Wyprawa na sobotnią nockę była planowana już od wtorku, cały tydzień dość ładny noce cieplejsze więc decyzja mogła być tylko jedna.... w sobotę telefon od Michała kompana zasiadek z pytaniem czy jedziemy, ja oczywiście ale stoję w super korku więc w domu będę za półtora godziny więc za dwie możemy ruszać..
Około godziny 18 pakujemy już sprzęt do samochodu i w ruszamy w drogę tak naprawdę każdy wyjazd to można powiedzieć ekspresja bo nigdy nie wiemy na jaką rybę będziemy się nastawiać. Ale jak zawsze w pogotowiu są robaki, zanęta i pellet na suma, którego nieskutecznie próbujemy złowić od początku sezonu. Zapobiegawczo z domu wziąłem fileta z lina z myślą o sandaczu. Po drodze szybkie odwiedzenie rowu w celu pozyskania uklejki i nad wodę zawitaliśmy ok 19 było już ciemno...
Pierwsze co to sonda do spiningu i szukam dołka i cały czas tylko 1.2 1,4 1,7 i jest 2,3 i rybki, które cały czas były powtarzalne na echosondzie, więc biały robak zanęta i do wody przez godzinę nawet nic nie dotknęło, więc drugą wędkę uzbroiłem na sandacza, filecik powędrował na haczyk i do wody, przez godzinę martwa cisza więc przerzucam w miejsce gdzie na echo wskazywało ryby. Po 15 minutach pilnowania kołowrotka znudziłem się i odszedłem podbierakiem polować na ukleje, Michał mówi że wolny bieg zagrał więc szybko do kołowrotka ale martwa cisza stoi w miejscu i nagle trrrr odjazd około dwóch metrów, pierwsza myśl patyk w końcu na Bugu płynie tego pełno, ale za chwile znów trrr i teraz dłuższe i nie staje więc otwieram kabłąk i wybieram żyłkę na luz czekam jeszcze chwilę i zacinam. Jest opór, ale bez walki coś to idzie w myślach cały czas krąży mi że to tylko patyk z nagle pod samym brzegiem zryw i błysk światła odbitego w oczach sandacza, szybkie podebranie rybki i pełna euforia.
!!! Po wielu próbach na spining udało mi się złowić pierwszego w życiu sandacza ale z gruntu, przez pierwszych kilka minut moja radość nie miała wyrazu była po prostu mega . Rybka miał 65 centymetrów....
Po około 20 minutach zaczną padać deszcz ale pomimo chmur noc był bardzo jasna księżyc w całej swojej okazałości na początku zasiadki nie rokował czegokolwiek a tu niespodzianka która przysporzyła mi takiej radości. Zasiadka skończyła się trochę po północy ulewnym deszczem, małym katarem i mokrymi nogami ale z taką satysfakcją jak nigdy dotąd.... i oczywiście pełen test przeszła wygrana na forum latarka energizer która cały czas służy mi dzielnie na nocnych zasiadkach niezależnie od pogody trzyma się świetnie...
Komentarze