Ja jako pierwszy ogłaszam że kończę definitywnie wędkowanie , bo nie przynosi mi to frajdy juuż od kilku lat ale ostatnie dwa lata to już kompletna tragedia , mieszkam nad samą Odrą powyżej Kędzierzyna-Koźla i takiej bryndzy nie widziałem żeby w rzece co do wielkości drugiej w Polsce łowić uklejki i sumy po 20cm , wysiadam bo już mi się odechciało kupowanie kolejnej 45-tej wędki i przejechaniu 5 tys km samochodem coraz to dalej na kolejne zbiorniki tylko po to aby posiedzieć nad wodą i czekać aż mi wdupcą mandat za auto bo przecież tylko zakazy na nas czekają , fajnie to było za komuny i chwilę po niej teraz to hujowina ,15 kart wedkarskich opłacać ,dopłaty duperele,porozumienia,odcinki specjalne,tfu
Ja jako pierwszy ogłaszam że kończę definitywnie wędkowanie , bo nie przynosi mi to frajdy juuż od kilku lat ale ostatnie dwa lata to już kompletna tragedia , mieszkam nad samą Odrą powyżej Kędzierzyna-Koźla i takiej bryndzy nie widziałem żeby w rzece co do wielkości drugiej w Polsce łowić uklejki i sumy po 20cm , fajnie to było za komuny i chwilę po niej teraz to hujowina ,15 kart wedkarskich opłacać ,dopłaty duperele,porozumienia,odcinki specjalne,tfu
Ja nie kończę, ale przyznaję Ci rację. Z roku na rok coraz gorzej. Komuny za bardzo nie pamiętam, ale pamiętam czasy około 15 - 20 lat temu. Po prostu były ryby !!! Teraz coraz droższe opłaty, a ryb coraz mniej. O co tu kuźwa chodzi ? Wiadomo o kasę. Jak jeden z kolegów świetnie napisał: na wycieczki mają, na bankiety mają, ale dla szarego wędkarza czyli na solidne zarybienia to nie mają !!! Za komuny pewnie mieli też na wielkie żarcie, ale się przynajmniej wędkarzom coś ostało bo ryba była. A teraz to takie pazerne, że aż na zarybienia braknie chyba.
Lowie ryby podobnie jak Berthold. Karte wedkarska mam od 43 lat. Kiedys ryb bylo niewatpliwie wiecej. I wg mnie przyczyn jest kilka takiego stanu rzeczy.
1) Presja na wody obecnie a 30 lat temu - nie ma porownania. W czasach mojej szkoly sredniej w wakacje calymi dniami w tygodniu na odcinku 5km rzeki na jakim lowilem nie spotkalo sie wedkarza. Ewentualnie 1-2 osoby. Obecnie na odcinku 50m mozna naliczyc kilku. Na calym 5 kilometrowym odcinku od ZS do Tomaszowa w tygodniu w dobrym okresie to i 50 sie spotka. Ile ryb znika obecnie a ile kiedys z wody mozna policzyc.
2) Ludzie sa bardziej zmotoryzowani i wyposarzeni w lepszy sprzet. Nie ma juz matecznikow i miejsc gdzie ryba bylaby bezpieczna.
3) Degradacja srodowiska. Rzeki moze i byly brudniejsze, ale nie tak jak obecnie zmeliorowane. Co z tego ze plynie czysta woda, jak rzeka wyglada jak kanal z rownym piaszczystym dnem bez zwalisk, zakoli i glebszych dolkow. Pobudowano mase MEW'ek ktore odciely niektore gatunki od naturalnych tarlisk. Ponizej wiekszych zapor tez tarliska zostaly zniszczone. Wszystko to sklada sie na brak ryb.
A gdzie w tym wszystkim PZW ?. Zostalo mentalnie w latach 70-80 - tych. Wtedy wystarczylo, ze taka organizacja wogole istnieje, cos tam zbierze w postaci skladek, cos tam wpusci do wody (pomagaly panstwowe zaklady pracy) i ryby jakos dawaly rade. Niestety sytuacja drastycznie sie zmienila, ale za zmianami nie nadarzyl ten socjalistyczny twor pod nazwa PZW. To co wystarczalo dawniej (nie szkodzic) na dzis nie wystarcza.
Tez na zwyklych wodach mam podobne dylematy jak Berthold, ale jednak z wedkarstwa nie mam zamiaru rezygnowac. Jest naprawde kilka niezlych lowisk w Polsce i chociazby dla nich warto jeszcze ta karte zatrzymac.
Ja nie zrezygnuję z wędkarstwa - umrę z wędką w ręku.
Co najwyżej ponownie zrezygnuję z PZW (już miałem prawie 10-letnią przerwę), chyba że przestanie rządzić mafia pasibrzuchów i kilka rozumnych osób zrekultywuje to co tępogłowy beton wyjałowił.
Jestem niepoprawnym marzycielem i optymistą.
Niestety coraz gorzej, ale co się dziwić jak 90% bierze co się da.... Innych ryb nie ma to niektórzy juz ukleje do galaretki bierze.. Ja sie cieszę ze chociaż od czasu do czasu coś jeszcze hapsne ;) ale ciężko iść na ryby i złowić szczupaka 70 okonia 35 suma 150 wszystko wytrzepane... Nie rezygnuj, jeszcze coś tam plywa ale mało :/ Są jeszcze jeziora c&r, komercje, tam polowisz :)
Jeżeli miałbym zrezygnować z wędkarstwa, to nie z powodu braku ryb a raczej z niedołężności. Na razie mam kłopoty z przywiązanie haczyka mniejszego od czternastki, dlatego małe haczyki kupuję z przyponami, ale tak jak 50 lat temu, inni wędkarze nadal mnie podglądają i pytają: na co ja łowię?
... ale za zmianami nie nadarzyl ten socjalistyczny twor pod nazwa PZW.
Ja odnoszę wrażenie, że po prostu nie chce ( bo po co jak kasa płynie strumieniami ? ) co też widzę po wypowiedziach co poniektórych członków tegoż twora na tym forum ...
A rezygnujcie, jeszcze więcej medalowców będę mieć co roku ;-)
Teraz trochę poważniej. Widze że ludziom spod znaku C&R trochę się pomieszało w główkach. Otóż kiedyś samych zarejestrowanych wędkarzy w PZW było ok 2 milionów, obecnie ok 650 tys. Poza tym za starych lat kupa tubylców mieszkających nad wodami, w szczególności w małych miejscowościach i wsiach też nie miała kart. Więc pisanie o większej presji jest totalną bzdurą. Owszem teraz wędkarze są dużo bardziej mobilni zatem łatwiej się im dotrzeć do miejsc które "od zawsze" były praktycznie nie odwiedzane. Ale to nie jest przyczyną OGÓLNEGO zmniejszenia populacji ryb w Polsce. Ta jest zupełnie inna, w sumie kilka zazębiających się.
Pierwsze to chemizacja rolnictwa. Jakoś nikt nie chce się narazić więc jest o tym cisza. Wszystkie pestycydy i inne środki ochrony roślin działają niesamowicie destrukcyjnie na możliwości rozrodowe ryb. O niebo bardziej niż tradycyjna gnojówka. Zatem "na dzień dobry" mamy problem z udanym tarłem gdyż jest ono dużo mniej efektywne.
Drugi problem, też dotyczący tarła, to brak miejsca. Rzeki, rzeczki i inne cieki zostały zmelioryzowane więc poziom wód gruntowych spada. Co za tym idzie nie ma już porządnych wylewów wiosennych dzięki którym ryba miała miejce na doskonałe tarło. Na dodatek te nieliczne, głównie w jeziorach, zostały zjedzone. Tak, zjedzone!!! Przez karpie, amury... Może taki stary nie jestem, młody też, ale wiem że kiedyś nie walono do wody samego karpia, która jest obecnie główną rybą "zarybieniową" a wpuszczano wszystko. Były drapieżniki (szczupaki, sandacze), węgorze, sieje i sielawy (gdzie tylko warunki były sprzyjające), płocie, złote karasie, klenie, brzany czy liny. A teraz tylko, ku uciesze karpiarzy i dziadków, prawie tylko sam karp. Owszem u mnie w okręgu toruńskim wyglada to inaczej, nastawienie na drapieżniki, ale piszę o ogólnopolskiej tendencji. Więc to chińskie gooowno wpierdziela całą dostępną im roślinność podwodną nieszcząc przy tym miejsca tarłowe.
Po trzecie: kłusownictwo. Było ono zawsze ale na małą skalę. Ot lokalne chłopki jak chciały się napić to szły nad wodę z siateczką, łowiły trochę rybek. I była wódka. Lecz teraz grasują świetnie zorganizowane bandy ze sprzętem czasem i za KILKASET TYSIĘCY! Oni nie zadowalają się kilkoma rybkami a dopiero tonami.
Czwarte: rybacy. Ich kiedyś było o niebo więcej ale ryb też. Jednak rybak miał swoje akweny przekazywane z ojca na syna więc mądrze nimi gospodarował. Nigdy nie wyrybił do cna bo by nie miał potem...co do gara wrzucić. Teraz są ledwie kilkuletnie dzierżawy. Co to oznacza? Ano jedynie że właściciel nie wie czy dostanie następną "turę" więc nie bardzo widzi sens większej ochrony. Lepiej bo bezpieczniej wywalić siaty i choć przez 5 latek dobrze pożyć. Potem nic nie wiadomo. To czysty biznes bez większego poczucia własności.
To są właśnie główne przyczyny ogólnego braku ryb, przynajmniej te najważniejsze. Bo są oczywiście różne warunki, różne akweny. Lecz podkreślam: piszę ogólnie, z perspektywy całego kraju.
