Reklama
  • wedkarz2011-12-06 21:09:09

    Cześć
    W zeszłym roku miałem zawody podlodowe o mistrza koła na zadębiu w Skierniewicach.Łowiłem na srebną wolframówke żyłka była w granicach 0.08mm , miałem 2 płotki i 4 okonie,pod koniec zawodów przestała brać ryba . Poszedłem na płycizny poszukać pasiastego.Wywierciłem otwór i ani brania , zobaczyłem że niedaleko mnie  jest dziura zrobiona lekko skuta lodem więc wywierciłem ją jeszcze raz , sprzęt zostawiłem w poprzedniej dziurze .Zanurzam mormyszkę na bałałajce ledwo co doszła do dna i już branie przyciołem a tu czuje tylko opór przez 4 sekundy i  wszystko zerwane .Poszedłem po drugą wędkę z kołowrotkiem zmieniłem mormyche też na srebną , zanurzam znowu branie zacinam , i żyłka wysnuła się z kołowrotka 3 minuty się bawię paczę a w dziurze widzę  ryjek karpia . I też go szlak trafił i chwile po tym sygnał KONIEC ZAWODÓW    i przedostatnie miejsce ;)
    Jakie są wasze przygody?

  • mlodystm 2011-12-06 21:49:12

    nie mila przygoda, ale napisze.
    Łowiłem na bacika na zawodach wedkarskich , rybki lądowaly w siateczce rozne okonki , jazgarki , płoteczki i krapiki. Wiedzialem, ze zacieta rywalizacja trwa, ale podczas zawodow organizatorzy zagladali w siatki czy nie ma zadnych przekretów. No nic podchodzi organizator i mowi ooo Dawidzie tutaj chyba bedzie "pudlo" czyli miejsce na podium. Zajaralem sie tym faktem. gong konczoncy zawody, pakuje sprzet , wyciagam siatke i oczom nie wierze. W siatce zostaly 4 okonki, ktore pletwa grzbietowa wplataly się w siatke. Jak sie okazalo na dole zrobila się dziura nie wiem czy podczas wyciagania zachaczylem o cos czy okonki porwaly siateczke i zostala mi nagorda pocieszenia w formie grochowki :)

  • dario35 2011-12-06 22:56:12

    ostatniej zimy wybralem sie z kumplem na ryby jak co sobote, byla lekka odwilz kumpel kupil sobie nowe buty cieplutkie i anty poslizgowe po krotkiej prezentaci obuwia zaczynamy lowic wiercimy dziury w lodzie ,po jakims czasie kumpel stwierdzil ze przeniesie sie w inny rejon lowiska bieze swider w lapy uszedl moze ze 4 kroki i nagle poslizg i upadek na plecy ja smiejac sie do rozpuchu ide w jego kierunku i nagle noga mi sie poslizgnela i w pieknym stylu laduje telemarkiem na plecach ,no to juz obaj bylismy mokrzy i rozbawieni do lez polowilismy jeszcze kilka godzin i wrocilismy w dobrym humorze do domu

  • 89krzysztof 2011-12-07 07:30:34

    ostatniej zimy wybralem sie z kumplem na ryby jak co sobote, byla lekka odwilz kumpel kupil sobie nowe buty cieplutkie i anty poslizgowe po krotkiej prezentaci obuwia zaczynamy lowic wiercimy dziury w lodzie ,po jakims czasie kumpel stwierdzil ze przeniesie sie w inny rejon lowiska bieze swider w lapy uszedl moze ze 4 kroki i nagle poslizg i upadek na plecy ja smiejac sie do rozpuchu ide w jego kierunku i nagle noga mi sie poslizgnela i w pieknym stylu laduje telemarkiem na plecach ,no to juz obaj bylismy mokrzy i rozbawieni do lez polowilismy jeszcze kilka godzin i wrocilismy w dobrym humorze do domu


    Telemark na plecach ? To nota 20.0 ;) 

  • Reklama
  • wedkarz 2011-12-07 15:15:13

    Hehe .. no to faktycznie fajne przygody ;)

  • wedkarz 2011-12-07 15:15:21

    Hehe .. no to faktycznie fajne przygody ;)

  • adrianek19921 2011-12-07 16:01:45

    Zaskoczenie
    to było przeżycie:))

  • korektor98 2011-12-08 08:14:03

    W zeszłym roku chciałem wybrać się na moją pierwszą wyprawę podlodową. Po kilku dniach w końcu udało mi się namówić ojca i pojechaliśmy samochodem na staw. Niestety wiatr wiał tak mocno, że kiedy chcieliśmy przejść ostatnie kilkadziesiąt metrów przez polną drogę z ubitym śniegiem nie mogliśmy się w ogóle ruszyć z miejsca, bo na śliskim podłożu się ślizgaliśmy. Ale nie w tym rzecz. Postanowiliśmy wrócić do samochodu i pojechać do ciepłego domu. Auto zawiesiło się na zaspie śnieżnej i musiałem iść jakieś 1,5km po szufle. Kiedy już wróciłem okazało się, że szedłem na marne, bo już ktoś pomógł tacie o jechał on do domu.Ta historyjka nie jest śmieszna, ale niestety skutecznie zniechęciła ojca na zimowe wyprawy

  • Reklama
  • mlodystm 2011-12-08 09:29:49

    W zeszłym roku chciałem wybrać się na moją pierwszą wyprawę podlodową. Po kilku dniach w końcu udało mi się namówić ojca i pojechaliśmy samochodem na staw. Niestety wiatr wiał tak mocno, że kiedy chcieliśmy przejść ostatnie kilkadziesiąt metrów przez polną drogę z ubitym śniegiem nie mogliśmy się w ogóle ruszyć z miejsca, bo na śliskim podłożu się ślizgaliśmy. Ale nie w tym rzecz. Postanowiliśmy wrócić do samochodu i pojechać do ciepłego domu. Auto zawiesiło się na zaspie śnieżnej i musiałem iść jakieś 1,5km po szufle. Kiedy już wróciłem okazało się, że szedłem na marne, bo już ktoś pomógł tacie o jechał on do domu.Ta historyjka nie jest śmieszna, ale niestety skutecznie zniechęciła ojca na zimowe wyprawy

    Kolego na wyprawy na lod trzeba byc twardym :) ilez to razy moja Honda sie zawiesila, z racji tego, ze jest niska sam sobie robilem pod gorke biorąc ja na ryby. Ale spokojnie zawsze mam ze soba lopate w bagazniku. Ile razy juz musialem odkopywac siebie i innych wedkarzy, ktorzy "zapomnieli" lopat. Ale ma to tez swoje uroki :)



Reklama
Reklama