Reklama

Bzura nie jest bezpańska

18/03/2015 14:55

Z Markiem Pankiem, wiceprezesem Koła Polskiego Związku Wędkarskiego Sochaczew - Miasto rozmawia Jerzy Szostak  

Pełni pan nie tylko funkcję wiceprezesa koła, ale także komendanta Społecznej Straży Rybackiej czy to nie za dużo obowiązków, jak na jedną osobę?  

Wprost przeciwnie, jako zastępca szefa koła jestem odpowiedzialny za stan wód, które dzierżawi nasz okręg, a tym samym nasze koło. A to pociąga za sobą ich ochronę. Stąd moja decyzja o objęciu funkcji komendanta straży.  

Czy to oznacza, że kłusownicy, którzy praktycznie przetrzebili Bzurę z ryb, powinni się bać?  

Reklama

Od 17 stycznia, kiedy zostałem komendantem straży, skontrolowaliśmy już 135  osób, z których część nie posiadała uprawnień i została ukarana mandatami.  Udało nam się także zlikwidować dwie nielegalnie zastawione sieci w okolicy  Plecewic. A to dopiero początek. Muszę jednak zaznaczyć, że kłusownicy to nie  tylko ci, którzy łowią ryby za pomocą prądu, choć to właśnie oni dokonują  największego spustoszenia. Z żalem stwierdzam, ale do kłusowników muszę  zaliczyć niektórych wędkarzy, będących członkami związku, którzy zabierają ze  sobą każdą złowioną rybę, nie zwracając uwagi na ich wymiary i okres ochrony.

Chciałbym także zwrócić uwagę na jeszcze jedną przyczynę zmniejszenia się  liczby ryb w Bzurze. Rzeka z roku na rok staje się coraz bardziej płytka, co  powoduje zasypywanie znajdujących się w niej dołów, w których ryby mogą  przezimować. Takich dołów w rejonie Sochaczewa jest coraz mniej, dlatego ryba  ucieka w górę rzeki, w kierunku Kompiny, gdzie jeszcze one istnieją. Aby ryba  znów powróciła w rejon Sochaczewa, potrzebna jest nie tylko systematyczna walka  z kłusownikami, ale również kilka śnieżnych zim, aby w czasie roztopów rzeka  mogła wyrwać nagromadzony na jej dnie piach.  

Reklama

O ile wędkarze mają do was pretensje, że do tej pory nie walczyliście z kłusownikami, to mieszkańcy Sochaczewa twierdzą, że PZW, który jest dzierżawcą Bzury, wcale o nią nie dba?  

Nie zgodzę się z tym twierdzeniem. Co roku sprzątamy brzegi Bzury i samą rzekę.  Tylko w ubiegłym roku zebraliśmy dwa kontenery śmieci. Robią to również inne  działające na terenie Sochaczewa stowarzyszenia, za co chciałbym im  podziękować. Ale dbanie o rzekę, to nie tylko sprzątanie śmieci, choć to także  jest ważne. Otóż, niektóre działania dotyczące rzeki, co muszę z przykrością  stwierdzić, podejmowane są bez uzgodnień z PZW. Taki m dobitnym przykładem była  sprawa jazu, o którego budowie, zarówno związek, jak i Regionalny Zarząd  Gospodarki Wodnej dowiedział się z Expressu Sochaczewskiego. Tymczasem według  prawa, zanim urzędnicy wydali decyzję o jego budowie, powinni najpierw zapytać  o pozwolenie RZGW, który jest właścicielem rzeki, oraz jej dzierżawcę czyli  PZW. Ale miejscy urzędnicy wyszli najwidoczniej z założenia, że skoro rzeka  należy do Skarbu Państwa, to jest niczyja. Z podobną sytuacją mamy do czynienia i teraz.  

Reklama

To znaczy?  

Chodzi o teren nad Bzurą pomiędzy mostem a przystanią. Urząd Miejski przystąpił do sporządzania projektu ich zagospodarowania. Jednym z elementów zagospodarowania tego terenu jest plaża i ścieżka nad samym brzegiem Bzury. I znów, nikt nas jako dzierżawcy rzeki i pasa brzegu o szerokości 1,5 metra, nie zapytał o wyrażenie na to zgody. Nie zaproszono nas również do prac komisji, która sporządza projekt. Jest to tym bardziej zaskakujące, że prace będą prowadzone na naszym terenie i w dodatku dojdzie do zniszczenia znacznego odcinka linii brzegowej.  

Reklama

Czyżby związek był przeciwko tej inwestycji?  

Absolutnie nie. Powiem więcej, cieszy nas, że miasto po latach znów powraca nad  Bzurę. Ale chodzi nam o zwykłą przyzwoitość. A od wielu lat PZW traktowany jest  podmiotowo, a nie przedmiotowo. Może ktoś w końcu zapyta dzierżawcę rzeki, za  którą płaci on corocznie ogromnie pieniądze, co o tym myśli. Do tej pory  wszyscy przy realizacji inwestycji pomijali PZW, robiąc je bez naszej zgody.  Nie mamy nic przeciwko terenom  rekreacyjnym, ale potrzebna jest zwykła rozmowa,  a nie stawianie nas przed faktem dokonanym. Budowa czegokolwiek nad brzegami  rzeki, musi być konsultowana z dzierżawcą wody. Dotyczy to nie tylko jazu, ale

Reklama
również ujść deszczówek, naruszania linii brzegowej czy mających powstawać  pomostów. Tego wymaga nie tylko prawo, ale i zwykła przyzwoitość. Rzeka jest  własnością wszystkich mieszkańców, którzy powinni o nią dbać i chronić jak  wspólne dobro, a to w ich imieniu robi PZW.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama