemu móc korzystać , lub z niewiedzy ), więc i sami wędkarze w to nie wierzą . Jednolity przepis wszędzie np. RAPR i wiele nieporozumień będziemy mieli z głowy .
Popieram całą wypowiedż Kazimierza oboma rękoma. W szczególności ostatnią część wypowiedzi dotyczącą ujednolicenia sposobu prowadzenia rejestrów. Limityi to różne mogą być w okręgach, w zależności od zasobności wody , ale rejestrujemy rybę wg jednolitych zasad.
Pragnę jednocześnie podkreślić jedną rzecz. Inaczej jeszcze, aczkolwiek sytuacja się poprawia z roku na rok, patrzy się na wodę za którą się bezpośrednio odpowiada, a inaczej na ogólnie dostępną. Bezwzględny porządek na przykład na większości łowisk komercyjnych. Zazwyczaj wszelkie ograniczenia, odnośnie limitów i wymiarów są tam mocno zaostrzone i nikt nie ma do tego pretensji.
Generalnie bardzo dobrze, że Kolega Jack 14 wprowadził taki wątek. Zbliżają się nasze wędkarskie najważniejsze zebrania. Jest jeszcze czas, aby wypracować stosownie do specyfiki Kół, kierunki lub strategie działania. Trzeba na tych zebraniach o tym podyskutować przedstawiając konkretne propozycje. Głosy mogą być różne , ale naprawdę warto podyskutować.
kol.pawełku popieram w 100proc.
Prowadziłem rejestr połowów + opis łowiska stan wody , pogoda za nim paru przygłupom takie pomysły przyszły do głowy.Jestem za rejestrem tylko bez idiotycznych obostrzeń ,wpisywanie daty złowionych ryb na łowisku ( często w nocy przy padającym deszczu i innych takich atrakcjach ).Jeżeli mamy traktować się poważnie to taki rejestr musi służyć dobru wędkarzy, nauce a zwłaszcza ichtiologom. W przeciwnym razie staje się zaprzeczeniem samej jego idei .
Rejestry UCZCIWIE wypełniajmy w domu a nie na łowisku według paru idiotów zza biurek którzy być może w życiu na rybach nie byli.
Julian
Julian poczytaj opinie kolegów i rzecznika PZW.Można napisac referat na ten temat ,jakie są przeznaczenia rejestru i korzyści .Z mojej strony (bardzo skromnej) ,rejestr ,czy inny obowiązek nałożony na wędkarza ,to nic innego jak możliwość wyłudzenia w obliczu prawa kasy .
Wcześniej kosmite wędkarza zobacze ,niż uwierzę że ktoś w kołach te rejestry czyta i analizuje.
Rejestr połowów albo jak ja to nazywałem notatnik wędkarski zacząłem prowadzić jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Nauczyłem się tego od wujka dzięki temu wiedziałem gdzie w jakich warunkach i jakie ryby.Niestety jak widzę idea w sumie słuszna została wypaczona przez urzędasów którzy z tkzw. moczeniem kija nie mają nic wspólnego.Mam poważne wątpliwości co do dalszego losu tych naszych zapisów.Podejrzewam że produkujemy tylko tkzw. makulaturę.Z poważaniem.
Julian
Gdybyście byli choć na jednym walnym zebraniu Koła w ostatnich 2-3 latach to wiedzielibyście po co są wprowadzone rejestry połowu.A tak,niewiedza i lekceważenie kosztuje 200zł i zabieranie głosu na forum nie wiedząc co się mówi.
Romuś,wiedząc ,wiedząc ,bo prawda jest ciężka do zaakceptowania,a ciemnota wbijana przez kolegów z PZW lekka i przyjemna.Do gospodarki zarybieniowej nic to nie wnosi ,bo bez względu na wpisy w rejestrach jest taka sama,wpisy w rejestrach i tak niczego nie wnosza bo są mało rzetelnie wypełniane( chyba że Polski związek interesuje ile wędkarze dni w roku chodza na ryby) --a populacje ryb,wiedza zdobywana przez odłowy kontrolowane ,lub sto procęt większa by była na podstawie danego sondażu na zbiorniku i niż oszukiwanych rejestrów.
