Bardzo często będąc na łowisku spotykam wędkarzy, którzy narzekają: "No Panie nie ma ryby, no nie ma", lecz kiedy zerknie się do ich siatek, można zobaczyć płotki tak małe, że aż strach wziąć do ręki, albo okonie, które o mało co nie uciekną przez oko siatki. Kiedy pytam takich ludzi co mają zamiar zrobić z takimi rybkami, słyszę odpowiedz: "no jak to co? Zjeść!" Tacy "wędkarze" zawsze znajdą jakieś wytłumaczenie i można usłyszeć: "no przecież nie wrócę do domu z pustymi rękami" lub "przecież wszyscy tak robią" I nie oszukujmy sie, że to wina zanieczyszczeń środowiska czy kłusowników, tutaj problem leży w naszej mentalności. Nie rozumiem takiego zachowania. W końcu każdy z nas marzy o dużych rybach... Tylko jak one maja być duże skoro kiedy tylko udaje im sie osiągnąć 15cm - lądują na patelni. Dlatego apeluję - nie zabijajmy małych ryb. Warto sie zastanowić, czy nie lepiej wypuścić takie i za rok złowić większe. W końcu zabita ryba to tylko mięso, które nie ma wielkiej wartości
No fakt często tak się zdarza że ryby nie wymiarowe zostają zabierane z łowiska. Jak chce sobie pojeść małych ryb to niech wybierze się na prywatny staw albo połapie sumików karłowatych.
Zgadzam Się , zawsze co jestem na rybach kazdy gada "" co ten związek wedkarski robi. biora kase a nie wpuszczaja ryby"" a prawda jest taka ze kazdy wali przez caly czas mnustwo zanety ( ryba najedzona) a 2 sprawa to wlasnie to ze jest mnóstwo zaborczych wedkarzy... ( bez urazy) tak więc zastanuwcie sie Drodzy wedkarze czy jest sens zabierać np karpia 28 albo lina 20 lepiej wypuścic poczekac rok i złapac dużą.. a tak w ogóle to jak podeszły płocie i złapało sie np 18-10 cm to musza być duze cierpliwości :) Pozdrawiam ( mam nadzieje ze nikogo zadnym słowem nie uraziłem)
Skoro ktoś nie dał wymiaru ochronnego na płocie czy okonie to musiała byc to decyzja pewna. Tej ryby w wodzie nie brakuje. Okoń zjada ikre ryb szlachetnych a płotka trze się na okrągło i taka 10 cm już składa ikre. Tak że pisanie w tym temacie o rybach nie wymiarowych jest nie w temacie. A ryby chwasty trzeba zabierac z wody. A jezeli w jakiejs z wód brakuje tego gatunku to zwykle jest to dopisane do regulaminu.
Niestety mało kogo stać na gest wypuszczenia kilkudziesięciu leszczy do 25cm. Większość ładuje do siatki co popadnie. Na naszych wodach leszcze takie biorą bez przerwy i bez przerwy słychać komentarze "nie ma ryby" albo "dużej to już nie idzie złapać" , ale w siatce małe są. Często wracam do domu o kiju i słyszę żonę - no znowu nic nie złapałeś - więc wnioskuję, że takim argumentem kieruje się większość tych co biorą małe rybki i tylko narzekają. Dzięki Bogu moja żona zauważyła różnicę między małym leszczykiem a dużym leszczem - już nie komentuje braku ryb - teraz jest " a ty na pewno byłeś na rybach ? " ;) Pozdro dla kumatych!
Uważam, że jeżeli jakiś wędkarz chce zabrać rybkę do domu to powinien robić to na łowisku gdzie poszczególnego gatunku jest za dużo. Takie działanie przynosi pożytek ponieważ ryba nie karłowacieje.
