Jak się Wędkarze zapatrujecie na sprawę. lepiej własnoręcznie złowić na święta rybę, podkreślam rybę 1-3 kg (w zależności od gatunku nawet więcej) czy iść na bazar lub do marketu i kupić takie jak tam leżą niewymiarowe "śledziki" po 40 cm napędzając tym samym biznes rybakom i kłusownikom.
Ja na ten temat swoje zdanie mam. Nieomylny nie jestem więc chciałbym usłyszeć i wasze.
Wolę złowić, z tego względu jak Krzysztof napisał nie mam zamiaru napędzać biznesu kłusolom lub rybakom. Dodałbym do tego jeszcze jedno zdanie ale rozpęta ono III wojnę światową.
witam. Krzysiek odpowiedź jest prosta. jęśli ktoś jest nieporadny i ma kupić od kłusola, to lepiej złowić zgodnie regulaminem. kierując się tą ideą można spędzić święta przy pustym stole.;) po pierwsze, że pogoda nie rozpieszcza..., po drugie rybacy i kłusole już "wyczyścili" zbiorniki. a po trzecie ja wypuszczam wszystkie złowione ryby i nie zamierzam czyścić naszych łowisk w poszukiwaniu pokarmu.
Wolę złowić, z tego względu jak Krzysztof napisał nie mam zamiaru napędzać biznesu kłusolom lub rybakom. Dodałbym do tego jeszcze jedno zdanie ale rozpęta ono III wojnę światową.
Ja karpia kupuje zawsze od rybaka z własnego gospodarstwa.Jeśli chodzi o szczupaka czy sandacza,bo gusta są różne,to nigdy nie kupowałem tych ryb.Te można pozyskać na tą okazję i czasem jak ma się chęc na rybkę z wody/łowiska-bo coś za te ponad 200zł się należy.
A ja karpia kupię, pstrąga tęczowego też. Jako,że karpi nie łowię, jestem zmuszony kupić z pobliskiego ośrodka hodowlanego ( karp do 1,5 kg max ), no a pstrągi tęczowe mają mało ości, więc bez problemu takie ryby mogę podać swoim dzieciom. Generalnie złowione ryby wypuszczam, więc i tak na święta zmuszony jestem kupić. Pozdrawiam.
Ja karpia kupuje zawsze od rybaka z własnego gospodarstwa.Jeśli chodzi o szczupaka czy sandacza,bo gusta są różne,to nigdy nie kupowałem tych ryb.Te można pozyskać na tą okazję i czasem jak ma się chęc na rybkę z wody/łowiska-bo coś za te ponad 200zł się należy.
a ja myślałem, że łowisz dla przyjemności łowienia?
Co roku zabijam dwie lub trzy ryby i nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Podanie świeżej, pachnącej, własnoręcznie złowionej ryby na wigilie to czysta przyjemność. Rybą wieczoru oczywiście musi być sandacz. Szkoda mi zabijać tych wiślanych więc pewnie wybiorę się do Żelechowa albo do innego burdelu pod Warszawą. Ze sklepowych kupuję tylko morskie bo je strasznie lubię. Nie podał bym jednak na wigilię halibuta lub karguleny. Mulaka nie tknę. :D
Witam:)..hihi na święta Mamuuuuusia kupuje karpia:)...no przecie jej się nie sprzeciwię!?,nie powiem,oddaj go z powrotem?:))A gdzie ja tu teraz tradycyjnego karpia złowię?:))
Ja karpia kupuje zawsze od rybaka z własnego gospodarstwa.Jeśli chodzi o szczupaka czy sandacza,bo gusta są różne,to nigdy nie kupowałem tych ryb.Te można pozyskać na tą okazję i czasem jak ma się chęc na rybkę z wody/łowiska-bo coś za te ponad 200zł się należy.
a ja myślałem, że łowisz dla przyjemności łowienia?
Dodam Zbyszku,że jak w roku zabiorę 2 szczupaki ,2 sandacze i ze 2 liny to się świat nie zawali.Bo reszta ryb wraca do wody,nie kupię u kłusola na straganie szczupaka czy innej ryby-jak by to świadczyło o moich umiejętnościach???-lekka kompromitacja...Jak Sebastian pisał-Podanie świeżej, pachnącej, własnoręcznie złowionej ryby na wigilie to czysta przyjemność , a zachwyt rodziny,teściowej i widok min jak "mlaskają" bezcenny ;-)
Gdzieś usłyszałem, że tradycyjną potrawą wigilijną jest golonka. Powiedział to jak pamiętam niejaki Zambik:Zambik: Miał być szczupak po litewsku, ale że nie dostałem szczupaka, więc będzie goloneczka w piwie, towarzyszu generale.Molibden: Ooo, brawoZambik: Bardzo wystawna wigilia.Molibden: No zgodnie z tradycją właściwie powinien być opłatek.Zambik: Słusznie, słusznie, ale nie róbcie z tego zagadnienia. Najważniejsza jest tradycja. Podzielimy się jajeczkiem.Molibden: Aha. :-)JK
Golonkę mógłbym rąbać codziennie. :) A z rybek najbardziej lubię dużego leszcza, takiego między 2 a 3kg. Białoryb łowię rzadko wiec nieczęsto mam możliwość skosztować.
Ktos chce i potrafi niech sobie zlowi ta rybe. Ktos nie ma ochoty ganiac po mrozie i sniegu niech kupi. Mnie osobiscie nie pasowaloby zlowienie sandacza czy szczupaka i trzymanie dluzej jak kilka dni w zamrazarce po to zeby postawic talerz na Wigilie. Nikt mi nie wmowi ze walory smakowe takiej ryby sa takie same, jak zabitej i zjedzonej w tym samym dniu. Sam kiedys zabieralem ryby i czasami jakas ladowala w zamrazarce. Po tygodniu dla mnie szczupak byl juz niejadalny. Tak wiec gdybym mial raczyc sie ryba na Wigilie to tylko zlowiona najpozniej 20 grudnia. A poniewaz wogole nie jadam ryb z oscmi, to ani nie kupuje ani nie lowie ryby na stol. Zawsze u tesciow moja zona moze sobie skubnac dzwonko z karpia :). I jeszcze jedno. Oslabia mnie ktos, kto pisze ze lowi bo nie chce napedzac biznesu klusolom czy rybakom. To co kupujemy od nich to ulamek procenta obrotu rybami na swieta. A jakby ktos chcial, to pojechalby do najblizszej hodowli i kupilby bezposrednio rybe od producenta, jesli juz nie ufa gosciowi sprzedajacemu karpie z beczki.
Golonkę mógłbym rąbać codziennie. :) A z rybek najbardziej lubię dużego leszcza, takiego między 2 a 3kg. Białoryb łowię rzadko wiec nieczęsto mam możliwość skosztować.
Wyjąłeś mi to z ust...taki leszcz chodzi za mną już dobrych kilka lat :( przez to że rzadko siadam za leszczem na jeziorze,z odry to nie leszcz,a dorabiać kłusoli nie zamierzam ,to samo mam z linem,czasem chodzi za mną jak wspomniany leszcz,więc trzeba uszykować kijki i jechać go złowić.Ale jaj Seba mówił nie ma nic lepszego niż leszcz 2,5-3kg :)
Ktos chce i potrafi niech sobie zlowi ta rybe. Ktos nie ma ochoty ganiac po mrozie i sniegu niech kupi. Mnie osobiscie nie pasowaloby zlowienie sandacza czy szczupaka i trzymanie dluzej jak kilka dni w zamrazarce po to zeby postawic talerz na Wigilie. Nikt mi nie wmowi ze walory smakowe takiej ryby sa takie same, jak zabitej i zjedzonej w tym samym dniu. Sam kiedys zabieralem ryby i czasami jakas ladowala w zamrazarce. Po tygodniu dla mnie szczupak byl juz niejadalny. Tak wiec gdybym mial raczyc sie ryba na Wigilie to tylko zlowiona najpozniej 20 grudnia. A poniewaz wogole nie jadam ryb z oscmi, to ani nie kupuje ani nie lowie ryby na stol. Zawsze u tesciow moja zona moze sobie skubnac dzwonko z karpia :). I jeszcze jedno. Oslabia mnie ktos, kto pisze ze lowi bo nie chce napedzac biznesu klusolom czy rybakom. To co kupujemy od nich to ulamek procenta obrotu rybami na swieta. A jakby ktos chcial, to pojechalby do najblizszej hodowli i kupilby bezposrednio rybe od producenta, jesli juz nie ufa gosciowi sprzedajacemu karpie z beczki.
Paweł, bo po wyjęciu z zamrażarki przed konsumpcją warto rozmrozić i upiec lub usmażyć:):):)
Taki leszcz jest pyszny pod warunkiem że ktoś lubi rybi posmak tranu, tak smakuje tłuszczyk. No i musi to być ryba złowiona późną jesienią bo te wiosenne są chude i niesmaczne.
Ktos chce i potrafi niech sobie zlowi ta rybe. Ktos nie ma ochoty ganiac po mrozie i sniegu niech kupi. Mnie osobiscie nie pasowaloby zlowienie sandacza czy szczupaka i trzymanie dluzej jak kilka dni w zamrazarce po to zeby postawic talerz na Wigilie. Nikt mi nie wmowi ze walory smakowe takiej ryby sa takie same, jak zabitej i zjedzonej w tym samym dniu. Sam kiedys zabieralem ryby i czasami jakas ladowala w zamrazarce. Po tygodniu dla mnie szczupak byl juz niejadalny. Tak wiec gdybym mial raczyc sie ryba na Wigilie to tylko zlowiona najpozniej 20 grudnia. A poniewaz wogole nie jadam ryb z oscmi, to ani nie kupuje ani nie lowie ryby na stol. Zawsze u tesciow moja zona moze sobie skubnac dzwonko z karpia :). I jeszcze jedno. Oslabia mnie ktos, kto pisze ze lowi bo nie chce napedzac biznesu klusolom czy rybakom. To co kupujemy od nich to ulamek procenta obrotu rybami na swieta. A jakby ktos chcial, to pojechalby do najblizszej hodowli i kupilby bezposrednio rybe od producenta, jesli juz nie ufa gosciowi sprzedajacemu karpie z beczki.
Mam podobne zdanie co Kolega. Sezon co prawda już zakończyłem ale to i tak bez znaczenia gdyż ja również nie jadam ryb z ośćmi. Pewnie jak co roku kupię jakiegoś filecika z sandacza to i moje dzieciaki zjedzą po kawałku.
Co do tematu wątku, to ja kupie karpia kilka kilo i zeżrę. Nie ważne skąd on będzie pochodził. Ważne że kilka kilo mniej będzie w naszych wodach:):):)
Nie wiem czy to dobra metoda. Jeśli jest zbyt to na miejsce tych przykładowo pięciu sztuk hodowcy rozmnożą na przyszły rok siedem. Robię odwrotnie nie kupuję i nie napędzam karpiowego biznesu, zresztą wolę jeść inne smaczniejsze ryby.
Nie wiem czy to dobra metoda. Jeśli jest zbyt to na miejsce tych przykładowo pięciu sztuk hodowcy rozmnożą na przyszły rok siedem. Robię odwrotnie nie kupuję i nie napędzam karpiowego biznesu, zresztą wolę jeść inne smaczniejsze ryby.
Ale czemu nie,przecież zawód jak zawód,praca jak każda inna.Lepiej jest kupować od hodowców,niż od gościa co łazi po domach i pyta "komu rybka ? pyszny leszc,świeży sandacz"itp.Prawda? Kupując hodowlane ryby mamy pewność że nie pochodzą od kłusoli,którze sprzedają ryby,w ten sposób co mówiłem,nie tylko w święta ale przez cały rok.
Jak się Wędkarze zapatrujecie na sprawę. lepiej własnoręcznie złowić na święta rybę, podkreślam rybę 1-3 kg (w zależności od gatunku nawet więcej) czy iść na bazar lub do marketu i kupić takie jak tam leżą niewymiarowe "śledziki" po 40 cm napędzając tym samym biznes rybakom i kłusownikom.
Ja na ten temat swoje zdanie mam. Nieomylny nie jestem więc chciałbym usłyszeć i wasze.`
Pewnie już wiesz jakie zdanie mamy przecież wszyscy kupujemy bo w grudniu nikt nie będzie śmigal za świeżą rybą po rzekach lub jeziorach ( czysta portalowa przewrotność) a mrożona juz po tygodniu nie smakuje, ( a konsumuje z "Biedronki" badziewo które dzięki unijnym normom nadaje się do spożycia i truje siebie i rodzinę) Szpana musi być bo nie byłbym inaczej spostrzegany na tym portalu, mam 4 kapry zamrożone i 6 pstrągów, ale sandacza jeszcze muszę upolować dla wnuka bo jak dorośnie to z hodowli lub z Biedronki będzie jadł i nie pozna smaku taj ryby.
Ja karpia kupuje zawsze od rybaka z własnego gospodarstwa.Jeśli chodzi o szczupaka czy sandacza,bo gusta są różne,to nigdy nie kupowałem tych ryb.Te można pozyskać na tą okazję i czasem jak ma się chęc na rybkę z wody/łowiska-bo coś za te ponad 200zł się należy.
a ja myślałem, że łowisz dla przyjemności łowienia?
Dodam Zbyszku,że jak w roku zabiorę 2 szczupaki ,2 sandacze i ze 2 liny to się świat nie zawali.Bo reszta ryb wraca do wody,nie kupię u kłusola na straganie szczupaka czy innej ryby-jak by to świadczyło o moich umiejętnościach???-lekka kompromitacja...Jak Sebastian pisał-Podanie świeżej, pachnącej, własnoręcznie złowionej ryby na wigilie to czysta przyjemność , a zachwyt rodziny,teściowej i widok min jak "mlaskają" bezcenny ;-)
Tomek nie musisz pisać ile zabierasz, to Twoja sprawa. zastanów się jaki widok bezcenny by był jakbyś podał własnoręcznie ubitą od obucha golonkę. upolowaną kaczkę, czy inne zwierze.:)) chciałbym uświadomić, niektórym że w dzisiejszych czasach mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną. wystarczy, że zarabia na rodzinę na jej utrzymanie itd. a na ryby, nie po ryby chodzi dla przyjemności łowienia, relaksu itd.. nie trzeba zabijać, żeby wykarmić rodzinę. nie te czasy. nikomu nic nie bronię, ale to kiedyś się polowało, zbierało chrust na palenisko, żyło w szałasach, jeździło na koniu itd.. dziś jak żona nie wierzy, że ktoś był na rybach, a ktoś się boi, że dostanie szmatą po głowi to wystarczy zrobić zdjęcie i rybkę do wody wypuścić.:))
Ja przeważnie na wigilię podaję własnoręcznie złowioną rybkę, a także wcześniej zebrane prze zemnie grzybki, które uprzednio zamroziłem lub zasuszyłem - które są miłym dodatkiem do wszelkich dań. Nie ukrywam, że także dokupuję troszkę filetów, bo w moim domu lubi się ryby.
Jak ktoś powiedział..." Mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną." Nikt tu nie mówi o jakimś polowaniu, ażeby zapewnić rodzinie byt, nie żyjemy w czasach pierwotnych. Po prostu mnie jak i niektórym kolegom sprawia to ogromną przyjemność, jako wędkarzowi, jak na wigilijny stół zostaje podana rybka którą się złowiło, chociaż jak ktoś wcześniej mówił, też nie przepadam za rybimi ośćmi, to jednak na tę szczególną okazję zawsze przetrzymuje jedną, lub dwie rybki w zamrażarce.
Ja przeważnie na wigilię podaję własnoręcznie złowioną rybkę, a także wcześniej zebrane prze zemnie grzybki, które uprzednio zamroziłem lub zasuszyłem - które są miłym dodatkiem do wszelkich dań. Nie ukrywam, że także dokupuję troszkę filetów, bo w moim domu lubi się ryby.
Jak ktoś powiedział..." Mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną." Nikt tu nie mówi o jakimś polowaniu, ażeby zapewnić rodzinie byt, nie żyjemy w czasach pierwotnych. Po prostu mnie jak i niektórym kolegom sprawia to ogromną przyjemność, jako wędkarzowi, jak na wigilijny stół zostaje podana rybka którą się złowiło, chociaż jak ktoś wcześniej mówił, też nie przepadam za rybimi ośćmi, to jednak na tę szczególną okazję zawsze przetrzymuje jedną, lub dwie rybki w zamrażarce.
W karpiach jakoś moja rodzina nie gustuje co mnie cieszy bo też nie skupiam się na ich łowieniu. W tym roku będzie miętus i sandacz z własnych połowów.Jeśli mam już zjeść rybkę to zdecydowanie z własnych połowów przynajmniej wiem co jem. :)
Co do tematu wątku, to ja kupie karpia kilka kilo i zeżrę. Nie ważne skąd on będzie pochodził. Ważne że kilka kilo mniej będzie w naszych wodach:):):)
Nie wiem czy to dobra metoda. Jeśli jest zbyt to na miejsce tych przykładowo pięciu sztuk hodowcy rozmnożą na przyszły rok siedem. Robię odwrotnie nie kupuję i nie napędzam karpiowego biznesu, zresztą wolę jeść inne smaczniejsze ryby.
Tak na poważnie to masz absolutną rację a ja mam tego świadomość:) Napisałem tak z przekąsem:):) To zupełnie oczywiste że jeżeli jest popyt to będzie i podaż. Na moim stole w wigilię karp nigdy nie leżał i nie będzie leżał.
Ja przeważnie na wigilię podaję własnoręcznie złowioną rybkę, a także wcześniej zebrane prze zemnie grzybki, które uprzednio zamroziłem lub zasuszyłem - które są miłym dodatkiem do wszelkich dań. Nie ukrywam, że także dokupuję troszkę filetów, bo w moim domu lubi się ryby.
Jak ktoś powiedział..." Mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną." Nikt tu nie mówi o jakimś polowaniu, ażeby zapewnić rodzinie byt, nie żyjemy w czasach pierwotnych. Po prostu mnie jak i niektórym kolegom sprawia to ogromną przyjemność, jako wędkarzowi, jak na wigilijny stół zostaje podana rybka którą się złowiło, chociaż jak ktoś wcześniej mówił, też nie przepadam za rybimi ośćmi, to jednak na tę szczególną okazję zawsze przetrzymuje jedną, lub dwie rybki w zamrażarce.
masz rację Kolego. jeden czerpie satysfakcje z łowienia, a drugi jak patrzy na konsumpcje złowionych ryb przez siebie.:)
Ja przeważnie na wigilię podaję własnoręcznie złowioną rybkę, a także wcześniej zebrane prze zemnie grzybki, które uprzednio zamroziłem lub zasuszyłem - które są miłym dodatkiem do wszelkich dań. Nie ukrywam, że także dokupuję troszkę filetów, bo w moim domu lubi się ryby.
Jak ktoś powiedział..." Mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną." Nikt tu nie mówi o jakimś polowaniu, ażeby zapewnić rodzinie byt, nie żyjemy w czasach pierwotnych. Po prostu mnie jak i niektórym kolegom sprawia to ogromną przyjemność, jako wędkarzowi, jak na wigilijny stół zostaje podana rybka którą się złowiło, chociaż jak ktoś wcześniej mówił, też nie przepadam za rybimi ośćmi, to jednak na tę szczególną okazję zawsze przetrzymuje jedną, lub dwie rybki w zamrażarce.
masz rację Kolego. jeden czerpie satysfakcje z łowienia, a drugi jak patrzy na konsumpcje złowionych ryb przez siebie.:)
Nie rozumiem co miałeś na myśli pisząc tego posta i nie wiem w jaki sposób mam się do niego odnieść, w sposób patetyczny, czy po prostu trywialny - pier....sz! Nie widzę dalszego sensu rozwijania myśli.
Ja zawsze staram sie miec swoja rybę na świeta , 1- wiem ze nie jest hodowana na paszy a po drugie wiem że zgineła od razu bez cierpień w transporcie tak jak chocby te żywe "tradycyjne" karpie
Ja przeważnie na wigilię podaję własnoręcznie złowioną rybkę, a także wcześniej zebrane prze zemnie grzybki, które uprzednio zamroziłem lub zasuszyłem - które są miłym dodatkiem do wszelkich dań. Nie ukrywam, że także dokupuję troszkę filetów, bo w moim domu lubi się ryby.
Jak ktoś powiedział..." Mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną." Nikt tu nie mówi o jakimś polowaniu, ażeby zapewnić rodzinie byt, nie żyjemy w czasach pierwotnych. Po prostu mnie jak i niektórym kolegom sprawia to ogromną przyjemność, jako wędkarzowi, jak na wigilijny stół zostaje podana rybka którą się złowiło, chociaż jak ktoś wcześniej mówił, też nie przepadam za rybimi ośćmi, to jednak na tę szczególną okazję zawsze przetrzymuje jedną, lub dwie rybki w zamrażarce.
masz rację Kolego. jeden czerpie satysfakcje z łowienia, a drugi jak patrzy na konsumpcje złowionych ryb przez siebie.:)
Nie rozumiem co miałeś na myśli pisząc tego posta i nie wiem w jaki sposób mam się do niego odnieść, w sposób patetyczny, czy po prostu trywialny - pier....sz! Nie widzę dalszego sensu rozwijania myśli.
.....Tomek nie musisz pisać ile zabierasz, to Twoja sprawa. zastanów się jaki widok bezcenny by był jakbyś podał własnoręcznie ubitą od obucha golonkę. upolowaną kaczkę, czy inne zwierze.:)) chciałbym uświadomić, niektórym że w dzisiejszych czasach mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną. wystarczy, że zarabia na rodzinę na jej utrzymanie itd. a na ryby, nie po ryby chodzi dla przyjemności łowienia, relaksu itd.. nie trzeba zabijać, żeby wykarmić rodzinę. nie te czasy. nikomu nic nie bronię, ale to kiedyś się polowało, zbierało chrust na palenisko, żyło w szałasach, jeździło na koniu itd.. dziś jak żona nie wierzy, że ktoś był na rybach, a ktoś się boi, że dostanie szmatą po głowi to wystarczy zrobić zdjęcie i rybkę do wody wypuścić.:)).....
Totalna bzdura kolego. W dzisiejszych czasach wielu mężczyzn "niewieścieje" właśnie dlatego, że tłumią lub pozwalają na tłumienie swojego podstawowego instynktu. Zarabianie pieniędzy jest tylko marną namiastką częściowo zastępującą polowanie i dającą jakąś tam satysfakcję, ale nic nie zastąpi nam całego rytuału związanego z przygotowaniem do łowów i ostatecznie samego polowania.
W tym wszystkim mało istotne jest czy zdobycz "uwalisz" i przyniesiesz do domu, czy ją wypuścisz. Najważniejże, żeby umieć upolować. Brak spełnienia rodzi frustracje i grozi wypaczeniami psychiki, zahamowaniem rozwoju itp.. Już masz przypadki takich ludzi na forach krzyczących na innych: mięsiarz. Robią to z głodu sukcesów i spełnienia.
Lepiej zawczasu zadbać o swoją kondycję psychiczną i zapolować.. z dobrym skutkiem oczywiście. :)
Podsumowując - MUSIMY POLOWAĆ
Takie jest moje zdanie.
A na święta ryby upolowane, ukatrupione i wyfiletowane własnoręcznie.
Totalna bzdura kolego. W dzisiejszych czasach wielu mężczyzn "niewieścieje" właśnie dlatego, że tłumią lub pozwalają na tłumienie swojego podstawowego instynktu. Zarabianie pieniędzy jest tylko marną namiastką częściowo zastępującą polowanie i dającą jakąś tam satysfakcję, ale nic nie zastąpi nam całego rytuału związanego z przygotowaniem do łowów i ostatecznie samego polowania.
W tym wszystkim mało istotne jest czy zdobycz "uwalisz" i przyniesiesz do domu, czy ją wypuścisz. Najważniejże, żeby umieć upolować. Brak spełnienia rodzi frustracje i grozi wypaczeniami psychiki, zahamowaniem rozwoju itp.. Już masz przypadki takich ludzi na forach krzyczących na innych: mięsiarz. Robią to z głodu sukcesów i spełnienia.
Lepiej zawczasu zadbać o swoją kondycję psychiczną i zapolować.. z dobrym skutkiem oczywiście. :)
Podsumowując - MUSIMY POLOWAĆ
Takie jest moje zdanie.
A na święta ryby upolowane, ukatrupione i wyfiletowane własnoręcznie.
Dobranoc.
dzień dobry. w pełni się z Tobą zgadzam. dlatego łowię ryby, "poluję". z tym, że ja wypuszczam. pogrubiłeś to w moich słowach co jest Ci wygodne. jestem święcie przekonany, że wiesz o co mi chodziło?
Ja polowałem i polowałem i upolowałem przeziębione korzonki .Całe 3 tydnie mogłem sie nimi nacieszyć . Jednak na wigilie naciesze sie sandaczem i karpiolem .Karpiol u rodziców ,sandacz u Tesciow ...Jednak nie ważne czym sie zagryza ,ale czym sie popija.
Ja polowałem i polowałem i upolowałem przeziębione korzonki .Całe 3 tydnie mogłem sie nimi nacieszyć . Jednak na wigilie naciesze sie sandaczem i karpiolem .Karpiol u rodziców ,sandacz u Tesciow ...Jednak nie ważne czym sie zagryza ,ale czym sie popija.
Właśnie , do rybki tylko białe wino Darku . A jak chcesz po męsku zjeść płetwala to ino z czystą gorzołeczką fest mocno zmrożoną :)))
.....Tomek nie musisz pisać ile zabierasz, to Twoja sprawa. zastanów się jaki widok bezcenny by był jakbyś podał własnoręcznie ubitą od obucha golonkę. upolowaną kaczkę, czy inne zwierze.:)) chciałbym uświadomić, niektórym że w dzisiejszych czasach mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną. wystarczy, że zarabia na rodzinę na jej utrzymanie itd. a na ryby, nie po ryby chodzi dla przyjemności łowienia, relaksu itd.. nie trzeba zabijać, żeby wykarmić rodzinę. nie te czasy. nikomu nic nie bronię, ale to kiedyś się polowało, zbierało chrust na palenisko, żyło w szałasach, jeździło na koniu itd.. dziś jak żona nie wierzy, że ktoś był na rybach, a ktoś się boi, że dostanie szmatą po głowi to wystarczy zrobić zdjęcie i rybkę do wody wypuścić.:)).....
Totalna bzdura kolego. W dzisiejszych czasach wielu mężczyzn "niewieścieje" właśnie dlatego, że tłumią lub pozwalają na tłumienie swojego podstawowego instynktu. Zarabianie pieniędzy jest tylko marną namiastką częściowo zastępującą polowanie i dającą jakąś tam satysfakcję, ale nic nie zastąpi nam całego rytuału związanego z przygotowaniem do łowów i ostatecznie samego polowania.
W tym wszystkim mało istotne jest czy zdobycz "uwalisz" i przyniesiesz do domu, czy ją wypuścisz. Najważniejże, żeby umieć upolować. Brak spełnienia rodzi frustracje i grozi wypaczeniami psychiki, zahamowaniem rozwoju itp.. Już masz przypadki takich ludzi na forach krzyczących na innych: mięsiarz. Robią to z głodu sukcesów i spełnienia.
Lepiej zawczasu zadbać o swoją kondycję psychiczną i zapolować.. z dobrym skutkiem oczywiście. :)
Podsumowując - MUSIMY POLOWAĆ
Takie jest moje zdanie.
A na święta ryby upolowane, ukatrupione i wyfiletowane własnoręcznie.
Dobranoc.
Czyli oprocz wedkarzy i mysliwych mamy samych zniewiescialych mezczyzn ?. Bo tak nalezaloby to zrozumiec. W Polsce lowi i poluje jakies 1200000 (nie potrafie powiedziec dokladnie ilu bo nie wiem jaka jest skala myslistwa). Mezczyzn zdolnych do tych czynnosci przypuszczam duzo wiecej. Nawet doliczajac klusownikow to i tak tych zniwiescialych jest przerazajaca ilosc. Gdzie ja zyje. ?
Paweł ja tam zgodzę się z Irkiem. Niektórzy mężczyźni polują na ryby inni na sarny i jelenie a jeszcze inny na kobiety. Mężczyzna powinien rywalizować i stawiać sobie wyzwania bo inaczej się cofa. Cała reszta chodzi w rurkach...
Paweł ja tam zgodzę się z Irkiem. Niektórzy mężczyźni polują na ryby inni na sarny i jelenie a jeszcze inny na kobiety. Mężczyzna powinien rywalizować i stawiać sobie wyzwania bo inaczej się cofa. Cała reszta chodzi w rurkach...
pewnie że tak. tylko Irek uważa tylko ten co poluje jest mężczyzną, a ja napisałem, że nie trzeba taszczyć ryby do domu żeby to udowodnić. wg niego cała reszta niewieścieje. ciekawe stwierdzenie? bo nie przynieśli ryby do domu? jakim pierwotnym instynktom mamy dać jeszcze upust, żeby być mężczyzną? kobicie dać pałą w łeb i do jaskini. Irek mamy 21 wiek. może na szabelki wyskoczymy, albo na dzidy. daj spokój człowieku o czym Ty napisałeś. widzę, że niektórzy zamiast iść do przodu to się cofają w rozwoju. ja lubię łowić i całą otoczkę z tym związaną, ale nie muszę czyścic zbiorników w poszukiwaniu pokarmu.:)
Paweł ja tam zgodzę się z Irkiem. Niektórzy mężczyźni polują na ryby inni na sarny i jelenie a jeszcze inny na kobiety. Mężczyzna powinien rywalizować i stawiać sobie wyzwania bo inaczej się cofa. Cała reszta chodzi w rurkach...
Pelna zgoda. Ale wg Irka te wyzwania to tylko lowiectwo (ryby czy inna zwierzyna). Inne to marna namiastka. I trudno wg mnie sie z tym zgodzic.
Paweł ja tam zgodzę się z Irkiem. Niektórzy mężczyźni polują na ryby inni na sarny i jelenie a jeszcze inny na kobiety. Mężczyzna powinien rywalizować i stawiać sobie wyzwania bo inaczej się cofa. Cała reszta chodzi w rurkach...
Pelna zgoda. Ale wg Irka te wyzwania to tylko lowiectwo (ryby czy inna zwierzyna). Inne to marna namiastka. I trudno wg mnie sie z tym zgodzic.
Nie no, niedorzecznym byłoby komuś dyktować jakie ma mieć hobby. Jeden lubi szybką jazdę motorem czy samochodem własnoręcznie podrasowanym a inny lubi złowić rybę własnoręcznie wystruganym wobkiem. Ale jeden i drugi ma wspólny mianownik "szeroko pojmowana rywalizacja".
Paweł ja tam zgodzę się z Irkiem. Niektórzy mężczyźni polują na ryby inni na sarny i jelenie a jeszcze inny na kobiety. Mężczyzna powinien rywalizować i stawiać sobie wyzwania bo inaczej się cofa. Cała reszta chodzi w rurkach...
pewnie że tak. tylko Irek uważa tylko ten co poluje jest mężczyzną, a ja napisałem, że nie trzeba taszczyć ryby do domu żeby to udowodnić. wg niego cała reszta niewieścieje. ciekawe stwierdzenie? bo nie przynieśli ryby do domu? jakim pierwotnym instynktom mamy dać jeszcze upust, żeby być mężczyzną? kobicie dać pałą w łeb i do jaskini. Irek mamy 21 wiek. może na szabelki wyskoczymy, albo na dzidy. daj spokój człowieku o czym Ty napisałeś. widzę, że niektórzy zamiast iść do przodu to się cofają w rozwoju. ja lubię łowić i całą otoczkę z tym związaną, ale nie muszę czyścic zbiorników w poszukiwaniu pokarmu.:)
Być może nie dość wnikliwie czytałem wypowiedzi Irka ale w jednej z nich jasno napisał i tu cytuję: "W tym wszystkim mało istotne jest czy zdobycz "uwalisz" i przyniesiesz
do domu, czy ją wypuścisz. Najważniejże, żeby umieć upolować. Brak
spełnienia rodzi frustracje i grozi wypaczeniami psychiki, zahamowaniem
rozwoju itp.. Już masz przypadki takich ludzi na forach krzyczących na
innych: mięsiarz. Robią to z głodu sukcesów i spełnienia." - A z tym się najzupełniej zgadzam.
Oczywiście kupić, złowić i zabrać równa się jedna lub kilka ryb mniej w " mojej wodzie" :))) Ja tak jak i w tamtym roku kupie żywego karpia lub dwa od tych co to tak je humanitarnie przetrzymują w męczarniach, wezmę siekierkę i przejadę się z rybkami nad pewną dzika wodę :)) a jak się będę chciał najeść micha to sobie zjem śledzia albo pójdę do rodziców np. na pstrąga które kupują (ZABITE !!!) prosto z hodowli .
Oczywiście kupić, złowić i zabrać równa się jedna lub kilka ryb mniej w " mojej wodzie" :))) Ja tak jak i w tamtym roku kupie żywego karpia lub dwa od tych co to tak je humanitarnie przetrzymują w męczarniach, wezmę siekierkę i przejadę się z rybkami nad pewną dzika wodę :)) a jak się będę chciał najeść micha to sobie zjem śledzia albo pójdę do rodziców np. na pstrąga które kupują (ZABITE !!!) prosto z hodowli .
E tam nie dość, że źle prawisz to jeszcze chcesz łamać prawo zarybiając dzikie wody karpiem hodowlanym:). Jak kupisz to zwiększysz popyt i tych męczonych Karpi będzie więcej za rok. To normalne i wynika z prawa popytu i podaży. Tymczasem gdyby nikt nie kupował to by ich nikt nie sprzedawał, bo komu? Ja wiem, że Polska bez karpia to Polska wyidealizowana ale przecież zawsze można dążyć do ideału:):):)
Oczywiście kupić, złowić i zabrać równa się jedna lub kilka ryb mniej w " mojej wodzie" :))) Ja tak jak i w tamtym roku kupie żywego karpia lub dwa od tych co to tak je humanitarnie przetrzymują w męczarniach, wezmę siekierkę i przejadę się z rybkami nad pewną dzika wodę :)) a jak się będę chciał najeść micha to sobie zjem śledzia albo pójdę do rodziców np. na pstrąga które kupują (ZABITE !!!) prosto z hodowli .
E tam nie dość, że źle prawisz to jeszcze chcesz łamać prawo zarybiając dzikie wody karpiem hodowlanym:). Jak kupisz to zwiększysz popyt i tych męczonych Karpi będzie więcej za rok. To normalne i wynika z prawa popytu i podaży. Tymczasem gdyby nikt nie kupował to by ich nikt nie sprzedawał, bo komu? Ja wiem, że Polska bez karpia to Polska wyidealizowana ale przecież zawsze można dążyć do ideału:):):)
Pytanie brzmi
Ryba na święta - kupić czy złowić ?
więc wyraziłem swoje zdanie i napisałem jak ja robię, zresztą po to jest między innymi forum a Twój komentarz jest zbędny gdyż wiem co robię i czemu to ma służyć. Co do łamania regulaminu to nie chcę go łamać tylko go łamię ;) jeśli już jeśli taki obowiązuje na dzikiej wodzie nie należącej do pzw ale z tego co wiem to chyba nie :)
Jak się Wędkarze zapatrujecie na sprawę. lepiej własnoręcznie złowić na święta rybę, podkreślam rybę 1-3 kg (w zależności od gatunku nawet więcej) czy iść na bazar lub do marketu i kupić takie jak tam leżą niewymiarowe "śledziki" po 40 cm napędzając tym samym biznes rybakom i kłusownikom.
Ja na ten temat swoje zdanie mam. Nieomylny nie jestem więc chciałbym usłyszeć i wasze.
Ja chciałem złowić, ale źle się to dla mnie skończyło :/
W każdym razie karpia nie złowiłem.
Wolę złowić, z tego względu jak Krzysztof napisał nie mam zamiaru napędzać biznesu kłusolom lub rybakom. Dodałbym do tego jeszcze jedno zdanie ale rozpęta ono III wojnę światową.
W weekend spróbuję złowić, jeśli sie nie uda bede musiał karpiocha zakupić
witam. Krzysiek odpowiedź jest prosta. jęśli ktoś jest nieporadny i ma kupić od kłusola, to lepiej złowić zgodnie regulaminem. kierując się tą ideą można spędzić święta przy pustym stole.;) po pierwsze, że pogoda nie rozpieszcza..., po drugie rybacy i kłusole już "wyczyścili" zbiorniki. a po trzecie ja wypuszczam wszystkie złowione ryby i nie zamierzam czyścić naszych łowisk w poszukiwaniu pokarmu.
Wolę złowić, z tego względu jak Krzysztof napisał nie mam zamiaru napędzać biznesu kłusolom lub rybakom. Dodałbym do tego jeszcze jedno zdanie ale rozpęta ono III wojnę światową.
jaką Ty 3 wojnę światową możesz rozpętać?
Będę się starał złowić
Bez przesady Panowie. Najpierw piszecie aby ryby wypuszczać i kupować w markecie, teraz żeby nie kupować i iść sobie złowić.....o co tu chodzi ?
Ja co roku na Święta, kupuje dla całej rodziny ok. 12 sztuk karpia i to są ryby ze stawów chodowlanych, one nie pochodzą od rybaków ani od kłusoli.
A tygodniowej zasiadki z przymarzniętym śpikiem nie mam ochoty robić :)))))))
Ja karpia kupuje zawsze od rybaka z własnego gospodarstwa.Jeśli chodzi o szczupaka czy sandacza,bo gusta są różne,to nigdy nie kupowałem tych ryb.Te można pozyskać na tą okazję i czasem jak ma się chęc na rybkę z wody/łowiska-bo coś za te ponad 200zł się należy.
Od kilku lat jemu złowione, tak i w tym roku. Jest karp złowiony przez dziadka i sandacz, którego łowię ja. Nie może być inaczej.
A ja karpia kupię, pstrąga tęczowego też. Jako,że karpi nie łowię, jestem zmuszony kupić z pobliskiego ośrodka hodowlanego ( karp do 1,5 kg max ), no a pstrągi tęczowe mają mało ości, więc bez problemu takie ryby mogę podać swoim dzieciom. Generalnie złowione ryby wypuszczam, więc i tak na święta zmuszony jestem kupić. Pozdrawiam.
Bez przesady Panowie. Najpierw piszecie aby ryby wypuszczać i kupować w markecie, teraz żeby nie kupować i iść sobie złowić.....o co tu chodzi ?
Ja co roku na Święta, kupuje dla całej rodziny ok. 12 sztuk karpia i to są ryby ze stawów chodowlanych, one nie pochodzą od rybaków ani od kłusoli.
A tygodniowej zasiadki z przymarzniętym śpikiem nie mam ochoty robić :)))))))
Zgadzam się z Kolegą , ja mam stałego producenta ze Skoczowa i zawsze karpie u niego kupuję .
Ja karpia kupuje zawsze od rybaka z własnego gospodarstwa.Jeśli chodzi o szczupaka czy sandacza,bo gusta są różne,to nigdy nie kupowałem tych ryb.Te można pozyskać na tą okazję i czasem jak ma się chęc na rybkę z wody/łowiska-bo coś za te ponad 200zł się należy.
a ja myślałem, że łowisz dla przyjemności łowienia?
Co roku zabijam dwie lub trzy ryby i nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Podanie świeżej, pachnącej, własnoręcznie złowionej ryby na wigilie to czysta przyjemność. Rybą wieczoru oczywiście musi być sandacz. Szkoda mi zabijać tych wiślanych więc pewnie wybiorę się do Żelechowa albo do innego burdelu pod Warszawą. Ze sklepowych kupuję tylko morskie bo je strasznie lubię. Nie podał bym jednak na wigilię halibuta lub karguleny. Mulaka nie tknę. :D
Witam:)..hihi na święta Mamuuuuusia kupuje karpia:)...no przecie jej się nie sprzeciwię!?,nie powiem,oddaj go z powrotem?:))A gdzie ja tu teraz tradycyjnego karpia złowię?:))
Ja karpia kupuje zawsze od rybaka z własnego gospodarstwa.Jeśli chodzi o szczupaka czy sandacza,bo gusta są różne,to nigdy nie kupowałem tych ryb.Te można pozyskać na tą okazję i czasem jak ma się chęc na rybkę z wody/łowiska-bo coś za te ponad 200zł się należy.
a ja myślałem, że łowisz dla przyjemności łowienia?
Dodam Zbyszku,że jak w roku zabiorę 2 szczupaki ,2 sandacze i ze 2 liny to się świat nie zawali.Bo reszta ryb wraca do wody,nie kupię u kłusola na straganie szczupaka czy innej ryby-jak by to świadczyło o moich umiejętnościach???-lekka kompromitacja...Jak Sebastian pisał-Podanie świeżej, pachnącej, własnoręcznie złowionej ryby na wigilie to czysta przyjemność , a zachwyt rodziny,teściowej i widok min jak "mlaskają" bezcenny ;-)
...i nie podał bym jednak na wigilię halibuta lub karguleny. Mulaka nie tknę. :D
a i na maślaną trzeba uważać bo potrafi bałaganu narobić...:-)
Gdzieś usłyszałem, że tradycyjną potrawą wigilijną jest golonka. Powiedział to jak pamiętam niejaki Zambik:Zambik: Miał być szczupak po litewsku, ale że nie dostałem szczupaka, więc będzie goloneczka w piwie, towarzyszu generale.Molibden: Ooo, brawoZambik: Bardzo wystawna wigilia.Molibden: No zgodnie z tradycją właściwie powinien być opłatek.Zambik: Słusznie, słusznie, ale nie róbcie z tego zagadnienia. Najważniejsza jest tradycja. Podzielimy się jajeczkiem.Molibden: Aha.
:-)JK
Golonkę mógłbym rąbać codziennie. :) A z rybek najbardziej lubię dużego leszcza, takiego między 2 a 3kg. Białoryb łowię rzadko wiec nieczęsto mam możliwość skosztować.
Ktos chce i potrafi niech sobie zlowi ta rybe. Ktos nie ma ochoty ganiac po mrozie i sniegu niech kupi.
Mnie osobiscie nie pasowaloby zlowienie sandacza czy szczupaka i trzymanie dluzej jak kilka dni w zamrazarce po to zeby postawic talerz na Wigilie. Nikt mi nie wmowi ze walory smakowe takiej ryby sa takie same, jak zabitej i zjedzonej w tym samym dniu. Sam kiedys zabieralem ryby i czasami jakas ladowala w zamrazarce. Po tygodniu dla mnie szczupak byl juz niejadalny.
Tak wiec gdybym mial raczyc sie ryba na Wigilie to tylko zlowiona najpozniej 20 grudnia.
A poniewaz wogole nie jadam ryb z oscmi, to ani nie kupuje ani nie lowie ryby na stol. Zawsze u tesciow moja zona moze sobie skubnac dzwonko z karpia :).
I jeszcze jedno. Oslabia mnie ktos, kto pisze ze lowi bo nie chce napedzac biznesu klusolom czy rybakom. To co kupujemy od nich to ulamek procenta obrotu rybami na swieta. A jakby ktos chcial, to pojechalby do najblizszej hodowli i kupilby bezposrednio rybe od producenta, jesli juz nie ufa gosciowi sprzedajacemu karpie z beczki.
Golonkę mógłbym rąbać codziennie. :) A z rybek najbardziej lubię dużego leszcza, takiego między 2 a 3kg. Białoryb łowię rzadko wiec nieczęsto mam możliwość skosztować.
Wyjąłeś mi to z ust...taki leszcz chodzi za mną już dobrych kilka lat :( przez to że rzadko siadam za leszczem na jeziorze,z odry to nie leszcz,a dorabiać kłusoli nie zamierzam ,to samo mam z linem,czasem chodzi za mną jak wspomniany leszcz,więc trzeba uszykować kijki i jechać go złowić.Ale jaj Seba mówił nie ma nic lepszego niż leszcz 2,5-3kg :)
Ktos chce i potrafi niech sobie zlowi ta rybe. Ktos nie ma ochoty ganiac po mrozie i sniegu niech kupi.
Mnie osobiscie nie pasowaloby zlowienie sandacza czy szczupaka i trzymanie dluzej jak kilka dni w zamrazarce po to zeby postawic talerz na Wigilie. Nikt mi nie wmowi ze walory smakowe takiej ryby sa takie same, jak zabitej i zjedzonej w tym samym dniu. Sam kiedys zabieralem ryby i czasami jakas ladowala w zamrazarce. Po tygodniu dla mnie szczupak byl juz niejadalny.
Tak wiec gdybym mial raczyc sie ryba na Wigilie to tylko zlowiona najpozniej 20 grudnia.
A poniewaz wogole nie jadam ryb z oscmi, to ani nie kupuje ani nie lowie ryby na stol. Zawsze u tesciow moja zona moze sobie skubnac dzwonko z karpia :).
I jeszcze jedno. Oslabia mnie ktos, kto pisze ze lowi bo nie chce napedzac biznesu klusolom czy rybakom. To co kupujemy od nich to ulamek procenta obrotu rybami na swieta. A jakby ktos chcial, to pojechalby do najblizszej hodowli i kupilby bezposrednio rybe od producenta, jesli juz nie ufa gosciowi sprzedajacemu karpie z beczki.
