Artur potrafił już pomylić Rexa Hunta z Redem Hansem więc trzeba się spodziewać więcej takich kwiatków. Ale złoty śledź jest i tylko to się liczy. za puźno by edytować tamten post. massabitt Ale jeśli tak bardzo chcesz mieć więcej punktów bonusowych, to daję ci przydatny link; http://www.wedkuje.pl/punkty-bonusowe.html
jak poczytasz, to zobaczysz że zapisanie na forum już dawno punktów nie dają...
Karp to niszczyciel środowiska i świnia, a karpiarze sypią zanete tonami i tym samym razem z tym prosiakiem niszczą wodę! Karpiarze piją nad wodą i leżą w namiotach uwiazani do centrali. Zapomniałem, że jeszcze śmiecą. Dlatego uważam, że nie powinno być wymiaru ochronnego na te paskudne ryby, a powinno się tępic to paskudztwo. Co niebieski pasi teraz?! Może tego nie usuniesz :)))).
Co już nie pamiętasz geniuszu? Nie ośmieszaj się. Faktycznie. 100000 punktów za to dostałem, geniuszu.
Nawet sam nie umiesz przepisać... a wystarczyło skopiować i wkleić...
Jak też toja dyskusja zaśmieca ten wątek, gdyż daleko jej do tematu wątku. i proponuję ci się przenieść do tego wątku; http://forum.wedkuje.pl/f,punkty-na-wedkujepl,404997,0.html
Już kilka razy pisałem, że choćby na takiej Nekielce gdzie są duże karpie, jest ich dużo z nudów można sobie połowić na spławikówkę kilowych płoci, karasi i linów. A dlaczego można połowić - ano dlatego, że nikt tych ryb nie zabiera. Proste jak metr sznurka w kieszeni.Zgadza się - prosiłem o jakieś sukcesy wędkarskie wędkarza nie monogamisty i cisza ;-)JK Każda grupa wędkarzy ma jakieś tam plusy i minusy - nie inaczej jest z "karpiarzami" - dostrzegam zalety i wady przynależności do którejś z grup.Widzę karpiarza, który cierpliwie czeka na okaz a jedno branie przypada raz na tydzień, raz na miesiąc - nawet... To się chwali. I widzę także zwykłych "gliździarzy", którzy polują na piękne liny, kompletnie nie szanując siebie ani wody, którą odwiedzają: przyjeżdża taki nad wodę po dwa razy dziennie, łowi z 3- 4 liny ( rano i wieczorem) a wszystko to co zdoła wyłowić, zabiera na patelnię.
Istnieje teoria ichtioeutrofizacji, szkodliwy wpływ karpia widać w przypadku co poniektórych jezior, trzeba jednak pamiętać, że jeziora to naturalne zbiorniki wody, formy polodowcowe - jak dawno powstały? Tego nie będziemy tu rozsądzać, gdyż ma to wpływ pomijalnie mały na naszą dyskusję. Zbiornik te są jednak naturalne a więc - starzeją się proces ten przyspieszany jest przez różnorodne czynniki m.in. brak sieci kanalizacyjnej, nawozy spływające z pól, ścieki oraz duże ryby dość intensywnie żerujące w mule ( takie jak karp). W zbiornikach pochodzenia antropogenicznego: różnego rodzaju gliniankach, zaporówkach, stawach ( gdzie nie ma w dodatku stref termicznych) , wszystko przebiega trochę inaczej: przez długi czas - pomimo obecności karpi, istnieje tam dno o charakterze żwirowatym, mułowo-ilastym , gytii wapiennej a nawet piaszczystym. Do czego zmierzam? Nasze jeziora są bardzo stare: ilość mułu i materii organicznej jest atm upakowana ponad miarę, obecność dużych karpi, jeszcze ten proces wzmaga.
Co do łowisk, przez Ciebie uczęszczanych: cieszy mnie to ,że są jeszcze w Polsce zbiorniki, gdzie wędkarz, prawie zawsze jest zadowolony z połowu- a dzieje się tak, dzięki temu o czym sam już napisałeś: rzetelnemu, uczciwemu podejściu do swego hobby. Nikt tam nie jeździ dwa razy dziennie, wiedząc ( lub udając niewiedzę) , iż w każdym zbiorniku nie żyje nieograniczona liczba ryb. Moje podejście do wędkarstwa, nie nosi cech zachłanności - łowię bo lubię, czasem zabiorę do domu jakiegoś tam karpia, lina, parę japończyków, płotki,ale potrafię też ryby wypuścić bez żalu. W swojej praktyce wędkarskiej, wypuściłem sporo linów, dużych płoci, karasi pospolitych (złotych, nie złocistych, jak błędnie się je czasem nazywa), ba - nawet karpie wróciły do swych odmętów, po uwolnieniu z haczyka. Czasem ryby zabieram ,ale nie jest to duża ilość - na tle zachłannych poczynań wielu innych wędkarzy. Nie łowiłem nigdy na ilość, bardziej licząc na jakość, tymczasem idą Święta i widzę, że nad jeziorami wzmaga się ruch łódek i jegomości ubranych w morro. Oni łowią po to, by napełnić zamrażalnik - wiem , gdyż mówią o tym otwarcie, ja moje sukcesy, zachowuję dla siebie.
Artur co ten Ojciec Dyrektor, majstruje przy sercach znowu, na pewno starszych ludzi.
Artur potrafił już pomylić Rexa Hunta z Redem Hansem więc trzeba się spodziewać więcej takich kwiatków. Ale złoty śledź jest i tylko to się liczy.
za puźno by edytować tamten post.
massabitt Ale jeśli tak bardzo chcesz mieć więcej punktów bonusowych, to daję ci przydatny link;
http://www.wedkuje.pl/punkty-bonusowe.html
jak poczytasz, to zobaczysz że zapisanie na forum już dawno punktów nie dają...
http://forum.wedkuje.pl/f,metrowa-wedka,792481,0.html
Co już nie pamiętasz geniuszu? Nie ośmieszaj się.
Karp to niszczyciel środowiska i świnia, a karpiarze sypią zanete tonami i tym samym razem z tym prosiakiem niszczą wodę! Karpiarze piją nad wodą i leżą w namiotach uwiazani do centrali. Zapomniałem, że jeszcze śmiecą. Dlatego uważam, że nie powinno być wymiaru ochronnego na te paskudne ryby, a powinno się tępic to paskudztwo. Co niebieski pasi teraz?! Może tego nie usuniesz :)))).
http://forum.wedkuje.pl/f,metrowa-wedka,792481,0.html
Co już nie pamiętasz geniuszu? Nie ośmieszaj się.
Faktycznie. 100000 punktów za to dostałem, geniuszu.
Nawet sam nie umiesz przepisać... a wystarczyło skopiować i wkleić...
Jak też toja dyskusja zaśmieca ten wątek, gdyż daleko jej do tematu wątku.
i proponuję ci się przenieść do tego wątku;
http://forum.wedkuje.pl/f,punkty-na-wedkujepl,404997,0.html
Już kilka razy pisałem, że choćby na takiej Nekielce gdzie są duże karpie, jest ich dużo z nudów można sobie połowić na spławikówkę kilowych płoci, karasi i linów. A dlaczego można połowić - ano dlatego, że nikt tych ryb nie zabiera. Proste jak metr sznurka w kieszeni.Zgadza się - prosiłem o jakieś sukcesy wędkarskie wędkarza nie monogamisty i cisza ;-)JK
Każda grupa wędkarzy ma jakieś tam plusy i minusy - nie inaczej jest z "karpiarzami" - dostrzegam zalety i wady przynależności do którejś z grup.Widzę karpiarza, który cierpliwie czeka na okaz a jedno branie przypada raz na tydzień, raz na miesiąc - nawet... To się chwali. I widzę także zwykłych "gliździarzy", którzy polują na piękne liny, kompletnie nie szanując siebie ani wody, którą odwiedzają: przyjeżdża taki nad wodę po dwa razy dziennie, łowi z 3- 4 liny ( rano i wieczorem) a wszystko to co zdoła wyłowić, zabiera na patelnię.
Istnieje teoria ichtioeutrofizacji, szkodliwy wpływ karpia widać w przypadku co poniektórych jezior, trzeba jednak pamiętać, że jeziora to naturalne zbiorniki wody, formy polodowcowe - jak dawno powstały? Tego nie będziemy tu rozsądzać, gdyż ma to wpływ pomijalnie mały na naszą dyskusję. Zbiornik te są jednak naturalne a więc - starzeją się proces ten przyspieszany jest przez różnorodne czynniki m.in. brak sieci kanalizacyjnej, nawozy spływające z pól, ścieki oraz duże ryby dość intensywnie żerujące w mule ( takie jak karp). W zbiornikach pochodzenia antropogenicznego: różnego rodzaju gliniankach, zaporówkach, stawach ( gdzie nie ma w dodatku stref termicznych) , wszystko przebiega trochę inaczej: przez długi czas - pomimo obecności karpi, istnieje tam dno o charakterze żwirowatym, mułowo-ilastym , gytii wapiennej a nawet piaszczystym. Do czego zmierzam? Nasze jeziora są bardzo stare: ilość mułu i materii organicznej jest atm upakowana ponad miarę, obecność dużych karpi, jeszcze ten proces wzmaga.
Co do łowisk, przez Ciebie uczęszczanych: cieszy mnie to ,że są jeszcze w Polsce zbiorniki, gdzie wędkarz, prawie zawsze jest zadowolony z połowu- a dzieje się tak, dzięki temu o czym sam już napisałeś: rzetelnemu, uczciwemu podejściu do swego hobby. Nikt tam nie jeździ dwa razy dziennie, wiedząc ( lub udając niewiedzę) , iż w każdym zbiorniku nie żyje nieograniczona liczba ryb. Moje podejście do wędkarstwa, nie nosi cech zachłanności - łowię bo lubię, czasem zabiorę do domu jakiegoś tam karpia, lina, parę japończyków, płotki,ale potrafię też ryby wypuścić bez żalu. W swojej praktyce wędkarskiej, wypuściłem sporo linów, dużych płoci, karasi pospolitych (złotych, nie złocistych, jak błędnie się je czasem nazywa), ba - nawet karpie wróciły do swych odmętów, po uwolnieniu z haczyka. Czasem ryby zabieram ,ale nie jest to duża ilość - na tle zachłannych poczynań wielu innych wędkarzy. Nie łowiłem nigdy na ilość, bardziej licząc na jakość, tymczasem idą Święta i widzę, że nad jeziorami wzmaga się ruch łódek i jegomości ubranych w morro. Oni łowią po to, by napełnić zamrażalnik - wiem , gdyż mówią o tym otwarcie, ja moje sukcesy, zachowuję dla siebie.