Jak czytam kolejne arykuły i prawie na każdym widzę C&R lub "złów i wypuść" to mnie trafia i nasuwa pytanie z tematu. Skoro człowiek jest drapieżnikiem to tłumaczy czemu czasami zabiera złowioną rybę w celu konsumpcyjnym. Skoro jest sadystą to okalecza ryby bo ma takie hobby - sorki zapomniałem że koledzy(koleżanki) od C&R zawsze perfekcyjnie zacinają rybkę. Ja w tym roku zabrałem około 8 rybek (głównie karp) w celach konsumpcyjnych więc sądzę że ja łapę się pod drapieżnika a Wy? POZDRAWIAM
Temat wielokrotnie wałkowany i konfliktogenny. Chcesz rozpętać kolejną jatkę? to jest Twoim celem, czy faktycznie zastanawia Cię problem "no kill" i C&R?
Ciekawi mnie poprostu jak w naszej społeczności wygląda podział na no kill i resztę w miarę procentowo. i pragnę zwrócić uwagę na jak dla mnie bezsensowne chwalenie się że wszystkie ryby niby wracają do wody zawsze całe i zdrowe.
POZDRO
Powiem tyle aby dla Ciebie Kolego konrad_leo to co teraz napiszę stało się JASNE z zasady lekcewarze osoby "BEZ TWARZY i nie wdaje sie z nimi w dyskusje lecz tym razem zmuszony jestem zmienić swój światopogląd i zainterweniować. Spiderling słusznie zauważył że tocząc ten temat możesz rozpętać po raz kolejny niepotrzebną awanturę, których mieliśmy tu wiele i żadna więcej nie jest nam potrzebna. Problem polega na tym że sport/hobby które uprawiamy można zaliczyć do sadyzmu ponieważ opiera się głownie do zadawania bólu biednemu zwierzęciu dla uzyskania jak największej przyjemności i choć Ja staram się wypuszczać złowione ryby a tym rządzi zasada prze zemnie ustalona opierająca się na wielkości danej ryby, jej znaczenia w ekosystemie, liczebności w danym zbiorniku, okresów ochronnych, itd to i tak mam niesmak zadania tej rybie bólu. Więc niejednokrotnie myślę że Ci co te ryby zjadają mają czystsze sumienie aniżeli moje łowią, zadają bul i konsumują porównywalne do uboju świni a więc przyroda. Są na tym portalu ludzie którzy wypuszczają wszystkie ryby, prawie wszystkie tak jak Ja oraz Ci co je zjadają w dosłownym tego słowa znaczeniu i każda z tych grup ma prawo do istnienia i należy je się odpowiedni szacunek. Być może że n/k lub c&r jest to uciszenie sumienia sadysty lecz to pomaga zachować zdrowy rozsądek w tak głupim sporcie do którego i Ja należę.
Witam. No było już trochę tematów na ten temat a i odpowiedzi były skrajne. Ja zabieram ze sobą ryby choć nie wszystkie które złowię. Ja bym wszystkich wędkarzy podzielił na 4 grupy. 1.Zabierają ile złowią nawet bez wymiaru i limitu 2.Zabierają na ile limit pozwala. 3.Zabierają sporadycznie (np. z 2óch, 3ech wypadów jedną ,dwie ryby) 4.Całują i wypuszczają
Na 4 grupę mnie nie stać.Np. jadąc na pstrąga 3 dni z rzędu na tą samą rzekę robię 450km.Jest dużo przyjemności walki z rybą ale jedna musi wylądować na patelni.Poza tym ustanowiony limit pozwala mi brać codziennie tyle ile ustalono i mam prawo brać zgodnie z limitem.Nikt mi tego nie może zabronić.Jeśli jeden całuje i wypuszcza jego sprawa nie można mu tego zabronić, nie można też zabronić innym co biorą zgodnie z limitem i mają do tego prawo. Ja zaliczam się do 3 grupy i tak mi dobrze.
mam podobne zdanie co kolega spiderling. Co więcej, uważam że niepotrzebnie wypowiadasz się w sposób " ... zapomniałem że koledzy(koleżanki) od C&R zawsze perfekcyjnie zacinają rybkę ... " oraz " ... wszystkie ryby niby wracają do wody zawsze całe i zdrowe ... ". Jest to dość " zaczepne " , prowokacyjne i pretensjonalne. Obawiam się, że możesz wywołać kolejną bezsensowną przepychankę słowną. Czy jest to Twoim celem - tego nie wiem, ale czytając to co o sobie napisałeś w swojej " wizytówce " mogę tak pomyśleć, prawda?
Mam nadzieję, że nie obrazisz się za mój komentarz bo nie to miałem na celu.
Mnie tam zwisa kolejna pyskówka, ale zawsze sie chętnie wypowiadam w tym temacie, więc i teraz sobie nie odmówie tej przyjemności.
Oczywiście, tematodawca ma rację. Ja tez tak myślę. I też należę do trzeciej grupy.
Moje sumienie jest czyste, a przynajmniej bardziej czyste niż przedstawicieli klubu "Pocałuj i Wypuść". W przeciwieństwie do tej nacji, nie wmawiam sobie że jestem człowiekiem pozbawionym instynktów pierwotnych, ale chętnie przyznaję, ze jestem istotą która posiada obok nich również instynkty ewolucyjne.
Jestem zatem łowcą, drapieżcą, ale obok tego również człowiekiem czułym na piękno i szanuję żywą istotę każdą bez wyjątku.
Zdecydowana większość osób "Pocałuj i Wypuść", odrzuca te podstawowe instynkty, dając tym samym do zrozumienia, że to oni sa tymi "lepszymi".
Nic bardziej fałszywego. Jest to zwykła ściema dla zatuszowania pewnych spraw, takich jak:
-Nie lubie mięsa ryb,
-Nie umiem zabić ryby (z róznych powodów)
-Ja bym zjadł, ale brzydzę się patroszenia rybek,
-Ja bym zabrał do domu, ale mnie z tym żona wyrzuci na zbity pysk (bo kuchnia jest wyciaciana)
-Ryby śmierdzą, więc mnie odrzuca,
-Nie mogę znieść widoku krwi,
-U mnie w domu nikt nie przyrządzi mi ryby, a ja nie potrafię,
-Kupie sobie filety, bo to czysto, ładnie i prosto,
-Jem ryby, ale tylko w restauracjach, bo mnie na to stać,
-Jem tylko morskie,
-Daje rybom po łbie i jem, ale przyznawać sie do tego nie będę, bo "PiW" to takie cool i na topie.
No i w znakomitej wiekszości osoby te twierdzą, ze zawsze ryba jest zacięta w samym kąciku pyska.
Osób które naprawdę wierzą w tę swoją filozofię i są jej wierne dla samej zasady, jest bardzo niewiele w tym klubie. Ale tacy wędkarze nie trąbia na lewo i prawo jacy to są etyczni, oni poprostu maja swoje zasady i ich sie trzymają. Oni potrafią przyznać, że czasem ryba źle sie zatnie, że czasem krwawi i staraja sie minimalizować skutki swej działalności. Ale robia to dla zasady, nie dla poklasku i nie dla reklamy, jak to fczytam na pewnym blogu pewnej ślicznej panienki.
Ja zaś jestem dumny z tego, że:
1.Potrafie złowić rybę każdego gatunku jaki występuje na moim terenie.
2.Znam metody i łowiska na moim terenie.
3. Mam zasady dotyczące etyki.
4. Przestrzegam prawa i przepisów wędkarskich.
5. Potrafie zabić rybę, oczyścić i przyrządzić na kilka sposóbów w zależności od gatunku.
6. Moi znajomi uważaja że jestem Rybnym Kucharzem.
7. Jem ryby.
Duma mnie rozpiera. Natomiast jesli ktoś chce "Całować i Wypuszczać", niech sobie ma to prawo, tylko niech nie dorabia do tegpo sztucznych ideologii.
To co Wędkarz robi ze złowioną rybą to wyłącznie jego sprawa Jeśli nie łamie regulaminu i ludzkiej przyzwoitości to wara innym do tego Nie biorę ryb do domu ale to moja prywatna sprawa ,ale nie neguje i nie ubliżam tym co biorą .
Popieram to co piszecie powyżej kol. Hektores i Ghostmir. Każdy ma prawo zabrać zgodnie z limitem czy wymiarem lub innymi przepisami lokalnymi. Kłopot w tym że wielu ludzi z wędką traktuje ryby jak wroga. Biorą szczupaki, to trzeba je złowić wszystkie, wręcz spacyfikować łowisko, biorą okonie, to łapać wiadrami, złowi się jazgarza to przydepnie butem i w krzaki bo niby chwast. Nie rozumiem dlaczego ludzie tak nienawidzą ryb. Przecież ryby dają im ulubione hobby, aktywny wypoczynek, zaspokojenie instynktów i niebo w gębie. Czyli same super doznania. Nie mamy w kraju węgorza elektrycznego, drętwy, skrzydlicy czy innych niebezpiecznych ryb, które nam zagrażają, wiec dlaczego niektórzy ludzie traktują ryby jak śmiertelnych wrogów? Nie wierzę że chodzi tu o pradawny instynkt zabijania. Niemożliwe by XXI wieku w małym kraju jakim jest Polska, przebywało w jednym czasie milion Predatorów.....
Ztym deptaniem jazgarzy to taki ciemnogrodzki przesąd. Niby trujący, niby niszczy ikrę innych ryb, a to zwykłe srutu tutu drutu.
Mięso jazgarza jest przysmakiek jakich mało, a jego obecność w łowisku świadczy o doskonałej kondycji łowiska. Jeśli jest jazgarz, jest tez sandał, a dodatkowo mozna mniemać, ze i ikry w łowisku jest dużo, czyli ryba sie rżnie i mnoży. Nie wiem jaka by musiała byc liczba jazgarzy, by zagroziły one równowadze w zbiorniku.
Podsumowując, nie niszczmy jazgarzy, tak samo jak nie niszcymy grzybów których nie zbieramy. Raz ze ktoś inny może w nich gustować, dwa że to pokarm dla dramieżców, trzy -to element systemu, który jest w tym systemie potrzebny by wszystko było na swoim miejscu. Poza tym jest to gatunek poniekąd nasz, a nie jakiś przeskoczek.
Lubię czasem sobie zrobić zupkę rybną. Robiłem z dorsza, robiłem z łososia, robiłem ze szczupaka, robiłem z okonia. Ale nigdy nie była tak smaczna jak z jazgarzy. Nie rozumiem jak ktoś może tą rybę nazywać chwastem. Tylko dlatego że jest malutki? To pewnie Japończycy też bo niscy? Polska to dziwny kraj....
Uważam,że powinniśmy uszanować innych,popieram słowa Hektores-stanowcze i mówią wszystko. Jeśli ktoś chce wziąć rybkę na kolacje to niech sobie weźmie-byle zgodnie z regulaminem. Jeśli ktoś chce ją pocałować i wypuścić to niech to zrobi i cześć jego sprawa. Ale nie zmuszajmy nikogo do takich rzeczy,że jak ja tak robię to i wy tak róbcie-to jest prymitywne i głupie. Osobiście lubię ryby szczególnie leszcze i dlaczego mam sobie nie wziąć jak złowię. A pocałować mogę żonę jak zjemy po rybce. Serdecznie pozdrawiam tych co biorą ryby do konsumpcji i tych co wypuszczają.
Oczywiście każdy wędkarz ma prawo zabrać do domu złowioną rybę. Ważne by było tylko to żeby ryba miała wymiar. Oczywiście limit dzienny też jest ważny!Nie zabieramy wszystkich ryb złapanych. Ja osobiście bardziej wolę rybki wypuszczać ponieważ sprawia mi to dużą przyjemność, która według mnie jest ważniejsza od przyjemności kulinarnej. Pozdrawiam
Powiem tak ..jeden wędkarz w jednym sezonie "wyjął "z jednego dołka 8 sandaczy na drugi rok nie złowił ani jednego ..ponieważ ich tam już brakło a woda to nie sklep i nie dowiozą nowych .Ryby to nie grzyby nie urosną przez noc choć by miały najlepsze warunki .Można zniszczyć wodę zgodnie z regulaminem trzeba eksploatować wodę z głową .
Ja wyznaję jeszcze inną filozofię. Łowię tylko te ryby, które mam zamiar zjeść, czyli sandacze. I nie orzę wody, by złowić komplet. Wypływam skoro świt, godzinka rzutów na moim ulubionym łowisku i wracam trollingując. Po drodze wyskoczę do lasu na grzybki i zazwyczaj koło 8 rano jestem już w domu. I często bez ryby. Ale nie rozpaczam z tego powodu. Dotleniłem się, cyknąem kilka fotek. Zobaczyłem znajome łabędzie , zimorodki czy krążące nad głową jastrzębie. Za to coraz mnie widuję bocianów nad wodą i to mnie martwi...
A dlaczego zakładasz, że ktoś wypuszcza ryby po to by się tym chwalić? Znam wielu ludzi, którzy podobnie do mnie wypuszczają złowione ryby z pobudek o wiele wyższych niż chęć pochwalenia się. Uważam, że o wiele mniejsze zło wyrządzam rybie kalecząc jej pysk i wypuszczając do wody, niż waląc ja w łeb i wpuszczając do torby.
Nie twierdzę że wypuszcza by się chwalić tylko się chwali że wypuścił a to 2 różne sprawy. Nie mam nic przeciw zabraniu rybki w celu konsumpcyjnym czy wypuszczeniu. Sam większość rybek puszczam spowrotem. Ale jeśli na 5 artykułów w 4 czytam że "wszystkie ryby w doskonałej kondycji wracają do wody" to nasuwa mi się pytanie czemu 98% wędkarzy których ja widuję moczy siatkę w wodzie?
Koledzy i Koleżanki postępujmy jak nam sumienie podpowiada ale nie starajmy się na siłę swojej ideologii wpajać innym.
PS. Bardzo lubię zdjęcia na tle łazienki itp. a w artykule pięknie napisane że: "wszystkie ryby w doskonałej kondycji wracają do wody"
Przepraszam, nie przeczytałem całego tematu, ale chciałem odnieść się do wypowiedzi Kolegi Norberta. Bardzo ciekawą rzecz powiedziałeś! staram się wypuszczać złowione ryby a tym rządzi zasada prze zemnie ustalona opierająca się na wielkości danej ryby, jej znaczenia w ekosystemie, liczebności w danym zbiorniku, okresów ochronnych Co innego zabrać lina ze zbiornika, gdzie jest ich pod dostatkiem, ich populacja rozwija się i jest w miarę stabilna, a co innego zabrać takiego lina, wiedząc, że jest to jeden z ostatnich osobników tego gatunku w tym zbiorniku. W każdej wodzie dana ryba ma różną wartość. Np sam nie zabrałbym lina z "mojego" łowiska, bo wiem, że jego populacja tam ledwo zipie. A leszcza bym zabrał, jest go pod dostatkiem, zaczyna karłowacieć.
A jeszcze dodam, że powstają takie ciekawe grupy jak "lipne C&R". Koszulka "Catch&Release", wyzywanie wszystkich od mięsiarzy, twierdzenie, że są no-killami a jak nikt nie widzi to biorą ile wlezie. Są no-killowcami do momentu aż coś złapią...
Piękne słowa:
"A jeszcze dodam, że powstają takie ciekawe grupy jak "lipne C&R".
Koszulka "Catch&Release", wyzywanie wszystkich od mięsiarzy, twierdzenie, że są no-killami a jak nikt nie widzi to biorą ile wlezie. Są no-killowcami do momentu aż coś złapią..."
POZDRO
UPR, skrót zajęty (Unia Polityki Realnej bodajże), nic tylko Chrześcijańska Unia Jedności :) Kiedyś byłem z gościem na łódce. Płynęliśmy na łowisko, dojrzał że ktoś coś holuje. "Ale piękny sandacz! Trzeba zapamiętać łowisko. Patrz! Już w łeb i do torby! Takiemu się powinno dać w łeb! Co za ludzie! Jak tu ma być dobrze" etc etc
Wyjął szczupaka ~60cm, w łeb i do torby. Nastepnie "51cm", w łeb... Jak wyholował takiego pod 70 to się zastanawiał którego z tych zabitych reanimować, bo ten większy i szkoda wypuścić... Ale wypuścił, na moją wyraźną "prośbę". W drodze powrotnej narzekał na mięsiarzy (jak cytat powyżej). Już więcej z nim na ryby się nie wybrałem i nie mam zamiaru.
Jaź 16cm to wzdręga bo "15 mo mieć", a jak "mo mieć" to wiadomo, że grzech wypuścić. Wzdręga 12cm to płoć, a jak nie ma wymiaru to trza brać.
to prawda nie raz sie widzi jak sredniaczki ledwie co wymiar maja ale ze zlapal dwie to obiad jest :( wiele osob tak robi ale to nie sa Wędkarze !! to sa miesiarze moim zdaniem :( dlatego jesli mam mozliwosc i widze nad woda ze ktos trzyma w moim przypadku spinguje i czesciej widze Szczupaczka w siatce co mowie takiemu zeby wyposcil i z regoly ludzie sie oburzaja ile razy nie doszlo do pobic bo widzac ze nie wyposci sam podchodze i centralnie na zywca wyposzczam rybke :) a ze jezdze z kolega na rybki i jest nas dwuch to mamy przewage a teraz powiem czemu tak robie bo 1 Sumienie by mnie gryzlo traktuje taka rybke jak malenstwo to tak jakby malego psiaka wyzucic na smietnik :( 2 bo sam wedkuje i marzy mi sie by w naszych wodach wedkowano okazy bo z takiego malego po 2 3 latkach bedzie konkretna rybka juz :) i z szacunkiem sie z nia kazdy obejdzie :) jedni po pieknym cholu wypuszcza inni zabiora tak rybke do domu i zrobia rodzinny obiad w mysli jak pieknie walczyl i np zyciowa to byla rybka a moze i tez wyposzcza 3 bo jestem mlody i chce wedkowac dalej jak bede mial 40 czy 50 lat w danym zbiorniku ale naturalne rybki nie ze co dwa lata bede musial zarybiac na okraglo i ciagle 45 cm sztuki bo skoro teraz zabieraja takie to z kad ma sie wziasc nastepny narybek ?? 4 bo uwazam to za sluszne :)
Jesli podejdzie do mnie wędkarz (nad wodą) i zacznie mnie namawiać do wypuszczenia ryby którą złowiłem, powiem temy kolesiowi tak:
-Proszę sie zająć z łaski swojej własnym kijaszkiem i oddalić sie z mojej miejscówki. Może pan sobie łowić tyle a tyle metrów od mojego miejsca. Na swojej miejscówce ma pan wolność decyzji co do wypuszczania, lub zabrania ryby. Natomiast tu jest moje święte miejsce do połowu i tu też umiejscawiam moje prawo wyboru, a koledze nic do tego.
Na tym zakończył bym dyskusję ze Świadkiem Jehowy. Moje prawo jest dla mnie święte, tak jak moja wiara a wszystkim domokrążcom, akwizytorom i nawracaczom, mówię zdecydowane nie.
Co innego, gdy ryby przetrzymywane nie są wymiarowe. Fakt, że nikomu nie będziemy mierzyć ryb, ale gdy wyraźnie widać w siatce szczupaka max 30cm? Uważam, że każda ryba wymiarowa może być zabrana (oczywiście zgodnie z limitem i okresem ochronnym), ale nie musi być ona zabrana koniecznie. Podejście "Nie zabrać wymiarowej to grzech" jest najgorszym z możliwych podejść do wędkarstwa.
Niewymiarowej ryby nie zabieram i proszę mi nie insynuować.
Pisak masz rację, to nie jest zdrowe postępowanie.
ALE NA MOIM ŁOWISKU, TO JA JESTEM PANEM I JAM JEST WYROCZNIĄ KTÓREN TO SZCZUPŁY CZY INNY RYB ZOSTANIE UŁASKAWIONY. NIE BĘDZIE MNIE NAWRACAŁ ŻADEN ŁACHMYTA. ZNAM PRAWO, STOSUJĘ JE, POSTĘPUJĘ ETYCZNIE I WARA OD MOJEGO GARA. ZŁOWIĘ, MAM SMAKA, TO W ŁEB I NA OGIEŃ. ZŁOWIĘ, MAM NASTRÓJ, WYPUSZCZAM. ALE TO JA! NIKT INNY, BĘDĘ O TYM DECYDOWAŁ! I o to mi mniej wiecej szło.
Ja nie jadam, ale zabieram, ponieważ ryby je moja rodzina! Nie mogę nazwać siebie naczelnym mięsiarzem gdyż ten tytuł jest już zarezerwowany. W tym roku zabrałem (chociaż mało z tego zjadłem), najwięcej karpi bo aż łącznie 7kg! (może przynajmniej zostanę mięsiarzykiem?:) Ale co tu gdybać o zwykłych wędkarzach, należy zwalczać patologie wędkarskie a nie dyskutować nad wypuść czy weź. Moja maksyma to: umiar świadczy o twojej klasie. Co do całowania to mam taki zwyczaj że pierwszą całuję i wypuszczam (największa wypuszczona w ten sposób to sum około 12kg).
Niewiem czy wiesz ale mi akurat na punkcikach nie zależy. Co chyba widać po ich liczbie. Bardziej po twojej bezsensownej wypowiedzi można takie wnioski wyciągać. Chyba mam prawo dowiedzieć się jakie zdanie mają Koledzy i Koleżanki po kiju. Nie mam ochoty zagłębiać się w jakieś bezsensowne rozmowy więc jeśli nie masz nic ciekawego do powiedzenia to się nie wypowiadaj.
PDK
A ja kolegow bardzo przepraszam jesli kogos urazilem tylko chodzi o to ze sa Wedkarze i niby wedkarze i ja tych niby nie lubie bo oni nie wiedza co i jak :( z gory przepraszam i zrozumialem co sie rozni do czego dziekuje za uswiadomienie
"Na tym zakończył bym dyskusję ze Świadkiem Jehowy. Moje prawo jest dla mnie święte, tak jak moja wiara a wszystkim domokrążcom, akwizytorom i nawracaczom, mówię zdecydowane nie." GHOSTMIR
Wyjaśnił być mi Mirku, jakie znaczenie ma ta wypowiedz?
Nie tylko ryby mają oczy . Wyobrażcie sobie motyw myśliwy strzela do dzika , następnie robi mu opatrunek i go wypuszcza ,albo rzeżnik daje bużki dla krówki , fotka ,klaps w zad i cześć . Pewnie że jesteśmy drapieżcami .
No SOLI jeżeli te porównania skierowane są do osób które wypuszczają na wolność złowione przez siebie ryby to są całkowicie nie trafione. Przecież zarówno myśliwy jak i rzeźnik opiera swe działania typowo na odebraniu życia więc o jakim Ty buzi, buzi mówisz? Co najwyżej wędkarz taki zada rybie bul i cierpienie związane z tym połowem co i tak jest cechą sadystyczną dla zaspokojenia własnych przyjemności ale to dotyczy wszystkich wędkarzy. Nie odbiera jej życia aby następnie ją wypuścić, masz wędkarzy za idiotów? Przecież twoją mądrą wypowiedź jest porównywalna do przyłożenia łysego grzywką w kant kuli.
Sens mojej wypowiedzi jest mniej więcej taki, że nawiedzonych niekilanych uważam za taką samą zarazę jak wszelkiego rodzaju domokrążców, akwizytorów, namawiaczy, i innych innowierców którzy łażą po domach jak np. Świadkowie J. i na siłę wciskają koninę ludziom, którzy sobie tego wcale nie życzą. Nie przeszkadzają mi ci ludzie i nie mam nic do Świadków J. ale tylko do momentu, kiedy zaczną mnie nawracać, namawiać, nachodzić, etc.
szczerze powiem że dobrze że bierzesz KARPIE. nie nawidze tych ryb. zawsze jak łapie to wszystkie biore do znajomego do stawu. mały czy duży. nie cierpie ich tak samo jak gargamel nie cierpiał smerfów. czemu w każde jezioro PZW wpuszcza karpie?? powinno być tylko jedno takie w okręgu a nie. bezsens
Przykładem takiego "domokrążcy" jest/był kolega, który niedawno napisał artykuł. Nie będę zdradzał nicka, bo nie chcę tego adresować imiennie, ale powiem tyle że "morderca zawodowy", który robi to dla "sportowej przyjemności" nie będzie mnie uczył etyki i na siłę wpajał żadnych wyssanych z palca teorii! O nie! To jest hipokryzja! O ile jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy rybki wypuszczają od razu po złowieniu, czy tam ewentualnym zmierzeniu i sfotografowaniu to takich kwiatków nie zrozumiem i nie poprę! Teorię o tym, że niby największe okazy to najlepsze źródło ikry już obaliliśmy. Zabicie jednego takiego okazu przez całe życie chyba nie jest tak szkodliwe jak zamęczenie na śmierć 30kg płotek 16cm (na bank...) kilka razy w sezonie! Równie dobrze mogliby te ryby rzucać na piach - niech zdychają, ważne że punkty są, kołowrotek będzie i będzie czym się chwalić przed kolegami - 30kg płoteczek! No powinien dostać Złotą Odznakę Strażnika Teksasu Z Buraka Z Wieńcami i bon na zakupy w realu...
Tu wielki obrońca przyrody i rybostanu, "rycerz bez skazy i zmazy", a prywatnie harpagan drobnicy.
pisaq zabicie 30 kg płotek przez 4 osoby. Jak w zawodach bierze 40 osób udział. To już jest 10 razy więcej a teraz co ma taki okazowy szczupak wcinać jak mu wszystkie płotki wytłuką? nic nie bedzie żarł i też zdechnie.
Kolego pisaq swoją wypowiedzią obrażasz wszystkich co startują w zawodach .Czyż uważasz że ryby łowione na zawodach od razu po złowieniu powinny być zabijane ?Kiedyś taki przepis obowiązywał w byłym NRD Widok był okrutny ,pełno krwi dookoła zawodnika . A może jesteś przeciwnikiem organizowania zawodów ? Imprezy tego typu organizowane są na całym świecie . Polacy zajmują wysokie miejsca obok Francuzów ,Włochów czy Anglików Czy zawodnicy łowiący w całej europie zasługują na miano morderców ryb ? Tylko dlatego że są wybitnymi specjalistami w łowieniu określonych gatunków ryb w losowo wybranym miejscu i z góry określonym czasie ?Czy może wszystkie złowione ryby powinni zabierać ? Nie zapominaj że to dzięki wyczynowcą Łowisz na coraz lepszy sprzęt i poznajesz nowe metody na przechytrzenie przebiegły ryb! A może jesteś za tym żeby powrócić do leszczyny z druciakiem zamiast żyłki i z haczykiem ze szpilki ?Takie wędkowanie pewnie miało swój urok ale 40 lat temu . Zdjęcia kolegi z kontrowersyjnego artykułu są oczywiście nie na miejscu .Sam startowałem kilka lat w zawodach ale na pewno na moim blogu nie znajdziesz żadnych fotek kompromitujących mnie jako byłego zawodnika . Pozdrowienia dla wyczynowców i zwykłych moczykijów
Jeżeli przetrzymywanie ryb na wszystkich zawodach (w tym tych o randze międzynarodowej) wygląda tak jak na zdjęciach tego wędkarza to nie wiem czy fakt, że zajmujemy wysokie lokaty jest powodem do dumy czy wstydu. Z jednej strony PZW trąbi o ochronie wód, a z drugiej pozwala na taki zbrodniczy i niehumanitarny proceder. Nie rozumiem jakich to cudnych "sposobów na przechytrzenie ryb" potrzeba aby złowić kilkadziesiąt płotek.... Ryba po złowieniu powinna być zmierzona i zważona przez sędziego, punkty powinny zostać przyznane, a sama rybka do wody. Wychodzi na jaw czyste lenistwo, łatwiej zważyć "konserwę rybną" na sam koniec.
I nikt mi nie wmówi, że takie ilości ryb(ek) w takim sadzu to przechowywanie bezstresowe i humanitarne.
Gość trąbi o łowieniu na żywca, że takie to zbrodnicze - ok, zgadzam się, nie jest to najbardziej humanitarne, ale on później idzie na zawody i męczy rybki rozmiaru właśnie tych żywcy, a wybije ich więcej za jednym posiedzeniem niż nie jeden łowiący na żywca przez cały sezon. Jaka jest różnica? A taka, że jeden chce szczupaka a drugi pucharek... Albo chronimy wody, albo "co wolno wojewodzie"
Nie rozumiem jakich to cudnych "sposobów na przechytrzenie ryb" potrzeba aby złowić kilkadziesiąt płotek... Jeśli wystartował byś choć raz w zawodach to miałbyś jakiś choć blade pojęcie o łowieniu ryb . Na żadnych zawodach a tym bardziej wyższej rangi w ten sposób ryb się nie przetrzymuje .Chyba napisałem wyraźnie że te foki są nie na miejscu . Zawody na żywej rybie też są organizowane ale nie w metodzie spławikowej . Wyobraź sobie kolego że na takich zawodach można łowić rybę co kilka dziesiąta sekund . I zapewne wiele z nich po wypuszczeni przeżyje .I ni emam zamiaru pisać że używane są duże siatki z miękkiego materiału itp. Bo żywiec na pewno cierpi bardziej i raczej nie przeżywa
Czysta hipokryzja! My możemy bo My jesteśmy ważniejsi! To dzięki Nam powstają coraz to nowsze, lepsze, droższe zanęty i dodatki, a jak powszechnie wiadomo, każda nowa zanęta jest skuteczna maksymalnie przez dwa sezony. Później należy stosować inną, droższą. To dzięki Nam powstają nowe baty, którymi można już z powodzeniem wyciągnąć z wody leszcza o długości ciała (uwaga!) 40cm! I bat się nie złamie! To dzięki Nam powstają coraz to nowsze kombajny i doskonałe technologicznie wiadra zanętowe.
Ktoś na forum już pisał o pięknym i rybnym zbiorniku, zniszczonym doszczętnie przez organizatorów zawodów, teraz można sobie tam najwyżej kaczki pokarmić.
My mamy limity dobowe, zakaz podmiany ryb złowionych/przetrzymywanych w siatkach, a zawodowcy? A mogą męczyć drobnicę ile wlezie. Zawody są "na żywej rybie" (co widać na zdjęciach...), więc limity nie obowiązują.
U mnie nie ma takiej pieprzonej sytuacji, że przetrzymuję rybę w siatce i ją wypuszczam. Bo po co!? Chcę zabrać - do siatki, kończę wędkowanie - zabijam. Chcę wypuścić - wypuszczam od razu. Mojego najpiękniejszego leszcza wypuściłem od razu, nie pokazałem go nikomu bo ojciec poszedł na spacer ze spinningiem, a sam aparatu nie miałem. Ryba to żywe stworzenie! Jeżeli już mamy hobby, ktore zakłada, że mamy ją krzywdzić to róbmy to "oszczędnie". Ja jestem za wprowadzeniem nakazu natychmiastowego uśmiercenia ryby przeznaczonej do spożycia. Chcesz zeżreć - zabij, nie chcesz - wypuść. Ale co na to producenci siatek i sadzów? :)
Aha, Panie Kolego, ja mówię cały czas o takim wędkarstwie wyczynowym. Takim jakie jest zaprezentowane w galerii! Nie ganie wszystkich, ganię osoby konkretne!
A nie robię tego imiennie, żeby mnie nikt sądem nie straszył :) Brałem udział w zawodach na szczeblu koła, tam ludzie dzielą się na wędkarzy-amatorów, preferujących wędkowanie rekreacyjne oraz na wędkarzy-wyczynowców, z parciem na medale, żądzą dyplomu itp I zachowanie tych drugich najbardziej mnie załamywało. Ale czemu nie można ryby "zapunktować" i wypuścić?
Jak czytam kolejne arykuły i prawie na każdym widzę C&R lub "złów i wypuść" to mnie trafia i nasuwa pytanie z tematu.
Skoro człowiek jest drapieżnikiem to tłumaczy czemu czasami zabiera złowioną rybę w celu konsumpcyjnym.
Skoro jest sadystą to okalecza ryby bo ma takie hobby - sorki zapomniałem że koledzy(koleżanki) od C&R zawsze perfekcyjnie zacinają rybkę.
Ja w tym roku zabrałem około 8 rybek (głównie karp) w celach konsumpcyjnych więc sądzę że ja łapę się pod drapieżnika a Wy?
POZDRAWIAM
Temat wielokrotnie wałkowany i konfliktogenny. Chcesz rozpętać kolejną jatkę? to jest Twoim celem, czy faktycznie zastanawia Cię problem "no kill" i C&R?
Ciekawi mnie poprostu jak w naszej społeczności wygląda podział na no kill i resztę w miarę procentowo. i pragnę zwrócić uwagę na jak dla mnie bezsensowne chwalenie się że wszystkie ryby niby wracają do wody zawsze całe i zdrowe.
POZDRO
Powiem tyle aby dla Ciebie Kolego konrad_leo to co teraz napiszę stało się JASNE z zasady lekcewarze osoby "BEZ TWARZY i nie wdaje sie z nimi w dyskusje lecz tym razem zmuszony jestem zmienić swój światopogląd i zainterweniować. Spiderling słusznie zauważył że tocząc ten temat możesz rozpętać po raz kolejny niepotrzebną awanturę, których mieliśmy tu wiele i żadna więcej nie jest nam potrzebna.
Problem polega na tym że sport/hobby które uprawiamy można zaliczyć do sadyzmu ponieważ opiera się głownie do zadawania bólu biednemu zwierzęciu dla uzyskania jak największej przyjemności i choć Ja staram się wypuszczać złowione ryby a tym rządzi zasada prze zemnie ustalona opierająca się na wielkości danej ryby, jej znaczenia w ekosystemie, liczebności w danym zbiorniku, okresów ochronnych, itd to i tak mam niesmak zadania tej rybie bólu.
Więc niejednokrotnie myślę że Ci co te ryby zjadają mają czystsze sumienie aniżeli moje łowią, zadają bul i konsumują porównywalne do uboju świni a więc przyroda.
Są na tym portalu ludzie którzy wypuszczają wszystkie ryby, prawie wszystkie tak jak Ja oraz Ci co je zjadają w dosłownym tego słowa znaczeniu i każda z tych grup ma prawo do istnienia i należy je się odpowiedni szacunek.
Być może że n/k lub c&r jest to uciszenie sumienia sadysty lecz to pomaga zachować zdrowy rozsądek w tak głupim sporcie do którego i Ja należę.
Witam.
No było już trochę tematów na ten temat a i odpowiedzi były skrajne. Ja zabieram ze sobą ryby choć nie wszystkie które złowię. Ja bym wszystkich wędkarzy podzielił na 4 grupy.
1.Zabierają ile złowią nawet bez wymiaru i limitu
2.Zabierają na ile limit pozwala.
3.Zabierają sporadycznie (np. z 2óch, 3ech wypadów jedną ,dwie ryby)
4.Całują i wypuszczają
Na 4 grupę mnie nie stać.Np. jadąc na pstrąga 3 dni z rzędu na tą samą rzekę robię 450km.Jest dużo przyjemności walki z rybą ale jedna musi wylądować na patelni.Poza tym ustanowiony limit pozwala mi brać codziennie tyle ile ustalono i mam prawo brać zgodnie z limitem.Nikt mi tego nie może zabronić.Jeśli jeden całuje i wypuszcza jego sprawa nie można mu tego zabronić, nie można też zabronić innym co biorą zgodnie z limitem i mają do tego prawo.
Ja zaliczam się do 3 grupy i tak mi dobrze.
Pozdrawiam
To witaj w 3 grupie :) Bardzo trafne zgrupowanie. Przyjmijmy je jako wskaźnik. POZDRO
witam,
mam podobne zdanie co kolega spiderling. Co więcej, uważam że niepotrzebnie wypowiadasz się w sposób " ... zapomniałem że koledzy(koleżanki) od C&R zawsze perfekcyjnie zacinają rybkę ... " oraz " ... wszystkie ryby niby wracają do wody zawsze całe i zdrowe ... ". Jest to dość " zaczepne " , prowokacyjne i pretensjonalne. Obawiam się, że możesz wywołać kolejną bezsensowną przepychankę słowną.
Czy jest to Twoim celem - tego nie wiem, ale czytając to co o sobie napisałeś w swojej " wizytówce " mogę tak pomyśleć, prawda?
Mam nadzieję, że nie obrazisz się za mój komentarz bo nie to miałem na celu.
pozdrawiam
Mnie tam zwisa kolejna pyskówka, ale zawsze sie chętnie wypowiadam w tym temacie, więc i teraz sobie nie odmówie tej przyjemności.
Oczywiście, tematodawca ma rację. Ja tez tak myślę. I też należę do trzeciej grupy.
Moje sumienie jest czyste, a przynajmniej bardziej czyste niż przedstawicieli klubu "Pocałuj i Wypuść". W przeciwieństwie do tej nacji, nie wmawiam sobie że jestem człowiekiem pozbawionym instynktów pierwotnych, ale chętnie przyznaję, ze jestem istotą która posiada obok nich również instynkty ewolucyjne.
Jestem zatem łowcą, drapieżcą, ale obok tego również człowiekiem czułym na piękno i szanuję żywą istotę każdą bez wyjątku.
Zdecydowana większość osób "Pocałuj i Wypuść", odrzuca te podstawowe instynkty, dając tym samym do zrozumienia, że to oni sa tymi "lepszymi".
Nic bardziej fałszywego. Jest to zwykła ściema dla zatuszowania pewnych spraw, takich jak:
-Nie lubie mięsa ryb,
-Nie umiem zabić ryby (z róznych powodów)
-Ja bym zjadł, ale brzydzę się patroszenia rybek,
-Ja bym zabrał do domu, ale mnie z tym żona wyrzuci na zbity pysk (bo kuchnia jest wyciaciana)
-Ryby śmierdzą, więc mnie odrzuca,
-Nie mogę znieść widoku krwi,
-U mnie w domu nikt nie przyrządzi mi ryby, a ja nie potrafię,
-Kupie sobie filety, bo to czysto, ładnie i prosto,
-Jem ryby, ale tylko w restauracjach, bo mnie na to stać,
-Jem tylko morskie,
-Daje rybom po łbie i jem, ale przyznawać sie do tego nie będę, bo "PiW" to takie cool i na topie.
No i w znakomitej wiekszości osoby te twierdzą, ze zawsze ryba jest zacięta w samym kąciku pyska.
Osób które naprawdę wierzą w tę swoją filozofię i są jej wierne dla samej zasady, jest bardzo niewiele w tym klubie. Ale tacy wędkarze nie trąbia na lewo i prawo jacy to są etyczni, oni poprostu maja swoje zasady i ich sie trzymają. Oni potrafią przyznać, że czasem ryba źle sie zatnie, że czasem krwawi i staraja sie minimalizować skutki swej działalności. Ale robia to dla zasady, nie dla poklasku i nie dla reklamy, jak to fczytam na pewnym blogu pewnej ślicznej panienki.
Ja zaś jestem dumny z tego, że:
1.Potrafie złowić rybę każdego gatunku jaki występuje na moim terenie.
2.Znam metody i łowiska na moim terenie.
3. Mam zasady dotyczące etyki.
4. Przestrzegam prawa i przepisów wędkarskich.
5. Potrafie zabić rybę, oczyścić i przyrządzić na kilka sposóbów w zależności od gatunku.
6. Moi znajomi uważaja że jestem Rybnym Kucharzem.
7. Jem ryby.
Duma mnie rozpiera. Natomiast jesli ktoś chce "Całować i Wypuszczać", niech sobie ma to prawo, tylko niech nie dorabia do tegpo sztucznych ideologii.
Wodom cześć.
To co Wędkarz robi ze złowioną rybą to wyłącznie jego sprawa
Jeśli nie łamie regulaminu i ludzkiej przyzwoitości to wara innym do tego
Nie biorę ryb do domu ale to moja prywatna sprawa ,ale nie neguje i nie ubliżam tym co biorą .
Popieram to co piszecie powyżej kol. Hektores i Ghostmir. Każdy ma prawo zabrać zgodnie z limitem czy wymiarem lub innymi przepisami lokalnymi. Kłopot w tym że wielu ludzi z wędką traktuje ryby jak wroga. Biorą szczupaki, to trzeba je złowić wszystkie, wręcz spacyfikować łowisko, biorą okonie, to łapać wiadrami, złowi się jazgarza to przydepnie butem i w krzaki bo niby chwast. Nie rozumiem dlaczego ludzie tak nienawidzą ryb. Przecież ryby dają im ulubione hobby, aktywny wypoczynek, zaspokojenie instynktów i niebo w gębie. Czyli same super doznania. Nie mamy w kraju węgorza elektrycznego, drętwy, skrzydlicy czy innych niebezpiecznych ryb, które nam zagrażają, wiec dlaczego niektórzy ludzie traktują ryby jak śmiertelnych wrogów? Nie wierzę że chodzi tu o pradawny instynkt zabijania. Niemożliwe by XXI wieku w małym kraju jakim jest Polska, przebywało w jednym czasie milion Predatorów.....
Ztym deptaniem jazgarzy to taki ciemnogrodzki przesąd. Niby trujący, niby niszczy ikrę innych ryb, a to zwykłe srutu tutu drutu.
Mięso jazgarza jest przysmakiek jakich mało, a jego obecność w łowisku świadczy o doskonałej kondycji łowiska. Jeśli jest jazgarz, jest tez sandał, a dodatkowo mozna mniemać, ze i ikry w łowisku jest dużo, czyli ryba sie rżnie i mnoży. Nie wiem jaka by musiała byc liczba jazgarzy, by zagroziły one równowadze w zbiorniku.
Podsumowując, nie niszczmy jazgarzy, tak samo jak nie niszcymy grzybów których nie zbieramy. Raz ze ktoś inny może w nich gustować, dwa że to pokarm dla dramieżców, trzy -to element systemu, który jest w tym systemie potrzebny by wszystko było na swoim miejscu. Poza tym jest to gatunek poniekąd nasz, a nie jakiś przeskoczek.
Lubię czasem sobie zrobić zupkę rybną. Robiłem z dorsza, robiłem z łososia, robiłem ze szczupaka, robiłem z okonia. Ale nigdy nie była tak smaczna jak z jazgarzy. Nie rozumiem jak ktoś może tą rybę nazywać chwastem. Tylko dlatego że jest malutki?
To pewnie Japończycy też bo niscy? Polska to dziwny kraj....
Uważam,że powinniśmy uszanować innych,popieram słowa Hektores-stanowcze i mówią wszystko.
Jeśli ktoś chce wziąć rybkę na kolacje to niech sobie weźmie-byle zgodnie z regulaminem.
Jeśli ktoś chce ją pocałować i wypuścić to niech to zrobi i cześć jego sprawa.
Ale nie zmuszajmy nikogo do takich rzeczy,że jak ja tak robię to i wy tak róbcie-to jest prymitywne i głupie.
Osobiście lubię ryby szczególnie leszcze i dlaczego mam sobie nie wziąć jak złowię.
A pocałować mogę żonę jak zjemy po rybce.
Serdecznie pozdrawiam tych co biorą ryby do konsumpcji i tych co wypuszczają.
Oczywiście każdy wędkarz ma prawo zabrać do domu złowioną rybę. Ważne by było tylko to żeby ryba miała wymiar. Oczywiście limit dzienny też jest ważny!Nie zabieramy wszystkich ryb złapanych. Ja osobiście bardziej wolę rybki wypuszczać ponieważ sprawia mi to dużą przyjemność, która według mnie jest ważniejsza od przyjemności kulinarnej. Pozdrawiam
Powiem tak ..jeden wędkarz w jednym sezonie "wyjął "z jednego dołka 8 sandaczy
na drugi rok nie złowił ani jednego ..ponieważ ich tam już brakło a woda to nie sklep i nie dowiozą nowych .Ryby to nie grzyby nie urosną przez noc choć by miały najlepsze warunki .Można zniszczyć wodę zgodnie z regulaminem trzeba eksploatować wodę z głową .
Święte i prawdziwe słowa Hektores, zwłaszcza ostatnie zdanie.
Pozdro ...
Ja wyznaję jeszcze inną filozofię. Łowię tylko te ryby, które mam zamiar zjeść, czyli sandacze. I nie orzę wody, by złowić komplet. Wypływam skoro świt, godzinka rzutów na moim ulubionym łowisku i wracam trollingując. Po drodze wyskoczę do lasu na grzybki i zazwyczaj koło 8 rano jestem już w domu. I często bez ryby. Ale nie rozpaczam z tego powodu. Dotleniłem się, cyknąem kilka fotek. Zobaczyłem znajome łabędzie , zimorodki czy krążące nad głową jastrzębie. Za to coraz mnie widuję bocianów nad wodą i to mnie martwi...
A dlaczego zakładasz, że ktoś wypuszcza ryby po to by się tym chwalić? Znam wielu ludzi, którzy podobnie do mnie wypuszczają złowione ryby z pobudek o wiele wyższych niż chęć pochwalenia się. Uważam, że o wiele mniejsze zło wyrządzam rybie kalecząc jej pysk i wypuszczając do wody, niż waląc ja w łeb i wpuszczając do torby.
Nie twierdzę że wypuszcza by się chwalić tylko się chwali że wypuścił a to 2 różne sprawy. Nie mam nic przeciw zabraniu rybki w celu konsumpcyjnym czy wypuszczeniu. Sam większość rybek puszczam spowrotem. Ale jeśli na 5 artykułów w 4 czytam że "wszystkie ryby w doskonałej kondycji wracają do wody" to nasuwa mi się pytanie czemu 98% wędkarzy których ja widuję moczy siatkę w wodzie?
Koledzy i Koleżanki postępujmy jak nam sumienie podpowiada ale nie starajmy się na siłę swojej ideologii wpajać innym.
PS. Bardzo lubię zdjęcia na tle łazienki itp. a w artykule pięknie napisane że: "wszystkie ryby w doskonałej kondycji wracają do wody"
PDK
Przepraszam, nie przeczytałem całego tematu, ale chciałem odnieść się do wypowiedzi Kolegi Norberta.
Bardzo ciekawą rzecz powiedziałeś!
staram się wypuszczać złowione ryby a tym rządzi zasada prze zemnie ustalona opierająca się na wielkości danej ryby, jej znaczenia w ekosystemie, liczebności w danym zbiorniku, okresów ochronnych
Co innego zabrać lina ze zbiornika, gdzie jest ich pod dostatkiem, ich populacja rozwija się i jest w miarę stabilna, a co innego zabrać takiego lina, wiedząc, że jest to jeden z ostatnich osobników tego gatunku w tym zbiorniku.
W każdej wodzie dana ryba ma różną wartość.
Np sam nie zabrałbym lina z "mojego" łowiska, bo wiem, że jego populacja tam ledwo zipie. A leszcza bym zabrał, jest go pod dostatkiem, zaczyna karłowacieć.
A jeszcze dodam, że powstają takie ciekawe grupy jak "lipne C&R".
Koszulka "Catch&Release", wyzywanie wszystkich od mięsiarzy, twierdzenie, że są no-killami a jak nikt nie widzi to biorą ile wlezie. Są no-killowcami do momentu aż coś złapią...
Piękne słowa:
"A jeszcze dodam, że powstają takie ciekawe grupy jak "lipne C&R".
Koszulka "Catch&Release", wyzywanie wszystkich od mięsiarzy, twierdzenie, że są no-killami a jak nikt nie widzi to biorą ile wlezie. Są no-killowcami do momentu aż coś złapią..."
POZDRO
Pisaq, powinniśmy założyć klub umiarkowanych pożeraczy ryb.
Ja się piszę do UPR :)
POZDRO
UPR, skrót zajęty (Unia Polityki Realnej bodajże), nic tylko Chrześcijańska Unia Jedności :)
Kiedyś byłem z gościem na łódce.
Płynęliśmy na łowisko, dojrzał że ktoś coś holuje.
"Ale piękny sandacz! Trzeba zapamiętać łowisko. Patrz! Już w łeb i do torby!
Takiemu się powinno dać w łeb! Co za ludzie! Jak tu ma być dobrze"
etc etc
Wyjął szczupaka ~60cm, w łeb i do torby. Nastepnie "51cm", w łeb...
Jak wyholował takiego pod 70 to się zastanawiał którego z tych zabitych reanimować, bo ten większy i szkoda wypuścić... Ale wypuścił, na moją wyraźną "prośbę".
W drodze powrotnej narzekał na mięsiarzy (jak cytat powyżej).
Już więcej z nim na ryby się nie wybrałem i nie mam zamiaru.
Jaź 16cm to wzdręga bo "15 mo mieć", a jak "mo mieć" to wiadomo, że grzech wypuścić. Wzdręga 12cm to płoć, a jak nie ma wymiaru to trza brać.
