" Tu proszę odpowiadać na temat podany na początku wątku "
A za kogo szanowny kol. siebie uważa ? pouczając innych co mają robić. Jak się coś nie podoba proszę to zgłaszać do centrali portalu , a nie starać się dyrygować zamieszczonymi treściami.
A propos przeciwników karpia i amura to mam jakieś głupie szczęście :))) że jak spotykam na forum przeciwnika tych ryb to w 95% jak wchodzę w profil takiej osoby to widzę w galerii nie duże ryby lub osoba jest anonimowa, nad wodą jest podobnie w 95% przeciwnik :) ma marne wyniki a gdy spotykam na forum lub nad wodą wędkarza z prawdziwego zdarzenia, który łowi piękne ryby i czy to są sumy, szczupaki, liny,leszcze czy inne to również w około 95% jest zupełnie odwrotnie, wędkarz jest przyjaźnie nastawiony do tych gatunków.
Jakbym znał to zdanie ;-)Ja też mam szczęście, że na rybach nikt nigdy nie powiedział w oczy, że karp to taki szkodnik...JK JKarp Może sie kiedyś spotkamy na sandaczach wtedy Ci to powiem:) Do tego czasu na wszelki wypadek bede powtarzał to każdemu napotkanemu wędkarzowi.
Ostatnio panuje słuszna moda na wypuszczanie złowionych ryb. Dla mnie i wielu innych wędkarzy ryba to prawdziwy przysmak, nie ma nic smaczniejszego niż usmażona w chrupiącej panierce rybka, a do tego zimne piwko. Ryby w sklepie są zazwyczaj drogie i nie pierwszej świeżości. Do tego w domu czeka żona, która ciężko znosi wydawane przez męża pieniądze na pozwolenia sprzęt, i zanęty. Należy więc kilka razy wrócić z rybą. Moja propozycja jest taka aby w granicach limitów i wymiarów ochronnych, pozwolić sobie na zabranie w ciągu roku tylu kilogramów ryb ile by się nam udało kupić w sklepie za równowartość wykupionego pozwolenia. Dla przykładu : W tym roku wpłaciłem na konto PZW 235 zł, można za to kupić w sklepie ok 13 kg karpia, wiec w myśl wyżej wymienionej zasady tyle mogę zabrać w ciągu roku i zjeść ze smakiem i na zdrowie. Analogicznie z innymi gatunkami. Po osiągnięci limitu już tylko wędkuję a rybą pozwalam cieszyć się życiem. Myślę iż w ten sposób pozostajemy z czystym sumieniem, zaspokajamy swój apetyt nie popadając w mięsiarstwo. Co koleżanki i koledzy z forum sądzą o takim podejściu do sprawy? zapraszam do dyskusji. Kamil Filip.
To jest bardzo zdrowe podejście, przecież nikt nie zabrania i nie krytykuje zabierania ryb z łowiska tylko róbmy to z rozsądkiem, złapiesz 30 leszczy weź sobie 4 czy pięć resztę wypuść, bo po co i na co komu tyle. Bynajmniej ja tak postępuje ze złowionymi rybami, jak najdzie mnie ochota to cos tam zabiorę, ale reszta wraca do wody.
Wiadomo 30 na raz to mała przesada, lecz 4 to też przesada tylko że w drugą stronę. Co ja mam sobie zrobić z 4 leszczy? Zależy od ryby, ale np. jeśli chodzi o leszcze, płotki czy też wzdręgi to biorę owych rybek z 15-20 (oczywiście jeśli tyle złowię). Po przyjściu do domu z 5-10 na grilla, a reszta do słoja :) U mnie ryby się nie marnują bo bardzo je lubię. Jak kto woli. Mięsiarzem nie jestem, ale często biorę rybki do domu (oczywiście zgodnie z wymiarem ochronnym i limitem wyznaczonym przez RAPR.
jesli te 20 zjesz to spoko, tylko są tacy co wezmą 20 a połowę wyrzucą...
Witam kolegów i ów wypowiem sie na ten temat,który dla mnie ma sens. Wiadimo,że debil który bierze wiadro karasi,połowe w zalewę,a połowę dla kotka nie przeczyta tego,ale my prawdziwi wędkarze porozmawiamy i moze nabierzemy więcej sił,aby takich baranów gonić z nad wody. Dla mnie zasada catch&relase jest idiotyzmem. Czy my tym uratyjemy łowiska? ...raczej nie! Jakie jest PZW takie jest,owszem płace,ale cena tu nie gra roli,bo nie o to chodzi w amatorskim połowie ryb. Jest regulamin,którego przestrzegam,a smak własnoręcznie złowionego przysmaku-bezcenne ;) Osobiście jestem za podniesieniem wymiarów i okresów ochronnych,ale tak samo jak ze zwiększeniem kontroli,kar nie tylko za brak uprawnień,ale za zaśmiecanie! Jestem też za zniesieniem rybołówstwa śródlądowego (PZW-Polski Związek Wyżywienia "narodu") Czy my damy radę to zmienić? ...ciężko, ale pogonić starego dziadka,albo grupkę chłystków w pojędynkę,góra z kolegą damy radę,a jak stawia opór to wpier...... Jak któryś z kolegów napisał,temat rzeka.... Ale czy my (beze mnie) wędkarze jesteśmy tacy święci idąc ku zasadzie złów i wypuść? Jestem wędkarzem,który nie ma echosondy,GPS-a,nawet nie mam łódki... nie prowadzę dzienników,nie oglądam pogody,nie patrze nawet na termometr....ect. ect... Ale nie mogę się doczekać kolejnej wyprawy na ryby,nawet gdy ostatnia,po pokonaniu chyba maratonu olimpijskiego zakończyła się niczym,nawet skubnięciem,a co dopiero jak szczupły uderzy ;););) ...mocniej chyba wali serducho ;)
No tak. Zapłaciłem za zezwolenia w zeszłym roku 360zł łącznie. Ryby które zabrałem znad wody - kupowane w sklepie - kosztowałby dużo więcej. I wcale nie zamierzam się z tym kryć. Ryb nie wyrzucałem. Kot dostał może z 3 okonie, bo sierściuch rozpieszczony, za rybami nie przepada... Kilka sandaczy dostała babcia, kilka siostra i znajomi. Sam miałem tyle, że co piątek mieliśmy rybkę na obiad i wcale nie żałuję, że zabrałem ich tyle :) Płotki, karasie, leszcze w occie czy to całe, czy jako kulki też niczego sobie. W tym roku też będę zabierał, w przyszłym również. A niektórzy ryb nie zabierają i ja to szanuję. Tylko pytanie z jakich powodów nie zabierają? Są tacy, którzy rzeczywiście propaguję C&R, ale są tacy, którzy sandaczy nie zabierają bo uważają, że ich nie ma... Sporo takich spotkałem :) Słowem podsumowania: Dobra rybka na patelni nie jest zła :)
Poczytałem sobie wątek i widze że na prawdę nie ma on większego sensu choć większość ma łeb na karku a nie helloween-ową dynie.powiem teraz cos całkiem od siebie,rybę czasem wezme,no kile mnie drażnią bo przez nich jestem skazany na karpie a co do ryb ze sklepu to niechce się znów dowiedzieć że 5 lat leżały w lodzie a by dodac jeszcze dziegciu to dodam że miałem okazje widzieć jak wygląda droga droga "świeżej ryby "od połowu do lady sklepowej i w życiu już tego nie kupie .W całości w zeszłym sezonie zabrałem może 20 sztuk łącznie z żywcami i nieco więcej z tak zwanych dzikich stawów gdzie co o zgrozo zawsze da się coś złowić mimo tego że miejscowi biorą wszystko jak leci
W naszym piknym kraju już tak jest, że "Jezusów" mamy dostatek. Każdy zabierze maksymalnie "7" rybek rocznie a ułomków nie "7" a 70 koszy po każdym zebrać idzie:) No cóż taka mnie naszła refleksja czytając wątek o zdroworozsądkowym zabieraniu ryb:):)
Ok 89Krzysztofie,aby było wszystko w regulaminie i porządek po sobie ;)
a kontrolowali mnie w niedzielę, co do porządku na stanowisku nie mieli zastrzeżeń, co do ilości ryb zabranych również. Nie jestem aż tak napalony na ryby żeby zabierać ile się da. :)
No własnie może skupmy się na prządku bo to bardziej przyda się naturze no i co moim zdaniem najważniejsze ograniczeniu zanęty (nie mam na myśli wyeliminowanie ale ograniczenie) bo trzeba zdać sobie sprawę ile tlenu z wody potrzeba by rozłożyć kilo np. chleba
A niektórzy ryb nie zabierają i ja to szanuję. Tylko pytanie z jakich
powodów nie zabierają? Są tacy, którzy rzeczywiście propaguję C&R,
ale są tacy, którzy sandaczy nie zabierają bo uważają, że ich nie ma...
Sporo takich spotkałem :) Słowem podsumowania: Dobra rybka na patelni nie jest zła :)
Nie w każdej wodzie i nie w każdym rejonie jest sandacza pod dostatkiem, jeżeli wypuszczają to dobrze bo dbają aby było ich więcej kol. Krzysztofie i za to ich ganić nie można. Poniżej 60 też wypuszczam chociaż tych mniejszych jest najwięcej. Ale w tamtym roku gdybym złowił jesienią poniżej 60 cm to bym pewnie nie wypuścił bo od pażdziernika wymiarowego nie złowiłem a na święta chcialem mieć sandaczyka.
Poniżej 60 też wypuszczam chociaż tych mniejszych jest najwięcej. Ale w tamtym roku gdybym złowił jesienią poniżej 60 cm to bym pewnie nie wypuścił bo od pażdziernika wymiarowego nie złowiłem a na święta chcialem mieć sandaczyka.
Ganiać nie trzeba jak zabieraja,ale to nie jest podejście! Ja tez jesienią pomimo trzech wypadów nie miałem ryby (w zanadrzu tez nie) a za czwartym złapałem dwie 50-tki i puściłem je bo wydawały mi się za chude?! ;)
Wędkujemy z żoną dla przyjemności.Nie widzę nic strasznego w tym,że zjemy nad wodą parę sztuk .Jeśli natomiast trafi się większa ryba,to zabieramy do domu.Reszta trafia do wody.Bierzemy tyle ile zjemy.Małe rybki i te bardzo duże pływają sobie dalej.Wystarczy pamiętać,że ryba nie grzyb i przez noc nie urośnie.
Wędkujemy z żoną dla przyjemności.Nie widzę nic strasznego w tym,że zjemy nad wodą parę sztuk .Jeśli natomiast trafi się większa ryba,to zabieramy do domu.Reszta trafia do wody.Bierzemy tyle ile zjemy.Małe rybki i te bardzo duże pływają sobie dalej.Wystarczy pamiętać,że ryba nie grzyb i przez noc nie urośnie.
W 100% zgadzam się z ostatnim zdaniem w wyżej napisanym pśscie.
Nie można kogoś źle osądzać za to, że zabrał rybę zgodnie z limitem i wymiarami. Jednak należało by zadać pytanie stanowiącym regulamin, jak jeszcze długo nasze wody (PZW) taka presję wytrzymają. Zazwyczaj pierwsze dwa miesiące, a później o limitach można tylko pomarzyć! Lubie nie tylko wędkować , ale i smaczną rybkę zjeść. Staram się jednak wypuszczać okazy, niech coś zostanie dla innych wędkarzy dla sportowej walki. Jestem jednocześnie, widząc co dzieje się na wielu wodach, coraz bardziej przekonany do ograniczenia dopuszczalnych limitów, wprowadzenia górnych wymiarów ochronnych. Nasze wody dłużej nie uniosą takiego obciążenia, na jak dotychczas pozwalają regulaminy.
Ja wędkuje 5 lat zaszczepił mnie teściu , i zabieram ryby wymiarowe oprócz okonia bo dla mnie jego wymiar jest za mały ja zabieram od 20 cm w górę te mniejsze niech rosną ewentualnie do wiaderka i wrzucam na Połczyńskiej na Bemowie gdzie była przyducha i tego gatunku brak.
Dziś jest 1 IV to jak sie wstaje z łóżka to niewolno patrzeć w lustro bo dzień za poważnie przemija .Ja nie patrzyłem dlatego napisalem że latwiej jest rybę do kuchni zabrać aniżeli kuchnie taszczyć na ryby...
Gdyby każdy brał z rozsądkiem a nie ślepo zasłaniał się Regulaminem, to niepotrzebne byłoby C&R, takie tematy, setki wyzwisk i kłótni. Śmieszne jest fanatyczne no kill jak i pierdzielenie że musi się karta zwrócić, że w ten sposób oszczędzam itd. Ale jeśli będziemy oprócz swoich potrzeb zjedzenia świeżej rybki własnoręcznie złapanej, spełniać potrzeby taty, brata, cioci, stryja, szwagra, wuja, kuzyna, sąsiada Zenka itd to pozostanie nam jedynie stanie pod sklepem wędkarskim i krzywienie ryja z pretensjami : "Ło panie nie zarybajao a straż wogle nie pilnuje"
całkowicie się z kolegom zgadzam,największym zagrożeniem dla populacji ryb w naszych wodach PZW jest ,,PAZERNY WĘDKARZ".. i,,DRAPIEŻNA WYDRA"..!!!!!!!!!!!!
Jak dla mnie, stosującego zasadę "złów i wypuść" jest wiele argumentów, które przemawiają właśnie za tego typu wędkarstwem. Po pierwsze właśnie to co już zostało powiedziane. Każdy ma prawo zabierać zgodnie z limitem - tylko jak długo wody przy tym wytrzymają? Dodam że wszystkie zanęty (a jak czytam co ludzie wymyślają to naprawdę niejednokrotnie stwierdzam że ich pomysłowość nie zna granic) zaśmiecają środowisko okropnie, mało już jest miejsc gdzie woda jest czysta. Po drugie ludzie łowią naprawdę olbrzymie ilości ryb, nie liczy się ich nawet na sztuki tylko na tony. Mało kto zastanawia się na tym że to są przecież czujące istoty, bardzo wrażliwe na bodźce zewnętrzne, a przerzucane są kilogramami, wiadrami jak węgiel czy drewno. Wydaje mi się że nie ma sensu pomnażać tego cierpienia przez dodatkowe wynoszenie ryb. Może moje podejście zostanie wyśmiane ale wydaje mi się, że każdy człowiek obcujący z przyrodą powinien mieć tę wrażliwość. Pisał tu ktoś że rybołówstwo śródlądowe powinno zniknąć i ja się z nim zgadzam z wielu powodów, ale jak na razie ono ciągle jest obecne, i nasze gadanie tu nic nie pomoże. No i to co już zostało powiedziane. Gdzie jest ta granica, mogę zabrać rybę dla siebie (bo ja płacę składki) ale jak mam dużą rodzinę to co wtedy? Mam odmówić żonie, dzieciom, naszym rodzicom którzy z nami mieszkają? W jednym domu jest dwóch domowników a w innym ośmioro. Skoro ten co ma tylko żonę może zabrać dla siebie i żony, to dlaczego kto inny nie może dla dzieci, rodziców, dziadków, wujka. Każdy sobie myśli "raz nie zaszkodzi", ale no właśnie, raz wystarczy. A już w ogóle śmieszne mi się wydaje mówienie "płacę - zabieram". Czym dla nas jest wędkarstwo, sportem, zdrową rywalizacją, czy rzemiosłem? Jak chodzisz na siłownię, też płacisz, bo możesz z niej korzystać (tak jak tutaj korzystasz z wody i stanowiska, którego utrzymanie kosztuje), ale nie uzurpujesz sobie prawa do wynoszenia z niej sprzętu.
Zabory, okupacja, komuna i inne plagi "egipskie" dawno się skończyły, dorastają kolejne pokolenia, bardziej świadome, lepiej wykształcone, wręcz można powiedzieć pokolenia światowców, a my ciągle z mentalnością jak we wspomnianych okresach. Im więcej się wyciągnie, tym lepiej. Wód nam nie przybywa, a wędkujących coraz więcej, pytanie pozostaje więc, co dalej i jak długo się tak pociągnie?
Do janek 4 nie kazdy jest mięsiażem i moim zdaniem ma prawo do ryby,jestem ciekaw czy masz auto i placisz OC a jak masz to czy nim nie jeżdzisz w imie ochrony przyrody czyli zgodnie z Twoim zdaniem płacę ale nie korzystam
Nie można wędkarzowi odmówić zabrania ryby ale podkreślam to zawsze. RAPR nie może być dla nas wyznacznikiem Bóg wie czego. Po jaką cholerę ciągać codziennie siatki ryb do domu tylko dlatego, że mam takie prawo. Trzeba zacząć samemu myśleć i analizować czy tyle ryby mi się przyda. Owszem, każdemu z nas zdarzyło się zabrać złowioną rybkę dla kolegi czy kogoś tam ale bez przesady, żeby robić z siebie hurtownie ryb dla wszystkich znajomych tylko dlatego, że mogę robić to w świetle prawa. Trzeba się oduczyć takiego czegoś, że jak coś jest dozwolone to trzeba to wykorzystać do dna. Prosty przykład : dobry wędkarz potrafi spod lodu nałapać masę okoni, teraz niech ktoś sobie wyobrazi jak zgodnie z regulaminem targa 5 kg dziennie do domu - przecież ma takie prawo.
Nie można wędkarzowi odmówić zabrania ryby ale podkreślam to zawsze. RAPR nie może być dla nas wyznacznikiem Bóg wie czego. Po jaką cholerę ciągać codziennie siatki ryb do domu tylko dlatego, że mam takie prawo. Trzeba zacząć samemu myśleć i analizować czy tyle ryby mi się przyda. Owszem, każdemu z nas zdarzyło się zabrać złowioną rybkę dla kolegi czy kogoś tam ale bez przesady, żeby robić z siebie hurtownie ryb dla wszystkich znajomych tylko dlatego, że mogę robić to w świetle prawa. Trzeba się oduczyć takiego czegoś, że jak coś jest dozwolone to trzeba to wykorzystać do dna. Prosty przykład : dobry wędkarz potrafi spod lodu nałapać masę okoni, teraz niech ktoś sobie wyobrazi jak zgodnie z regulaminem targa 5 kg dziennie do domu - przecież ma takie prawo.
Kolego morze i na śląsku macie Eldorado i Kanadę itp.
I można u was co dzień można złowić 5kg. Białej ryby i zabrać do domu - gratuluję
U nas w Polsce centralnej dzięki chordom rybaków spod szyldu PZW .
Tysiącom kormoranów i zwykłych kłusoli .
Aby zabrać 5kg. Białej ryby trzeba siedzieć tydzień .
Zapraszam do nas i pokaż jak to się łowi i wypuszcza co dzienny limit drapieżników (których nie ma)
najpierw ta ryba musi być , potem trzema umieć ją złowić , a potem można się zastanowić czy ją zabrać czy wypuścić.
A nie tylko machać szabelką i pokrzykiwać jacy to wędkarze są źli , be , brzydcy , zabierają co dzień pięć kg. Białej ryby na której utuczyły by się twoje spinningowe drapieżniki które potem byś złowił i wypuścił .
no to teraz by sie nie rozdrabniac.w zeszłym sezonie byłem 52 dni na rybach i nie mialem dnia bez ryby zabrałem łącznie 12 sztuk(właśnie sprawdzilem rejestr) + z dzikich może z 50-głównie żywce a tam spędziłem może ok miesiąca
No u nas rybaków praktycznie nie ma, a swoją odpowiedź oparłem w dużej mierze na tym co piszą inni użytkownicy tego forum. Najlepiej niech się ktoś wypowie z wędkujących na lodzie co się tam wyprawia jak ryba dobrze bierze. Nie powiedziałem też, że to jest wina tylko i wyłącznie wędkarzy. Ale wbrew wszystkiemu wędkarzy w Polsce jest kilkaset tysięcy, więc mamy także duży wpływ na rybostan. Zacznijmy od tego, że RAPR jest do niczego, ZG PZW dba bardziej o swój i rybaków interes niż wędkarzy. Jak się słyszy termin "Racjonalna Gospodarka Rybacka" oraz "Odłowy kontrolne" to aż się krew w człowieku gotuje. Z tym wszystkim ciężko jest nam szarym ludziom walczyć, ale jak by tak każdy patrzył bardziej logicznie a nie tylko przez pryzmat regulaminu, to tak duża grupa ludzi - wędkarzy ma szansę wpłynąć jakkolwiek na stan wód.
Jak chcesz ustanawiać sobie limity zabieranych ryb względem kasy wpłaconej do PZW to proponuję odstawić wędkę i iść prosto do sklepu rybnego. Wiadomo jak u nas wygląda łowienie ryb - kontrola jest zerowa, rejestry wypisywane są na kolanie pod koniec sezonu a wiele osób myśli właśnie tak, że jak płaci to ryba ma być, wymiar nie wymiar okres ochronny czy nie ma być i tyle. Tylko i wyłącznie zdrowy rozsądek i kultura nad wodą może pomóc.
W zasadzie nie chodziło mi o to ze opłata musi się zwrócić, ale o to by wartość wykupionego zezwolenia (nie całości wydanych pieniędzy na wędkowanie) narzucała nam limit zabijanych ryb. Kolega Tomas81, zwrócił mi słuszną uwagę na to ze małych i tanich ryb można by zabrać w ten sposób bardzo dużo. Pewnie dlatego też są tanie że występują masowo i z reguły są niesmaczne np wzdręga. Okoń z drugiej strony jest bardzo dobry... Tak czy inaczej z zasadą no kil nie należy przesadzać i i nie rozumiem nacisków i wrogich min kiedy zabieram sobie na kolację 3 kilogramowego karpia(de facto obcy gatunek). Zapłaciłem na zarybianie więc ta ryba poniekąd należy do mnie. Natomiast kiedy ktoś w ciągu roku wyciąga z jeziora 50 kg karpia to już przesadza tym bardziej iż dawno już przekroczył wartość sumy wpłaconej do PZW.
Dlatego mam nadzieję, że starzy mięsiarze niedługo powymierają a nowe pokolenie wędkarzy będzie bardziej świadome w swoich działaniach. Nie wiem czy słusznie ale wydaje mi się że sytuacja z rybami zacznie się u nas na przestrzeni lat poprawiać w końcu dzisiejsza młodzież całe dnie spędza przy kompie lub ze smartphonem w ręku żyjąc w wirtualnym świecie. Tak więc za kilka kilkanaście lat powinno u nas zostać stosunkowe nie wielkie grono prawdziwych wędkarzy
Jak nad każym jeziorem,zalewem czy rzeką są wędkarze starszego rocznika( nie mówie,że wszyscy) którzy biorą do siaty co popadnie nawet 5cm-trową płotke, a wtedy je sprzedają to według mnie mija się to z celem wędkowania żeby łowić dla zysku.
" Tu proszę odpowiadać na temat podany na początku wątku "
A za kogo szanowny kol. siebie uważa ? pouczając innych co mają robić.
Jak się coś nie podoba proszę to zgłaszać do centrali portalu , a nie starać się dyrygować zamieszczonymi treściami.
A propos przeciwników karpia i amura to mam jakieś głupie szczęście :))) że jak spotykam na forum przeciwnika tych ryb to w 95% jak wchodzę w profil takiej osoby to widzę w galerii nie duże ryby lub osoba jest anonimowa, nad wodą jest podobnie w 95% przeciwnik :) ma marne wyniki a gdy spotykam na forum lub nad wodą wędkarza z prawdziwego zdarzenia, który łowi piękne ryby i czy to są sumy, szczupaki, liny,leszcze czy inne to również w około 95% jest zupełnie odwrotnie, wędkarz jest przyjaźnie nastawiony do tych gatunków.
Jakbym znał to zdanie ;-)Ja też mam szczęście, że na rybach nikt nigdy nie powiedział w oczy, że karp to taki szkodnik...JK
Jakbym znał to zdanie ;-)Ja też mam szczęście, że na rybach nikt nigdy nie powiedział w oczy, że karp to taki szkodnik...JK
JKarp
Może sie kiedyś spotkamy na sandaczach wtedy Ci to powiem:) Do tego czasu na wszelki wypadek bede powtarzał to każdemu napotkanemu wędkarzowi.
To łowisz sandacze Diablo ? Nigdy bym na to nie wpadł...
To łowisz sandacze Diablo ? Nigdy bym na to nie wpadł...
"Łowię" to może za dużo powiedziane. Od dwóch sezonow staram sie łowić. Na razie kilka niewielkich. Niestety w mojej okolicy ciężko z sandaczem.
Zero większej perspektywy kolego diablo.
Ostatnio panuje słuszna moda na wypuszczanie złowionych ryb. Dla mnie i wielu innych wędkarzy ryba to prawdziwy przysmak, nie ma nic smaczniejszego niż usmażona w chrupiącej panierce rybka, a do tego zimne piwko. Ryby w sklepie są zazwyczaj drogie i nie pierwszej świeżości. Do tego w domu czeka żona, która ciężko znosi wydawane przez męża pieniądze na pozwolenia sprzęt, i zanęty. Należy więc kilka razy wrócić z rybą. Moja propozycja jest taka aby w granicach limitów i wymiarów ochronnych, pozwolić sobie na zabranie w ciągu roku tylu kilogramów ryb ile by się nam udało kupić w sklepie za równowartość wykupionego pozwolenia. Dla przykładu : W tym roku wpłaciłem na konto PZW 235 zł, można za to kupić w sklepie ok 13 kg karpia, wiec w myśl wyżej wymienionej zasady tyle mogę zabrać w ciągu roku i zjeść ze smakiem i na zdrowie. Analogicznie z innymi gatunkami. Po osiągnięci limitu już tylko wędkuję a rybą pozwalam cieszyć się życiem. Myślę iż w ten sposób pozostajemy z czystym sumieniem, zaspokajamy swój apetyt nie popadając w mięsiarstwo. Co koleżanki i koledzy z forum sądzą o takim podejściu do sprawy? zapraszam do dyskusji. Kamil Filip.
To jest bardzo zdrowe podejście, przecież nikt nie zabrania i nie krytykuje zabierania ryb z łowiska tylko róbmy to z rozsądkiem, złapiesz 30 leszczy weź sobie 4 czy pięć resztę wypuść, bo po co i na co komu tyle. Bynajmniej ja tak postępuje ze złowionymi rybami, jak najdzie mnie ochota to cos tam zabiorę, ale reszta wraca do wody.
Wiadomo 30 na raz to mała przesada, lecz 4 to też przesada tylko że w drugą stronę. Co ja mam sobie zrobić z 4 leszczy? Zależy od ryby, ale np. jeśli chodzi o leszcze, płotki czy też wzdręgi to biorę owych rybek z 15-20 (oczywiście jeśli tyle złowię). Po przyjściu do domu z 5-10 na grilla, a reszta do słoja :) U mnie ryby się nie marnują bo bardzo je lubię. Jak kto woli. Mięsiarzem nie jestem, ale często biorę rybki do domu (oczywiście zgodnie z wymiarem ochronnym i limitem wyznaczonym przez RAPR.
jesli te 20 zjesz to spoko, tylko są tacy co wezmą 20 a połowę wyrzucą...
Witam kolegów i ów wypowiem sie na ten temat,który dla mnie ma sens. Wiadimo,że debil który bierze wiadro karasi,połowe w zalewę,a połowę dla kotka nie przeczyta tego,ale my prawdziwi wędkarze porozmawiamy i moze nabierzemy więcej sił,aby takich baranów gonić z nad wody. Dla mnie zasada catch&relase jest idiotyzmem. Czy my tym uratyjemy łowiska? ...raczej nie! Jakie jest PZW takie jest,owszem płace,ale cena tu nie gra roli,bo nie o to chodzi w amatorskim połowie ryb. Jest regulamin,którego przestrzegam,a smak własnoręcznie złowionego przysmaku-bezcenne ;) Osobiście jestem za podniesieniem wymiarów i okresów ochronnych,ale tak samo jak ze zwiększeniem kontroli,kar nie tylko za brak uprawnień,ale za zaśmiecanie! Jestem też za zniesieniem rybołówstwa śródlądowego (PZW-Polski Związek Wyżywienia "narodu") Czy my damy radę to zmienić? ...ciężko, ale pogonić starego dziadka,albo grupkę chłystków w pojędynkę,góra z kolegą damy radę,a jak stawia opór to wpier...... Jak któryś z kolegów napisał,temat rzeka.... Ale czy my (beze mnie) wędkarze jesteśmy tacy święci idąc ku zasadzie złów i wypuść? Jestem wędkarzem,który nie ma echosondy,GPS-a,nawet nie mam łódki... nie prowadzę dzienników,nie oglądam pogody,nie patrze nawet na termometr....ect. ect... Ale nie mogę się doczekać kolejnej wyprawy na ryby,nawet gdy ostatnia,po pokonaniu chyba maratonu olimpijskiego zakończyła się niczym,nawet skubnięciem,a co dopiero jak szczupły uderzy ;););) ...mocniej chyba wali serducho ;)
No tak. Zapłaciłem za zezwolenia w zeszłym roku 360zł łącznie. Ryby które zabrałem znad wody - kupowane w sklepie - kosztowałby dużo więcej. I wcale nie zamierzam się z tym kryć. Ryb nie wyrzucałem. Kot dostał może z 3 okonie, bo sierściuch rozpieszczony, za rybami nie przepada...
Kilka sandaczy dostała babcia, kilka siostra i znajomi. Sam miałem tyle, że co piątek mieliśmy rybkę na obiad i wcale nie żałuję, że zabrałem ich tyle :)
Płotki, karasie, leszcze w occie czy to całe, czy jako kulki też niczego sobie. W tym roku też będę zabierał, w przyszłym również.
A niektórzy ryb nie zabierają i ja to szanuję. Tylko pytanie z jakich powodów nie zabierają? Są tacy, którzy rzeczywiście propaguję C&R, ale są tacy, którzy sandaczy nie zabierają bo uważają, że ich nie ma... Sporo takich spotkałem :)
Słowem podsumowania: Dobra rybka na patelni nie jest zła :)
Ok 89Krzysztofie,aby było wszystko w regulaminie i porządek po sobie ;)
Poczytałem sobie wątek i widze że na prawdę nie ma on większego sensu choć większość ma łeb na karku a nie helloween-ową dynie.powiem teraz cos całkiem od siebie,rybę czasem wezme,no kile mnie drażnią bo przez nich jestem skazany na karpie a co do ryb ze sklepu to niechce się znów dowiedzieć że 5 lat leżały w lodzie a by dodac jeszcze dziegciu to dodam że miałem okazje widzieć jak wygląda droga droga "świeżej ryby "od połowu do lady sklepowej i w życiu już tego nie kupie .W całości w zeszłym sezonie zabrałem może 20 sztuk łącznie z żywcami i nieco więcej z tak zwanych dzikich stawów gdzie co o zgrozo zawsze da się coś złowić mimo tego że miejscowi biorą wszystko jak leci
https://www.youtube.com/watch?v=_LZu7BP46vU Szkoda,że pozakrywane maja facjaty!
W naszym piknym kraju już tak jest, że "Jezusów" mamy dostatek. Każdy zabierze maksymalnie "7" rybek rocznie a ułomków nie "7" a 70 koszy po każdym zebrać idzie:) No cóż taka mnie naszła refleksja czytając wątek o zdroworozsądkowym zabieraniu ryb:):)
https://www.youtube.com/watch?v=_LZu7BP46vU Szkoda,że pozakrywane maja facjaty!
Ok 89Krzysztofie,aby było wszystko w regulaminie i porządek po sobie ;)
a kontrolowali mnie w niedzielę, co do porządku na stanowisku nie mieli zastrzeżeń, co do ilości ryb zabranych również. Nie jestem aż tak napalony na ryby żeby zabierać ile się da. :)
No własnie może skupmy się na prządku bo to bardziej przyda się naturze no i co moim zdaniem najważniejsze ograniczeniu zanęty (nie mam na myśli wyeliminowanie ale ograniczenie) bo trzeba zdać sobie sprawę ile tlenu z wody potrzeba by rozłożyć kilo np. chleba
A niektórzy ryb nie zabierają i ja to szanuję. Tylko pytanie z jakich powodów nie zabierają? Są tacy, którzy rzeczywiście propaguję C&R, ale są tacy, którzy sandaczy nie zabierają bo uważają, że ich nie ma... Sporo takich spotkałem :)
Słowem podsumowania: Dobra rybka na patelni nie jest zła :)
Nie w każdej wodzie i nie w każdym rejonie jest sandacza pod dostatkiem, jeżeli wypuszczają to dobrze bo dbają aby było ich więcej kol. Krzysztofie i za to ich ganić nie można.
Poniżej 60 też wypuszczam chociaż tych mniejszych jest najwięcej. Ale w tamtym roku gdybym złowił jesienią poniżej 60 cm to bym pewnie nie wypuścił bo od pażdziernika wymiarowego nie złowiłem a na święta chcialem mieć sandaczyka.
Poniżej 60 też wypuszczam chociaż tych mniejszych jest najwięcej. Ale w tamtym roku gdybym złowił jesienią poniżej 60 cm to bym pewnie nie wypuścił bo od pażdziernika wymiarowego nie złowiłem a na święta chcialem mieć sandaczyka.
Ganiać nie trzeba jak zabieraja,ale to nie jest podejście! Ja tez jesienią pomimo trzech wypadów nie miałem ryby (w zanadrzu tez nie) a za czwartym złapałem dwie 50-tki i puściłem je bo wydawały mi się za chude?! ;)
Płace więc zabieram ryby... do kuchni.
Wydaje mi sie że prawidłowo, bo cieżko by było kuchnie zabrać na ryby?
Wędkujemy z żoną dla przyjemności.Nie widzę nic strasznego w tym,że zjemy nad wodą parę sztuk .Jeśli natomiast trafi się większa ryba,to zabieramy do domu.Reszta trafia do wody.Bierzemy tyle ile zjemy.Małe rybki i te bardzo duże pływają sobie dalej.Wystarczy pamiętać,że ryba nie grzyb i przez noc nie urośnie.
Wędkujemy z żoną dla przyjemności.Nie widzę nic strasznego w tym,że zjemy nad wodą parę sztuk .Jeśli natomiast trafi się większa ryba,to zabieramy do domu.Reszta trafia do wody.Bierzemy tyle ile zjemy.Małe rybki i te bardzo duże pływają sobie dalej.Wystarczy pamiętać,że ryba nie grzyb i przez noc nie urośnie.
W 100% zgadzam się z ostatnim zdaniem w wyżej napisanym pśscie.
Jak w temacie i w regulaminie , tyle ile zjem nic na zaś.
waldi 05 , co racja to racja
Nie można kogoś źle osądzać za to, że zabrał rybę zgodnie z limitem i wymiarami.
Jednak należało by zadać pytanie stanowiącym regulamin, jak jeszcze długo nasze wody (PZW) taka presję wytrzymają. Zazwyczaj pierwsze dwa miesiące, a później o limitach można tylko pomarzyć!
Lubie nie tylko wędkować , ale i smaczną rybkę zjeść. Staram się jednak wypuszczać okazy, niech coś zostanie dla innych wędkarzy dla sportowej walki.
Jestem jednocześnie, widząc co dzieje się na wielu wodach, coraz bardziej przekonany do ograniczenia dopuszczalnych limitów, wprowadzenia górnych wymiarów ochronnych. Nasze wody dłużej nie uniosą takiego obciążenia, na jak dotychczas pozwalają regulaminy.
Zgadzam sie. Tak to jest u nas w kraju,że prawo chroni niestety złoczyńców a prawy człowiek cierpi na tym najmocniej...
Witam
Ja wędkuje 5 lat zaszczepił mnie teściu , i zabieram ryby wymiarowe oprócz okonia bo dla mnie jego wymiar jest za mały ja zabieram od 20 cm w górę te mniejsze niech rosną ewentualnie do wiaderka i wrzucam na Połczyńskiej na Bemowie gdzie była przyducha i tego gatunku brak.
Pozdrawiam
Dziś jest 1 IV to jak sie wstaje z łóżka to niewolno patrzeć w lustro bo dzień za poważnie przemija .Ja nie patrzyłem dlatego napisalem że latwiej jest rybę do kuchni zabrać aniżeli kuchnie taszczyć na ryby...
