Na 46 Okręgów PZW w Polsce bardzo mało czasu poświęca się na Społeczną Straż Rybacką------ dlaczego ???????? Może jest strażników mało—ze względu na stresujące i niebezpieczne czynności jakie wykonują i są niedoceniani . W czasopismach wędkarskich od czasu do czasu piszę się o SSR , ale głównie są to artykuły poświęcone przepisom i zadaniom jakie mają wykonywać a nikt nie pisze konkretnie o tym co robią rzeczywiście. Więc może są dwa wyjścia 1).Strażnicy sami boją się mówić publicznie o tym co robią . 2).Albo nie widać ich pracy w terenie--- w co osobiście nie wierzę. Czytałem w Wiadomościach Wędkarskich ( piśmie zależnym od Zarządu Głównego i Prezesa E. Grabowskiego ) że Strażnicy Społeczni za dużo sobie poczynają i trzeba to ukrócić tj. żeby zajmowali się tylko tym co należy do strażników , a nie bawili się również w działaczy .Może to zniechęca ludzi do wstępowania w szeregi SSR. Ja osobiście nie wyobrażam sobie iż w czasie kontroli nad akwenem , gdzie jest dość liczna grupa wędkarzy nie informować ich na zapytania o planowanych zarybieniach, przepisach , nowinkach , nowych zakazach i wszystkiego co jest związane z wędkarstwem ( chociażby porady na temat łowienia ryb ). Przecież strażnik nie musi być robotem – który bezlitośnie ściga kłusoli , karze wędkarzy za błahostki i na prośbę o wyjaśnienie dotyczące przepisów , regulaminu , zasad połowu na danym łowisku itp. Nie musiał dzielić się wiedzą , a co za tym idzie mniejszą pracą dla strażników w przyszłości. Nie wszyscy może wiedzą ale 90% wędkarzy nie zna większości przepisów , zasad połowu, nie zna nazwiska swojego prezesa koła , nie ma wklepanych numerów do swych telefonów PSR , SSR , i władz koła. Nie wiem jak to jest w innych Okręgach , ale przedstawię jak jest w moim Okręgu Płocko-Włocławskim w samym centrum Polski . Wisłę w okolicach Płocka od II Wojny Światowej zawsze miał w dzierżawie jakiś rybak i pobierał od wędkarzy nie wielkie pieniądze za możliwość wędkowania oczywiście zgodnie z regulaminem PZW ( ale tylko na papierze ). Mieli nawet swoich strażników – rybaków—którzy prawie wcale nie kontrolowali wędkarzy . BYŁA ISTNA WOLNA---AMERYKANKA zwłaszcza w latach 85—95 . Pamiętam jak przyglądałem się w Płocku w Zatoce—Orlen jak w czasie zimowego wędkowania—a raczej zbiorowego szarpania ryb spod lodu ( gdzie lód wokół był cały czerwony od krwi ryb ) było wówczas na lodzie około 100 –trudno mi nazwać ich wędkarzami—raczej rakarzami , wielu z nich znam dotychczas . Gdy zadzwoniłem po policję—która to dopiero po czterokrotnej interwencji przyjechała . Trzech uzbrojonych funkcjonariuszy bało się zejść na dół do pijanej wielkiej grupy –która to wrzeszczała do policjantów : no chodźcie i tu zaczęły padać nie cenzuralne słowa i wyzwiska. Policjanci zabrali się i pojechali , a proceder trwał nadal . Ja byłem w prawdziwym szoku . Ciekaw byłem gdzie była wtedy PSR. ..........WSZYSTKO zaczęło się zmieniać jak Okręg Płocko—Włocławski wygrał przetarg z rybakiem na Wisłę w roku 2004. Wtedy to wstąpiłem do Społecznej Straży Rybackiej , było nas niewielu i powoli zaczęliśmy robić porządki. Najgorszy był pierwszy rok, wędkarze byli wściekli na nowe wyższe opłaty w PZW –no i tu cała ich agresja była skierowana przeciw nam. Z pierwszych strażników społecznych zostałem sam –dopiero później organizowałem ludzi którzy w większości są do dziś . Jako że ja byłem najaktywniejszym strażnikiem to też dostawało i dostaje się do dziś od wędkarzy różne epitety obraźliwe typu ; ubek , ormowiec , sprzedawczyk , gumowe ucho lub mówią że idzie ten pajac – co zaraz będzie kazał nam sprzątać stanowiska wędkarskie . Oczywiście mówili to tak abym nie słyszał (dobrze mnie znają że trenowałem kulturystykę , pięściarstwo , różne sztuki walki ) lecz wiedziałem od innych że życzyli mi wszystkiego co najgorsze .Chociaż ostatnio dużo zmieniło się na lepsze, wędkarze powoli zaczęli doceniać naszą pracę ( zwłaszcza młodzi ludzie ) gdy zobaczyli malejącą się ilość szarpakowców w dzień , pokazały się ryby tam gdzie ich przedtem nie było ze względu na ciągle stawiane sieci kłusownicze . Myślę że 50% z nich (wędkarzy) docenia naszą pracę –nawet spora ilość wędkarzy dzwoni do mnie z informacjami o kłusolach (lecz proszą o anonimowość—co dla mnie jest naturalne) doceniają tę niewdzięczne obowiązki—bo widzą z nich korzyści dla siebie, że zobaczyli na własne oczy jak łapiemy kłusowników z sieciami . W samym 2008 roku nasza grupa społecznych strażników zebrała z Wisły i jezior, Zatok---- 46 sieci o łącznej długości grubo ponad 2 kilometry .Widzieli nas bardzo często na zarybianiach , organizacji sprzątania brzegów rzek i jezior—które to my robiliśmy, że własnymi samochodami zrobiliśmy ponad 7300 km i byliśmy na kontrolach społecznych 160 razy . Oczywiście 3 razy grożono mi pozbawieniem życia , 2 razy uszkodzono samochód. Byłem na różnych sprawach w sądzie 30 razy . Ja wiem że jak idę nad wodą to słyszę szepty : o już ten h.j idzie zaraz każe nam sprzątać stanowiska i będzie się przy........ł oraz żeby tak go samochód potrącił – to byśmy mieli spokój . Zazwyczaj są to ludzie po 50 latach , młodzi rozumują już inaczej –wiedzą że nic samo się nie zrobi i że trzeba pomóc......................Tak długo będę pomagał Naszemu Wspólnemu Stowarzyszeniu jakim jest PZW dopóty będę zdrowy i starczy mi sił. Już teraz mam swoich naśladowców –z czego bardzo się cieszę że moja praca nie poszła na marne..................Pozdrawiam wszystkich społeczników .....Jurek Suchodolski z Płocka.
Komentarze