Witam wszystkich kolegów wedkarzy i mam jedno pytanko.W sezonie 2009 spróbowałem swoich sił na spining.Na rezultaty nie nazekam.Ale chodzi mi głównie o sandacze.Na 11 brań sandacza 7 sztuk wyciągnołem za ogon a te 4 się spieły.Oczywiście wróciły do wody.Łapałem z podrywu na białe i seledynowe kopytko wielkości 10 cm przypon wolframowy dl 30 cm.Inni mieli takie same zestawy i łapali normalnie.Co mogło być nie tak??????
Dla mnie i dla innych łowiących na tym stawie też to było dziwne.Dzisiej wyczytałem na necie że sandacz przydusza swe ofiary do dna brzuchem i ja chyba miałem szczęście tego doświadczyć.Ale zeby aż tyle razy?
Witam wszystkich kolegów wedkarzy i mam jedno pytanko.W sezonie 2009 spróbowałem swoich sił na spining.Na rezultaty nie nazekam.Ale chodzi mi głównie o sandacze.Na 11 brań sandacza 7 sztuk wyciągnołem za ogon a te 4 się spieły.Oczywiście wróciły do wody.Łapałem z podrywu na białe i seledynowe kopytko wielkości 10 cm przypon wolframowy dl 30 cm.Inni mieli takie same zestawy i łapali normalnie.Co mogło być nie tak??????
wyciągnąłem
narzekam (obstawiam że nie zjadło ci r ale kropkę nad z)
Takie sytuacje się zdarzają, ale żeby tyle razy, to faktycznie dziwne. Ja byłem świadkiem w zeszłym roku dwóch podobnych przypadków: raz mój kolega łowiąc spiningiem zahaczył za grzbiet...leszcza (całkiem ładnego z resztą) ;-). Drugim razem jakiś koleś na porcie na Wiśle zaczepił sandacza takiego około 60-70 cm, ale to był listopad, ryba wchodziła z rzeki do portu, musiało więc być w wodzie gęsto.
Zawsze kiedy tylko wejdę, na obojętne jakie forum to spotkam się z jakimiś wymówkami.A to że plagiat ktoś napisał,to że ktoś zapomniał dopisać kropki albo zjadł literę itd.Ludzie przestańcie, co tu się zdaje maturę z j.polskiego,to już się staje nudne czytać takie oceny,no i ten portal nie jest chyba po to żeby się kłócić i obrażać,tylko przeczytać ciekawy artykuł lub dobrą poradę wędkarską,trochę kultury nie zawadzi dodać Pozdrawiam
Fakt - sandacze przyduszają czasami potencjalne ofiary do dna, ale brzuchem to chyba zbyt ogólne sformułowanie. Raczej chodzi o głowę, ewentualnie okolice płetw piersiowych (jest w necie kilka filmów podwodnych pokazujących to zjawisko). Stąd częste zapięcia sandaczy "pod brodę". Warto jednak pamiętać, że robią to przeważnie po pewnym okresie "śledzenia" przynęty, jej podszczypywania, podgryzania ogonka... Stąd łatwo wywnioskować, że przynęta jest przyduszana zgodnie z kierunkiem jej przemieszczania się. Tak więc zacięcie w chwili, gdy sandacz przydusza przynętę kończy się jej przesunięciem do przodu i stąd zapięcie w okolicach głowy, ale nie ogona. Podejrzewam, że łowiłeś na tarlisku, zimowisku, czy innym miejscu, gdzie te ryby sie grupowały i po prostu (mam nadzieję, że nieświadomie) podczepiałeś je. Sposób prowadzenia przynęty o którym wspominasz, bardzo do takiego scenariusza pasuje. Widziałem już takie przypadki i uważam, że przyczyną tego jest zbyt agresywne prowadzenie.
Fakt - sandacze przyduszają czasami potencjalne ofiary do dna, ale brzuchem to chyba zbyt ogólne sformułowanie. Raczej chodzi o głowę, ewentualnie okolice płetw piersiowych (jest w necie kilka filmów podwodnych pokazujących to zjawisko). Stąd częste zapięcia sandaczy "pod brodę". Warto jednak pamiętać, że robią to przeważnie po pewnym okresie "śledzenia" przynęty, jej podszczypywania, podgryzania ogonka... Stąd łatwo wywnioskować, że przynęta jest przyduszana zgodnie z kierunkiem jej przemieszczania się. Tak więc zacięcie w chwili, gdy sandacz przydusza przynętę kończy się jej przesunięciem do przodu i stąd zapięcie w okolicach głowy, ale nie ogona. Podejrzewam, że łowiłeś na tarlisku, zimowisku, czy innym miejscu, gdzie te ryby sie grupowały i po prostu (mam nadzieję, że nieświadomie) podczepiałeś je. Sposób prowadzenia przynęty o którym wspominasz, bardzo do takiego scenariusza pasuje. Widziałem już takie przypadki i uważam, że przyczyną tego jest zbyt agresywne prowadzenie.
Nie nie łapałem na żadnym tarlisku.U nas w tym roku tyle sandacza nawyciągali że głowa boli.Na trupka to od sierpnia do pażdziernika brał jak szalony.W listopadzie i na początku grudnia mniej.Miesiaze dziennie komplety robili.O te pare stanowisk gdzie brał to się prawie bili.
Widziałem pewnego wędkarza jak łowił spinningiem w łowisku komercyjnym. Rezultatem połowy był 1 szczupak i 4 karpie. Karpie były złowione za grzbiet, brzuch itp. ale żaden za pysk. Może być, że ów kolega trafił na stado sandaczy, które zahaczył przypadkowo, ale wtedy również sposób ich zaczepienia byłby przypadkowy, czyli różny. Nie bardzo mi chce się wierzyć, że tak regularnie były zaczepiane za ogon.
Każdemu się zdarzy podhaczyć niechcący jakąś rybę. Ja złowiłem kilka uklei na wirówkę. Wbitą miały w grzbiet. Płotkę też za grzbiet wyciągnąłem. Ale taka skuteczność? 8 na 11 to już dla mnie dziwna sprawa.
Dobrych kilka lat temu, rzucając na twarde dno szczytu jednej z niepublikowanych na mapie śniardwowych górek zaciąłem na spinning rybę, która wnet się spięła. Po niedługiej chwili ponownie poderwałem leżący już na dnie ripper i poczułem twardy opór, który w miarę powolnego skręcania żyłki zaczął łagodnieć. Jak się wkrótce u(!)kazało, był to blisko 3kg sandacz zahaczony za płetwę ogonową ! Do dziś pamiętam jego łagodne i wręcz nieśmiałe skręty widoczne w końcówce holu. Tak właśnie sandał reagował na swą nietypową podróż na wstecznym biegu - tzn. w kierunku niezgodnym z intencją jego ruchów... W trakcie delikatnego uwalniania ryby, tkwiący w płetwowej błonie hak bez trudu ją przeciął. Nie mogliśmy się nadziwić, że nie stało się tak już w czasie holu.
Witam wszystkich kolegów wedkarzy i mam jedno pytanko.W sezonie 2009 spróbowałem swoich sił na spining.Na rezultaty nie nazekam.Ale chodzi mi głównie o sandacze.Na 11 brań sandacza 7 sztuk wyciągnołem za ogon a te 4 się spieły.Oczywiście wróciły do wody.Łapałem z podrywu na białe i seledynowe kopytko wielkości 10 cm przypon wolframowy dl 30 cm.Inni mieli takie same zestawy i łapali normalnie.Co mogło być nie tak??????
Za ogon dziwne?
Przy szarpaku to norma zmień metodę połowu !!!
Jak żyję czegoś takiego nie widziałem.
Dla mnie i dla innych łowiących na tym stawie też to było dziwne.Dzisiej wyczytałem na necie że sandacz przydusza swe ofiary do dna brzuchem i ja chyba miałem szczęście tego doświadczyć.Ale zeby aż tyle razy?
Jak wędkuję, jeszcze nie złowiłem 10 sandałów. A to już tyle lat! Z tym przyduszaniem to taki joke?
A może przytula, żeby im zimno nie było:)
Ale to było 11 sztuk za cały sezon.
I tak wynik niezły. Jak na początkującego łowcę.
moze trafiles zawsze na jakies stadko i przy podszarpywaniu przynety najszwyczajniej zahaczałes rybe ?
Witam wszystkich kolegów wedkarzy i mam jedno pytanko.W sezonie 2009 spróbowałem swoich sił na spining.Na rezultaty nie nazekam.Ale chodzi mi głównie o sandacze.Na 11 brań sandacza 7 sztuk wyciągnołem za ogon a te 4 się spieły.Oczywiście wróciły do wody.Łapałem z podrywu na białe i seledynowe kopytko wielkości 10 cm przypon wolframowy dl 30 cm.Inni mieli takie same zestawy i łapali normalnie.Co mogło być nie tak??????
wyciągnąłem
narzekam (obstawiam że nie zjadło ci r ale kropkę nad z)
Kolega Maranello - zbacza z tematu!
Nie jestem żadnym zboczeńcem! Ghost mnie obraża! :-))))
Zablokować wątek! To już pyskówka!
w hydepark jest temat , w ktorym "pokazujemy" byki , wiec po jaki piernik jeszcze tutaj to robisz? obsesja jakas?
Takie sytuacje się zdarzają, ale żeby tyle razy, to faktycznie dziwne. Ja byłem świadkiem w zeszłym roku dwóch podobnych przypadków: raz mój kolega łowiąc spiningiem zahaczył za grzbiet...leszcza (całkiem ładnego z resztą) ;-). Drugim razem jakiś koleś na porcie na Wiśle zaczepił sandacza takiego około 60-70 cm, ale to był listopad, ryba wchodziła z rzeki do portu, musiało więc być w wodzie gęsto.
Zawsze kiedy tylko wejdę, na obojętne jakie forum to spotkam się z jakimiś wymówkami.A to że plagiat ktoś napisał,to że ktoś zapomniał dopisać kropki albo zjadł literę itd.Ludzie przestańcie, co tu się zdaje maturę z j.polskiego,to już się staje nudne czytać takie oceny,no i ten portal nie jest chyba po to żeby się kłócić i obrażać,tylko przeczytać ciekawy artykuł lub dobrą poradę wędkarską,trochę kultury nie zawadzi dodać Pozdrawiam
Fakt - sandacze przyduszają czasami potencjalne ofiary do dna, ale brzuchem to chyba zbyt ogólne sformułowanie. Raczej chodzi o głowę, ewentualnie okolice płetw piersiowych (jest w necie kilka filmów podwodnych pokazujących to zjawisko). Stąd częste zapięcia sandaczy "pod brodę". Warto jednak pamiętać, że robią to przeważnie po pewnym okresie "śledzenia" przynęty, jej podszczypywania, podgryzania ogonka... Stąd łatwo wywnioskować, że przynęta jest przyduszana zgodnie z kierunkiem jej przemieszczania się. Tak więc zacięcie w chwili, gdy sandacz przydusza przynętę kończy się jej przesunięciem do przodu i stąd zapięcie w okolicach głowy, ale nie ogona.
Podejrzewam, że łowiłeś na tarlisku, zimowisku, czy innym miejscu, gdzie te ryby sie grupowały i po prostu (mam nadzieję, że nieświadomie) podczepiałeś je. Sposób prowadzenia przynęty o którym wspominasz, bardzo do takiego scenariusza pasuje.
Widziałem już takie przypadki i uważam, że przyczyną tego jest zbyt agresywne prowadzenie.
pluszowy zgadzam się z tobą szarpak zawsze będzie szarpakiem !!!
Powiedz choć że jesteś no killo ...
Fakt - sandacze przyduszają czasami potencjalne ofiary do dna, ale brzuchem to chyba zbyt ogólne sformułowanie. Raczej chodzi o głowę, ewentualnie okolice płetw piersiowych (jest w necie kilka filmów podwodnych pokazujących to zjawisko). Stąd częste zapięcia sandaczy "pod brodę". Warto jednak pamiętać, że robią to przeważnie po pewnym okresie "śledzenia" przynęty, jej podszczypywania, podgryzania ogonka... Stąd łatwo wywnioskować, że przynęta jest przyduszana zgodnie z kierunkiem jej przemieszczania się. Tak więc zacięcie w chwili, gdy sandacz przydusza przynętę kończy się jej przesunięciem do przodu i stąd zapięcie w okolicach głowy, ale nie ogona.
Podejrzewam, że łowiłeś na tarlisku, zimowisku, czy innym miejscu, gdzie te ryby sie grupowały i po prostu (mam nadzieję, że nieświadomie) podczepiałeś je. Sposób prowadzenia przynęty o którym wspominasz, bardzo do takiego scenariusza pasuje.
Widziałem już takie przypadki i uważam, że przyczyną tego jest zbyt agresywne prowadzenie.
Nie nie łapałem na żadnym tarlisku.U nas w tym roku tyle sandacza nawyciągali że głowa boli.Na trupka to od sierpnia do pażdziernika brał jak szalony.W listopadzie i na początku grudnia mniej.Miesiaze dziennie komplety robili.O te pare stanowisk gdzie brał to się prawie bili.
luske na haku zlapalem - "pod brode" tez kilka razy - za ogon nigdy
Widziałem pewnego wędkarza jak łowił spinningiem w łowisku komercyjnym. Rezultatem połowy był 1 szczupak i 4 karpie. Karpie były złowione za grzbiet, brzuch itp. ale żaden za pysk. Może być, że ów kolega trafił na stado sandaczy, które zahaczył przypadkowo, ale wtedy również sposób ich zaczepienia byłby przypadkowy, czyli różny. Nie bardzo mi chce się wierzyć, że tak regularnie były zaczepiane za ogon.
Ja mam pewną teorię: Może po prostu te sandacze miały w dupie żerowanie tego dnia. Stąd zacięcia pod ogonem:)
a moja teoria to taka że kolega spóźniał się z zacięciami i kopytko już było w dupie u sandacza
Ja1kuba dobre! Hahaha!
Raz mój karp miał wbity hak w okolice pęcherza spławnego ,ale za ogon dziwne!!
Każdemu się zdarzy podhaczyć niechcący jakąś rybę. Ja złowiłem kilka uklei na wirówkę. Wbitą miały w grzbiet. Płotkę też za grzbiet wyciągnąłem. Ale taka skuteczność? 8 na 11 to już dla mnie dziwna sprawa.
Dobrych kilka lat temu, rzucając na twarde dno szczytu jednej z niepublikowanych na mapie śniardwowych górek zaciąłem na spinning rybę, która wnet się spięła. Po niedługiej chwili ponownie poderwałem leżący już na dnie ripper i poczułem twardy opór, który w miarę powolnego skręcania żyłki zaczął łagodnieć. Jak się wkrótce u(!)kazało, był to blisko 3kg sandacz zahaczony za płetwę ogonową ! Do dziś pamiętam jego łagodne i wręcz nieśmiałe skręty widoczne w końcówce holu. Tak właśnie sandał reagował na swą nietypową podróż na wstecznym biegu - tzn. w kierunku niezgodnym z intencją jego ruchów... W trakcie delikatnego uwalniania ryby, tkwiący w płetwowej błonie hak bez trudu ją przeciął. Nie mogliśmy się nadziwić, że nie stało się tak już w czasie holu.