Jedyny plus to kontrola w danym dniu wędkarza odnośnie dobowego limitu danego gatunku ryby,reszta --zapomnij...ale...ale to moje zdanie.Wiem siedze przed kompem ,zamiast na zebraniu i co ja tam moge wiedzieć.Jednak w ciągu roku jeżdżę blisko setkę razy na ryby i troszeczkę ,choć pyci ,pyci widzę.Może być oczywiście inna teoria,ja i kilkadziesiąt wędkarzy z którymi miałem przyjemność łowić,rozmawiać to ciemnota bez rozumu--o co mam nadzieje że nas nie podejrzewasz.
Czy się to komu podoba czy nie,mamy ustawowy obowiązek dokumentować prowadzoną gospodarkę rybacką.Musimy sporządzać operaty z zarybiania,pozyskiwania ryb,presji wędkarskiej na poszczególne zbiorniki,budowy tarlisk,ochrony ryb itp.Presję wędkarską i pozyskanie ryb można stwierdzić i udokumentować tylko za pomocą rejestrów połowu.Na zarybianie są dokumenty w postaci faktur.Inna działalność na podstawie protokołów.Od kilku lat o tym się mówiło przy każdej okazji,na każdym zebraniu to było wałkowane...po co i dlaczego.Jak ktoś nie wykazuje zainteresowania co się dzieje w kołach,okręgach,to potem nad wodą opowiada bzdury i narzeka na czym świat stoi.A najbardziej ci którzy są karani za krnąbrność,bo tak to należy nazwać.Nie mówię tego bezpodstawnie bo takie tłumaczenia są na porządku dziennym przy kontrolach.
Powiem więcej,ze względu na koszty niektóre informatory/np.wód górskich/nie będą drukowane.Trzeba korzystać z informacji zamieszczonych na stronach Okręgów w internecie.
Gdybyście byli choć na jednym walnym zebraniu Koła w ostatnich 2-3 latach to wiedzielibyście po co są wprowadzone rejestry połowu. A tak,niewiedza i lekceważenie kosztuje 200zł i zabieranie głosu na forum nie wiedząc co się mówi.
Mój obszerny rejestr (jestem trzy razy w tygodniu na rybach) zawiera wyłącznie daty wolnego czasu spędzonego nad wodą .
Nie lubię jeść ryb nie zabieram.
Skąd biegły ichtiolog czytający mój rejestr (piszący operaty rybackie) będzie wiedział ile złowiłem :„chwastu rybiego” , ile Obcych wysiedlonych gatunków , ile atrakcyjnych ryb spokojnego zeru , ile złowiłem nie wymiarowych ryb , ile ryb drapieżnych , ile dużych cennych ryb ze stada rozrodczego . Ile ryb było zdrowych a ile chorych (u nas w Wiśle co drugi okoń i nie tylko ma glizdę nicienia czerwonego w mięsie)
ile złowiłem migrujących gatunków na tarło ( certa), ile wracających ,
ile złowiłem ryb z objętych specjalnym programem zarybieniowym (jesiotr, troć wędrowna, Łosoś)?
Do puki nie będzie obowiązku rejestracyj wszystkich złowionych ryb z mojego rejestru nikt nigdy nic się nie dowie.
Pytam się kto rejestruje jakie były gatunki ryb setkami ton pożarte przez tysiące kormoranów.
Na moich łowiskach występują jeszcze nie sety rybacy pod nazwą Rybak PZW stawiający sieci głównie nocami.
Nie słyszałem aby ktoś kontrolował ich rejestry.
Takie rejestry można tylko rozbić o kant D.............
Romuś,wiedząc ,wiedząc ,bo prawda jest ciężka do zaakceptowania,a ciemnota wbijana przez kolegów z PZW lekka i przyjemna.Do gospodarki zarybieniowej nic to nie wnosi ,bo bez względu na wpisy w rejestrach jest taka sama,wpisy w rejestrach i tak niczego nie wnosza bo są mało rzetelnie wypełniane( chyba że Polski związek interesuje ile wędkarze dni w roku chodza na ryby) --a populacje ryb,wiedza zdobywana przez odłowy kontrolowane ,lub sto procęt większa by była na podstawie danego sondażu na zbiorniku i niż oszukiwanych rejestrów.
Jedyny plus to kontrola w danym dniu wędkarza odnośnie dobowego limitu danego gatunku ryby,reszta --zapomnij...ale...ale to moje zdanie.Wiem siedze przed kompem ,zamiast na zebraniu i co ja tam moge wiedzieć.Jednak w ciągu roku jeżdżę blisko setkę razy na ryby i troszeczkę ,choć pyci ,pyci widzę.Może być oczywiście inna teoria,ja i kilkadziesiąt wędkarzy z którymi miałem przyjemność łowić,rozmawiać to ciemnota bez rozumu--o co mam nadzieje że nas nie podejrzewasz.
ooooooooooooo to ciekawe blisko setke razy na rybach to wychodzi blisko co trzeci dzien w roku nad woda
Fajnie że masz coś ciekawego do wniesienia w temat.Nie liczyłem wszystkich wypadów ,ale dla zaspokojenia Twojego może 65,może 69 lub 90..Teraz lepiej ,czy zaniżyć?
Pewnie długi był więcej.
Czy się to komu podoba czy nie,mamy ustawowy obowiązek dokumentować prowadzoną gospodarkę rybacką.Musimy sporządzać operaty z zarybiania,pozyskiwania ryb,presji wędkarskiej na poszczególne zbiorniki,budowy tarlisk,ochrony ryb itp.Presję wędkarską i pozyskanie ryb można stwierdzić i udokumentować tylko za pomocą rejestrów połowu.Na zarybianie są dokumenty w postaci faktur.Inna działalność na podstawie protokołów.Od kilku lat o tym się mówiło przy każdej okazji,na każdym zebraniu to było wałkowane...po co i dlaczego.Jak ktoś nie wykazuje zainteresowania co się dzieje w kołach,okręgach,to potem nad wodą opowiada bzdury i narzeka na czym świat stoi.A najbardziej ci którzy są karani za krnąbrność,bo tak to należy nazwać.Nie mówię tego bezpodstawnie bo takie tłumaczenia są na porządku dziennym przy kontrolach.
Powiem więcej,ze względu na koszty niektóre informatory/np.wód górskich/nie będą drukowane.Trzeba korzystać z informacji zamieszczonych na stronach Okręgów w internecie.
Dzięki temu biurokracja na górze ma się dobrze i rozkwita z roku na rok. Tyle już lat wciska się wędkarzom ten kit o rejestrach, a ryb jest coraz mniej. Pamiętam czasy jak po jeziorze Rożnowskim pływał kuter rybacki, ryb było w brud i wszyscy byli zadowoleni.
A ja pamiętam czasy,kiedy pozwolenie na połów spinningiem dostawało się w nagrodę za działalność na rzecz wędkarstwa.Ryb było więcej i porządek nad wodą.
U mnie, przy wykupowaniu składek na rozpoczynający się sezon, rejestry wyrzuca się do śmieci. Ot cały sens rejestrów, nikt nie ma ochoty tego czytać, ale ich istnienie jest odgórnym postanowieniem i tylko marnuje się celuloza.
U mnie, przy wykupowaniu składek na rozpoczynający się sezon, rejestry wyrzuca się do śmieci. Ot cały sens rejestrów, nikt nie ma ochoty tego czytać, ale ich istnienie jest odgórnym postanowieniem i tylko marnuje się celuloza.
To napisz jeszcze z jakiego okręgu jesteś oraz dane koła PZW, sprawdzimy czy nie świrujesz.
U mnie, przy wykupowaniu składek na rozpoczynający się sezon, rejestry wyrzuca się do śmieci. Ot cały sens rejestrów, nikt nie ma ochoty tego czytać, ale ich istnienie jest odgórnym postanowieniem i tylko marnuje się celuloza.
To napisz jeszcze z jakiego okręgu jesteś oraz dane koła PZW, sprawdzimy czy nie świrujesz.
Nie powiem, konfidencja jest wszędzie i jeszcze zaczną to egzekwować. O nie.
Właśnie.....rodzi się konkluzja....z portalu wędkarskiego robi się /......./,przez grzeczność nie powiem co.Każdy frustrat,cham,itd...itd...może się wpisać in cognito,zabierać głos,szkalować innych kolegów i instytucje nie ponosząc żadnych konsekwencji.To jest robienie złej aureoli wokół wędkarstwa!
Kim jesteś Tony Montana poza chamem!Wstydzisz się swojego nazwiska,że występujesz z przykrytą przyłbica?
To samo tyczy innych co boją się wystąpić imiennie.
Są biedni ludzi są też "taborety".
Zadałem pytanie, otrzymałem dużo odpowiedzi były wątpliwości, itp..
Nawet można było do czasu o nich dyskutować, czytać, a tu taki mistrz jednej jedynej prawdy (plus kilku) i już mamy to co mamy.
Ważne jest to, że przed tym całym "syfem" kto chciał i miał coś ważnego do "powiedzenia" to wcześniej przeczytał i napisał jakie jest jego zdanie lub co o tym myśli.
Pozdrawiam.
A ja pamiętam czasy,kiedy pozwolenie na połów spinningiem dostawało się w nagrodę za działalność na rzecz wędkarstwa.Ryb było więcej i porządek nad wodą.
No faktycznie, ale chyba niewielu już to pamięta.... Muszę strzelić jednego, bo żałość wezbrała na wspomnienie tamtych czasów. Twoje zdrowie kolego.
Obawiam się, że gość nie kłamał. Mój ubiegłoroczny rejestr też do Koła nie trafił, mimo szczerej chęci zdania go - znaczki nabywam w sklepie - choć leży gdzieś w szufladzie jako pamiątka. Nie zamierzam udzielać zbyt wielu informacji, żeby nikt nie miał nieprzyjemności, a także dlatego, że sam do rejestrów jestem sceptycznie nastawiony.
Już sam fakt, że część rejestrów nie trafia do Kół, bo tak naprawdę nie wiemy ile, świadczy o tym, że w praktyce nie są wcale takie niezbędne. Niby wiąże się z ich istnieniem jakaś tam idea, którą zaraz postaram się zresztą obalić, ale rzeczywistość wygląda jak wygląda.
Po kolei. Wskazanie presji na łowiska. Można to z dużym prawdopodobieństwem oszacować na podstawie gęstości zaludnienia danego obszaru, ewentualnie na podstawie adresów zamieszkania członków, spora ilość wędkarzy to nie są ludzie bardzo mobilni, wielu z nich wybiera wodę, do której ma przysłowiowe dwa kroki.
Poza tym dajmy na to Okręg Szczecin, gdzie miałem okazję wędkować w zeszłym roku. Odra i jej kanały z lewa i prawa, łowiska o różnej specyfice i rybostanie. W rejestrze wszystkie te łowiska to jeden numer. Nie da się określić w ten sposób odcinka pod największą presją, no i czy naprawdę trzeba wypełniać tabelki, by stwierdzić, że Szczecinianie najczęściej wędkują na Odrze i jej kanałach? :)
Wskazanie potrzeby zarybień. Gdy w rejestr wpisuje się przed rozpoczęciem wędkowania datę i numer łowiska, a resztę po jego zakończeniu, nie sposób wierzyć w to, że wielu wędkarzy robi to skrupulatnie. W rejestrach widnieją tylko daty i numery łowisk, wychodzi więc na to, że dookoła sami no-killowcy. :) W związku z tym nie dziwią mnie przypadki nieprzyjmowania rejestrów, skoro niewiele można z nich wyczytać w takiej formie.
Jeszcze jeden przykład. Wędkarz A złowi w ciągu roku i wpisze w rejestr 500 sztuk krąpia, co nie jest po prawdzie żadnym wyczynem, wędkarz B wpisze 5 szczupaków. I o czym to ma świadczyć? Większość okręgów i tak zarybi... karpiem. :)
Odłów kontrolny jest bardziej wiarygodnym narzędziem na badanie rybostanu niż rejestry w dzisiejszej formie. Dodajmy do tego fakt, że w rejestrach przed zakończeniem sezonu wypisywane są różne cuda na kiju, łowiska, na których się nie było i ryby, których się nie złowiło, byle nie świecił on pustkami.
To właściwie cały obraz funkcjonalności rejestrów, bez czarowania się.
Zadam też pytanie, na które każdy powinien sam sobie odpowiedzieć. Prowadzę rejestr połowu ryb, gdyż:
1) chcę uniknąć przykrych konsekwencji podczas kontroli, wynikających z braku wpisu w odpowiedniej rubryce
2) wierzę, że informacje, które w nim zawrę, wpłyną na poprawę stanu naszych łowisk
Słowo wierzę, ponieważ na podstawie powyższego tekstu ciężko użyć innego, przynajmniej w mojej sytuacji. Sam wybieram odpowiedź numer 1.
Czy się to komu podoba czy nie,mamy ustawowy obowiązek dokumentować prowadzoną gospodarkę rybacką.Musimy sporządzać operaty z zarybiania,pozyskiwania ryb,presji wędkarskiej na poszczególne zbiorniki,budowy tarlisk,ochrony ryb itp.Presję wędkarską i pozyskanie ryb można stwierdzić i udokumentować tylko za pomocą rejestrów połowu.Na zarybianie są dokumenty w postaci faktur.Inna działalność na podstawie protokołów.Od kilku lat o tym się mówiło przy każdej okazji,na każdym zebraniu to było wałkowane...po co i dlaczego.Jak ktoś nie wykazuje zainteresowania co się dzieje w kołach,okręgach,to potem nad wodą opowiada bzdury i narzeka na czym świat stoi.A najbardziej ci którzy są karani za krnąbrność,bo tak to należy nazwać.Nie mówię tego bezpodstawnie bo takie tłumaczenia są na porządku dziennym przy kontrolach.
Powiem więcej,ze względu na koszty niektóre informatory/np.wód górskich/nie będą drukowane.Trzeba korzystać z informacji zamieszczonych na stronach Okręgów w internecie.
Skoro tak skrupulatnie wyliczasz to oprocz tej presji, powiedz mi ile to tarlisk wybudowalo PZW (ja osobiscie nie widzialem ani jednego), jak PZW rozlicza sie z ochrony wod, skoro nie posiada ZADNEJ (w praktyce) sluzby podlegajacej pod PZW ?.
Jak rozliczaja sie te okregi ktore rejestrow nie wprowadzily. ?. Po prostu poszliscie na latwizne, zwaliliscie cala robote na szeregowych czlonkow PZW, bo pkreslenie presji i rybostanu bez rejestrow wymaga sporej pracy. A po cholere, skoro inni moga to zrobic. Mamy swistek (kompletnie nie istotne ze w 50% wpisane sa tam kompletne bzdury nic nie mowiace) jako podkladke i wszystko jest OK.
W moim Kole na wiosnę tego roku budowaliśmy tarliska na powierzchni ok 0,25 ha.Wywoziliśmy i zanurzaliśmy krzaki i gałęzie obciążone kamieniami na wypłyceniach żwirowni.Podczas tarła aż się woda kotłowała w tych miejscach.
A w moim, jak ryba idzie na tarlo, to po wytarciu szybko wahluja woda na zalewie, tak ze z tego tarla jest jedno wielkie g.... I pies z kulawa noga sie nie upomni o odszkodowanie. A co dopiero budowa tarlisk. W zycu nie widzialem (choc wiem o takich inicjatywach niejako prywatnych) aby PZW budowalo tarliska. Powstaja roznego rodzaju stoarzyszenia przyjaciol ......... (w kropki wpisz nazwe rzeki) ktore proboja cos zrobic na rzekach gorskich. Ale zeby PZW tak samo z siebie. Na sama mysl zajadow dostaje.
W moim Kole na wiosnę tego roku budowaliśmy tarliska na powierzchni ok 0,25 ha.Wywoziliśmy i zanurzaliśmy krzaki i gałęzie obciążone kamieniami na wypłyceniach żwirowni.Podczas tarła aż się woda kotłowała w tych miejscach.
Jesli powierzchnia 25 x 100 m to wszystko o czym wiesz, w opozycji do tysiecy ha zmeliorowanych rzek i zniszczonych tarlisk, to ladnie wyglada ta gospodarka. Z jednej strony nazwijmy to buduje sie tarliska, z drugiej strony niszczy sie wielokrotnie wieksze powierzchnie wod (stawia MEW"y odcinajac ryby od tarlisk, buduje wieksze zapory i melioruje rzeki tak ze ryby nie maja sie gdzie wycierac) przy calkowitej biernosci wladz PZW. Gdzie tu logika i sens. Moze zamiast zajmowac sie pierdolami lepiej wziasc sie za bary z meliorantami i wyciagnac odszkodowania, a jeszcze lepiej nie dopuscic do melioracji. Ale przeciez latwiej wrzucic (bez urazy) kilka galezi do wody i chwalic sie wypelnieniami zalecen ministra rolnictwa.
Oczywiście,lepiej wrócić do jaskiń.Przestać budować domy,drogi autostrady,elektrownie.Niech rzeki wylewają,robiąc spustoszenie.Melioranci nie będą potrzebni.Albo...wznieść ręce do nieba w błagalnej pozie żeby stwórca rzucił z nieba trochę ryb jak kiedyś mannę dla ludu wybranego.Gdyby w całej Polsce narzucać gałęzi do łowisk,zamiast je wyciągać z wody bo przeszkadzająw spiningowaniu,białej ryby byłoby zdecydowanie więcej.7-8 lat temu w trakcie tarła leszczy poziom wody utrzymał się na wysokim równym poziomie,w tym roku było zatrzęsienie tamtego rocznika.Brały na potęgę takie 25-30cm.....A tak powinno być co roku!
Na zbiorniku w Pilchowicach.
Cel jest taki, żebyś potem jeden z drugim nie marudził, że zlapałeś, do domu zabrałeś a nie uzupełnili!!!!!!!!!!!!!!!!
Tak samo się dzieje w każdym spożywczaku, warzywniaku, mięsnym czy ciucholandzie!
Musisz wiedzieć co opitoliłeś żeby uzupełnić.
Takie to trudne?????
Nie wiem drodzy koledzy jak jest w innych okręgach ale u nas rejestr połowów jest po to by wprowadzac więcej ograniczeń i karac tych którzy je łamią. jeżeli łowi się mało ryb np. na Bobrze np. pstrągów to po co zarybiac (za nasze składki oczywiście)? Wprowadźmy zmiany;likwidacja odcinków wód nizinnych, zasada złów i wypuśc, a do tego żwirownia Rakowice-zakaz wędkowania do odwołania. przepraszam za moje słownictwo ale nowe przepisy są tak pojebane że nadal nie mogę tego ogarnąc.
w mojej okolicy nie wiele jest miejsc gdzie mogę łowic ale w tej sytuacji zastanawiam się wspólnie z kolegami gdzie mogę sobie połowic i zabrac rybkę do domu. Może powinienem przenieśc się razem ze składkami do takiego okręgu który dba o wędkarzy i zarybia swoje akweny?
szybki41 ile jesteś w stanie zjeść ryb w ciągu roku?
odpowiedz krótko ile i jakie są Twoje oczekiwania, a pomogę Ci to ogarnąć
Tak samo się dzieje w każdym spożywczaku, warzywniaku, mięsnym czy ciucholandzie!
Musisz wiedzieć co opitoliłeś żeby uzupełnić.
Takie to trudne?????
Pozwolę się nie zgodzić.
To że w rejestrach sa same karpie czy płotki nie znaczy że trzeba nimi "uzupełniać" Być moze jest ich zbyt dużo i tylko one się trafiają, być może tylko one smakuja okolicznym wędkarzom.
A skoro w rejestrze nie ma żadnego lina to znaczy że nie trzeba nim zarybiać bo nikt go nie wyłowił? a może po prostu nie ma go w wodzie i należałoby zarybić.
Właściciel sklepu nie patrzy przed złożeniem zamówienia na paragony. On stara się dowiedzieć czego potrzebują klienci, robi badanie rynku.
PZW też powinno zrobić badania wód. Przed zarybieniem.
zarybianie sranie w banie ryby z zarybienia to smietniki ktore żra wszystko co wpadnie do wody a poza tym szkodza rodzimym gatunkom mowa o pstragu potokowym bo sam jestem tego swiadkiem jak po zarybieniu chodowlancem zanikla wieksza czesc dzikuskow dlaczego nie wiem?a jesli chodzi o rejestr to po co rejestr jesli ja bedac ok 50 razy na rybach nie mialem zadnej kontroli ok 15 razy w poblizu odcinka specjalnego na sanie a niby pilnuja tam.morał: zamiast gownianych papierkow i dziwnych ustaw wiecej kontroli