Reklama

Chyba staję się zrzędą.

16/08/2010 13:33
Witam, dziwny jest ten rok 2010. Ludzkie tragedie, powodzie w ilościach i skutkach, jakich ja nie pamiętam, a już mam 5 krzyżyk na grzbiecie, no i ludzie-wędkarze, (oczywiście znikomy procent) wydają mi się jacyś wyobcowani. Dlaczego, będąc nad wodą (jeżdżę mało brak czasu, i na pisanie felietonów również) wędkarze, o który piszę zaczynają mnie drażnić, a dokładnie ich zachowanie? Wiem, że wędkarze to nie harcerze, ale czy nie powinny obowiązywać jakieś normy moralne, rzadko się zdarza byś sam był na łowisku, prawie zawsze masz sąsiada w zasięgu wzroku i słuchu. Ale co zrobić, gdy sąsiad lub sąsiedzi na łowisku przekraczają granice przyzwoitości, podam przykład: picie nad wodą, sam lubię trochę zupy chmielowej do grilla, ale kieliszek chleba wolę już spożyć w domu pod czujnym okiem żony, a co ostatnio widuje nad wodą, picie na umór, co za tym idzie, różne wybryki dorosłych ludzi. Będąc nad żwirownią, stanąłem obok młodego małżeństwa z dwojgiem dzieci, które spędziło tu noc pod namiotem, po drugiej stronie zatoki biwakowało pięciu wędkarzy ( jak się później okazało moich krajan), panowie trzeźwieli po nocy racząc się piwem, które dawało skutek nawrotu”zmęczenia”, a sąsiadujący z nimi wędkarze zaczeli pospiesznie się zwijać-po prostu po nocy mieli dość ich towarzystwa.

Na zatoce zrobiło się pusto, zostałem ja, małżeństwo z dziećmi i moi krajanie, którzy przez 3-4 godziny bawili się w najlepsze, muzyka na cały regulator, oni rzucali nożem w drzewo, w pewnym momencie nóż rykoszetował do wody, zaczęło się nurkowanie za zgubą (alkohol nie idzie w parze z pływaniem), jeden miał problem z wypłynięciem, na szczęście inny z nich go odłowił. Minęło kilka minut, zainteresowanie przeniosło się na żonę, mojego sąsiada, każdy z nich podkreślał swoją jurność, i jaki z niego Machismo, słownictwo, którego używali moi krajanie, to się chyba domyślacie? Sprawy zaczęły iść za daleko, panowie stracili umiar stali się chamscy i aroganccy, w szczególności do atrakcyjnej żony pana Tomasza (tak miał na imię mój sąsiad), który wezwał policję. Patrol przejechał po kilku minutach, i wtedy dowiedziałem się, że to moi krajanie, a dwóch notabene szwagrów, którzy mieszkają kilka ulic dalej od mojego domu, twierdziło że nić się złego nie działo. Moje słowo i pana Tomasza (okazało się, że jest policjantem na urlopie) wystarczyło, dostali kilka mandatów na osobę: śmieci, zakłócanie, itp. Spakowali się moment, przyjechał drugi samochód z rezerwowym kierowcą, i spokój ( usłyszałem tylko, że się zemną policzą–no cóż głupich się nie sieje sami się rodzą) pan Tomasz się zmartwił, że mogę mieć kłopoty, ubawił mnie tym do łez.

Po kilku dniach spotkałem na mojej parafii (dzielnicy) jurnych szwagrów, byli trzeźwi szli z żonami i dziećmi jedząc lody, poznali mnie od razu, w ich oczach widziałem strach, mandaty zapłacić można po cichu w tajemnicy przed żonami (zapewnie tak się stało), ale znaleźć usprawiedliwienie dla swoich wyczynów? Ze smutkiem stwierdzam, że wielu wędkarzy jedzie nad wodę by się wyszaleć, tylko, dlaczego kosztem innych, każdy z nas jedzie odpocząć w ciszy i spokoju, pytam was, co o tym myślicie, czy powinno się traktować łowisko jak miejsce publiczne i karać za spożywanie alkoholu ( jestem osobiście przeciw-jedno, dwa piwa to dodatek do pieczystego) czy karać za głośną muzykę ( ja słucham przez micro port) którą znęca się nad nami jakiś wędkarz. Nie chce być zrzędliwym zgredem, ale jadąc nad wodę chce wypocząć i staram się nie przeszkadzać innym, czy tak dużo wymagam, czy tylko kary uczą ludzi poprawnego zachowania.

Pozdrawiam Wiesław Rykalski.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama