Reklama

Dziewiczy sandacz, pełnia i mokre nogi...

01/10/2012 19:05
Wyprawa na sobotnią nockę była planowana już od wtorku, cały tydzień dość ładny noce cieplejsze więc decyzja mogła być tylko jedna.... w sobotę telefon od Michała kompana zasiadek z pytaniem czy jedziemy, ja oczywiście ale stoję w super korku więc w domu będę za półtora godziny więc za dwie możemy ruszać..

Około godziny 18 pakujemy już sprzęt do samochodu i w ruszamy w drogę tak naprawdę każdy wyjazd to można powiedzieć ekspresja bo nigdy nie wiemy na jaką rybę będziemy się nastawiać. Ale jak zawsze w pogotowiu są robaki, zanęta i pellet na suma, którego nieskutecznie próbujemy złowić od początku sezonu. Zapobiegawczo z domu wziąłem fileta z lina z myślą o sandaczu. Po drodze szybkie odwiedzenie rowu w celu pozyskania uklejki i nad wodę zawitaliśmy ok 19 było już ciemno...

Pierwsze co to sonda do spiningu i szukam dołka i cały czas tylko 1.2 1,4 1,7 i jest 2,3 i rybki, które cały czas były powtarzalne na echosondzie, więc biały robak zanęta i do wody przez godzinę nawet nic nie dotknęło, więc drugą wędkę uzbroiłem na sandacza, filecik powędrował na haczyk i do wody, przez godzinę martwa cisza więc przerzucam w miejsce gdzie na echo wskazywało ryby. Po 15 minutach pilnowania kołowrotka znudziłem się i odszedłem podbierakiem polować na ukleje, Michał mówi że wolny bieg zagrał więc szybko do kołowrotka ale martwa cisza stoi w miejscu i nagle trrrr odjazd około dwóch metrów, pierwsza myśl patyk w końcu na Bugu płynie tego pełno, ale za chwile znów trrr i teraz dłuższe i nie staje więc otwieram kabłąk i wybieram żyłkę na luz czekam jeszcze chwilę i zacinam. Jest opór, ale bez walki coś to idzie w myślach cały czas krąży mi że to tylko patyk z nagle pod samym brzegiem zryw i błysk światła odbitego w oczach sandacza, szybkie podebranie rybki i pełna euforia.

!!! Po wielu próbach na spining udało mi się złowić pierwszego w życiu sandacza ale z gruntu, przez pierwszych kilka minut moja radość nie miała wyrazu była po prostu mega . Rybka miał 65 centymetrów....

Po około 20 minutach zaczną padać deszcz ale pomimo chmur noc był bardzo jasna księżyc w całej swojej okazałości na początku zasiadki nie rokował czegokolwiek a tu niespodzianka która przysporzyła mi takiej radości. Zasiadka skończyła się trochę po północy ulewnym deszczem, małym katarem i mokrymi nogami ale z taką satysfakcją jak nigdy dotąd.... i oczywiście pełen test przeszła wygrana na forum latarka energizer która cały czas służy mi dzielnie na nocnych zasiadkach niezależnie od pogody trzyma się świetnie...
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama