Witam , właśnie kończę książkę pt opowieści około wędkarskie . Jeszcze dziś dam na blog pierwszych parę zdań bez poprawek , oceńcie czy styl odpowiada i jak się czyta -całość obejmuje 35 lat ,prosze o szczere i krytyczne oceny no ale może tez pozytywne i ewentualne rady
Prosiłeś o szczerość. Zapewne masz wiele ciekawych przygód w pamięci, przygód wartych opisania. Jednak opisaniem powinien zająć sie ktoś inny. Dawno nie widziałem tylu błędów ortograficznych i stylistycznych. Już samo pierwsze zdanie zawierające około 80 wyrazów ciężko przeczytać. Sam do polonistów nie należę i wydaje mi się że już w tytule jest błąd. Gdyby ktoś podjął się przeredagowania Twoich przygód mogłoby wyjść coś ciekawego.
I o to mi właśnie chodzi-tu piszę i ewentualnie poprawiam a tamto było pisane i nieczytane . Chodzi mi o to czy po poprawkach ma to według Was jakiś sens ,po prostu pisze co myślę na żywioł i parę pierwszych zdań puściłem do oceny
To nie było pisane dziś tylko pare miesięcy wcześniej -po prostu ktoś to poczytał (całość) i powiedział że będę głupi jak tego nie opublikuje no i stad pomysł byście ocenili czy warto nad tym popracować
Witam wszystkich nawiedzonych, którzy zdecydowali się zagłębić w lekturę moich wypocin. Będzie to coś w rodzaju pamiętnika, trochę wspomnień i refleksji nad własnym życiem.
Opiszę tu kilka niesamowitych spotkań z przyrodą, dziwnych przygód i zawartych znajomości. Pochylę się nad swoją głupotą i tym wszystkim, a przynajmniej częścią tego wszystkiego, co przeżyłem i co pozostało w mej pamięci. Jestem to sobie winien, ponieważ wiele z tych wydarzeń wywarło ogromny wpływ na moją psychikę i całe moje późniejsze życie, aż po dzień dzisiejszy. Być może opisane tu wspomnienia uchronią kogoś w przyszłości od głupstw i błędów podobnych temu, co ja sam wyczyniałem, bo nie ma co ukrywać, błędów i głupstw kilka popełniłem. Tak więc zaczynam, ze tak młodzieżowo powiem "zajawkę".
Część I. Komunia, ciotka Wanda i jej wpływ na moje życie.
Jak ogólnie wiadomo, komunijny zegarek produkcji radzieckiej, piękny, pozłacany, trzeba było okupić codzienną wizytą w kościele, stosując się do tradycji białego tygodnia. Cóż było robić?! Chodziłem więc grzecznie przez tydzień do świątyni, by zasłużyć sobie na ten wyjątkowy wszakże czasomierz który na odwrocie miał wygrawerowaną dostojną czcionką jeszcze dostojniejszą dedykację z podziękowaniem za długoletnią pracę skierowaną do mojego dziadka. Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się że była to środa, kiedy towarzyszącą mi codziennie w nabożeństwie matkę zastąpiła ciotka. Do dziś nikt nie wie dlaczego wybrała inną drogę powrotną, bo ta codzienna była całkiem wygodna. Grunt, że ciotce zachciało się iść skrótem dookoła stawu. No i się zaczęło!
Nad stawem siedzieli wędkarze. Zobaczyłem jak któryś wyciąga z wody rybę i zrobiłem taakie oczy. Ciota spojrzała na nich, potem na mnie i oznajmiła:
- Dostaniesz wędkę.
Kiedy nadszedł sierpień, ciotka oczywiście wywiązała się z danego słowa. Nigdy nie zapomnę tej radości, kiedy wreszcie trzymałem w dłoni upragnioną bambusową wędkę. Pierwsze zaś cztery karasie na nią złowione, wydawały się wtedy szczytem marzeń. Wtedy już wiedziałem, że moje życie się zmieniło!
Moja biedna mama chcąc nie chcąc musiała te karasie oprawić. Największy miał dwanaście centymetrów więc nie była szczęśliwa. Jak to możliwe?! Przecież ja tak naprawdę nie przepadałem za rybami! A tu proszę, karasie osobiście złowione, przez mamę wytaplane w jajku i bułce tartej - pycha! Nagle uświadomiłem sobie, że ryby to stworzenia jadalne i całkiem smaczne. Do dziś się nic nie zmieniło, no może tylko nastąpiła mała korekta, bo za najwartościowszą rybę uważam teraz okonia, inne drapieżniki........
Rysiek. Przeczytaj to co wkleiłem. Pozwoliłem sobie nieco skorygować twój tekst. Zobacz - krótsze zdania, przecinki, poprawione byczki, zmieniony nieco szyk i.... Wychodzi całkiem fajna historia. Jak chcesz, to poślij mi na "emalię" teksty. Się przeredaguje. Nie ma sprawy.
No Panowie. Z Waszej współpracy może wyjść coś fajnego, wspomnieniowego. Kto czytał moje wpisy , ten wie, że to woda na mój młyn. Trzymam kciuki za wasze dokonania...
Jeśli coś się z tego urodzi, to obiecuję, że kupię. Tylko jedno małe ale - żeby mitu nikt nie wyskoczył ze stówką za książkę. Pozdrawiam i powodzonka w pracy, albo we współpracy !
Sam Fak Ryśku że chciałbyś opisać swoje przygody z wędką i w to wplatając fragmenty z swojego życia to już jest dla mnie sukces i cywilna odwaga. A na pewno jak pisze Kedzio skorzystaj z jego pomocy na pewno to jako całość stylistycznie będzie oki.
jak napisałem wcześniej ze jest lepsze ale po głębszym zastanowieniu jednak skrócone np o opis sprzętu i pierwszych kłopotach ,zreszta porównajcie oba teksty . Mi się marzy by bylo tak jak jest z tym że dobrze poprawione i zredagowane i o tym mam zamiar pogadac z Kedziem no a teraz czaas na wypad za grzybem
Jeśli coś się z tego urodzi, to obiecuję, że kupię. Tylko jedno małe ale - żeby mitu nikt nie wyskoczył ze stówką za książkę. Pozdrawiam i powodzonka w pracy, albo we współpracy !
Dla Ciebie jako pierwszego chętnego obejmie promocja czyli 99.99PLN :-) to oczywiscie żarcik poranny na poprawe humorku wszystkim ---
Rysiek to może więcej kolegów obejmiesz promocją;))) super, przypomniały mi się młode lata. też miałem bambusówkę i nawet mi pozostało kilka składów. powodzonka
Wcześniej / rano / napisałem , że lepiej poczytać Twoje teksty , niż niektóre madrości portalowe - ale widać , że ten post był jak wszystkie moje wcześniejsze niezgodny z regulaminem skoro został usunięty a mi wysłano ostrzeżenie : " UWAGA dostałeś ostrzeżenie od moderatora. Następne naruszenie regulaminu spowoduje nałożenie blokady na Twoje konto. " Pozdro !
delfin to już buł wypas bo kabłąk ze sprężynką. ja pierwszy w miarę kołowrotek miałem made in haraszo. kabłąk zamykał się o stopkę kołowrotka. a pierwsza wędka taka już dobra to silstar (nie wiem jak się pisze). niebieska, cudowna, pięknie pracowała. to były czasy ;)
To nie było pisane dziś tylko pare miesięcy wcześniej -po prostu ktoś to poczytał (całość) i powiedział że będę głupi jak tego nie opublikuje no i stad pomysł byście ocenili czy warto nad tym popracować
Witam wszystkich nawiedzonych, którzy zdecydowali się zagłębić w lekturę moich wypocin. Będzie to coś w rodzaju pamiętnika, trochę wspomnień i refleksji nad własnym życiem.
Opiszę tu kilka niesamowitych spotkań z przyrodą, dziwnych przygód i zawartych znajomości. Pochylę się nad swoją głupotą i tym wszystkim, a przynajmniej częścią tego wszystkiego, co przeżyłem i co pozostało w mej pamięci. Jestem to sobie winien, ponieważ wiele z tych wydarzeń wywarło ogromny wpływ na moją psychikę i całe moje późniejsze życie, aż po dzień dzisiejszy. Być może opisane tu wspomnienia uchronią kogoś w przyszłości od głupstw i błędów podobnych temu, co ja sam wyczyniałem, bo nie ma co ukrywać, błędów i głupstw kilka popełniłem. Tak więc zaczynam, ze tak młodzieżowo powiem "zajawkę".
Część I. Komunia, ciotka Wanda i jej wpływ na moje życie.
Jak ogólnie wiadomo, komunijny zegarek produkcji radzieckiej, piękny, pozłacany, trzeba było okupić codzienną wizytą w kościele, stosując się do tradycji białego tygodnia. Cóż było robić?! Chodziłem więc grzecznie przez tydzień do świątyni, by zasłużyć sobie na ten wyjątkowy wszakże czasomierz który na odwrocie miał wygrawerowaną dostojną czcionką jeszcze dostojniejszą dedykację z podziękowaniem za długoletnią pracę skierowaną do mojego dziadka. Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się że była to środa, kiedy towarzyszącą mi codziennie w nabożeństwie matkę zastąpiła ciotka. Do dziś nikt nie wie dlaczego wybrała inną drogę powrotną, bo ta codzienna była całkiem wygodna. Grunt, że ciotce zachciało się iść skrótem dookoła stawu. No i się zaczęło!
Nad stawem siedzieli wędkarze. Zobaczyłem jak któryś wyciąga z wody rybę i zrobiłem taakie oczy. Ciota spojrzała na nich, potem na mnie i oznajmiła:
- Dostaniesz wędkę.
Kiedy nadszedł sierpień, ciotka oczywiście wywiązała się z danego słowa. Nigdy nie zapomnę tej radości, kiedy wreszcie trzymałem w dłoni upragnioną bambusową wędkę. Pierwsze zaś cztery karasie na nią złowione, wydawały się wtedy szczytem marzeń. Wtedy już wiedziałem, że moje życie się zmieniło!
Moja biedna mama chcąc nie chcąc musiała te karasie oprawić. Największy miał dwanaście centymetrów więc nie była szczęśliwa. Jak to możliwe?! Przecież ja tak naprawdę nie przepadałem za rybami! A tu proszę, karasie osobiście złowione, przez mamę wytaplane w jajku i bułce tartej - pycha! Nagle uświadomiłem sobie, że ryby to stworzenia jadalne i całkiem smaczne. Do dziś się nic nie zmieniło, no może tylko nastąpiła mała korekta, bo za najwartościowszą rybę uważam teraz okonia, inne drapieżniki........
Rysiek. Przeczytaj to co wkleiłem. Pozwoliłem sobie nieco skorygować twój tekst. Zobacz - krótsze zdania, przecinki, poprawione byczki, zmieniony nieco szyk i.... Wychodzi całkiem fajna historia. Jak chcesz, to poślij mi na "emalię" teksty. Się przeredaguje. Nie ma sprawy.
Pozdro.
Ale na ciotke nie pisze sie ciota bo to ma inne znaczenie.
Witam wszystkich nawiedzonych, którzy zdecydowali się zagłębić w lekturę moich wypocin. Będzie to coś w rodzaju pamiętnika, trochę wspomnień i refleksji nad własnym życiem.
Opiszę tu kilka niesamowitych spotkań z przyrodą, dziwnych przygód i zawartych znajomości. Pochylę się nad swoją głupotą i tym wszystkim, a przynajmniej częścią tego wszystkiego, co przeżyłem i co pozostało w mej pamięci. Jestem to sobie winien, ponieważ wiele z tych wydarzeń wywarło ogromny wpływ na moją psychikę i całe moje późniejsze życie, aż po dzień dzisiejszy. Być może opisane tu wspomnienia uchronią kogoś w przyszłości od głupstw i błędów podobnych temu, co ja sam wyczyniałem, bo nie ma co ukrywać, błędów i głupstw kilka popełniłem. Tak więc zaczynam, ze tak młodzieżowo powiem "zajawkę".
Część I. Komunia, ciotka Wanda i jej wpływ na moje życie.
Jak ogólnie wiadomo, komunijny zegarek produkcji radzieckiej, piękny, pozłacany, trzeba było okupić codzienną wizytą w kościele, stosując się do tradycji białego tygodnia. Cóż było robić?! Chodziłem więc grzecznie przez tydzień do świątyni, by zasłużyć sobie na ten wyjątkowy wszakże czasomierz który na odwrocie miał wygrawerowaną dostojną czcionką jeszcze dostojniejszą dedykację z podziękowaniem za długoletnią pracę skierowaną do mojego dziadka. Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się że była to środa, kiedy towarzyszącą mi codziennie w nabożeństwie matkę zastąpiła ciotka. Do dziś nikt nie wie dlaczego wybrała inną drogę powrotną, bo ta codzienna była całkiem wygodna. Grunt, że ciotce zachciało się iść skrótem dookoła stawu. No i się zaczęło!
Nad stawem siedzieli wędkarze. Zobaczyłem jak któryś wyciąga z wody rybę i zrobiłem taakie oczy. Ciota spojrzała na nich, potem na mnie i oznajmiła:
- Dostaniesz wędkę.
Kiedy nadszedł sierpień, ciotka oczywiście wywiązała się z danego słowa. Nigdy nie zapomnę tej radości, kiedy wreszcie trzymałem w dłoni upragnioną bambusową wędkę. Pierwsze zaś cztery karasie na nią złowione, wydawały się wtedy szczytem marzeń. Wtedy już wiedziałem, że moje życie się zmieniło!
Moja biedna mama chcąc nie chcąc musiała te karasie oprawić. Największy miał dwanaście centymetrów więc nie była szczęśliwa. Jak to możliwe?! Przecież ja tak naprawdę nie przepadałem za rybami! A tu proszę, karasie osobiście złowione, przez mamę wytaplane w jajku i bułce tartej - pycha! Nagle uświadomiłem sobie, że ryby to stworzenia jadalne i całkiem smaczne. Do dziś się nic nie zmieniło, no może tylko nastąpiła mała korekta, bo za najwartościowszą rybę uważam teraz okonia, inne drapieżniki........
Rysiek. Przeczytaj to co wkleiłem. Pozwoliłem sobie nieco skorygować twój tekst. Zobacz - krótsze zdania, przecinki, poprawione byczki, zmieniony nieco szyk i.... Wychodzi całkiem fajna historia. Jak chcesz, to poślij mi na "emalię" teksty. Się przeredaguje. Nie ma sprawy.
Pozdro.
.... w jajku i bułce tartej. Wtedy to, po raz pierwszy w zyciu, zdałem sobie sprawę, że zaczynam sam sobie byc samowystarczalny. Przynajmniej w jedzenie. Ta pewnośc opuściła mnie jak żołądek zdołał pokonac te małe karaski. Jak to się stało? Nie wiem. Przedtem wydawały sie takie duże a teraz zostało z nich kilka ości. Zacząłem się zastanawiać czy to warto było czy nie warto. Czy tak naprawde to ja je zjadłem czy nie? Pomyslałem, że najlepiej będzie jak jeszcze raz pójde i złowię a potem zjem i wtedy będę wiedział kiedy mam najwiekszą radochę. Czy jak łowię, czy jak je wyciągam z wody, czy jak jem. Po miesiącu, a moze po dwóch, dalej nie byłem przekonany gdzie znajduję tą przyjemność o której ciągle opowiadali wędkarze nad wodą. Pomyślałem sobie, że może prędzej bym sie o tym dowiedział gdybym częściej bywał z wędką nad wodą. Tak własnie zacząłem robic tylko szkoła mi w tym przeszkadzała. Aby mi nie przeszkadzała to zacząłem ją omijać a że nad wodą książki mi nie były potrzebne to chętnie brałem bambusówke. A jak ją miałem w ręku to nogi same wiedziały gdzie mam iść. Było już dobrze ale niestety wychowawca wysłał kolegę / nie było wtedy komórek/ po mojego ojca. Nawet dzisiaj trudno mi o tym pisac. Może lepiej, jak w ,,Hamlecie" reszta niech będzie milczeniem.
Pozwoliłem sobie przypomniec tamte lata. Życzę powodzenia w pisaniu.
"Ciota" - zwykłe "przeklawiszowienie". Literówka, byczek, niedopatrzenie, błędzik, lapsusik, fixoklik, faux pass, pomyłeczka, kiksik, niedoliterowanko... no w każdym razie żadna złośliwość kolego Lynx. nawet w erratach trafiają się byczki.
To i ja dorzucę trochę krytyki. Pomysł jak najbardziej fajny aby swoje przeżycia opisać. Co do błędów ortograficznych czepiać się nie będę bo sam ich dużo robię a zawsze w Worda wrzucić tekst można. Nie przeczytałem całości bo już na początku w oczy kuć mnie zaczęły powtórzenia, cytuję "... stawu no i sie zaczelo,ciotka popatrzyla
na wedkarzy,ja zobaczylem rybe na kiju no i sie zaczelo...dostalem
obietnice ze dostane wedke i tak tez sie stalo..." Do poprawki i będzie dobrze.
Spoko Rysiek fajnie,lekko i swobodnie napisane a i jednemu z naszych pisarzy j.polski przysparzał problemy podczas edukacji w szkole. Porównanie widoku poplątanej żyłki na kołowrotku do peruki Villas tak mnie ubawiło że błędy znikły tak jakby ich nie było. Na koniec dodam tylko ten się nie myli, kto nic nie robi.
"Ciota" - zwykłe "przeklawiszowienie". Literówka, byczek, niedopatrzenie, błędzik, lapsusik, fixoklik, faux pass, pomyłeczka, kiksik, niedoliterowanko... no w każdym razie żadna złośliwość kolego Lynx. nawet w erratach trafiają się byczki. Nie biore tego na serio. Wiedziałem, że to pomylka, a może vic?
Rysiu pewnie, że to ma sens. to co czytałem to próbki, które mi się podobały. nie wiem co zamierzasz, ale myślę gdyby do tego opisać kilka technik połowu, czy gatunków ryb , w których się specjalizujesz i kilka śmiesznych zdarzeń i wyciągnąć z tego morał to dlaczego nie. mogłoby wyjść przyjemne z pożytecznym;) pozdro
Ryśku Diabełek ma swoje poczucie humoru i tym się nie przejmuj na pewno nie jest to jakaś złośliwość ,raczej lubi żarty. A jak coś zacząłeś to musisz być głuchy na wszelkie uwagi aby to doprowadzić co sobie zaplanowałeś.Więc do przodu i nie oglądaj się na boki.
Przyjemne teksty, sądzę, że gdybyś wstawiał do nich jakieś poglądowe fotki znad wody, to zapewne Twoje wpisy ukazywałyby się na głównej stronie portalu. Wtedy więcej osób mogłoby je znaleźć i przeczytać. :)
Racja -z tym że w sposób moim zdaniem idiotyczny straciłem praktycznie wszystkie zdjęcia-może coś mi się uda odzyskać ze starych klisz lub skany jakiś kopii
Na wstepię napisałem ze jak to choć jeden człek przeczyta to już sukces :-) , czyt. NAGRODA a jak jeszcze skrytykuje to podwójny bo pobudzi do dyskusji
Na wstepię napisałem ze jak to choć jeden człek przeczyta to już sukces :-) , czyt. NAGRODA a jak jeszcze skrytykuje to podwójny bo pobudzi do dyskusji
Gość chyba nie zna polskiego ? - musiałbyś przetłumaczyć swoje dzieło na japoński
Witam , właśnie kończę książkę pt opowieści około wędkarskie .
Jeszcze dziś dam na blog pierwszych parę zdań bez poprawek , oceńcie czy styl odpowiada i jak się czyta -całość obejmuje 35 lat ,prosze o szczere i krytyczne oceny no ale może tez pozytywne i ewentualne rady
Prosiłeś o szczerość.
Zapewne masz wiele ciekawych przygód w pamięci, przygód wartych opisania. Jednak opisaniem powinien zająć sie ktoś inny. Dawno nie widziałem tylu błędów ortograficznych i stylistycznych. Już samo pierwsze zdanie zawierające około 80 wyrazów ciężko przeczytać. Sam do polonistów nie należę i wydaje mi się że już w tytule jest błąd. Gdyby ktoś podjął się przeredagowania Twoich przygód mogłoby wyjść coś ciekawego.
I o to mi właśnie chodzi-tu piszę i ewentualnie poprawiam a tamto było pisane i nieczytane .
Chodzi mi o to czy po poprawkach ma to według Was jakiś sens ,po prostu pisze co myślę na żywioł i parę pierwszych zdań puściłem do oceny
W tym stanie trudno ocenić ten tekst. Mam na myśli stan tekstu bo ja jestem w dobrym stanie. :)
To nie było pisane dziś tylko pare miesięcy wcześniej -po prostu ktoś to poczytał (całość) i powiedział że będę głupi jak tego nie opublikuje no i stad pomysł byście ocenili czy warto nad tym popracować
Opowieści około wędkarskie
PROLOG.
Witam wszystkich nawiedzonych, którzy zdecydowali się zagłębić w lekturę moich wypocin. Będzie to coś w rodzaju pamiętnika, trochę wspomnień i refleksji nad własnym życiem.
Opiszę tu kilka niesamowitych spotkań z przyrodą, dziwnych przygód i zawartych znajomości. Pochylę się nad swoją głupotą i tym wszystkim, a przynajmniej częścią tego wszystkiego, co przeżyłem i co pozostało w mej pamięci. Jestem to sobie winien, ponieważ wiele z tych wydarzeń wywarło ogromny wpływ na moją psychikę i całe moje późniejsze życie, aż po dzień dzisiejszy. Być może opisane tu wspomnienia uchronią kogoś w przyszłości od głupstw i błędów podobnych temu, co ja sam wyczyniałem, bo nie ma co ukrywać, błędów i głupstw kilka popełniłem. Tak więc zaczynam, ze tak młodzieżowo powiem "zajawkę".
Część I. Komunia, ciotka Wanda i jej wpływ na moje życie.
Jak ogólnie wiadomo, komunijny zegarek produkcji radzieckiej, piękny, pozłacany, trzeba było okupić codzienną wizytą w kościele, stosując się do tradycji białego tygodnia. Cóż było robić?! Chodziłem więc grzecznie przez tydzień do świątyni, by zasłużyć sobie na ten wyjątkowy wszakże czasomierz który na odwrocie miał wygrawerowaną dostojną czcionką jeszcze dostojniejszą dedykację z podziękowaniem za długoletnią pracę skierowaną do mojego dziadka. Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się że była to środa, kiedy towarzyszącą mi codziennie w nabożeństwie matkę zastąpiła ciotka. Do dziś nikt nie wie dlaczego wybrała inną drogę powrotną, bo ta codzienna była całkiem wygodna. Grunt, że ciotce zachciało się iść skrótem dookoła stawu. No i się zaczęło!
Nad stawem siedzieli wędkarze. Zobaczyłem jak któryś wyciąga z wody rybę i zrobiłem taakie oczy. Ciota spojrzała na nich, potem na mnie i oznajmiła:
- Dostaniesz wędkę.
Kiedy nadszedł sierpień, ciotka oczywiście wywiązała się z danego słowa. Nigdy nie zapomnę tej radości, kiedy wreszcie trzymałem w dłoni upragnioną bambusową wędkę. Pierwsze zaś cztery karasie na nią złowione, wydawały się wtedy szczytem marzeń. Wtedy już wiedziałem, że moje życie się zmieniło!
Moja biedna mama chcąc nie chcąc musiała te karasie oprawić. Największy miał dwanaście centymetrów więc nie była szczęśliwa. Jak to możliwe?! Przecież ja tak naprawdę nie przepadałem za rybami! A tu proszę, karasie osobiście złowione, przez mamę wytaplane w jajku i bułce tartej - pycha! Nagle uświadomiłem sobie, że ryby to stworzenia jadalne i całkiem smaczne. Do dziś się nic nie zmieniło, no może tylko nastąpiła mała korekta, bo za najwartościowszą rybę uważam teraz okonia, inne drapieżniki........
Rysiek. Przeczytaj to co wkleiłem. Pozwoliłem sobie nieco skorygować twój tekst. Zobacz - krótsze zdania, przecinki, poprawione byczki, zmieniony nieco szyk i.... Wychodzi całkiem fajna historia. Jak chcesz, to poślij mi na "emalię" teksty. Się przeredaguje. Nie ma sprawy.
Pozdro.
Brawo Kedzio ! To jest właśnie to...
Jest super ale zaznaczyłem ze to próbka do poprawki ,zapodałem to do oceny dzieki za poprawę-naprawdę jest o wiele lepsze
Jak co, to na priv masz adres, bo juz go chyba nie pamiętasz. :)
No Panowie. Z Waszej współpracy może wyjść coś fajnego, wspomnieniowego. Kto czytał moje wpisy , ten wie, że to woda na mój młyn. Trzymam kciuki za wasze dokonania...
Kolego Kedzio :)....dobrze masz pisane - jak zawsze.Przyjemnie czytać.
Zapowiada się ciekawie...trzymam kciuki!
Jeśli coś się z tego urodzi, to obiecuję, że kupię. Tylko jedno małe ale - żeby mitu nikt nie wyskoczył ze stówką za książkę. Pozdrawiam i powodzonka w pracy, albo we współpracy !
Sam Fak Ryśku że chciałbyś opisać swoje przygody z wędką i w to wplatając fragmenty z swojego życia to już jest dla mnie sukces i cywilna odwaga. A na pewno jak pisze Kedzio skorzystaj z jego pomocy na pewno to jako całość stylistycznie będzie oki.
jak napisałem wcześniej ze jest lepsze ale po głębszym zastanowieniu jednak skrócone np o opis sprzętu i pierwszych kłopotach ,zreszta porównajcie oba teksty .
Mi się marzy by bylo tak jak jest z tym że dobrze poprawione i zredagowane i o tym mam zamiar pogadac z Kedziem no a teraz czaas na wypad za grzybem
Jeśli coś się z tego urodzi, to obiecuję, że kupię. Tylko jedno małe ale - żeby mitu nikt nie wyskoczył ze stówką za książkę. Pozdrawiam i powodzonka w pracy, albo we współpracy !
Dla Ciebie jako pierwszego chętnego obejmie promocja czyli 99.99PLN :-) to oczywiscie żarcik poranny na poprawe humorku wszystkim ---
Na pewno lepiej to poczytać , niż tutejsze niekończące się wywody co po niektórych....
Rysiek to może więcej kolegów obejmiesz promocją;))) super, przypomniały mi się młode lata. też miałem bambusówkę i nawet mi pozostało kilka składów. powodzonka
a moim pierwszym dorosłym kołowrotkiem był delfin 4
Wcześniej / rano / napisałem , że lepiej poczytać Twoje teksty , niż niektóre madrości portalowe - ale widać , że ten post był jak wszystkie moje wcześniejsze niezgodny z regulaminem skoro został usunięty a mi wysłano ostrzeżenie :
" UWAGA dostałeś ostrzeżenie od moderatora. Następne naruszenie regulaminu spowoduje nałożenie blokady na Twoje konto. " Pozdro !
delfin to już buł wypas bo kabłąk ze sprężynką. ja pierwszy w miarę kołowrotek miałem made in haraszo. kabłąk zamykał się o stopkę kołowrotka. a pierwsza wędka taka już dobra to silstar (nie wiem jak się pisze). niebieska, cudowna, pięknie pracowała. to były czasy ;)
a ja dostałem na zajączka od rodziców rexa made in DDR - to był dopiero sprzęcior w kolorze czekoladowym
To nie było pisane dziś tylko pare miesięcy wcześniej -po prostu ktoś to poczytał (całość) i powiedział że będę głupi jak tego nie opublikuje no i stad pomysł byście ocenili czy warto nad tym popracować
Gdzie to moge poczytać?
Opowieści około wędkarskie
PROLOG.
Witam wszystkich nawiedzonych, którzy zdecydowali się zagłębić w lekturę moich wypocin. Będzie to coś w rodzaju pamiętnika, trochę wspomnień i refleksji nad własnym życiem.
Opiszę tu kilka niesamowitych spotkań z przyrodą, dziwnych przygód i zawartych znajomości. Pochylę się nad swoją głupotą i tym wszystkim, a przynajmniej częścią tego wszystkiego, co przeżyłem i co pozostało w mej pamięci. Jestem to sobie winien, ponieważ wiele z tych wydarzeń wywarło ogromny wpływ na moją psychikę i całe moje późniejsze życie, aż po dzień dzisiejszy. Być może opisane tu wspomnienia uchronią kogoś w przyszłości od głupstw i błędów podobnych temu, co ja sam wyczyniałem, bo nie ma co ukrywać, błędów i głupstw kilka popełniłem. Tak więc zaczynam, ze tak młodzieżowo powiem "zajawkę".
Część I. Komunia, ciotka Wanda i jej wpływ na moje życie.
Jak ogólnie wiadomo, komunijny zegarek produkcji radzieckiej, piękny, pozłacany, trzeba było okupić codzienną wizytą w kościele, stosując się do tradycji białego tygodnia. Cóż było robić?! Chodziłem więc grzecznie przez tydzień do świątyni, by zasłużyć sobie na ten wyjątkowy wszakże czasomierz który na odwrocie miał wygrawerowaną dostojną czcionką jeszcze dostojniejszą dedykację z podziękowaniem za długoletnią pracę skierowaną do mojego dziadka. Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się że była to środa, kiedy towarzyszącą mi codziennie w nabożeństwie matkę zastąpiła ciotka. Do dziś nikt nie wie dlaczego wybrała inną drogę powrotną, bo ta codzienna była całkiem wygodna. Grunt, że ciotce zachciało się iść skrótem dookoła stawu. No i się zaczęło!
Nad stawem siedzieli wędkarze. Zobaczyłem jak któryś wyciąga z wody rybę i zrobiłem taakie oczy. Ciota spojrzała na nich, potem na mnie i oznajmiła:
- Dostaniesz wędkę.
Kiedy nadszedł sierpień, ciotka oczywiście wywiązała się z danego słowa. Nigdy nie zapomnę tej radości, kiedy wreszcie trzymałem w dłoni upragnioną bambusową wędkę. Pierwsze zaś cztery karasie na nią złowione, wydawały się wtedy szczytem marzeń. Wtedy już wiedziałem, że moje życie się zmieniło!
Moja biedna mama chcąc nie chcąc musiała te karasie oprawić. Największy miał dwanaście centymetrów więc nie była szczęśliwa. Jak to możliwe?! Przecież ja tak naprawdę nie przepadałem za rybami! A tu proszę, karasie osobiście złowione, przez mamę wytaplane w jajku i bułce tartej - pycha! Nagle uświadomiłem sobie, że ryby to stworzenia jadalne i całkiem smaczne. Do dziś się nic nie zmieniło, no może tylko nastąpiła mała korekta, bo za najwartościowszą rybę uważam teraz okonia, inne drapieżniki........
Rysiek. Przeczytaj to co wkleiłem. Pozwoliłem sobie nieco skorygować twój tekst. Zobacz - krótsze zdania, przecinki, poprawione byczki, zmieniony nieco szyk i.... Wychodzi całkiem fajna historia. Jak chcesz, to poślij mi na "emalię" teksty. Się przeredaguje. Nie ma sprawy.
Pozdro.
Ale na ciotke nie pisze sie ciota bo to ma inne znaczenie.
Opowieści około wędkarskie
PROLOG.
Witam wszystkich nawiedzonych, którzy zdecydowali się zagłębić w lekturę moich wypocin. Będzie to coś w rodzaju pamiętnika, trochę wspomnień i refleksji nad własnym życiem.
Opiszę tu kilka niesamowitych spotkań z przyrodą, dziwnych przygód i zawartych znajomości. Pochylę się nad swoją głupotą i tym wszystkim, a przynajmniej częścią tego wszystkiego, co przeżyłem i co pozostało w mej pamięci. Jestem to sobie winien, ponieważ wiele z tych wydarzeń wywarło ogromny wpływ na moją psychikę i całe moje późniejsze życie, aż po dzień dzisiejszy. Być może opisane tu wspomnienia uchronią kogoś w przyszłości od głupstw i błędów podobnych temu, co ja sam wyczyniałem, bo nie ma co ukrywać, błędów i głupstw kilka popełniłem. Tak więc zaczynam, ze tak młodzieżowo powiem "zajawkę".
Część I. Komunia, ciotka Wanda i jej wpływ na moje życie.
Jak ogólnie wiadomo, komunijny zegarek produkcji radzieckiej, piękny, pozłacany, trzeba było okupić codzienną wizytą w kościele, stosując się do tradycji białego tygodnia. Cóż było robić?! Chodziłem więc grzecznie przez tydzień do świątyni, by zasłużyć sobie na ten wyjątkowy wszakże czasomierz który na odwrocie miał wygrawerowaną dostojną czcionką jeszcze dostojniejszą dedykację z podziękowaniem za długoletnią pracę skierowaną do mojego dziadka. Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się że była to środa, kiedy towarzyszącą mi codziennie w nabożeństwie matkę zastąpiła ciotka. Do dziś nikt nie wie dlaczego wybrała inną drogę powrotną, bo ta codzienna była całkiem wygodna. Grunt, że ciotce zachciało się iść skrótem dookoła stawu. No i się zaczęło!
Nad stawem siedzieli wędkarze. Zobaczyłem jak któryś wyciąga z wody rybę i zrobiłem taakie oczy. Ciota spojrzała na nich, potem na mnie i oznajmiła:
- Dostaniesz wędkę.
Kiedy nadszedł sierpień, ciotka oczywiście wywiązała się z danego słowa. Nigdy nie zapomnę tej radości, kiedy wreszcie trzymałem w dłoni upragnioną bambusową wędkę. Pierwsze zaś cztery karasie na nią złowione, wydawały się wtedy szczytem marzeń. Wtedy już wiedziałem, że moje życie się zmieniło!
Moja biedna mama chcąc nie chcąc musiała te karasie oprawić. Największy miał dwanaście centymetrów więc nie była szczęśliwa. Jak to możliwe?! Przecież ja tak naprawdę nie przepadałem za rybami! A tu proszę, karasie osobiście złowione, przez mamę wytaplane w jajku i bułce tartej - pycha! Nagle uświadomiłem sobie, że ryby to stworzenia jadalne i całkiem smaczne. Do dziś się nic nie zmieniło, no może tylko nastąpiła mała korekta, bo za najwartościowszą rybę uważam teraz okonia, inne drapieżniki........
Rysiek. Przeczytaj to co wkleiłem. Pozwoliłem sobie nieco skorygować twój tekst. Zobacz - krótsze zdania, przecinki, poprawione byczki, zmieniony nieco szyk i.... Wychodzi całkiem fajna historia. Jak chcesz, to poślij mi na "emalię" teksty. Się przeredaguje. Nie ma sprawy.
Pozdro.
.... w jajku i bułce tartej. Wtedy to, po raz pierwszy w zyciu, zdałem sobie sprawę, że zaczynam sam sobie byc samowystarczalny. Przynajmniej w jedzenie. Ta pewnośc opuściła mnie jak żołądek zdołał pokonac te małe karaski. Jak to się stało? Nie wiem. Przedtem wydawały sie takie duże a teraz zostało z nich kilka ości.
Zacząłem się zastanawiać czy to warto było czy nie warto. Czy tak naprawde to ja je zjadłem czy nie?
Pomyslałem, że najlepiej będzie jak jeszcze raz pójde i złowię a potem zjem i wtedy będę wiedział kiedy mam najwiekszą radochę. Czy jak łowię, czy jak je wyciągam z wody, czy jak jem.
Po miesiącu, a moze po dwóch, dalej nie byłem przekonany gdzie znajduję tą przyjemność o której ciągle opowiadali wędkarze nad wodą.
Pomyślałem sobie, że może prędzej bym sie o tym dowiedział gdybym częściej bywał z wędką nad wodą. Tak własnie zacząłem robic tylko szkoła mi w tym przeszkadzała. Aby mi nie przeszkadzała to zacząłem ją omijać a że nad wodą książki mi nie były potrzebne to chętnie brałem bambusówke. A jak ją miałem w ręku to nogi same wiedziały gdzie mam iść.
Było już dobrze ale niestety wychowawca wysłał kolegę / nie było wtedy komórek/ po mojego ojca. Nawet dzisiaj trudno mi o tym pisac. Może lepiej, jak w ,,Hamlecie" reszta niech będzie milczeniem.
Pozwoliłem sobie przypomniec tamte lata.
Życzę powodzenia w pisaniu.
Przed bambusówkami były leszczynówki.
Jest to na moim blogu
"Ciota" - zwykłe "przeklawiszowienie". Literówka, byczek, niedopatrzenie, błędzik, lapsusik, fixoklik, faux pass, pomyłeczka, kiksik, niedoliterowanko... no w każdym razie żadna złośliwość kolego Lynx. nawet w erratach trafiają się byczki.
To i ja dorzucę trochę krytyki. Pomysł jak najbardziej fajny aby swoje przeżycia opisać. Co do błędów ortograficznych czepiać się nie będę bo sam ich dużo robię a zawsze w Worda wrzucić tekst można. Nie przeczytałem całości bo już na początku w oczy kuć mnie zaczęły powtórzenia,
cytuję "... stawu no i sie zaczelo,ciotka popatrzyla na wedkarzy,ja zobaczylem rybe na kiju no i sie zaczelo...dostalem obietnice ze dostane wedke i tak tez sie stalo..."
Do poprawki i będzie dobrze.
Autor nie życzy sobie pomijania niczego. Dlatego głównie kosmetyka. Dopiero zaczynamy więc spokojnie kolego, dojdziemy do ładu i będzie dobrze.
Kedzio dzieki no i wszystkim zainteresowanym a przede wszystkim za krytyczne uwagi - dzieki temu po oszlifowaniu może być jedynie lepiej
Ryśki to fajne chłopaki .....
Daj tam znać Rysiek ,to sie spotkamy kajś nad wodą...
Spoko Rysiek fajnie,lekko i swobodnie napisane a i jednemu z naszych pisarzy j.polski przysparzał problemy podczas edukacji w szkole. Porównanie widoku poplątanej żyłki na kołowrotku do peruki Villas tak mnie ubawiło że błędy znikły tak jakby ich nie było. Na koniec dodam tylko ten się nie myli, kto nic nie robi.
"Ciota" - zwykłe "przeklawiszowienie". Literówka, byczek, niedopatrzenie, błędzik, lapsusik, fixoklik, faux pass, pomyłeczka, kiksik, niedoliterowanko... no w każdym razie żadna złośliwość kolego Lynx. nawet w erratach trafiają się byczki.
Nie biore tego na serio. Wiedziałem, że to pomylka, a może vic?
Przed bambusówkami były leszczynówki.
dlatego też pewnie na wędki mówi się kije;)
Pewnie coś w tym jest
Machnę fragmencik jeszcze na blogu - po poprawkach kol. Kedzia - czekam na opinie
Własnie sie pojawiło-zapraszam
fajnie, ciekawie, dobrze się czyta. Kedzio zrobił swoje. pozdro
Zbyniu -traktuję to jako eksperyment.wpadłem na pomysł na ksiazkę i próbuje wyczaic czy ma szanse powodzenia-dzięki za ocenę
Jestem dobrej myśli od wczoraj sześć ocen pozytywnych - myśle ze to ma sens Zbynio
Rysiu pewnie, że to ma sens. to co czytałem to próbki, które mi się podobały. nie wiem co zamierzasz, ale myślę gdyby do tego opisać kilka technik połowu, czy gatunków ryb , w których się specjalizujesz i kilka śmiesznych zdarzeń i wyciągnąć z tego morał to dlaczego nie. mogłoby wyjść przyjemne z pożytecznym;) pozdro
Bo i tak ma mniej więcej być czyli metody też są .
Dałem tylko próbkę a już mi ktoś robi reklamę - nie trudno się domyślić o jaki wpis chodzi :-)
Ryśku Diabełek ma swoje poczucie humoru i tym się nie przejmuj na pewno nie jest to jakaś złośliwość ,raczej lubi żarty. A jak coś zacząłeś to musisz być głuchy na wszelkie uwagi aby to doprowadzić co sobie zaplanowałeś.Więc do przodu i nie oglądaj się na boki.
No i tak też drogi Bernardzie czynie-właśnie pisze o tym jak stałem się w dziwny sposób posiadaczem ddr-owskiego rexa
.
Przyjemne teksty, sądzę, że gdybyś wstawiał do nich jakieś poglądowe fotki znad wody, to zapewne Twoje wpisy ukazywałyby się na głównej stronie portalu. Wtedy więcej osób mogłoby je znaleźć i przeczytać. :)
Racja -z tym że w sposób moim zdaniem idiotyczny straciłem praktycznie wszystkie zdjęcia-może coś mi się uda odzyskać ze starych klisz lub skany jakiś kopii
Rysiu - masz poważnego konkurenta - nijaki Haruki Murakami - jest faworytem do literackiej nagrody Nobla :)
Na wstepię napisałem ze jak to choć jeden człek przeczyta to już sukces :-) , czyt. NAGRODA a jak jeszcze skrytykuje to podwójny bo pobudzi do dyskusji
Na wstepię napisałem ze jak to choć jeden człek przeczyta to już sukces :-) , czyt. NAGRODA a jak jeszcze skrytykuje to podwójny bo pobudzi do dyskusji
Gość chyba nie zna polskiego ? - musiałbyś przetłumaczyć swoje dzieło na japoński