Do Kolegi maroon - apropos `W końcu zabita ryba to tylko mięso, które nie ma wielkiej wartości `nie zgadzam się, bo to mięso ryb ma bardzo dużą wartość, zarówno odżywczą jak i smakową, natomiast jeśli chodzi o resztę to się zgadzam, niewiele mięsa będzie w dziesięciocentymertowej płotce . Do Kolegi djsebadg wymiar ochronny karpia to 30cm a lina 25cm więc napisanie sic. o sensie niezabierania tej ryby w wymiarze karp 28 i lin 20 i powrotu za rok, żeby złapać większą jest bez sensu, ponieważ tych ryb w tych wymiarach nie można zabrać w ogóle, chyba że tak jak napisał Kolega przemi4- łowimy je na prywatnym stawie. Do grzegorzk75 - z Twojej wypowiedzi wywnioskowałem, że Twoja żona jest jednak w miarę wyrozumiała, natomiast inni Koledzy powinni wytłumaczyć żonom, że są wędkarzami a nie rybakami i wędkarstwo to jest ich hobby. Moja żona pyta : i jak? ja jej odpowiadam brały takie i takie, złapałem tyle i tyle i to jest koniec rozmowy. Zresztą trzy dni temu była ze mną na rybach i łapała fajne płoteczki i wzdręgi, ale po zdjęciu ich z haczyka rybki lądowały w wodzie. Nie jestem fanatykiem C&R, bo na przykład w sobotę tydzień temu przywiozłem do domu dwa leszcze 45 i 47 cm (po prostu miałem ochotę na rybkę w śmietanie, zresztą miałem pyszny obiadek na trzy dni) ale w ostatnie dni tj, środa czwartek piątek i sobotę nie uśmierciłem ani jednej. Pozdro dla kumatych
Do Kolegi "" szimejks "" ja wiem jaki jest wymiar ochronny. tylko mówie jak robia wedkarze nie raz widziałem jak wedkarz brał karpie nie wieksze niz 25 cm i to do oporu.. a wiadomo ze mozna 2.chował je do reklamówki i torby zeby nikt nie widział. mój znajomy brął do domu liny 20-22 cm I to jest dośc ze łamanie prawa to jeszcze bez sensu robota, bo jak tak bedą wedkarze robic to ryby duzej sie juz nie zobaczy. Tylko O To mi Kolego Chodzi :) Pozdrawiam I przepraszam za nie jasne opisanie swojej myśli poprzedniej
nie ulega wątpliwości ryba jest zdrowa i zawiera dużo wartość odżywczych. Lecz dla mnie, i to jest moja subiektywna opinia ryba jest cenna w wodzie ponieważ sam nie jadam ryb od święta zjem jakiegoś pstrąga czy szczupaka, i zgoda jest denerwujące kiedy rodzina oskarża cię ze "tylko marnujesz czas ponieważ nic z tego nie masz" znam wielu wędkarzy którzy z obawy przed marudzeniem żony kupują ryby na stawach hodowlanych:) Na pewno znajdą się kobiety do których nie przemówimy argumentami że "słabo brały" ale sadze ze da się je w tym temacie wychować:) . Cieszę się że są wędkarze którzy nie biorą pierwszej lepszej ryby pamiętajmy, aby nie zatracić się w chęci posiadania ryby jako mięsa (to takie prymitywne) oczywiście nie mam nic do "rybki na obiad" ale chcę aby to było wszystko w dobrym guście. To nasza pasja nie zawsze musimy jechać na ryby i wrócić z rybą
Dlaczego? Ano dla tego, ze wszelkie tematy o małych rybkach, wielkich rybach, wymiarach dolnych , wymiarach górnych, zabieraniu ryb, wypuszczaniu ryb i inne takie, zawsze sie kończą w jeden sposób. Więc narazie czekam, co z dyskusji wyniknie, bo się z pewnościa temat rozwinie. A ja teraz przykleję tu kawałek łatwopalnego materiału w ten sposób : Drobnica. Małe rybki. Hmmmmmmm. Siedzę sobie w zeszłym tygodniu nad wodą z moim wiernym kompanem, ale nic jakoś nie bierze, z gruntu nawet nie pipnie. Ale zauważamy że drobnica zeruje, więc wyciągamy spławikówki z gramowymi spławiczkami, zakładamy haczyki nr 14, na hak pinka, ochotka, jeden biały, kawałek skórki od chleba i zaczynamy się bawić. Łowimy maciupenkie wzdręgi, bo płoci nie uświadczysz, oraz uklejki miniaturowe. Zasada oczyiście C&R. Wszystkie rybki wracają do wody. Około 50 sztuk na osobę. No i jest fajnie, bo oskomę uspokoiliśmy, a rybki wróciły do wody. Ale jak wracałem do domu, to naszła mnie myśl, że te wszystkie ukleje juz i tak będą pokarmem dla ptactwa, więc bezsensem było je wypuszczać, ba, powiem więcej, nie było w porządku w ogóle ich łowić. Wiecie jak pobiera przynęte ukleja? Jaki ma pyszczek? Na 50 uklejek 40 sztuk było zaciętych w podniebienie w okolicy oka. A to delikatna rybka i pyszczek ma mały, więc jakim wypychaczem mozna bezpiecznie ja odczepić? Żadnym. Taka rybka jest skazana na smierć. Więc jeśli juz zdecydowaliśmy sie je łowić, lepiej było je zabrać i przerobić na moskaliki (niektórzy wiedzą jak) niż uwalniać je by sobie padły. Niestety, takie jest ego człowieka - zaspokajamy swoje popędy. Wiem, że szkoda rybek, ale idąc tym torem, trzeba by zupełnie zrezygnować z wędkowania. I tu ukłony dla wyczynowców, którzy takiej ryby mordują po 200 kilo rocznie. Już ktoś pisał ze każdą rybkę na zawodach odpina za pomocą odpowiedniego sprzętu, że każdą wyciąga z wody za pomocą podbieraka, że siatki mają bezpieczne, a jha powiadam że to wierutne bzdury i zwyczajne łgarstwo. Po takiej imprezie trup się ściele gęsto i nikt mi nie powie ze łapanie rybek na czas jest dla nich bezpieczne. Tak więc bawią mnie tematy o humanitaryźmie, bo mój sposób postępowania z rybami czyni mniejszą szkodę niż te najhumanitarniejsze metody sportowe, czy niekilajace osoby z miernym pojęciem o co w tym wszystkim chodzi.
A teraz czekam na rozwój tematu - hehe Pozdro dla kumatych.
Hehe.. GHOSTMIR ...zatrybiłem o co Ci biega, ja też lubię zjeść coś świeżego i tak jak napisał Rysiek wolę te większe ... zrezygnowałem ze spławika, łowię z gruntu z nadzieją na tą większą ... a i przyjemność z walki większa... hehe niż z uklejką.
No właśnie wróciłem z rybek i chyba przekonam się do spławika. Na grunt nic... na spławik 2 płocie (25,26cm) i 2 jazie po 30cm. Pogoda piękna. No, ale widzę że tu się nic nie dzieje.... ?
Na szczęście w spinningu coraz częściej ale niestety wciąż za żadko organizowane są zawody "na żywej rybie". Przy łowieniu drobnicy zalecam usuwanie zadziorów z haków :) pozdro
nie ulega wątpliwości fakt, że wszystko leży w mentalności.sam nie zjem ,ale dam teściowej ,ostatecznie wyrzucę do śmietnika.istnieje duża rzesza wędkarzy-kłusowników,nie odpuszczą zimowisku ryb, itd...do puki to się nie zmieni zawsze będą narzekania.
A ja zabieram większość ryb jakie złowie, i w ocet, rodzina uwielbia więc czemu miałbym nie dać im tej radości z jedzenia? Pozatym ryba skaleczona w szoku po holowaniu jak ma sobie dalej radzić w wodzie? Trzymam się ściśle wymiarów jeżeli gatunek posiada wymiar ochronny to jej nie biorę. Dla wyjaśnienia przepisów co do wymiarów to wymiar musi być przekroczony a nie osiągnięty np lin 25 jest pod ochroną :) tak jak i łowienie z małżonką jest niedopuszczalne gdy nie ma ona karty wędkarskiej gdyż tylko posiadacz karty jest uprawniony do połowu :) a co do tych ryb to jak ma taki leszcz urosnąć jak mu sprzed nosa 100 żyletek wyżre co wrzucone? małe są szybsze, a duży się czai i jest ostrożniejszy. Tak więc kontrolujmy połowy wg występowania ryby w wodzie :) jeden duży karp wytwarza do 1 m sześciennego ścieków. Tak więc trzeba zdawać sobie sprawę że wypuszczanie ryb nie koniecznie dobrze wpłynie na wodę jak i na organizmy w niej żyjące.
ImmoQ idąc dalej twoją logiką to najlepiej wyłowić wszystkie ryby a wtedy woda będzie najczyściejsza. Druga sprawa: jeśli z wody nie zostały wyjęte drapieżniki to przyroda sama radzi sobie z małymi zyletkami.
Ja mam trochę inaczej kolego maroon. Po pierwsze wielkie okazy nie są moim marzeniem a po drugie nigdy nie narzekam jak ryba nie bierze. Małych sieków też nie zabieram ale wartość odżywcza rybiego mięsa jest duża pomijając już walory smakowe. No i jeśli sądzisz że kiepski rybostan w Polskich rzekach nie jest podlewany i pielęgnowany zanieczyszczeniami i działalnością kłusowników to nie znasz się na rzeczy. Wędkarze choć by chcieli to nie są wstanie wyłowić tyle ryb co kłusole. Wielu wędkarzy jest rozgarniętych i chociaż tacy pożrą drobną płoć której są miliony, bo przechodzą przez oko od kłusowniczych siatek, to szkody nie poczynią.
Zabieram tyle ryb ile jestem w stanie zjeść z rodziną :) jeżeli odgórnie nie wyznaczono wymiaru ochronnego dla ryb typu płoć okoń karaś itp to coś musi być na rzeczy. Nie zamierzam kaleczyć ryb tylko dla zabawy.
A ja zabrałem dwa razy rybki do domu a wędkuję trzeci sezon. Raz bo jak wypuściłem z siatki to wszystkie wypłynęły brzuchami do góry (możliwe że było to spowodowane tym że siatka była w wodzie przy betonowym brzegu, często jeździły motorówki wywołując spore fale, które tłukły tą siatką i nieszczęsnymi rybami o ten beton) a drugi raz bo chciałem w końcu sprawdzić jak smakuje okoń. Wolę jeść sklepowe bo mniej zabawy z wydłubywaniem ości a to mnie denerwuje :)
a słyszeliście że ryba wpływa na wszystko? ja tam lubię sobie pojeść rybki choć te małe tu wypuszczam bo by mi się nie chciało z nimi bawić. no chyba że to sumik karłowaty
Pamiętasz jak ci opowiadałem o gościu co do wora pakował te szczupaczki w zimie? Ciekawi mnie ilu by się załamało i popadło w depresję jak bym zrobił fotę i zamieścił na blogu. Myślę ,że ponad 80%, ale to nic w przypadku zabierania ryb na obiad.
Ghostmir ale właśnie zdałem sobie sprawę że niektóre ryby mogą być naprawdę trujące. zjadłbyś 30 kg karpia który non stop żre kulki proteinowe w ilościach kosmicznych i to jeszcze nasączonych w dupie
taka 20 kilowa świnia to dopiero musi mieć tego syfu w mięchu! Ja cie! Ty wiesz, ja muszę koniecznie takiego knura zbrodnić i skosztować, bo jak to się da jeść, to po co ja się mam podniecać karpikami i leszczykami po 2 kilo? A tak bym raz za rok sieknął w łeb jednego tucznika. Idąc dalej wtedy zbrodnił bym tylko jedną rybę a nie kilka mniejszych. Czyli przez resztę sezonu mógłbym niekilać.
Bardzo często będąc na łowisku spotykam wędkarzy, którzy narzekają: "No Panie nie ma ryby, no nie ma", lecz kiedy zerknie się do ich siatek, można zobaczyć płotki tak małe, że aż strach wziąć do ręki, albo okonie, które o mało co nie uciekną przez oko siatki. Kiedy pytam takich ludzi co mają zamiar zrobić z takimi rybkami, słyszę odpowiedz: "no jak to co? Zjeść!" Tacy "wędkarze" zawsze znajdą jakieś wytłumaczenie i można usłyszeć: "no przecież nie wrócę do domu z pustymi rękami" lub "przecież wszyscy tak robią" I nie oszukujmy sie, że to wina zanieczyszczeń środowiska czy kłusowników, tutaj problem leży w naszej mentalności. Nie rozumiem takiego zachowania. W końcu każdy z nas marzy o dużych rybach... Tylko jak one maja być duże skoro kiedy tylko udaje im sie osiągnąć 15cm - lądują na patelni. Dlatego apeluję - nie zabijajmy małych ryb. Warto sie zastanowić, czy nie lepiej wypuścić takie i za rok złowić większe. W końcu zabita ryba to tylko mięso, które nie ma wielkiej wartości
No fakt często tak się zdarza że ryby nie wymiarowe zostają zabierane z łowiska. Jak chce sobie pojeść małych ryb to niech wybierze się na prywatny staw albo połapie sumików karłowatych.
Zgadzam Się , zawsze co jestem na rybach kazdy gada "" co ten związek wedkarski robi. biora kase a nie wpuszczaja ryby"" a prawda jest taka ze kazdy wali przez caly czas mnustwo zanety ( ryba najedzona) a 2 sprawa to wlasnie to ze jest mnóstwo zaborczych wedkarzy... ( bez urazy) tak więc zastanuwcie sie Drodzy wedkarze czy jest sens zabierać np karpia 28 albo lina 20 lepiej wypuścic poczekac rok i złapac dużą.. a tak w ogóle to jak podeszły płocie i złapało sie np 18-10 cm to musza być duze cierpliwości :) Pozdrawiam ( mam nadzieje ze nikogo zadnym słowem nie uraziłem)
Skoro ktoś nie dał wymiaru ochronnego na płocie czy okonie to musiała byc to decyzja pewna. Tej ryby w wodzie nie brakuje. Okoń zjada ikre ryb szlachetnych a płotka trze się na okrągło i taka 10 cm już składa ikre. Tak że pisanie w tym temacie o rybach nie wymiarowych jest nie w temacie. A ryby chwasty trzeba zabierac z wody. A jezeli w jakiejs z wód brakuje tego gatunku to zwykle jest to dopisane do regulaminu.
Niestety mało kogo stać na gest wypuszczenia kilkudziesięciu leszczy do 25cm. Większość ładuje do siatki co popadnie. Na naszych wodach leszcze takie biorą bez przerwy i bez przerwy słychać komentarze "nie ma ryby" albo "dużej to już nie idzie złapać" , ale w siatce małe są. Często wracam do domu o kiju i słyszę żonę - no znowu nic nie złapałeś - więc wnioskuję, że takim argumentem kieruje się większość tych co biorą małe rybki i tylko narzekają. Dzięki Bogu moja żona zauważyła różnicę między małym leszczykiem a dużym leszczem - już nie komentuje braku ryb - teraz jest " a ty na pewno byłeś na rybach ? " ;)
Pozdro dla kumatych!
Uważam, że jeżeli jakiś wędkarz chce zabrać rybkę do domu to powinien robić to na łowisku gdzie poszczególnego gatunku jest za dużo. Takie działanie przynosi pożytek ponieważ ryba nie karłowacieje.
Do Kolegi maroon - apropos `W końcu zabita ryba to tylko mięso, które nie ma wielkiej wartości `nie zgadzam się, bo to mięso ryb ma bardzo dużą wartość, zarówno odżywczą jak i smakową, natomiast jeśli chodzi o resztę to się zgadzam, niewiele mięsa będzie w dziesięciocentymertowej płotce . Do Kolegi djsebadg wymiar ochronny karpia to 30cm a lina 25cm więc napisanie sic. o sensie niezabierania tej ryby w wymiarze karp 28 i lin 20 i powrotu za rok, żeby złapać większą jest bez sensu, ponieważ tych ryb w tych wymiarach nie można zabrać w ogóle, chyba że tak jak napisał Kolega przemi4- łowimy je na prywatnym stawie. Do grzegorzk75 - z Twojej wypowiedzi wywnioskowałem, że Twoja żona jest jednak w miarę wyrozumiała, natomiast inni Koledzy powinni wytłumaczyć żonom, że są wędkarzami a nie rybakami i wędkarstwo to jest ich hobby. Moja żona pyta : i jak? ja jej odpowiadam brały takie i takie, złapałem tyle i tyle i to jest koniec rozmowy. Zresztą trzy dni temu była ze mną na rybach i łapała fajne płoteczki i wzdręgi, ale po zdjęciu ich z haczyka rybki lądowały w wodzie. Nie jestem fanatykiem C&R, bo na przykład w sobotę tydzień temu przywiozłem do domu dwa leszcze 45 i 47 cm (po prostu miałem ochotę na rybkę w śmietanie, zresztą miałem pyszny obiadek na trzy dni) ale w ostatnie dni tj, środa czwartek piątek i sobotę nie uśmierciłem ani jednej. Pozdro dla kumatych
Do Kolegi "" szimejks "" ja wiem jaki jest wymiar ochronny. tylko mówie jak robia wedkarze nie raz widziałem jak wedkarz brał karpie nie wieksze niz 25 cm i to do oporu.. a wiadomo ze mozna 2.chował je do reklamówki i torby zeby nikt nie widział. mój znajomy brął do domu liny 20-22 cm I to jest dośc ze łamanie prawa to jeszcze bez sensu robota, bo jak tak bedą wedkarze robic to ryby duzej sie juz nie zobaczy. Tylko O To mi Kolego Chodzi :) Pozdrawiam I przepraszam za nie jasne opisanie swojej myśli poprzedniej
