Ostatnio panuje słuszna moda na wypuszczanie złowionych ryb. Dla mnie i wielu innych wędkarzy ryba to prawdziwy przysmak, nie ma nic smaczniejszego niż usmażona w chrupiącej panierce rybka, a do tego zimne piwko. Ryby w sklepie są zazwyczaj drogie i nie pierwszej świeżości. Do tego w domu czeka żona, która ciężko znosi wydawane przez męża pieniądze na pozwolenia sprzęt, i zanęty. Należy więc kilka razy wrócić z rybą. Moja propozycja jest taka aby w granicach limitów i wymiarów ochronnych, pozwolić sobie na zabranie w ciągu roku tylu kilogramów ryb ile by się nam udało kupić w sklepie za równowartość wykupionego pozwolenia. Dla przykładu : W tym roku wpłaciłem na konto PZW 235 zł, można za to kupić w sklepie ok 13 kg karpia, wiec w myśl wyżej wymienionej zasady tyle mogę zabrać w ciągu roku i zjeść ze smakiem i na zdrowie. Analogicznie z innymi gatunkami. Po osiągnięci limitu już tylko wędkuję a rybą pozwalam cieszyć się życiem. Myślę iż w ten sposób pozostajemy z czystym sumieniem, zaspokajamy swój apetyt nie popadając w mięsiarstwo. Co koleżanki i koledzy z forum sądzą o takim podejściu do sprawy? zapraszam do dyskusji. Kamil Filip.
A więc tak...łowię bo lubię...zabieram rybki wtedy kiedy mam na to ochotę aczkolwiek bardzo lubię zjeść np. filet z sandacza inne jadam rzadko i nie kieruję się tym że muszę zabrać ich takie ilości aby zwróciła mi się kwota wydana na zezwolenia...akurat w tym roku wyniosło mnie to około 1 000 zł...nie idę takim tokiem myślenia...w zabieraniu złowionych ryb kierujmy się raczej tzw. zdrowym rozsądkiem i regulaminem połowu...:)
A działanie w drugą stronę - złowię rybę 40 kg , której wartość sklepowa przekraczała by kwotę 1000 PLN - to co ? - komu musiałbym zwracać różnicę wynikającą z mniejszej opłaty za wędkowanie
Witam ! Nieraz słyszałem już takie coś że karta musi się zwrócić i działa to jak płachta na byka . Nikt tu nikomu nie zabrania delektować się smażonym mięskiem rybki , niestety niektórzy nie rozróżniają delektowanie się a upychaniem lodówek , sprzedaż czy rozdawanie ryb bo się psują . Ta dyskusja to temat rzeka , można do usranej śmierci dyskutować nad etyką wędkarską a nad wodą widzimy naszą prawdziwą polską rzeczywistość . Ja mam nadzieje że to się kiedyś zmieni i dożyje tego , jak nie to przynajmniej moje dzieci i wnuki doczekają lepszego . Musi się zmienić cały system PZW i kultura naszego hobby od śmiecenia na łowiskach po kłusownictwo i mięsiarstwo . Pozdrawiam !
Ryb nie specjalnie lubię, czasem zdarzy mi się zabrać nie za dużego ale oczywiście wymiarowego szczpupaczka, sandacza czy okonia. Wędkuję bardziej dla przyjemności, dla radochy przechytrzenia ryby, spędzania czasu w dobrym towarzystwie i na świeżym powietrzu. W zeszłym roku zabrałem dokładnie 4 ryby do domu, szczupaka i 3 okonie. Nie uważam też innych wędkarzy zabierających więcej ryb za mięsiarzy, oczywiście dopóki przestrzegają limitu i wymiaru. Jakbym miał liczyć stosunek wydanych pieniędzy na sprzęt, pozwolenia do wartości zabranych ryb to byłbym kilometr pod kreską.
A działanie w drugą stronę - złowię rybę 40 kg , której wartość sklepowa przekraczała by kwotę 1000 PLN - to co ? - komu musiałbym zwracać różnicę wynikającą z mniejszej opłaty za wędkowanie
Podejsie do sprawy, że się tak wyraże "zdrowo rozsądkowe". Sam nie za często zabieram złowione ryby. Dla ludzi, którzy lubią częsciej zjeść złowioną przez siebie rybe, Twoj pomysł wydaje mi się dobrym rozwiązaniem. Tylko czy ci, którzy nie przestrzegają limitów, wymiarów itd. będą chętni do wprowadzenia w życie takiego postępowania? Oby tak, bo podejscie do sprawy że płacę i mogę zabrać tyle ile złowię, jest już dawno nieaktualne i do tego niezgodne z przepisami. Niestety mięsiarzy nad wodą nie brakuje, może kiedyś się to zmieni, mam nadzieje. Wędkarstwo to nie jest sposób na wyżywienie rodziny, sąsiadów lub jak też kiedyś słyszałem trzody chlewnej. Jednak raczej większa część z Nas lubi łowić dla przyjemności i poprawiania swoich wędkarskich rekordów, dlatego warto zachować zdrowy rozsądek w zabieraniu złowionych ryb.
Najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie górnych wymiarów ochronnych ryb dla większości z nich. Bo uważam za barbarzyństwo zaszlachtować 40 kg suma !!! A znam takich co tak zrobili!!!
Łowię bo lubię, jem też bo lubię. Ale zarazem nie walę wszystkiego w łeb. Co do zaproponowanego przelicznika uważam go za całkowitą pomyłkę. Ja łowię sandacze czyli rybę drogą. I tak opłaty kosztują mnie 350 zeta co przekłada się na niecałe 10 kg sandacza, czyli de facto ok 5-6 ryb. Ale gdybym łowił ryby tanie płocie, liny, klenie czy okonie to policz sobie ile bym miał kilo ryb zabierać, podpowiadam ok 50. A w czym taki malutki okoń jest gorszy od sandacza żeby można było go tyle zabierać? Ryba mniejsza bo średnio na kilo by wchodziło 4-5 sztuki to na dodatek mógł bym ich zabrać aż 50 kg co w przybliżeniu równało by się 200-250. Nie widzę tu logiki.
Zabierać można ale z umiarem i umiar ten dostosowywać do warunków łowiska. Bo czym innym jest zabranie w ciągu roku 10 pstrągów z dużej rzeki, np. Słupii a czym innym z siurka 3-4 m, w którym ów 10 pstrągów zamieszkuje 1 km rzeczki. Myślenie a nie jakieś wymaginowane limity spowodują że ryb nie będzie brakować. I całkowity zakaz rybactwa śródlądowego:)
Najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie górnych wymiarów ochronnych ryb dla większości z nich. Bo uważam za barbarzyństwo zaszlachtować 40 kg suma !!! A znam takich co tak zrobili!!!
Przykład Polaka : Siedzi dziadek z wiaderkiem karasi, podchodzę i pytam jak tam gdzie złowił itp.Po chwili dziadek obrał 1/5 wiaderka, a resztę wywala do rowuJa się pytam dlaczego tak robi On odpowiada : bo nie będę tyle obierał Moje pytanie to po co tyle Pan wziął ?Bo brały...Wyciągnąłem reklamówkę z kieszeni wziąłem ryby z rowu i rozdałem po rodzinie.
TAKA POLSKA RZECZYWISTOŚĆ ! MOŻNA SAM ZABIERAM ALE Z UMIAREM I TYLE CO ZJEMY A NIE TYLE CO SIĘ DA ! Z LIMITAMI OCZYWIŚCIE
Dokładnie, górne wymiary powinny obowiązywać. Lepiej usmażyć sobie kilka małych leszczyków czy płoteczek, których ości i tak się wysmażą, niż zabijać dużą rybę, która podtrzymuje gatunek, a mięso takiego starego kapcia jest raczej niesmaczne. Mniejsze jest prawdopodobieństwo, że takiego np leszcza 40+ zeżre jakiś drapieżca. Ale oczywiście zapłaciłeś, masz prawo zabrać do domu. Ja osobiście ryb nie zabieram praktycznie wcale, ponieważ nie chce mi się tego czyści, nawet siatki zazwyczaj nie wyciągam, bo później śmierdzi i muszę wywieszać, żeby wyschła. A jeśli chodzi o samo rybie mięsko, to po prostu uwielbiam, ale że mieszkam blisko morza, to wolę sobie np. Dorszyka kupić.
Samo podejście, że opłata musi się zwrócić, no coż jak dla mnie jest nie do końca fajne. Chociaż kolego to dobrze tłumaczy i dopóki zachowamy zdrowy rozsądek to ok, gorzej jak faktycznie ktoś napycha zamrażarkę na full, bo wydał na opłaty. Ja osobiście wędkuję, bo to moja pasja, a nie inwestycja czy sposób na zdobycie pożywienia.
ja czasem zabieram rybkę ale taką większą nie drobnicę , biore tyle ile zjem z żona i dzieciakami na obiad nie magazynuje może czy rozdaje po sąsiadach ryb .
W zasadzie nie chodziło mi o to ze opłata musi się zwrócić, ale o to by wartość wykupionego zezwolenia (nie całości wydanych pieniędzy na wędkowanie) narzucała nam limit zabijanych ryb. Kolega Tomas81, zwrócił mi słuszną uwagę na to ze małych i tanich ryb można by zabrać w ten sposób bardzo dużo. Pewnie dlatego też są tanie że występują masowo i z reguły są niesmaczne np wzdręga. Okoń z drugiej strony jest bardzo dobry... Tak czy inaczej z zasadą no kil nie należy przesadzać i i nie rozumiem nacisków i wrogich min kiedy zabieram sobie na kolację 3 kilogramowego karpia(de facto obcy gatunek). Zapłaciłem na zarybianie więc ta ryba poniekąd należy do mnie. Natomiast kiedy ktoś w ciągu roku wyciąga z jeziora 50 kg karpia to już przesadza tym bardziej iż dawno już przekroczył wartość sumy wpłaconej do PZW.
Czy mam rozumieć, że jeżeli wydałeś 235 zł to tylko na zarybienie... nic z tej kwoty nieprzeznaczysz na ochronę wód i np. dzierżawy ? Raczej od tej wagi karpia do zjedzeniatrzeba jeszcze odjąć :) Rozumiem co chciałeś przekazać zakładając ten wątek.
W zasadzie nie chodziło mi o to ze opłata musi się zwrócić, ale o to by wartość wykupionego zezwolenia (nie całości wydanych pieniędzy na wędkowanie) narzucała nam limit zabijanych ryb. Kolega Tomas81, zwrócił mi słuszną uwagę na to ze małych i tanich ryb można by zabrać w ten sposób bardzo dużo. Pewnie dlatego też są tanie że występują masowo i z reguły są niesmaczne np wzdręga. Okoń z drugiej strony jest bardzo dobry... Tak czy inaczej z zasadą no kil nie należy przesadzać i i nie rozumiem nacisków i wrogich min kiedy zabieram sobie na kolację 3 kilogramowego karpia(de facto obcy gatunek). Zapłaciłem na zarybianie więc ta ryba poniekąd należy do mnie. Natomiast kiedy ktoś w ciągu roku wyciąga z jeziora 50 kg karpia to już przesadza tym bardziej iż dawno już przekroczył wartość sumy wpłaconej do PZW.
kamil nie prawdę mówisz. Wykupujesz pozwolenie na połów ryb a nie ekwiwalent na ileś tam kilo ryb. Np na stawach koła owszem płaci sie za ryby;np w moim byłym kole płaciło sie 320 zł i w ramach karty na stawy można było legalnie wziąć np 24 karpia,6 szt sandacza,szczupaka czy suma.Karaś i drobnica bez limitu. idąc tym tokiem myślenia każdy by miał inny imit;np osoba opłacająca karte w 1 okręgu mogła by wziąć mniej niż np osoba opłacająca 2 okr albo porozumienia 50% skł. A np takie osoby co nie jadają ryb chciały by nie płacić wogule albo płacić jakiś % bo nie biorą. Uważam że temat bez sensu ,stworzony tylko po to aby wywołać kłótnie .
Po co jest cos takiego jak PZW I RAPR? skoro dalej dyskutuje się na taki głupi temat. Skoro prawo pozwala mi zabrać określona ilość ryb to czemu muszę znosić krytykę. Za przeproszeniem kij Cię to obchodzi ile mam w zamrażarce kg ryby. Gość co zabiera wszystkie wymiarowe i złowione zgodnie z regulaminem ryby jest takim samym wędkarzem co drugi który wszystkie ryby wypuszcza.
Wczoraj na konkurencyjnym forum rozpoczęła się wojna ponieważ jakiś mundry napisał że od stycznia do końca kwietnia spinning z stalowym przyponem powinien być prawnie zabroniony.
Ja się pytam go kulturalnie dlaczego ja mam trącić woblery które nie rzadko kosztują 20zł i więcej przez żęby szczupaka. Skoro i tak ode mnie zależy czy go wypuszczę czy zjem i dyskusja ucichła.
racja, nie cała składka (a w rzeczywistości znikoma jej część) przeznaczona jest na zarybianie, ale to inny temat rzeka. ...chodzi o to ze ja czuje się dobrze zabierając ryby do wartości opłaconej składki, w praktyce to 1/3 tej wartości nigdy nie osiągnąłem. Gdybym nie umiał się powstrzymać nabrał bym ryb o wartości 1000 zł to bym nie zasnął w nocy. ...inna sprawa to taka - nieraz spotkałem się z sytuacją gdy ktoś nałapał pełną siatkę karasi bo akurat brały i zabiera je do domu. Pytam: "po co wam tyle 10 cm karasi " słyszę odpowiedź "oskrobie się i będzie do zalewy)...w praktyce robią z tego 2 słoiki w zalewie a reszta do śmietnika. ...może teraz narażę się na lincz, ale jako absolwent Ochrony Środowiska Leśnego, uważam iż takie gatunki ryb jak: amur, karp, tołpyga nie powinny mieć ani wymiaru ochronnego ani limitu połowu,powinny jak najszybciej zniknąć z polskich wód i te właśnie ryby uważam za rybi "CHWAST". Natomiast chwastem nie są krąpie anie jazgarze, a wyrzucanie ich by zdychały na brzegu to bardzo szkodliwe działanie.
Jestem za górnymi wymiarami. Wiem że w Gorzowie wprowadzili górny wymiar dla suma, sandacza, szczupaka i chyba coś tam jeszcze było. A znam takich co chwalą się że zabrali suma 40kg do domu, dla mnie to idiotyzm.
Ja nie kieruje się tym,że karta musi się zwrócić. Zawsze jak mam ochote na rybkę to zabiore sobie tyle ile zjem a nie, żeby na ,,trzepać" ile tylko się da. Każdy wędkarz wykupujący kartę ma prawo do zabierania ryb zgodnie z limitem i nikt mu tego nie zabroni.
Na podstawie moich obserwacji podczas kontroli wędkarzy mogę stwierdzić że zdecydowana większość z nich nie łowi dużych ilości ryb.Z okazami jest jeszcze gorzej.Czysty przypadek,że ktoś złowi większa rybę.Nie mówię o karpiarzach,łowcach sumów czy ogólnie o łowcach okazów.Oni złowionych dużych ryb nie zabierają.Nie wydaje mi się,żeby wędkarze nadmiernie trzebili pogłowie ryb.Niewielki odsetek łowiących zabiera wszystkie złowione ryby.Kontrolując siatki widać,że ryb w nich nie jest za wiele.
Temat nie jest bez sensu, ani to ze to temat rzeka, ani to ze są różne zdania w tym temacie, ani to ze już prawo reguluję tę sprawę - nie dyskwalifikuję go jako ciekawego do rozważań. Skoro to temat rzeka to - dobrze bo jak by tak nie było to nie istniał by powód do dyskusji. Dyskutuje się na tematy w których istnieje wiele zdań. Co by to był za temat jeżeli istniała by tylko jedna jedyna odpowiedź - wątek by szybko został zamknięty. Istnieje już prawo regulujące sprawę limitów ale jest ono moim zdaniem zbytnio łagodne. Dyskusje i rozważania są zalążkiem zmian w prawie. Tematem do kłótni może być wszystko - należy mieć przede wszystkim dystans do siebie.
Jak nad każym jeziorem,zalewem czy rzeką są wędkarze starszego rocznika( nie mówie,że wszyscy) którzy biorą do siaty co popadnie nawet 5cm-trową płotke, a wtedy je sprzedają to według mnie mija się z celem wędkowania żeby łowić dla zysku.
Jak nad każym jeziorem,zalewem czy rzeką są wędkarze starszego rocznika( nie mówie,że wszyscy) którzy biorą do siaty co popadnie nawet 5cm-trową płotke, a wtedy je sprzedają to według mnie mija się to z celem wędkowania żeby łowić dla zysku.
Jak nad każym jeziorem,zalewem czy rzeką są wędkarze starszego rocznika( nie mówie,że wszyscy) którzy biorą do siaty co popadnie nawet 5cm-trową płotke, a wtedy je sprzedają to według mnie mija się to z celem wędkowania żeby łowić dla zysku.
osobiscie nie patrze na to ile wydaje na swoje hobby, a zamiast zlowionej przez siebie wole zjesc filety rybne ze sklepu. Wedkuje bo to lubie i smieszy mnie jakies przeliczanie pieniedzy na cos co sie lubi.
racja, nie cała składka (a w rzeczywistości znikoma jej część) przeznaczona jest na zarybianie, ale to inny temat rzeka. ...chodzi o to ze ja czuje się dobrze zabierając ryby do wartości opłaconej składki, w praktyce to 1/3 tej wartości nigdy nie osiągnąłem. Gdybym nie umiał się powstrzymać nabrał bym ryb o wartości 1000 zł to bym nie zasnął w nocy. ...inna sprawa to taka - nieraz spotkałem się z sytuacją gdy ktoś nałapał pełną siatkę karasi bo akurat brały i zabiera je do domu. Pytam: "po co wam tyle 10 cm karasi " słyszę odpowiedź "oskrobie się i będzie do zalewy)...w praktyce robią z tego 2 słoiki w zalewie a reszta do śmietnika. ...może teraz narażę się na lincz, ale jako absolwent Ochrony Środowiska Leśnego, uważam iż takie gatunki ryb jak: amur, karp, tołpyga nie powinny mieć ani wymiaru ochronnego ani limitu połowu,powinny jak najszybciej zniknąć z polskich wód i te właśnie ryby uważam za rybi "CHWAST". Natomiast chwastem nie są krąpie anie jazgarze, a wyrzucanie ich by zdychały na brzegu to bardzo szkodliwe działanie.
Dokładnie karp,amur,tołpyga nie powinny mieć wymiaru ochronnego.
...może teraz narażę się na lincz, ale jako absolwent Ochrony Środowiska Leśnego, uważam iż takie gatunki ryb jak: amur, karp, tołpyga nie powinny mieć ani wymiaru ochronnego ani limitu połowu,powinny jak najszybciej zniknąć z polskich wód i te właśnie ryby uważam za rybi "CHWAST". Natomiast chwastem nie są krąpie anie jazgarze, a wyrzucanie ich by zdychały na brzegu to bardzo szkodliwe działanie.
Dokładnie karp,amur,tołpyga nie powinny mieć wymiaru ochronnego.
A może żeby żadna ryba nie miała ? wtedy bralibyście co popadnie. Mówi co jest chwastem a sam jest nie lepszy:/ Jedyna racje co masz to tylko z tym wyrzucaniem ryb na brzeg żeby zdychały.
CześćWszystko z głową i z sensem. Nie można narzucać ile czego można zabrać bo od tego jest RAPR.Jednak jak czytam jak ktoś nazywa ryby chwastami .... Kiedyś na okonia mówili chwast i teraz praktycznie go nie ma.JK
CześćWszystko z głową i z sensem. Nie można narzucać ile czego można zabrać bo od tego jest RAPR.Jednak jak czytam jak ktoś nazywa ryby chwastami .... Kiedyś na okonia mówili chwast i teraz praktycznie go nie ma.JK
Janusz z tymi okoniami to lekko przesadziłeś . Co do pierwszego zdania ,to oczywiście najmądrzejsza płęta w tej całej dyskusji . Jesli ktoś łowi zgodnie z RAPR , nie bierze ryb niewymiarowych ,limity wagowe przestrzega -okresy ochronne ,limity roczne ryb w nich ujętych -to gówno każdemu z tego forum do tego czy dziennie nawali se siate płotek ,leszczy ,karasi ,czy nie . Jak ktoś patrzy na karte żeby sie mięsiarsko zwróciła ,to zwykły głupek i tak tez do takich ludzi trzeba podchodzić -jednak zabronić ,nakazać i umoralniać możemy swoje dzieci jak wychowujemy ,a nie wolnych ludzi i samodzielnych wędkarzy.
...może teraz narażę się na lincz, ale jako absolwent Ochrony Środowiska Leśnego, uważam iż takie gatunki ryb jak: amur, karp, tołpyga nie powinny mieć ani wymiaru ochronnego ani limitu połowu,powinny jak najszybciej zniknąć z polskich wód i te właśnie ryby uważam za rybi "CHWAST". Natomiast chwastem nie są krąpie anie jazgarze, a wyrzucanie ich by zdychały na brzegu to bardzo szkodliwe działanie. Popieram
biorą do siaty co popadnie nawet 5cm-trową płotke, a wtedy je sprzedają to według mnie mija się to z celem wędkowania żeby łowić dla zysku. Tacy ludzie łamią Regulamin - nie wolno odsprzedawać ryb złowionych w wodach PZW w ramach wędkowania jako członek PZW.
Nie ma pojęcia rybiego chwastu . Są gatunki bardziej lub mniej pożądanie i gatunki inwazyjne . Każdy z wymienionych "chwastów" (amur, karp, tołpyga)może mieć inne znaczenie w pewnych wodach .Takie jest moje zdanie .
"...może teraz narażę się na lincz, ale jako absolwent Ochrony Środowiska Leśnego, uważam iż takie gatunki ryb jak: amur, karp, tołpyga nie powinny mieć ani wymiaru ochronnego ani limitu połowu,powinny jak najszybciej zniknąć z polskich wód i te właśnie ryby uważam za rybi "CHWAST". Natomiast chwastem nie są krąpie anie jazgarze, a wyrzucanie ich by zdychały na brzegu to bardzo szkodliwe działanie. Popieram" Jakiś absolwent pewnie zacnego kierunku podjął decyzję o wycięciu drzew nad Bobrem. Wszelkiej maści absolwentom życzę zdrowego rozsądku ;-) Jak można nazywać ryby jakie by one nie były chwastem - czy żeby dojść do takich wniosków należy skończyć jakiś modny kierunek związany z ochroną przyrody i wisieć na drzewach za kasę? JK
Jednak jak czytam jak ktoś nazywa ryby chwastami .... Kiedyś na okonia mówili chwast i teraz praktycznie go nie ma.JK Dokładnie, okoń otarł się o granicę przeżywalności, podobnie jak szczupak i miętus.Wprawdzie pojęcie "chwast rybi" powstało wśród hodowców stawowych, jednak PZW kiedyś wprowadziło ten termin do swoich wytycznych dotyczących gospodarki na wodach pstrągowych, na których, w wielu okręgach do dzisiaj (działacze starszej daty), uważa się, że szczupak, miętus to chwast rybi i trzeba go wytępić. Podobnie reagują muszkarze starszej daty. A co do okoni, brak okonie w polskich wodach nie oznacza, że nie ma tych malućkich okonków, tylko brakuje okoni ważących powyżej 0,6 kg, nie wpsominając o kilogramowych i dwukilowych, tych prawdziwych garbusów.Zostały wytępione i wyjedzone przez członków PZW dumnie nazywających się wędkarzami.
Nie ma pojęcia rybiego chwastu . Są gatunki bardziej lub mniej pożądanie i gatunki inwazyjne . Każdy z wymienionych "chwastów" (amur, karp, tołpyga)może mieć inne znaczenie w pewnych wodach .Takie jest moje zdanie .
Znaczenie zapewne mają ale w wodach których występują naturalnie i mogą się rozmnażać. W wodach do których zostały wpuszczone na siłę, nie mogą się rozmnażać są szkodnikami i chwastami.
Ostatnio panuje słuszna moda na wypuszczanie złowionych ryb. Dla mnie i wielu innych wędkarzy ryba to prawdziwy przysmak, nie ma nic smaczniejszego niż usmażona w chrupiącej panierce rybka, a do tego zimne piwko. Ryby w sklepie są zazwyczaj drogie i nie pierwszej świeżości. Do tego w domu czeka żona, która ciężko znosi wydawane przez męża pieniądze na pozwolenia sprzęt, i zanęty. Należy więc kilka razy wrócić z rybą. Moja propozycja jest taka aby w granicach limitów i wymiarów ochronnych, pozwolić sobie na zabranie w ciągu roku tylu kilogramów ryb ile by się nam udało kupić w sklepie za równowartość wykupionego pozwolenia. Dla przykładu : W tym roku wpłaciłem na konto PZW 235 zł, można za to kupić w sklepie ok 13 kg karpia, wiec w myśl wyżej wymienionej zasady tyle mogę zabrać w ciągu roku i zjeść ze smakiem i na zdrowie. Analogicznie z innymi gatunkami. Po osiągnięci limitu już tylko wędkuję a rybą pozwalam cieszyć się życiem. Myślę iż w ten sposób pozostajemy z czystym sumieniem, zaspokajamy swój apetyt nie popadając w mięsiarstwo. Co koleżanki i koledzy z forum sądzą o takim podejściu do sprawy? zapraszam do dyskusji. Kamil Filip.
To jest bardzo zdrowe podejście, przecież nikt nie zabrania i nie krytykuje zabierania ryb z łowiska tylko róbmy to z rozsądkiem, złapiesz 30 leszczy weź sobie 4 czy pięć resztę wypuść, bo po co i na co komu tyle. Bynajmniej ja tak postępuje ze złowionymi rybami, jak najdzie mnie ochota to cos tam zabiorę, ale reszta wraca do wody.
Ostatnio panuje słuszna moda na wypuszczanie złowionych ryb. Dla mnie i wielu innych wędkarzy ryba to prawdziwy przysmak, nie ma nic smaczniejszego niż usmażona w chrupiącej panierce rybka, a do tego zimne piwko. Ryby w sklepie są zazwyczaj drogie i nie pierwszej świeżości. Do tego w domu czeka żona, która ciężko znosi wydawane przez męża pieniądze na pozwolenia sprzęt, i zanęty. Należy więc kilka razy wrócić z rybą. Moja propozycja jest taka aby w granicach limitów i wymiarów ochronnych, pozwolić sobie na zabranie w ciągu roku tylu kilogramów ryb ile by się nam udało kupić w sklepie za równowartość wykupionego pozwolenia. Dla przykładu : W tym roku wpłaciłem na konto PZW 235 zł, można za to kupić w sklepie ok 13 kg karpia, wiec w myśl wyżej wymienionej zasady tyle mogę zabrać w ciągu roku i zjeść ze smakiem i na zdrowie. Analogicznie z innymi gatunkami. Po osiągnięci limitu już tylko wędkuję a rybą pozwalam cieszyć się życiem. Myślę iż w ten sposób pozostajemy z czystym sumieniem, zaspokajamy swój apetyt nie popadając w mięsiarstwo. Co koleżanki i koledzy z forum sądzą o takim podejściu do sprawy? zapraszam do dyskusji. Kamil Filip.
To jest bardzo zdrowe podejście, przecież nikt nie zabrania i nie krytykuje zabierania ryb z łowiska tylko róbmy to z rozsądkiem, złapiesz 30 leszczy weź sobie 4 czy pięć resztę wypuść, bo po co i na co komu tyle. Bynajmniej ja tak postępuje ze złowionymi rybami, jak najdzie mnie ochota to cos tam zabiorę, ale reszta wraca do wody.
Wiadomo 30 na raz to mała przesada, lecz 4 to też przesada tylko że w drugą stronę. Co ja mam sobie zrobić z 4 leszczy? Zależy od ryby, ale np. jeśli chodzi o leszcze, płotki czy też wzdręgi to biorę owych rybek z 15-20 (oczywiście jeśli tyle złowię). Po przyjściu do domu z 5-10 na grilla, a reszta do słoja :) U mnie ryby się nie marnują bo bardzo je lubię. Jak kto woli. Mięsiarzem nie jestem, ale często biorę rybki do domu (oczywiście zgodnie z wymiarem ochronnym i limitem wyznaczonym przez RAPR.
Wiadomo 30 na raz to mała przesada, lecz 4 to też przesada tylko że w drugą stronę. Co ja mam sobie zrobić z 4 leszczy? Zależy od ryby, ale np. jeśli chodzi o leszcze, płotki czy też wzdręgi to biorę owych rybek z 15-20 (oczywiście jeśli tyle złowię). Po przyjściu do domu z 5-10 na grilla, a reszta do słoja :) U mnie ryby się nie marnują bo bardzo je lubię. Jak kto woli. Mięsiarzem nie jestem, ale często biorę rybki do domu (oczywiście zgodnie z wymiarem ochronnym i limitem wyznaczonym przez RAPR.
Piszesz o leszczykach a nie leszczach. Dla mnie leszcz to taki od kilograma. 20 sztuk kilogramowych chyba nie bierzesz.
" Jakiś absolwent pewnie zacnego kierunku podjął decyzję o wycięciu drzew nad Bobrem. Wszelkiej maści absolwentom życzę zdrowego rozsądku ;-) Jak można nazywać ryby jakie by one nie były chwastem - czy żeby dojść do takich wniosków należy skończyć jakiś modny kierunek związany z ochroną przyrody i wisieć na drzewach za kasę?" JK Co ma wiszenie na drzewach do Ukończenia kierunków związanych z ochroną przyrody? Proszę zapoznać się z definicją słowa Ekologia. http://pl.wikipedia.org/wiki/Ekologia I ta zacna nauka po licznych badaniach potwierdza iż gatunki takie jak amur,karp,tołpyga,sumik karłowaty, czy pstrąg tęczowy wywierają w mniejszym czy większym stopni negatywny wpływ na naszą rodzimą florę i faunę występującą w rzekach i jeziorach. Amury zniszczyły w wielu jeziorach tarliska naszych rodzimych ryb. Słowo chwast zamieściłem w cudzysłowie - co oznacza że nie traktuję tego słowa dosłownie, a jedynie na przekór ludziom i autorom książek którzy zachwalają Karpia Amura i inne szkodliwe gatunki tylko dlatego ze są "dużą sztuką" i dają piękny hol. Dla przykładu T.Andrzejczyk w książce "Wędkarstwo jeziorowe" pisał iż krąp nie ma ani okresu ochronnego, ani limitu połowu, ani wymiaru ochronnego, gdyż jest rybim chwastem i należy go z cała determinacją tępić. Taki pogląd krąży o wielu "nieciekawych" dla wędkarzy gatunkach ryb - określenie rybiego chwastu istnieje więc i do dziś jest głęboko zakorzeniony w społeczności wędkarskiej. A tak właściwie to proszę o powrót do tematu dyskusji jakim jest zaproponowane prze-zemnie podejście do zabierania i konsumpcji ryb.
Istnieje ostatnio jakaś intencja przekierowywania wszelkich pojawiających się tematów forumowych do wątku karpia , czy amura ?Nie wchodząc w szczegóły zasadności , czy też nie - postulatów o ich wielkiej szkodliwości na środowisko w którym żyją proponuję nauczyć się je łowić . Są to niewątpliwie ze względu na swoją waleczność i gabaryty bardzo atrakcyjne wędkarsko ryby i jestem przekonany , że każdemu zacietrzewionemu obecnie oportuniście po wyholowaniu takiej rybki zagościłby na twarzy uśmiech i momentalnie zapomniałby o swoich " przekonaniach " / wziętych głównie po regularnym wpajaniu ich do siebie przez namolność i częstość ich publikacji osób wyselekcjonowanych i sterowalnych do wywoływania wszelkiego rodzaju " zadym ". Proszę , też zwrócić uwagę , że świat fauny / flory zresztą też / nie ogranicza się jedynie do ryb - a ile żyjących gatunków obcych spokojnie egzystuje i jakoś nikt nie apeluje do ich unicestwienia - może nie ma w innych grupach środowiskowych tak błyskotliwie myślących istot jak tu : wiecznie zbuntowany i niezadowolony Wędkarz-Filozof ? Pozdrawiam Ernest
Istnieje ostatnio jakaś intencja przekierowywania wszelkich pojawiających się tematów forumowych do wątku karpia , czy amura ?Nie wchodząc w szczegóły zasadności , czy też nie - postulatów o ich wielkiej szkodliwości na środowisko w którym żyją proponuję nauczyć się je łowić . Są to niewątpliwie ze względu na swoją waleczność i gabaryty bardzo atrakcyjne wędkarsko ryby i jestem przekonany , że każdemu zacietrzewionemu obecnie oportuniście po wyholowaniu takiej rybki zagościłby na twarzy uśmiech i momentalnie zapomniałby o swoich " przekonaniach " / wziętych głównie po regularnym wpajaniu ich do siebie przez namolność i częstość ich publikacji osób wyselekcjonowanych i sterowalnych do wywoływania wszelkiego rodzaju " zadym ". Proszę , też zwrócić uwagę , że świat fauny / flory zresztą też / nie ogranicza się jedynie do ryb - a ile żyjących gatunków obcych spokojnie egzystuje i jakoś nikt nie apeluje do ich unicestwienia - może nie ma w innych grupach środowiskowych tak błyskotliwie myślących istot jak tu : wiecznie zbuntowany i niezadowolony Wędkarz-Filozof ? Pozdrawiam Ernest Na ten temat założyłem osobny wątek (http://forum.wedkuje.pl/f,ryby-introdukowane-gatunki-inwazyjne-ich-ponown,624683,0.html) serdecznie zapraszam do dyskusji. Tu proszę odpowiadać na temat podany na początku wątku, jednocześnie wszystkim bardzo dziękuję za spore zainteresowanie tematem, oraz zabranie zdania w tej dyskusji.
" Jakiś absolwent pewnie zacnego kierunku podjął decyzję o wycięciu drzew nad Bobrem. Wszelkiej maści absolwentom życzę zdrowego rozsądku ;-) Jak można nazywać ryby jakie by one nie były chwastem - czy żeby dojść do takich wniosków należy skończyć jakiś modny kierunek związany z ochroną przyrody i wisieć na drzewach za kasę?" JK Co ma wiszenie na drzewach do Ukończenia kierunków związanych z ochroną przyrody? Proszę zapoznać się z definicją słowa Ekologia. http://pl.wikipedia.org/wiki/Ekologia I ta zacna nauka po licznych badaniach potwierdza iż gatunki takie jak amur,karp,tołpyga,sumik karłowaty, czy pstrąg tęczowy wywierają w mniejszym czy większym stopni negatywny wpływ na naszą rodzimą florę i faunę występującą w rzekach i jeziorach. Amury zniszczyły w wielu jeziorach tarliska naszych rodzimych ryb. Słowo chwast zamieściłem w cudzysłowie - co oznacza że nie traktuję tego słowa dosłownie, a jedynie na przekór ludziom i autorom książek którzy zachwalają Karpia Amura i inne szkodliwe gatunki tylko dlatego ze są "dużą sztuką" i dają piękny hol. Dla przykładu T.Andrzejczyk w książce "Wędkarstwo jeziorowe" pisał iż krąp nie ma ani okresu ochronnego, ani limitu połowu, ani wymiaru ochronnego, gdyż jest rybim chwastem i należy go z cała determinacją tępić. Taki pogląd krąży o wielu "nieciekawych" dla wędkarzy gatunkach ryb - określenie rybiego chwastu istnieje więc i do dziś jest głęboko zakorzeniony w społeczności wędkarskiej. A tak właściwie to proszę o powrót do tematu dyskusji jakim jest zaproponowane prze-zemnie podejście do zabierania i konsumpcji ryb." Nie od dziś wiadomo, ze pewna organizacja za odpowiednią opłatą skłonna jest do ustępstw w zakresie ochrony i obrony przyrody przed zachłannymi i rządnymi niszczenia wandalami chcących wybudować jakąś drogę lub inną obwodnicę. To ma wspólnego ;-) Gdzie są ekolodzy, zieloni tudzież inne organizacje jak niszczy się tak piękną rzekę jaką jest Bóbr? Gdzie jest w tym momencie w końcu PZW w osobach Zarządów Okręgów ? Czy ochrona naszej przyrody dotyczy tylko karpi notabene wpuszczanymi do byle sadzawki na wniosek i zgodnie z jakąś dziwną uchwałą kół PZW ? Dla Twojej wiadomości - nie jestem za tym żeby karpie wpuszczać ku uciesze pewnej grupy wędkarzy. Ale spróbuj na zebraniu koła powiedzieć, że stawiasz stanowcze NIE takim praktykom - zobaczysz co się stanie. Bardzo brzydkim podejściem wszelkiej maści " naukowców " jest pisanie o rybich chwastach. Jest to niegodne noszonych tytułów naukowych. Jak sam zauważyłeś tematem jest " Płacę...itd" więc nie dotyczy to tylko karpi. Mnie osobiście bulwersuje nazywanie jakiegolwiek gatunku chwastem. JK
Ostatnio panuje słuszna moda na wypuszczanie złowionych ryb. Dla mnie i wielu innych wędkarzy ryba to prawdziwy przysmak, nie ma nic smaczniejszego niż usmażona w chrupiącej panierce rybka, a do tego zimne piwko. Ryby w sklepie są zazwyczaj drogie i nie pierwszej świeżości. Do tego w domu czeka żona, która ciężko znosi wydawane przez męża pieniądze na pozwolenia sprzęt, i zanęty. Należy więc kilka razy wrócić z rybą. Moja propozycja jest taka aby w granicach limitów i wymiarów ochronnych, pozwolić sobie na zabranie w ciągu roku tylu kilogramów ryb ile by się nam udało kupić w sklepie za równowartość wykupionego pozwolenia. Dla przykładu : W tym roku wpłaciłem na konto PZW 235 zł, można za to kupić w sklepie ok 13 kg karpia, wiec w myśl wyżej wymienionej zasady tyle mogę zabrać w ciągu roku i zjeść ze smakiem i na zdrowie. Analogicznie z innymi gatunkami. Po osiągnięci limitu już tylko wędkuję a rybą pozwalam cieszyć się życiem. Myślę iż w ten sposób pozostajemy z czystym sumieniem, zaspokajamy swój apetyt nie popadając w mięsiarstwo. Co koleżanki i koledzy z forum sądzą o takim podejściu do sprawy? zapraszam do dyskusji. Kamil Filip.
A więc tak...łowię bo lubię...zabieram rybki wtedy kiedy mam na to ochotę aczkolwiek bardzo lubię zjeść np. filet z sandacza inne jadam rzadko i nie kieruję się tym że muszę zabrać ich takie ilości aby zwróciła mi się kwota wydana na zezwolenia...akurat w tym roku wyniosło mnie to około 1 000 zł...nie idę takim tokiem myślenia...w zabieraniu złowionych ryb kierujmy się raczej tzw. zdrowym rozsądkiem i regulaminem połowu...:)
P:)
A działanie w drugą stronę - złowię rybę 40 kg , której wartość sklepowa przekraczała by kwotę 1000 PLN - to co ? - komu musiałbym zwracać różnicę wynikającą z mniejszej opłaty za wędkowanie
Zdrowym rozsądkiem i regulaminem. ZanderHunter, pełna zgoda.
Moim zdaniem ta rozmowa do niczego dobrego nie prowadzi. Następny temat do kłótni na forum. Pozdrawiam.
Witam ! Nieraz słyszałem już takie coś że karta musi się zwrócić i działa to jak płachta na byka . Nikt tu nikomu nie zabrania delektować się smażonym mięskiem rybki , niestety niektórzy nie rozróżniają delektowanie się a upychaniem lodówek , sprzedaż czy rozdawanie ryb bo się psują . Ta dyskusja to temat rzeka , można do usranej śmierci dyskutować nad etyką wędkarską a nad wodą widzimy naszą prawdziwą polską rzeczywistość . Ja mam nadzieje że to się kiedyś zmieni i dożyje tego , jak nie to przynajmniej moje dzieci i wnuki doczekają lepszego . Musi się zmienić cały system PZW i kultura naszego hobby od śmiecenia na łowiskach po kłusownictwo i mięsiarstwo . Pozdrawiam !
Ryb nie specjalnie lubię, czasem zdarzy mi się zabrać nie za dużego ale oczywiście wymiarowego szczpupaczka, sandacza czy okonia. Wędkuję bardziej dla przyjemności, dla radochy przechytrzenia ryby, spędzania czasu w dobrym towarzystwie i na świeżym powietrzu. W zeszłym roku zabrałem dokładnie 4 ryby do domu, szczupaka i 3 okonie. Nie uważam też innych wędkarzy zabierających więcej ryb za mięsiarzy, oczywiście dopóki przestrzegają limitu i wymiaru. Jakbym miał liczyć stosunek wydanych pieniędzy na sprzęt, pozwolenia do wartości zabranych ryb to byłbym kilometr pod kreską.
Moim zdaniem niech każdy działa z własnym sumieniem - a innym nic do tego ! - oczywiście w ramach obowiązujących przepisów .
A działanie w drugą stronę - złowię rybę 40 kg , której wartość sklepowa przekraczała by kwotę 1000 PLN - to co ? - komu musiałbym zwracać różnicę wynikającą z mniejszej opłaty za wędkowanie
Po prostu taką wypuszczasz...
Podejsie do sprawy, że się tak wyraże "zdrowo rozsądkowe". Sam nie za często zabieram złowione ryby.
Dla ludzi, którzy lubią częsciej zjeść złowioną przez siebie rybe, Twoj pomysł wydaje mi się dobrym rozwiązaniem. Tylko czy ci, którzy nie przestrzegają limitów, wymiarów itd. będą chętni do wprowadzenia w życie takiego postępowania? Oby tak, bo podejscie do sprawy że płacę i mogę zabrać tyle ile złowię, jest już dawno nieaktualne i do tego niezgodne z przepisami. Niestety mięsiarzy nad wodą nie brakuje, może kiedyś się to zmieni, mam nadzieje.
Wędkarstwo to nie jest sposób na wyżywienie rodziny, sąsiadów lub jak też kiedyś słyszałem trzody chlewnej.
Jednak raczej większa część z Nas lubi łowić dla przyjemności i poprawiania swoich wędkarskich rekordów, dlatego warto zachować zdrowy rozsądek w zabieraniu złowionych ryb.
Najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie górnych wymiarów ochronnych ryb dla większości z nich. Bo uważam za barbarzyństwo zaszlachtować 40 kg suma !!! A znam takich co tak zrobili!!!
Łowię bo lubię, jem też bo lubię. Ale zarazem nie walę wszystkiego w łeb. Co do zaproponowanego przelicznika uważam go za całkowitą pomyłkę. Ja łowię sandacze czyli rybę drogą. I tak opłaty kosztują mnie 350 zeta co przekłada się na niecałe 10 kg sandacza, czyli de facto ok 5-6 ryb. Ale gdybym łowił ryby tanie płocie, liny, klenie czy okonie to policz sobie ile bym miał kilo ryb zabierać, podpowiadam ok 50. A w czym taki malutki okoń jest gorszy od sandacza żeby można było go tyle zabierać? Ryba mniejsza bo średnio na kilo by wchodziło 4-5 sztuki to na dodatek mógł bym ich zabrać aż 50 kg co w przybliżeniu równało by się 200-250. Nie widzę tu logiki.
Zabierać można ale z umiarem i umiar ten dostosowywać do warunków łowiska. Bo czym innym jest zabranie w ciągu roku 10 pstrągów z dużej rzeki, np. Słupii a czym innym z siurka 3-4 m, w którym ów 10 pstrągów zamieszkuje 1 km rzeczki. Myślenie a nie jakieś wymaginowane limity spowodują że ryb nie będzie brakować. I całkowity zakaz rybactwa śródlądowego:)
Pozdro!
Najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie górnych wymiarów ochronnych ryb dla większości z nich. Bo uważam za barbarzyństwo zaszlachtować 40 kg suma !!! A znam takich co tak zrobili!!!
Zgadzam się z Tobą w 100%
Przykład Polaka :
Siedzi dziadek z wiaderkiem karasi, podchodzę i pytam jak tam gdzie złowił itp.Po chwili dziadek obrał 1/5 wiaderka, a resztę wywala do rowuJa się pytam dlaczego tak robi On odpowiada : bo nie będę tyle obierał Moje pytanie to po co tyle Pan wziął ?Bo brały...Wyciągnąłem reklamówkę z kieszeni wziąłem ryby z rowu i rozdałem po rodzinie.
TAKA POLSKA RZECZYWISTOŚĆ ! MOŻNA SAM ZABIERAM ALE Z UMIAREM I TYLE CO ZJEMY A NIE TYLE CO SIĘ DA ! Z LIMITAMI OCZYWIŚCIE
Dokładnie, górne wymiary powinny obowiązywać. Lepiej usmażyć sobie kilka małych leszczyków czy płoteczek, których ości i tak się wysmażą, niż zabijać dużą rybę, która podtrzymuje gatunek, a mięso takiego starego kapcia jest raczej niesmaczne. Mniejsze jest prawdopodobieństwo, że takiego np leszcza 40+ zeżre jakiś drapieżca. Ale oczywiście zapłaciłeś, masz prawo zabrać do domu.
Ja osobiście ryb nie zabieram praktycznie wcale, ponieważ nie chce mi się tego czyści, nawet siatki zazwyczaj nie wyciągam, bo później śmierdzi i muszę wywieszać, żeby wyschła. A jeśli chodzi o samo rybie mięsko, to po prostu uwielbiam, ale że mieszkam blisko morza, to wolę sobie np. Dorszyka kupić.
Samo podejście, że opłata musi się zwrócić, no coż jak dla mnie jest nie do końca fajne. Chociaż kolego to dobrze tłumaczy i dopóki zachowamy zdrowy rozsądek to ok, gorzej jak faktycznie ktoś napycha zamrażarkę na full, bo wydał na opłaty.
Ja osobiście wędkuję, bo to moja pasja, a nie inwestycja czy sposób na zdobycie pożywienia.
KIEDY TA WIOSNA, u mnie znów pruszy :(
ja czasem zabieram rybkę ale taką większą nie drobnicę , biore tyle ile zjem z żona i dzieciakami na obiad nie magazynuje może czy rozdaje po sąsiadach ryb .
sory za błąd nie mroże
W zasadzie nie chodziło mi o to ze opłata musi się zwrócić, ale o to by wartość wykupionego zezwolenia (nie całości wydanych pieniędzy na wędkowanie) narzucała nam limit zabijanych ryb. Kolega Tomas81, zwrócił mi słuszną uwagę na to ze małych i tanich ryb można by zabrać w ten sposób bardzo dużo. Pewnie dlatego też są tanie że występują masowo i z reguły są niesmaczne np wzdręga. Okoń z drugiej strony jest bardzo dobry...
Tak czy inaczej z zasadą no kil nie należy przesadzać i i nie rozumiem nacisków i wrogich min kiedy zabieram sobie na kolację 3 kilogramowego karpia(de facto obcy gatunek). Zapłaciłem na zarybianie więc ta ryba poniekąd należy do mnie.
Natomiast kiedy ktoś w ciągu roku wyciąga z jeziora 50 kg karpia to już przesadza tym bardziej iż dawno już przekroczył wartość sumy wpłaconej do PZW.
Czy mam rozumieć, że jeżeli wydałeś 235 zł to tylko na zarybienie... nic z tej kwoty nieprzeznaczysz na ochronę wód i np. dzierżawy ? Raczej od tej wagi karpia do zjedzeniatrzeba jeszcze odjąć :) Rozumiem co chciałeś przekazać zakładając ten wątek.
W zasadzie nie chodziło mi o to ze opłata musi się zwrócić, ale o to by wartość wykupionego zezwolenia (nie całości wydanych pieniędzy na wędkowanie) narzucała nam limit zabijanych ryb. Kolega Tomas81, zwrócił mi słuszną uwagę na to ze małych i tanich ryb można by zabrać w ten sposób bardzo dużo. Pewnie dlatego też są tanie że występują masowo i z reguły są niesmaczne np wzdręga. Okoń z drugiej strony jest bardzo dobry...
Tak czy inaczej z zasadą no kil nie należy przesadzać i i nie rozumiem nacisków i wrogich min kiedy zabieram sobie na kolację 3 kilogramowego karpia(de facto obcy gatunek). Zapłaciłem na zarybianie więc ta ryba poniekąd należy do mnie.
Natomiast kiedy ktoś w ciągu roku wyciąga z jeziora 50 kg karpia to już przesadza tym bardziej iż dawno już przekroczył wartość sumy wpłaconej do PZW.
kamil nie prawdę mówisz. Wykupujesz pozwolenie na połów ryb a nie ekwiwalent na ileś tam kilo ryb. Np na stawach koła owszem płaci sie za ryby;np w moim byłym kole płaciło sie 320 zł i w ramach karty na stawy można było legalnie wziąć np 24 karpia,6 szt sandacza,szczupaka czy suma.Karaś i drobnica bez limitu.
idąc tym tokiem myślenia każdy by miał inny imit;np osoba opłacająca karte w 1 okręgu mogła by wziąć mniej niż np osoba opłacająca 2 okr albo porozumienia 50% skł.
A np takie osoby co nie jadają ryb chciały by nie płacić wogule albo płacić jakiś % bo nie biorą.
Uważam że temat bez sensu ,stworzony tylko po to aby wywołać kłótnie .
Po co jest cos takiego jak PZW I RAPR? skoro dalej dyskutuje się na taki głupi temat. Skoro prawo pozwala mi zabrać określona ilość ryb to czemu muszę znosić krytykę. Za przeproszeniem kij Cię to obchodzi ile mam w zamrażarce kg ryby. Gość co zabiera wszystkie wymiarowe i złowione zgodnie z regulaminem ryby jest takim samym wędkarzem co drugi który wszystkie ryby wypuszcza. Wczoraj na konkurencyjnym forum rozpoczęła się wojna ponieważ jakiś mundry napisał że od stycznia do końca kwietnia spinning z stalowym przyponem powinien być prawnie zabroniony. Ja się pytam go kulturalnie dlaczego ja mam trącić woblery które nie rzadko kosztują 20zł i więcej przez żęby szczupaka. Skoro i tak ode mnie zależy czy go wypuszczę czy zjem i dyskusja ucichła.
racja, nie cała składka (a w rzeczywistości znikoma jej część) przeznaczona jest na zarybianie, ale to inny temat rzeka.
...chodzi o to ze ja czuje się dobrze zabierając ryby do wartości opłaconej składki, w praktyce to 1/3 tej wartości nigdy nie osiągnąłem. Gdybym nie umiał się powstrzymać nabrał bym ryb o wartości 1000 zł to bym nie zasnął w nocy.
...inna sprawa to taka - nieraz spotkałem się z sytuacją gdy ktoś nałapał pełną siatkę karasi bo akurat brały i zabiera je do domu. Pytam: "po co wam tyle 10 cm karasi " słyszę odpowiedź "oskrobie się i będzie do zalewy)...w praktyce robią z tego 2 słoiki w zalewie a reszta do śmietnika.
...może teraz narażę się na lincz, ale jako absolwent Ochrony Środowiska Leśnego, uważam iż takie gatunki ryb jak: amur, karp, tołpyga nie powinny mieć ani wymiaru ochronnego ani limitu połowu,powinny jak najszybciej zniknąć z polskich wód i te właśnie ryby uważam za rybi "CHWAST". Natomiast chwastem nie są krąpie anie jazgarze, a wyrzucanie ich by zdychały na brzegu to bardzo szkodliwe działanie.
Jestem za górnymi wymiarami. Wiem że w Gorzowie wprowadzili górny wymiar dla suma, sandacza, szczupaka i chyba coś tam jeszcze było. A znam takich co chwalą się że zabrali suma 40kg do domu, dla mnie to idiotyzm.
Ja nie kieruje się tym,że karta musi się zwrócić. Zawsze jak mam ochote na rybkę to zabiore sobie tyle ile zjem a nie, żeby na ,,trzepać" ile tylko się da. Każdy wędkarz wykupujący kartę ma prawo do zabierania ryb zgodnie z limitem i nikt mu tego nie zabroni.
Na podstawie moich obserwacji podczas kontroli wędkarzy mogę stwierdzić że zdecydowana większość z nich nie łowi dużych ilości ryb.Z okazami jest jeszcze gorzej.Czysty przypadek,że ktoś złowi większa rybę.Nie mówię o karpiarzach,łowcach sumów czy ogólnie o łowcach okazów.Oni złowionych dużych ryb nie zabierają.Nie wydaje mi się,żeby wędkarze nadmiernie trzebili pogłowie ryb.Niewielki odsetek łowiących zabiera wszystkie złowione ryby.Kontrolując siatki widać,że ryb w nich nie jest za wiele.
Temat nie jest bez sensu, ani to ze to temat rzeka, ani to ze są różne zdania w tym temacie, ani to ze już prawo reguluję tę sprawę - nie dyskwalifikuję go jako ciekawego do rozważań.
Skoro to temat rzeka to - dobrze bo jak by tak nie było to nie istniał by powód do dyskusji. Dyskutuje się na tematy w których istnieje wiele zdań. Co by to był za temat jeżeli istniała by tylko jedna jedyna odpowiedź - wątek by szybko został zamknięty.
Istnieje już prawo regulujące sprawę limitów ale jest ono moim zdaniem zbytnio łagodne. Dyskusje i rozważania są zalążkiem zmian w prawie.
Tematem do kłótni może być wszystko - należy mieć przede wszystkim dystans do siebie.
Jak nad każym jeziorem,zalewem czy rzeką są wędkarze starszego rocznika( nie mówie,że wszyscy) którzy biorą do siaty co popadnie nawet 5cm-trową płotke, a wtedy je sprzedają to według mnie mija się z celem wędkowania żeby łowić dla zysku.
Jak nad każym jeziorem,zalewem czy rzeką są wędkarze starszego rocznika( nie mówie,że wszyscy) którzy biorą do siaty co popadnie nawet 5cm-trową płotke, a wtedy je sprzedają to według mnie mija się to z celem wędkowania żeby łowić dla zysku.
Jak nad każym jeziorem,zalewem czy rzeką są wędkarze starszego rocznika( nie mówie,że wszyscy) którzy biorą do siaty co popadnie nawet 5cm-trową płotke, a wtedy je sprzedają to według mnie mija się to z celem wędkowania żeby łowić dla zysku.
osobiscie nie patrze na to ile wydaje na swoje hobby, a zamiast zlowionej przez siebie wole zjesc filety rybne ze sklepu. Wedkuje bo to lubie i smieszy mnie jakies przeliczanie pieniedzy na cos co sie lubi.
do tego jezeli ktos lubi wedkowac i jesc ta rybe, to powinien wziąc tyle ile ma ochote zjesc ze swoja rodzina. (Tylko nie z całym osiedlem!!!)
racja, nie cała składka (a w rzeczywistości znikoma jej część) przeznaczona jest na zarybianie, ale to inny temat rzeka.
...chodzi o to ze ja czuje się dobrze zabierając ryby do wartości opłaconej składki, w praktyce to 1/3 tej wartości nigdy nie osiągnąłem. Gdybym nie umiał się powstrzymać nabrał bym ryb o wartości 1000 zł to bym nie zasnął w nocy.
...inna sprawa to taka - nieraz spotkałem się z sytuacją gdy ktoś nałapał pełną siatkę karasi bo akurat brały i zabiera je do domu. Pytam: "po co wam tyle 10 cm karasi " słyszę odpowiedź "oskrobie się i będzie do zalewy)...w praktyce robią z tego 2 słoiki w zalewie a reszta do śmietnika.
...może teraz narażę się na lincz, ale jako absolwent Ochrony Środowiska Leśnego, uważam iż takie gatunki ryb jak: amur, karp, tołpyga nie powinny mieć ani wymiaru ochronnego ani limitu połowu,powinny jak najszybciej zniknąć z polskich wód i te właśnie ryby uważam za rybi "CHWAST". Natomiast chwastem nie są krąpie anie jazgarze, a wyrzucanie ich by zdychały na brzegu to bardzo szkodliwe działanie.
Dokładnie karp,amur,tołpyga nie powinny mieć wymiaru ochronnego.
...może teraz narażę się na lincz, ale jako absolwent Ochrony Środowiska Leśnego, uważam iż takie gatunki ryb jak: amur, karp, tołpyga nie powinny mieć ani wymiaru ochronnego ani limitu połowu,powinny jak najszybciej zniknąć z polskich wód i te właśnie ryby uważam za rybi "CHWAST". Natomiast chwastem nie są krąpie anie jazgarze, a wyrzucanie ich by zdychały na brzegu to bardzo szkodliwe działanie.
Dokładnie karp,amur,tołpyga nie powinny mieć wymiaru ochronnego.
A może żeby żadna ryba nie miała ? wtedy bralibyście co popadnie. Mówi co jest chwastem a sam jest nie lepszy:/ Jedyna racje co masz to tylko z tym wyrzucaniem ryb na brzeg żeby zdychały.
CześćWszystko z głową i z sensem. Nie można narzucać ile czego można zabrać bo od tego jest RAPR.Jednak jak czytam jak ktoś nazywa ryby chwastami .... Kiedyś na okonia mówili chwast i teraz praktycznie go nie ma.JK
CześćWszystko z głową i z sensem. Nie można narzucać ile czego można zabrać bo od tego jest RAPR.Jednak jak czytam jak ktoś nazywa ryby chwastami .... Kiedyś na okonia mówili chwast i teraz praktycznie go nie ma.JK
Janusz z tymi okoniami to lekko przesadziłeś .
Co do pierwszego zdania ,to oczywiście najmądrzejsza płęta w tej całej dyskusji .
Jesli ktoś łowi zgodnie z RAPR , nie bierze ryb niewymiarowych ,limity wagowe przestrzega -okresy ochronne ,limity roczne ryb w nich ujętych -to gówno każdemu z tego forum do tego czy dziennie nawali se siate płotek ,leszczy ,karasi ,czy nie .
Jak ktoś patrzy na karte żeby sie mięsiarsko zwróciła ,to zwykły głupek i tak tez do takich ludzi trzeba podchodzić -jednak zabronić ,nakazać i umoralniać możemy swoje dzieci jak wychowujemy ,a nie wolnych ludzi i samodzielnych wędkarzy.
...może teraz narażę się na lincz, ale jako absolwent Ochrony Środowiska Leśnego, uważam iż takie gatunki ryb jak: amur, karp, tołpyga nie powinny mieć ani wymiaru ochronnego ani limitu połowu,powinny jak najszybciej zniknąć z polskich wód i te właśnie ryby uważam za rybi "CHWAST". Natomiast chwastem nie są krąpie anie jazgarze, a wyrzucanie ich by zdychały na brzegu to bardzo szkodliwe działanie.
Popieram
biorą do siaty co popadnie nawet 5cm-trową płotke, a wtedy je sprzedają to według mnie mija się to z celem wędkowania żeby łowić dla zysku.
Tacy ludzie łamią Regulamin - nie wolno odsprzedawać ryb złowionych w wodach PZW w ramach wędkowania jako członek PZW.
Nie ma pojęcia rybiego chwastu .
Są gatunki bardziej lub mniej pożądanie i gatunki inwazyjne .
Każdy z wymienionych "chwastów" (amur, karp, tołpyga)może mieć inne znaczenie w pewnych wodach .Takie jest moje zdanie .
"...może teraz narażę się na lincz, ale jako absolwent Ochrony Środowiska Leśnego, uważam iż takie gatunki ryb jak: amur, karp, tołpyga nie powinny mieć ani wymiaru ochronnego ani limitu połowu,powinny jak najszybciej zniknąć z polskich wód i te właśnie ryby uważam za rybi "CHWAST". Natomiast chwastem nie są krąpie anie jazgarze, a wyrzucanie ich by zdychały na brzegu to bardzo szkodliwe działanie.
Popieram"
Jakiś absolwent pewnie zacnego kierunku podjął decyzję o wycięciu drzew nad Bobrem. Wszelkiej maści absolwentom życzę zdrowego rozsądku ;-) Jak można nazywać ryby jakie by one nie były chwastem - czy żeby dojść do takich wniosków należy skończyć jakiś modny kierunek związany z ochroną przyrody i wisieć na drzewach za kasę? JK
Jednak jak czytam jak ktoś nazywa ryby chwastami .... Kiedyś na okonia mówili chwast i teraz praktycznie go nie ma.JK
Dokładnie, okoń otarł się o granicę przeżywalności, podobnie jak szczupak i miętus.Wprawdzie pojęcie "chwast rybi" powstało wśród hodowców stawowych, jednak PZW kiedyś wprowadziło ten termin do swoich wytycznych dotyczących gospodarki na wodach pstrągowych, na których, w wielu okręgach do dzisiaj (działacze starszej daty), uważa się, że szczupak, miętus to chwast rybi i trzeba go wytępić. Podobnie reagują muszkarze starszej daty. A co do okoni, brak okonie w polskich wodach nie oznacza, że nie ma tych malućkich okonków, tylko brakuje okoni ważących powyżej 0,6 kg, nie wpsominając o kilogramowych i dwukilowych, tych prawdziwych garbusów.Zostały wytępione i wyjedzone przez członków PZW dumnie nazywających się wędkarzami.
Nie ma pojęcia rybiego chwastu .
Są gatunki bardziej lub mniej pożądanie i gatunki inwazyjne .
Każdy z wymienionych "chwastów" (amur, karp, tołpyga)może mieć inne znaczenie w pewnych wodach .Takie jest moje zdanie .
Znaczenie zapewne mają ale w wodach których występują naturalnie i mogą się rozmnażać. W wodach do których zostały wpuszczone na siłę, nie mogą się rozmnażać są szkodnikami i chwastami.
Jakiś absolwent pewnie zacnego kierunku podjął decyzję o wycięciu drzew nad Bobrem. [...]
JK
Ciekaw jestem, co na ten temat "mówią" stosowne władze PZW.
Ostatnio panuje słuszna moda na wypuszczanie złowionych ryb. Dla mnie i wielu innych wędkarzy ryba to prawdziwy przysmak, nie ma nic smaczniejszego niż usmażona w chrupiącej panierce rybka, a do tego zimne piwko. Ryby w sklepie są zazwyczaj drogie i nie pierwszej świeżości. Do tego w domu czeka żona, która ciężko znosi wydawane przez męża pieniądze na pozwolenia sprzęt, i zanęty. Należy więc kilka razy wrócić z rybą. Moja propozycja jest taka aby w granicach limitów i wymiarów ochronnych, pozwolić sobie na zabranie w ciągu roku tylu kilogramów ryb ile by się nam udało kupić w sklepie za równowartość wykupionego pozwolenia. Dla przykładu : W tym roku wpłaciłem na konto PZW 235 zł, można za to kupić w sklepie ok 13 kg karpia, wiec w myśl wyżej wymienionej zasady tyle mogę zabrać w ciągu roku i zjeść ze smakiem i na zdrowie. Analogicznie z innymi gatunkami. Po osiągnięci limitu już tylko wędkuję a rybą pozwalam cieszyć się życiem. Myślę iż w ten sposób pozostajemy z czystym sumieniem, zaspokajamy swój apetyt nie popadając w mięsiarstwo. Co koleżanki i koledzy z forum sądzą o takim podejściu do sprawy? zapraszam do dyskusji. Kamil Filip.
To jest bardzo zdrowe podejście, przecież nikt nie zabrania i nie krytykuje zabierania ryb z łowiska tylko róbmy to z rozsądkiem, złapiesz 30 leszczy weź sobie 4 czy pięć resztę wypuść, bo po co i na co komu tyle. Bynajmniej ja tak postępuje ze złowionymi rybami, jak najdzie mnie ochota to cos tam zabiorę, ale reszta wraca do wody.
Ostatnio panuje słuszna moda na wypuszczanie złowionych ryb. Dla mnie i wielu innych wędkarzy ryba to prawdziwy przysmak, nie ma nic smaczniejszego niż usmażona w chrupiącej panierce rybka, a do tego zimne piwko. Ryby w sklepie są zazwyczaj drogie i nie pierwszej świeżości. Do tego w domu czeka żona, która ciężko znosi wydawane przez męża pieniądze na pozwolenia sprzęt, i zanęty. Należy więc kilka razy wrócić z rybą. Moja propozycja jest taka aby w granicach limitów i wymiarów ochronnych, pozwolić sobie na zabranie w ciągu roku tylu kilogramów ryb ile by się nam udało kupić w sklepie za równowartość wykupionego pozwolenia. Dla przykładu : W tym roku wpłaciłem na konto PZW 235 zł, można za to kupić w sklepie ok 13 kg karpia, wiec w myśl wyżej wymienionej zasady tyle mogę zabrać w ciągu roku i zjeść ze smakiem i na zdrowie. Analogicznie z innymi gatunkami. Po osiągnięci limitu już tylko wędkuję a rybą pozwalam cieszyć się życiem. Myślę iż w ten sposób pozostajemy z czystym sumieniem, zaspokajamy swój apetyt nie popadając w mięsiarstwo. Co koleżanki i koledzy z forum sądzą o takim podejściu do sprawy? zapraszam do dyskusji. Kamil Filip.
To jest bardzo zdrowe podejście, przecież nikt nie zabrania i nie krytykuje zabierania ryb z łowiska tylko róbmy to z rozsądkiem, złapiesz 30 leszczy weź sobie 4 czy pięć resztę wypuść, bo po co i na co komu tyle. Bynajmniej ja tak postępuje ze złowionymi rybami, jak najdzie mnie ochota to cos tam zabiorę, ale reszta wraca do wody.
