Gdy robiłem zdjęcia 22 grudnia około godziny 13.00, to Wisła była wszędzie zamarznięta, nawet było w Stoczni Rzecznej w Płocku, dzielnica Radziwie sporo wędkarzy, którzy łowili spod lodu (można tam łowić tylko na kartę wędkarską, bez opłat, bo akwen ten nie należy do Polskiego Związku Wędkarskiego, co osobiście uważam za wielki błąd i niesprawiedliwy wyrok Sądu Powszechnego, gdyż jest tam największe i najgłębsze zimowisko ryb). W porcie jachtowym zauważyliśmy wielkie otwory w lodzie, więc postanowiliśmy w nocy przyjechać i zaczaić się na kłusowników.
Woda w Wiśle i wszystkich innych akwenach była skuta lodem i w normalnym poziomie. Jakież było nasze zdumienie, gdy nie zauważyliśmy tej główki betonowej (patrz zdjęcie ), wszędzie była woda, która zalała lód o prawie 2 m. Rano już ta woda zamarzła i to samo było w stoczni rzecznej, lód czasami sięgał 50 cm w otworach. Wisła potem za kilka dni przeszło kilka lodołamaczy, tworząc korytarz płynącej wody. Ale z dnia na dzień temperatura spadała. Wszędzie w całym kraju po świętach były duże i nieprzerywalne opady deszczu, potem śniegu, wobec czego poziom wody w Wiśle zaczął przybierać.
W Płocku na rzece zrobił się zator około 9 km od akwenu Sobótka, aż do Nowego Duninowa. Po prostu średnia głębokość Wisły w tym regionie wynosi ok. 3 metrów i woda, która dostała się z Wyszogrodu, Kępy Płockiej wpływała pod lód, tworząc duże kry lodu, które stawały w poprzek i zamarzając w płytszych miejscach do samego dna, nie przepuszczając wody i zalewając wiele dróżek. Wystąpiła z koryta, a przypomnę, że lodołamacze nie mogą pracować, gdy temperatura jest niższa, niż –5 stopni C. I wtedy zaczęły się kłopoty.
Robiąc zdjęcia i obserwując wody zauważyłem koło Zatoki Orlenu trzech panów, z którymi rozmawiałem, bo byli to przedstawiciele ******* , ale dowiedziałem się od nich, że w tym dniu tj . 31 grudnia kilka lodołamaczy ugrzęzło w lodzie na wysokości Murzynowa 9-12 km i nie mogą się przedostać do Płocka i powyżej. Dowiedziałem też się nieoficjalnie, że sztab antykryzysowy, który został powołany nie interesuje się czy woda zaleje tereny narażone, tylko interesuje ich tamą we Włocławku, która i tak jest już w stanie agonalnym . Porobiłem w Sylwestra dużo zdjęć na dwóch stronach rzeki o godzinie 16. 20.
W dniu wczorajszym byliśmy w Stoczni rzecznej w Radziwiu ( wcześniej interweniowaliśmy w mediach i dało to skutek pozytywny w tym znaczeniu, że sprawą zajęła się Gazeta Wyborcza, opisując swoje spostrzeżenia oraz urzędników). Dowiedzieliśmy się od WIOŚ, że minimalna ilość tlenu w litrze wody musi wynosić – stężenie 4 mg, a w wyniku badań było 1 mg i mniej w 1 litrze wody, ten stan już się poprawia, gdyż poziom tlenu powoli wzrasta. Ale co z tonami ryb uwięzionymi w lodzie i martwymi na dnie ponad 5-metrowego zbiornika? Czy to zwykła przyducha, gdzie w Stoczni Rzecznej nadal wykonuje się olbrzymie barki i inne jednostki wielkie, pływające dla krajów położonych nad morzami. Więc te jednostki są malowane wewnątrz i na zewnątrz bardzo wysoko toksycznymi farbami, których opary w czasie malowania na pewno dostały się do wód Stoczni Rzecznej, wiążąc się z tlenem z wod. Czy urzędnicy i naukowcy nam to wyjaśnią ?
Ja szczerze wątpię !
Dlaczego śluza została otworzona dopiero w piątek, czyli prawie tydzień temu, jak wiadomo śluza chroni mieszkańców Radziwia przed pod topieniami i była ta śluza otwierana i zamykana. Moim zdaniem poziom tlenu w wodzie poprawił się wczoraj po otwarciu 3 krotnym śluzy, chociaż jak byliśmy to była zamknięta i wszystko zamarznięte oraz sporym wzrostem ciśnienia atmosferycznego oraz sporym wiatrem.
Urzędnicy tłumaczą, że jak zrobi się ciepło to właściciel wody (ciekawe który ?) zbierze z dna tony ryb i firma utylizacyjna się tym zajmie, ale myślę, że to za późno. Skoro za dnia przyjeżdża Policja, Straż Miejska oraz PSR, a pseudo wędkarze i kłusownicy wybrali już parę ton szlachetnych ryb, wyrzucając na brzeg leszcze nawet ponad 30 cm, przybywają z workami, szarpiąc w wielkich otworach w lodzie ryby lub je podbierając w podbieraki, gdy ryby podpłyną ledwie żywe zaczerpnąć tlenu. Jest to tak zwane dzióbkowanie ryb. I teraz wychodzi, jaki to człowiek jest mięsiarz, jeżeli ktoś zapakował kilka worów ryb, to chyba na handel.
Dziwne! Lód jest w stoczni,, a na zrobionym zdjęciu stoi zacumowany lodołamacz, przecież kilka dni temu było –2 , lub –3 stopnie, więc mógł pracować, ale to już chyba rezerwacja na wypadek Tamy we Włocławku ? Taka już w naszym kraju polityka, nigdy nie dowiesz się prawdy.
OBEJRZYJCIE ZDJĘCIA SPRZED WODY I PO ORAZ SKOMENTUJCIE TO SAMI. Pozwoliłem sobie umieścić 1 zdjęcie z internetu (zdjęcie nr 2). Pozdrawiam Społeczny Strażnik Jurek Suchodolski
Komentarze