Reklama
  • wedkarz23092011-03-28 13:44:33

    Zakładam temat, w którym będę opisywał swoje wypady z feederkiem nad Odrę:)

     

    Was również zachęcam do tego, abyście relacjonowali swoje gruntowe poczynania nad naszą kochaną rzeką:)

     

     

    W sobotę, tj. 26.03., udało się w końcu pojechać pierwszy raz w tym roku z feederkiem nad Odrę!:)

     

    Wybraliśmy się (ja, Paweł (gruncik28) i Pysia) do miejscowości Wały, w okolice zapory, gdzie szczególnie o tej porze roku można liczyć na udany dzień, głównie w połowie leszcza.

     

    W ruch poszły białe, czerwone, kuku, ale dosyć szybko się okazało, że przynętą nr 1 na dzisiejszy dzień jest... pinka, która była w zanęcie...

     

    Sezon udało się otworzyć dosyć fajnie, bo złowiliśmy:

    - kilka płoci (do 30 cm),

    - 2 jazie (36 i 37 cm),

    - 6 leszczy (od 44 do 50 cm).

     

    Jazia (36 cm) i leszcza (50 cm), można zobaczyć w mojej galerii:

    -http://www.wedkuje.pl/fotka-wedkarska,jaz,147987,

    -http://www.wedkuje.pl/fotka-wedkarska,odra-biala-ryba,147989.

     

     

    Jeden ze smakoszów pinek: żółty, 45 centymetrowy samczyk:)

     

  • szczupi 2011-03-28 16:08:43

    27-03-2011 Ścinawa
    W porcie można było się pobawić
    Na zdjęciu odra w okolicach wsi Przychowa oraz ujście małej rzeczki której nazwy jeszcze nie ustaliłem miejscówka fajna ale jeszcze o tej porze nic się nie działo !

  • bpekal 2011-03-28 19:30:57

    Super Mariuszku brakowało twojej obecności na forum aż miło się czyta i ogląda sprawozdania z twoich wypraw mam nadzieję że i mi się uda niebawem dokonać wpisu w tym temacie oby z takimi wynikami jak twoje pozdrawiam i gratuluje:)

  • danieleklubin 2011-04-03 21:07:08

    nasze jazie z wedkarz2309 :) Moj 41 cm a kolegi tez gdzies koło tego zapewne wkrótce napisze cos wiecej o naszej wyprawie... bo pisanie lepiej mu znacznie wychodzi odemnie... Ogólnie uważam ją za bardzo udane, bo na moim koncie pojawiło sie 6 Jazi 34cm+... i jedna płoc 31 cm... :)

  • Reklama
  • danieleklubin 2011-04-03 21:14:16

    na zdjeciu nasze jazie moj rekordowy 41 cm... :) i Mariusz (wedkarza2309) w podobnym wymiarze ale to on już sam zapewne niebawem opisze... :) Ogólnie wypad uważam za bardzo udany chociaż pogoda nas nie rozpieszczała tuż przed świtem pojawiliśmy się w wraz z Pawłem (gruncik28) w miejscowości Wały, w okolicach elektrowni wodnej. na moim koncie zanotowałem 6 jażi największy 41 cm, oraz płoć 31 cm. 

  • danieleklubin 2011-04-03 21:19:16

    w sobotę skoro świt zameldowaliśmy się nad woda w miejscowości wały, z kolegą Mariuszem (wedkarz2309) oraz Pawłem (gruncik28) pogoda nas nie rozpieszczała, ale ryby dopisały. na swoim koncie zanotowałem 6 jazi największy 41cm, (mój rekord) oraz płoć 31 cm. koledzy pewnie wkrótce opiszą swoje wyniki.

  • danieleklubin 2011-04-03 21:22:08

    Sorki za 3 razy ten tekst ale mialem, problem z dodaniem zdjec.... i nie wiedziałem ze sie dodawały . :)

  • wedkarz2309 2011-04-04 00:22:27

    Wypad już opisałem "po swojemu" i zaraz go dodam;)

  • Reklama
  • wedkarz2309 2011-04-04 00:47:22

    W sobotę, tj. 02.04., wybrałem się z Pawłem (gruncik28) i z Danielem (danieleklubin) w to samo miejsce, co tydzień temu, czyli na Odrę w m. Wały:)

    Nad wodą byliśmy, jak było jeszcze ciemno (ok. 5.30), ale niestety nie było już miejsca, gdzie łowiliśmy ostatnio (w końcu to najlepsza z najleszych miejscówek, gdzie wciśnie się tylko 4-5 wędkarzy), więc byliśmy zmuszeni pójść dalej, gdzie nurt bez najmniejszego trudu ciągnie koszyki 80 g.

    Po kilku godzinach mieliśmy na koncie dwa spięte jazie (ja ok. 30 cm, Paweł ok. 45 cm).
    I tak dobrze, że wgl. zanotowaliśmy jakiś kontakt, o tej porze roku, w tak silnym nurcie, bo ryba dopiero zaczyna wchodzić w miejscówki z silnym uciągiem.

    Przed 11, zrobiło się luźniej na wspomnianej miejscówie, więc szybko się tam przetransportowaliśmy i już w pierwszym rzucie, Daniel złowił na pinki własny rekord jazia, który wyniósł 31 cm:)

    Krótka chwila i jest niemal jednoczesne branie na mojej i Daniela wędce, niestety jego ryba (jaź, ok. 45 cm) się spina pod nogami, natomiast moją udaje się podebrać, jak się okazuje, jest to również jaź, również połakomił się na pinki i również dał mi własny rekord w jaziu:)

    Niespełna godzina przerwy i Daniel poprawia rekord w jaziu do 36 cm.
    Kilka minut i kolejny rekord: 37 cm, chwila i kolejny na 37 cm, chwila i następny jaziulek: 35 cm.

    20 minut i tym razem branie na moim kiju, jest pierwszy leszcz, niestety niewielki: 46 cm.
    Haczyk wbił się w twarde usta i uwolnienie go z haka musiało odbyć się za pomocą szczypiec, co sprawiło, że haczyk się uszkodził (niestety nie zwróciliśmy na to uwagi) i przy kolejnym holu ładnej ryby, po prostu pękł.

    Nie minęło pół godziny i znowu dwa kije dają znać, że na końcu zestawu są ryby.
    Tym razem obie zdobycze udaje się szczęśliwie podebrać.
    Oba jazie są piękne, Daniel poraz kolejny poprawia swoją życiówkę: 41 cm, a mój grubasek wygląda na 43-44 cm, ale jak się okazało, miał mniej, jego masa sprawiała, że wydawał się większy.

    Zobaczcie sami, jaki miał duży bruchol, chociaż zdjęcie do końca i tak nie odzwierciedla go tak, jaki był (i jest nadal) w rzeczywistości.

    Niestety jesteśmy umówieni i na 15 musimy być w domu, więc zaczynamy się pakować i w tym czasie Paweł spina najprawdopodobniej jazia (zapewne 35-40 cm), a Daniel wyciąga płoć na 30 cm.

    Jesteśmy już praktycznie spakowani i "gotowi do wyjścia", jeszcze tylko zwinąć kije...
    Wyciągam podpórkę, aby ją umyć, a kij wkładam między kamienie, co powoduje, że zestaw przesunął się po dnie o kilkanaście centymetrów. Efektem było niemal natychmiastowe branie największej rybki dnia: leszcz 48 cm.

    Mimo kilku spiętych ryb (każdy stracił po ładnej rybie), dzień dla mnie i Daniela był z pewnością udany, szkoda jedynie, że Paweł miał mniej szczęścia i pełnił rolę podbierakowego oraz fotografa:(

    Oczywiście wszystkie rybki od razu po złowieniu, odhaczeniu, zmierzeniu i fotce wróciły w dobrej kondycji do wody:)

     

    A to ten gruby jaziulek:)

  • wedkarz2309 2011-04-04 00:59:30

    Sorki za brak odstępów, robiłem je, ale nie wiem, dlaczego ich nie ma.

     

    Drugi wyjazd w sezonie był jeszcze bardziej udany, bo złowiliśmy:

    - kilka płoci (do 30 cm),

    - 2 leszcze (46 i 48 cm),

    - 8 jazi (od 31 do 41 cm).

     

    Dwa jazie (41 i 40 cm), które złowiłem, można zobaczyć w mojej galerii:

    - http://www.wedkuje.pl/fotka-wedkarska,jaz,149066 ,

    - http://www.wedkuje.pl/fotka-wedkarska,odra-biala-ryba,149069 .

  • regalis 2011-04-04 08:21:27

    To może ja się dopiszę. Rano 2.04.2011 meldujemy się z kolegami nad Odrą w okolicach Ścinawy Polskiej. Wypad umówiony już od dłuższego czasu bo nie każdemu pasuje, to dziecko chore to żona robi problemy itp., itd.Po 80 km jazdy pogoda też nas nie rozpieszcza, mżawka albo pada mocniej ale nikt z naszej trójki się tym nie przejmuje.Feedery rozstawione, nęcimy i czekamy co się będzie działo. Po około dwóch godzinach mam branie i po krótkim holu na brzegu ląduje 40cm karpik.Parę fotek i do wody.No to się zaczęło myślimy i każdy w skupieniu pilnuję wędek. Po jakiś 30 minutach od wypuszczenia rybki pokaz dali panowie i jedna pani z WTR chyba z Oławy bo niedaleko jest tam przystań motorowodniaków. Szaleli po rzece to w lewo to w prawo a łódkę mieli piekielnie szybką. Co jakiś czas wyrzucali pływak czy co by po chwili wciągnąć go na pokład. W tym momencie skończyło się łowienie. Co kilka minut przepływali na pełnym gazie doprowadzając nie tylko nas do białej gorączki. W pewnym momencie ten pływak wyrzucili jakieś 30 metrów od nas śmiejąc się i chichocząc.Nie wytrzymałem i powiedziałem im kilka ciepłych słów. Niby przeprosili ale specjalnie zrobili kilka kółek koło naszego stanowiska po czym sobie odpłynęli. Siedzieliśmy jeszcze jakieś 4 godziny licząc na to ,że może jednak nie wszystkie ryby zostały spłoszone. Jednak to były tylko nadzieje:((Te 80km z powrotem wracaliśmy w milczeniu.
    Pozdrawiam

  • wedkarz2309 2011-04-05 16:28:55

    Wczoraj, tj. 04.04., wybrałem się kolejny raz z feederkiem w okolice zapory w Wałach.

    Prognozy nie zachęcały na wyjazd nad wodę, ale ostatecznie się zdecydowaliśmy i tym razem pojechałem z kolegą Marcinem. Nad wodą byliśmy dopiero po 9, mimo poniedziałku było sporo wędkujących (głównie emeryci), ale jeszcze znalazło się dla nas miejsce:)

     

    Na pierwszy ogień, na dwa zestawy poszedł czerwony, a na kolejne dwa, niezawodna przez ostatnie dwa wypady pinka.

     

    Na dzień dobry mam branie na zestaw z czerwonym robakiem i jest pierwsza ryba, leszcz ma niestety tylko 48 cm, ale na początek może być:)

    Pół godzinki i Marcin wyciąga na czerwonego karasia na 37 cm - życiówka:)

    Później tą przynętą zaczęły interesować się jazgarze, więc na obu kijach miałem pinkę.

    W ciągu kolejnych kilkudziesiąciu minut wyciągam 2 leszcze (44 i 48 cm) oraz dwa jazie (równo po 40 cm), a Marcin życiówkę jazia (34 cm).

     

    Około godziny byliśmy bez brania, aż w końcu jedna z moich szczytówek zaczyna drgać, zacięcie i kolejny jaź na brzegu, jest życiówka (43 cm), zatem sobotni rekord (41 cm), przetrwał całe dwa dni.

    Przez kolejne 1,5 godz., łowimy kilka ryb, ja wyjmuję leszcza (41 cm) i 4 jazie (35, 34, 42 i 39 cm), a Marcin 3 leszcze (45, 43 i 37 cm) i jazia (39 cm), którym poprawia swój rekord.

    Kolejne branie u Marcina (delikatniejsze, niż wcześniejsze) i kolega oznajmuje, że ma dużą rybę, ok. 60-70 cm.

    Przy brzegu okazuje się, że jest to przyłów w postaci sandaczyka (54 cm), który połakomił się na czerwonego robaka, szkoda, że jest okres ochronny, bo jest to jego życiówka.

     

    Następna godzina bez brań i na mojej feederce melduje się kolejny rekordowy jaź, w porównaniu do swoich kumpli, jest wyjątkowo chudy, ale jest za to długi i mówie do Marcina, że może być medal, miara pokazuje 45 cm, zatem jest piąty brąz:)

    Rybka na nowo zaczęła współpracować, w ciągu pół godz. wyjmuję leszcza (44 cm) i 3 jazie (40, 36 i 40 cm), a Marcin jazia (35 cm).

    Kolejne branie na jednej z moich wędek i od razu czuję, że to coś lepszego, niż wcześniejsze ryby, na lekkim feederku, koszyku 40 gram, przyponie 0,14 mm i haczyku nr 14 jest fajna zabawa:)

    Przy brzegu wyłania się piękny jaź, którego oceniamy na około 50 cm, oby się tylko nie wypiął!:)

    Spokojne podebranie i jest, piękna ryba!:)

    Zapięty bardzo delikatnie za skórkę, chwilę dłużej by szalał i mógł zejść z ha(czy)ka.

    Miarka pokazuje  49 cm, jest kolejny medal, a zarazem kolejna życiówka!:)

     

    Przez kolejną godzinę doławiamy po 2 jazie, wszystkie tej samej długości: 38 cm, oraz spinam na prawdę dużą rybę.

     

    Na początku robiły się fajne przejaśnienia, ale od kilku godzin pada bez przerwy deszcz i towarzyszy mu silny wiatr, przez który uciekają co chwilę parasole, a wędki spadają z podpórek.

    Rybka fajnie bierze, ale ciała odmawiają posłuszeństwa, ręce pomarznięte tak, że ciężko założyć przynęte na haczyk, 3 pary spodni przemokły...

    Chętnie byśmy jeszcze zostali, ale niestety, siła wyższa...

     

    95% ryb skusiło się na wciąż bezkonkurencyjną pinkę i kilka sztuk na czerwonego.

     

    Ostateczny wynik, to:

    - kilka płoci i krąpi (do ok. 25 cm),

    - karaś (37 cm),

    - sandacz (54 cm),

    - 8 leszczy (od 37 do 48 cm),

    - 19 jazi (od 34 do 49 cm).

     

    Złowione przeze mnie jazie, które miały 40 lub więcej centymetrów, można zobaczyć tutaj: http://wedkarz2309.wedkuje.pl/blog/index.php?p=galeria&KategoriaID=6549&ID=2765 .

     

    Na koniec dodam jeszcze, że łowiąc 19 ryb (5 leszczy i 14 jazi), poprawiłem swój najlepszy wynik w połowie na feedera sprzed 3 lat, który wynosił 17 ryb (15 leszczy i 2 jazie), oba wyniki zrobiłem na tym samym łowisku:)

     

     

    Oczywiście, jak zawsze, rybki po krótkiej chwili spędzonej poza wodą, wracają do domu:)

    Szkoda tylko, że pozostali wędkujący nie odważyli się na taki ruch i oddali Odrze jedynie pęcherze pławne z wnętrznościami...

  • Reklama
  • wedkarz2309 2011-04-05 16:43:24

    kilkudziesięciu*

     

    Trochę mnie denerwuje brak edycji tekstu, zdecydowanie zaliczam to, jako minus forum, bo jak wiemy, w wielu przypadkach przydałyby się drobne poprawki w tekstach, których niestety poprawić już nie mamy możliwości.

  • wedkarz2309 2011-04-12 10:55:51

    W ten weekend (09.04) i poniedziałek (11.04) byliśmy na tym samym łowisku, opiszę po krótce, co złowiliśmy i dodam po fotce z rybą, do każdego dnia:)

  • wedkarz2309 2011-04-12 11:04:40

    W sobotę wybrałem się tylko z Pawłem (gruncik28), dzień wcześniej i w nocy, wiało na prawdę mocno, aż strach było wyjść z domu, więc wyjazd był pod znakiem zapytania, ale ostatecznie, po porannych "oględzinach" pogody za oknem i w Internecie, postanawiamy, że zaryzykujemy:)

    Na miejscu jesteśmy ok. godz. 10 i zaczęło się niestety nie ciekawie, bo przechodząc przez zaporę, jeden z podmuchów wiatru sprawił, że sentymentalna czapeczka z daszkiem odleciała sobie z mojej głowy i wylądowała w wodzie:(

    No trudno, nie ma co rozpaczać, szybkie "rozgoszczenie" się na miejscówce i od razu spinam przy brzegu jazika na około 35 cm, dość tego, za często schodzą z tych haczyków ryby, więc wiążę nowy przypon, z haczykiem, też nr 14 (ale..., zaraz się dowiemy), którego wziąłem od Pawła: wyczaił w wędkarskim zarąbiste haczyki, które będą nam pięknie trzymać ryby na końcu zestawu, dzień wcześniej mi o nich mówił na gg, a gdy je zobaczyłem, to nie było innej opcji, jak "pożyczyć" chociaż z dwie sztuki:)

    W ciągu 3 godzin notujemy 5 brań i wyjmujemy... 5 jazi (do 39 cm), a zatem już wiemy, jakie haczyki kupimy następnym razem, mimo tej samej numeracji, nie tracą ryb, jest to zasługa odpowiedniego kształtu i grubości haczyka:)

    Kolejne branie u Pawła i ryba na finezyjnym zestawie nie chce się dać tak łatwo oderwać od dna, ale spokojny i opanowany hol nie daje rybie szans i jest pierwsze błyśnięcie ryby, po którym informuję, że jest to duży karaś, którego po chwili ląduję w podbieraku!
    Piękny japoniec, jest 45 cm, a zatem złoto (oraz otarcie się o rekord Polski)!

    Po tym zdarzeniu nastąpiła mniej więcej 2 godzinna przerwa w braniach...

    W końcu koniec przerwy i wyjmuję jazia na 42 cm, następnie wyciągam pierwszego dziś leszcza: 47 cm.
    Następne branie i jest nieco lepsza rybka, zestaw odchudzony, więc hol ostrożny, przez co koszyk wchodzi kilka metrów od brzegu w kamienie...
    Szarpnięcia, a nawet próby odstrzelenia się nie udają, więc trzeba rwać, podnoszę jeszcze powoli kij do góry, bez wiary, że uda się może uratować chociaż zestaw i... koszyk wychodzi z zaczepu, a na haku dalej siedzi ryba!!
    Piękna, gruba, wypchana ikrą samica, jest po chwili na brzegu.
    Szybka fotka, miara i jest medal!:)
    Jaź ma 46 cm!:)

    Minęło może 10 minut i Paweł wyjmuje jazia, którym poprawia swoją życiówkę i za którego będzie miał pierwszy medal w tym gatunku, ryba ma 43 cm:)

    Brania trwają nadal, kolega wyjmuje leszcza na 40kilka cm i doławiamy jeszcze 4 jazie do 43 cm:)

    Chętnie byśmy zostali na noc, ale się już zaczyna ściemniać i trzeba wracać do domu...

     

    Dzisiejszy efekt, to:
    - 12 jazi (od 31 do 46 cm),
    - 2 leszcze (od 43 do 47 cm),
    - karaś 45cm.

     

    Piękny karaś na złoto w kat. Junior!

     

  • wedkarz2309 2011-04-12 12:28:26

    Natomiast w poniedziałek, wybieram się z Pawłem (gruncik28) i Marcinem.

    Nad wodą jesteśmy ok. 9 godz. i widzimy niestety niską wodę, która jeszcze opada:(
    Nie jest to dobry znak, tym bardziej, że przy takiej wodzie wyłania się duża wyspa, a w miejscu, gdzie łowimy, robi się na prawdę płytko, z brzegu widać dno:(

    O dziwo Paweł już w pierszym rzucie wyjmuje życiówkę leszcza: 52 cm (brązowy medal), a w przeciągu około 3 godzin wyjmujemy kolejnych 9 leszczy: 43, 44, 44, 44, 45, 45, 47, 50 i 50 cm, szkoda tylko, że nie ma tych większych...

    Woda wciąż opada i to dosyć szybko, a brania na kilka godzin po prostu zanikły, woda była dla nich już chyba za płytka...

    Po około 3 godzinach poziom Odry zaczyna powoli się podnosić, wystarczyło, że podskoczyła o kilka centymetrów w górę i w łowisko weszły jazie:)

    W ciągu godziny wyjmujemy 5 jazi od 36 do 44 cm:)

    Pewnie byśmy jeszcze jakieś coś złowili, ale musimy już wracać...

     

    Ostateczny wynik, to:

    - 10 leszczy (od 43 do 52 cm),

    - 5 jazi (od 36 do 44 cm).

     

    Jedna z trzech pięćdziesiątek:)

  • Forum wedkuje.pl 2011-04-12 12:29:01

    Jak zwykle udana wyprawa :D GRATULUJE :)

  • Reklama
  • wedkarz2309 2011-04-17 14:37:01

    W piątek, tj. 15.04., wyskoczyłem pierwszy raz z feederkami na Odrę w Ścinawie:)

    Różnorodność gatunkowa łowionych ryb(ek) dosyć imponująca: jazie, klenie, leszcze, krąpie, płocie, okonie, ukleje, jazgarze, boleń, ale... ich wielkość niestety nie powalała, rybki miały długość do około 25 cm...

    Ale jak na pierwsze ścinawskie feederowanie, to nie było tak źle:)

  • Forum wedkuje.pl 2011-04-18 10:41:09

    Gratuluję jak zwykle udanego połowu !!!:)
    Mariusz , jak zwykle wszystkich zawstydzasz :) wprawiasz ludzi w kompleksy :)
    pozdrawiam i do zobaczenia nad wodą

  • michal0210 2011-04-19 21:45:16

    Widać że wyprawy były udane! Gratuluję Tobie Mariusz jak i twoim kolegom złowionych ryb!  Może teraz jak będę miał trochę wolnego to się wybiorę na Odrę.... Zobaczymy co mi się uda złowić! Pozdrawiam

  • wedkarz2309 2011-04-24 00:15:38

    Z 20.04 na 21.04 pojechałem na nockę z Pawłem (gruncik28) oraz Pysią, oczywiście na Odrę, lecz tym razem nieco niżej, bo w okolicach Brzegu Dolnego.

    Przez cały wieczór i początek nocy nie dzieje się za wiele, dopiero kilka minut przed północą, Paweł wyjmuje leszcza, który ma 46 cm, więc może się ruszą:)
    Niestety w najbliższym czasie brań się nie doczekaliśmy, więc trochę się nam przysnęło.
    Przebudziłem się przed 3 i czuję, że jest niesamowicie zimno (prognozy zapowiadały na noc 8 st., ale mam wrażenie, że jest zdecydowanie mniej), więc zakładam na siebie bodaj 4 pary spodni i 5 par bluz, ale niestety na wiele się to nie zdało...

    Patrzę w stronę Pawła, a on odhacza 40+ cm leszcza, okazuje się, że on nie śpi już od około 2 i zaczęły fajnie brać leszcze w okolicach kilograma, bo złowił ich w ciągu pół godz. 5 sztuk, a więc Pawłowa mieszanka nie zawodzi i zauważyłem poraz kolejny, że ryba lgnie do niej, bo jak wejdzie w tą zanętę, to już ciężko ją odpędzić od niej i holuje się rybę za rybą:)

    Widzę, że właśnie mój kijek jest przygotowany do przerzucenia, bo na haczyku są już założone kolorowe, więc jeszcze tylko napełniam koszyk zanętą i posyłam zestaw do wody.

    Dokładamy do ogniska, aby się na nowo rozpaliło i Paweł mówi, że mam branie, ale jest ono tak delikatne, że nawet dzwoneczek nie drgnie, a na świetliku jest ono ledwo widoczne, więc nawet nie podchodzę do wędki, jest to zapewne drobnica, bo jak Paweł mówił, brania są bardzo mocne, prawie "opaskowe".

    Ognisko rozpalone, więc przykucam przy feederce i widzę, że szczytówka powoli i nieznacznie przygina się i prostuje, więc przycinam i... czuję miły opór:)
    Zaczynam powolne pompowanie, a ryba cały czas idzie w stronę nurtu. Jest już blisko brzegu, ale dziwne jest to, że cały czas trzyma się dna. W końcu mignęła nam sylwetka ryby w świetle latarki i delikatne, powolne przygięcia szczytówki oraz trzymacie się dna stają się jasne, bo... to ładny, ponad 40 cm karaś! Jeszcze chwilka i ryba ląduje w podbieraku. Wydaje mi się, że może być jeszcze większy od tego, którego ostatnio złowił Paweł, ale to się okaże za chwilę, najpierw kilka szybkich fotek z łowcą:)
    Przykładamy go do miarki i radość jest jeszcze większa, jest pierwsze srebro!:)
    Wiedziałem to nie od dziś, że w końcu uda mi się złowić w Odrze ładnego karasia (40+ cm), ale nie przypuszczałem, że stanie się to tak szybko i że będzie aż tak duży!:)
    O zimnie oczywiście już nie pamiętam:)

    Woda niestety cały czas opada i łowimy na takiej płyciźnie, że chyba tylko uklejka się przez nią przeciśnie, a nurt ściąga każdy koszyk tak, że zestaw i tak jest na płyciźnie, ale o dziwo doczekaliśmy się brania i Paweł wyjmuje leszcza na 48 cm, a następnie pięknego krąpia, którym poprawia swoją życiówkę, ryba ma 38 cm:)
    Takie ryby w tak niskiej wodzie, niewiarygodne, bo z tego, to chyba tylko bolki są znane.

    Do końca łowienia (ok. 17) nie doczekaliśmy się wiecej brań, ale jedna ryba sprawiła, że wracam szczęśliwy, Paweł też nie ma powodów, aby nie być zadowolonym...:)

     

    Ostateczny wynik, to:

    - kilka płotek (ok. 20 cm),

    - 7 leszczy (od 40+ do 48 cm),

    - karaś (48 cm).

    Karasia w pełnej okazałości można zobaczyć tutaj:
    http://www.wedkuje.pl/fotka-wedkarska,ryba,152548

     

     

    Finał jest oczywiście taki sam, jak zawsze:)

  • dvddvdkamil 2011-04-24 14:13:53

    Gratulacje za piękne okazy :) do odry mam jakieś 25 km ( Malczyce) w tym, roku muszę odwiedzić ją z feederkiem koniecznie. Czytam Wasze opisy i podziwiam , macie u mnie duży respekt ;) pozdro.

  • Forum wedkuje.pl 2011-04-25 22:31:40

    Mariusz muszę się też  pochwalić swoim rekordem :)
    Byłem dzisiaj na Odrze :) Padł mój rekord Kleń 49 cm i 1,6 kg :) , niezły początek sezonu :)  .
    Fotki dodam jak tylko wrzucę do komputera .

  • Forum wedkuje.pl 2011-04-26 10:37:37

  • Reklama
  • Forum wedkuje.pl 2011-04-26 10:38:02

  • Forum wedkuje.pl 2011-04-26 10:38:46

  • wedkarz2309 2011-04-27 10:47:43

    No piękny kleń kolego!:)

    To nie są czasem te głębokie główki zaraz za Ścinawą?:)

    Na co przywalił?:)

  • Forum wedkuje.pl 2011-04-27 16:24:50

    to są główki z tej okolicy , tylko że trochę bliżej (bliżej w kierunku mostu ) tamte głębokie były pozajmowane  ,
    a przywalił na białe .,
    pozdrawiam

  • wedkarz2309 2011-04-27 18:48:20

    O proszę, to fajnie, właśnie się od jakiegoś czasu zastanawiam, czy nie podskoczyć tam z feederkami i chyba się jednak wybiorę:)

    Oprócz klenia, coś jeszcze przywaliło?:)

  • fazim 2011-04-27 19:54:13

    W niedzielę wielkanocną z rana byłem na odrze. Przynęta gotowana kukurydza. Było mnóstwo brań, ale nie wiem dlaczego tylko 3 umiałem zaciąć. Efekt połów były 3 jazie z czego największy 46 cm :)

  • fazim 2011-04-27 19:55:13

  • erykom 2011-04-27 20:19:38

    witam serdecznie.odra jest piekna rzeka i nie dziwne ze takie ryby plywaja w odrze.2 lata temu moj znajomy zlowil karpia(sazan) prawie na rekord polski,karp mial 28 kg!ja nad odre ruszam juz w ten piatek i bede lowil az do konca roku bo zdecydowanie wole lowienie w odrze niz na stawach...a mieszkam 2 km od miejscowosci Wały i powiem ze kolega wedkarz2309 wybral najlepsza miejscowke na ryby w tym rejonie i nie dziwie sie ze lowi tak piekne rybki:)

  • Forum wedkuje.pl 2011-04-28 09:53:31

    Mariusz
    tego dnia rybki słabo brały , po za tym Kleniem  złowiłem tylko parę małych krąpi , parę uklejek i kiełbika .
    pozdrawiam
     ps . Już od niedzieli zaczynam biegać ze spinem :) do zobaczyska

  • Forum wedkuje.pl 2011-04-28 09:56:06

    kolego fazim
    piękne rybki :)
    pozdrawiam

  • fazim 2011-04-28 10:43:13

    Dzięki :)
    Właśnie wróciłem z rybek. Dzisiaj cisza, zero brań.

  • wedkarz2309 2011-04-28 10:44:39

    Ładne jazie kol. fazim:)

    Na jakiej wysokości łowisz na Odrze?:)

     

    Łukasz

    Ale fajnie, że taki piękny kleń przywalił, dzięki niemu dzień na pewno był udany:)

    No, jeszcze kilka dni i można wyskoczyć ze spinem za szczupakiem i bolkiem:)

  • fazim 2011-04-28 10:52:15

    Krapkowice

  • wedkarz2309 2011-04-28 11:06:37

    W poniedziałek, tj. 25.04., wybrałem się z Pawłem (gruncik28) i Danielem (danieleklubin) na nockę na Odrę w m. Wały.

    Ale od początku...
    Jest niedzielne popołudnie i myślę sobie, że skoro Paweł idzie do szkoły dopiero w środę, a Daniel ma urlop, to może by się wyskoczyło na nockę. Patrzę do kalendarza, aby się upewnić, do kiedy jest opłacone OC i okazuje się, że ważne jest do... 26.04. br.:(
    Więc szybki kontakt z Danielem i Pawłem, oboje są na tak, ale wyjazd nie może być wcześniej, jak ok. godz. 17, bo Paweł jest u rodziny pod Zieloną Górą i na godz. 15 mają zaplanowany powrót.
    Jest super, jedziemy na ryby, ale... wszystkie sklepy są pozamykane, gdzie kupimy zanęty, robaki?
    Zgadujemy się na gg i na szczęście każdy z nas ma po trochę zanęty, ja mam kilka czerwonych, Daniel ma kukurydzę, Paweł odrobinę pinki, więc nie jest aż tak źle i nie mamy innego wyjścia, ale musimy dać radę, a o 10 rano pojedziemy do Brzegu Dolnego i będziemy szukać wędkarskiego.

    Zajeżdżamy w Lubinie do wędkarskiego, gdzie właściciele mają nad nim mieszkanie i z nadzieją, że są w domu i będziemy mogli kupić kolorowe i pinkę, Daniel puka do drzwi i... ufff, są w domu, drzwi otwiera wypicowany, w garniaku, właściciel sklepu i jesteśmy szczęśliwi - mamy robale!:)
    Przed godz. 18 jesteśmy na miejscu, na szczęście jest tylko dwóch wędkarzy, jak się okazało, też są z Lubina i niestety dowiadujemy się, że ryba nie chce współpracować.

    Na jeden zestaw idzie pinka, na drugi kukurydza, a do koszyka mieszanka z kilku zanęt, które mamy.
    Chwilka i jedna z moich wędek informuje, że jakaś rybka zainteresowała się pinkami, zacięcie, krótki hol i jest... certa! Szybkie odhaczenie, szybka miara i do wody. Szkoda tylko, że ma teraz okres ochronny, bo nie często trafia się nam na kiju, a miała 31 cm, czyli był wymiar, byłaby fajna fotka.

    Za chwilę następne branie i tym razem wyrównany rekordzik życiowy, krąp ma 32 cm.
    10 minut i piękne, typowo kleniowe walnięcie na kukurydzę.
    Po chwili, pierwszy w tym roku klonek zaliczony, a Daniel niemal w tym samym czasie wyjmuje karasia na 39 cm.

    Niedługo po tym przyszła niesamowicie mocna ulewa.
    W/w wędkarze się szybko zwinęli, a my chowamy się do Pawłowego pół namiotu.
    Kilkanaście minut i na szczęście przestaje padać.

    Na kolejne branko czekaliśmy ponad godzinę, tym razem rybę wyjmuje Paweł, jest to 35 cm karaś.
    40 minut i Paweł wyjmuje kolejnego karasia, jest nieco większy, ma 36 cm.
    Pół godziny i znowu branie u niego, tym razem 37 cm, oczywiście karaś.
    20 minut i jest pierwszy leszcz: 47 cm, złowił go oczywiście kolega P.

    Nie chcą na samą kukurydzę, więc zaproponuję im kanapkę, do kukurydzy dołożę czerwonego robaka i po chwili i ja wyjmuję leszcza.

    Wypuszczam łopatkę i Paweł ma kolejnego karasia: 39 cm.
    Po pół godziny doławia następnego, ten ma już 40 cm, Daniel łowi ok. 35 cm jazia, a na wspomnianą kanapkę też wyjmuję jazia, ok. 38 cm.

    W ciągu 2 godzin przechodzą jeszcze 2 potężne ulewy i łowimy samą drobnicę.
    Po tym incydencie się wypogadza, nawet widać kilka gwiazd na niebie, a zatem jest nadzieja, że więcej takich niespodzianek nie będzie (prognozy pogody nie uprzedziły nas przed tymi ulewami, ale gdyby nie Paweł, to by nie było jego pół namiotu i wolę nie myśleć, co by było, a dzięki niemu wszystko jest suche, i co najważniejsze - ubrania, które mamy na sobie, też są suche).

    O 1.30 jest w końcu na kiju lepsza rybka, tym razem to ja mam przyjemność ją holować.
    Mówię do kolegów, że mam na koncie certę, krąpia, klenia, leszcza i jazia, to teraz pewnie będzie karaś.
    I tak się też dzieje, jest karasek na brąz, równo 40 cm:)

    Po 1,5 godz. bez większej ryby, Paweł wyjmuje kolejnego karasia: 38 cm, a ja po godzinie wyjmuję jazia ok. 38 cm i po kolejnej karasia na kolejny brąz - 40 cm:)

    W tym momencie skończyły się czerwone, ale znalazłem jeszcze 3 białe, więc teraz kanapka składała się z kukurydzy i białych robaków, która dała mi jazika ok. 30 cm i od tego momentu na haku była sama kukurydza i na wędkach zrobiła się cisza.
    Gdy się rozjaśniło, postanowiłem poszukać pod kamieniami czerwonych. Pierwszy kamień i jest piękny, duży i gruby "zwierz", ale niestety więcej takich nie było, znalazłem jeszcze tylko kilka małych.
    Przypon już przeszedł swoje, więc zakładamy nowy, a do takiego robaka przydałby się większy hak, więc do przyponu 0,16 mm wiąże "czwórkę" i zakładam 2 ziarna kukurydzy + czerwony.

    Długo się nic nie dzieje, zanęta się kończy, została praktycznie tylko kukurydza, więc zaczynamy się powoli pakować i daję propozycję, żeby podjechać do Brzegu Dolnego na 2 godzinki, jak będzie się coś działo, to podjedziemy do sklepu po zanętę i robaki, a jak nie, to pojedziemy do domu. Chłopaki się zgadzają oczywiście.
    Pakujemy się dalej i widzę, że mam piękne karpiowe branie na wędce, gdzie są kukurydze z dużym czerwonym robakiem, przycięcie i czuję większy opór, a ryba cały czas idzie w prawo, przechodząc w tym czasie przez 3 zestawy, których na szczęście nie splątała, takie zachowanie przeciwnika zdradza, że to karaś, a mocniej wygięty kij zdradza, że to ładna sztuka.
    Kilka minut powolnego pompowania i Paweł podbiera 46 cm karasia!:)

    Kończymy się pakować i widzimy, że wędkujący obok też już schodzą, więc podchodzę do nich i pytam, czy mieliby odsprzedać trochę robaków, obojętnie jakich, a oni dają mi około kilograma rozrobionej zanęty, w której jest dużo kolorowych, paczkę czerwonych oraz wiadro pięknych gnojaków, prosto z kompostownika!:)
    Jest super, czyli nie będzie potrzeby jeżdżenia i szukania wędkarskiego!:)
    Czekamy jeszcze trochę, ale się już nic nie dzieje, więc składamy wędki, do samochodu i jedziemy sprawdzić, czy w Brzegu Dolnym rybka będzie chętna do współpracy.

    Na miejscu jesteśmy ok. godz. 10, zestawy do wody, kilkanaście minut i jest branie.
    Ryba duża nie jest, ale idzie ostro w lewo, i za wszelką cenę chce wejść w przybrzeżne krzaki, przypon gruby nie jest (0,14 mm), ale udaje się rybę odciągnąć siłowo od krzaków i w podbieraku ląduje pierwsza ryba z nowego miejsca. Karaś ma tym razem 39 cm.

    Przez kolejne 2 godziny łowimy (w sumie, to Paweł i Daniel, bo ja złowiłem zaraz po karasiu jedną sztukę, a później była u mnie cisza) kilka leszczy w przedziale 40-45 cm i 30+ cm jazia, a więc tutaj rybka jest aktywniejsza.
    Następne dwa brania, z 5 minutową przerwą, skończyły się już lepiej, Paweł wyjął jazia: 40 cm, a Daniel leszcza: 49 cm.

