Reklama

Kleń - ryba rzecznych warkoczy cz. 2

02/05/2009 22:30
Pisząc wczorajszy artykuł miałem pewien niedosyt związany z faktem iż nie udało mi się złowić czegoś co pokazało by, że przedstawione porady mogą przyczynić się do złowienia naprawdę ciekawych rybek. Postanowiłem więc kolejnego dnia tj. 2 maja 2009 wybrać się ponownie w to samo miejsce, z tą różnicą, iż teraz wiedziałem o wodzie o wiele więcej.
Ciepłe popołudnie i wielu spacerowiczów nie bardzo nastrajały do cichych podchodów za płochliwym kleniem. Nie należało dawać jednak za wygraną i potwierdzić fakt, że stosując odpowiednie zasady można połowić w prawie każdych warunkach.
Tutaj również chciałbym podziękować za pomoc w wykonaniu kilku zdjęć napotkanemu wędkarzowi Jarkowi, bo dzięki niemu mam możliwość pokazać jedną ze złowionych ryb wraz z moją skromną osóbką, co będzie dla mnie miłą pamiątką na przyszłość.
Ale do rzeczy. Znając już odcinek wody przed mostkiem, postanowiłem pójść i obłowić drugą jego stronę. Zaczęło się dość skromnie, kilka delikatnych brań przyniosło szczupaczka, kilka małych kleników i o dziwo prawidłowo zahaczoną za 3 groty kotwiczki płotkę. Niestety nie takich atrakcji spodziewałem się tego dnia i postanowiłem dokładnie przyłożyć się do działania. Kolejny rzut sprowadził z prądem woblerka w rynienkę o dość silnym prądzie. Przytrzymując woblera co kilka obrotów korbki, powoli zwijałem stopniowo żyłkę na kołowrotek. Trwało to może minutę gdy po kolejnym kilku centymetrowym podciągnięciu poczułem potężne uderzenie i lej na wodzie. Od razu wiedziałem, że nie jest to mała ryba, ponieważ dobrze ustawiony kołowrotek rytmicznie wysnuł kilka metrów żyłki. Lekko dokręciłem hamulec i rozpoczęła się prawdziwa walka . Po 2-3 minutach ryba przewinęła się pod powierzchnią a ja miałem tylko jedną myśl.. żeby tylko się nie zerwała. Walka przeciągała się coraz dłużej, ponieważ silny prąd nie był zbytnim sprzymierzeńcom w podciągnięciu ryby do podbieraka. Kolejne minuty przyniosły upragniony sukces. Trochę trzęsącymi się rękoma wyjmuje telefon i robię zdjęcia rybce. Walczyła bardzo dzielnie, więc nie chcąc jej dalej męczyć sesję zdjęciową, wypuszczam jak najszybciej. Po tej szkole i hałasie powstałym podczas walki przenoszę się w kolejne miejsce. Kilkadziesiąt rzutów przynosi małego szczupaczka stojącego w samym nurcie oraz 2 mniejsze kleniki. Rozglądam się dookoła starając się przewidzieć miejsca przebywania kolejnych rybek. Jedno z nich jest bardzo ciekawe, mały kawałek spokojnej wody tuz obok płynącego nurtu. Za drugim rzutem czuję delikatne „kopnięcie” wyciągam woblera i ponawiam natychmiast kolejny rzut. W miejscu puknięcia zatrzymuję woblera , starając utrzymać jego pracę w spokojnym w tym miejscu nurcie. Za chwilkę czuję uderzenie i błyskawiczny odjazd ryby, Niestety nie mam szans na jakąkolwiek reakcję. Ryba spina się po 2-3 metrach ucieczki. Kolejne rzuty nie przynoszą efektu. Idąc dalej zastanawiam się nad tym co to mogła być za sztuka, która tak silnie odjechała w nurt. Kolejne miejsca oprócz kilku delikatnych przytrzymań nie wnoszą nic nowego. Robi się już późno więc zwijam zestaw i wracam do samochodu. W oddali widzę wędkarza, który stojąc w wodzie stara się obrzucać środkowy nurt. To właśnie Jarek, który pomaga mi później zrobić zdjęcia. Nie wytrzymuję, staję prawie równolegle do niego i montuje od nowa zestaw wiążąc do żyłki woblerka. To to samo miejsce, gdzie wcześniej miałem ten silny odjazd. Rzucam spokojnie wzdłuż brzegu i czekam aż wobler spłynie kilka metrów niżej. zaczynam skręcać i gdy przechodzę woblerem obok zastoiska czuje wyraźne uderzenie. Adrenalina rośnie. Kolejny rzut bez efektu. Jeszcze jeden i potężne uderzenie. Kołowrotek gra po całości, kij wygięty w pałąk. Coś krzyczę niby sam do siebie: „ale wielka” ale mając świadomość że Jarek zobaczy co się dzieje. Odwraca się i widzi całą walkę z rybą, no teraz to nawet jak się zerwie będzie wiadomo że takie smoki tutaj są. Walka tym razem nie trwa zbyt długo. Wyciągam rybę na brzeg i jestem naprawdę uradowany. Jarek proponuje mi zrobienie zdjęcia na pamiątkę. Chętnie na to przystaję, kilka zdjęć i do wody ... okazy też mają prawo pływać dalej dla uciechy innych. Robi się już całkiem późno. Przemieszczamy się już z Jarkiem to w jedno to w drugie miejsce. Niestety bez większych efektów. Kilka delikatnych pobić i nic więcej. Pora wracać do domu. Do zobaczenia kolejnym razem nad wodą. Glapka
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama