ni i jeszcze a gdzie z kim kiedy bedziesz,kto kieruje,ile masz zamiar wychlac...temat bez konca.a jesli juz sie dowie ze nocka z kumplem to moj ty boze...
ni i jeszcze a gdzie z kim kiedy bedziesz,kto kieruje,ile masz zamiar wychlac...temat bez konca.a jesli juz sie dowie ze nocka z kumplem to moj ty boze...
hehe a moja jeszcze do tego dadaje ,,no pewnie jak zwykle ,ryby naważniejsze ,, chyba ze jade na dwie trzy godzinki w dzien i musi miec dobry humor to wtedy mówi ,, tochociaz przywież jakiegos szczupaka ,,
ni i jeszcze a gdzie z kim kiedy bedziesz,kto kieruje,ile masz zamiar wychlac...temat bez konca.a jesli juz sie dowie ze nocka z kumplem to moj ty boze...
hehe a moja jeszcze do tego dadaje ,,no pewnie jak zwykle ,ryby naważniejsze ,, chyba ze jade na dwie trzy godzinki w dzien i musi miec dobry humor to wtedy mówi ,, tochociaz przywież jakiegos szczupaka ,,
o wlaśnie ryby najważniejsze kurwa jak to slysze to mnie krew zalewa a nie daj boze jak uslyszy cos o wyjeżdzie na dorsza...
Wspólną? Nie da rady. Proponowałem,ale stwierdziła ,że w krzakach nie bedzie siedziec. A jak mówie,że wyjezdzam na weekend to od razu słysze," ja to zawsze jak wdowa,inne kobiety z meżami spacerują a ja co?" No i też a kiedy,a o której bedziesz z powrotem? itd.
ni i jeszcze a gdzie z kim kiedy bedziesz,kto kieruje,ile masz zamiar wychlac...temat bez konca.a jesli juz sie dowie ze nocka z kumplem to moj ty boze...
hehe a moja jeszcze do tego dadaje ,,no pewnie jak zwykle ,ryby naważniejsze ,, chyba ze jade na dwie trzy godzinki w dzien i musi miec dobry humor to wtedy mówi ,, tochociaz przywież jakiegos szczupaka ,,
o wlaśnie ryby najważniejsze kurwa jak to slysze to mnie krew zalewa a nie daj boze jak uslyszy cos o wyjeżdzie na dorsza...
O nie, nie! Wyjazdy na dorsza to ja ustalam (negocjuje) raz na cały rok i jak nadchodzi ta data to już nie ma dyskusji ew. jakieś złośliwe docinki w zależności od humoru ale suma sumarum zawsze mnie spakuje i zaprowiantuje na drogę (z "ćwiarteczką" włącznie).
hymm. ja mam 15 lat wiec nie mam zony hehe... ale pamietam jak to bylo z moja mama jak mialem 10 lat to takze narzekała :/ do jeziora z domu mamy 200m wiec tata w tamtym okresie lowil w kazdej wolnej chwili... moj ojciec juz byl zmeczony ta sytułacją wiec w ktorys dzien podskoczył do wedkarskiego kupił cały zestaw gruntowy wpakował mame do samochodu pokazał jej co i jak i sie wkreciła teraz to mama wyciaga tate na ryby xD jedyne kłótnie jakie sa z tym związane to "Ja dzisiaj nie skrobie!!!!"
CześćMoje Kochanie już nie walczy :-)Jednak mam taką zasadę, że nie zawsze i nie tylko od piątku do niedzieli ryby.Zawsze " kwadrans po nieparzystej " nawiązujemy łączność rano i pod wieczór.Pakuję się sam. Owszem dopytuje się o prowiant i sama często coś mi pakuje - szczególnie chodzi o jedzenie typu gołąbki, jakieś mięso w sosie, kotlety itp.JK
No moja pani ma taka sama pasje wiec zazwyczaj,jezdzimy razem wkacu ja tez poznalem na rybkach wiec nie ma zbednych pytan,gdy jedziemy razem a gdy jade sam to padaja pytania typu,czy zrobic kanapki i kawe w termosie.
moja już nie reaguje jade przed i po sluzbie. dała sobie juz spokój ale sa tez dobre strony ja jadę na ryby a ona do swojej mamusi. i przez cały sezon to prwie codziennie od maja do grudnia.dzis tez kolega odmówił wyjazdu na dorsze bo jego kobieta po urodzeniu 2 dziecka zwariowała. chce isć na piwo nie moze bo jak mu mówi ma słabą głowe, na dyske tez nie bo miał operowany staw, na dorsze nie bo bedzie smierdziec w lodówce i dodała , ze lepiej niech zostanie z nia poprzytulaja się a nie będzie mordowal się na rybach z kolegami
u Was pewnie jest tak samo spinninguje 2 lata i uwazam ze to choroba uzaleznienie. ostatni raz byłem około 22 grudnia minęło 2 miesiące a mi się wydaje ze nie byłem juz rok na rybach. od poniedziałku będe probował połapac pstragi bo chyba oszaleje bez rzeki
ni i jeszcze a gdzie z kim kiedy bedziesz,kto kieruje,ile masz zamiar wychlac...temat bez konca.a jesli juz sie dowie ze nocka z kumplem to moj ty boze...
hehe a moja jeszcze do tego dadaje ,,no pewnie jak zwykle ,ryby naważniejsze ,, chyba ze jade na dwie trzy godzinki w dzien i musi miec dobry humor to wtedy mówi ,, tochociaz przywież jakiegos szczupaka ,,
moja znów mówi tylko nie szczupaka cokolwiek innego
Teraz już nie jest tak źle, najgorsze były początki, jak zdarzało się bez ryby wrócić. Od razu krzyk"Ciekawe czy w ogóle na ryby jeździsz!" hehe. Nawet śmierdząca wodą siatka nie była przekonywująca hehe. ale teraz już jest spokojniej:) byle nie częściej niż raz w tygodniu.....no i standardowy tekst jak u kolegów "ryby zawsze ważniejsze,tak?":)
pozdrawiam i życze wszystkim łowienia bez awantur hehe
U mnie nie ma problemu pod warunkiem że trzymam się wcześniej ustalonych godzin powrotu. I nie zaczynam.....chej, jadę na ryby, tylko: "czy nie masz nic przeciwko temu abym w przyszły weekend pojechał powędkować"- 100% skuteczności.
w tamtym roku kilka razy przeszedłem 20-25 km w slońcu, krzakami bylem tak zmasakrowany, ze ze dwa dni odpuszczalem. a zona pyta chory jestes nie jedziesz na ryby
ni i jeszcze a gdzie z kim kiedy bedziesz,kto kieruje,ile masz zamiar wychlac...temat bez konca.a jesli juz sie dowie ze nocka z kumplem to moj ty boze...
hehe a moja jeszcze do tego dadaje ,,no pewnie jak zwykle ,ryby naważniejsze ,, chyba ze jade na dwie trzy godzinki w dzien i musi miec dobry humor to wtedy mówi ,, tochociaz przywież jakiegos szczupaka ,,
o wlaśnie ryby najważniejsze kurwa jak to slysze to mnie krew zalewa a nie daj boze jak uslyszy cos o wyjeżdzie na dorsza...
Może czas powiedzieć "tak, ryby były i są w moim życiu najważniejsze" :)
Odzywki które cytujecie dotyczyły moich wyjazdów dawno temu. Teraz, po dwóch dniach w okolicach domu mogę co najwyżej usłyszeć - co na ryby nie jedziesz ? Musicie jeszcze długo "słuchać", zanim dojdziecie do mojego komfortu.
Świetny wątek :) U mnie było tak: - Jadę na sandacze. - No dobrze, ale jak będą brały szczupaki to weź. - Po co ? - No bo obiecałam Jolce i Baśce -Jeszcze do łódki nie wsiadłem a już ryby podzielone ? - Bo dziewczyny mówią,że dla ciebie to pestka a ich łamagi to żaby nie złowią. Wracam z sandaczem i dwoma szczupakami. Te może oddać, ale sandacz w śmietanie ma być. Zapraszam Ryśka na jutro na karty, na sadacza. Zabierze Piotrka to pogramy w 3-5-8 i jakaś flaszeczka... Wracam z pracy o 18-tej i...nie ma ryb ! Pytam grzecznie : - Gdzie ryby ? - No wiesz, szczupaki to obiecałam wcześniej dziewczynom i rano zabrały. - Pytam o sandacza ! -Ewa dzisiaj wracała do Anglii i tak mnie prosiła...kazała cię ucałować...
- znów na ryby ??????? przecież ostatnio byłeś !!!!!!! - tak ? to może teraz dla odmiany pojade na dziwki ? hehe Ogólnie jest OK i nie narzekam - relaks każdemu się należy :) ,a marudzenie nikomu nie zaszkodzi - byle z umiarem hehe
Widze ze paru kolegow ma juz to za soba,paru wyrozumiale kobiety,a Olka to juz ogulnie szczesciara,naszczescie tez nie nazekam.
**** ORT! sorry, że się czepiam ale nagminnie pojawiają się błędy, weź sobie włącz podkreślanie. Żeby nie było oft, ja nie mam żony/dziewczyny więc nie słyszę tego.....
U mnie to spoko luzik, no chyba, że naprawdę przeginam (a wiem kiedy przeginam) wtedy usłyszę -byś sobie darował te ryby :)Ostatnio kolega opowiadał mi jakiego to zwrotu użyła jego żona w sprawie wyjazdu na ryby. -Czy ty może w weekend wybierasz się na te twoje "durne" ryby?? A on naprawdę mało jeździ, ale postawi na swoim i jedzie. Jego wypady to nawet nie połowa moich. :)
a moja pani na tą wieść tak jak mi kupisz cztery piwa i fajki to możesz jechać a ja z tobą wtedy jedzie i siedzi w aucie nawet pół nocy a do tego jeszcze muszę jej kupić kilka babskich gazet i tak zakłada lampkę czołową i sobie czyta pije i pali ale jest tego plus bo jak się zapuszczę dalej to mam ułatwiony powrót do auta bo z daleka widać punkt światła w aucie he he he
Ehh te kobitki z nimi żle ,bez nich tez nie najlepiej -niestety jakos trzeba se radzić. Z moich obserwacji wynika że kobitka (dziewczyna ,zona ,narzeczona,kochanka ,konkubina ) ,to jest w każdym trudnym temacie ,taki niedojrzały owoc. Do każdej sprawy powolutku dojrzewa i idzie z czasem oswoić bestie --przepraszam swoje kochanie. Pamietam na swoim przykładzie ile sie nasłuchałem ,a jak mnie koledzy z ryb przynieśli słabego ( słonce ): he he),dwa dni nie gadała. Naobiecywałem,troche z obietnic sie wywiązałem -gruszek na wierzbie nie było -to nie ze wszystkiego i dzisiaj jest ok. Pomarudzi czasami jak jeżdże za czesto,ale ogólnie juz pogodziła sie z tym że to moja pasją i mimo że puka mi w czoło jak jade na ryby przy -20 ,to jednak luzik. Staram sie tez rodzinnie spędzać letnie wyjazdy ,tak że trochę -żeby był wilk syty i owca cała. Raz mi tylko kibicowała jak na zawody jechałem,ale jak dowiedziała sie że złapałem na zawodach jednego jazgarza ,to powiedziała co ze mnie za wędkarz i nadzieje na dume przepadły he he....ale kocha sie druga osobe z cała masa wad i zalet i trzeba to wszystko pogodzić.
Witam wszystkich jak reagują wasze kobiety na wiadomość ,,kochanie dziś jade na ryby,,
w miare spokojna reakcja :)
I znów na ryby?
O której wrócisz ... ?
A czy możemy z tobą???
ni i jeszcze a gdzie z kim kiedy bedziesz,kto kieruje,ile masz zamiar wychlac...temat bez konca.a jesli juz sie dowie ze nocka z kumplem to moj ty boze...
znów, kiedy wrócisz, nie jedz bo nie biorą, nie jedz bo zimno,my też jedziemy z tobą, nie jedź z Piotrkiem, tylko trzeźwy wróć...:)
ni i jeszcze a gdzie z kim kiedy bedziesz,kto kieruje,ile masz zamiar wychlac...temat bez konca.a jesli juz sie dowie ze nocka z kumplem to moj ty boze...
hehe a moja jeszcze do tego dadaje ,,no pewnie jak zwykle ,ryby naważniejsze ,, chyba ze jade na dwie trzy godzinki w dzien i musi miec dobry humor to wtedy mówi ,, tochociaz przywież jakiegos szczupaka ,,
ni i jeszcze a gdzie z kim kiedy bedziesz,kto kieruje,ile masz zamiar wychlac...temat bez konca.a jesli juz sie dowie ze nocka z kumplem to moj ty boze...
hehe a moja jeszcze do tego dadaje ,,no pewnie jak zwykle ,ryby naważniejsze ,, chyba ze jade na dwie trzy godzinki w dzien i musi miec dobry humor to wtedy mówi ,, tochociaz przywież jakiegos szczupaka ,,
o wlaśnie ryby najważniejsze kurwa jak to slysze to mnie krew zalewa a nie daj boze jak uslyszy cos o wyjeżdzie na dorsza...
Czy, mam się też wypowiedzieć? ;))) Nieee, poczytam Wasze posty :)
Czy, mam się też wypowiedzieć? ;))) Nieee, poczytam Wasze posty :)
Umiesz poruszyć wyobraźnię...;)
A co do panów to wystarczy zaproponować wspólną wyprawę...
Wspólną? Nie da rady. Proponowałem,ale stwierdziła ,że w krzakach nie bedzie siedziec. A jak mówie,że wyjezdzam na weekend to od razu słysze," ja to zawsze jak wdowa,inne kobiety z meżami spacerują a ja co?" No i też a kiedy,a o której bedziesz z powrotem? itd.
O której wrócisz ... ?
.......... i dlaczego tak późno? (w skrajnych przypadkach .... dlaczego tak wcześnie?)
ni i jeszcze a gdzie z kim kiedy bedziesz,kto kieruje,ile masz zamiar wychlac...temat bez konca.a jesli juz sie dowie ze nocka z kumplem to moj ty boze...
hehe a moja jeszcze do tego dadaje ,,no pewnie jak zwykle ,ryby naważniejsze ,, chyba ze jade na dwie trzy godzinki w dzien i musi miec dobry humor to wtedy mówi ,, tochociaz przywież jakiegos szczupaka ,,
o wlaśnie ryby najważniejsze kurwa jak to slysze to mnie krew zalewa a nie daj boze jak uslyszy cos o wyjeżdzie na dorsza...
O nie, nie! Wyjazdy na dorsza to ja ustalam (negocjuje) raz na cały rok i jak nadchodzi ta data to już nie ma dyskusji ew. jakieś złośliwe docinki w zależności od humoru ale suma sumarum zawsze mnie spakuje i zaprowiantuje na drogę (z "ćwiarteczką" włącznie).hymm. ja mam 15 lat wiec nie mam zony hehe... ale pamietam jak to bylo z moja mama jak mialem 10 lat to takze narzekała :/ do jeziora z domu mamy 200m wiec tata w tamtym okresie lowil w kazdej wolnej chwili... moj ojciec juz byl zmeczony ta sytułacją wiec w ktorys dzien podskoczył do wedkarskiego kupił cały zestaw gruntowy wpakował mame do samochodu pokazał jej co i jak i sie wkreciła teraz to mama wyciaga tate na ryby xD jedyne kłótnie jakie sa z tym związane to "Ja dzisiaj nie skrobie!!!!"
to tylko ojcu pozazdrosic.Pozdrawiam.
CześćMoje Kochanie już nie walczy :-)Jednak mam taką zasadę, że nie zawsze i nie tylko od piątku do niedzieli ryby.Zawsze " kwadrans po nieparzystej " nawiązujemy łączność rano i pod wieczór.Pakuję się sam. Owszem dopytuje się o prowiant i sama często coś mi pakuje - szczególnie chodzi o jedzenie typu gołąbki, jakieś mięso w sosie, kotlety itp.JK
No moja pani ma taka sama pasje wiec zazwyczaj,jezdzimy razem wkacu ja tez poznalem na rybkach wiec nie ma zbednych pytan,gdy jedziemy razem a gdy jade sam to padaja pytania typu,czy zrobic kanapki i kawe w termosie.
moja już nie reaguje jade przed i po sluzbie. dała sobie juz spokój ale sa tez dobre strony ja jadę na ryby a ona do swojej mamusi. i przez cały sezon to prwie codziennie od maja do grudnia.dzis tez kolega odmówił wyjazdu na dorsze bo jego kobieta po urodzeniu 2 dziecka zwariowała. chce isć na piwo nie moze bo jak mu mówi ma słabą głowe, na dyske tez nie bo miał operowany staw, na dorsze nie bo bedzie smierdziec w lodówce i dodała , ze lepiej niech zostanie z nia poprzytulaja się a nie będzie mordowal się na rybach z kolegami
u Was pewnie jest tak samo spinninguje 2 lata i uwazam ze to choroba uzaleznienie. ostatni raz byłem około 22 grudnia minęło 2 miesiące a mi się wydaje ze nie byłem juz rok na rybach. od poniedziałku będe probował połapac pstragi bo chyba oszaleje bez rzeki
chory jesteś w taką pogodę
ni i jeszcze a gdzie z kim kiedy bedziesz,kto kieruje,ile masz zamiar wychlac...temat bez konca.a jesli juz sie dowie ze nocka z kumplem to moj ty boze...
hehe a moja jeszcze do tego dadaje ,,no pewnie jak zwykle ,ryby naważniejsze ,, chyba ze jade na dwie trzy godzinki w dzien i musi miec dobry humor to wtedy mówi ,, tochociaz przywież jakiegos szczupaka ,,
moja znów mówi tylko nie szczupaka cokolwiek innego
Teraz już nie jest tak źle, najgorsze były początki, jak zdarzało się bez ryby wrócić. Od razu krzyk"Ciekawe czy w ogóle na ryby jeździsz!" hehe. Nawet śmierdząca wodą siatka nie była przekonywująca hehe. ale teraz już jest spokojniej:) byle nie częściej niż raz w tygodniu.....no i standardowy tekst jak u kolegów "ryby zawsze ważniejsze,tak?":)
pozdrawiam i życze wszystkim łowienia bez awantur hehe
chory jesteś w taką pogodę
a co w taką pogodę pstrogów się nie łapie?czy chodziło o dorsze? dwa lata temu bylismy na Bałtyku przy -16 było mega ciężko ale teraz prawie jak latem
U mnie nie ma problemu pod warunkiem że trzymam się wcześniej ustalonych godzin powrotu. I nie zaczynam.....chej, jadę na ryby, tylko: "czy nie masz nic przeciwko temu abym w przyszły weekend pojechał powędkować"- 100% skuteczności.
w tamtym roku kilka razy przeszedłem 20-25 km w slońcu, krzakami bylem tak zmasakrowany, ze ze dwa dni odpuszczalem. a zona pyta chory jestes nie jedziesz na ryby
ni i jeszcze a gdzie z kim kiedy bedziesz,kto kieruje,ile masz zamiar wychlac...temat bez konca.a jesli juz sie dowie ze nocka z kumplem to moj ty boze...
hehe a moja jeszcze do tego dadaje ,,no pewnie jak zwykle ,ryby naważniejsze ,, chyba ze jade na dwie trzy godzinki w dzien i musi miec dobry humor to wtedy mówi ,, tochociaz przywież jakiegos szczupaka ,,
o wlaśnie ryby najważniejsze kurwa jak to slysze to mnie krew zalewa a nie daj boze jak uslyszy cos o wyjeżdzie na dorsza...
Może czas powiedzieć "tak, ryby były i są w moim życiu najważniejsze" :)
u mnie zawsze jest masakra:( na ryby idę kochanie, a moja na to co że bo nie dosłyszę na ryby idę kochanie, że co??? itd itd maskara:)
o której wyjazd ?
co Ci zrobić do termosów ?
ile kanapek ?
chcesz jakieś słodycze i owoce ?
Chyba zwarjowałeś?! Nic tylko te ryby a ja sama siedze. A jak czsem zabiore Ją ze mna to co 10 min "kiedy wracamy?"
o której wyjazd ?
co Ci zrobić do termosów ?
ile kanapek ?
chcesz jakieś słodycze i owoce ?
Nie żebym coś sugerowała, ale powinieneś się przyjrzeć lepiej ;) podejrzanie mi to brzmi...
;)
Odzywki które cytujecie dotyczyły moich wyjazdów dawno temu. Teraz, po dwóch dniach w okolicach domu mogę co najwyżej usłyszeć - co na ryby nie jedziesz ?
Musicie jeszcze długo "słuchać", zanim dojdziecie do mojego komfortu.
CześćMasz rację :-)JK
o której wyjazd ?
co Ci zrobić do termosów ?
ile kanapek ?
chcesz jakieś słodycze i owoce ?
Nie żebym coś sugerowała, ale powinieneś się przyjrzeć lepiej ;) podejrzanie mi to brzmi...
;)
Świetny wątek :)
U mnie było tak:
- Jadę na sandacze.
- No dobrze, ale jak będą brały szczupaki to weź.
- Po co ?
- No bo obiecałam Jolce i Baśce
-Jeszcze do łódki nie wsiadłem a już ryby podzielone ?
- Bo dziewczyny mówią,że dla ciebie to pestka a ich łamagi to żaby nie złowią.
Wracam z sandaczem i dwoma szczupakami. Te może oddać, ale sandacz w śmietanie ma być. Zapraszam Ryśka na jutro na karty, na sadacza. Zabierze Piotrka to pogramy w 3-5-8 i jakaś flaszeczka...
Wracam z pracy o 18-tej i...nie ma ryb ! Pytam grzecznie :
- Gdzie ryby ?
- No wiesz, szczupaki to obiecałam wcześniej dziewczynom i rano zabrały.
- Pytam o sandacza !
-Ewa dzisiaj wracała do Anglii i tak mnie prosiła...kazała cię ucałować...
Czytam te nasze wypowiedzi i stwierdzam że te nasze kobity to zostały urobione z jednej gliny:)
Widze ze paru kolegow ma juz to za soba,paru wyrozumiale kobiety,a Olka to juz ogulnie szczesciara,naszczescie tez nie nazekam.
- znów na ryby ??????? przecież ostatnio byłeś !!!!!!!
- tak ? to może teraz dla odmiany pojade na dziwki ? hehe
Ogólnie jest OK i nie narzekam - relaks każdemu się należy :) ,a marudzenie nikomu nie zaszkodzi - byle z umiarem hehe
Widze ze paru kolegow ma juz to za soba,paru wyrozumiale kobiety,a Olka to juz ogulnie szczesciara,naszczescie tez nie nazekam.
**** ORT! sorry, że się czepiam ale nagminnie pojawiają się błędy, weź sobie włącz podkreślanie.
Żeby nie było oft, ja nie mam żony/dziewczyny więc nie słyszę tego.....
moja panna razem ze mna chetnie na wypady wedkarskie jezdzi i jest ok :)
:)
http://www.youtube.com/watch?v=B2yPSd9tRAA&feature=player_detailpage
Na nocne zasiadki też jeździmy razem.
moja panna razem ze mna chetnie na wypady wedkarskie jezdzi i jest ok :)
Mam tak samo i jeszcze mnie zawozi;-)
Widze ze paru kolegow ma juz to za soba,paru wyrozumiale kobiety,a Olka to juz ogulnie szczesciara,naszczescie tez nie nazekam.
Ty się kurwa po polskiemu pisać naucz.
Aaaaałaaa !!!
U mnie to spoko luzik, no chyba, że naprawdę przeginam (a wiem kiedy przeginam) wtedy usłyszę -byś sobie darował te ryby :)Ostatnio kolega opowiadał mi jakiego to zwrotu użyła jego żona w sprawie wyjazdu na ryby. -Czy ty może w weekend wybierasz się na te twoje "durne" ryby?? A on naprawdę mało jeździ, ale postawi na swoim i jedzie. Jego wypady to nawet nie połowa moich. :)
ogolnie jak na ryby to nie narzeka
ale jak jestem na rybach to zawsze dzwoni i mowi "wez nie siedz dlugo"
jak nic nie zlapie to wysmiewa szyderczo :P
Aaaaałaaa !!!
hi hi ,,,Zbysio ty tez tu? he he ,a co tak cie zabolało jak wolno spytać?
a moja pani na tą wieść tak jak mi kupisz cztery piwa i fajki to możesz jechać a ja z tobą wtedy jedzie i siedzi w aucie nawet pół nocy a do tego jeszcze muszę jej kupić kilka babskich gazet i tak zakłada lampkę czołową i sobie czyta pije i pali ale jest tego plus bo jak się zapuszczę dalej to mam ułatwiony powrót do auta bo z daleka widać punkt światła w aucie he he he
o której wyjazd ?
co Ci zrobić do termosów ?
ile kanapek ?
chcesz jakieś słodycze i owoce ?
Nie żebym coś sugerowała, ale powinieneś się przyjrzeć lepiej ;) podejrzanie mi to brzmi...
;)
po 27 latach małżeństwa , jak jeszcze od 10 lat razem pracujemy
po za tym zostawiam w domu strażników (*_*)
To wszystko tłumaczy, teraz jest jasne ;) Wcześniej mnie zdziwiło, ponieważ różniło się od innych relacji ;)
Ehh te kobitki z nimi żle ,bez nich tez nie najlepiej -niestety jakos trzeba se radzić.
Z moich obserwacji wynika że kobitka (dziewczyna ,zona ,narzeczona,kochanka ,konkubina ) ,to jest w każdym trudnym temacie ,taki niedojrzały owoc. Do każdej sprawy powolutku dojrzewa i idzie z czasem oswoić bestie --przepraszam swoje kochanie.
Pamietam na swoim przykładzie ile sie nasłuchałem ,a jak mnie koledzy z ryb przynieśli słabego ( słonce ): he he),dwa dni nie gadała. Naobiecywałem,troche z obietnic sie wywiązałem -gruszek na wierzbie nie było -to nie ze wszystkiego i dzisiaj jest ok. Pomarudzi czasami jak jeżdże za czesto,ale ogólnie juz pogodziła sie z tym że to moja pasją i mimo że puka mi w czoło jak jade na ryby przy -20 ,to jednak luzik.
Staram sie tez rodzinnie spędzać letnie wyjazdy ,tak że trochę -żeby był wilk syty i owca cała.
Raz mi tylko kibicowała jak na zawody jechałem,ale jak dowiedziała sie że złapałem na zawodach jednego jazgarza ,to powiedziała co ze mnie za wędkarz i nadzieje na dume przepadły he he....ale kocha sie druga osobe z cała masa wad i zalet i trzeba to wszystko pogodzić.