    U mnie, jak wspomniałem, była cisza, więc na jedną z wędek założyłem 2 piękne gnojaczki, które dostaliśmy.
    Koledzy łowili dalej leszcze, w końcu podeszły trochę większe, takie pod 50 cm, a u mnie cisza.
    Zrobiło się cieplej, więc ściągnąłem z siebie trochę bluz i spodni i gdy kończyłem wiązać drugiego buta i chciałem przerzucić zestawy, Paweł mówi, że mam branie. Patrzę, a szczytówka jednej z feederek, przyjemnie pokazuje branie.
    Zacięcie, spokojny hol i przy brzegu widzimy, że to niczego sobie... lin na rekord życiowy.
    Od razu serducho zabiło mocniej i mówię do kolegów mniej więcej coś takiego: ALE FAJNY LIN, PONAD 40 MA NA PEWNO, ALE SUPER i cieszę się niemal jak dziecko. Staram się nie zrobić błędu, spokojnie skończyć hol i staram się również zostawić radość na moment, jak ryba będzie podebrana i mówię do kolegów mniej więcej tak: NIE MA SIĘ JESZCZE CO CIESZYĆ, BO RÓŻNIE TO BYWA, brzeg jest wysoki i aby podebrać rybę, nie zeskakiwać w błoto, trzeba ją precyzyjnie wsunąć do podbieraka, który sięgał jedynie ok. 5 cm poniżej lustra wody i ok. 10 cm w głąb wody, więc Paweł nie chciał ryzykować tym razem i zeskoczył w to błoto, wyciągnął podbierak jak najbardziej w wodę, podprowadzam mu lina, jego głowa zaczyna wchodzić do podbieraka i... kij się momentalnie prostuje, koszyk leci w górę, nie czuję ryby i tylko słyszę, jak po ułamku sekundy lin odwraca się w kierunku wody i robi ostry zryw!
    Serducho przestało bić, cały świat jakby stanął w miejscu! I po kilku sekundach niesamowita ulga! Zryw nie udany, przeszkodziła mu w tym siatka od podbieraka!
    PAWEŁ, jesteś WIEEELKI!:)
    Gdybyś się nie poświęcił i nie wskoczył do tego błota, to... wolę o tym nie myśleć...
    Jeszcze raz WIEEELKIE CI DZIĘKI ZA TO!:)
    Piękna ryba, może być medal.
    Tak jest, miara to potwierdza - 47 cm!:)

    Brania nieco ustały, Daniel dołowił jeszcze leszcza 49 cm, wyszło słońce, zrobiło się na prawdę ciepło i... tak w oczekiwaniu na branie, przysnęło się mi i Pawłowi.
    Nie wiem, ile spałem, ale gdy się przebudziłem, to poczułem, że drzemka zrobiła mi dobrze, bo ból głowy nieco zelżał. Jednak trochę godzin jesteśmy bez snu i z przemęczenia głowa ma prawo boleć, Daniel też odczuwa ból, ale czuwa nad wędkami.
    Patrzę na tel., a to już godz. 15, trzeba się zwijać, ale jeszcze przerzucę zestawy, biorę pierwszego kija do ręki, przycinam i... czuję lepszy opór.
    Hol na tej lekkiej feederce, z finezyjnym przyponem i haczykiem, to sama przyjemność, więc nie spieszę się z wyjęciem ryby.
    Paweł śpi, więc Daniel podbiera mi ostatnią rybę dnia - leszcz pięćdziesiątak (51 cm).

    Kończymy łowienie i około godz. 16 ruszamy w drogę powrotną.

    Ostateczy wynik:
    - kilkanaście sztuk drobnicy (do ok. 20 cm),
    - certa (31 cm),
    - krąp (32 cm),
    - kleń (38 cm),
    - lin (47 cm),
    - kilka jazi (od ok. 30 do 40 cm),
    - kilkanaście leszczy (od ok. 40 do 51 cm),
    - ok. 15 karasi (od ok. 30 do 46 cm).

    Lina i kilka innych ryb z tej wyprawy, można zobaczyć w całej okazałości tutaj:

    http://wedkarz2309.wedkuje.pl/blog/index.php?p=galeria&KategoriaID=6549&ID=2765

     

    Płyń i rośnij dalej młoda!:)

  • wedkarz2309 2011-04-30 23:41:20

    Dziś kolejna nocka, tym razem z Pawłem (gruncik28) i jego ojcem.

    Od początku wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, ładna pogoda, to nie jest to, za czym przepadają tutajsze ryby, do tego bardzo niska woda oraz głośne prace przy pogłębianiu portu nie napawały optymizmem.

    Jak na tyle godzin łowienia (ok. 20) na 5 feederów, to za wiele się nie działo, jak na to łowisko (7 leszczy od ok. 40 do 51 cm i karaś 35 cm), ale zawsze mogło być gorzej:)


    Lin (47 cm), którego złowiłem kilka dni temu (26.04) na czerwone robaki i wypuściłem, już nie żyje:(
    Młody wędkarz z Legnicy, z którym mam kontakt na gg, był przed nami na rybach, złowił go na... czerwone robaki i... zabił...:(
    Widziałem zdjęcie i wiem, że to ta sama ryba, brak łusek pasuje idealnie, szkoda rybki...:(
    Siedział kilka dni w tym samym miejscu, czekał na kolejnego czerwonego i się doczekał...:(

     

     

    Samczyk - 51 cm.

  • szczupi 2011-05-01 07:47:02

    Sobota 30-04-2011-Ścinawa jedna z wielu odkrytych główek brania dość częste ale sam drobiazg.
    Ryby które współpracowały to :
    -leszcz, krąp, uklejka, kiełb.


  • Forum wedkuje.pl 2011-05-01 20:11:32

    Byłem dzisiaj nad Odrą , woda niska (bardzo niska :) ) , rybki nie chciały brać  :)
    jednym słowem kicha :(
    pozdrawiam

  • wedkarz2309 2011-05-10 11:44:05

    Wczoraj, tj. 09.05., wybrałem się z feederkami z kol. Marcinem na Odrę w Brzegu Dolnym.
    Pogoda, która była wczoraj, nie jest lubiania przez tutejsze ryby, ale lepiej posiedzieć z kijami nad wodą, niż w domu, przed np. kompem:)

    Na miejsce docieramy ok. 5.30, woda jest nieco wyższa, niż ostatnimi razy, więc jest nadzieja, że jednak będzie się coś działo.

    Pierszy kij do wody, drugi kij do wody i gdy trzymam wysoko uniesioną szczytówkę, aby
    zbadać, jaka jest głębokość, czuję, że na końcu zestawu jest już... ryba:)
    Krótki hol i jest pierwsza rybka (jak się później okazało - i ostatnia).

    Za chwilę Marcin ma branie, ale podczas holu ryba się spina.
    Zapowiada się zatem owocnie, ale... nie zanotowaliśmy więcej brań.

     

    Jedyna rybka wyjazdu - klonek czterdziestak.

     

  • adrianek19921 2011-05-10 12:19:22

    Witaj Mariuszu:) Bardzo fajnie czyta się relację z Twoich wypraw:) Leszcz widać u Ciebie dobrze bierze,u mnie na razie nie wiem czemu ale słabo z braniami na jeziorku,a płotka tarła się ponad 2 tygodnie temu.I rybka powinna już współpracować.Pozdrawiam

  • tstaros 2011-05-10 18:14:14

    Ja w tym roku na Wiśle miałem już 3 razy podobne przypadki: ładny klenik w pierwszym rzucie a potem cisza albo tylko jakaś drobnica.

  • wedkarz2309 2011-05-12 16:38:12

    Wczoraj 12 godzin feederowania na Odrze w Ścinawie i efektem były 2 rybki: okonek pod 20 cm i fajna grubaśna certa na 33 cm, która ma obecnie okres ochronny.

    Leszcz się już trze, w porcie można zaobserwować małe stadka leszczy 40-50 cm.

  • wedkarz2309 2011-05-22 21:35:04

    Leszcz się już wytarł:)
    Znajomy dziś w Odrze na feedera wyjął 3 leszcze: 47, 50 i 53 cm:)

    Natomiast podobno teraz się trze kleń.

  • wedkarz2309 2011-06-05 13:16:16

    Wczoraj wyskoczyłem z Pawłem (gruncik28) i Marcinem na Odrę w okolicach Ścinawy z feederkami.

    Niestety woda na opaskę była nieco za wysoka, więc podskoczyliśmy na główki, czego efektem była jedna lepsza ryba: leszcz 53 cm, złowiona przez jednego z kolegów i drobnica w postaci takich ryb, jak: ukleja, kiełb, okoń, leszcz.

  • Forum wedkuje.pl 2011-06-05 16:47:08

    Ale ładny. Gartulacje

  • wedkarz2309 2011-06-15 19:13:05

    Z poniedziałku na wtorek, wybrałem się na nockę, łowiskiem była oczywiście ukochana Odra, a metodą połowu był feeder:)
    Niestety Paweł (gruncik28) nie może zostać na noc, bo o 5 rano ma wyjazd klasowy, ale i tak znalazł kilka godzin, aby wyskoczyć na rybki:)

    Około 18 jesteśmy nad wodą, która jest na tyle niska, że decydujemy sie łowić pierwszy raz w tym roku na opasce:)
    Na początku nie działo się nic konkretnego (pojedyncze szarpnięcia), w międzyczasie odwiedził nas lis, ale nie udało się go niestety sfotografować, bo dosyć szybko zszedł z opaski, aż w końcu dokładnie o 21:15, Paweł ma na kukurydzę piękne, kleniowe branie, czego efektem był 41 cm, oczywiście kleń (życiówka poprawiona o 1 cm).

    Na wątróbkę nic, na kuku nic, na czerwone nic, na białe/kolorowe nic, na czereśnię nic, więc ok. godz. 22.30 zakładam na hak pół uklejki z myślą o sandaczu, zestaw ląduje w wodzie, ustawiam wolny bieg i po kilku minutach silne walnięcie w przynętę, było tak szybkie, że nawet na wolnym biegu szpula nie drgnęła, a wędka zmieniła swoje miejsce położenia, jakby przywalił sum.
    Na początku czuję dosyć fajny opór, ryba szybko wpłynęła z silnego nurtu w kamienną opaskę, gdzie nie ma takiego uciągu i spokojnie ją holowałem, zastanawiając się, co to za ryba, a chwilami zastanawiałem się, czy na końcu zestawu jeszcze coś jest. Dopiero pod nogami się nieco ożywiła, Paweł sprawnie podebrał zdobyć i mówi, że to... kleń!
    Jeszcze nie wiemy, że właśnie poprawiłem swoją życiówkę o centymetr, bo pierwsze co, to jak najszybciej robimy fotkę ze mną, ale stwierdzamy, że może być medal (później miara to potwierdziła)!:)
    Straszna chudzina, nie dziwota, że nie miał siły walczyć.

    Zbliża się północ, więc niestety trzeba odwieźć Pawła do domu, później "troszkę" przysypiam i gdy się budzę, jest już dosyć jasno i po chwili łowię krąpika pond 30 cm.

    Przez dłuższy czas nic się nie działo, więc chciałem posłać w nurty Odry wątróbkę za kleniem, ale niestety już nie pachniała fajnie, więc na spory hak nadziałem 4 ziarna kukurydzy, czego niemal natychmiastowym efektem było silne, kleniowe branie:)
    Ten jest zdecydowanie waleczniejszy i widzę, że jest niesamowicie gruby.
    Wydaje się być nieco mniejszy, od poprzedniego, ale na pewno jest zdecydowanie cięższy, miara pokazuje 2 cm mniej, tzn. 49 cm:)

    To był początek prawdziwej "jazdy", przez najbliższą godzinę złowiłem 2 klenie (w/w i ten, o którym zaraz napiszę) i 4 jazie (35, 38, 39 i 39 cm), waliły z całym impetem, jak klenie, w 4 ziarna kukurydzy:)
    W związku z tym, że jazie były małe i nie dały podejść kleniowi, postanowiłem założyć na hak czereśnię, czego natychmiastowym efektem był pierwszy w życiu, czereśniowy, 43 cm kleń:)

    Po tej owocnej chwili nastąpiła cisza i gdy się zwijałem, wykonałem ostatni rzut, ale założyłem na hak kolorowe, z myślą, że może jakiś leszcz, czy większy krąp przywali. Owszem, nastąpiło piękne branie, ale był to tylko 38 cm jazik, który miał w pyszczku pełno kolorowych.


    Oczywiście, jak zawsze, rybki odzyskały wolność i znowu Pawłowi udało się zrobić fajną fotkę, przy wypuszczaniu jednej z nich:)

  • wedkarz2309 2011-06-15 19:16:46

    Płyń chudzino i żeruj dalej na uklejach!

  • wedkarz2309 2011-06-20 22:25:13

    Z 17 na 18 czerwca, wybrałem się z Pawłem (gruncik28) na nockę:)

    Łowienie zaczęliśmy ok. 21.30 i gdy jeszcze nie skończyłem łowić ukleji na sandacza, to Paweł już wyjął ładnego klenia na groch - 47 cm:)

    Przez noc nie działo się za wiele, dopiero przed godz. 6 rano, gdy założyłem czerwonego robaka, przydoił ładny, 51 cm kleń - brązowy medal i wyrównana życiówka:)

    I to był początek dobrych i dosyć częstych brań, łącznie złowiliśmy bodaj 7 kleni do 51 cm i 2 jazie do 38 cm:)

     

    Jak na razie Pawła życiówka - 47 cm:)



Reklama
Reklama