Reklama

jezioro zagłada

07/03/2010 21:56
Mimo oznak katastrofy, urzędnicy nic nie robią
Błędne decyzje i opieszałość urzędników mogą stać się przyczyną katastrofy ekologicznej i zagłady życia w popularnym wśród wędkarzy z całej Polski Jeziorze Słupeckim (Wielkopolska). W listopadzie spuszczona została z niego woda, pod lodem udusiły się ryby, nikt nie spieszy się z ich usunięciem.
Jezioro Słupeckie to największy sztuczny akwen powstały w 1954 r. Jest bardzo popularnym miejscem spotkań wędkarzy z całej Polski. Mieszkańcy okoliczni z przerażeniem patrzą na to, co teraz stało się w jeziorze. Od kilku tygodni na brzegach i w przeręblach zalegają tysiące martwych ryb.

- Mówią, że tych ryb są tony – mówi Bożena Wojczak, mieszkanka wsi Róża. – Mój szwagier widział, jak widłami wyrzucają ryby na lód.

Poziom wody pod lodem w odległości 80 metrów od brzegu wynosi około 45 cm. Aby ryby miały czym oddychać powinien mieć co najmniej jeden metr. Starosta powiatu słupeckiego wydał decyzję o spuszczeniu wody ze zbiornika 4 listopada 2009 r. na podstawie opinii wydziału środowiska. Ten z kolei kierował się badaniami stanu wody w jeziorze sprzed kilku lat. Teoretycznie wszystko odbyło się zgodnie z przepisami.

- Nie można zakładać, że opuszczenie poziomu wody spowodowało śnięcie ryb – mówi Andrzej Kin, wicestarosta słupecki. – Tym bardziej, że to zbiornik retencyjny, a nie hodowlany.

Jednak w opinii fachowców skutki obniżenia poziomu wody przed początkiem zimy można było przewidzieć z góry. Tak twierdzi były inspektor ochrony środowiska z Katowic Lechosław Jarzębski. Tymczasem, choć ryby zalegają w jeziorze już od kilku tygodni, do dzisiaj nikt nie oczyścił brzegu i przerębli. Gnijące ryby mogą zabić życie w zbiorniku i zatruć wody gruntowe. Za oczyszczenie stawu odpowiada dzierżawca, Polski Związek Wędkarski.

- Ze względu bezpieczeństwa czekamy na odpowiednią chwilę, kiedy będziemy mogli usunąć śnięte ryby – mówi Józef Olczak, dyrektor biura okręgu PZW w Koninie. – Mamy przykre doświadczenia na tym jeziorze, utopiło się tam dwóch ratowników. Na razie ryby nie gniją.

Akcję usuwania śniętych ryb z jeziora zapowiedziano na jutro. Być może dzięki temu uda się uratować życie w jeziorze oraz zapobiec zatruciu okolicy, choć wędkarze boją się, że najgorsze już mogło nastąpić.

- Życie w jeziorze może zaginąć – mówi Stanisław Krukowski, strażnik wędkarski. – Żeby je odbudować trzeba będzie nawet 10 lat.
zródło tvn 24 pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama