Nie chcę wywołać kolejnej burzy i pytać czy ZiW jest dobre czy nie. Chciałbym abyście, Wy, stosujący tę zasadę wypowiedzieli się skąd Wam się to wzięło. Jakie były tego początki? Czy przekonał Was inny wędkarz, może książka, film , własne doświadczenia czy może jeszcze co innego. Taka ankietka pozwoli nam zauważyć w jaki sposób najłatwiej dotrzeć do innych wędkarzy.
Odnośnie odpowiedzi to fajny kawał ktoś tu juz zapodał ,może przytocze.
Wrócił wedkarz z złowienia,daje siatke ryb żonie i siada przed telewizorem. Żona zaczyna skrobać te ryby i skrobie i skrobie ,już dwudziesta ,w pewnej chwili rzuca tą skrobaczką wychodzi z kuchni i krzyczy;Zygmunt ile razy Ci mówiłam jak idziesz na ryby to pij wódke.
Ja jakbym miał brać ryby i je przygotowywać do posiłku ,to zastrzelcie mnie.... Ogólnie temacik podobny do zamknietego i może po czasie zrobic sie mało ciekawie.
A to jest Złów i Wypuść , czy Złów i Weź ? :):) Nie tak poważnie to mi się wydaje że powoli , powoli z naciskiem na powoli , już coraz więcej prawdziwi wędkarze podchodzą do tego hobby z jakimiś zasadami , czyli że nie co na haku to w łeb tylko z zdrowym rozsądkiem degustują się smakiem rybki i więcej wypuszczają niż biorą . Myślę że tu też zależy z kim się łowi , bo młodych wędkarzy można nauczyć kultury wędkarskiej nad wodą i rozsądnego myślenia . Ale to temat rzeka :)
Odnośnie odpowiedzi to fajny kawał ktoś tu juz zapodał ,może przytocze.
Wrócił wedkarz z złowienia,daje siatke ryb żonie i siada przed telewizorem. Żona zaczyna skrobać te ryby i skrobie i skrobie ,już dwudziesta ,w pewnej chwili rzuca tą skrobaczką wychodzi z kuchni i krzyczy;Zygmunt ile razy Ci mówiłam jak idziesz na ryby to pij wódke.
Ja jakbym miał brać ryby i je przygotowywać do posiłku ,to zastrzelcie mnie.... Ogólnie temacik podobny do zamknietego i może po czasie zrobic sie mało ciekawie.
Ja kiedyś, jeszcze za czasów " małolata " zabierałem wiele ryb. Jeśli płotka miała więcej niż 15 cm, to szła do wora. Wymiarowy szczupak - również. Itd. Kiedyś będąc na rybach z kolegą który wypuszczał ryby, też wypuściłem. Był to wtedy ledwo wymiarowy szczupak. A później już poszło z górki. Wypuszczałem coraz większe ryby i coraz więcej gatunków. Nie " udało " mi się wypuścić troci ( mam na myśli nasze krajowe łowiska - za granicą wypuszczałem ). Być może dlatego, że nie złowiłem ich za dużo. Ale już powoli zaczyna w głowie krążyć myśl o wypuszczaniu keltów. Zobaczymy co z tego będzie ;-)
Do tego chyba trzeba samemu dorosnac. Przekonac na sile nikogo sie nie da. Na poczatku, tak jak w przypadku Lysego Weza, bralem wszystko. Byle w ramach przepisow. Pozniej , juz jako zapalony spinningista, zaczalem zastanawiac sie i liczyc. Wyszlo mi ze na wodzie na ktorej najczesciej lowie, czynimy straszne spustoszenie wsrod okoni i szczupaczkow. I tak doszlismy z kolega do wniosku, ze okonie wracaja do wody a szczupak dopiero pow 50 cm ma wymiar. Byl to przelom lat 80-90. Od tego czasu zaczolem zabierac coraz mniej ryb. Przestalo mi zalezec na pochwalach innych. Tak naprawde zaczolem stosowac C&R jak zaczolem lowic na muche. A i to nie od razu. Zobaczylem , jak na moich oczach znikaja ryby z gorskich rzek. Dunajec w 2 lata stal sie pustynia. Na innych wodach nie bylo lepiej. Ostatni zjedzony lipien stracil zycie bodajze w 2004 r. Czasami zabiore jakiegos jazia z Pilicy. Sa to 2-3 ryby w roku. Na tyle moge sobie pozwolic z czystym sumieniem. Reszte ryb wypuszczam. Tak ze nie byl to impuls. Byl to raczej powolny proces. :)
Jako dziecko łowiąc z ojcem zawsze słuchałem o tym,że pierwszą większą rybę (bez względu na ,że można ją zabrać) należy wypuścić bo to przynosi szczęście.Tak też czyniłem a ryb braliśmy tylko kilka (zawsze w zgodzie z regulaminem).Tak jak Pawelz zauważyłem jak szybko stosując spinning mogę zniszczyć populację okoni i szczupaków na danym odcinku rzeki i obecnie zdarza mi się w ciągu sezonu zabrać kilka ale tylko ze względu na córcię ,która uwielbia rybki.
Nic na siłę, ale widzę, że delikatne sugestie lub podpowiedzi kolegów z łowiska tudzież ojca mogą przyspieszyć ten powolny proces "dochodzenia" do tego.
Na początku zabieralem wszystko, ale z czasem to tu zobaczylem że ktos wypuszcza, to koledzy wypuszczali i tak jakos samo przyszło.
Zmienilo sie bardzo duzo jak zacząlem lowić okazy, tzn moje okazy. Szcupaki tak pod metr, piekne leszcze. Wtedy do mnie zaczęło docierac, że wędkarstwo jest tak naprwde pieknym sportem i żal mordować swojego przeciwnika.
Nie znaczy że teraz nie zabieram ryb, bo czasami to robię. Ale to zazwyczaj jak jedziemy na jakąs zasiadkę, wtedy wieczorkiem jakas rybka na grilu wyląduje, pod nalewki w wykonaniu mojego kumpla:)
Bawiłem się kiedyś tyczką na Zalewie Skowronek w Alwerni , zastosowałem czas łowienia , jak na zawodach ( 3 godziny ) . Po zakończonym łowieniu zważyłem złowione ryby , było tego 6,5 kg i z wyjątkiem dwóch sztuk reszta w dobrym stanie wróciła do wody ( odpowiednia siatka ) . Śmiać mi się chciało z min łowiących po sąsiedzku , że taką ilość ryb ( złowionych zresztą zgodnie z limitem ) wypuszczam do wody . Te dwie ryby zabrałem tylko dlatego , że przyjeżdżał kumpel z Francji , który uwielbia " frutti di mare " pod każdą postacią . W rejestrze łowisk Koła mam odnotowanego i zabranego aż jednego karpia , złowionych nie liczyłem , bo po co , a o karpia poprosił brat . Czasami pusty śmiech mnie ogarnia , widząc zawistne miny łowiących obok , gdy ja ciągnę , a oni nie , a wypuszczanie przeze mnie złowionych ryb wywołuje zazdrość i nieraz prowadzi do polemiki: po co łowisz , jak nie bierzesz . Odpowiedź wtedy brzmi : Moja " brocha " , co robię ze złowionymi rybami lub w odniesieniu do łowiska : moja piaskownica , moje zabawki , wyp.....lać .
Ja tu jeszcze dodam że takie tematy powinny się pojawiać i niema co unikać dyskusji i twierdzić że doprowadzają do kutni , jak się spokojnie rozmawia nic na siłę to na pewno zaowocuje i wielu wędkarzy po przemyśleniu dojdzie do wniosku że takie działania w jakimś stopniu pomogą naszym wodą . Kiedyś te stare pryki z PZW poumierają i może na te stołki zasiądą ludzie już z innym tokiem myślenia i wspólnie z wędkarzami poprawią to co się zepsuło przez te lata .
Nie będę się rozpisywał ile ryb zberetowałem w przeszłości bo nie oto tu chyba chodzi. Kiedyś ryb się nie wypuszczało i tyle. Teraz wychodzę z takiego założenia - Złów i daj złowić innym.Każdy ma wybór, każdy może sobie wybrać łowisko na którym łowi i sam zdecydować co z rybą dalej zrobić, bo każdy wędkarz ma do tego prawo. A że wypuszczanie daje radość to inna sprawa. :D Pozdrawiam kilatych, niekilatych i tych trochę po środku.Do zobaczenia nad wodą.
Niestety do niektórych nie dociera, że wypuszczanie ryb nie boli. Mnie ZiW nauczyły zawody wędkarskie, ryby po zważeniu wracały do wody w bardzo dobrej kondycji. Sprawiało mi to dużą radość i tak zostało do dziś. Naprawdę nie znam piękniejszego widoku niż odpływająca "życiówka", która dała tyle radości:)
Jeżeli już jest ten temat to i ja się coś niecoś wypowiem w sprawie wypuszczania , choć zagorzałym zwolennikiem nie jestem . Oczywiście że ryby należy wypuszczać i to należy robić ze znajomością łowiskai z głową (zwracając uwagę gdzie i co można wypuścić) . A mianowicie Jeżeli wiemy , czy widzimy że jakiegoś gatunku jest mniej to go wypuszczamy , również do wymiarów można podchodzić tak żeby te ryby się rozmnażały . Ja określiłem swój sposób zabierania , bo jednak zabieram ryby i lubię ich jeść razem z rodziną . Skrobanie i oprawianie nie sprawia mi jakichkolwiek oporów więc dlaczego miał bym rezygnować z ryb świeżych , bo te w sklepie to stare i podpsute , a padliny raczej jeść nie zamierzam . Tak jak ten niedźwiedź z wiersza Mickiewicza ,,Przyjaciele” cytat :
Ledwie Mieszkowi był czas zmrużyć oczy,
Zbladnąć, paść na twarz: a już niedźwiedź kroczy.
Trafia na ciało, maca: jak trup leży;
Wącha: a z tego zapachu, Który mógł być skutkiem strachu.
Wnosi, że to nieboszczyk i że już nieświeży.
Więc mruknąwszy ze wzgardą odwraca się w knieję.
Bo niedźwiedź Litwin miąs nieświeżych nie je.
Słyszałem gdzieś że mięsko ryb i ptaków najlepiej wpływa zdrowotnie na nasz organizm .
Wrócę jednak do mojego określenia co zabieram , a co wypuszczam : więc głownie mam ustalone własne wymiary które są zawsze większe od tych regulaminowych o co najmniej dwa centymetry np. Płoć , Jelec , wzdręga-18 – 20 (zależnie od łowiska ) , okoń - 20 , a pozostałe zawsze od dwóch do pięciucentymetrów większe od wymiaru RAPR(też zależy od łowiska) . Nie stosuję górnego wymiaru ponieważ zabierając tak durzą ryby tworzę wolną przestrzeń i szansę na dorośnięcietym małym rybom których na pewno jest więcej . Drugim bardzo ważnym ograniczeniem jest to że jeżeli (głównie w rzekach) dany gatunek występuje sporadycznie a trafi się na wędkę to mimo wielkości wypuszczam . Nie Łowię metodą spinningową bo to najłatwiejszy i najprostszy sposób na wyławianie i to przeważnie niewymiarowych ryb . Kiedyś jak łowiłem , to na woblerypiętnasto-centymetrowe łowiło się szczupaki dwudziesto-centymetrowe lub podobnei tak że trudno ich było wyhaczyć (podczas szamotania potrafił wbić sobie trzy groty kotwicy że mimo starania się , po prostu nie przeżywały tego odhaczania (głównie w lecie) , Po prostu zrezygnowałem z tej metody uważając ją za najbardziej niszczącą ryby (i może dlatego obecnie jest mało ryb , bo jestpo prostu zbyt dużo wędkujących tą metodą). Nie używam kotwic z przyczyn wyżej opisanych . Dla mnie to głównie liczy się spławikówka i różnego rodzaju gruntówki , iraczej jestem zwolennikiem połowów nakota niż na psa , bo kot lubi się zaczaić i czekać na swą zdobycz a pies gania i szuka aż coś znajdzie i złapie , robiąc przy tym wiele hałasu. Wspomnę że staram się łowić na konkretne przynęty i konkretne ryb(zakładam przeważnieprzynęty na odpowiednie ryby czy to wielkościowo , czy to gatunkowo ) jednak to jest trudniejsze , łowiąc na rzekach , bo na zbiornikach już nie .
Kończąc nadmienię że nie lubię jeżeli ktoś mnie poucza co mam zabrać a co nie i po prostu nie rozumiem tych krytyk , zwłaszcza publicznych , a nie znając przyczyn dlaczego tak a nie tak , . Również nie lubię jak ktoś robi sobie fotki i wędkuje tylko dla tej fotki bo to ani humanitarne , ani zgodne z natura . Ja złowioną rybę która jest do wypuszczenia od razu określam co z nią zrobię i od razu bez zastanowienia uwalniamz haczyka i wypuszczam (prawie nie wyciągając na brzeg , a jeżeli to trzymam jak najkrócej) , nie słuchając i oglądając się na opinie innych . Po prostu tłumaczę że mam taki kaprys i to moja sprawa . Przeważnie unikam tłoku , wybierając łowiska i miejscówki mało uczęszczane co na rzekach jest możliwe , nawet wtedy kiedy wyjeżdżamy grupą .
Jak widać pomalutku zaczynacie gadać jak ludzie a nie zapalczywi ortodoksi. I o to właśnie chodzi, żebyście widzieli wśród wędkarzy więcej normalnych ludzi a nie chorych na mózgi mięsiarzy. Oczywiście! Wypuszczanie ryb nie jest złe! To jest postępowanie godne naśladowania!
Tylko nie wolno poniżać ludzi, nie wolno na siłę wciskać koninę. Tak jak we wszystkim, w wędkarstwie i C&R jest potrzebny umiar.
Jedno mnie tylko martwi. Czy jest choć jeden wędkarz sportowiec który jest w stanie przyznać że pomimo stosowania "supersiatek" przetrzymywanie ryb przez kilka godzin w dużej ilości tym rybom szkodzi? Jest choć jeden który przyzna że taką pełną siatę trzeba wytargać z wody, trzeba te ryby jakoś zważyć... Dlaczego wszyscy sportowcy tak uparcie zaprzeczają że męczą ryby dla sportu?
Tego się nie da uniknąć! Skąd więc przekonanie, że sport nie szkodzi rybom, wodzie...??
Te tony zanęt wrzucane na czas, te masy płotek i innego drobiu w siatach....
Mam nadzieje ze kiedyś spotkam sportowca, który przyzna mi choć odrobinę racji.
Teraz cieszę się do lekkiej zmiany sposobu propagowania No Kill - może kiedyś doczekam się sportowca który nie będzie pisał bzdur że po zawodach wszystkie ryby w doskonałej kondycji odzyskały wolność, bo to jest niemożliwe.
No to ja wklejam film na temat zawodów , wprawdzie nie sam go znalazłem , ale mi się podobało same przesłanie o zawodach . Mam nadzieje że coś trochę przypomina nasze zawody , no i to jak w momencie kończenia się okresu ochronnego (oczywiście po zarybieniu) wszyscy startują do łowienia ryb i jak tam wtedy wygląda ZiW .
No to ja wklejam film na temat zawodów , wprawdzie nie sam go znalazłem , ale mi się podobało same przesłanie o zawodach . Mam nadzieje że coś trochę przypomina nasze zawody , no i to jak w momencie kończenia się okresu ochronnego (oczywiście po zarybieniu) wszyscy startują do łowienia ryb i jak tam wtedy wygląda ZiW .
Proszę o bardzo szczegółowe zbadanie treści tego filmu. Zobaczcie jak się waży ryby. Czy te czynności są doprawdy aż tak etyczne jak twierdzi większość sportowców? Czy można po czymś takim twierdzić że ryby w idealnej kondycji wróciły do wody?
Przede wszystkim te ważenia złowionych ryb i pewnie całe zawody wędkarskie są niezgodne z przepisami -wytycznymi z zasadami zawodów wędkarskich ......... Każdy zawodnik po końcowym sygnale kończącym zawody wędkarskie powinien pozostać na swoim miejscu i siatkę z rybami wyjąć dopiero , gdy podejdzie do niego komisja sędziowska , potem zważy ryby , następnie ryby powinny być wypuszczone z powrotem do akwenu ( tak to się ma na tych zawodach , zapewne spławikowych ).......... A to co zobaczyłem na tym filmiku , to przeczy wszelkim zasadom zawodów wędkarskich .
Nawet jeżeli wędkarze by postępowali w/g przepisów dotyczących zawodów i zaraz wypuszczali zważone ryby , to jestem pewien , że 40 -- 50 % ryb nigdy nie przeżyje .
Nawet jeśli ryby będą ważone na miejscu połowu, i tak z pewnością będą je przesypywali z siaty do pojemnika. Należało by przed zawodami ważyć mokre siatki i notować ich masę, a potem ważyć ryby razem z siatą i tę siatę odliczać. Jednak i takie rozwiązanie nie będzie gwarantowało braku możliwości uszkodzenia ryb.
I to mnie właśnie odróżnia od tych osób. U mnie w siatce jest wyłącznie ryba która dostanie w łeb. Te których nie zabieram od razu z haka są uwalniane.
Ja do C&R czy jak kto woli ZiW przekonałem sie sam,wiele lat temu,nie z jakiś górnolotnych,ideowych przesłanek.W mojej byłej i obecnej rodzinie jada się poprostu niewiele ryb,te które trzeba zabić z powodu okaleczeń w zupełności a czasami aż nadto wystarczają.Teoretycznie można by taki nadmiar spieniężyc bądż rozdać,jednak jedno jak i drugie uważam za profanację godną pogardy.W tym całym niekilowanku spodobała mi się tez jedna rzecz-wykrzywione grymasem zdziwka paszczęki potencjalnych obserwatorów,do dziś pamiętam komentarz jakiegoś autochtona gdy puszczałem wolno szczupłego tak z 90cm,klient powiedział tak-Toć mnie go daj,do błotka go wjebia...-autentyk,do dziś wśrod moich kolesi chodzi ten tekst.Kolejnym plusem tej zasady jest to że zdarza mi się łowić po raz drugi te same ryby( mające jakieś np.nietypowe blizny czy cuś) ,dodatkowo nakręca mnie świadomość że one tam są...wiem bo puściłem i napewno przez tydzień czy dwa nikt się do nich nie dobrał bo z powodu stresu i pokłutej paszczy były ostrożniejsze.Ekstra jest też to odczucie,gdy piekny ,wychodzony a następnie pokonany przeciwnik odpływa ...polecam wszystkim chociaż raz to przeżyć.Święty jednak całkiem do końca nie jestem,troszkę kilii mam na końcie,głównie esoxów bo potrafią pożrec gumę jak laczek az do krętlika a siłowy hol drze im skrzela,czasem kilam też pod jakieś domowe dyktando np.potok na urodziny Synka czy cuś...Puszczam ryby bo lubie to robić,bo ich nie jem,i nie razi mnie to gdy zabierają je inni,oczywiście ze zdrowym rozsądkiem i RAPR-em,kłusoli nie cierpię.
Jak widać pomalutku zaczynacie gadać jak ludzie a nie zapalczywi ortodoksi. I o to właśnie chodzi, żebyście widzieli wśród wędkarzy więcej normalnych ludzi a nie chorych na mózgi mięsiarzy. Oczywiście! Wypuszczanie ryb nie jest złe! To jest postępowanie godne naśladowania!
Tylko nie wolno poniżać ludzi, nie wolno na siłę wciskać koninę. Tak jak we wszystkim, w wędkarstwie i C&R jest potrzebny umiar.
Jedno mnie tylko martwi. Czy jest choć jeden wędkarz sportowiec który jest w stanie przyznać że pomimo stosowania "supersiatek" przetrzymywanie ryb przez kilka godzin w dużej ilości tym rybom szkodzi? Jest choć jeden który przyzna że taką pełną siatę trzeba wytargać z wody, trzeba te ryby jakoś zważyć... Dlaczego wszyscy sportowcy tak uparcie zaprzeczają że męczą ryby dla sportu?
Tego się nie da uniknąć! Skąd więc przekonanie, że sport nie szkodzi rybom, wodzie...??
Te tony zanęt wrzucane na czas, te masy płotek i innego drobiu w siatach....
Mam nadzieje ze kiedyś spotkam sportowca, który przyzna mi choć odrobinę racji.
Teraz cieszę się do lekkiej zmiany sposobu propagowania No Kill - może kiedyś doczekam się sportowca który nie będzie pisał bzdur że po zawodach wszystkie ryby w doskonałej kondycji odzyskały wolność, bo to jest niemożliwe.
Pozdrawiam.
Oczywiste ze we wszystkim umiar potrzebny. Co do supersiatek- siatki najczęściej stosowane na zawodach lokalnych itd nie są objęte żadnymi wymogami ( sam kiedyś byłem na zawodach gdzie typ przechowywał ryby w siatce przypominającej worek po cebuli:/) - co innego siatki potrzebne na zawodach okręgowych. Od 2012- siatka ta będzie musiała mieć 4 metry! Mimo wszystko uważam że błędem jest z roku na rok wydłużanie siatek jako alternatywa dotycząca poprawy kondycji ryb. Ważne jest z czego dana siatka jest zrobiona. To co gołym okiem widać na filmie to siatka żyłkowa lub sznurkowa - według mnie te powinny być zakazane tak jak niegdyś zakazano używania metalowych koszyków. Dopuszczone powinny być siatki które nie mają tendencji kaleczenia ryb. Są takie materiały. Zobaczcie choćby siatkę Jaxon Elite,albo któregoś mavera. Super rozwiązaniem na zawodach byłoby też zastosowanie dwóch siatek - po pierwsze jako dodatkowego przechowalnika dla ryb większych , po drugie jako formę możliwości dokonywania międzyważeń. Czyli np . po dwóch godzinach ryby mogły by być ważone i wypuszczane a nie po czterech. Rozwiązanie te stosuje się na łowiskach angielskich gdzie łowi się po 20 kilo ryb na zawodach na głowę.
Straty muszą być. Oczywiste jest że część ryb pada przechowywana w siatce. Najczęściej padają ukleje - jednym z czynników jest to że ryby te tracą "języczki" podczas "wyrywania" haczyka. Jest to związane z metodą i techniką połowu. Zbyt głębokie połknięcie haczyka, zbyt wysoka temperatura, złe ważenia - to wszystko czynniki determinujące żywotność ryb. Zgoda. Ale równie dobrze można by się zastanowić po co w ogóle łowić? Przyznasz przecież że sam czasem widzisz kogoś kto złapie np. 10cm okonka który hak ma w d.... ze względu na żarłoczność. I co wtedy? Ani tego zjeść a po wypuszczeniu rybcia pływa do góry brzuchem. Samo łowienie jest męczeniem i to należy pamiętać moi drodzy.
Teraz o tych tonach zanęt. Musisz wiedzieć o jednej podstawowej rzeczy - ilość wrzucanej mieszanki spożywczej jest uzależniona od pory roku i łowiska. Nie wszyscy wiedzą więc zaznaczę że na dozwolone 17 litrów posiadanej mieszanki zanęta stanowi około 0,5 do 1 kilograma. Reszta to ziemie, glinki, kleje mineralne. Tak więc nawet jeśli każdy wrzuca po 10 kilo danej gliny czy ziemi nie zakwasza wody. Gliny i ziemie są dla wód neutralne!! Zapraszam do lektury na www.gorek-gliny.pl :) Ktoś kiedyś postawił zarzut zmiany PH i wypłycenia zbiornika ze względu na wrzucanie substacji stałej nierozpuszczalnej w wodzie. I powiem wam że dokonano obliczeń. Aby wypłycić dany zbiornik o średniej głębokości 1,2 m potrzeba na to koło 17000 lat hehe:) ( oczywiście przy zachowaniu tego samego stopnia stężenia zawodów wędkarskich) Zanęty jako tej spożywczej stosuję się bardzo niewiele i o tym poświadczy każdy zawodnik mający pojęcie o wędkowaniu. Odbijając piłeczkę znam typów - którzy kiedyś wyganiali mnie ze "swoich" oczek po tekstem - Panie ja tu nęcę. No i nęcili i to jeszcze jak - pół wiadra chleba albo kukurydzy! Brawo!
Co męczy nokilatych? Mnie osobiście męczy chowanie się za RAPR. Ja naprawdę nie mam nic do typów którzy biorą sobie kilka ryb na kolacyjke. Ale k.rwa te tony leszczy branych do zamrażarek - zgodnie z RAPR, albo po dwa 80 cm szczupale - przecież to z 10 kilo mięsa! - zgodnie z RAPR. Albo 4 czy 5 kilo płoci - zgodnie rAPR albo po 12 kilo krąpi - bo akurat bierze ! - zgodnie z RAPR. Ten RAPR mnie właśnie zabija............
Wędkarstwo jak każdy sport szkodzi zdrowiu jak nie naszemu to ryb. Do tego przyznaje się bez bicia:)Pozdrawiam wszystkich
No to się cieszę, ze jeden sportowiec się przyznał. Tylko w tej całej tyradzie moja uwagę przykuło jedno sformułowanie. Nazywasz kogoś kto zabrał rybę "typem".
Słowo "TYP" jest tu postrzegane jako określenie raczej urągające godności. Dlaczego sie do tego przyczepiłem? Ano bo mnie cos takiego w oczy kole i zawsze zwracam na to uwagę.... na takie ....od niechcenia podnoszenie własnej wartości, a obniżanie godności tych co mają inne zasady.
Zwracałem niegdyś uwagę kol. Szalonej, kiedy w swych artykułach nazywała wszystkich wędkarzy którzy byli ubrani niemodnie i zabierali ryby - menelami i podobnymi określeniami.
Ja jestem No Killowcem, ja jestem wartościowy, ja jestem debeściak, a tamten to menel.
Gdyby ta koleżanka poznała mojego przyjaciela Batmana, o którym pisałem kilka razy na blogu, z całą pewnością nazwała by go menelem, bo na nogach miał jakieś schodzone klapki, a na grzbiecie nosił ubranie drelichowe i jeździł SHL-ką, która była czymś wyjętym z horroru.
A był on człowiekiem godnym, dobrym, miłym, kulturalnym i prze..... prze.... przemądrym. A wędkarzem był doskonałym i kierował się zasadami, na jakie niejednego z nas nawet nie stać.
GHOSTMIR, czytając Twoje komentarze zastanawiam się o co Ci chodzi. Najpierw doczepiłeś się, że ryby po zawodach nie mogą wrócić w dobrej kondycji do wody. Zarzucasz, że sportowcy męczą ryby... Oczekujesz, że ktoś przyzna Ci choć odrobinę racji, a kiedy już się tak dzieje czepiasz się sformułowania "typ". Zupełnie nie wiem, po co przywołałeś postać kol. Batmana. Nie wiem czy wiesz, ale
nie strój, a czyny mówią o tym kto jest jakim człowiekiem. Zaszufladkowałeś osoby które stosują się C&R, że niby wywyższają się, mają tych "biorących" za gorszych... A to nie prawda!!! Nie wrzucaj wszystkich do jednego wora!!! Brałeś kiedykolwiek udział w zawodach? Widziałeś jak są przechowywane i ważone ryby po skończonej turze? Nie mam tu na myśli filmów na Youtube. Zawody wędkarskie uczą młodych adeptów etycznego wędkowania i postępowania ze złowionymi rybami. Tak było kiedy ja startowałem, z rybami obchodzona się ostrożnie, ważono je na elektronicznych wagach,na których stały wiadra z wodą. Oczywiście mogły się zdarzyć przypadki, że jakieś słabsze osobniki padały. Równie dobrze można powiedzieć, że używanie haczyków, czy kotwic kaleczy ryby,niekiedy śmiertelnie więc ich nie używajmy... Nie popadajmy w jakieś paranoje!!! Kolega dyjes ma dużo racji. Wędkarze chowają się za regulaminem amatorskiego połowy ryb i robią duże spustoszenie w naszych wodach. "Płacę to biorę", a limity?? Kto by się nimi przejmował... Proponuje również zwrócić uwagę na to co piszą w prasie wędkarskie i do czego próbuje się przekonać wędkarzy.
Ja startowałemniejednokrotnie w zawodach i również też sędziowałem więc trochę wiem co się dzieje po takich zawodach . Zawsze jakaś cześć ryb ginie i to niejednokrotnie widziałem po zawodach . Wpływa na to że te ryby były przechowywane w różnych warunkach , różnie odhaczane , różnie każdy zawodnik do nich podchodzi . Tego nie da się przypilnować i nie da się ujednolicić . Owszem tu masz rację że założenia i przestrogi na początku zawsze są takie jak opisałeś , ale w trakcie zawodów już tego nie da cię upilnować . Zawodnik jeżeli by tak podchodził to by o wiele mniejszy wynik miał a przecież głównie mu zależy na wyciąganiu igłównie się spieszy. Ryba nie jest wkładana do siatki , a wrzucana i tyle startującego obchodzi . Warunki w jakich siatki są umieszczone również są czasami nie korzystne dla przeżycia większej , stłoczonej ilości ryb i jeszcze można tak wymieniać .Więc nie jest to do końca tak w porządku . Zawody , łowienie dla fotki , łowienie całkiem dla wypuszczania jest tylko naszą zabawą i przeczy wszelkim zasadom łowiectwa , jest nie humanitarne (bo bawimy się czyimś kosztem) , jest wbrew zachowaniu natury i przeczy wszelkim zasadom . Ja oczywiście mimo wszystko , biorę udział w zawodach bo jestem członkiem koła i obowiązkiem moim jest branie czynnego udziału w działalności koła . Muszę się godzić na te zawody , na fotki z rybamii nie racjonalne zachowanie się wędkarzy (takie czasy i takie trendy ) bo taką mamy rzeczywistość inikomu na siłę przecież nie zabronimy , leżeli takie są stworzone i przepisy i struktury PZW . To tam trzeba szukać winy . Dlatego i ci co biorą wszystko co złowią zgodnie RAPR i ci co na siłę propagują ZiW i wypuszczają , są skrajnymi fanatykami i tak naprawdę to samo robią , czyli szkodę dla środowiska , ryb i całego naszego wędkarstwa.
Fakt.Czepiasz sie kolegi za użycie zwykłego,potocznego,wyrwanego z kontekstu określenia,wyluzuj bo wpadasz w jakąś fobię.Nawet Miodek czytając to nie miałby nic do autora,słowo typ nie jest ani trochę obrazliwe czy uwłaczające.Kolega Dyjes pisząc te słowa,skądinąd mądre,nie miał napewno nic złego na myśli,i cała rzesza czytających ten tekst userów nijak nie poczuła się nawet w najmiejszym stopniu urażona,poza Tobą.Ja rozumiem że człowiekowi czasem nerwy puszczają,że w natłoku szturchnięć czasem trudno odróznić przyjacielskie klepnięcie,ale na miłość boską nie daj się zwariować.Jednego szurniętego polonistę żeśmy tu już przerabiali,jego wakat zostaw w spokoju,i daj se na wstrzymanie.
To i ja coś niecoś w paru słowach napiszę , otóż już wcześniej wspomniałem że kol.GHOSTMIR uważa się na tym portalu jako jeden z jedynych sprawiedliwych i etycznych wędkarzy i tylko On może wyszukiwać błędy u innych .Wielki sprawiedliwy może wszystko , dla niego inne zdanie się nie liczy, to On dyktuje warunki kto i jak ma pisać , to On jest wielkim korektorem wszystkich wpisów, a inni, no cóż mogą pisać do woli, tylko jemu to zwisa co ktoś napisze , On zawsze znajdzie coś co tylko jemu nie leży na sercu , bo On JEST WIELKI.
Witam . Czytając ten wątek jest mi niekiedy tak wesoło że ze śmiechu bym sie posikał jak małe dziecko . Powiem tak wypowiedź Kolegi kazik ------w 100% bardzo poprawna , ma rację i co do tego nie powinno być żadnych pytań.Pozdrawiam
Nie szalej Luxis. Nie mam nic do gościa. Zwracam od zawsze uwagę na podobne wyrażenia jak juz pisałem. Nie zabrzmiało to dla mnie zbyt poprawnie więc napisałem o swych odczuciach. Tak sobie myślę...... czy tutaj czasem nie wytworzyła się jakaś dziwna zaraza?
Odnoszę wrażenie że czego bym nie napisał to zaraz ktoś szuka w moich słowach zadymy. Mam to w d* człowieku. Darłem kiedyś koty z Szaloną bo pisała głupoty o wędkarzach spotykanych nad wodą. Chyba przestała - nie mam pewności. Ale kiedy pisałbym podobny tekst jak Dyjes, to nie używałbym słowa "typ", no chyba że w sensie że "ten typ tak ma". U mnie słowo "TYP" jest używane w stosunku do kogoś spod ciemnej gwiazdy. To wszystko - przeczytaj u mnie na blogu materiał pt "Żeby Cię Pokręciło". Tam jest właśnie mowa o TYPIE spod ciemnej gwiazdy.
Tak to odczułem , a do Dyjesa nic poza tym nie mam.
Poza tym nadal będę mówił głośno o wszelkiego rodzaju zawodach wędkarskich ( oprócz rzutowych) ponieważ uważam to za dalece idące barbarzyństwo. Jeśli nie mam prawa mieć takiego zdania, to nie zakładajmy nowych wątków nt. etyki, C&R i tym podobnych.
Ja sobie ust zamknąć nie dam niestety. Natomiast z uwaga śledzę takie dyskusje.
Kali1 znów prowokujesz. Żądam zaprzestania tych ataków. Nie mam do ciebie nic oprócz tego ze mnie non stop tykasz i jesli szukasz wojny to ja ci ja mogę zorganizować.
Zejdź ze mnie młody. Tak będzie lepiej dla całej społeczności.
Zaczęło się bardzo spokojnie i w temacie dopóki "wszechwiedzący" nie dołączył.
Kolego wyluzuj jeszcze niedawno tego nie widziałem ale teraz widzę , że gdzie Ghost czegoś nie napisze to się znajduje ktoś kto ma do niego urazę ale bo jej nie ma tylko jego gadka mu się nie podoba . I wcale go nie bronie i nie piszcie , że jestem w jego paczce albo innym gangu bo tego człowiek nie znam , faktem jest , że ma trudny charakter i wściekły jest jak byk na arenie ale podpisał umowę i dotrzymuje słowa . Dajcie spokój a będziecie mieli spokój .
Kali1 znów prowokujesz. Żądam zaprzestania tych ataków. Nie mam do ciebie nic oprócz tego ze mnie non stop tykasz i jesli szukasz wojny to ja ci ja mogę zorganizować.
Zejdź ze mnie młody. Tak będzie lepiej dla całej społeczności.
Żądasz , zabraniasz czy co !!! mam prawo do swobodnego wypowiedzenia sie w danym temacie i nikt tego nie zmieni , kol.Ghostmir są ludzie których będę cenił bardziej lub mniej , wiem że Ci na tym jak naj mniej zależy chociaż kto wie !!!
Zbyt często o coś mnie prosisz, a to abym zaprzestał lub odczepił się !
Mi twoja osoba personalnie nie przeszkadza, przeszkadza mi tylko jedna rzecz, brak całkowotego szacunku do osób które się udzielają na tym forum a w wypadku gdy ktoś Ci kol. Ghostmir udzieli jakiejś reprymendy bądz uwagi uciekasz się do znanych tchurzliwych freudowskich forteli , wzywasz kawalerie z odsieczą aby zdruzgotanemu Ghostmirowi pomogli wyjść z opresji, wyluzuj . Aha byłem na twoim blogu, czytałem większość twoich artów i powiem że bardzo mile się je czytało , brawo chociaż za to!
Moje Ziw Nie będę się chwalił ile to ja kiedyś (zgodnie z RAPR) ryb utłukłem. Wielodzietna rodzina, wszyscy uwielbiają rybki. No to znosiłem do domu mięsko. Z wiekiem trzeba było dom rodzinny opuścić i iść na "swoje". Kiedyś ładnie połowiłem kleni. Złowiłem w niedługim czasie ze 20 sztuk. No to dwa ukatrupiłem i wziąłem do domu. Wpakowałem do zamrażarki. Po jakichś 6 miesiącach rozmrażałem lodówkę patrze a tu jakieś ryby. Wtedy zrozumiałem że nie było konieczne zabijanie ich. teraz na ryby chodzę bez siatki co złowię to wypuszczę. Chyba że coś wymiarowego nie chce odpłynąć od brzegu, dłuższy czas, dostaje pałką. No i czasem jakiś sandaczyk jak chcę komuś zaimponować robiąc kolację.
Nie chcę wywołać kolejnej burzy i pytać czy ZiW jest dobre czy nie. Chciałbym abyście, Wy, stosujący tę zasadę wypowiedzieli się skąd Wam się to wzięło. Jakie były tego początki? Czy przekonał Was inny wędkarz, może książka, film , własne doświadczenia czy może jeszcze co innego. Taka ankietka pozwoli nam zauważyć w jaki sposób najłatwiej dotrzeć do innych wędkarzy.
Odnośnie odpowiedzi to fajny kawał ktoś tu juz zapodał ,może przytocze.
Wrócił wedkarz z złowienia,daje siatke ryb żonie i siada przed telewizorem.
Żona zaczyna skrobać te ryby i skrobie i skrobie ,już dwudziesta ,w pewnej chwili rzuca tą skrobaczką wychodzi z kuchni i krzyczy;Zygmunt ile razy Ci mówiłam jak idziesz na ryby to pij wódke.
Ja jakbym miał brać ryby i je przygotowywać do posiłku ,to zastrzelcie mnie....
Ogólnie temacik podobny do zamknietego i może po czasie zrobic sie mało ciekawie.
A to jest Złów i Wypuść , czy Złów i Weź ? :):)
Nie tak poważnie to mi się wydaje że powoli , powoli z naciskiem na powoli , już coraz więcej prawdziwi wędkarze podchodzą do tego hobby z jakimiś zasadami , czyli że nie co na haku to w łeb tylko z zdrowym rozsądkiem degustują się smakiem rybki i więcej wypuszczają niż biorą . Myślę że tu też zależy z kim się łowi , bo młodych wędkarzy można nauczyć kultury wędkarskiej nad wodą i rozsądnego myślenia . Ale to temat rzeka :)
Odnośnie odpowiedzi to fajny kawał ktoś tu juz zapodał ,może przytocze.
Wrócił wedkarz z złowienia,daje siatke ryb żonie i siada przed telewizorem.
Żona zaczyna skrobać te ryby i skrobie i skrobie ,już dwudziesta ,w pewnej chwili rzuca tą skrobaczką wychodzi z kuchni i krzyczy;Zygmunt ile razy Ci mówiłam jak idziesz na ryby to pij wódke.
Ja jakbym miał brać ryby i je przygotowywać do posiłku ,to zastrzelcie mnie....
Ogólnie temacik podobny do zamknietego i może po czasie zrobic sie mało ciekawie.
no tak tego nie wziąłem pod uwagę :)
zgodnie z tematem - mnie przekonał kolega.
Ja kiedyś, jeszcze za czasów " małolata " zabierałem wiele ryb. Jeśli płotka miała więcej niż 15 cm, to szła do wora. Wymiarowy szczupak - również. Itd.
Kiedyś będąc na rybach z kolegą który wypuszczał ryby, też wypuściłem. Był to wtedy ledwo wymiarowy szczupak. A później już poszło z górki. Wypuszczałem coraz większe ryby i coraz więcej gatunków.
Nie " udało " mi się wypuścić troci ( mam na myśli nasze krajowe łowiska - za granicą wypuszczałem ). Być może dlatego, że nie złowiłem ich za dużo. Ale już powoli zaczyna w głowie krążyć myśl o wypuszczaniu keltów. Zobaczymy co z tego będzie ;-)
Do tego chyba trzeba samemu dorosnac. Przekonac na sile nikogo sie nie da.
Na poczatku, tak jak w przypadku Lysego Weza, bralem wszystko. Byle w ramach przepisow. Pozniej , juz jako zapalony spinningista, zaczalem zastanawiac sie i liczyc. Wyszlo mi ze na wodzie na ktorej najczesciej lowie, czynimy straszne spustoszenie wsrod okoni i szczupaczkow. I tak doszlismy z kolega do wniosku, ze okonie wracaja do wody a szczupak dopiero pow 50 cm ma wymiar. Byl to przelom lat 80-90. Od tego czasu zaczolem zabierac coraz mniej ryb. Przestalo mi zalezec na pochwalach innych.
Tak naprawde zaczolem stosowac C&R jak zaczolem lowic na muche. A i to nie od razu.
Zobaczylem , jak na moich oczach znikaja ryby z gorskich rzek. Dunajec w 2 lata stal sie pustynia. Na innych wodach nie bylo lepiej. Ostatni zjedzony lipien stracil zycie bodajze w 2004 r. Czasami zabiore jakiegos jazia z Pilicy. Sa to 2-3 ryby w roku. Na tyle moge sobie pozwolic z czystym sumieniem. Reszte ryb wypuszczam.
Tak ze nie byl to impuls. Byl to raczej powolny proces. :)
Jako dziecko łowiąc z ojcem zawsze słuchałem o tym,że pierwszą większą rybę (bez względu na ,że można ją zabrać) należy wypuścić bo to przynosi szczęście.Tak też czyniłem a ryb braliśmy tylko kilka (zawsze w zgodzie z regulaminem).Tak jak Pawelz zauważyłem jak szybko stosując spinning mogę zniszczyć populację okoni i szczupaków na danym odcinku rzeki i obecnie zdarza mi się w ciągu sezonu zabrać kilka ale tylko ze względu na córcię ,która uwielbia rybki.
Nic na siłę, ale widzę, że delikatne sugestie lub podpowiedzi kolegów z łowiska tudzież ojca mogą przyspieszyć ten powolny proces "dochodzenia" do tego.
A ja tam morduję wszystko:)
A tak na powaznie, to podobnie jak u Was.
Na początku zabieralem wszystko, ale z czasem to tu zobaczylem że ktos wypuszcza, to koledzy wypuszczali i tak jakos samo przyszło.
Zmienilo sie bardzo duzo jak zacząlem lowić okazy, tzn moje okazy. Szcupaki tak pod metr, piekne leszcze. Wtedy do mnie zaczęło docierac, że wędkarstwo jest tak naprwde pieknym sportem i żal mordować swojego przeciwnika.
Nie znaczy że teraz nie zabieram ryb, bo czasami to robię. Ale to zazwyczaj jak jedziemy na jakąs zasiadkę, wtedy wieczorkiem jakas rybka na grilu wyląduje, pod nalewki w wykonaniu mojego kumpla:)
Bawiłem się kiedyś tyczką na Zalewie Skowronek w Alwerni , zastosowałem czas łowienia , jak na zawodach ( 3 godziny ) . Po zakończonym łowieniu zważyłem złowione ryby , było tego 6,5 kg i z wyjątkiem dwóch sztuk reszta w dobrym stanie wróciła do wody ( odpowiednia siatka ) . Śmiać mi się chciało z min łowiących po sąsiedzku , że taką ilość ryb ( złowionych zresztą zgodnie z limitem ) wypuszczam do wody . Te dwie ryby zabrałem tylko dlatego , że przyjeżdżał kumpel z Francji , który uwielbia " frutti di mare " pod każdą postacią . W rejestrze łowisk Koła mam odnotowanego i zabranego aż jednego karpia , złowionych nie liczyłem , bo po co , a o karpia poprosił brat . Czasami pusty śmiech mnie ogarnia , widząc zawistne miny łowiących obok , gdy ja ciągnę , a oni nie , a wypuszczanie przeze mnie złowionych ryb wywołuje zazdrość i nieraz prowadzi do polemiki: po co łowisz , jak nie bierzesz . Odpowiedź wtedy brzmi : Moja " brocha " , co robię ze złowionymi rybami lub w odniesieniu do łowiska : moja piaskownica , moje zabawki , wyp.....lać .
Ja tu jeszcze dodam że takie tematy powinny się pojawiać i niema co unikać dyskusji i twierdzić że doprowadzają do kutni , jak się spokojnie rozmawia nic na siłę to na pewno zaowocuje i wielu wędkarzy po przemyśleniu dojdzie do wniosku że takie działania w jakimś stopniu pomogą naszym wodą . Kiedyś te stare pryki z PZW poumierają i może na te stołki zasiądą ludzie już z innym tokiem myślenia i wspólnie z wędkarzami poprawią to co się zepsuło przez te lata .
Nie będę się rozpisywał ile ryb zberetowałem w przeszłości bo nie oto tu chyba chodzi. Kiedyś ryb się nie wypuszczało i tyle. Teraz wychodzę z takiego założenia - Złów i daj złowić innym.Każdy ma wybór, każdy może sobie wybrać łowisko na którym łowi i sam zdecydować co z rybą dalej zrobić, bo każdy wędkarz ma do tego prawo.
A że wypuszczanie daje radość to inna sprawa. :D
Pozdrawiam kilatych, niekilatych i tych trochę po środku.Do zobaczenia nad wodą.
Niestety do niektórych nie dociera, że wypuszczanie ryb nie boli. Mnie ZiW nauczyły zawody wędkarskie, ryby po zważeniu wracały do wody w bardzo dobrej kondycji. Sprawiało mi to dużą radość i tak zostało do dziś. Naprawdę nie znam piękniejszego widoku niż odpływająca "życiówka", która dała tyle radości:)
Jeżeli już jest ten temat to i ja się coś niecoś wypowiem w sprawie wypuszczania , choć zagorzałym zwolennikiem nie jestem . Oczywiście że ryby należy wypuszczać i to należy robić ze znajomością łowiska i z głową (zwracając uwagę gdzie i co można wypuścić) . A mianowicie Jeżeli wiemy , czy widzimy że jakiegoś gatunku jest mniej to go wypuszczamy , również do wymiarów można podchodzić tak żeby te ryby się rozmnażały . Ja określiłem swój sposób zabierania , bo jednak zabieram ryby i lubię ich jeść razem z rodziną . Skrobanie i oprawianie nie sprawia mi jakichkolwiek oporów więc dlaczego miał bym rezygnować z ryb świeżych , bo te w sklepie to stare i podpsute , a padliny raczej jeść nie zamierzam . Tak jak ten niedźwiedź z wiersza Mickiewicza ,,Przyjaciele” cytat :
Ledwie Mieszkowi był czas zmrużyć oczy,
Zbladnąć, paść na twarz: a już niedźwiedź kroczy.
Trafia na ciało, maca: jak trup leży;
Wącha: a z tego zapachu, Który mógł być skutkiem strachu.
Wnosi, że to nieboszczyk i że już nieświeży.
Więc mruknąwszy ze wzgardą odwraca się w knieję.
Bo niedźwiedź Litwin miąs nieświeżych nie je.
Słyszałem gdzieś że mięsko ryb i ptaków najlepiej wpływa zdrowotnie na nasz organizm .
Wrócę jednak do mojego określenia co zabieram , a co wypuszczam : więc głownie mam ustalone własne wymiary które są zawsze większe od tych regulaminowych o co najmniej dwa centymetry np. Płoć , Jelec , wzdręga -18 – 20 (zależnie od łowiska ) , okoń - 20 , a pozostałe zawsze od dwóch do pięciu centymetrów większe od wymiaru RAPR(też zależy od łowiska) . Nie stosuję górnego wymiaru ponieważ zabierając tak durzą ryby tworzę wolną przestrzeń i szansę na dorośnięcie tym małym rybom których na pewno jest więcej . Drugim bardzo ważnym ograniczeniem jest to że jeżeli (głównie w rzekach) dany gatunek występuje sporadycznie a trafi się na wędkę to mimo wielkości wypuszczam . Nie Łowię metodą spinningową bo to najłatwiejszy i najprostszy sposób na wyławianie i to przeważnie niewymiarowych ryb . Kiedyś jak łowiłem , to na woblery piętnasto-centymetrowe łowiło się szczupaki dwudziesto-centymetrowe lub podobne i tak że trudno ich było wyhaczyć (podczas szamotania potrafił wbić sobie trzy groty kotwicy że mimo starania się , po prostu nie przeżywały tego odhaczania (głównie w lecie) , Po prostu zrezygnowałem z tej metody uważając ją za najbardziej niszczącą ryby (i może dlatego obecnie jest mało ryb , bo jest po prostu zbyt dużo wędkujących tą metodą) . Nie używam kotwic z przyczyn wyżej opisanych . Dla mnie to głównie liczy się spławikówka i różnego rodzaju gruntówki , i raczej jestem zwolennikiem połowów na kota niż na psa , bo kot lubi się zaczaić i czekać na swą zdobycz a pies gania i szuka aż coś znajdzie i złapie , robiąc przy tym wiele hałasu . Wspomnę że staram się łowić na konkretne przynęty i konkretne ryb (zakładam przeważnie przynęty na odpowiednie ryby czy to wielkościowo , czy to gatunkowo ) jednak to jest trudniejsze , łowiąc na rzekach , bo na zbiornikach już nie .
Kończąc nadmienię że nie lubię jeżeli ktoś mnie poucza co mam zabrać a co nie i po prostu nie rozumiem tych krytyk , zwłaszcza publicznych , a nie znając przyczyn dlaczego tak a nie tak , . Również nie lubię jak ktoś robi sobie fotki i wędkuje tylko dla tej fotki bo to ani humanitarne , ani zgodne z natura . Ja złowioną rybę która jest do wypuszczenia od razu określam co z nią zrobię i od razu bez zastanowienia uwalniam z haczyka i wypuszczam (prawie nie wyciągając na brzeg , a jeżeli to trzymam jak najkrócej) , nie słuchając i oglądając się na opinie innych . Po prostu tłumaczę że mam taki kaprys i to moja sprawa . Przeważnie unikam tłoku , wybierając łowiska i miejscówki mało uczęszczane co na rzekach jest możliwe , nawet wtedy kiedy wyjeżdżamy grupą .Jak widać pomalutku zaczynacie gadać jak ludzie a nie zapalczywi ortodoksi. I o to właśnie chodzi, żebyście widzieli wśród wędkarzy więcej normalnych ludzi a nie chorych na mózgi mięsiarzy. Oczywiście! Wypuszczanie ryb nie jest złe! To jest postępowanie godne naśladowania!
Tylko nie wolno poniżać ludzi, nie wolno na siłę wciskać koninę. Tak jak we wszystkim, w wędkarstwie i C&R jest potrzebny umiar.
Jedno mnie tylko martwi. Czy jest choć jeden wędkarz sportowiec który jest w stanie przyznać że pomimo stosowania "supersiatek" przetrzymywanie ryb przez kilka godzin w dużej ilości tym rybom szkodzi? Jest choć jeden który przyzna że taką pełną siatę trzeba wytargać z wody, trzeba te ryby jakoś zważyć... Dlaczego wszyscy sportowcy tak uparcie zaprzeczają że męczą ryby dla sportu?
Tego się nie da uniknąć! Skąd więc przekonanie, że sport nie szkodzi rybom, wodzie...??
Te tony zanęt wrzucane na czas, te masy płotek i innego drobiu w siatach....
Mam nadzieje ze kiedyś spotkam sportowca, który przyzna mi choć odrobinę racji.
Teraz cieszę się do lekkiej zmiany sposobu propagowania No Kill - może kiedyś doczekam się sportowca który nie będzie pisał bzdur że po zawodach wszystkie ryby w doskonałej kondycji odzyskały wolność, bo to jest niemożliwe.
Pozdrawiam.
Zgadzam się z tym całkowicie.
Mirek , jeżeli chodzi o sport wędkarski , to co Napisałeś jest niestety smutne , ale prawdziwe !!!
No to ja wklejam film na temat zawodów , wprawdzie nie sam go znalazłem , ale mi się podobało same przesłanie o zawodach . Mam nadzieje że coś trochę przypomina nasze zawody , no i to jak w momencie kończenia się okresu ochronnego (oczywiście po zarybieniu) wszyscy startują do łowienia ryb i jak tam wtedy wygląda ZiW .
http://www.youtube.com/watch?v=_Tc6ywqoL6o&feature=player_embedded
No to ja wklejam film na temat zawodów , wprawdzie nie sam go znalazłem , ale mi się podobało same przesłanie o zawodach . Mam nadzieje że coś trochę przypomina nasze zawody , no i to jak w momencie kończenia się okresu ochronnego (oczywiście po zarybieniu) wszyscy startują do łowienia ryb i jak tam wtedy wygląda ZiW .
http://www.youtube.com/watch?v=_Tc6ywqoL6o&feature=player_embedded
Dobre Kazik, dobre:)
Od naszych zawodów różni się tym że tam przetrzymują złowione ryby w ustach a u nas w siatkach :)
Ciekawe , ciekawe
Proszę o bardzo szczegółowe zbadanie treści tego filmu. Zobaczcie jak się waży ryby. Czy te czynności są doprawdy aż tak etyczne jak twierdzi większość sportowców? Czy można po czymś takim twierdzić że ryby w idealnej kondycji wróciły do wody?
W drugim materiale najciekawsze jest na końcu.
Przede wszystkim te ważenia złowionych ryb i pewnie całe zawody wędkarskie są niezgodne z przepisami -wytycznymi z zasadami zawodów wędkarskich ......... Każdy zawodnik po końcowym sygnale kończącym zawody wędkarskie powinien pozostać na swoim miejscu i siatkę z rybami wyjąć dopiero , gdy podejdzie do niego komisja sędziowska , potem zważy ryby , następnie ryby powinny być wypuszczone z powrotem do akwenu ( tak to się ma na tych zawodach , zapewne spławikowych ).......... A to co zobaczyłem na tym filmiku , to przeczy wszelkim zasadom zawodów wędkarskich .
Nawet jeżeli wędkarze by postępowali w/g przepisów dotyczących zawodów i zaraz wypuszczali zważone ryby , to jestem pewien , że 40 -- 50 % ryb nigdy nie przeżyje .
Nawet jeśli ryby będą ważone na miejscu połowu, i tak z pewnością będą je przesypywali z siaty do pojemnika. Należało by przed zawodami ważyć mokre siatki i notować ich masę, a potem ważyć ryby razem z siatą i tę siatę odliczać. Jednak i takie rozwiązanie nie będzie gwarantowało braku możliwości uszkodzenia ryb.
I to mnie właśnie odróżnia od tych osób. U mnie w siatce jest wyłącznie ryba która dostanie w łeb. Te których nie zabieram od razu z haka są uwalniane.
Łatwo określić co jest dla ryb lepsze.
Ja do C&R czy jak kto woli ZiW przekonałem sie sam,wiele lat temu,nie z jakiś górnolotnych,ideowych przesłanek.W mojej byłej i obecnej rodzinie jada się poprostu niewiele ryb,te które trzeba zabić z powodu okaleczeń w zupełności a czasami aż nadto wystarczają.Teoretycznie można by taki nadmiar spieniężyc bądż rozdać,jednak jedno jak i drugie uważam za profanację godną pogardy.W tym całym niekilowanku spodobała mi się tez jedna rzecz-wykrzywione grymasem zdziwka paszczęki potencjalnych obserwatorów,do dziś pamiętam komentarz jakiegoś autochtona gdy puszczałem wolno szczupłego tak z 90cm,klient powiedział tak-Toć mnie go daj,do błotka go wjebia...-autentyk,do dziś wśrod moich kolesi chodzi ten tekst.Kolejnym plusem tej zasady jest to że zdarza mi się łowić po raz drugi te same ryby( mające jakieś np.nietypowe blizny czy cuś) ,dodatkowo nakręca mnie świadomość że one tam są...wiem bo puściłem i napewno przez tydzień czy dwa nikt się do nich nie dobrał bo z powodu stresu i pokłutej paszczy były ostrożniejsze.Ekstra jest też to odczucie,gdy piekny ,wychodzony a następnie pokonany przeciwnik odpływa ...polecam wszystkim chociaż raz to przeżyć.Święty jednak całkiem do końca nie jestem,troszkę kilii mam na końcie,głównie esoxów bo potrafią pożrec gumę jak laczek az do krętlika a siłowy hol drze im skrzela,czasem kilam też pod jakieś domowe dyktando np.potok na urodziny Synka czy cuś...Puszczam ryby bo lubie to robić,bo ich nie jem,i nie razi mnie to gdy zabierają je inni,oczywiście ze zdrowym rozsądkiem i RAPR-em,kłusoli nie cierpię.
Jak widać pomalutku zaczynacie gadać jak ludzie a nie zapalczywi ortodoksi. I o to właśnie chodzi, żebyście widzieli wśród wędkarzy więcej normalnych ludzi a nie chorych na mózgi mięsiarzy. Oczywiście! Wypuszczanie ryb nie jest złe! To jest postępowanie godne naśladowania!
Tylko nie wolno poniżać ludzi, nie wolno na siłę wciskać koninę. Tak jak we wszystkim, w wędkarstwie i C&R jest potrzebny umiar.
Jedno mnie tylko martwi. Czy jest choć jeden wędkarz sportowiec który jest w stanie przyznać że pomimo stosowania "supersiatek" przetrzymywanie ryb przez kilka godzin w dużej ilości tym rybom szkodzi? Jest choć jeden który przyzna że taką pełną siatę trzeba wytargać z wody, trzeba te ryby jakoś zważyć... Dlaczego wszyscy sportowcy tak uparcie zaprzeczają że męczą ryby dla sportu?
Tego się nie da uniknąć! Skąd więc przekonanie, że sport nie szkodzi rybom, wodzie...??
Te tony zanęt wrzucane na czas, te masy płotek i innego drobiu w siatach....
Mam nadzieje ze kiedyś spotkam sportowca, który przyzna mi choć odrobinę racji.
Teraz cieszę się do lekkiej zmiany sposobu propagowania No Kill - może kiedyś doczekam się sportowca który nie będzie pisał bzdur że po zawodach wszystkie ryby w doskonałej kondycji odzyskały wolność, bo to jest niemożliwe.
Pozdrawiam.
Oczywiste ze we wszystkim umiar potrzebny. Co do supersiatek- siatki najczęściej stosowane na zawodach lokalnych itd nie są objęte żadnymi wymogami ( sam kiedyś byłem na zawodach gdzie typ przechowywał ryby w siatce przypominającej worek po cebuli:/) - co innego siatki potrzebne na zawodach okręgowych. Od 2012- siatka ta będzie musiała mieć 4 metry!
Mimo wszystko uważam że błędem jest z roku na rok wydłużanie siatek jako alternatywa dotycząca poprawy kondycji ryb. Ważne jest z czego dana siatka jest zrobiona. To co gołym okiem widać na filmie to siatka żyłkowa lub sznurkowa - według mnie te powinny być zakazane tak jak niegdyś zakazano używania metalowych koszyków. Dopuszczone powinny być siatki które nie mają tendencji kaleczenia ryb. Są takie materiały. Zobaczcie choćby siatkę Jaxon Elite,albo któregoś mavera. Super rozwiązaniem na zawodach byłoby też zastosowanie dwóch siatek - po pierwsze jako dodatkowego przechowalnika dla ryb większych , po drugie jako formę możliwości dokonywania międzyważeń. Czyli np . po dwóch godzinach ryby mogły by być ważone i wypuszczane a nie po czterech. Rozwiązanie te stosuje się na łowiskach angielskich gdzie łowi się po 20 kilo ryb na zawodach na głowę.
Straty muszą być. Oczywiste jest że część ryb pada przechowywana w siatce. Najczęściej padają ukleje - jednym z czynników jest to że ryby te tracą "języczki" podczas "wyrywania" haczyka. Jest to związane z metodą i techniką połowu. Zbyt głębokie połknięcie haczyka, zbyt wysoka temperatura, złe ważenia - to wszystko czynniki determinujące żywotność ryb. Zgoda. Ale równie dobrze można by się zastanowić po co w ogóle łowić? Przyznasz przecież że sam czasem widzisz kogoś kto złapie np. 10cm okonka który hak ma w d.... ze względu na żarłoczność. I co wtedy? Ani tego zjeść a po wypuszczeniu rybcia pływa do góry brzuchem.
Samo łowienie jest męczeniem i to należy pamiętać moi drodzy.
Teraz o tych tonach zanęt. Musisz wiedzieć o jednej podstawowej rzeczy - ilość wrzucanej mieszanki spożywczej jest uzależniona od pory roku i łowiska. Nie wszyscy wiedzą więc zaznaczę że na dozwolone 17 litrów posiadanej mieszanki zanęta stanowi około 0,5 do 1 kilograma. Reszta to ziemie, glinki, kleje mineralne. Tak więc nawet jeśli każdy wrzuca po 10 kilo danej gliny czy ziemi nie zakwasza wody. Gliny i ziemie są dla wód neutralne!! Zapraszam do lektury na www.gorek-gliny.pl :) Ktoś kiedyś postawił zarzut zmiany PH i wypłycenia zbiornika ze względu na wrzucanie substacji stałej nierozpuszczalnej w wodzie. I powiem wam że dokonano obliczeń. Aby wypłycić dany zbiornik o średniej głębokości 1,2 m potrzeba na to koło 17000 lat hehe:) ( oczywiście przy zachowaniu tego samego stopnia stężenia zawodów wędkarskich) Zanęty jako tej spożywczej stosuję się bardzo niewiele i o tym poświadczy każdy zawodnik mający pojęcie o wędkowaniu. Odbijając piłeczkę znam typów - którzy kiedyś wyganiali mnie ze "swoich" oczek po tekstem - Panie ja tu nęcę. No i nęcili i to jeszcze jak - pół wiadra chleba albo kukurydzy! Brawo!
Co męczy nokilatych?
Mnie osobiście męczy chowanie się za RAPR. Ja naprawdę nie mam nic do typów którzy biorą sobie kilka ryb na kolacyjke. Ale k.rwa te tony leszczy branych do zamrażarek - zgodnie z RAPR, albo po dwa 80 cm szczupale - przecież to z 10 kilo mięsa! - zgodnie z RAPR. Albo 4 czy 5 kilo płoci - zgodnie rAPR albo po 12 kilo krąpi - bo akurat bierze ! - zgodnie z RAPR. Ten RAPR mnie właśnie zabija............
Wędkarstwo jak każdy sport szkodzi zdrowiu jak nie naszemu to ryb. Do tego przyznaje się bez bicia:)Pozdrawiam wszystkich
Dobrze gadasz,szacunek kolego.
No to się cieszę, ze jeden sportowiec się przyznał. Tylko w tej całej tyradzie moja uwagę przykuło jedno sformułowanie. Nazywasz kogoś kto zabrał rybę "typem".
Słowo "TYP" jest tu postrzegane jako określenie raczej urągające godności. Dlaczego sie do tego przyczepiłem? Ano bo mnie cos takiego w oczy kole i zawsze zwracam na to uwagę.... na takie ....od niechcenia podnoszenie własnej wartości, a obniżanie godności tych co mają inne zasady.
Zwracałem niegdyś uwagę kol. Szalonej, kiedy w swych artykułach nazywała wszystkich wędkarzy którzy byli ubrani niemodnie i zabierali ryby - menelami i podobnymi określeniami.
Ja jestem No Killowcem, ja jestem wartościowy, ja jestem debeściak, a tamten to menel.
Gdyby ta koleżanka poznała mojego przyjaciela Batmana, o którym pisałem kilka razy na blogu, z całą pewnością nazwała by go menelem, bo na nogach miał jakieś schodzone klapki, a na grzbiecie nosił ubranie drelichowe i jeździł SHL-ką, która była czymś wyjętym z horroru.
A był on człowiekiem godnym, dobrym, miłym, kulturalnym i prze..... prze.... przemądrym. A wędkarzem był doskonałym i kierował się zasadami, na jakie niejednego z nas nawet nie stać.
Pozdrawiam.
GHOSTMIR, czytając Twoje komentarze zastanawiam się o co Ci chodzi. Najpierw doczepiłeś się, że ryby po zawodach nie mogą wrócić w dobrej kondycji do wody. Zarzucasz, że sportowcy męczą ryby... Oczekujesz, że ktoś przyzna Ci choć odrobinę racji, a kiedy już się tak dzieje czepiasz się sformułowania "typ". Zupełnie nie wiem, po co przywołałeś postać kol. Batmana. Nie wiem czy wiesz, ale nie strój, a czyny mówią o tym kto jest jakim człowiekiem. Zaszufladkowałeś osoby które stosują się C&R, że niby wywyższają się, mają tych "biorących" za gorszych... A to nie prawda!!! Nie wrzucaj wszystkich do jednego wora!!! Brałeś kiedykolwiek udział w zawodach? Widziałeś jak są przechowywane i ważone ryby po skończonej turze? Nie mam tu na myśli filmów na Youtube. Zawody wędkarskie uczą młodych adeptów etycznego wędkowania i postępowania ze złowionymi rybami. Tak było kiedy ja startowałem, z rybami obchodzona się ostrożnie, ważono je na elektronicznych wagach,na których stały wiadra z wodą. Oczywiście mogły się zdarzyć przypadki, że jakieś słabsze osobniki padały. Równie dobrze można powiedzieć, że używanie haczyków, czy kotwic kaleczy ryby,niekiedy śmiertelnie więc ich nie używajmy... Nie popadajmy w jakieś paranoje!!! Kolega dyjes ma dużo racji. Wędkarze chowają się za regulaminem amatorskiego połowy ryb i robią duże spustoszenie w naszych wodach. "Płacę to biorę", a limity?? Kto by się nimi przejmował... Proponuje również zwrócić uwagę na to co piszą w prasie wędkarskie i do czego próbuje się przekonać wędkarzy.
Ja startowałem niejednokrotnie w zawodach i również też sędziowałem więc trochę wiem co się dzieje po takich zawodach . Zawsze jakaś cześć ryb ginie i to niejednokrotnie widziałem po zawodach . Wpływa na to że te ryby były przechowywane w różnych warunkach , różnie odhaczane , różnie każdy zawodnik do nich podchodzi . Tego nie da się przypilnować i nie da się ujednolicić . Owszem tu masz rację że założenia i przestrogi na początku zawsze są takie jak opisałeś , ale w trakcie zawodów już tego nie da cię upilnować . Zawodnik jeżeli by tak podchodził to by o wiele mniejszy wynik miał a przecież głównie mu zależy na wyciąganiu i głównie się spieszy. Ryba nie jest wkładana do siatki , a wrzucana i tyle startującego obchodzi . Warunki w jakich siatki są umieszczone również są czasami nie korzystne dla przeżycia większej , stłoczonej ilości ryb i jeszcze można tak wymieniać . Więc nie jest to do końca tak w porządku . Zawody , łowienie dla fotki , łowienie całkiem dla wypuszczania jest tylko naszą zabawą i przeczy wszelkim zasadom łowiectwa , jest nie humanitarne (bo bawimy się czyimś kosztem) , jest wbrew zachowaniu natury i przeczy wszelkim zasadom . Ja oczywiście mimo wszystko , biorę udział w zawodach bo jestem członkiem koła i obowiązkiem moim jest branie czynnego udziału w działalności koła . Muszę się godzić na te zawody , na fotki z rybami i nie racjonalne zachowanie się wędkarzy (takie czasy i takie trendy ) bo taką mamy rzeczywistość i nikomu na siłę przecież nie zabronimy , leżeli takie są stworzone i przepisy i struktury PZW . To tam trzeba szukać winy . Dlatego i ci co biorą wszystko co złowią zgodnie RAPR i ci co na siłę propagują ZiW i wypuszczają , są skrajnymi fanatykami i tak naprawdę to samo robią , czyli szkodę dla środowiska , ryb i całego naszego wędkarstwa.
Fakt.Czepiasz sie kolegi za użycie zwykłego,potocznego,wyrwanego z kontekstu określenia,wyluzuj bo wpadasz w jakąś fobię.Nawet Miodek czytając to nie miałby nic do autora,słowo typ nie jest ani trochę obrazliwe czy uwłaczające.Kolega Dyjes pisząc te słowa,skądinąd mądre,nie miał napewno nic złego na myśli,i cała rzesza czytających ten tekst userów nijak nie poczuła się nawet w najmiejszym stopniu urażona,poza Tobą.Ja rozumiem że człowiekowi czasem nerwy puszczają,że w natłoku szturchnięć czasem trudno odróznić przyjacielskie klepnięcie,ale na miłość boską nie daj się zwariować.Jednego szurniętego polonistę żeśmy tu już przerabiali,jego wakat zostaw w spokoju,i daj se na wstrzymanie.
To i ja coś niecoś w paru słowach napiszę , otóż już wcześniej wspomniałem że kol.GHOSTMIR uważa się na tym portalu jako jeden z jedynych sprawiedliwych i etycznych wędkarzy i tylko On może wyszukiwać błędy u innych .Wielki sprawiedliwy może wszystko , dla niego inne zdanie się nie liczy, to On dyktuje warunki kto i jak ma pisać , to On jest wielkim korektorem wszystkich wpisów, a inni, no cóż mogą pisać do woli, tylko jemu to zwisa co ktoś napisze , On zawsze znajdzie coś co tylko jemu nie leży na sercu , bo On JEST WIELKI.
Witam . Czytając ten wątek jest mi niekiedy tak wesoło że ze śmiechu bym sie posikał jak małe dziecko . Powiem tak wypowiedź Kolegi kazik ------w 100% bardzo poprawna , ma rację i co do tego nie powinno być żadnych pytań.Pozdrawiam
Nie szalej Luxis. Nie mam nic do gościa. Zwracam od zawsze uwagę na podobne wyrażenia jak juz pisałem. Nie zabrzmiało to dla mnie zbyt poprawnie więc napisałem o swych odczuciach. Tak sobie myślę...... czy tutaj czasem nie wytworzyła się jakaś dziwna zaraza?
Odnoszę wrażenie że czego bym nie napisał to zaraz ktoś szuka w moich słowach zadymy. Mam to w d* człowieku. Darłem kiedyś koty z Szaloną bo pisała głupoty o wędkarzach spotykanych nad wodą. Chyba przestała - nie mam pewności. Ale kiedy pisałbym podobny tekst jak Dyjes, to nie używałbym słowa "typ", no chyba że w sensie że "ten typ tak ma". U mnie słowo "TYP" jest używane w stosunku do kogoś spod ciemnej gwiazdy. To wszystko - przeczytaj u mnie na blogu materiał pt "Żeby Cię Pokręciło". Tam jest właśnie mowa o TYPIE spod ciemnej gwiazdy.
Tak to odczułem , a do Dyjesa nic poza tym nie mam.
Poza tym nadal będę mówił głośno o wszelkiego rodzaju zawodach wędkarskich ( oprócz rzutowych) ponieważ uważam to za dalece idące barbarzyństwo. Jeśli nie mam prawa mieć takiego zdania, to nie zakładajmy nowych wątków nt. etyki, C&R i tym podobnych.
Ja sobie ust zamknąć nie dam niestety. Natomiast z uwaga śledzę takie dyskusje.
Pozdro all.
Kali1 znów prowokujesz. Żądam zaprzestania tych ataków. Nie mam do ciebie nic oprócz tego ze mnie non stop tykasz i jesli szukasz wojny to ja ci ja mogę zorganizować.
Zejdź ze mnie młody. Tak będzie lepiej dla całej społeczności.
Kol. Kali naprawde zaprzestań, była umowa to i Ty jej dotrzymuj.
Zaczęło się bardzo spokojnie i w temacie dopóki "wszechwiedzący" nie dołączył.
Kol. Kali naprawde zaprzestań, była umowa to i Ty jej dotrzymuj.
AMEN -UMOWA
Zaczęło się bardzo spokojnie i w temacie dopóki "wszechwiedzący" nie dołączył.
Kolego wyluzuj jeszcze niedawno tego nie widziałem ale teraz widzę , że gdzie Ghost czegoś nie napisze to się znajduje ktoś kto ma do niego urazę ale bo jej nie ma tylko jego gadka mu się nie podoba . I wcale go nie bronie i nie piszcie , że jestem w jego paczce albo innym gangu bo tego człowiek nie znam , faktem jest , że ma trudny charakter i wściekły jest jak byk na arenie ale podpisał umowę i dotrzymuje słowa . Dajcie spokój a będziecie mieli spokój .
Kali1 znów prowokujesz. Żądam zaprzestania tych ataków. Nie mam do ciebie nic oprócz tego ze mnie non stop tykasz i jesli szukasz wojny to ja ci ja mogę zorganizować.
Zejdź ze mnie młody. Tak będzie lepiej dla całej społeczności.
Żądasz , zabraniasz czy co !!! mam prawo do swobodnego wypowiedzenia sie w danym temacie i nikt tego nie zmieni , kol.Ghostmir są ludzie których będę cenił bardziej lub mniej , wiem że Ci na tym jak naj mniej zależy chociaż kto wie !!!
Zbyt często o coś mnie prosisz, a to abym zaprzestał lub odczepił się !
Mi twoja osoba personalnie nie przeszkadza, przeszkadza mi tylko jedna rzecz, brak całkowotego szacunku do osób które się udzielają na tym forum a w wypadku gdy ktoś Ci kol. Ghostmir udzieli jakiejś reprymendy bądz uwagi uciekasz się do znanych tchurzliwych freudowskich forteli , wzywasz kawalerie z odsieczą aby zdruzgotanemu Ghostmirowi pomogli wyjść z opresji, wyluzuj . Aha byłem na twoim blogu, czytałem większość twoich artów i powiem że bardzo mile się je czytało , brawo chociaż za to!
Jaka umowa że GHOSTMIR ma zawsze racje ?
Teraz spoko , tylko niech kolega Ghostmir nawet w podtekstach wyluzuje.
Od tej pory każdy wpis(znajdujacy sie pod moim) nie bedący na temat będzie usuwany.
Może Withanight zacznij od usunięcia tego wpisu który jest powyżej twojego.
Kali1 więcej ci nie odpuszczę. Albo ze mnie zejdziesz, albo znowu będą zamykane wątki.
Mówię prosto i składnie, nawet skrajny analfabeta by pojął.
Może Withanight zacznij od usunięcia tego wpisu który jest powyżej twojego.
Kali1 więcej ci nie odpuszczę. Albo ze mnie zejdziesz, albo znowu będą zamykane wątki.
Mówię prosto i składnie, nawet skrajny analfabeta by pojął.
Zaczynasz od podtekstów, na tyle cię stać ?
Od tej pory każdy wpis(znajdujacy sie pod moim) nie bedący na temat będzie usuwany.
Jestem za , brawo.
Gadkę i pióro to GHOSTMIR ma bardzo dobrą niejeden polityk oddał by majatek.To nie znaczy jak wygadany to ma ZAWSZE RACJE
Moje Ziw
Nie będę się chwalił ile to ja kiedyś (zgodnie z RAPR) ryb utłukłem. Wielodzietna rodzina, wszyscy uwielbiają rybki. No to znosiłem do domu mięsko. Z wiekiem trzeba było dom rodzinny opuścić i iść na "swoje". Kiedyś ładnie połowiłem kleni. Złowiłem w niedługim czasie ze 20 sztuk. No to dwa ukatrupiłem i wziąłem do domu. Wpakowałem do zamrażarki. Po jakichś 6 miesiącach rozmrażałem lodówkę patrze a tu jakieś ryby. Wtedy zrozumiałem że nie było konieczne zabijanie ich. teraz na ryby chodzę bez siatki co złowię to wypuszczę. Chyba że coś wymiarowego nie chce odpłynąć od brzegu, dłuższy czas, dostaje pałką. No i czasem jakiś sandaczyk jak chcę komuś zaimponować robiąc kolację.