I to jest szkodliwe działanie i haniebna postawa.
i tu kolega Pisaq zwrócił uwagę na bardzo ważną kwestię warto przemyśleś sobie tego typu zachowania.
to prawda nie raz sie widzi jak sredniaczki ledwie co wymiar maja ale ze zlapal dwie to obiad jest :( wiele osob tak robi ale to nie sa Wędkarze !! to sa miesiarze moim zdaniem :( dlatego jesli mam mozliwosc i widze nad woda ze ktos trzyma w moim przypadku spinguje i czesciej widze Szczupaczka w siatce co mowie takiemu zeby wyposcil i z regoly ludzie sie oburzaja ile razy nie doszlo do pobic bo widzac ze nie wyposci sam podchodze i centralnie na zywca wyposzczam rybke :) a ze jezdze z kolega na rybki i jest nas dwuch to mamy przewage a teraz powiem czemu tak robie bo
1 Sumienie by mnie gryzlo traktuje taka rybke jak malenstwo to tak jakby malego psiaka wyzucic na smietnik :(
2 bo sam wedkuje i marzy mi sie by w naszych wodach wedkowano okazy bo z takiego malego po 2 3 latkach bedzie konkretna rybka juz :) i z szacunkiem sie z nia kazdy obejdzie :) jedni po pieknym cholu wypuszcza inni zabiora tak rybke do domu i zrobia rodzinny obiad w mysli jak pieknie walczyl i np zyciowa to byla rybka a moze i tez wyposzcza
3 bo jestem mlody i chce wedkowac dalej jak bede mial 40 czy 50 lat w danym zbiorniku ale naturalne rybki nie ze co dwa lata bede musial zarybiac na okraglo i ciagle 45 cm sztuki bo skoro teraz zabieraja takie to z kad ma sie wziasc nastepny narybek ??
4 bo uwazam to za sluszne :)
Jesli podejdzie do mnie wędkarz (nad wodą) i zacznie mnie namawiać do wypuszczenia ryby którą złowiłem, powiem temy kolesiowi tak:
-Proszę sie zająć z łaski swojej własnym kijaszkiem i oddalić sie z mojej miejscówki. Może pan sobie łowić tyle a tyle metrów od mojego miejsca. Na swojej miejscówce ma pan wolność decyzji co do wypuszczania, lub zabrania ryby. Natomiast tu jest moje święte miejsce do połowu i tu też umiejscawiam moje prawo wyboru, a koledze nic do tego.
Na tym zakończył bym dyskusję ze Świadkiem Jehowy. Moje prawo jest dla mnie święte, tak jak moja wiara a wszystkim domokrążcom, akwizytorom i nawracaczom, mówię zdecydowane nie.
czyli takiego 30 cm pan bierze bo ma pan dwa w siatce ??? hmm i gdzie tu wymiar ochronny ??? i cale wedkarstwo ? :) super pozdrawiam
Co innego, gdy ryby przetrzymywane nie są wymiarowe.
Fakt, że nikomu nie będziemy mierzyć ryb, ale gdy wyraźnie widać w siatce szczupaka max 30cm?
Uważam, że każda ryba wymiarowa może być zabrana (oczywiście zgodnie z limitem i okresem ochronnym), ale nie musi być ona zabrana koniecznie.
Podejście "Nie zabrać wymiarowej to grzech" jest najgorszym z możliwych podejść do wędkarstwa.
Niewymiarowej ryby nie zabieram i proszę mi nie insynuować.
Pisak masz rację, to nie jest zdrowe postępowanie.
ALE NA MOIM ŁOWISKU, TO JA JESTEM PANEM I JAM JEST WYROCZNIĄ KTÓREN TO SZCZUPŁY CZY INNY RYB ZOSTANIE UŁASKAWIONY. NIE BĘDZIE MNIE NAWRACAŁ ŻADEN ŁACHMYTA. ZNAM PRAWO, STOSUJĘ JE, POSTĘPUJĘ ETYCZNIE I WARA OD MOJEGO GARA. ZŁOWIĘ, MAM SMAKA, TO W ŁEB I NA OGIEŃ. ZŁOWIĘ, MAM NASTRÓJ, WYPUSZCZAM. ALE TO JA! NIKT INNY, BĘDĘ O TYM DECYDOWAŁ! I o to mi mniej wiecej szło.
Niczego nie insynuuje, Boże uchroń.
Już kiedyś powiedziałem, że jak ktoś mi powie w twarz, że jestem mięsiarzem bo zabrałem wymiarową rybę zgodnie z limitem to dostanie w...oko.
Ja nie jadam, ale zabieram, ponieważ ryby je moja rodzina! Nie mogę nazwać siebie naczelnym mięsiarzem gdyż ten tytuł jest już zarezerwowany. W tym roku zabrałem (chociaż mało z tego zjadłem), najwięcej karpi bo aż łącznie 7kg! (może przynajmniej zostanę mięsiarzykiem?:) Ale co tu gdybać o zwykłych wędkarzach, należy zwalczać patologie wędkarskie a nie dyskutować nad wypuść czy weź. Moja maksyma to: umiar świadczy o twojej klasie. Co do całowania to mam taki zwyczaj że pierwszą całuję i wypuszczam (największa wypuszczona w ten sposób to sum około 12kg).
Poprawka najwięcej zabrałem z łowiska sumików karłowatych;)
Panowie!! toć my chyba dorosli kazdy wie co to znaczy morale i etyka ... po co bic
bezsensownie piane, skoro ta dyskusja i tak sprowadza sie do jednego - braku
jednoznacznie brzmiacego moralu ... jesli wiemy co to etyka i morlanosc
... jakis jej poziom soba reprezentujemy to wystarczy ze bedziemy fair wobec
samego siebie i wlasnego sumienia ... a nie wiem czy tylk ja to widze ale
najprosciej jest stworzyc taki (choleryczny ) temat do nabicia sobie paru
punkcikow ;) ...alez jaki to wstyd i nietakt ... ;)
Niewiem czy wiesz ale mi akurat na punkcikach nie zależy. Co chyba widać po ich liczbie. Bardziej po twojej bezsensownej wypowiedzi można takie wnioski wyciągać. Chyba mam prawo dowiedzieć się jakie zdanie mają Koledzy i Koleżanki po kiju. Nie mam ochoty zagłębiać się w jakieś bezsensowne rozmowy więc jeśli nie masz nic ciekawego do powiedzenia to się nie wypowiadaj.
PDK
A ja kolegow bardzo przepraszam jesli kogos urazilem tylko chodzi o to ze sa Wedkarze i niby wedkarze i ja tych niby nie lubie bo oni nie wiedza co i jak :( z gory przepraszam i zrozumialem co sie rozni do czego dziekuje za uswiadomienie
to konradzie leo wlasnie uzyskales moja opinie na tem temat ... a wypowiadal sie bede kiedy mi sie tylko zamarzy ;)
"Na tym zakończył bym dyskusję ze Świadkiem Jehowy. Moje prawo jest dla mnie święte, tak jak moja wiara a wszystkim domokrążcom, akwizytorom i nawracaczom, mówię zdecydowane nie."
GHOSTMIR
Wyjaśnił być mi Mirku, jakie znaczenie ma ta wypowiedz?
Ja jestem typowym drapieżnikiem. Z warzyw to tylko kiełbase jem.
Nie tylko ryby mają oczy . Wyobrażcie sobie motyw myśliwy strzela do dzika , następnie robi mu opatrunek i go wypuszcza ,albo rzeżnik daje bużki dla krówki , fotka ,klaps w zad i cześć . Pewnie że jesteśmy drapieżcami .
No SOLI jeżeli te porównania skierowane są do osób które wypuszczają na wolność złowione przez siebie ryby to są całkowicie nie trafione.
Przecież zarówno myśliwy jak i rzeźnik opiera swe działania typowo na odebraniu życia więc o jakim Ty buzi, buzi mówisz?
Co najwyżej wędkarz taki zada rybie bul i cierpienie związane z tym połowem co i tak jest cechą sadystyczną dla zaspokojenia własnych przyjemności ale to dotyczy wszystkich wędkarzy.
Nie odbiera jej życia aby następnie ją wypuścić, masz wędkarzy za idiotów?
Przecież twoją mądrą wypowiedź jest porównywalna do przyłożenia łysego grzywką w kant kuli.
Sens mojej wypowiedzi jest mniej więcej taki, że nawiedzonych niekilanych uważam za taką samą zarazę jak wszelkiego rodzaju domokrążców, akwizytorów, namawiaczy, i innych innowierców którzy łażą po domach jak np. Świadkowie J. i na siłę wciskają koninę ludziom, którzy sobie tego wcale nie życzą. Nie przeszkadzają mi ci ludzie i nie mam nic do Świadków J. ale tylko do momentu, kiedy zaczną mnie nawracać, namawiać, nachodzić, etc.
Czy teraz rozumie Kolega moją wypowiedź?
szczerze powiem że dobrze że bierzesz KARPIE. nie nawidze tych ryb. zawsze jak łapie to wszystkie biore do znajomego do stawu. mały czy duży. nie cierpie ich tak samo jak gargamel nie cierpiał smerfów. czemu w każde jezioro PZW wpuszcza karpie?? powinno być tylko jedno takie w okręgu a nie. bezsens
Przykładem takiego "domokrążcy" jest/był kolega, który niedawno napisał artykuł.
Nie będę zdradzał nicka, bo nie chcę tego adresować imiennie, ale powiem tyle
że "morderca zawodowy", który robi to dla "sportowej przyjemności" nie będzie mnie uczył etyki i na siłę wpajał żadnych wyssanych z palca teorii! O nie!
To jest hipokryzja!
O ile jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy rybki wypuszczają od razu po złowieniu, czy tam ewentualnym zmierzeniu i sfotografowaniu to takich kwiatków nie zrozumiem i nie poprę!
Teorię o tym, że niby największe okazy to najlepsze źródło ikry już obaliliśmy.
Zabicie jednego takiego okazu przez całe życie chyba nie jest tak szkodliwe jak zamęczenie na śmierć 30kg płotek 16cm (na bank...) kilka razy w sezonie!
Równie dobrze mogliby te ryby rzucać na piach - niech zdychają, ważne że punkty są, kołowrotek będzie i będzie czym się chwalić przed kolegami - 30kg płoteczek! No powinien dostać Złotą Odznakę Strażnika Teksasu Z Buraka Z Wieńcami i bon na zakupy w realu...
Tu wielki obrońca przyrody i rybostanu, "rycerz bez skazy i zmazy", a prywatnie harpagan drobnicy.
pisaq zabicie 30 kg płotek przez 4 osoby. Jak w zawodach bierze 40 osób udział. To już jest 10 razy więcej a teraz co ma taki okazowy szczupak wcinać jak mu wszystkie płotki wytłuką? nic nie bedzie żarł i też zdechnie.
Kolego pisaq swoją wypowiedzią obrażasz wszystkich co startują w zawodach .Czyż uważasz że ryby łowione na zawodach od razu po złowieniu powinny być zabijane ?Kiedyś taki przepis obowiązywał w byłym NRD Widok był okrutny ,pełno krwi dookoła zawodnika . A może jesteś przeciwnikiem organizowania zawodów ? Imprezy tego typu organizowane są na całym świecie . Polacy zajmują wysokie miejsca obok Francuzów ,Włochów czy Anglików Czy zawodnicy łowiący w całej europie zasługują na miano morderców ryb ? Tylko dlatego że są wybitnymi specjalistami w łowieniu określonych gatunków ryb w losowo wybranym miejscu i z góry określonym czasie ?Czy może wszystkie złowione ryby powinni zabierać ? Nie zapominaj że to dzięki wyczynowcą Łowisz na coraz lepszy sprzęt i poznajesz nowe metody na przechytrzenie przebiegły ryb! A może jesteś za tym żeby powrócić do leszczyny z druciakiem zamiast żyłki i z haczykiem ze szpilki ?Takie wędkowanie pewnie miało swój urok ale 40 lat temu . Zdjęcia kolegi z kontrowersyjnego artykułu są oczywiście nie na miejscu .Sam startowałem kilka lat w zawodach ale na pewno na moim blogu nie znajdziesz żadnych fotek kompromitujących mnie jako byłego zawodnika . Pozdrowienia dla wyczynowców i zwykłych moczykijów
Jeżeli przetrzymywanie ryb na wszystkich zawodach (w tym tych o randze międzynarodowej) wygląda tak jak na zdjęciach tego wędkarza to nie wiem czy fakt, że zajmujemy wysokie lokaty jest powodem do dumy czy wstydu.
Z jednej strony PZW trąbi o ochronie wód, a z drugiej pozwala na taki zbrodniczy i niehumanitarny proceder.
Nie rozumiem jakich to cudnych "sposobów na przechytrzenie ryb" potrzeba aby złowić kilkadziesiąt płotek....
Ryba po złowieniu powinna być zmierzona i zważona przez sędziego, punkty powinny zostać przyznane, a sama rybka do wody.
Wychodzi na jaw czyste lenistwo, łatwiej zważyć "konserwę rybną" na sam koniec.
I nikt mi nie wmówi, że takie ilości ryb(ek) w takim sadzu to przechowywanie bezstresowe i humanitarne.
Gość trąbi o łowieniu na żywca, że takie to zbrodnicze - ok, zgadzam się, nie jest to najbardziej humanitarne, ale on później idzie na zawody i męczy rybki rozmiaru właśnie tych żywcy, a wybije ich więcej za jednym posiedzeniem niż nie jeden łowiący na żywca przez cały sezon. Jaka jest różnica? A taka, że jeden chce szczupaka a drugi pucharek...
Albo chronimy wody, albo "co wolno wojewodzie"
Nie rozumiem jakich to cudnych "sposobów na przechytrzenie ryb" potrzeba aby złowić kilkadziesiąt płotek... Jeśli wystartował byś choć raz w zawodach to miałbyś jakiś choć blade pojęcie o łowieniu ryb . Na żadnych zawodach a tym bardziej wyższej rangi w ten sposób ryb się nie przetrzymuje .Chyba napisałem wyraźnie że te foki są nie na miejscu . Zawody na żywej rybie też są organizowane ale nie w metodzie spławikowej . Wyobraź sobie kolego że na takich zawodach można łowić rybę co kilka dziesiąta sekund . I zapewne wiele z nich po wypuszczeni przeżyje .I ni emam zamiaru pisać że używane są duże siatki z miękkiego materiału itp. Bo żywiec na pewno cierpi bardziej i raczej nie przeżywa
Czysta hipokryzja!
My możemy bo My jesteśmy ważniejsi!
To dzięki Nam powstają coraz to nowsze, lepsze, droższe zanęty i dodatki, a jak powszechnie wiadomo, każda nowa zanęta jest skuteczna maksymalnie przez dwa sezony. Później należy stosować inną, droższą.
To dzięki Nam powstają nowe baty, którymi można już z powodzeniem wyciągnąć z wody leszcza o długości ciała (uwaga!) 40cm! I bat się nie złamie!
To dzięki Nam powstają coraz to nowsze kombajny i doskonałe technologicznie wiadra zanętowe.
Ktoś na forum już pisał o pięknym i rybnym zbiorniku, zniszczonym doszczętnie przez organizatorów zawodów, teraz można sobie tam najwyżej kaczki pokarmić.
My mamy limity dobowe, zakaz podmiany ryb złowionych/przetrzymywanych w siatkach, a zawodowcy? A mogą męczyć drobnicę ile wlezie. Zawody są "na żywej rybie" (co widać na zdjęciach...), więc limity nie obowiązują.
U mnie nie ma takiej pieprzonej sytuacji, że przetrzymuję rybę w siatce i ją wypuszczam. Bo po co!? Chcę zabrać - do siatki, kończę wędkowanie - zabijam.
Chcę wypuścić - wypuszczam od razu.
Mojego najpiękniejszego leszcza wypuściłem od razu, nie pokazałem go nikomu bo ojciec poszedł na spacer ze spinningiem, a sam aparatu nie miałem.
Ryba to żywe stworzenie! Jeżeli już mamy hobby, ktore zakłada, że mamy ją krzywdzić to róbmy to "oszczędnie".
Ja jestem za wprowadzeniem nakazu natychmiastowego uśmiercenia ryby przeznaczonej do spożycia. Chcesz zeżreć - zabij, nie chcesz - wypuść.
Ale co na to producenci siatek i sadzów? :)
Aha, Panie Kolego, ja mówię cały czas o takim wędkarstwie wyczynowym.
Takim jakie jest zaprezentowane w galerii!
Nie ganie wszystkich, ganię osoby konkretne!
A nie robię tego imiennie, żeby mnie nikt sądem nie straszył :)
Brałem udział w zawodach na szczeblu koła, tam ludzie dzielą się na
wędkarzy-amatorów, preferujących wędkowanie rekreacyjne oraz na
wędkarzy-wyczynowców, z parciem na medale, żądzą dyplomu itp
I zachowanie tych drugich najbardziej mnie załamywało.
Ale czemu nie można ryby "zapunktować" i wypuścić?