Paweł, bo po wyjęciu z zamrażarki przed konsumpcją warto rozmrozić i upiec lub usmażyć:):):)
Taki leszcz jest pyszny pod warunkiem że ktoś lubi rybi posmak tranu, tak smakuje tłuszczyk. No i musi to być ryba złowiona późną jesienią bo te wiosenne są chude i niesmaczne.
Co do tematu wątku, to ja kupie karpia kilka kilo i zeżrę. Nie ważne skąd on będzie pochodził. Ważne że kilka kilo mniej będzie w naszych wodach:):):)
Ktos chce i potrafi niech sobie zlowi ta rybe. Ktos nie ma ochoty ganiac po mrozie i sniegu niech kupi.
Mnie osobiscie nie pasowaloby zlowienie sandacza czy szczupaka i trzymanie dluzej jak kilka dni w zamrazarce po to zeby postawic talerz na Wigilie. Nikt mi nie wmowi ze walory smakowe takiej ryby sa takie same, jak zabitej i zjedzonej w tym samym dniu. Sam kiedys zabieralem ryby i czasami jakas ladowala w zamrazarce. Po tygodniu dla mnie szczupak byl juz niejadalny.
Tak wiec gdybym mial raczyc sie ryba na Wigilie to tylko zlowiona najpozniej 20 grudnia.
A poniewaz wogole nie jadam ryb z oscmi, to ani nie kupuje ani nie lowie ryby na stol. Zawsze u tesciow moja zona moze sobie skubnac dzwonko z karpia :).
I jeszcze jedno. Oslabia mnie ktos, kto pisze ze lowi bo nie chce napedzac biznesu klusolom czy rybakom. To co kupujemy od nich to ulamek procenta obrotu rybami na swieta. A jakby ktos chcial, to pojechalby do najblizszej hodowli i kupilby bezposrednio rybe od producenta, jesli juz nie ufa gosciowi sprzedajacemu karpie z beczki.
Mam podobne zdanie co Kolega. Sezon co prawda już zakończyłem ale to i tak bez znaczenia gdyż ja również nie jadam ryb z ośćmi. Pewnie jak co roku kupię jakiegoś filecika z sandacza to i moje dzieciaki zjedzą po kawałku.
Co do tematu wątku, to ja kupie karpia kilka kilo i zeżrę. Nie ważne skąd on będzie pochodził. Ważne że kilka kilo mniej będzie w naszych wodach:):):)
Nie wiem czy to dobra metoda. Jeśli jest zbyt to na miejsce tych przykładowo pięciu sztuk hodowcy rozmnożą na przyszły rok siedem. Robię odwrotnie nie kupuję i nie napędzam karpiowego biznesu, zresztą wolę jeść inne smaczniejsze ryby.
Nie wiem czy to dobra metoda. Jeśli jest zbyt to na miejsce tych przykładowo pięciu sztuk hodowcy rozmnożą na przyszły rok siedem. Robię odwrotnie nie kupuję i nie napędzam karpiowego biznesu, zresztą wolę jeść inne smaczniejsze ryby.
Ale czemu nie,przecież zawód jak zawód,praca jak każda inna.Lepiej jest kupować od hodowców,niż od gościa co łazi po domach i pyta "komu rybka ? pyszny leszc,świeży sandacz"itp.Prawda? Kupując hodowlane ryby mamy pewność że nie pochodzą od kłusoli,którze sprzedają ryby,w ten sposób co mówiłem,nie tylko w święta ale przez cały rok.
Jak się Wędkarze zapatrujecie na sprawę. lepiej własnoręcznie złowić na święta rybę, podkreślam rybę 1-3 kg (w zależności od gatunku nawet więcej) czy iść na bazar lub do marketu i kupić takie jak tam leżą niewymiarowe "śledziki" po 40 cm napędzając tym samym biznes rybakom i kłusownikom.
Ja na ten temat swoje zdanie mam. Nieomylny nie jestem więc chciałbym usłyszeć i wasze.`
Pewnie już wiesz jakie zdanie mamy przecież wszyscy kupujemy bo w grudniu nikt nie będzie śmigal za świeżą rybą po rzekach lub jeziorach ( czysta portalowa przewrotność) a mrożona juz po tygodniu nie smakuje, ( a konsumuje z "Biedronki" badziewo które dzięki unijnym normom nadaje się do spożycia i truje siebie i rodzinę) Szpana musi być bo nie byłbym inaczej spostrzegany na tym portalu, mam 4 kapry zamrożone i 6 pstrągów, ale sandacza jeszcze muszę upolować dla wnuka bo jak dorośnie to z hodowli lub z Biedronki będzie jadł i nie pozna smaku taj ryby.
Ja karpia kupuje zawsze od rybaka z własnego gospodarstwa.Jeśli chodzi o szczupaka czy sandacza,bo gusta są różne,to nigdy nie kupowałem tych ryb.Te można pozyskać na tą okazję i czasem jak ma się chęc na rybkę z wody/łowiska-bo coś za te ponad 200zł się należy.
a ja myślałem, że łowisz dla przyjemności łowienia?
Dodam Zbyszku,że jak w roku zabiorę 2 szczupaki ,2 sandacze i ze 2 liny to się świat nie zawali.Bo reszta ryb wraca do wody,nie kupię u kłusola na straganie szczupaka czy innej ryby-jak by to świadczyło o moich umiejętnościach???-lekka kompromitacja...Jak Sebastian pisał-Podanie świeżej, pachnącej, własnoręcznie złowionej ryby na wigilie to czysta przyjemność , a zachwyt rodziny,teściowej i widok min jak "mlaskają" bezcenny ;-)
Tomek nie musisz pisać ile zabierasz, to Twoja sprawa. zastanów się jaki widok bezcenny by był jakbyś podał własnoręcznie ubitą od obucha golonkę. upolowaną kaczkę, czy inne zwierze.:)) chciałbym uświadomić, niektórym że w dzisiejszych czasach mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną. wystarczy, że zarabia na rodzinę na jej utrzymanie itd. a na ryby, nie po ryby chodzi dla przyjemności łowienia, relaksu itd.. nie trzeba zabijać, żeby wykarmić rodzinę. nie te czasy. nikomu nic nie bronię, ale to kiedyś się polowało, zbierało chrust na palenisko, żyło w szałasach, jeździło na koniu itd.. dziś jak żona nie wierzy, że ktoś był na rybach, a ktoś się boi, że dostanie szmatą po głowi to wystarczy zrobić zdjęcie i rybkę do wody wypuścić.:))
Ja przeważnie na wigilię podaję własnoręcznie złowioną rybkę, a także wcześniej zebrane prze zemnie grzybki, które uprzednio zamroziłem lub zasuszyłem - które są miłym dodatkiem do wszelkich dań. Nie ukrywam, że także dokupuję troszkę filetów, bo w moim domu lubi się ryby.
Jak ktoś powiedział..." Mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną."
Nikt tu nie mówi o jakimś polowaniu, ażeby zapewnić rodzinie byt, nie żyjemy w czasach pierwotnych.
Po prostu mnie jak i niektórym kolegom sprawia to ogromną przyjemność, jako wędkarzowi, jak na wigilijny stół zostaje podana rybka którą się złowiło, chociaż jak ktoś wcześniej mówił, też nie przepadam za rybimi ośćmi, to jednak na tę szczególną okazję zawsze przetrzymuje jedną, lub dwie rybki w zamrażarce.
Ja przeważnie na wigilię podaję własnoręcznie złowioną rybkę, a także wcześniej zebrane prze zemnie grzybki, które uprzednio zamroziłem lub zasuszyłem - które są miłym dodatkiem do wszelkich dań. Nie ukrywam, że także dokupuję troszkę filetów, bo w moim domu lubi się ryby.
Jak ktoś powiedział..." Mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną."
Nikt tu nie mówi o jakimś polowaniu, ażeby zapewnić rodzinie byt, nie żyjemy w czasach pierwotnych.
Po prostu mnie jak i niektórym kolegom sprawia to ogromną przyjemność, jako wędkarzowi, jak na wigilijny stół zostaje podana rybka którą się złowiło, chociaż jak ktoś wcześniej mówił, też nie przepadam za rybimi ośćmi, to jednak na tę szczególną okazję zawsze przetrzymuje jedną, lub dwie rybki w zamrażarce.
Pięknie ujętę:dzięki :)
W karpiach jakoś moja rodzina nie gustuje co mnie cieszy bo też nie skupiam się na ich łowieniu. W tym roku będzie miętus i sandacz z własnych połowów.Jeśli mam już zjeść rybkę to zdecydowanie z własnych połowów przynajmniej wiem co jem. :)
Co do tematu wątku, to ja kupie karpia kilka kilo i zeżrę. Nie ważne skąd on będzie pochodził. Ważne że kilka kilo mniej będzie w naszych wodach:):):)
Nie wiem czy to dobra metoda. Jeśli jest zbyt to na miejsce tych przykładowo pięciu sztuk hodowcy rozmnożą na przyszły rok siedem. Robię odwrotnie nie kupuję i nie napędzam karpiowego biznesu, zresztą wolę jeść inne smaczniejsze ryby.
Tak na poważnie to masz absolutną rację a ja mam tego świadomość:) Napisałem tak z przekąsem:):) To zupełnie oczywiste że jeżeli jest popyt to będzie i podaż. Na moim stole w wigilię karp nigdy nie leżał i nie będzie leżał.
Ja przeważnie na wigilię podaję własnoręcznie złowioną rybkę, a także wcześniej zebrane prze zemnie grzybki, które uprzednio zamroziłem lub zasuszyłem - które są miłym dodatkiem do wszelkich dań. Nie ukrywam, że także dokupuję troszkę filetów, bo w moim domu lubi się ryby.
Jak ktoś powiedział..." Mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną."
Nikt tu nie mówi o jakimś polowaniu, ażeby zapewnić rodzinie byt, nie żyjemy w czasach pierwotnych.
Po prostu mnie jak i niektórym kolegom sprawia to ogromną przyjemność, jako wędkarzowi, jak na wigilijny stół zostaje podana rybka którą się złowiło, chociaż jak ktoś wcześniej mówił, też nie przepadam za rybimi ośćmi, to jednak na tę szczególną okazję zawsze przetrzymuje jedną, lub dwie rybki w zamrażarce.
masz rację Kolego. jeden czerpie satysfakcje z łowienia, a drugi jak patrzy na konsumpcje złowionych ryb przez siebie.:)
Ja przeważnie na wigilię podaję własnoręcznie złowioną rybkę, a także wcześniej zebrane prze zemnie grzybki, które uprzednio zamroziłem lub zasuszyłem - które są miłym dodatkiem do wszelkich dań. Nie ukrywam, że także dokupuję troszkę filetów, bo w moim domu lubi się ryby.
Jak ktoś powiedział..." Mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną."
Nikt tu nie mówi o jakimś polowaniu, ażeby zapewnić rodzinie byt, nie żyjemy w czasach pierwotnych.
Po prostu mnie jak i niektórym kolegom sprawia to ogromną przyjemność, jako wędkarzowi, jak na wigilijny stół zostaje podana rybka którą się złowiło, chociaż jak ktoś wcześniej mówił, też nie przepadam za rybimi ośćmi, to jednak na tę szczególną okazję zawsze przetrzymuje jedną, lub dwie rybki w zamrażarce.
masz rację Kolego. jeden czerpie satysfakcje z łowienia, a drugi jak patrzy na konsumpcje złowionych ryb przez siebie.:)
Nie rozumiem co miałeś na myśli pisząc tego posta i nie wiem w jaki sposób mam się do niego odnieść, w sposób patetyczny, czy po prostu trywialny - pier....sz! Nie widzę dalszego sensu rozwijania myśli.
Ja zawsze staram sie miec swoja rybę na świeta , 1- wiem ze nie jest hodowana na paszy a po drugie wiem że zgineła od razu bez cierpień w transporcie tak jak chocby te żywe "tradycyjne" karpie
Ja przeważnie na wigilię podaję własnoręcznie złowioną rybkę, a także wcześniej zebrane prze zemnie grzybki, które uprzednio zamroziłem lub zasuszyłem - które są miłym dodatkiem do wszelkich dań. Nie ukrywam, że także dokupuję troszkę filetów, bo w moim domu lubi się ryby.
Jak ktoś powiedział..." Mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną."
Nikt tu nie mówi o jakimś polowaniu, ażeby zapewnić rodzinie byt, nie żyjemy w czasach pierwotnych.
Po prostu mnie jak i niektórym kolegom sprawia to ogromną przyjemność, jako wędkarzowi, jak na wigilijny stół zostaje podana rybka którą się złowiło, chociaż jak ktoś wcześniej mówił, też nie przepadam za rybimi ośćmi, to jednak na tę szczególną okazję zawsze przetrzymuje jedną, lub dwie rybki w zamrażarce.
masz rację Kolego. jeden czerpie satysfakcje z łowienia, a drugi jak patrzy na konsumpcje złowionych ryb przez siebie.:)
Nie rozumiem co miałeś na myśli pisząc tego posta i nie wiem w jaki sposób mam się do niego odnieść, w sposób patetyczny, czy po prostu trywialny - pier....sz! Nie widzę dalszego sensu rozwijania myśli.
ja Ci nie pomogę Kolego.:)
.....Tomek nie musisz pisać ile zabierasz, to Twoja sprawa. zastanów się jaki widok bezcenny by był jakbyś podał własnoręcznie ubitą od obucha golonkę. upolowaną kaczkę, czy inne zwierze.:)) chciałbym uświadomić, niektórym że w dzisiejszych czasach mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną. wystarczy, że zarabia na rodzinę na jej utrzymanie itd. a na ryby, nie po ryby chodzi dla przyjemności łowienia, relaksu itd.. nie trzeba zabijać, żeby wykarmić rodzinę. nie te czasy. nikomu nic nie bronię, ale to kiedyś się polowało, zbierało chrust na palenisko, żyło w szałasach, jeździło na koniu itd.. dziś jak żona nie wierzy, że ktoś był na rybach, a ktoś się boi, że dostanie szmatą po głowi to wystarczy zrobić zdjęcie i rybkę do wody wypuścić.:)).....
Totalna bzdura kolego. W dzisiejszych czasach wielu mężczyzn "niewieścieje" właśnie dlatego, że tłumią lub pozwalają na tłumienie swojego podstawowego instynktu. Zarabianie pieniędzy jest tylko marną namiastką częściowo zastępującą polowanie i dającą jakąś tam satysfakcję, ale nic nie zastąpi nam całego rytuału związanego z przygotowaniem do łowów i ostatecznie samego polowania.
W tym wszystkim mało istotne jest czy zdobycz "uwalisz" i przyniesiesz do domu, czy ją wypuścisz. Najważniejże, żeby umieć upolować. Brak spełnienia rodzi frustracje i grozi wypaczeniami psychiki, zahamowaniem rozwoju itp.. Już masz przypadki takich ludzi na forach krzyczących na innych: mięsiarz. Robią to z głodu sukcesów i spełnienia.
Lepiej zawczasu zadbać o swoją kondycję psychiczną i zapolować.. z dobrym skutkiem oczywiście. :)
Podsumowując - MUSIMY POLOWAĆ
Takie jest moje zdanie.
A na święta ryby upolowane, ukatrupione i wyfiletowane własnoręcznie.
Dobranoc.
amen:D
Totalna bzdura kolego. W dzisiejszych czasach wielu mężczyzn "niewieścieje" właśnie dlatego, że tłumią lub pozwalają na tłumienie swojego podstawowego instynktu. Zarabianie pieniędzy jest tylko marną namiastką częściowo zastępującą polowanie i dającą jakąś tam satysfakcję, ale nic nie zastąpi nam całego rytuału związanego z przygotowaniem do łowów i ostatecznie samego polowania.
W tym wszystkim mało istotne jest czy zdobycz "uwalisz" i przyniesiesz do domu, czy ją wypuścisz. Najważniejże, żeby umieć upolować. Brak spełnienia rodzi frustracje i grozi wypaczeniami psychiki, zahamowaniem rozwoju itp.. Już masz przypadki takich ludzi na forach krzyczących na innych: mięsiarz. Robią to z głodu sukcesów i spełnienia.
Lepiej zawczasu zadbać o swoją kondycję psychiczną i zapolować.. z dobrym skutkiem oczywiście. :)
Podsumowując - MUSIMY POLOWAĆ
Takie jest moje zdanie.
A na święta ryby upolowane, ukatrupione i wyfiletowane własnoręcznie.
Dobranoc.
dzień dobry.
w pełni się z Tobą zgadzam. dlatego łowię ryby, "poluję". z tym, że ja wypuszczam. pogrubiłeś to w moich słowach co jest Ci wygodne. jestem święcie przekonany, że wiesz o co mi chodziło?
Ja polowałem i polowałem i upolowałem przeziębione korzonki .Całe 3 tydnie mogłem sie nimi nacieszyć .
Jednak na wigilie naciesze sie sandaczem i karpiolem .Karpiol u rodziców ,sandacz u Tesciow ...Jednak nie ważne czym sie zagryza ,ale czym sie popija.
Ja polowałem i polowałem i upolowałem przeziębione korzonki .Całe 3 tydnie mogłem sie nimi nacieszyć .
Jednak na wigilie naciesze sie sandaczem i karpiolem .Karpiol u rodziców ,sandacz u Tesciow ...Jednak nie ważne czym sie zagryza ,ale czym sie popija.
Właśnie , do rybki tylko białe wino Darku . A jak chcesz po męsku zjeść płetwala to ino z czystą gorzołeczką fest mocno zmrożoną :)))
.....Tomek nie musisz pisać ile zabierasz, to Twoja sprawa. zastanów się jaki widok bezcenny by był jakbyś podał własnoręcznie ubitą od obucha golonkę. upolowaną kaczkę, czy inne zwierze.:)) chciałbym uświadomić, niektórym że w dzisiejszych czasach mężczyzna nie musi polować, żeby być mężczyzną. wystarczy, że zarabia na rodzinę na jej utrzymanie itd. a na ryby, nie po ryby chodzi dla przyjemności łowienia, relaksu itd.. nie trzeba zabijać, żeby wykarmić rodzinę. nie te czasy. nikomu nic nie bronię, ale to kiedyś się polowało, zbierało chrust na palenisko, żyło w szałasach, jeździło na koniu itd.. dziś jak żona nie wierzy, że ktoś był na rybach, a ktoś się boi, że dostanie szmatą po głowi to wystarczy zrobić zdjęcie i rybkę do wody wypuścić.:)).....
Totalna bzdura kolego. W dzisiejszych czasach wielu mężczyzn "niewieścieje" właśnie dlatego, że tłumią lub pozwalają na tłumienie swojego podstawowego instynktu. Zarabianie pieniędzy jest tylko marną namiastką częściowo zastępującą polowanie i dającą jakąś tam satysfakcję, ale nic nie zastąpi nam całego rytuału związanego z przygotowaniem do łowów i ostatecznie samego polowania.
W tym wszystkim mało istotne jest czy zdobycz "uwalisz" i przyniesiesz do domu, czy ją wypuścisz. Najważniejże, żeby umieć upolować. Brak spełnienia rodzi frustracje i grozi wypaczeniami psychiki, zahamowaniem rozwoju itp.. Już masz przypadki takich ludzi na forach krzyczących na innych: mięsiarz. Robią to z głodu sukcesów i spełnienia.
Lepiej zawczasu zadbać o swoją kondycję psychiczną i zapolować.. z dobrym skutkiem oczywiście. :)
Podsumowując - MUSIMY POLOWAĆ
Takie jest moje zdanie.
A na święta ryby upolowane, ukatrupione i wyfiletowane własnoręcznie.
Dobranoc.
Czyli oprocz wedkarzy i mysliwych mamy samych zniewiescialych mezczyzn ?. Bo tak nalezaloby to zrozumiec. W Polsce lowi i poluje jakies 1200000 (nie potrafie powiedziec dokladnie ilu bo nie wiem jaka jest skala myslistwa). Mezczyzn zdolnych do tych czynnosci przypuszczam duzo wiecej. Nawet doliczajac klusownikow to i tak tych zniwiescialych jest przerazajaca ilosc. Gdzie ja zyje. ?
Paweł ja tam zgodzę się z Irkiem. Niektórzy mężczyźni polują na ryby inni na sarny i jelenie a jeszcze inny na kobiety. Mężczyzna powinien rywalizować i stawiać sobie wyzwania bo inaczej się cofa. Cała reszta chodzi w rurkach...
Paweł ja tam zgodzę się z Irkiem. Niektórzy mężczyźni polują na ryby inni na sarny i jelenie a jeszcze inny na kobiety. Mężczyzna powinien rywalizować i stawiać sobie wyzwania bo inaczej się cofa. Cała reszta chodzi w rurkach...
pewnie że tak. tylko Irek uważa tylko ten co poluje jest mężczyzną, a ja napisałem, że nie trzeba taszczyć ryby do domu żeby to udowodnić. wg niego cała reszta niewieścieje. ciekawe stwierdzenie? bo nie przynieśli ryby do domu? jakim pierwotnym instynktom mamy dać jeszcze upust, żeby być mężczyzną? kobicie dać pałą w łeb i do jaskini. Irek mamy 21 wiek. może na szabelki wyskoczymy, albo na dzidy. daj spokój człowieku o czym Ty napisałeś. widzę, że niektórzy zamiast iść do przodu to się cofają w rozwoju. ja lubię łowić i całą otoczkę z tym związaną, ale nie muszę czyścic zbiorników w poszukiwaniu pokarmu.:)
Paweł ja tam zgodzę się z Irkiem. Niektórzy mężczyźni polują na ryby inni na sarny i jelenie a jeszcze inny na kobiety. Mężczyzna powinien rywalizować i stawiać sobie wyzwania bo inaczej się cofa. Cała reszta chodzi w rurkach...
Pelna zgoda. Ale wg Irka te wyzwania to tylko lowiectwo (ryby czy inna zwierzyna). Inne to marna namiastka. I trudno wg mnie sie z tym zgodzic.
Paweł ja tam zgodzę się z Irkiem. Niektórzy mężczyźni polują na ryby inni na sarny i jelenie a jeszcze inny na kobiety. Mężczyzna powinien rywalizować i stawiać sobie wyzwania bo inaczej się cofa. Cała reszta chodzi w rurkach...
Pelna zgoda. Ale wg Irka te wyzwania to tylko lowiectwo (ryby czy inna zwierzyna). Inne to marna namiastka. I trudno wg mnie sie z tym zgodzic.
Nie no, niedorzecznym byłoby komuś dyktować jakie ma mieć hobby. Jeden lubi szybką jazdę motorem czy samochodem własnoręcznie podrasowanym a inny lubi złowić rybę własnoręcznie wystruganym wobkiem. Ale jeden i drugi ma wspólny mianownik "szeroko pojmowana rywalizacja".
Paweł ja tam zgodzę się z Irkiem. Niektórzy mężczyźni polują na ryby inni na sarny i jelenie a jeszcze inny na kobiety. Mężczyzna powinien rywalizować i stawiać sobie wyzwania bo inaczej się cofa. Cała reszta chodzi w rurkach...
pewnie że tak. tylko Irek uważa tylko ten co poluje jest mężczyzną, a ja napisałem, że nie trzeba taszczyć ryby do domu żeby to udowodnić. wg niego cała reszta niewieścieje. ciekawe stwierdzenie? bo nie przynieśli ryby do domu? jakim pierwotnym instynktom mamy dać jeszcze upust, żeby być mężczyzną? kobicie dać pałą w łeb i do jaskini. Irek mamy 21 wiek. może na szabelki wyskoczymy, albo na dzidy. daj spokój człowieku o czym Ty napisałeś. widzę, że niektórzy zamiast iść do przodu to się cofają w rozwoju. ja lubię łowić i całą otoczkę z tym związaną, ale nie muszę czyścic zbiorników w poszukiwaniu pokarmu.:)
Być może nie dość wnikliwie czytałem wypowiedzi Irka ale w jednej z nich jasno napisał i tu cytuję: "W tym wszystkim mało istotne jest czy zdobycz "uwalisz" i przyniesiesz do domu, czy ją wypuścisz. Najważniejże, żeby umieć upolować. Brak spełnienia rodzi frustracje i grozi wypaczeniami psychiki, zahamowaniem rozwoju itp.. Już masz przypadki takich ludzi na forach krzyczących na innych: mięsiarz. Robią to z głodu sukcesów i spełnienia." - A z tym się najzupełniej zgadzam.
Ryba na święta - kupić czy złowić ?
Oczywiście kupić, złowić i zabrać równa się jedna lub kilka ryb mniej w " mojej wodzie" :))) Ja tak jak i w tamtym roku kupie żywego karpia lub dwa od tych co to tak je humanitarnie przetrzymują w męczarniach, wezmę siekierkę i przejadę się z rybkami nad pewną dzika wodę :)) a jak się będę chciał najeść micha to sobie zjem śledzia albo pójdę do rodziców np. na pstrąga które kupują (ZABITE !!!) prosto z hodowli .
Oczywiście kupić, złowić i zabrać równa się jedna lub kilka ryb mniej w " mojej wodzie" :))) Ja tak jak i w tamtym roku kupie żywego karpia lub dwa od tych co to tak je humanitarnie przetrzymują w męczarniach, wezmę siekierkę i przejadę się z rybkami nad pewną dzika wodę :)) a jak się będę chciał najeść micha to sobie zjem śledzia albo pójdę do rodziców np. na pstrąga które kupują (ZABITE !!!) prosto z hodowli .
E tam nie dość, że źle prawisz to jeszcze chcesz łamać prawo zarybiając dzikie wody karpiem hodowlanym:). Jak kupisz to zwiększysz popyt i tych męczonych Karpi będzie więcej za rok. To normalne i wynika z prawa popytu i podaży. Tymczasem gdyby nikt nie kupował to by ich nikt nie sprzedawał, bo komu? Ja wiem, że Polska bez karpia to Polska wyidealizowana ale przecież zawsze można dążyć do ideału:):):)
Oczywiście kupić, złowić i zabrać równa się jedna lub kilka ryb mniej w " mojej wodzie" :))) Ja tak jak i w tamtym roku kupie żywego karpia lub dwa od tych co to tak je humanitarnie przetrzymują w męczarniach, wezmę siekierkę i przejadę się z rybkami nad pewną dzika wodę :)) a jak się będę chciał najeść micha to sobie zjem śledzia albo pójdę do rodziców np. na pstrąga które kupują (ZABITE !!!) prosto z hodowli .
E tam nie dość, że źle prawisz to jeszcze chcesz łamać prawo zarybiając dzikie wody karpiem hodowlanym:). Jak kupisz to zwiększysz popyt i tych męczonych Karpi będzie więcej za rok. To normalne i wynika z prawa popytu i podaży. Tymczasem gdyby nikt nie kupował to by ich nikt nie sprzedawał, bo komu? Ja wiem, że Polska bez karpia to Polska wyidealizowana ale przecież zawsze można dążyć do ideału:):):)
Pytanie brzmi
Ryba na święta - kupić czy złowić ?
więc wyraziłem swoje zdanie i napisałem jak ja robię, zresztą po to jest między innymi forum a Twój komentarz jest zbędny gdyż wiem co robię i czemu to ma służyć. Co do łamania regulaminu to nie chcę go łamać tylko go łamię ;) jeśli już jeśli taki obowiązuje na dzikiej wodzie nie należącej do pzw ale z tego co wiem to chyba nie :)