Reklama

Hiszpańskie sumy i szwedzkie łososie - relacja z wypraw

09/05/2008 09:21

Opowiem dziś o moich dwóch niedawnych wyprawach zagranicznych. Podczas pierwszej z nich udałem się wraz z kolegami na sumy nad hiszpańską rzekę Ebro, przedostatni tydzień kwietnia spędziliśmy natomiast na duńskiej wyspie Bornholm, gdzie m.in. braliśmy udział w zawodach trollingowych.

Podczas pierwszej wyprawy nie mieliśmy szczęścia do pogody. Co prawda kwiecień jest w Hiszpanii bardzo dobrym miesiącem na łowienie sumów, ponieważ w Ebro odbywa się wówczas tarło karpia, za którym podąża ten wąsaty olbrzym, ale plany może pokrzyżować zła pogoda i tak było w tym przypadku. Niska temperatura sprawia bowiem, że tarło karpia się opóźnia i zarówno karpia, jak i suma trzeba szukać w głębszych warstwach wody, a to nie jest takie łatwe. Nawet dla wytrawnego wędkarza.

Pech chciał, że dosłownie na tydzień przed naszym przyjazdem znacznie się ochłodziło i to do tego stopnia, że nad rzeką łowiliśmy w kurtkach, podczas gdy zawsze o tej porze roku mieliśmy na sobie jedynie kąpielówki. Z powodu niskiej temperatury musieliśmy też zrezygnować z przyjemności jedzenia na dworze. Dodatkowym utrudnieniem był szybko zmieniający się poziom wody. Rzeka “rosła” przez co rzucony danego dnia pelet następnego ranka znajdował się gdzie indziej, więc musieliśmy przenosić się w coraz to nowe stanowiska. Efekt wyprawy: dwa sumy – jeden ważył 50 kg i mierzył 1,20 m, drugi 38 kg (1,70m). Połowiliśmy za to sporo karpi średnio o wadze 7-8 kg, jeden z kolegów miał na swoim koncie 60 sztuk, z których największa ważyła 16 kg.

Więcej szczęścia mieliśmy na Bornholmie, gdzie na zaproszenie szwedzkiej telewizji braliśmy udział w zawodach trollingowych. Byliśmy tam od 22 do 27 kwietnia. Pogoda sprzyjała, a to dlatego, że na Bornholmie nie było w tym roku zimy i woda miała idealną temperaturę.
Z ciekawostek powiem, że organizatorzy zawodów wprowadzili ograniczenie w ilości używanych wędek – 1 łódka – nie więcej niż 10 kijów. Nie spodobało się to Szwedom, którzy przyzwyczajeni są do łowienia na 12, a nawet 14 wędek. Chodziło jednak o wyrównanie szans wszystkich drużyn. Wymiar ochronny łososia wyniósł 73cm, a limit dzienny 6 sztuk.
Wyniki zawodów nie były jednak imponujące, ponieważ na 270 łodzi biorących udział w zawodach jedynie 119 złowiło jakąś rybę, pozostała część nie. My niestety również znaleźliśmy się w tej grupie, ale uważamy się za przegranych. Podczas 3 dni trollingowania przepłynęliśmy ponad 300 km, a to bardzo dużo. Poza tym panowały za to doskonałe warunki do łowienia z brzegu troci i łososi. Stało się tak dlatego, gdyż, jak wcześniej wspomniałem, na Bornholmie praktycznie nie było zimy, przez co woda się nie wychłodziła i miała idealną temperaturę 4 stopni. W efekcie ryby mogły wcześniej spłynąć do morza i dłużej żerować, przez co już kwietniowie okazy były świetnie podżerowane i ubarwione. Trzech wędkarzy z naszej ekipy złowiło z brzegu w 27 troci i łososi, z czego połowę stanowiły srebrne ryby.
Teraz ponownie wybieramy się do Szwecji. Do czerwca będziemy polować na szczupaki.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama