Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło tuż przed Świętami na zbiorniku zaporowym ,,Witka"". W czasie wędkowania zginął wędkarz, doświadczony wędkarz. Ciało, które znajdowało się w przerębli znależli koledzy...Podobno wędkujący miał na sobie kombinezon wypornościowy... Tydzień wstecz byłem nad zbiornikiem, ale czterocentymetrowa pokrywa lodowa skutecznie zagasiła wędkarski zapał. Długo nosiłem się z zamiarem opisania tego przykrego zdarzenia na forum i doszedłem do wniosku, że powinienem to zrobić bo być może ta tragiczna wiadomość pobudzi czyjąś wyobrażnię i pozwoli zapobiec kolejnemu nieszczęściu.
Byłem wczoraj nad Wisłą. Nad wodę podjechała jakaś dziewczyna na motocyklu. W kasku, skórzanym kombinezonie wlazła na lód na napływie główki i zaczęła się ślizgać... Jak na lodowisku. Osiem stopni na plusie, padający deszcz, a ona włazi na lód - i to na napływie !!! Tam, gdzie lód jest podmywany od dołu !!! Na moje ostrzeżenie, wzruszyła ramionami i powiedziała " eee tam... ". Czysta głupota. Byłem też dziś w tym samym miejscu. Lodu już tam nie ma, rozpuścił się od wczoraj....
Co do doświadczenia tego wędkarza to bym polemizował, bo kto doświadczony włazi na lód 4 cm. Tragedia dla rodziny przed świętami smutne to wszystko, niestety głupota nie boli a szkoda
Szkoda człowieka i jego rodziny . Wędkarstwo to ma byc hobby , nie ryzykowanie życia .Miejmy tylko nadzieję że ci którzy to czytają wyciągną z tego wpisu jakieś wnioski .Pozdrawiam .
Najbardziej przeraziło mnie to że ten człowiek miał na sobie kombinezon wypornościowy! Utopić się w tym kombinezonie? Jak to? Chciałem go sobie niedługo kupić i uważałem go jako 100% zabezpieczenie przed taką tragedią. Teraz wychodzi na to że nie istnieje takie zabezpieczenie. Zastanawia mnie też to jak doświadczony wędkarz wlazł na 4cm lód? Nawet gdybym miał taki kombinezon na sobie to bym za cholerę nie wlazł na takie coś. Zdrowy rozsądek zawsze powinien dominować. Nie wchodzę na lód cieńszy niż 10 cm. Mówi się że bezpieczny lód to 7 cm...Ja jednak wolę zachować margines bezpieczeństwa. Nie chciałbym aby moja rodzina kiedyś usłyszała taką wiadomość :/ Rybki sa fajne ale nie będę narażał dla nich życia...
sam ostatnio mialem wejsc na 5 centymetrowy lod ale zaczal przy brzegu szczelac i pekać to odechcialo mi sie.dopoki lod nie bedzie mial miniumum 10 cm to juz nie wchodze
prawdopodobnie człowiek zmarł z wychłodzenia oraganizmu a nie utonął. Gdyby utonął to wydaje ze ciala nie znalezli by w przereblu. wpadł , zimno go sparalizowało i tyle ....
dokładnie. To nie jest tylko tak, że jak ktoś wpadnie pod lód to ginie bo się utopił. W większości przypadków to jest tak że zamarzł bo nie mógł się wygramolić na lód z dziury albo poszedł pod lód a wtedy to juz kaplica nawet w turbo wypornościowym kombinezonie. Są tez takie przypadki, że ludzie na starorzeczach po załamaniu się lodu lgną w grubej warstwie mułu i mimo tego, że głowę maja na powierzchni to o wyjściu bez pomocy kogoś innego mogą zapomnieć. Kombinezon za nikogo nie będzie myślał. Na pewno jest przydatny ale kompletnego bezpieczeństwa nam nie zapewni.
Skoro znaleźli go w przeręblu i zmarł z wyziębienia to nasuwa mi się na myśl kolejne pytanie: Jak to możliwe że nikt mu nie pomógł wygramolić się z lodu? No chyba mi nie powiecie że pojechał sam na lód? Rozumiem gdyby to był 14 letni chłopiec...Ale doświadczony wędkarz? Sam na lodzie? Skrajna nieodpowiedzialność. Są a przynajmniej powinny być zasady jeśli chodzi o łowienie podlodowe których nie można naginać w żaden sposób. Jedna z nich to wyjazd co najmniej w 2 osoby lub więcej NIGDY samemu! I najlepiej łowić ryby w pobliżu innych wędkarzy. Gdyby ten człowiek tam postępował może by teraz żył.
Podobnie jak wieści o zabitych żołnierzach w Iraku, jak wiadomości o alpinistach którzy spadli z jakiejś ściany, albo newsy o gościu który chciał przeskoczyć na motocyklu 800 czołgów i się zabił, tak samo informacje o wędkarzach którzy zginęli w przeręblach nie robią na mnie najmniejszego wrażenia. Sam widziałem już świat spod lodu i choć nie było w tym mojej winy wiem, co znaczy odpowiadać za swoje czyny. Skoro ktoś się pakuje na lód, robi to z własnej woli i sam musi o swoje bezpieczeństwo zadbać. Kto nie zadba.... już po nim.
Co innego gdyby np. PZW nakazywało swym członkom obowiązkowo wędkować na lodzie - to bym żałował każdego topielca. Jednak nie róbmy se jajec Panowie i przyznamy że każdy łazi po lodzie z własnej woli, czyli musi się liczyć z ryzykiem.
Na wojnie strzelają! Jak strzelają, to ludzie giną! A ja tu co drugi dzień słucham w dzienniku, że w kierunku Polskiego patrolu wojskowego ktoś oddał dwa strzały z broni palnej!
No kurna wojna jest nie? Jest wojna to czasem ktoś puknie jakąś kulkę!
Skoro ktoś się topi w przeręblu, to sam coś zawalił! Jesteś na lodzie, to wiesz że czasem pęka!
Ja na lód nie wejdę bez liny łączącej mnie z brzegiem! Pomijam już ciuchy które muszą być odpowiednie. Żadne tam pazury, czekany, bo na połamanym lodzie to czekanem se można najwyżej łeb potraktować. Lina jest ważna - ta lina uratuje życie - gwarantuję!
Można jeszcze dodać brawurę i masę gorzały a wtedy dawaj na lód i łowimy.Sam dzisiaj widziałem dwóch kolesi raczących się starogardzką gorzałą i chytali ryby a potem kolejny tragiczny wypadek , ktoś utoną.
Tragedia zawsze będzie tragedią niestety nic na to nie poradzimy brawura lub czysta głupota prowadzi ludzi do śmierci wiadomo że szkoda każdego ale to wydaje mi się totalnym debilizmem [URL=http://img685.imageshack.us/i/gupota.jpg/][IMG]http://img685.imageshack.us/img685/33/gupota.th.jpg[/IMG][/URL] to zdjęcie zrobiłem wczoraj lód ma do 8 cm nie więcej Ci ludzie stoją jakieś 4 m od brzegu :F
Byłem dzisiaj na lodzie. Sam. Tylko dlatego wszedłem,że znam to jezioro jak własną kieszeń. Gdyby lód był poniżej 10 cm to mimo, że mam kombinezon wypornościowy sam bym nie wszedł. A na pewno nie na środek na 10-14 m.
Szkoda Chłopaka :( Ja tam nigdy bym sam nie poszedł na lód i nawet jak mam wejść z kimś to lód musi mieć co najmniej 10 cm :( i nawet jak lód ma 40 cm to nie ide na środek jeziora tylko łowie przy przegu :( myśle że da nam to do zrozumienia że nie wolno wchodzić na lód bezmyślnie :( ja tego nie rozumiem jak on mógł się odwarzyć wejść na ten 4 cm lód , przecież był doświadczonym wędkarzem :( szkoda mi go bardzo ... może tam z góry na nas patrzy :( chociaż wole żeby patrzał z dołu prosto w oczy komuś :(
Jednym słowem MASAKRA i jeszcze wieksza głupota!!!!!!!!!! Ja jeszcze nie łowiłem z lodu i sie jeszcze mocno zastanawiam choć sprzęt już uszykowany. Ale jeszcze musi trochę poleżeć w szafie aż bedzie grubszy lód!
Jak widać głupowata ludzka nie zna granic.Szkoda kolegi po kiju ,Ale ta śmierć to była na własne życzenie.Trzeba pamiętać ze lód nawet 10 czy 15 cm ,nie daje gwarancji bezpieczeństwa ,są zdradliwe miejsca na lodzie. Można się skąpać w najlepszym wypadku.Można też zginąć .Niektórych rutyna gubi i brak ostrożności .
nie wiem czy jutro bedzie mozna probowac ? dzisiaj -10 wczoraj -6 w nocy , a tak to mróz byl caly cxzas ale mały. jest to starorzecze , wczoraj bylem na stawku zobaczyc lód gruby ale słabawy (przy brzegu) na lod nie wchodzilem tylko pierzchnia dziobałem
Ja doskonale rozumiem wędkujących z pod lodu.Ja osobiście nie wędkuję i nie wędkowałem nigdy tą metodą.Ale jak przyjdzie wiosenka to miejsca w domku nie zagrzeję Posiedzieć sobie oderwać się od smrodów ,otworzyć piwko hmmm .niema nic lepszego. Ale na lód czy wchodzić już czy nie.Takie pytanie trzeba sobie samemu zadać ,,czy warto,,Pozdrawiam.
No oczywiście ja tez rozumiem lodowych wędkarzy. Ale chyba masz świadomość, jakie ponosisz ryzyko. Czy zatem kiedy pojawi się tu wiadomość o Twojej śmierci w wyniku wędkowania na lodzie, będę zobowiązany do rozpaczy? Może jestem egoistą, ale tak ten świat jest stworzony.
Jeśli nie wiesz jak się zabezpieczyć, jakie środki ostrożności podjąć, co zrobić by w podbramkowej sytuacji móc się samodzielnie wydostać z wody pokonując połamany lód, jesteś samobójcą wchodząc na łowisko.
Po pierwsze, samochód jak blisko tylko to możliwe. Kluczyki na szyi w wodoodpornym opakowaniu, by nie było możliwości ich zagubienia. Najlepiej na mocnym sznurku lub rzemieniu.
Po drugie, ubranie, obuwie. Jeśli nie masz kombinezonu wypornościowego, to nie stosuj żadnych woderów, gumowców, ale zwykłe ciepłe obuwie, które można zrzucić z nóg w łatwy sposób nie używając rąk. Stopą o stopę i zdjęte. Każde inne obuwie lub wodery będą balastem, który będzie się wypełniał wodą i ciągnął do dna. Żadnych puchowych kurtek których nie da się zdjąć, bo kiedy najdą wodą, będą ważyły ciężkie kilogramy. Mam taka kurtkę, rodzaj peleryny, której pozbędę się w jednej sekundzie lądując w wodzie.
Po trzecie, dwie deszczułki które podłożysz pod nóżki krzesełka, by zmniejszyć nacisk punktowy na lód.
Po czwarte, za kilkanaście, może ze 30-40 złotych, kupujesz linkę plecioną w otulinie (taka cętkowana o średnicy 8-10 mm) i kotwiczysz ją np. do drzewa oraz obwiązujesz się nią w pasie.
Po piąte, dobrze jest mieć kamizelkę wypornościową, wspomagającą, pod wierzchnim ubraniem by móc się pozbyć wierzchniego okrycia.
Żaden czekan nie pomoże. Przydatne mogą być pazury ale jak wiem z autopsji mogą zawodzić w razie draki więc linka jest lepszym rozwiązaniem.