nie ulega wątpliwości ryba jest zdrowa i zawiera dużo wartość odżywczych. Lecz dla mnie, i to jest moja subiektywna opinia ryba jest cenna w wodzie ponieważ sam nie jadam ryb od święta zjem jakiegoś pstrąga czy szczupaka, i zgoda jest denerwujące kiedy rodzina oskarża cię ze "tylko marnujesz czas ponieważ nic z tego nie masz" znam wielu wędkarzy którzy z obawy przed marudzeniem żony kupują ryby na stawach hodowlanych:) Na pewno znajdą się kobiety do których nie przemówimy argumentami że "słabo brały" ale sadze ze da się je w tym temacie wychować:) . Cieszę się że są wędkarze którzy nie biorą pierwszej lepszej ryby pamiętajmy, aby nie zatracić się w chęci posiadania ryby jako mięsa (to takie prymitywne) oczywiście nie mam nic do "rybki na obiad" ale chcę aby to było wszystko w dobrym guście. To nasza pasja nie zawsze musimy jechać na ryby i wrócić z rybą
swoje zdanie na ten temat napisałem na blogu,proszę się odnieś jeśli wola
hehe - czuję że się
tu ubawię po pachy.
cześć Mirku, napisz dlaczego
Ja się raczej zirytuję
No pewnie dobrze czujesz GHOSHMIR - narazie maly ruch na portalu ale jak wyczaja temat bardziej skrajne frakcje???-moreratorzy beda mieli niewesolo
Dlaczego? Ano dla tego, ze wszelkie tematy o małych rybkach, wielkich rybach, wymiarach dolnych , wymiarach górnych, zabieraniu ryb, wypuszczaniu ryb i inne takie, zawsze sie kończą w jeden sposób. Więc narazie czekam, co z dyskusji wyniknie, bo się z pewnościa temat rozwinie. A ja teraz przykleję tu kawałek łatwopalnego materiału w ten sposób :
Drobnica. Małe rybki. Hmmmmmmm.
Siedzę sobie w zeszłym tygodniu nad wodą z moim wiernym kompanem, ale nic jakoś nie bierze, z gruntu nawet nie pipnie. Ale zauważamy że drobnica zeruje, więc wyciągamy spławikówki z gramowymi spławiczkami, zakładamy haczyki nr 14, na hak pinka, ochotka, jeden biały, kawałek skórki od chleba i zaczynamy się bawić. Łowimy maciupenkie wzdręgi, bo płoci nie uświadczysz, oraz uklejki miniaturowe. Zasada oczyiście C&R. Wszystkie rybki wracają do wody. Około 50 sztuk na osobę. No i jest fajnie, bo oskomę uspokoiliśmy, a rybki wróciły do wody. Ale jak wracałem do domu, to naszła mnie myśl, że te wszystkie ukleje juz i tak będą pokarmem dla ptactwa, więc bezsensem było je wypuszczać, ba, powiem więcej, nie było w porządku w ogóle ich łowić. Wiecie jak pobiera przynęte ukleja? Jaki ma pyszczek? Na 50 uklejek 40 sztuk było zaciętych w podniebienie w okolicy oka. A to delikatna rybka i pyszczek ma mały, więc jakim wypychaczem mozna bezpiecznie ja odczepić? Żadnym. Taka rybka jest skazana na smierć. Więc jeśli juz zdecydowaliśmy sie je łowić, lepiej było je zabrać i przerobić na moskaliki (niektórzy wiedzą jak) niż uwalniać je by sobie padły. Niestety, takie jest ego człowieka - zaspokajamy swoje popędy. Wiem, że szkoda rybek, ale idąc tym torem, trzeba by zupełnie zrezygnować z wędkowania. I tu ukłony dla wyczynowców, którzy takiej ryby mordują po 200 kilo rocznie. Już ktoś pisał ze każdą rybkę na zawodach odpina za pomocą odpowiedniego sprzętu, że każdą wyciąga z wody za pomocą podbieraka, że siatki mają bezpieczne, a jha powiadam że to wierutne bzdury i zwyczajne łgarstwo. Po takiej imprezie trup się ściele gęsto i nikt mi nie powie ze łapanie rybek na czas jest dla nich bezpieczne. Tak więc bawią mnie tematy o humanitaryźmie, bo mój sposób postępowania z rybami czyni mniejszą szkodę niż te najhumanitarniejsze metody sportowe, czy niekilajace osoby z miernym pojęciem o co w tym wszystkim chodzi.
A teraz czekam na rozwój tematu - hehe
Pozdro dla kumatych.
No i teraz to faktycznie może się zrobić przednia zabawa. Nieźle "podsyciłeś" temacik, hehehe... Pozdro!
Bez przesady - chodzi mi o to, że bardziej w porządku jest łowienie ryb w celach konsumpcyjnych, niż dla zaspokojenia ambicji.
taaa wpis latwopalny i niestety bardzo trafnie ujety tez kiedys nalogowo meczylem drobnice ale jakos mi przeszlo i wole te troszke wieksze
No i dlatego mam Cie na liście znajomych.
Hehe.. GHOSTMIR ...zatrybiłem o co Ci biega, ja też lubię zjeść coś świeżego i tak jak napisał Rysiek wolę te większe ... zrezygnowałem ze spławika, łowię z gruntu z nadzieją na tą większą ... a i przyjemność z walki większa... hehe niż z uklejką.
No właśnie wróciłem z rybek i chyba przekonam się do spławika. Na grunt nic... na spławik 2 płocie (25,26cm) i 2 jazie po 30cm. Pogoda piękna. No, ale widzę że tu się nic nie dzieje.... ?
Na szczęście w spinningu coraz częściej ale niestety wciąż za żadko organizowane są zawody "na żywej rybie". Przy łowieniu drobnicy zalecam usuwanie zadziorów z haków :) pozdro
czyli moja wizja jest ogólnie rozumiana, bo nie ma sprzeciwów. No i jestem zadowolony.
raniutko jadę na zasiadkę linową. I gwarantuję, będzie lin.
Powodzenia ! No i oczywiście smacznego! ;)
nie ulega wątpliwości fakt, że wszystko leży w mentalności.sam nie zjem ,ale dam teściowej ,ostatecznie wyrzucę do śmietnika.istnieje duża rzesza wędkarzy-kłusowników,nie odpuszczą zimowisku ryb, itd...do puki to się nie zmieni zawsze będą narzekania.
jest ryba - są efekty. Czary mary. Opowiem jutro pod wieczór.
od mojego wpisu sie zaczeły " schodki " Wiec bede tylko czytął co Koledzy Piszecie a nie będę sie nic wypowiadał na tematy. pozdrawiam.
no i temat okazał się być martwy.
Jakie schodki masz na myśli ? To jest forum czyli miejsce gdzie ludzie dyskutują, co Ci chodzi po głowie? Pisz !
dobrze,że opisałeś tą wizje.mam taką samą,pisałem na blogu ale bez odzewu
Zgadzam sie z wami ci co to czynia to nie sa wedkarze to dziady i mięsiarze hurtownicy ja mam onich takie zdanie.
A ja zabieram większość ryb jakie złowie, i w ocet, rodzina uwielbia więc czemu miałbym nie dać im tej radości z jedzenia? Pozatym ryba skaleczona w szoku po holowaniu jak ma sobie dalej radzić w wodzie? Trzymam się ściśle wymiarów jeżeli gatunek posiada wymiar ochronny to jej nie biorę. Dla wyjaśnienia przepisów co do wymiarów to wymiar musi być przekroczony a nie osiągnięty np lin 25 jest pod ochroną :) tak jak i łowienie z małżonką jest niedopuszczalne gdy nie ma ona karty wędkarskiej gdyż tylko posiadacz karty jest uprawniony do połowu :) a co do tych ryb to jak ma taki leszcz urosnąć jak mu sprzed nosa 100 żyletek wyżre co wrzucone? małe są szybsze, a duży się czai i jest ostrożniejszy. Tak więc kontrolujmy połowy wg występowania ryby w wodzie :) jeden duży karp wytwarza do 1 m sześciennego ścieków. Tak więc trzeba zdawać sobie sprawę że wypuszczanie ryb nie koniecznie dobrze wpłynie na wodę jak i na organizmy w niej żyjące.
a ja się jutro wybieram "na" karpika nie "po",jak wrócę to napisze o efektach.pozdrawiam
ImmoQ idąc dalej twoją logiką to najlepiej wyłowić wszystkie ryby a wtedy woda będzie najczyściejsza. Druga sprawa: jeśli z wody nie zostały wyjęte drapieżniki to przyroda sama radzi sobie z małymi zyletkami.
Ja mam trochę inaczej kolego maroon. Po pierwsze wielkie okazy nie są moim marzeniem a po drugie nigdy nie narzekam jak ryba nie bierze. Małych sieków też nie zabieram ale wartość odżywcza rybiego mięsa jest duża pomijając już walory smakowe. No i jeśli sądzisz że kiepski rybostan w Polskich rzekach nie jest podlewany i pielęgnowany zanieczyszczeniami i działalnością kłusowników to nie znasz się na rzeczy. Wędkarze choć by chcieli to nie są wstanie wyłowić tyle ryb co kłusole. Wielu wędkarzy jest rozgarniętych i chociaż tacy pożrą drobną płoć której są miliony, bo przechodzą przez oko od kłusowniczych siatek, to szkody nie poczynią.
Zabieram tyle ryb ile jestem w stanie zjeść z rodziną :) jeżeli odgórnie nie wyznaczono wymiaru ochronnego dla ryb typu płoć okoń karaś itp to coś musi być na rzeczy. Nie zamierzam kaleczyć ryb tylko dla zabawy.
A ja zabrałem dwa razy rybki do domu a wędkuję trzeci sezon. Raz bo jak wypuściłem z siatki to wszystkie wypłynęły brzuchami do góry (możliwe że było to spowodowane tym że siatka była w wodzie przy betonowym brzegu, często jeździły motorówki wywołując spore fale, które tłukły tą siatką i nieszczęsnymi rybami o ten beton) a drugi raz bo chciałem w końcu sprawdzić jak smakuje okoń. Wolę jeść sklepowe bo mniej zabawy z wydłubywaniem ości a to mnie denerwuje :)
Dlatego ja rybe w ocet daje :) zalewa jak do śledzi i wychodzą pyszne rybki a ości no cóż zostaje tylko szkielet małe się rozpuszczają :)
No i miałem rację,że się ubawię i że wszystkie takie tematy kończą się tak samo.
a słyszeliście że ryba wpływa na wszystko? ja tam lubię sobie pojeść rybki choć te małe tu wypuszczam bo by mi się nie chciało z nimi bawić. no chyba że to sumik karłowaty
dobra dobra sam widziałem jak darłeś z przerębla szczupaczki po 25 cm całymi worami:):)
ale nic się nie przejmuj to nie wpływa tak źle na pogłowie ryb jak wędkarze zabierający rybę na obiadek zgodnie z prawem.
ale w rybach są toksyny, dioksyny, metale ciężkie, izotopy radioaktywne, benzen, alkaloidy i aldehydy, i inne badziewia!
teraz to i konserwanty typu E1832, E 23943327 E947832875, E8574 no i E490574
raz złowiłem sumika małego co miał w pysku wbity wielki hak. ten to dopiero miał metala cęzkiego w sobie
Pamiętasz jak ci opowiadałem o gościu co do wora pakował te szczupaczki w zimie? Ciekawi mnie ilu by się załamało i popadło w depresję jak bym zrobił fotę i zamieścił na blogu. Myślę ,że ponad 80%, ale to nic w przypadku zabierania ryb na obiad.
no a ten cały ołów który wrzucamy do wody?
Ghostmir ale właśnie zdałem sobie sprawę że niektóre ryby mogą być naprawdę trujące. zjadłbyś 30 kg karpia który non stop żre kulki proteinowe w ilościach kosmicznych i to jeszcze nasączonych w dupie
przepraszam dipie
taka 20 kilowa świnia to dopiero musi mieć tego syfu w mięchu! Ja cie! Ty wiesz, ja muszę koniecznie takiego knura zbrodnić i skosztować, bo jak to się da jeść, to po co ja się mam podniecać karpikami i leszczykami po 2 kilo? A tak bym raz za rok sieknął w łeb jednego tucznika. Idąc dalej wtedy zbrodnił bym tylko jedną rybę a nie kilka mniejszych. Czyli przez resztę sezonu mógłbym niekilać.