W nawiązaniu do mojego postu "...i stało się..." Chłopaki ja chyba jednak odejdę na wcześniejszą emeryture zasłużonego wędkarza i nauczyciela. Poprzedni wypad na ryby z żoną przeżyłem mimo że poniosłem sromotną klęske, co prawda nie było rekordów na miano suma Polski ale dostałem w dupe bez dwóch zdań i to od swojej kochanej żony, od tej którą sam nauczyłem co i jak. Wczoraj postanowiliśmy że wyskoczymy na rybki po pracy - tak tak, ciągnie wilczyce do lasu. ...i stało się...ona sandacza wyciągneła 56cm, mało tego znowu za statyste robić musiałem (co niektórzy wiedzą o co chodzi. Więc prosze zdjęć nie oceniajcie, ale klęska dopiero przyszła.
To ja stary wyjadacz, zaprawiony wilk morski wód śródlądowych, nocny marek, niezastąpiony łapacz żywca, proszę zobaczcie jak skończyłem. Nie pytajcie ile ważył, nie pytajcie o wymiar tego ludojada, mało tego capnął mnie w palca a ja mu życie darowałem ! Jak tak dalej pójdzie to moje "skarbie" w kompleksy mnie wpędzi. I jak tu wędki nie zjeść ?
Komentarze