BEZ TYCH RZECZY NA LÓD NIE WEJDĘ.
Jeśli zaistnieje awaryjna sytuacja, jednym ruchem ręki zrzucam pelerynę, w sekundę pozbywam się butów, łapie linkę i wyciągam się leżąc na połamany lód. W kilkanaście- kilkadziesiąt sekund jestem na całej tafli, ale nie wstaję, tylko podciągam się na lince. Wstać mogę po poważnym oddaleniu się od połamanej kry.
Jestem na brzegu... ale jak rozwiązać węzeł na lince? Palce skostniały z zimna.
Na brzegu, na trasie powrotu znajduje się dobrze widoczny nóż, którym odcinam linkę.
Teraz galopem do wozu.
Kluczyki! są! Na szyi. Klik klik, jestem w wozie.
W wozie zapasowy termos z gorącym napojem.
Uruchamiam auto i ogrzewanie.
Pije kilka łyków gorącego napoju i dzwonię do żony, ze oto uniknąłem śmierci.
Ci, co łowią w czasie burzy też ryzykują. Co do linki - ja potrzebowałbym takiej z 500 m a takiej zapewne nie dostanę , albo nie doniosę na łowisko. Chyba,że na sankach, albo na taczce. Dlatego wybrałem wariant z kupnem kombinezonu wypornościowego. Oprócz oczywistych jego zalet, kombinezon ma mnóstwo kieszeni , gdzie można upchać pół majdanu. Mój ma nawet gwizdek ! Poza tym człowiek jakoś tak przystojnieje w tym uniformie.... Więc zamiast kupna kołowrotka czy kija za 1000 zł, radzę kupić za pół ceny a drugie 500 zł przeznaczyć na kombinezon...
Ghostmir muszę przyznać że pięknie to sobie wymyśliłeś. Ze wszystkim co napisałeś oczywiście się zgadzam ale uważam że zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest kombinezon wypornościowy. Zakładając go zaoszczędzamy sobie całej tej roboty którą opisałeś. Jest tylko jeden minus- cena. Nie każdy wędkarz jest w stanie wyłożyć 500 zł za kombinezon bo taką sume wydaje na cały sezon łowienia na przynęty,zanęty i inny drobny sprzęt. Mimo wszystko uważam że każdy powinien poodkładac trochę w skarpete i zainwestować w ten kombinezon bo cóż jest cenniejsze od naszego życia?
kombinezon jaki no kill nie daje 100% efektu. Ja na lód zawsze zabieram głowę oczy uszy i nos. To mi zapewnia większe bezpieczeństwo niż kombinezon. Już nie jeden w kombinezonie ni umiał wyjść na taflę i zginął. A przecież miał takie cacko co go uchroni od tragedii. Kombinezon dobra rzecz ale to tylko rzecz która nie wygra z bezmyślnością człowieka.
Byłem dzisiaj na lodzie. A jakże . Sam jak palec... Wróciłem o 11.30. Dlaczego ? Ano dlatego,że ( pomijając to, że ryby nie brały ) pojawiła się woda pod śniegiem ! Minus cały czas a pod śniegiem woda. Lód pije tę wodę i przestaje już być mocny. Pisałem,że śnieg dobrze izoluje lód od powietrza i lód nie przyrasta. Uważajcie !
Ja zimą nie wędkuję. Nie to, że nie wejdę na lód. Lubię ciepełko i tyle. Ponadto zimą zbyt dużo niebezpieczeństw. Jak pokazuje praktyka i doskonałe zdawałoby się zabezpieczenia zawodzą. GOSTMIR świetnie to opisałeś. I piodoba mi się Twoje podejście do tematu. Kto chce niech ryzykuje. A kto chce niech go żałuje.
A propos - jeśli przemarzniętymi palcami nie można odwiązać linki zabezpieczajacej to jak wyjąć "zabezpieczone przed zamoknięciem" kluczyki samochodu?
Panowie. Kombinezon wypornościowy pomoże się utrzymać na powierzchni wody, ale nie pomoże się z niej wydostać. Taki kombinezon plus pazury, mogą się okazać bardzo zawodne.
Kombinezon jest śliski, co bardzo utrudnia wydostanie się na lód. Wszystko jest ładnie, kiedy mamy skąd oczekiwać pomocy, ale jeśli jesteśmy sami, a w pobliżu nie ma dobrego samarytanina, musimy liczyć tylko na siebie.
Tak właśnie zginął wędkarz którego przypadek stał się tematem tego wątku. Miał kombinezon - i co?
Jeśli chodzi o mnie, to najpierw inwestuję w dobrą linkę - a choćby i 300-400 metrów, a co?!
ja dzisiaj bylem drugi raz na lodzie sprobowac swoich sił , hmmm rewelacja rybki brały(zadnego okonia sam białoryb od uklei przez płotke az do leszczyka) , nie bylo az tak zimno lód bezpieczny prawie 15 cm, jednak miejscami nie ciekawie, wiec tych miejsc unikałem, Albo ja nie potrafie obsługiwac mormyszki albo ona poprostu nie działa...
Ze wstydem się przyznam, że dwa razy już byłem pod lodem. Pierwsza kąpiel niczego mnie nie nauczyła. Po drugiej już jestem na tyle " mądry " , że NIGDY NIE WYŁAŻĘ NA LÓD SAM !!! Nawet jeżeli ma w większości miejsc ponad 30 cm, czyli taki, że i autem można jeździć. I na nic nie zda się kombinezon wypornościowy. Niska temperatura wody tak szybko odbiera siły, że jeżeli nie uda się wyleźć na lód w ciągu kilku minut, to człowiek po prostu "zasypia" i nawet jest mu dobrze. Innymi razem miałem wywrotkę łodzią ( kilkaset metrów od brzegu ) na początku pewnego zimnego maja. Zanim mnie wyciągnięto byłem w wodzie o temp.6 stopni ok. 50 min. Wyłowiono mnie już nieprzytomnego. Ale zanim straciłem świadomość było mi, co dziwne, dobrze... Tak, tak, dobrze, bardzo milutko... wiem co piszę, gdyż mam to już za sobą ! Tak więc do słusznych porad GHOSTMIRA dołączam jeszcze swoją :
NIGDY W POJEDYNKĘ ! Żadna rybka nie jest warta naszego zdrowia lub nawet życia !
Kolega sie tu zdoktoryzował w temacie i jak najbardziej słusznie bo rady ktorych udzielił sa jak najbardziej celowe . Sam wedkuje bardzo duzo zima jest to jedna z najbardziej ulubionych moich metod. Ja bym dodał do tego ze zawsze w aucie mam zapasowe spodnie i cos na wierzch jakis polar oczywiscie buty ktore wczesniej przed wedkowaniem zdjolem zeby zalozyc ocieplane kalosze. Musze stwierdzic ze wydobycie sie na lód po jego zarwaniu jest naprawde trudna sztuka sam doswiadczylem na sobie to raz, mialem okazje rozmawiac z osoba ktora wpadła i znajdowala sie w lodowatej wodzie 10 min to dwa. i sam pomagalem osobie wydostac sie na lod to trzy. Kolega zapomniał o najwazniejszej zasadzie jak dotyczy wedkowania na lodzie. Na lód nigdy nie wybeiramy sie sami tylko zawsze przynajmniej w duecie. Oczywiscie sprawy asekuracji ( linka,kolce,kamizelka) to podstawa dobrze tez jest miec pierzchnie ktora opukuje sie lód idac po nim oczywiscie przed soba. To wszystko oczywiscie jest teoria , a jak to mowia diabeł tkwi w szczegółach.Tym szczegolem jest zdrowy rozsadek. Majac to czesto unikniemy sytuacji ktore stwarzaja zagorzenie zycia.
Tak jakbym mówił o linie holowniczej, albo alpinistycznej. Powiem więcej, jeśli ktoś oddala się na lodzie dalej niż sto metrów od brzegi to ma zapewne problem z głową. W takim przypadku nie jest mi żal nikogo kto sie utopi, bo robi to na własne życzenie.
Oczywiście zapasowe ciuchy muszą być w aucie i rzeczywiście o tym zapomniałem napisać. No ale ja mam ciuchy zapasowe zawsze gdy jadę nad wodę, dlatego mogłem o tym nie wspomnieć bo dla mnie to oczywiste.
Nie mam pojęcia. Wiem tylko tyle, ze wraz ze wzrostem odległości od brzegu, ryzyko wzrasta w postępie geometrycznym. Wielu mi już zarzucało, ze jestem do przesady ostrożny, ale miałem swoje przejścia i ta ostrożność jest ich owocem. Ostrożność i wyobraźnia to podstawa, a rzec by można że sprawa ważniejsza od wszelkich kamizelek, kombinezonów itp. Żaden sprzęt nie zapewni bezpieczeństwa, jeśli człowiek nie ma respektu dla sił natury. Ja wiem, że można ciężarówką przejechać przez jezioro, ale od czasów wojny szuka się kilku ciężarówek które jednak nie zdołały przejechać. Ludziom się wydaje, że skoro kilka dni było kilka stopni mrozu, to już jest bezpiecznie na lodzie, a to bzdura. Zimy już nie są takie jak 60 czy 20 lat temu. Niech każdy robi co chce, ale ja po topielcach zmarzlakach płakał nie będę, bo ryzyko ponoszą na własne życzenie.
Myślałem raczej ze podyskutujemy o sposobach zapobiegania niebezpieczeństwu, a nie będziemy się licytować jak daleko ktoś potrafi wejść na jezioro za rybami. Ty jak na razie udowodniłeś mi tylko tyle, że masz kombinezon wypornościowy i że zapuszczasz się 500 albo i więcej metrów od brzegu. Dla mnie to nijak ma się do bezpieczeństwa. Jeśli lód zacznie się łamać, to w odpowiednich warunkach nie wydostaniesz się na brzeg. Jeśli kombinezon da Ci przeżyć do nadejścia pomocy, to spoko ale jeśli pomoc nadejdzie zbyt późno, to wewnątrz kombinezonu dotrwasz do wiosny w stanie mrożonki.
Też mam swoje lata i przeżycia. Jak napisałem w innym miejscu z wiekiem rośnie popyt na zdrowy rozsądek a maleje popyt na brawurę. Zapewniam Cię,że jeżeli lód byłby niepewny, to nie wszedłbym na niego mimo posiadania kombinezonu. Nie należę do największych lodowych kozaków. Życie mnie nauczyło po dwóch kąpielach, że...życie jest piękne...
Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło tuż przed Świętami na zbiorniku zaporowym ,,Witka"". W czasie wędkowania zginął wędkarz, doświadczony wędkarz. Ciało, które znajdowało się w przerębli znależli koledzy...Podobno wędkujący miał na sobie kombinezon wypornościowy... Tydzień wstecz byłem nad zbiornikiem, ale czterocentymetrowa pokrywa lodowa skutecznie zagasiła wędkarski zapał. Długo nosiłem się z zamiarem opisania tego przykrego zdarzenia na forum i doszedłem do wniosku, że powinienem to zrobić bo być może ta tragiczna wiadomość pobudzi czyjąś wyobrażnię i pozwoli zapobiec kolejnemu nieszczęściu.
Tylko zdrowy rozsądek ,kombinezon , sznurek to nie pomoże jak nie ma tego pierwszego . Tragedia .
Byłem wczoraj nad Wisłą. Nad wodę podjechała jakaś dziewczyna na motocyklu. W kasku, skórzanym kombinezonie wlazła na lód na napływie główki i zaczęła się ślizgać... Jak na lodowisku. Osiem stopni na plusie, padający deszcz, a ona włazi na lód - i to na napływie !!! Tam, gdzie lód jest podmywany od dołu !!!
Na moje ostrzeżenie, wzruszyła ramionami i powiedziała " eee tam... ". Czysta głupota.
Byłem też dziś w tym samym miejscu. Lodu już tam nie ma, rozpuścił się od wczoraj....
Bądźmy ostrożni i myślmy !!!
Co do doświadczenia tego wędkarza to bym polemizował, bo kto doświadczony włazi na lód 4 cm. Tragedia dla rodziny przed świętami smutne to wszystko, niestety głupota nie boli a szkoda
Szkoda gościa. No, ale to jego błąd. Mógł być bardziej ostrożny. No ale stało się. SZKODA:(
No ... a miałem napisać ,że spokojnie mieliście z tym krótkim i kruchym lodem .
Szkoda człowieka i jego rodziny . Wędkarstwo to ma byc hobby , nie ryzykowanie życia .Miejmy tylko nadzieję że ci którzy to czytają wyciągną z tego wpisu jakieś wnioski .Pozdrawiam .
Najbardziej przeraziło mnie to że ten człowiek miał na sobie kombinezon wypornościowy! Utopić się w tym kombinezonie? Jak to? Chciałem go sobie niedługo kupić i uważałem go jako 100% zabezpieczenie przed taką tragedią. Teraz wychodzi na to że nie istnieje takie zabezpieczenie. Zastanawia mnie też to jak doświadczony wędkarz wlazł na 4cm lód? Nawet gdybym miał taki kombinezon na sobie to bym za cholerę nie wlazł na takie coś. Zdrowy rozsądek zawsze powinien dominować. Nie wchodzę na lód cieńszy niż 10 cm. Mówi się że bezpieczny lód to 7 cm...Ja jednak wolę zachować margines bezpieczeństwa. Nie chciałbym aby moja rodzina kiedyś usłyszała taką wiadomość :/ Rybki sa fajne ale nie będę narażał dla nich życia...
sam ostatnio mialem wejsc na 5 centymetrowy lod ale zaczal przy brzegu szczelac i pekać to odechcialo mi sie.dopoki lod nie bedzie mial miniumum 10 cm to juz nie wchodze
prawdopodobnie człowiek zmarł z wychłodzenia oraganizmu a nie utonął. Gdyby utonął to wydaje ze ciala nie znalezli by w przereblu. wpadł , zimno go sparalizowało i tyle ....
dokładnie. To nie jest tylko tak, że jak ktoś wpadnie pod lód to ginie bo się utopił. W większości przypadków to jest tak że zamarzł bo nie mógł się wygramolić na lód z dziury albo poszedł pod lód a wtedy to juz kaplica nawet w turbo wypornościowym kombinezonie. Są tez takie przypadki, że ludzie na starorzeczach po załamaniu się lodu lgną w grubej warstwie mułu i mimo tego, że głowę maja na powierzchni to o wyjściu bez pomocy kogoś innego mogą zapomnieć. Kombinezon za nikogo nie będzie myślał. Na pewno jest przydatny ale kompletnego bezpieczeństwa nam nie zapewni.
Skoro znaleźli go w przeręblu i zmarł z wyziębienia to nasuwa mi się na myśl kolejne pytanie: Jak to możliwe że nikt mu nie pomógł wygramolić się z lodu? No chyba mi nie powiecie że pojechał sam na lód? Rozumiem gdyby to był 14 letni chłopiec...Ale doświadczony wędkarz? Sam na lodzie? Skrajna nieodpowiedzialność. Są a przynajmniej powinny być zasady jeśli chodzi o łowienie podlodowe których nie można naginać w żaden sposób. Jedna z nich to wyjazd co najmniej w 2 osoby lub więcej NIGDY samemu! I najlepiej łowić ryby w pobliżu innych wędkarzy. Gdyby ten człowiek tam postępował może by teraz żył.
gdzies czytalem, ze pojechal sam a koledzy mieli dojechac później... chyba nie zdązyli
Podobnie jak wieści o zabitych żołnierzach w Iraku, jak wiadomości o alpinistach którzy spadli z jakiejś ściany, albo newsy o gościu który chciał przeskoczyć na motocyklu 800 czołgów i się zabił, tak samo informacje o wędkarzach którzy zginęli w przeręblach nie robią na mnie najmniejszego wrażenia. Sam widziałem już świat spod lodu i choć nie było w tym mojej winy wiem, co znaczy odpowiadać za swoje czyny. Skoro ktoś się pakuje na lód, robi to z własnej woli i sam musi o swoje bezpieczeństwo zadbać. Kto nie zadba.... już po nim.
Co innego gdyby np. PZW nakazywało swym członkom obowiązkowo wędkować na lodzie - to bym żałował każdego topielca. Jednak nie róbmy se jajec Panowie i przyznamy że każdy łazi po lodzie z własnej woli, czyli musi się liczyć z ryzykiem.
Na wojnie strzelają! Jak strzelają, to ludzie giną! A ja tu co drugi dzień słucham w dzienniku, że w kierunku Polskiego patrolu wojskowego ktoś oddał dwa strzały z broni palnej!
No kurna wojna jest nie? Jest wojna to czasem ktoś puknie jakąś kulkę!
Skoro ktoś się topi w przeręblu, to sam coś zawalił! Jesteś na lodzie, to wiesz że czasem pęka!
Ja na lód nie wejdę bez liny łączącej mnie z brzegiem! Pomijam już ciuchy które muszą być odpowiednie. Żadne tam pazury, czekany, bo na połamanym lodzie to czekanem se można najwyżej łeb potraktować. Lina jest ważna - ta lina uratuje życie - gwarantuję!
Można jeszcze dodać brawurę i masę gorzały a wtedy dawaj na lód i łowimy.Sam dzisiaj widziałem dwóch kolesi raczących się starogardzką gorzałą i chytali ryby a potem kolejny tragiczny wypadek , ktoś utoną.
Witam
Tragedia zawsze będzie tragedią niestety nic na to nie poradzimy brawura lub czysta głupota prowadzi ludzi do śmierci wiadomo że szkoda każdego ale to wydaje mi się totalnym debilizmem [URL=http://img685.imageshack.us/i/gupota.jpg/][IMG]http://img685.imageshack.us/img685/33/gupota.th.jpg[/IMG][/URL] to zdjęcie zrobiłem wczoraj lód ma do 8 cm nie więcej Ci ludzie stoją jakieś 4 m od brzegu :F
sorki za spam ale miniaturka zdjecia się nie pokazała http://img85.imageshack.us/img85/6987/86642189.jpg
Czy o to Koledze chodziło?
Byłem dzisiaj na lodzie. Sam. Tylko dlatego wszedłem,że znam to jezioro jak własną kieszeń. Gdyby lód był poniżej 10 cm to mimo, że mam kombinezon wypornościowy sam bym nie wszedł. A na pewno nie na środek na 10-14 m.
Szkoda Chłopaka :( Ja tam nigdy bym sam nie poszedł na lód i nawet jak mam wejść z kimś to lód musi mieć co najmniej 10 cm :( i nawet jak lód ma 40 cm to nie ide na środek jeziora tylko łowie przy przegu :( myśle że da nam to do zrozumienia że nie wolno wchodzić na lód bezmyślnie :( ja tego nie rozumiem jak on mógł się odwarzyć wejść na ten 4 cm lód , przecież był doświadczonym wędkarzem :( szkoda mi go bardzo ... może tam z góry na nas patrzy :( chociaż wole żeby patrzał z dołu prosto w oczy komuś :(
Nie no z wózkiem, w którym prawdopodobnie małe dziecko jest. Masakra jakaś. Jak się dzieciom taki przykład daje to się później nie ma co dziwować.
Jednym słowem MASAKRA i jeszcze wieksza głupota!!!!!!!!!! Ja jeszcze nie łowiłem z lodu i sie jeszcze mocno zastanawiam choć sprzęt już uszykowany. Ale jeszcze musi trochę poleżeć w szafie aż bedzie grubszy lód!
Jak widać głupowata ludzka nie zna granic.Szkoda kolegi po kiju ,Ale ta śmierć to była na własne życzenie.Trzeba pamiętać ze lód nawet 10 czy 15 cm ,nie daje gwarancji bezpieczeństwa ,są zdradliwe miejsca na lodzie. Można się skąpać w najlepszym wypadku.Można też zginąć .Niektórych rutyna gubi i brak ostrożności .
nie wiem czy jutro bedzie mozna probowac ? dzisiaj -10 wczoraj -6 w nocy , a tak to mróz byl caly cxzas ale mały. jest to starorzecze , wczoraj bylem na stawku zobaczyc lód gruby ale słabawy (przy brzegu) na lod nie wchodzilem tylko pierzchnia dziobałem
Ja doskonale rozumiem wędkujących z pod lodu.Ja osobiście nie wędkuję i nie wędkowałem nigdy tą metodą.Ale jak przyjdzie wiosenka to miejsca w domku nie zagrzeję Posiedzieć sobie oderwać się od smrodów ,otworzyć piwko hmmm .niema nic lepszego. Ale na lód czy wchodzić już czy nie.Takie pytanie trzeba sobie samemu zadać ,,czy warto,,Pozdrawiam.
nie warto nigdy ale pasja silniejsza.:) YYY poczekam jeszcze pojade i sprawdze llód z brzegu lub czy ktos inny juz próbował
No oczywiście ja tez rozumiem lodowych wędkarzy. Ale chyba masz świadomość, jakie ponosisz ryzyko. Czy zatem kiedy pojawi się tu wiadomość o Twojej śmierci w wyniku wędkowania na lodzie, będę zobowiązany do rozpaczy? Może jestem egoistą, ale tak ten świat jest stworzony.
Jeśli nie wiesz jak się zabezpieczyć, jakie środki ostrożności podjąć, co zrobić by w podbramkowej sytuacji móc się samodzielnie wydostać z wody pokonując połamany lód, jesteś samobójcą wchodząc na łowisko.
Po pierwsze, samochód jak blisko tylko to możliwe. Kluczyki na szyi w wodoodpornym opakowaniu, by nie było możliwości ich zagubienia. Najlepiej na mocnym sznurku lub rzemieniu.
Po drugie, ubranie, obuwie. Jeśli nie masz kombinezonu wypornościowego, to nie stosuj żadnych woderów, gumowców, ale zwykłe ciepłe obuwie, które można zrzucić z nóg w łatwy sposób nie używając rąk. Stopą o stopę i zdjęte. Każde inne obuwie lub wodery będą balastem, który będzie się wypełniał wodą i ciągnął do dna. Żadnych puchowych kurtek których nie da się zdjąć, bo kiedy najdą wodą, będą ważyły ciężkie kilogramy. Mam taka kurtkę, rodzaj peleryny, której pozbędę się w jednej sekundzie lądując w wodzie.
Po trzecie, dwie deszczułki które podłożysz pod nóżki krzesełka, by zmniejszyć nacisk punktowy na lód.
Po czwarte, za kilkanaście, może ze 30-40 złotych, kupujesz linkę plecioną w otulinie (taka cętkowana o średnicy 8-10 mm) i kotwiczysz ją np. do drzewa oraz obwiązujesz się nią w pasie.
Po piąte, dobrze jest mieć kamizelkę wypornościową, wspomagającą, pod wierzchnim ubraniem by móc się pozbyć wierzchniego okrycia.
Żaden czekan nie pomoże. Przydatne mogą być pazury ale jak wiem z autopsji mogą zawodzić w razie draki więc linka jest lepszym rozwiązaniem.
BEZ TYCH RZECZY NA LÓD NIE WEJDĘ.
Jeśli zaistnieje awaryjna sytuacja, jednym ruchem ręki zrzucam pelerynę, w sekundę pozbywam się butów, łapie linkę i wyciągam się leżąc na połamany lód. W kilkanaście- kilkadziesiąt sekund jestem na całej tafli, ale nie wstaję, tylko podciągam się na lince. Wstać mogę po poważnym oddaleniu się od połamanej kry.
Jestem na brzegu... ale jak rozwiązać węzeł na lince? Palce skostniały z zimna.
Na brzegu, na trasie powrotu znajduje się dobrze widoczny nóż, którym odcinam linkę.
Teraz galopem do wozu.
Kluczyki! są! Na szyi. Klik klik, jestem w wozie.
W wozie zapasowy termos z gorącym napojem.
Uruchamiam auto i ogrzewanie.
Pije kilka łyków gorącego napoju i dzwonię do żony, ze oto uniknąłem śmierci.
Pozdrawiam i życzę powodzenia.
Ci, co łowią w czasie burzy też ryzykują. Co do linki - ja potrzebowałbym takiej z 500 m a takiej zapewne nie dostanę , albo nie doniosę na łowisko. Chyba,że na sankach, albo na taczce. Dlatego wybrałem wariant z kupnem kombinezonu wypornościowego. Oprócz oczywistych jego zalet, kombinezon ma mnóstwo kieszeni , gdzie można upchać pół majdanu. Mój ma nawet gwizdek ! Poza tym człowiek jakoś tak przystojnieje w tym uniformie.... Więc zamiast kupna kołowrotka czy kija za 1000 zł, radzę kupić za pół ceny a drugie 500 zł przeznaczyć na kombinezon...
Tys prowda.
Ghostmir muszę przyznać że pięknie to sobie wymyśliłeś. Ze wszystkim co napisałeś oczywiście się zgadzam ale uważam że zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest kombinezon wypornościowy. Zakładając go zaoszczędzamy sobie całej tej roboty którą opisałeś. Jest tylko jeden minus- cena. Nie każdy wędkarz jest w stanie wyłożyć 500 zł za kombinezon bo taką sume wydaje na cały sezon łowienia na przynęty,zanęty i inny drobny sprzęt. Mimo wszystko uważam że każdy powinien poodkładac trochę w skarpete i zainwestować w ten kombinezon bo cóż jest cenniejsze od naszego życia?
Życie naszych dzieci...
kombinezon jaki no kill nie daje 100% efektu. Ja na lód zawsze zabieram głowę oczy uszy i nos. To mi zapewnia większe bezpieczeństwo niż kombinezon. Już nie jeden w kombinezonie ni umiał wyjść na taflę i zginął. A przecież miał takie cacko co go uchroni od tragedii. Kombinezon dobra rzecz ale to tylko rzecz która nie wygra z bezmyślnością człowieka.
Byłem dzisiaj na lodzie. A jakże . Sam jak palec... Wróciłem o 11.30. Dlaczego ? Ano dlatego,że ( pomijając to, że ryby nie brały ) pojawiła się woda pod śniegiem ! Minus cały czas a pod śniegiem woda. Lód pije tę wodę i przestaje już być mocny. Pisałem,że śnieg dobrze izoluje lód od powietrza i lód nie przyrasta. Uważajcie !
To zdjęcie z wózkiem rozłożyło mnie całkowicie.
Ja zimą nie wędkuję. Nie to, że nie wejdę na lód. Lubię ciepełko i tyle. Ponadto zimą zbyt dużo niebezpieczeństw. Jak pokazuje praktyka i doskonałe zdawałoby się zabezpieczenia zawodzą. GOSTMIR świetnie to opisałeś. I piodoba mi się Twoje podejście do tematu. Kto chce niech ryzykuje. A kto chce niech go żałuje.
A propos - jeśli przemarzniętymi palcami nie można odwiązać linki zabezpieczajacej to jak wyjąć "zabezpieczone przed zamoknięciem" kluczyki samochodu?
Pozdrawiam.
Na przykład tymże samym kozikiem co uciął chwilę wcześniej linkę.
Świerklaniec -lód 13cm
Nakło- 13 cm
Rogożnik-na obydwóch 15 cm
wszystko mierzone 20 metrów od brzegu.
Brań -O heheheheheheh
Panowie. Kombinezon wypornościowy pomoże się utrzymać na powierzchni wody, ale nie pomoże się z niej wydostać. Taki kombinezon plus pazury, mogą się okazać bardzo zawodne.
Kombinezon jest śliski, co bardzo utrudnia wydostanie się na lód. Wszystko jest ładnie, kiedy mamy skąd oczekiwać pomocy, ale jeśli jesteśmy sami, a w pobliżu nie ma dobrego samarytanina, musimy liczyć tylko na siebie.
Tak właśnie zginął wędkarz którego przypadek stał się tematem tego wątku. Miał kombinezon - i co?
Jeśli chodzi o mnie, to najpierw inwestuję w dobrą linkę - a choćby i 300-400 metrów, a co?!
Potem mogę sobie kupić kombinezon.
Pozdro.
ja dzisiaj bylem drugi raz na lodzie sprobowac swoich sił , hmmm rewelacja rybki brały(zadnego okonia sam białoryb od uklei przez płotke az do leszczyka) , nie bylo az tak zimno lód bezpieczny prawie 15 cm, jednak miejscami nie ciekawie, wiec tych miejsc unikałem, Albo ja nie potrafie obsługiwac mormyszki albo ona poprostu nie działa...
No to chciałbym to zobaczyć Ghost. Jak to wędkarz idzie na lód z pół kilometrową liną....Nie wiem, czy ktoś widział taki cyrk...
Skoro złowiłeś uklejkę to jesteś mistrz. Mnie się przez 20 lat nie udało :). Za to złowiłem drugi raz sielawę. W tamtym roku..
:)
Ze wstydem się przyznam, że dwa razy już byłem pod lodem. Pierwsza kąpiel niczego mnie nie nauczyła. Po drugiej już jestem na tyle " mądry " , że NIGDY NIE WYŁAŻĘ NA LÓD SAM !!! Nawet jeżeli ma w większości miejsc ponad 30 cm, czyli taki, że i autem można jeździć. I na nic nie zda się kombinezon wypornościowy. Niska temperatura wody tak szybko odbiera siły, że jeżeli nie uda się wyleźć na lód w ciągu kilku minut, to człowiek po prostu "zasypia" i nawet jest mu dobrze. Innymi razem miałem wywrotkę łodzią ( kilkaset metrów od brzegu ) na początku pewnego zimnego maja. Zanim mnie wyciągnięto byłem w wodzie o temp.6 stopni ok. 50 min. Wyłowiono mnie już nieprzytomnego. Ale zanim straciłem świadomość było mi, co dziwne, dobrze... Tak, tak, dobrze, bardzo milutko... wiem co piszę, gdyż mam to już za sobą ! Tak więc do słusznych porad GHOSTMIRA dołączam jeszcze swoją :
NIGDY W POJEDYNKĘ ! Żadna rybka nie jest warta naszego zdrowia lub nawet życia !
Kolega sie tu zdoktoryzował w temacie i jak najbardziej słusznie bo rady ktorych udzielił sa jak najbardziej celowe . Sam wedkuje bardzo duzo zima jest to jedna z najbardziej ulubionych moich metod. Ja bym dodał do tego ze zawsze w aucie mam zapasowe spodnie i cos na wierzch jakis polar oczywiscie buty ktore wczesniej przed wedkowaniem zdjolem zeby zalozyc ocieplane kalosze. Musze stwierdzic ze wydobycie sie na lód po jego zarwaniu jest naprawde trudna sztuka sam doswiadczylem na sobie to raz, mialem okazje rozmawiac z osoba ktora wpadła i znajdowala sie w lodowatej wodzie 10 min to dwa. i sam pomagalem osobie wydostac sie na lod to trzy. Kolega zapomniał o najwazniejszej zasadzie jak dotyczy wedkowania na lodzie. Na lód nigdy nie wybeiramy sie sami tylko zawsze przynajmniej w duecie. Oczywiscie sprawy asekuracji ( linka,kolce,kamizelka) to podstawa dobrze tez jest miec pierzchnie ktora opukuje sie lód idac po nim oczywiscie przed soba. To wszystko oczywiscie jest teoria , a jak to mowia diabeł tkwi w szczegółach.Tym szczegolem jest zdrowy rozsadek. Majac to czesto unikniemy sytuacji ktore stwarzaja zagorzenie zycia.
Tak jakbym mówił o linie holowniczej, albo alpinistycznej. Powiem więcej, jeśli ktoś oddala się na lodzie dalej niż sto metrów od brzegi to ma zapewne problem z głową. W takim przypadku nie jest mi żal nikogo kto sie utopi, bo robi to na własne życzenie.
Oczywiście zapasowe ciuchy muszą być w aucie i rzeczywiście o tym zapomniałem napisać. No ale ja mam ciuchy zapasowe zawsze gdy jadę nad wodę, dlatego mogłem o tym nie wspomnieć bo dla mnie to oczywiste.
Ile metrów od brzegu jesteśmy Ghost ? :) Na wprost wyspa na środku jeziora. Ze mną poszły maluchy...
Gdybym się tak bał jak Ty, pewnie z wyrka bym się nie ruszył...
I nie złowiłbym takich okoni...
Nie mam pojęcia. Wiem tylko tyle, ze wraz ze wzrostem odległości od brzegu, ryzyko wzrasta w postępie geometrycznym. Wielu mi już zarzucało, ze jestem do przesady ostrożny, ale miałem swoje przejścia i ta ostrożność jest ich owocem. Ostrożność i wyobraźnia to podstawa, a rzec by można że sprawa ważniejsza od wszelkich kamizelek, kombinezonów itp. Żaden sprzęt nie zapewni bezpieczeństwa, jeśli człowiek nie ma respektu dla sił natury. Ja wiem, że można ciężarówką przejechać przez jezioro, ale od czasów wojny szuka się kilku ciężarówek które jednak nie zdołały przejechać. Ludziom się wydaje, że skoro kilka dni było kilka stopni mrozu, to już jest bezpiecznie na lodzie, a to bzdura. Zimy już nie są takie jak 60 czy 20 lat temu. Niech każdy robi co chce, ale ja po topielcach zmarzlakach płakał nie będę, bo ryzyko ponoszą na własne życzenie.
Myślałem raczej ze podyskutujemy o sposobach zapobiegania niebezpieczeństwu, a nie będziemy się licytować jak daleko ktoś potrafi wejść na jezioro za rybami. Ty jak na razie udowodniłeś mi tylko tyle, że masz kombinezon wypornościowy i że zapuszczasz się 500 albo i więcej metrów od brzegu. Dla mnie to nijak ma się do bezpieczeństwa. Jeśli lód zacznie się łamać, to w odpowiednich warunkach nie wydostaniesz się na brzeg. Jeśli kombinezon da Ci przeżyć do nadejścia pomocy, to spoko ale jeśli pomoc nadejdzie zbyt późno, to wewnątrz kombinezonu dotrwasz do wiosny w stanie mrożonki.
Pozdrawiam i kończę temat.
Też mam swoje lata i przeżycia. Jak napisałem w innym miejscu z wiekiem rośnie popyt na zdrowy rozsądek a maleje popyt na brawurę. Zapewniam Cię,że jeżeli lód byłby niepewny, to nie wszedłbym na niego mimo posiadania kombinezonu. Nie należę do największych lodowych kozaków. Życie mnie nauczyło po dwóch kąpielach, że...życie jest piękne...