Co do mnie. Ja nie płaczę, rok w rok łowię parę porządnych medalowców. Ale dlatego iż zacząłem się specjalizować, inwestować, szukać wiedzy i przekładać ją na praktykę. A nie jak przeciętny wędkarz bezmyślnie rzucać wabie do wody i narzekać że nie bierze. Bo ryby jeszcze są, i to jakie!
Nigdy nie zrezygnuję z wędkarstwa.Wiosna i lato codziennie jestem nad wodą.Pod nosem mam Odrę,zalew,kilka stawów i jak tu zrezygnować. I rocznie kilka medalowych ryb złowię.Wędkarstwo to pasja której z dnia na co dzień nie da sie tak po prostu porzucić...Ale oczywiście autor tego wątka ma racje w tym co napisał
Berthold ma rację co do ryb i chorych opłat jedna wielka partyzantka.Co do komuny to na jednym osiedlu było może 15 samochodów a pociągiem mało kto jeżdził dziś co drugi ma pojazd jaki by nie był.A inna sprawa że z co poniektórych rzek porobili prawie kanały.Dla przykładu Wisła w Krakowie gdzie też łowie.Parenaście lat temu cisza jak makiem zasiał obecnie w sezonie w ciagu minuty lekko z 8 tramwajów wodnych i statków wycieczkowych koło nosa ci przelynie więc jaka ryba no chyba że z puszki.
Chyba inaczej pojmuje wędkarstwo niż autor wątku. Ja nie zamierzam przestać nawet jakby w Polsce zabito ostatnią rybę. No i delikatnie sie nie zgadzam jak ktoś wychwala komunę.
Chyba inaczej pojmuje wędkarstwo niż autor wątku. Ja nie zamierzam przestać nawet jakby w Polsce zabito ostatnią rybę. No i delikatnie sie nie zgadzam jak ktoś wychwala komunę.
ty nie myl wędkarstwa za komuny z komuną bo to dwie różne rzeczy , a powędkować czasem pójdę ale tylko i wyłacznie na jakieś zapomniane sadzawki jak takowe znajdę w pobliżu czy na jakąś oczyszczalnię ścieków byle coś skubało i nie należało do PZW , ryb nie jem od urodzenia bo nie lubię więc nie mam z tym problemów , być może wrócę jak coś się poprawi ale patrząc co się dzieje nie liczę na to , pzdr
Chyba inaczej pojmuje wędkarstwo niż autor wątku. Ja nie zamierzam przestać nawet jakby w Polsce zabito ostatnią rybę. No i delikatnie sie nie zgadzam jak ktoś wychwala komunę.
ty nie myl wędkarstwa za komuny z komuną bo to dwie różne rzeczy
Doskonale napisane. Ponadto nie wychwala, a napisał i ja po części także, iż było lepiej, a to różnica olbrzymia.
Jako, że ojczulek zabierał moją mamuśkę będącą ze mną w ciąży "na spacer nad rzekę" to jestem genetycznie obciążony. Wszystko co związane z wodą uwielbiam i nic i nikt tego nie zmieni :)))
Kończyć wędkowanie ? Żyję w WĘDKARSKIM RAJU ! W powiecie ponad 30 jezior , oraz rzeki Brda i Czernica . 5 kół PZW , 2 Towarzystwa Wędkarskie , kilka spółek rybackich , indywidualni dzierżawcy wód ( między innymi Bogdan Barton ) . Każdy może wybrac gdzie chce wędkować . W kazdej wodzie są ryby . Malkontenci twierdzą inaczej , a ja uważam , że nie potrafią skutecznie wędkować .
Ja potrafię zrozumieć kol.Bertholda też tak miałem kilka lat temu również łowienie przestało mi sprawiać przyjemność i zrobiłem sobie przerwę i po trzech latach wróciłem bo to jest silniejsze od czlowieka normalnie siedzi w środku i tylko czeka żeby na ryby wyciągnąć wiec ty kol. też napewno wrócisz do tego nałogu .
Kończyć wędkowanie ? Żyję w WĘDKARSKIM RAJU ! W powiecie ponad 30 jezior , oraz rzeki Brda i Czernica . 5 kół PZW , 2 Towarzystwa Wędkarskie , kilka spółek rybackich , indywidualni dzierżawcy wód ( między innymi Bogdan Barton ) . Każdy może wybrac gdzie chce wędkować . W kazdej wodzie są ryby . Malkontenci twierdzą inaczej , a ja uważam , że nie potrafią skutecznie wędkować .
A u Bogdana to tak fajnie łowią jak w necie czy tylko taka reklama ?
Ile razy miałem takie myśli...Zawsze wygrywała jednak namiętnosć do tego hobby.Nie dam rady zrezygnować...to jak...umrzeć!:-)Przesadzam jasne ale lubię to i nawet gdybym miał tylko gonić marzenia to i tak będę to robił choć pasji mi przybyło a czasu mniej. Zgadzam się z Tomkiem że przyczyna złego stanu naszych wód jest złożona.Moje spostrzeżenia odnośnie dzialania rybaków są analogiczne.Paradoksalnie kiedyś na mojej Wiśle rybacy działali i były ryby a dziś nie ma jednych a drugich tez coraz mniej choć jeszcze są...Przyjda pierwsze dni wiosenne , słońce zaświeci a trwa zazieleni i ciekawe co wtedy poczujecie:-) Co możemy robić by było lepiej? Myślę że warto zacząć od siebie i nie ogladac się na instytucje i okoliczności.Niestety nie na wszystko mamy wpływ więc zmieniajmy na plus to co jest w naszej mocy.Dbajmy o wody i o ryby bo to nasz inwentarz. Czy mogę coś zrobić w kwestii "zchemizowania" rolnictwa i jego wpływu na środowisko wodne? Raczej niewiele...zwłaszcz że ostatnio okazło się że rolnikom sprzedaje się podróby pestycydów nie spełniające norm - tragedia jak z ginięciem pszczół.Z czegoś się to bierze.Od dawna o tym mówię i piszę że tego kompletnie nie rozumiem...Wody niby czystsze - pojawiaja się raki, chruściki itp. Rybaków zero, kłusowników nie widuję a wcześniej się zdarzało częściej ,ludzie sporo ryb wypuszczają a wyniki marne...O co chcodzi?Tajemniczy czynnik X ...Ktoś to powinien kompleksowo zbadać na przykładzie choćby Wisły.Czy ryb jest mało, jaki jest przekrój gatunkowy i bolączki zwierzaków.Mamy chyba w kraju zdolnych ichtiologów?Pierwsze co to PZW powinno zlecić taką ekspertyzę bo jak pomóc naturze nie wiedząc w czym rzecz?
Czy mogę coś zrobić w kwestii "zchemizowania" rolnictwa i jego wpływu na środowisko wodne? Raczej niewiele...zwłaszcza, że ostatnio okazło się że rolnikom sprzedaje się podróby pestycydów nie spełniające norm - tragedia jak z ginięciem pszczół.Z czegoś się to bierze.Od dawna o tym mówię i piszę że tego kompletnie nie rozumiem...Wody niby czystsze - pojawiaja się raki, chruściki itp. Rybaków zero, kłusowników nie widuję a wcześniej się zdarzało częściej ,ludzie sporo ryb wypuszczają a wyniki marne...O co chcodzi?Tajemniczy czynnik X ...Ktoś to powinien kompleksowo zbadać na przykładzie choćby Wisły.Czy ryb jest mało, jaki jest przekrój gatunkowy i bolączki zwierzaków.Mamy chyba w kraju zdolnych ichtiologów?Pierwsze co to PZW powinno zlecić taką ekspertyzę bo jak pomóc naturze nie wiedząc w czym rzecz?
Pozwoliłem sobie wyjustować Twoje najważniejsze spostrzeżenia, z którymi się zgadzam. Adn. podróbek nawozów i pestycydów, ktoś na to pozwala ... ? Dlaczego ? Wiadomo ... a winnych jak zawsze brak. Adn. czyściejszych wód. Moim zdaniem to trochę teoria choć faktem jest, że już coraz rzadziej słychać o zmasowanych zatruciach rzek jednak "zdarzają" się jak np. Warta ostatnimi czasy. Z tego co w różnych mediach wyczytałem nikt nie został do odpowiedzialności pociągnięty ... Postępuje także coraz większe zanieczyszczanie wód z domów i bloków. W dzisiejszych czasach każdy musi mieć w całym domu ogród prze cudownych zapachów (nie wystarczy zapach np. kwiatów wiosną) i wali w każde możliwe miejsce jak najwięcej chemii, a do toalety to już tony tego idą (jeden proszek chemiczny w muszli, drugi w spłuczce, kolejny kret w szafce, deo po sikaniu, deo po klockowaniu itp. itd.), gdzie to wszystko trafia potem nietrudno zgadnąć. I śmiem twierdzić, że żadna oczyszczalnia tych ton chemii nie przerobi po prostu ... A co do pzw. to oni jak i strażaki rzeczne mają jedynie statystyki do pokazania ...
Do tego wszystkiego dodałbym jeszcze meliorację. W mojej okolicy były piękne starorzecza pośród łąk. Miejscami głębokie na 4 metry. W nich mnóstwo lina i naszego karasia. Ludzie szczupaki łowili na wyklepane denka od puszek po konserwach jednago za drugim. Gdy wody na wiosnę było zbyt dużo to pompownia wyciągała ją na Wisłę. Z czasem łąki zamieniono na pola uprawne.Trawie woda tak nie przeszkadzała jak pszenicy więc wykopano sieć rowów. Zamiast przepompowni w ramach oszczędności wykopano w wale śluzę. Sluza wykopana bardzo nisko. W ciągu kilku lat poziom wody w starorzeczach drastycznie spadł. Tam gdzie kiedyś były 4 metry teraz jest zaledwie metr. Tam gdzie było do dwoch metrów teraz suchym latem można przejsć suchą nogą. Z ryb zostały japońce, trawianki i nieliczne piskorze.
