Reklama
  • pawelz 2010-02-24 09:29:06

    To co dla Ciebie jest przyjemnoscia, dla innych moze byc udreka. Dla wielu wedkarzy piekno przyrody moze w znacznym stopniu utrudnic lowienie. Nie kazdy moze miec sily, checi czy mozliwosci zeby dymac pieszo np. 2 km do lowiska, bo nie ma dojazdu. Dlaczego twoje odczucie przyjemnosci ma byc wazniejsze od innych.

    A teraz o tych wyrybieniach. Caly czas sie upierasz ze to niemozliwe. Nie wiem jak mam Cie przekonac, mimo ze podaje Ci przyklady z zycia. Nie jakies wyssane z palca. Podalem Ci konkretne nazwy lowisk i czas. Konkretne sytuacje ktore sie wydarzyly. Nie jakies domysly czy przypuszczenia. Czego trzeba wiecej. Mowisz ze tamci ludzie to miesiarze. Tak. Ale takich jest wsrod 600000 rzeszy wedkarzy zdecydowana wiekszosc. Jestem o tym przekonany, patrzac co dzieje sie na woda. Mowisz po co im tyle ryb. Nie obraz sie, ale mlody jestes i niewiele widziales. Na Zalewie Sulejowskim, kilka lat temu jak bral leszcz, ludzie potrafili ciagnac go workami. po 20-30 kg. Nie bylo limitu, wymiaru ochronnego. Przywozili to do domu (sam bylem swiadkiem) zeby pochwalic sie sasiadom, brali 2-3 szt, kilka udalo im sie rozdac, a reszta ladowala w smietniku. To sa fakty z zycia. Jesli sie z takimi i podobnymi nie spotkales, to zyjesz w szczesliwym swiecie. Mialem na Pilicy ulubione lowisko na muche. tzw. szyna (inaczej larsen). Sa na tym forum wedkarze z Tomaszowa, wiec pewnie potwierdza to co napisalem. Jak zaczynalem przygode z muszkarstwem, lowilem tam piekne jazie (moj rekord to dublet 45 i 46 cm - ale byla jazda). I tak bylo przez lat kilka. Pewnego razu pojawil sie gosc, lowil na splawik. Przyjechalem na poczatku maja pierwszy raz w sezonie. Zdziwienie, zero ryb. Zaczalem z nim gadac. Facet powiedzial, ze w dlugi weekend majowy z kumplami wyjeli ponad 100 jazi. Z tego co widzialem gosc ryb nie wypuszczal. No i tak skonczylo mi sie fajne lowisko. Owszem, cos tam jeszcze zlowie, ale czasy prosperity minely.



Reklama
Reklama