Gdyby każdy brał z rozsądkiem a nie ślepo zasłaniał się Regulaminem, to niepotrzebne byłoby C&R, takie tematy, setki wyzwisk i kłótni. Śmieszne jest fanatyczne no kill jak i pierdzielenie że musi się karta zwrócić, że w ten sposób oszczędzam itd. Ale jeśli będziemy oprócz swoich potrzeb zjedzenia świeżej rybki własnoręcznie złapanej, spełniać potrzeby taty, brata, cioci, stryja, szwagra, wuja, kuzyna, sąsiada Zenka itd to pozostanie nam jedynie stanie pod sklepem wędkarskim i krzywienie ryja z pretensjami : "Ło panie nie zarybajao a straż wogle nie pilnuje"
całkowicie się z kolegom zgadzam,największym zagrożeniem dla populacji ryb w naszych wodach PZW jest ,,PAZERNY WĘDKARZ".. i,,DRAPIEŻNA WYDRA"..!!!!!!!!!!!!
Święte slowa -szacun Kolego
popieram kolege .pozdkawiam
Popieram w 100 %.Pozdrawiam
Proponuję dodanie i na pierwsze miejsce typuję "GOSPODARSTWA RYBACKIE" (dziłające na wodach PZW i nie tylko).
W końcu karta musi sie "zwrócić"
Jak dla mnie, stosującego zasadę "złów i wypuść" jest wiele argumentów, które przemawiają właśnie za tego typu wędkarstwem. Po pierwsze właśnie to co już zostało powiedziane. Każdy ma prawo zabierać zgodnie z limitem - tylko jak długo wody przy tym wytrzymają? Dodam że wszystkie zanęty (a jak czytam co ludzie wymyślają to naprawdę niejednokrotnie stwierdzam że ich pomysłowość nie zna granic) zaśmiecają środowisko okropnie, mało już jest miejsc gdzie woda jest czysta. Po drugie ludzie łowią naprawdę olbrzymie ilości ryb, nie liczy się ich nawet na sztuki tylko na tony. Mało kto zastanawia się na tym że to są przecież czujące istoty, bardzo wrażliwe na bodźce zewnętrzne, a przerzucane są kilogramami, wiadrami jak węgiel czy drewno. Wydaje mi się że nie ma sensu pomnażać tego cierpienia przez dodatkowe wynoszenie ryb. Może moje podejście zostanie wyśmiane ale wydaje mi się, że każdy człowiek obcujący z przyrodą powinien mieć tę wrażliwość. Pisał tu ktoś że rybołówstwo śródlądowe powinno zniknąć i ja się z nim zgadzam z wielu powodów, ale jak na razie ono ciągle jest obecne, i nasze gadanie tu nic nie pomoże. No i to co już zostało powiedziane. Gdzie jest ta granica, mogę zabrać rybę dla siebie (bo ja płacę składki) ale jak mam dużą rodzinę to co wtedy? Mam odmówić żonie, dzieciom, naszym rodzicom którzy z nami mieszkają? W jednym domu jest dwóch domowników a w innym ośmioro. Skoro ten co ma tylko żonę może zabrać dla siebie i żony, to dlaczego kto inny nie może dla dzieci, rodziców, dziadków, wujka. Każdy sobie myśli "raz nie zaszkodzi", ale no właśnie, raz wystarczy. A już w ogóle śmieszne mi się wydaje mówienie "płacę - zabieram". Czym dla nas jest wędkarstwo, sportem, zdrową rywalizacją, czy rzemiosłem? Jak chodzisz na siłownię, też płacisz, bo możesz z niej korzystać (tak jak tutaj korzystasz z wody i stanowiska, którego utrzymanie kosztuje), ale nie uzurpujesz sobie prawa do wynoszenia z niej sprzętu.
@janek4 prawie się popłakałem po przeczytaniu tego co napisałeś :-(
Zabory, okupacja, komuna i inne plagi "egipskie" dawno się skończyły, dorastają kolejne pokolenia, bardziej świadome, lepiej wykształcone, wręcz można powiedzieć pokolenia światowców, a my ciągle z mentalnością jak we wspomnianych okresach. Im więcej się wyciągnie, tym lepiej. Wód nam nie przybywa, a wędkujących coraz więcej, pytanie pozostaje więc, co dalej i jak długo się tak pociągnie?
W końcu karta musi sie "zwrócić"
powiedz ilu wędkarzom zwróciła by się karta
gdy by ktoś dopilnował tych ryb i ciś wporę zrobił
http://www.youtube.com/watch?v=gv5Db0RoUTI
czy ktoś za to odpowie? czy po wsztstkim będą ścigać wendkarza za płotkę zabraną ponad limil połowu ?
boże jak by to odłowić i do rzeki albo jakiegoś jeziora, masakra jakaś ,brak słów
Do janek 4 nie kazdy jest mięsiażem i moim zdaniem ma prawo do ryby,jestem ciekaw czy masz auto i placisz OC a jak masz to czy nim nie jeżdzisz w imie ochrony przyrody czyli zgodnie z Twoim zdaniem płacę ale nie korzystam
Nie można wędkarzowi odmówić zabrania ryby ale podkreślam to zawsze. RAPR nie może być dla nas wyznacznikiem Bóg wie czego. Po jaką cholerę ciągać codziennie siatki ryb do domu tylko dlatego, że mam takie prawo. Trzeba zacząć samemu myśleć i analizować czy tyle ryby mi się przyda. Owszem, każdemu z nas zdarzyło się zabrać złowioną rybkę dla kolegi czy kogoś tam ale bez przesady, żeby robić z siebie hurtownie ryb dla wszystkich znajomych tylko dlatego, że mogę robić to w świetle prawa. Trzeba się oduczyć takiego czegoś, że jak coś jest dozwolone to trzeba to wykorzystać do dna. Prosty przykład : dobry wędkarz potrafi spod lodu nałapać masę okoni, teraz niech ktoś sobie wyobrazi jak zgodnie z regulaminem targa 5 kg dziennie do domu - przecież ma takie prawo.