Melioracja to zło...Pokłosie komuny ale nie tylko.Niedawno przeglądałem b. stare mapy mojej okolicy i choć nie tak dokładne jak dzisiejszy Geoportal to można śmiało wywnioskować ile wody było tu kiedyś a ile zostało. Dobrą choć nie dla każdego robotę zrobiły bobry.Pozatykały rowy melioracyjne woda się piętrzy.Łąki znowu zalało, mamy podmokły łęg.Pojawiają się olchy itp.Teren z dawnych rolniczo - pgrowskich łąk zmienia się w dziką dzicz.Tak też dzieje się z wodami.Czasem bobry potrafią przywrócić pierwotny charakter terenom od lat osuszanym mimo że robia też szkody.Chemia to piekło.Mnogośc związków chemicznych zawarta w ściekach nie daje szans na skuteczna neutralizację wszystkich czynników. O tym się nie mówi i tego nie widać bo wszyscy musielibyśmy się wyrzec tego "dobra" - tak się nie da. Cierpią ryby - pewnie przez to najbardziej ale ktoś powinien to zbadać.
Mnogośc związków chemicznych zawarta w ściekach nie daje szans na skuteczna neutralizację wszystkich czynników. O tym się nie mówi i tego nie widać bo wszyscy musielibyśmy się wyrzec tego "dobra" - tak się nie da. Cierpią ryby - pewnie przez to najbardziej ale ktoś powinien to zbadać.
Dlaczego wyrzec ? Tylko albo aż stosować z umiarem i kupować oraz użytkować te w miarę biodegradowalne.
Melioracja to zło...Pokłosie komuny ale nie tylko.Niedawno przeglądałem b. stare mapy mojej okolicy i choć nie tak dokładne jak dzisiejszy Geoportal to można śmiało wywnioskować ile wody było tu kiedyś a ile zostało. Dobrą choć nie dla każdego robotę zrobiły bobry.Pozatykały rowy melioracyjne woda się piętrzy.Łąki znowu zalało, mamy podmokły łęg.Pojawiają się olchy itp.Teren z dawnych rolniczo - pgrowskich łąk zmienia się w dziką dzicz.Tak też dzieje się z wodami.Czasem bobry potrafią przywrócić pierwotny charakter terenom od lat osuszanym mimo że robia też szkody.Chemia to piekło.Mnogośc związków chemicznych zawarta w ściekach nie daje szans na skuteczna neutralizację wszystkich czynników. O tym się nie mówi i tego nie widać bo wszyscy musielibyśmy się wyrzec tego "dobra" - tak się nie da. Cierpią ryby - pewnie przez to najbardziej ale ktoś powinien to zbadać.
Gdyby woda z pola spryskanego chemią musiała przefiltrować się przez łąki, łęgi, bagna to do rzek docierała by czyściutka woda. Teraz bezpośrednio rowem płynie do rzeki, nie filtruje się. Na zachodzie teraz wydaje się masę kasy na renaturalizację rzek i cieków. Doszli do wniosku że rośliny więcej wchłaniają niż beton, ciekawe kied u nas mądre głowy na to wpadną. Dodatkowo wodę bezpośrednio zatruwają fabryki. Na zachodzie też znaleźli na to sposób. Fabryka musi wyżej spuścić ścieki niż pobiera wodę. Gdyby puściła syf to pobierze go na nowo, to znacznie ograniczyło trucie wody.
Fabryka musi wyżej spuścić ścieki niż pobiera wodę. Gdyby puściła syf to pobierze go na nowo, to znacznie ograniczyło trucie wody.
Na to spuszczanie ścieków dużo powyżej albo poniżej to wpadli sami fabrykanci właśnie z powodu zaciągania qówna ... bo budowa oczyszczalni z prawdziwego zdarzenia była, a być może i jest nadal dla fabrykantów nie opłacalna. Lepiej podcinać gałąź, na której się siedzi ...
Fabryka musi wyżej spuścić ścieki niż pobiera wodę. Gdyby puściła syf to pobierze go na nowo, to znacznie ograniczyło trucie wody.
Na to spuszczanie ścieków dużo powyżej albo poniżej to wpadli sami fabrykanci właśnie z powodu zaciągania qówna ... bo budowa oczyszczalni z prawdziwego zdarzenia była, a być może i jest nadal dla fabrykantów nie opłacalna. Lepiej podcinać gałąź, na której się siedzi ...
Coś chyba nie doczytałeś. Jakie daleko poniżej? Jakie daleko powyżej? Kilka, kilkadziesiąt metrów powyżej poboru. Syf się nie rozcieńczy i jeśli puszczą syf to za pare metrów zbierają go spowrotem. Który fabrykant sam z siebie chce pobrać ściek?
Fabryka musi wyżej spuścić ścieki niż pobiera wodę. Gdyby puściła syf to pobierze go na nowo, to znacznie ograniczyło trucie wody.
Na to spuszczanie ścieków dużo powyżej albo poniżej to wpadli sami fabrykanci właśnie z powodu zaciągania qówna ... bo budowa oczyszczalni z prawdziwego zdarzenia była, a być może i jest nadal dla fabrykantów nie opłacalna. Lepiej podcinać gałąź, na której się siedzi ...
Coś chyba nie doczytałeś. Jakie daleko poniżej? Jakie daleko powyżej? Kilka, kilkadziesiąt metrów powyżej poboru. Syf się nie rozcieńczy i jeśli puszczą syf to za pare metrów zbierają go spowrotem. Który fabrykant sam z siebie chce pobrać ściek?
Nie doczytałem, ponieważ nie napisałeś, a nie zamierzam zgłębiać tematu, na który nie mam żadnego wpływu. I który fabrykant ścieku nie pobierał za nim nie wpadli na to genialne i najtańsze rozwiązanie ? Pobierali wszyscy w swoim czasie tak jak i wszyscy spuszczali syf do wód bo przecież jak już napisałem budowa oczyszczalni to kosmiczne koszty, a jak można się narażać na wydatki ?
Chyba inaczej pojmuje wędkarstwo niż autor wątku. Ja nie zamierzam przestać nawet jakby w Polsce zabito ostatnią rybę. No i delikatnie sie nie zgadzam jak ktoś wychwala komunę.
Chyba inaczej pojmuje wędkarstwo niż autor wątku. Ja nie zamierzam przestać nawet jakby w Polsce zabito ostatnią rybę. No i delikatnie sie nie zgadzam jak ktoś wychwala komunę.
To co ty będziesz wypuszczał ?!
Jak nie będzie ryb to chyba tylko bąki będzie można nad wodą puszczać :)
Chyba inaczej pojmuje wędkarstwo niż autor wątku. Ja nie zamierzam przestać nawet jakby w Polsce zabito ostatnią rybę. No i delikatnie sie nie zgadzam jak ktoś wychwala komunę.
To co ty będziesz wypuszczał ?!
Jak nie będzie ryb to chyba tylko bąki będzie można nad wodą puszczać :)
No i mamy pięknie przedstawionych portalowiczów. Jeden szuka zaczepki złośliwymi tekstami a drugi nic inteligentniejszego nie umiał wymyślić to napisał o pierdzeniu. Gratuluję
To nie zaczepka, tylko zwykłe, proste pytanie - jeśli nie będzie żadnych ryb, to co zrobi taki etyczny wędkarz jak ty? Co będzie wypuszczał?
Zaś twoja odpowiedź świadczy o poziomie intelektualnym jaki reprezentujesz.
Puszczanie zaś bąków będzie wtedy ciekawą alternatywą - traktuję to jako zwykły żart. Ale ja jestem prosty człek, robotnik, a nie pracownik korporacji zmuszony do walki o przetrwanie w świecie szczurów korporacyjnych. Jestem prosty, myślę prosto i to jest fajne.
Poniekąd też nie rozumiem Jakuba :-/ Bo ja mam w dooopie siedzenie nad bezrybną wodą! Mnie nie interesuje tzw. "kontakt z naturą", "odstresowanie się" czy inne wymyślne farmazony usprawiedliwiające brak wyników wynikłych pustym akwenem. Ja jadę NA RYBY i CHCĘ ŁOWIĆ RYBY!!! Sama otoczka wędkarstwa jest miła ale nie mam zamiaru trać czasu TYLKO na moczenie wabii. Tylko kto ma jeszcze odwagę to napisać???
Poniekąd też nie rozumiem Jakuba :-/ Bo ja mam w dooopie siedzenie nad bezrybną wodą! Mnie nie interesuje tzw. "kontakt z naturą", "odstresowanie się" czy inne wymyślne farmazony usprawiedliwiające brak wyników wynikłych pustym akwenem. Ja jadę NA RYBY i CHCĘ ŁOWIĆ RYBY!!! Sama otoczka wędkarstwa jest miła ale nie mam zamiaru trać czasu TYLKO na moczenie wabii. Tylko kto ma jeszcze odwagę to napisać???
Nie znam pojęcia "bezrybna woda". Łowiłem wszędzie, nawet w zbiornikach P-Poż jakieś karasie i wzdręgi wydłubałem. Znam za to "wędkarskie beztalencia", których coraz więcej na portalach wędkarskich. Na szczęście nad wodą jest inaczej niż na forum, tam jest ostra selekcja naturalna i zostają tylko najlepsi. Jeśli ktoś odpada, to bardzo dobrze.. taki osobnik nie zajmuje/blokuje miejsca nad wodą.
Proste.. :)
Poniekąd też nie rozumiem Jakuba :-/ Bo ja mam w dooopie siedzenie nad bezrybną wodą! Mnie nie interesuje tzw. "kontakt z naturą", "odstresowanie się" czy inne wymyślne farmazony usprawiedliwiające brak wyników wynikłych pustym akwenem. Ja jadę NA RYBY i CHCĘ ŁOWIĆ RYBY!!! Sama otoczka wędkarstwa jest miła ale nie mam zamiaru trać czasu TYLKO na moczenie wabii. Tylko kto ma jeszcze odwagę to napisać???
Tomas81 Jak wyłapią wszystkie ryby w Polsce to się przeniosę do Kanady czy Finlandii ale z wędkarstwa nie zrezygnuję.
Poniekąd też nie rozumiem Jakuba :-/ Bo ja mam w dooopie siedzenie nad bezrybną wodą! Mnie nie interesuje tzw. "kontakt z naturą", "odstresowanie się" czy inne wymyślne farmazony usprawiedliwiające brak wyników wynikłych pustym akwenem. Ja jadę NA RYBY i CHCĘ ŁOWIĆ RYBY!!! Sama otoczka wędkarstwa jest miła ale nie mam zamiaru trać czasu TYLKO na moczenie wabii. Tylko kto ma jeszcze odwagę to napisać???
Tomas81 Jak wyłapią wszystkie ryby w Polsce to się przeniosę do Kanady czy Finlandii ale z wędkarstwa nie zrezygnuję.
Jakubie to powiedzmy że się zrozumieliśmy ;-)
Irek, fakt praktycznie nie ma bezrybnej wody ale jako doskonały specjalista jakim jesteś, wiesz że są akweny warte uwagi ale i też nie. Tym bardziej dla kogoś kto celuje nie tylko w rybę jako taką a konkretny gatunek. Ty jesteś doskonałym przykładem z tymi o(koniami) :-)
Też jadąc na ryby jadę łowić ryby, jakie ryby...? a próbuje te najwieksze, fajna jest cisza i spokój ale że od urodzenia mieszkam na wsi i do lasu mam rzut kamieniem aż tak mocno ta otoczka mnie nie podnieca.
Poniekąd też nie rozumiem Jakuba :-/ Bo ja mam w dooopie siedzenie nad bezrybną wodą! Mnie nie interesuje tzw. "kontakt z naturą", "odstresowanie się" czy inne wymyślne farmazony usprawiedliwiające brak wyników wynikłych pustym akwenem. Ja jadę NA RYBY i CHCĘ ŁOWIĆ RYBY!!! Sama otoczka wędkarstwa jest miła ale nie mam zamiaru trać czasu TYLKO na moczenie wabii. Tylko kto ma jeszcze odwagę to napisać???
Tomas81 Jak wyłapią wszystkie ryby w Polsce to się przeniosę do Kanady czy Finlandii ale z wędkarstwa nie zrezygnuję.
Jakubie to powiedzmy że się zrozumieliśmy ;-)
Irek, fakt praktycznie nie ma bezrybnej wody ale jako doskonały specjalista jakim jesteś, wiesz że są akweny warte uwagi ale i też nie. Tym bardziej dla kogoś kto celuje nie tylko w rybę jako taką a konkretny gatunek. Ty jesteś doskonałym przykładem z tymi o(koniami) :-)
Nie miałem na myśli okoni. Są inne ryby i w każdej wodzie można na coś zapolować. Bywały okresy w sezonie, gdy na lód nie można już było wejść, ale Warta płynęła bez kry. Wtedy brałem lekki spnning i na pater-noster z gumową ochotką na haku łowiłem krąpie. To jest kwestia wykorzystania możliwości, jakie w danym momencie daje nam wybrana woda.
Panowie, piszecie tak jakby mozna bylo oduczyc sie lowic ryby. Bez przesady. Niestety, sa rejony w kraju gdzie ryb jest coraz mniej. Widze to po sobie. Byc moze nie potrafie lowic, ale 10-15 lat tem jak zaczolem lowic na muche zlowieni jazia u mnie nie stanowilo problemu. Teraz poza kilkoma tygodniami w roku jest to niemal niemozliwe. Moze gorzej lowie, moze sie odumialem. Zeby nie bylo ze tylko ja tak mam, ale znam wielu wedkarzy, ktorzy kiedys nie mieli problemow a teraz placza. Widac, jak ryby znikaja. Moze nie jest jeszcze calkowicie bezrybnie ale idzie to w tym kierunku. Nie wszedzie jest tak, ze jak nie tu to na innej wodzie. Mieszkam w okregu, gdzie tak naprawde mamy jedna rzeke i jeden smierdzacy zalew. 0 jezior, 0 innych wod w promieniu 50-60 km. Jesli np z zapory puszcza wyoka wode, to jesli bym chcial lowic w rzece, to moge siedziec w domu. Nie ma gdzie jechac. Zadnej alternatywy.
Nawet zadnej komercji nie ma, bo po prostu nie ma wody na ktorej moglaby sie pojawic.
pawelz jak zwykle prawda pewnie leży po środku. Sam doświadczam, że nie konieczne jest oduczenie się łowienia ryb wystarczy, że się człowiek tego nie uczy. Jeden czynnik zmienia się w łowisku i metoda czy przynęta kiedyś skuteczna staje się nieskuteczna. Na pobliskim starorzeczu pięknie brały liny na spławik na kukurydzę. Dziś mozesz tam siedzieć godzinami z kuku na haku i lina nie uświadczysz a jak założysz rosowkę i podasz z gruntu lina możesz się spodziewać w kazdej chwili. W innym miejscu pięknie brały karasie. Teraz już ciężko złowić, nie dlatego że ich nie ma bo są i jak trafisz dobry czas to połowisz. One nie znikły, pojawiły się sumiki karłowate które zawsze są pierwsze na haku. I tym podobnych sytuacji jest mnóstwo. Dlatego w wędkarstwie nie wystarczy że czegoś się nauczymy x lat wcześniej i do końca życia będziemy to stosować. Warunki się zmieniają, ryby się uczą wędkarze też powinni. A jest mnóstwo takich którzy są niereformowalni...
Mieszkam w prosej lini jakieś kilkanaście kilometrów od autora wątku , do Odry mam 400 metrów , płacę składkę PZW ale przez dwa lata nie łowiłem na innej wodzie jak Odra i to do 2 kilometrow kolo domu . Odra co roku jest inna , co roku dominuje inny gatunek ryby [w ubieglym dla mnie to był rok brzany i klenia , poprzedni sezon bolenia itd ] nie da się utrzymać stanowiska na kilka lat , ale mnie łowienie na przewidywalnych ,, rybnych '' stawach jakoś nudzi . Autora wątku rozumiem dlatego że mieszka w miejcu gdzie Odra [tuż obok domu ]należy do okręgu katowickiego , a inne wody tuż za ,,plecami ''' do okręgu opolskiego , a co bogatsze to komercja - w takiej sytuacji można się zniechęcić , mam nadzieję że chwilowo .
Wielu niestety gubi tzw. specjalizacja. Bywa że oczy i myślenie przesłoni komuś przykładowo szczupak na spinning. Bez względu na łowisko i porę roku nie podda się bo przecież musi być tak jak on chce. Niestety czasem należy się poddać i łowić te ryby które w łowisku są i aktualnie żerują. Metoda do tego celu dostosowaną. Zaczynając na nowej wodzie nie wygra "specjalista" który przyjdzie z góry narzuconą metodą i gatunkiem jaki chce łowić, wygra wędkarz który szybciej tą wodę rozpozna, przeczyta widoczne znaki. Rzeka to zupełnie inny temat tu ryby kotłują się jak wrząca zupa, zmieniają stanowiska odcinki na przestrzeni miesięcy, roku. lat. Tam gdzie kiedyś stała setka boleni dziś jest jeden zagubiony, tam gdzie dwa lata temu było stado ogromnych leszczy jest pozostałe 99 boleni.
Krzysztofie śledzę Twoje relacje i muszę przyznać że odcinki rzeki na której łowisz na fotografiach,, wypisz wymaluj ''przypominają te z moich okolic .
Moje wyniki w cm i kg napewno są skromniejsze jak Twoje , natomiast radości jaką nam to przynosi nie da sie zmierzyć i nie narzekam . .
Mam przyjaciela który łowi czasami w tym samym momencie na,, stojących '' wodach i jesteśmy w kontakcie - mówi kończę nie ma brania , a na rzece tego nie ma , jak jeszcze kilka lat temu paliłem papierosy to specjalnie żeby mieć trochę spokoju zakłdałem ,, nietypową przynętę '' a spokoju i tak nie było .
Odcinek 1 kilometra Odry w tej okolicy którą znam dzieli się na kilka odcinków specjalnych pod względem pory roku oraz stale bezrybnych .
Ja jako pierwszy ogłaszam że kończę definitywnie wędkowanie , bo nie przynosi mi to frajdy juuż od kilku lat ale ostatnie dwa lata to już kompletna tragedia , mieszkam nad samą Odrą powyżej Kędzierzyna-Koźla i takiej bryndzy nie widziałem żeby w rzece co do wielkości drugiej w Polsce łowić uklejki i sumy po 20cm , wysiadam bo już mi się odechciało kupowanie kolejnej 45-tej wędki i przejechaniu 5 tys km samochodem coraz to dalej na kolejne zbiorniki tylko po to aby posiedzieć nad wodą i czekać aż mi wdupcą mandat za auto bo przecież tylko zakazy na nas czekają , fajnie to było za komuny i chwilę po niej teraz to hujowina ,15 kart wedkarskich opłacać ,dopłaty duperele,porozumienia,odcinki specjalne,tfu
Ja jako pierwszy ogłaszam że kończę definitywnie wędkowanie , bo nie przynosi mi to frajdy juuż od kilku lat ale ostatnie dwa lata to już kompletna tragedia , mieszkam nad samą Odrą powyżej Kędzierzyna-Koźla i takiej bryndzy nie widziałem żeby w rzece co do wielkości drugiej w Polsce łowić uklejki i sumy po 20cm , fajnie to było za komuny i chwilę po niej teraz to hujowina ,15 kart wedkarskich opłacać ,dopłaty duperele,porozumienia,odcinki specjalne,tfu Ja nie kończę, ale przyznaję Ci rację. Z roku na rok coraz gorzej. Komuny za bardzo nie pamiętam, ale pamiętam czasy około 15 - 20 lat temu. Po prostu były ryby !!! Teraz coraz droższe opłaty, a ryb coraz mniej. O co tu kuźwa chodzi ? Wiadomo o kasę. Jak jeden z kolegów świetnie napisał: na wycieczki mają, na bankiety mają, ale dla szarego wędkarza czyli na solidne zarybienia to nie mają !!! Za komuny pewnie mieli też na wielkie żarcie, ale się przynajmniej wędkarzom coś ostało bo ryba była. A teraz to takie pazerne, że aż na zarybienia braknie chyba.
Lowie ryby podobnie jak Berthold. Karte wedkarska mam od 43 lat. Kiedys ryb bylo niewatpliwie wiecej. I wg mnie przyczyn jest kilka takiego stanu rzeczy.
1) Presja na wody obecnie a 30 lat temu - nie ma porownania. W czasach mojej szkoly sredniej w wakacje calymi dniami w tygodniu na odcinku 5km rzeki na jakim lowilem nie spotkalo sie wedkarza. Ewentualnie 1-2 osoby. Obecnie na odcinku 50m mozna naliczyc kilku. Na calym 5 kilometrowym odcinku od ZS do Tomaszowa w tygodniu w dobrym okresie to i 50 sie spotka. Ile ryb znika obecnie a ile kiedys z wody mozna policzyc.
2) Ludzie sa bardziej zmotoryzowani i wyposarzeni w lepszy sprzet. Nie ma juz matecznikow i miejsc gdzie ryba bylaby bezpieczna.
3) Degradacja srodowiska. Rzeki moze i byly brudniejsze, ale nie tak jak obecnie zmeliorowane. Co z tego ze plynie czysta woda, jak rzeka wyglada jak kanal z rownym piaszczystym dnem bez zwalisk, zakoli i glebszych dolkow. Pobudowano mase MEW'ek ktore odciely niektore gatunki od naturalnych tarlisk. Ponizej wiekszych zapor tez tarliska zostaly zniszczone. Wszystko to sklada sie na brak ryb.
A gdzie w tym wszystkim PZW ?. Zostalo mentalnie w latach 70-80 - tych. Wtedy wystarczylo, ze taka organizacja wogole istnieje, cos tam zbierze w postaci skladek, cos tam wpusci do wody (pomagaly panstwowe zaklady pracy) i ryby jakos dawaly rade. Niestety sytuacja drastycznie sie zmienila, ale za zmianami nie nadarzyl ten socjalistyczny twor pod nazwa PZW. To co wystarczalo dawniej (nie szkodzic) na dzis nie wystarcza.
Tez na zwyklych wodach mam podobne dylematy jak Berthold, ale jednak z wedkarstwa nie mam zamiaru rezygnowac. Jest naprawde kilka niezlych lowisk w Polsce i chociazby dla nich warto jeszcze ta karte zatrzymac.
Ja nie zrezygnuję z wędkarstwa - umrę z wędką w ręku.
Co najwyżej ponownie zrezygnuję z PZW (już miałem prawie 10-letnią przerwę), chyba że przestanie rządzić mafia pasibrzuchów i kilka rozumnych osób zrekultywuje to co tępogłowy beton wyjałowił.
Jestem niepoprawnym marzycielem i optymistą.
Niestety coraz gorzej, ale co się dziwić jak 90% bierze co się da.... Innych ryb nie ma to niektórzy juz ukleje do galaretki bierze.. Ja sie cieszę ze chociaż od czasu do czasu coś jeszcze hapsne ;) ale ciężko iść na ryby i złowić szczupaka 70 okonia 35 suma 150 wszystko wytrzepane... Nie rezygnuj, jeszcze coś tam plywa ale mało :/ Są jeszcze jeziora c&r, komercje, tam polowisz :)
Jeżeli miałbym zrezygnować z wędkarstwa, to nie z powodu braku ryb a raczej z niedołężności. Na razie mam kłopoty z przywiązanie haczyka mniejszego od czternastki, dlatego małe haczyki kupuję z przyponami, ale tak jak 50 lat temu, inni wędkarze nadal mnie podglądają i pytają: na co ja łowię?
... ale za zmianami nie nadarzyl ten socjalistyczny twor pod nazwa PZW. Ja odnoszę wrażenie, że po prostu nie chce ( bo po co jak kasa płynie strumieniami ? ) co też widzę po wypowiedziach co poniektórych członków tegoż twora na tym forum ...
A rezygnujcie, jeszcze więcej medalowców będę mieć co roku ;-)
Teraz trochę poważniej. Widze że ludziom spod znaku C&R trochę się pomieszało w główkach. Otóż kiedyś samych zarejestrowanych wędkarzy w PZW było ok 2 milionów, obecnie ok 650 tys. Poza tym za starych lat kupa tubylców mieszkających nad wodami, w szczególności w małych miejscowościach i wsiach też nie miała kart. Więc pisanie o większej presji jest totalną bzdurą. Owszem teraz wędkarze są dużo bardziej mobilni zatem łatwiej się im dotrzeć do miejsc które "od zawsze" były praktycznie nie odwiedzane. Ale to nie jest przyczyną OGÓLNEGO zmniejszenia populacji ryb w Polsce. Ta jest zupełnie inna, w sumie kilka zazębiających się.
Pierwsze to chemizacja rolnictwa. Jakoś nikt nie chce się narazić więc jest o tym cisza. Wszystkie pestycydy i inne środki ochrony roślin działają niesamowicie destrukcyjnie na możliwości rozrodowe ryb. O niebo bardziej niż tradycyjna gnojówka. Zatem "na dzień dobry" mamy problem z udanym tarłem gdyż jest ono dużo mniej efektywne.
Drugi problem, też dotyczący tarła, to brak miejsca. Rzeki, rzeczki i inne cieki zostały zmelioryzowane więc poziom wód gruntowych spada. Co za tym idzie nie ma już porządnych wylewów wiosennych dzięki którym ryba miała miejce na doskonałe tarło. Na dodatek te nieliczne, głównie w jeziorach, zostały zjedzone. Tak, zjedzone!!! Przez karpie, amury... Może taki stary nie jestem, młody też, ale wiem że kiedyś nie walono do wody samego karpia, która jest obecnie główną rybą "zarybieniową" a wpuszczano wszystko. Były drapieżniki (szczupaki, sandacze), węgorze, sieje i sielawy (gdzie tylko warunki były sprzyjające), płocie, złote karasie, klenie, brzany czy liny. A teraz tylko, ku uciesze karpiarzy i dziadków, prawie tylko sam karp. Owszem u mnie w okręgu toruńskim wyglada to inaczej, nastawienie na drapieżniki, ale piszę o ogólnopolskiej tendencji. Więc to chińskie gooowno wpierdziela całą dostępną im roślinność podwodną nieszcząc przy tym miejsca tarłowe.
Po trzecie: kłusownictwo. Było ono zawsze ale na małą skalę. Ot lokalne chłopki jak chciały się napić to szły nad wodę z siateczką, łowiły trochę rybek. I była wódka. Lecz teraz grasują świetnie zorganizowane bandy ze sprzętem czasem i za KILKASET TYSIĘCY! Oni nie zadowalają się kilkoma rybkami a dopiero tonami.
Czwarte: rybacy. Ich kiedyś było o niebo więcej ale ryb też. Jednak rybak miał swoje akweny przekazywane z ojca na syna więc mądrze nimi gospodarował. Nigdy nie wyrybił do cna bo by nie miał potem...co do gara wrzucić. Teraz są ledwie kilkuletnie dzierżawy. Co to oznacza? Ano jedynie że właściciel nie wie czy dostanie następną "turę" więc nie bardzo widzi sens większej ochrony. Lepiej bo bezpieczniej wywalić siaty i choć przez 5 latek dobrze pożyć. Potem nic nie wiadomo. To czysty biznes bez większego poczucia własności.
To są właśnie główne przyczyny ogólnego braku ryb, przynajmniej te najważniejsze. Bo są oczywiście różne warunki, różne akweny. Lecz podkreślam: piszę ogólnie, z perspektywy całego kraju.
Co do mnie. Ja nie płaczę, rok w rok łowię parę porządnych medalowców. Ale dlatego iż zacząłem się specjalizować, inwestować, szukać wiedzy i przekładać ją na praktykę. A nie jak przeciętny wędkarz bezmyślnie rzucać wabie do wody i narzekać że nie bierze. Bo ryby jeszcze są, i to jakie!
Nigdy nie zrezygnuję z wędkarstwa.Wiosna i lato codziennie jestem nad wodą.Pod nosem mam Odrę,zalew,kilka stawów i jak tu zrezygnować. I rocznie kilka medalowych ryb złowię.Wędkarstwo to pasja której z dnia na co dzień nie da sie tak po prostu porzucić...Ale oczywiście autor tego wątka ma racje w tym co napisał
Berthold ma rację co do ryb i chorych opłat jedna wielka partyzantka.Co do komuny to na jednym osiedlu było może 15 samochodów a pociągiem mało kto jeżdził dziś co drugi ma pojazd jaki by nie był.A inna sprawa że z co poniektórych rzek porobili prawie kanały.Dla przykładu Wisła w Krakowie gdzie też łowie.Parenaście lat temu cisza jak makiem zasiał obecnie w sezonie w ciagu minuty lekko z 8 tramwajów wodnych i statków wycieczkowych koło nosa ci przelynie więc jaka ryba no chyba że z puszki.
Ale czy tylko w Polsce są kanały? Inne kraje mają jeszcze bardziej zakanalone a ryb 10x tyle i 10x takie wielkie. Przykładowo Holandia.
Chyba inaczej pojmuje wędkarstwo niż autor wątku. Ja nie zamierzam przestać nawet jakby w Polsce zabito ostatnią rybę. No i delikatnie sie nie zgadzam jak ktoś wychwala komunę.
Chyba inaczej pojmuje wędkarstwo niż autor wątku. Ja nie zamierzam przestać nawet jakby w Polsce zabito ostatnią rybę. No i delikatnie sie nie zgadzam jak ktoś wychwala komunę. ty nie myl wędkarstwa za komuny z komuną bo to dwie różne rzeczy , a powędkować czasem pójdę ale tylko i wyłacznie na jakieś zapomniane sadzawki jak takowe znajdę w pobliżu czy na jakąś oczyszczalnię ścieków byle coś skubało i nie należało do PZW , ryb nie jem od urodzenia bo nie lubię więc nie mam z tym problemów , być może wrócę jak coś się poprawi ale patrząc co się dzieje nie liczę na to , pzdr
Chyba inaczej pojmuje wędkarstwo niż autor wątku. Ja nie zamierzam przestać nawet jakby w Polsce zabito ostatnią rybę. No i delikatnie sie nie zgadzam jak ktoś wychwala komunę. ty nie myl wędkarstwa za komuny z komuną bo to dwie różne rzeczy Doskonale napisane. Ponadto nie wychwala, a napisał i ja po części także, iż było lepiej, a to różnica olbrzymia.
Jako, że ojczulek zabierał moją mamuśkę będącą ze mną w ciąży "na spacer nad rzekę" to jestem genetycznie obciążony. Wszystko co związane z wodą uwielbiam i nic i nikt tego nie zmieni :)))
Kończyć wędkowanie ? Żyję w WĘDKARSKIM RAJU ! W powiecie ponad 30 jezior , oraz rzeki Brda i Czernica . 5 kół PZW , 2 Towarzystwa Wędkarskie , kilka spółek rybackich , indywidualni dzierżawcy wód ( między innymi Bogdan Barton ) . Każdy może wybrac gdzie chce wędkować . W kazdej wodzie są ryby . Malkontenci twierdzą inaczej , a ja uważam , że nie potrafią skutecznie wędkować .
Ja potrafię zrozumieć kol.Bertholda też tak miałem kilka lat temu również łowienie przestało mi sprawiać przyjemność i zrobiłem sobie przerwę i po trzech latach wróciłem bo to jest silniejsze od czlowieka normalnie siedzi w środku i tylko czeka żeby na ryby wyciągnąć wiec ty kol. też napewno wrócisz do tego nałogu .
Kończyć wędkowanie ? Żyję w WĘDKARSKIM RAJU ! W powiecie ponad 30 jezior , oraz rzeki Brda i Czernica . 5 kół PZW , 2 Towarzystwa Wędkarskie , kilka spółek rybackich , indywidualni dzierżawcy wód ( między innymi Bogdan Barton ) . Każdy może wybrac gdzie chce wędkować . W kazdej wodzie są ryby . Malkontenci twierdzą inaczej , a ja uważam , że nie potrafią skutecznie wędkować .
A u Bogdana to tak fajnie łowią jak w necie czy tylko taka reklama ?
Jak to by była reklama , to wędkarze z Warszawy , Wrocławia , Katowic itp. nie piali by tak na jego cześć . Bogdan to SUPER WĘDKARZ .
Jak to by była reklama , to wędkarze z Warszawy , Wrocławia , Katowic itp. nie piali by tak na jego cześć . Bogdan to SUPER WĘDKARZ .
Wiesz jak to jest z internetami :) Od jakiegoś czasu myślę sobie wpaść do niego na te leszcze :)
Jeszcze na mnie nie pora a jak przyjdzie to tylko z decyzji najwyższej instytucji i nie mam tu na myśli PZW. :)
Ile razy miałem takie myśli...Zawsze wygrywała jednak namiętnosć do tego hobby.Nie dam rady zrezygnować...to jak...umrzeć!:-)Przesadzam jasne ale lubię to i nawet gdybym miał tylko gonić marzenia to i tak będę to robił choć pasji mi przybyło a czasu mniej. Zgadzam się z Tomkiem że przyczyna złego stanu naszych wód jest złożona.Moje spostrzeżenia odnośnie dzialania rybaków są analogiczne.Paradoksalnie kiedyś na mojej Wiśle rybacy działali i były ryby a dziś nie ma jednych a drugich tez coraz mniej choć jeszcze są...Przyjda pierwsze dni wiosenne , słońce zaświeci a trwa zazieleni i ciekawe co wtedy poczujecie:-) Co możemy robić by było lepiej? Myślę że warto zacząć od siebie i nie ogladac się na instytucje i okoliczności.Niestety nie na wszystko mamy wpływ więc zmieniajmy na plus to co jest w naszej mocy.Dbajmy o wody i o ryby bo to nasz inwentarz. Czy mogę coś zrobić w kwestii "zchemizowania" rolnictwa i jego wpływu na środowisko wodne? Raczej niewiele...zwłaszcz że ostatnio okazło się że rolnikom sprzedaje się podróby pestycydów nie spełniające norm - tragedia jak z ginięciem pszczół.Z czegoś się to bierze.Od dawna o tym mówię i piszę że tego kompletnie nie rozumiem...Wody niby czystsze - pojawiaja się raki, chruściki itp. Rybaków zero, kłusowników nie widuję a wcześniej się zdarzało częściej ,ludzie sporo ryb wypuszczają a wyniki marne...O co chcodzi?Tajemniczy czynnik X ...Ktoś to powinien kompleksowo zbadać na przykładzie choćby Wisły.Czy ryb jest mało, jaki jest przekrój gatunkowy i bolączki zwierzaków.Mamy chyba w kraju zdolnych ichtiologów?Pierwsze co to PZW powinno zlecić taką ekspertyzę bo jak pomóc naturze nie wiedząc w czym rzecz?
Czy mogę coś zrobić w kwestii "zchemizowania" rolnictwa i jego wpływu na środowisko wodne? Raczej niewiele...zwłaszcza, że ostatnio okazło się że rolnikom sprzedaje się podróby pestycydów nie spełniające norm - tragedia jak z ginięciem pszczół.Z czegoś się to bierze.Od dawna o tym mówię i piszę że tego kompletnie nie rozumiem...Wody niby czystsze - pojawiaja się raki, chruściki itp. Rybaków zero, kłusowników nie widuję a wcześniej się zdarzało częściej ,ludzie sporo ryb wypuszczają a wyniki marne...O co chcodzi?Tajemniczy czynnik X ...Ktoś to powinien kompleksowo zbadać na przykładzie choćby Wisły.Czy ryb jest mało, jaki jest przekrój gatunkowy i bolączki zwierzaków.Mamy chyba w kraju zdolnych ichtiologów?Pierwsze co to PZW powinno zlecić taką ekspertyzę bo jak pomóc naturze nie wiedząc w czym rzecz? Pozwoliłem sobie wyjustować Twoje najważniejsze spostrzeżenia, z którymi się zgadzam. Adn. podróbek nawozów i pestycydów, ktoś na to pozwala ... ? Dlaczego ? Wiadomo ... a winnych jak zawsze brak. Adn. czyściejszych wód. Moim zdaniem to trochę teoria choć faktem jest, że już coraz rzadziej słychać o zmasowanych zatruciach rzek jednak "zdarzają" się jak np. Warta ostatnimi czasy. Z tego co w różnych mediach wyczytałem nikt nie został do odpowiedzialności pociągnięty ... Postępuje także coraz większe zanieczyszczanie wód z domów i bloków. W dzisiejszych czasach każdy musi mieć w całym domu ogród prze cudownych zapachów (nie wystarczy zapach np. kwiatów wiosną) i wali w każde możliwe miejsce jak najwięcej chemii, a do toalety to już tony tego idą (jeden proszek chemiczny w muszli, drugi w spłuczce, kolejny kret w szafce, deo po sikaniu, deo po klockowaniu itp. itd.), gdzie to wszystko trafia potem nietrudno zgadnąć. I śmiem twierdzić, że żadna oczyszczalnia tych ton chemii nie przerobi po prostu ... A co do pzw. to oni jak i strażaki rzeczne mają jedynie statystyki do pokazania ...
Rezygnować z hobby ? Nie wtym życiu :)
Do tego wszystkiego dodałbym jeszcze meliorację. W mojej okolicy były piękne starorzecza pośród łąk. Miejscami głębokie na 4 metry. W nich mnóstwo lina i naszego karasia. Ludzie szczupaki łowili na wyklepane denka od puszek po konserwach jednago za drugim. Gdy wody na wiosnę było zbyt dużo to pompownia wyciągała ją na Wisłę. Z czasem łąki zamieniono na pola uprawne.Trawie woda tak nie przeszkadzała jak pszenicy więc wykopano sieć rowów. Zamiast przepompowni w ramach oszczędności wykopano w wale śluzę. Sluza wykopana bardzo nisko. W ciągu kilku lat poziom wody w starorzeczach drastycznie spadł. Tam gdzie kiedyś były 4 metry teraz jest zaledwie metr. Tam gdzie było do dwoch metrów teraz suchym latem można przejsć suchą nogą. Z ryb zostały japońce, trawianki i nieliczne piskorze.
Melioracja to zło...Pokłosie komuny ale nie tylko.Niedawno przeglądałem b. stare mapy mojej okolicy i choć nie tak dokładne jak dzisiejszy Geoportal to można śmiało wywnioskować ile wody było tu kiedyś a ile zostało. Dobrą choć nie dla każdego robotę zrobiły bobry.Pozatykały rowy melioracyjne woda się piętrzy.Łąki znowu zalało, mamy podmokły łęg.Pojawiają się olchy itp.Teren z dawnych rolniczo - pgrowskich łąk zmienia się w dziką dzicz.Tak też dzieje się z wodami.Czasem bobry potrafią przywrócić pierwotny charakter terenom od lat osuszanym mimo że robia też szkody.Chemia to piekło.Mnogośc związków chemicznych zawarta w ściekach nie daje szans na skuteczna neutralizację wszystkich czynników. O tym się nie mówi i tego nie widać bo wszyscy musielibyśmy się wyrzec tego "dobra" - tak się nie da. Cierpią ryby - pewnie przez to najbardziej ale ktoś powinien to zbadać.
Mnogośc związków chemicznych zawarta w ściekach nie daje szans na skuteczna neutralizację wszystkich czynników. O tym się nie mówi i tego nie widać bo wszyscy musielibyśmy się wyrzec tego "dobra" - tak się nie da. Cierpią ryby - pewnie przez to najbardziej ale ktoś powinien to zbadać. Dlaczego wyrzec ? Tylko albo aż stosować z umiarem i kupować oraz użytkować te w miarę biodegradowalne.
Melioracja to zło...Pokłosie komuny ale nie tylko.Niedawno przeglądałem b. stare mapy mojej okolicy i choć nie tak dokładne jak dzisiejszy Geoportal to można śmiało wywnioskować ile wody było tu kiedyś a ile zostało. Dobrą choć nie dla każdego robotę zrobiły bobry.Pozatykały rowy melioracyjne woda się piętrzy.Łąki znowu zalało, mamy podmokły łęg.Pojawiają się olchy itp.Teren z dawnych rolniczo - pgrowskich łąk zmienia się w dziką dzicz.Tak też dzieje się z wodami.Czasem bobry potrafią przywrócić pierwotny charakter terenom od lat osuszanym mimo że robia też szkody.Chemia to piekło.Mnogośc związków chemicznych zawarta w ściekach nie daje szans na skuteczna neutralizację wszystkich czynników. O tym się nie mówi i tego nie widać bo wszyscy musielibyśmy się wyrzec tego "dobra" - tak się nie da. Cierpią ryby - pewnie przez to najbardziej ale ktoś powinien to zbadać.
Gdyby woda z pola spryskanego chemią musiała przefiltrować się przez łąki, łęgi, bagna to do rzek docierała by czyściutka woda. Teraz bezpośrednio rowem płynie do rzeki, nie filtruje się. Na zachodzie teraz wydaje się masę kasy na renaturalizację rzek i cieków. Doszli do wniosku że rośliny więcej wchłaniają niż beton, ciekawe kied u nas mądre głowy na to wpadną. Dodatkowo wodę bezpośrednio zatruwają fabryki. Na zachodzie też znaleźli na to sposób. Fabryka musi wyżej spuścić ścieki niż pobiera wodę. Gdyby puściła syf to pobierze go na nowo, to znacznie ograniczyło trucie wody.
Fabryka musi wyżej spuścić ścieki niż pobiera wodę. Gdyby puściła syf to pobierze go na nowo, to znacznie ograniczyło trucie wody. Na to spuszczanie ścieków dużo powyżej albo poniżej to wpadli sami fabrykanci właśnie z powodu zaciągania qówna ... bo budowa oczyszczalni z prawdziwego zdarzenia była, a być może i jest nadal dla fabrykantów nie opłacalna. Lepiej podcinać gałąź, na której się siedzi ...
Fabryka musi wyżej spuścić ścieki niż pobiera wodę. Gdyby puściła syf to pobierze go na nowo, to znacznie ograniczyło trucie wody. Na to spuszczanie ścieków dużo powyżej albo poniżej to wpadli sami fabrykanci właśnie z powodu zaciągania qówna ... bo budowa oczyszczalni z prawdziwego zdarzenia była, a być może i jest nadal dla fabrykantów nie opłacalna. Lepiej podcinać gałąź, na której się siedzi ...
Coś chyba nie doczytałeś. Jakie daleko poniżej? Jakie daleko powyżej? Kilka, kilkadziesiąt metrów powyżej poboru. Syf się nie rozcieńczy i jeśli puszczą syf to za pare metrów zbierają go spowrotem. Który fabrykant sam z siebie chce pobrać ściek?
Fabryka musi wyżej spuścić ścieki niż pobiera wodę. Gdyby puściła syf to pobierze go na nowo, to znacznie ograniczyło trucie wody. Na to spuszczanie ścieków dużo powyżej albo poniżej to wpadli sami fabrykanci właśnie z powodu zaciągania qówna ... bo budowa oczyszczalni z prawdziwego zdarzenia była, a być może i jest nadal dla fabrykantów nie opłacalna. Lepiej podcinać gałąź, na której się siedzi ...
Coś chyba nie doczytałeś. Jakie daleko poniżej? Jakie daleko powyżej? Kilka, kilkadziesiąt metrów powyżej poboru. Syf się nie rozcieńczy i jeśli puszczą syf to za pare metrów zbierają go spowrotem. Który fabrykant sam z siebie chce pobrać ściek? Nie doczytałem, ponieważ nie napisałeś, a nie zamierzam zgłębiać tematu, na który nie mam żadnego wpływu. I który fabrykant ścieku nie pobierał za nim nie wpadli na to genialne i najtańsze rozwiązanie ? Pobierali wszyscy w swoim czasie tak jak i wszyscy spuszczali syf do wód bo przecież jak już napisałem budowa oczyszczalni to kosmiczne koszty, a jak można się narażać na wydatki ?
Chyba inaczej pojmuje wędkarstwo niż autor wątku. Ja nie zamierzam przestać nawet jakby w Polsce zabito ostatnią rybę. No i delikatnie sie nie zgadzam jak ktoś wychwala komunę.
To co ty będziesz wypuszczał ?!
To co zawsze, to co bedę chciał wypuścić.
Chyba inaczej pojmuje wędkarstwo niż autor wątku. Ja nie zamierzam przestać nawet jakby w Polsce zabito ostatnią rybę. No i delikatnie sie nie zgadzam jak ktoś wychwala komunę.
To co ty będziesz wypuszczał ?!
Jak nie będzie ryb to chyba tylko bąki będzie można nad wodą puszczać :)
Chyba inaczej pojmuje wędkarstwo niż autor wątku. Ja nie zamierzam przestać nawet jakby w Polsce zabito ostatnią rybę. No i delikatnie sie nie zgadzam jak ktoś wychwala komunę.
To co ty będziesz wypuszczał ?!
Jak nie będzie ryb to chyba tylko bąki będzie można nad wodą puszczać :)
No i mamy pięknie przedstawionych portalowiczów. Jeden szuka zaczepki złośliwymi tekstami a drugi nic inteligentniejszego nie umiał wymyślić to napisał o pierdzeniu. Gratuluję
To nie zaczepka, tylko zwykłe, proste pytanie - jeśli nie będzie żadnych ryb, to co zrobi taki etyczny wędkarz jak ty? Co będzie wypuszczał?
Zaś twoja odpowiedź świadczy o poziomie intelektualnym jaki reprezentujesz.
Puszczanie zaś bąków będzie wtedy ciekawą alternatywą - traktuję to jako zwykły żart. Ale ja jestem prosty człek, robotnik, a nie pracownik korporacji zmuszony do walki o przetrwanie w świecie szczurów korporacyjnych. Jestem prosty, myślę prosto i to jest fajne.
:)
Poniekąd też nie rozumiem Jakuba :-/ Bo ja mam w dooopie siedzenie nad bezrybną wodą! Mnie nie interesuje tzw. "kontakt z naturą", "odstresowanie się" czy inne wymyślne farmazony usprawiedliwiające brak wyników wynikłych pustym akwenem. Ja jadę NA RYBY i CHCĘ ŁOWIĆ RYBY!!! Sama otoczka wędkarstwa jest miła ale nie mam zamiaru trać czasu TYLKO na moczenie wabii. Tylko kto ma jeszcze odwagę to napisać???
Poniekąd też nie rozumiem Jakuba :-/ Bo ja mam w dooopie siedzenie nad bezrybną wodą! Mnie nie interesuje tzw. "kontakt z naturą", "odstresowanie się" czy inne wymyślne farmazony usprawiedliwiające brak wyników wynikłych pustym akwenem. Ja jadę NA RYBY i CHCĘ ŁOWIĆ RYBY!!! Sama otoczka wędkarstwa jest miła ale nie mam zamiaru trać czasu TYLKO na moczenie wabii. Tylko kto ma jeszcze odwagę to napisać???
NIE SKOMENTUJE TEGO
Nie znam pojęcia "bezrybna woda". Łowiłem wszędzie, nawet w zbiornikach P-Poż jakieś karasie i wzdręgi wydłubałem. Znam za to "wędkarskie beztalencia", których coraz więcej na portalach wędkarskich. Na szczęście nad wodą jest inaczej niż na forum, tam jest ostra selekcja naturalna i zostają tylko najlepsi. Jeśli ktoś odpada, to bardzo dobrze.. taki osobnik nie zajmuje/blokuje miejsca nad wodą.
Proste.. :)
Poniekąd też nie rozumiem Jakuba :-/ Bo ja mam w dooopie siedzenie nad bezrybną wodą! Mnie nie interesuje tzw. "kontakt z naturą", "odstresowanie się" czy inne wymyślne farmazony usprawiedliwiające brak wyników wynikłych pustym akwenem. Ja jadę NA RYBY i CHCĘ ŁOWIĆ RYBY!!! Sama otoczka wędkarstwa jest miła ale nie mam zamiaru trać czasu TYLKO na moczenie wabii. Tylko kto ma jeszcze odwagę to napisać???
Tomas81 Jak wyłapią wszystkie ryby w Polsce to się przeniosę do Kanady czy Finlandii ale z wędkarstwa nie zrezygnuję.
NIE SKOMENTUJE TEGO
Nie rozumiem Cię Sławku.
Poniekąd też nie rozumiem Jakuba :-/ Bo ja mam w dooopie siedzenie nad bezrybną wodą! Mnie nie interesuje tzw. "kontakt z naturą", "odstresowanie się" czy inne wymyślne farmazony usprawiedliwiające brak wyników wynikłych pustym akwenem. Ja jadę NA RYBY i CHCĘ ŁOWIĆ RYBY!!! Sama otoczka wędkarstwa jest miła ale nie mam zamiaru trać czasu TYLKO na moczenie wabii. Tylko kto ma jeszcze odwagę to napisać???
Tomas81 Jak wyłapią wszystkie ryby w Polsce to się przeniosę do Kanady czy Finlandii ale z wędkarstwa nie zrezygnuję.
Jakubie to powiedzmy że się zrozumieliśmy ;-)
Irek, fakt praktycznie nie ma bezrybnej wody ale jako doskonały specjalista jakim jesteś, wiesz że są akweny warte uwagi ale i też nie. Tym bardziej dla kogoś kto celuje nie tylko w rybę jako taką a konkretny gatunek. Ty jesteś doskonałym przykładem z tymi o(koniami) :-)
Też jadąc na ryby jadę łowić ryby, jakie ryby...? a próbuje te najwieksze, fajna jest cisza i spokój ale że od urodzenia mieszkam na wsi i do lasu mam rzut kamieniem aż tak mocno ta otoczka mnie nie podnieca.
Bo ryby to trzeba umieć łowić.......
NIE SKOMENTUJE TEGO Bo jedziesz po ryby a nie na ryby
Nie rozumiem Cię Sławku.
Poniekąd też nie rozumiem Jakuba :-/ Bo ja mam w dooopie siedzenie nad bezrybną wodą! Mnie nie interesuje tzw. "kontakt z naturą", "odstresowanie się" czy inne wymyślne farmazony usprawiedliwiające brak wyników wynikłych pustym akwenem. Ja jadę NA RYBY i CHCĘ ŁOWIĆ RYBY!!! Sama otoczka wędkarstwa jest miła ale nie mam zamiaru trać czasu TYLKO na moczenie wabii. Tylko kto ma jeszcze odwagę to napisać???
Tomas81 Jak wyłapią wszystkie ryby w Polsce to się przeniosę do Kanady czy Finlandii ale z wędkarstwa nie zrezygnuję.
Jakubie to powiedzmy że się zrozumieliśmy ;-)
Irek, fakt praktycznie nie ma bezrybnej wody ale jako doskonały specjalista jakim jesteś, wiesz że są akweny warte uwagi ale i też nie. Tym bardziej dla kogoś kto celuje nie tylko w rybę jako taką a konkretny gatunek. Ty jesteś doskonałym przykładem z tymi o(koniami) :-)
Nie miałem na myśli okoni. Są inne ryby i w każdej wodzie można na coś zapolować. Bywały okresy w sezonie, gdy na lód nie można już było wejść, ale Warta płynęła bez kry. Wtedy brałem lekki spnning i na pater-noster z gumową ochotką na haku łowiłem krąpie. To jest kwestia wykorzystania możliwości, jakie w danym momencie daje nam wybrana woda.
Panowie, piszecie tak jakby mozna bylo oduczyc sie lowic ryby. Bez przesady. Niestety, sa rejony w kraju gdzie ryb jest coraz mniej. Widze to po sobie. Byc moze nie potrafie lowic, ale 10-15 lat tem jak zaczolem lowic na muche zlowieni jazia u mnie nie stanowilo problemu. Teraz poza kilkoma tygodniami w roku jest to niemal niemozliwe. Moze gorzej lowie, moze sie odumialem. Zeby nie bylo ze tylko ja tak mam, ale znam wielu wedkarzy, ktorzy kiedys nie mieli problemow a teraz placza. Widac, jak ryby znikaja. Moze nie jest jeszcze calkowicie bezrybnie ale idzie to w tym kierunku. Nie wszedzie jest tak, ze jak nie tu to na innej wodzie. Mieszkam w okregu, gdzie tak naprawde mamy jedna rzeke i jeden smierdzacy zalew. 0 jezior, 0 innych wod w promieniu 50-60 km. Jesli np z zapory puszcza wyoka wode, to jesli bym chcial lowic w rzece, to moge siedziec w domu. Nie ma gdzie jechac. Zadnej alternatywy.
Nawet zadnej komercji nie ma, bo po prostu nie ma wody na ktorej moglaby sie pojawic.
pawelz jak zwykle prawda pewnie leży po środku. Sam doświadczam, że nie konieczne jest oduczenie się łowienia ryb wystarczy, że się człowiek tego nie uczy. Jeden czynnik zmienia się w łowisku i metoda czy przynęta kiedyś skuteczna staje się nieskuteczna. Na pobliskim starorzeczu pięknie brały liny na spławik na kukurydzę. Dziś mozesz tam siedzieć godzinami z kuku na haku i lina nie uświadczysz a jak założysz rosowkę i podasz z gruntu lina możesz się spodziewać w kazdej chwili. W innym miejscu pięknie brały karasie. Teraz już ciężko złowić, nie dlatego że ich nie ma bo są i jak trafisz dobry czas to połowisz. One nie znikły, pojawiły się sumiki karłowate które zawsze są pierwsze na haku. I tym podobnych sytuacji jest mnóstwo. Dlatego w wędkarstwie nie wystarczy że czegoś się nauczymy x lat wcześniej i do końca życia będziemy to stosować. Warunki się zmieniają, ryby się uczą wędkarze też powinni. A jest mnóstwo takich którzy są niereformowalni...
Mieszkam w prosej lini jakieś kilkanaście kilometrów od autora wątku , do Odry mam 400 metrów , płacę składkę PZW ale przez dwa lata nie łowiłem na innej wodzie jak Odra i to do 2 kilometrow kolo domu . Odra co roku jest inna , co roku dominuje inny gatunek ryby [w ubieglym dla mnie to był rok brzany i klenia , poprzedni sezon bolenia itd ] nie da się utrzymać stanowiska na kilka lat , ale mnie łowienie na przewidywalnych ,, rybnych '' stawach jakoś nudzi . Autora wątku rozumiem dlatego że mieszka w miejcu gdzie Odra [tuż obok domu ]należy do okręgu katowickiego , a inne wody tuż za ,,plecami ''' do okręgu opolskiego , a co bogatsze to komercja - w takiej sytuacji można się zniechęcić , mam nadzieję że chwilowo .
Wielu niestety gubi tzw. specjalizacja. Bywa że oczy i myślenie przesłoni komuś przykładowo szczupak na spinning. Bez względu na łowisko i porę roku nie podda się bo przecież musi być tak jak on chce. Niestety czasem należy się poddać i łowić te ryby które w łowisku są i aktualnie żerują. Metoda do tego celu dostosowaną. Zaczynając na nowej wodzie nie wygra "specjalista" który przyjdzie z góry narzuconą metodą i gatunkiem jaki chce łowić, wygra wędkarz który szybciej tą wodę rozpozna, przeczyta widoczne znaki. Rzeka to zupełnie inny temat tu ryby kotłują się jak wrząca zupa, zmieniają stanowiska odcinki na przestrzeni miesięcy, roku. lat. Tam gdzie kiedyś stała setka boleni dziś jest jeden zagubiony, tam gdzie dwa lata temu było stado ogromnych leszczy jest pozostałe 99 boleni.
Krzysztofie śledzę Twoje relacje i muszę przyznać że odcinki rzeki na której łowisz na fotografiach,, wypisz wymaluj ''przypominają te z moich okolic .
Moje wyniki w cm i kg napewno są skromniejsze jak Twoje , natomiast radości jaką nam to przynosi nie da sie zmierzyć i nie narzekam . .
Mam przyjaciela który łowi czasami w tym samym momencie na,, stojących '' wodach i jesteśmy w kontakcie - mówi kończę nie ma brania , a na rzece tego nie ma , jak jeszcze kilka lat temu paliłem papierosy to specjalnie żeby mieć trochę spokoju zakłdałem ,, nietypową przynętę '' a spokoju i tak nie było .
Odcinek 1 kilometra Odry w tej okolicy którą znam dzieli się na kilka odcinków specjalnych pod względem pory roku oraz stale bezrybnych .