Wiadomo 30 na raz to mała przesada, lecz 4 to też przesada tylko że w drugą stronę. Co ja mam sobie zrobić z 4 leszczy? Zależy od ryby, ale np. jeśli chodzi o leszcze, płotki czy też wzdręgi to biorę owych rybek z 15-20 (oczywiście jeśli tyle złowię). Po przyjściu do domu z 5-10 na grilla, a reszta do słoja :) U mnie ryby się nie marnują bo bardzo je lubię. Jak kto woli. Mięsiarzem nie jestem, ale często biorę rybki do domu (oczywiście zgodnie z wymiarem ochronnym i limitem wyznaczonym przez RAPR.
Wiadomo 30 na raz to mała przesada, lecz 4 to też przesada tylko że w drugą stronę. Co ja mam sobie zrobić z 4 leszczy? Zależy od ryby, ale np. jeśli chodzi o leszcze, płotki czy też wzdręgi to biorę owych rybek z 15-20 (oczywiście jeśli tyle złowię). Po przyjściu do domu z 5-10 na grilla, a reszta do słoja :) U mnie ryby się nie marnują bo bardzo je lubię. Jak kto woli. Mięsiarzem nie jestem, ale często biorę rybki do domu (oczywiście zgodnie z wymiarem ochronnym i limitem wyznaczonym przez RAPR.
Piszesz o leszczykach a nie leszczach. Dla mnie leszcz to taki od kilograma. 20 sztuk kilogramowych chyba nie bierzesz.
RAPR ?????? A gdzie jest RAPR jak prezesik skarbin i inne pajace z wszelkich PZW biorą kasę za nic ?? Co Ty człowiek ?? Skąd Ty spadłes ??
Tak piszę o żyletkach. Nie jakiś maluteńkich rybkach, ale takich 20-25cm
" Jakiś absolwent pewnie zacnego kierunku podjął decyzję o wycięciu drzew nad Bobrem. Wszelkiej maści absolwentom życzę zdrowego rozsądku ;-) Jak można nazywać ryby jakie by one nie były chwastem - czy żeby dojść do takich wniosków należy skończyć jakiś modny kierunek związany z ochroną przyrody i wisieć na drzewach za kasę?" JK Co ma wiszenie na drzewach do Ukończenia kierunków związanych z ochroną przyrody? Proszę zapoznać się z definicją słowa Ekologia. http://pl.wikipedia.org/wiki/Ekologia I ta zacna nauka po licznych badaniach potwierdza iż gatunki takie jak amur,karp,tołpyga,sumik karłowaty, czy pstrąg tęczowy wywierają w mniejszym czy większym stopni negatywny wpływ na naszą rodzimą florę i faunę występującą w rzekach i jeziorach. Amury zniszczyły w wielu jeziorach tarliska naszych rodzimych ryb. Słowo chwast zamieściłem w cudzysłowie - co oznacza że nie traktuję tego słowa dosłownie, a jedynie na przekór ludziom i autorom książek którzy zachwalają Karpia Amura i inne szkodliwe gatunki tylko dlatego ze są "dużą sztuką" i dają piękny hol.
Dla przykładu T.Andrzejczyk w książce "Wędkarstwo jeziorowe" pisał iż krąp nie ma ani okresu ochronnego, ani limitu połowu, ani wymiaru ochronnego, gdyż jest rybim chwastem i należy go z cała determinacją tępić.
Taki pogląd krąży o wielu "nieciekawych" dla wędkarzy gatunkach ryb - określenie rybiego chwastu istnieje więc i do dziś jest głęboko zakorzeniony w społeczności wędkarskiej.
A tak właściwie to proszę o powrót do tematu dyskusji jakim jest zaproponowane prze-zemnie podejście do zabierania i konsumpcji ryb.
Istnieje ostatnio jakaś intencja przekierowywania wszelkich pojawiających się tematów forumowych do wątku karpia , czy amura ?Nie wchodząc w szczegóły zasadności , czy też nie - postulatów o ich wielkiej szkodliwości na środowisko w którym żyją proponuję nauczyć się je łowić . Są to niewątpliwie ze względu na swoją waleczność i gabaryty bardzo atrakcyjne wędkarsko ryby i jestem przekonany , że każdemu zacietrzewionemu obecnie oportuniście po wyholowaniu takiej rybki zagościłby na twarzy uśmiech i momentalnie zapomniałby o swoich " przekonaniach " / wziętych głównie po regularnym wpajaniu ich do siebie przez namolność i częstość ich publikacji osób wyselekcjonowanych i sterowalnych do wywoływania wszelkiego rodzaju " zadym ".
Proszę , też zwrócić uwagę , że świat fauny / flory zresztą też / nie ogranicza się jedynie do ryb - a ile żyjących gatunków obcych spokojnie egzystuje i jakoś nikt nie apeluje do ich unicestwienia - może nie ma w innych grupach środowiskowych tak błyskotliwie myślących istot jak tu : wiecznie zbuntowany i niezadowolony Wędkarz-Filozof ? Pozdrawiam Ernest
Istnieje ostatnio jakaś intencja przekierowywania wszelkich pojawiających się tematów forumowych do wątku karpia , czy amura ?Nie wchodząc w szczegóły zasadności , czy też nie - postulatów o ich wielkiej szkodliwości na środowisko w którym żyją proponuję nauczyć się je łowić . Są to niewątpliwie ze względu na swoją waleczność i gabaryty bardzo atrakcyjne wędkarsko ryby i jestem przekonany , że każdemu zacietrzewionemu obecnie oportuniście po wyholowaniu takiej rybki zagościłby na twarzy uśmiech i momentalnie zapomniałby o swoich " przekonaniach " / wziętych głównie po regularnym wpajaniu ich do siebie przez namolność i częstość ich publikacji osób wyselekcjonowanych i sterowalnych do wywoływania wszelkiego rodzaju " zadym ".
Proszę , też zwrócić uwagę , że świat fauny / flory zresztą też / nie ogranicza się jedynie do ryb - a ile żyjących gatunków obcych spokojnie egzystuje i jakoś nikt nie apeluje do ich unicestwienia - może nie ma w innych grupach środowiskowych tak błyskotliwie myślących istot jak tu : wiecznie zbuntowany i niezadowolony Wędkarz-Filozof ? Pozdrawiam Ernest
Na ten temat założyłem osobny wątek (http://forum.wedkuje.pl/f,ryby-introdukowane-gatunki-inwazyjne-ich-ponown,624683,0.html) serdecznie zapraszam do dyskusji. Tu proszę odpowiadać na temat podany na początku wątku, jednocześnie wszystkim bardzo dziękuję za spore zainteresowanie tematem, oraz zabranie zdania w tej dyskusji.
" Jakiś absolwent pewnie zacnego kierunku podjął decyzję o wycięciu drzew nad Bobrem. Wszelkiej maści absolwentom życzę zdrowego rozsądku ;-) Jak można nazywać ryby jakie by one nie były chwastem - czy żeby dojść do takich wniosków należy skończyć jakiś modny kierunek związany z ochroną przyrody i wisieć na drzewach za kasę?" JK Co ma wiszenie na drzewach do Ukończenia kierunków związanych z ochroną przyrody? Proszę zapoznać się z definicją słowa Ekologia. http://pl.wikipedia.org/wiki/Ekologia I ta zacna nauka po licznych badaniach potwierdza iż gatunki takie jak amur,karp,tołpyga,sumik karłowaty, czy pstrąg tęczowy wywierają w mniejszym czy większym stopni negatywny wpływ na naszą rodzimą florę i faunę występującą w rzekach i jeziorach. Amury zniszczyły w wielu jeziorach tarliska naszych rodzimych ryb. Słowo chwast zamieściłem w cudzysłowie - co oznacza że nie traktuję tego słowa dosłownie, a jedynie na przekór ludziom i autorom książek którzy zachwalają Karpia Amura i inne szkodliwe gatunki tylko dlatego ze są "dużą sztuką" i dają piękny hol.
Dla przykładu T.Andrzejczyk w książce "Wędkarstwo jeziorowe" pisał iż krąp nie ma ani okresu ochronnego, ani limitu połowu, ani wymiaru ochronnego, gdyż jest rybim chwastem i należy go z cała determinacją tępić.
Taki pogląd krąży o wielu "nieciekawych" dla wędkarzy gatunkach ryb - określenie rybiego chwastu istnieje więc i do dziś jest głęboko zakorzeniony w społeczności wędkarskiej.
A tak właściwie to proszę o powrót do tematu dyskusji jakim jest zaproponowane prze-zemnie podejście do zabierania i konsumpcji ryb."
Nie od dziś wiadomo, ze pewna organizacja za odpowiednią opłatą skłonna jest do ustępstw w zakresie ochrony i obrony przyrody przed zachłannymi i rządnymi niszczenia wandalami chcących wybudować jakąś drogę lub inną obwodnicę. To ma wspólnego ;-) Gdzie są ekolodzy, zieloni tudzież inne organizacje jak niszczy się tak piękną rzekę jaką jest Bóbr? Gdzie jest w tym momencie w końcu PZW w osobach Zarządów Okręgów ? Czy ochrona naszej przyrody dotyczy tylko karpi notabene wpuszczanymi do byle sadzawki na wniosek i zgodnie z jakąś dziwną uchwałą kół PZW ? Dla Twojej wiadomości - nie jestem za tym żeby karpie wpuszczać ku uciesze pewnej grupy wędkarzy. Ale spróbuj na zebraniu koła powiedzieć, że stawiasz stanowcze NIE takim praktykom - zobaczysz co się stanie.
Bardzo brzydkim podejściem wszelkiej maści " naukowców " jest pisanie o rybich chwastach. Jest to niegodne noszonych tytułów naukowych. Jak sam zauważyłeś tematem jest " Płacę...itd" więc nie dotyczy to tylko karpi. Mnie osobiście bulwersuje nazywanie jakiegolwiek gatunku chwastem. JK