Drogi Adamie polecam mój pierwszy blog PT.co ze zLOwioną rybą.moim zdaniem jak kazdy miałby takie podejście to byłoby ok.
Nie można wędkarzowi odmówić zabrania ryby ale podkreślam to zawsze. RAPR nie może być dla nas wyznacznikiem Bóg wie czego. Po jaką cholerę ciągać codziennie siatki ryb do domu tylko dlatego, że mam takie prawo. Trzeba zacząć samemu myśleć i analizować czy tyle ryby mi się przyda. Owszem, każdemu z nas zdarzyło się zabrać złowioną rybkę dla kolegi czy kogoś tam ale bez przesady, żeby robić z siebie hurtownie ryb dla wszystkich znajomych tylko dlatego, że mogę robić to w świetle prawa. Trzeba się oduczyć takiego czegoś, że jak coś jest dozwolone to trzeba to wykorzystać do dna. Prosty przykład : dobry wędkarz potrafi spod lodu nałapać masę okoni, teraz niech ktoś sobie wyobrazi jak zgodnie z regulaminem targa 5 kg dziennie do domu - przecież ma takie prawo.
Kolego morze i na śląsku macie Eldorado i Kanadę itp.
I można u was co dzień można złowić 5kg. Białej ryby i zabrać do domu - gratuluję
U nas w Polsce centralnej dzięki chordom rybaków spod szyldu PZW .
Tysiącom kormoranów i zwykłych kłusoli .
Aby zabrać 5kg. Białej ryby trzeba siedzieć tydzień .
Zapraszam do nas i pokaż jak to się łowi i wypuszcza co dzienny limit drapieżników (których nie ma)
najpierw ta ryba musi być , potem trzema umieć ją złowić , a potem można się zastanowić czy ją zabrać czy wypuścić.
A nie tylko machać szabelką i pokrzykiwać jacy to wędkarze są źli , be , brzydcy , zabierają co dzień pięć kg. Białej ryby na której utuczyły by się twoje spinningowe drapieżniki które potem byś złowił i wypuścił .
Nie dajmy się zwariować podtrawiam .
no to teraz by sie nie rozdrabniac.w zeszłym sezonie byłem 52 dni na rybach i nie mialem dnia bez ryby zabrałem łącznie 12 sztuk(właśnie sprawdzilem rejestr) + z dzikich może z 50-głównie żywce a tam spędziłem może ok miesiąca
Pretensje należy kierować nie do wędkarzy tylko do tych którzy zarządzają gospodarką rybną i uchwalają przepisy co do połowu.
No u nas rybaków praktycznie nie ma, a swoją odpowiedź oparłem w dużej mierze na tym co piszą inni użytkownicy tego forum. Najlepiej niech się ktoś wypowie z wędkujących na lodzie co się tam wyprawia jak ryba dobrze bierze.
Nie powiedziałem też, że to jest wina tylko i wyłącznie wędkarzy. Ale wbrew wszystkiemu wędkarzy w Polsce jest kilkaset tysięcy, więc mamy także duży wpływ na rybostan.
Zacznijmy od tego, że RAPR jest do niczego, ZG PZW dba bardziej o swój i rybaków interes niż wędkarzy. Jak się słyszy termin "Racjonalna Gospodarka Rybacka" oraz "Odłowy kontrolne" to aż się krew w człowieku gotuje.
Z tym wszystkim ciężko jest nam szarym ludziom walczyć, ale jak by tak każdy patrzył bardziej logicznie a nie tylko przez pryzmat regulaminu, to tak duża grupa ludzi - wędkarzy ma szansę wpłynąć jakkolwiek na stan wód.
Jak chcesz ustanawiać sobie limity zabieranych ryb względem kasy wpłaconej do PZW to proponuję odstawić wędkę i iść prosto do sklepu rybnego. Wiadomo jak u nas wygląda łowienie ryb - kontrola jest zerowa, rejestry wypisywane są na kolanie pod koniec sezonu a wiele osób myśli właśnie tak, że jak płaci to ryba ma być, wymiar nie wymiar okres ochronny czy nie ma być i tyle. Tylko i wyłącznie zdrowy rozsądek i kultura nad wodą może pomóc.
W zasadzie nie chodziło mi o to ze opłata musi się zwrócić, ale o to by wartość wykupionego zezwolenia (nie całości wydanych pieniędzy na wędkowanie) narzucała nam limit zabijanych ryb. Kolega Tomas81, zwrócił mi słuszną uwagę na to ze małych i tanich ryb można by zabrać w ten sposób bardzo dużo. Pewnie dlatego też są tanie że występują masowo i z reguły są niesmaczne np wzdręga. Okoń z drugiej strony jest bardzo dobry...
Tak czy inaczej z zasadą no kil nie należy przesadzać i i nie rozumiem nacisków i wrogich min kiedy zabieram sobie na kolację 3 kilogramowego karpia(de facto obcy gatunek). Zapłaciłem na zarybianie więc ta ryba poniekąd należy do mnie.
Natomiast kiedy ktoś w ciągu roku wyciąga z jeziora 50 kg karpia to już przesadza tym bardziej iż dawno już przekroczył wartość sumy wpłaconej do PZW.
Niewiem jak gdzie indziej ale u nas na stawach zdarzają sie i po 3-kontrole na dzień tak że jakby nie pilnować rejestru to połowiłbyś jeden dzień
Dlatego mam nadzieję, że starzy mięsiarze niedługo powymierają a nowe pokolenie wędkarzy będzie bardziej świadome w swoich działaniach. Nie wiem czy słusznie ale wydaje mi się że sytuacja z rybami zacznie się u nas na przestrzeni lat poprawiać w końcu dzisiejsza młodzież całe dnie spędza przy kompie lub ze smartphonem w ręku żyjąc w wirtualnym świecie. Tak więc za kilka kilkanaście lat powinno u nas zostać stosunkowe nie wielkie grono prawdziwych wędkarzy
Jak nad każym jeziorem,zalewem czy rzeką są wędkarze starszego rocznika( nie mówie,że wszyscy) którzy biorą do siaty co popadnie nawet 5cm-trową płotke, a wtedy je sprzedają to według mnie mija się to z celem wędkowania żeby łowić dla zysku.