Reklama

Kłusownictwo – czy i jak reagować?

04/10/2008 23:19
Kłusownictwo to bez wątpienia temat-morze, który od niepamiętnych czasów jest przyczynkiem wielu burzliwych i kontrowersyjnych polemik w świecie wędkarskim. Postawienie tezy na temat przyczyn tego procederu wydaje się o wiele łatwiejsze, niż znalezienie skutecznego sposobu na jego ograniczenie – naiwnym wydaje się bowiem przekonanie, że jesteśmy w stanie pozbyć się go całkowicie.

Znawcy tematu uparcie przekonują, że klucz do ograniczenia kłusownictwa tkwi w postawie samych wędkarzy niejednokrotnie bagatelizujących nielegalne połowy. W jaki sposób i gdzie zatem zgłaszać akcje kłusowników? Opisujemy to poniżej…

Jeśli ktokolwiek zauważy jakieś podejrzane działania, np. siatki w wodzie, pontony zlokalizowane w trzcinach, to można śmiało mieć podejrzenia, że nie mówimy o „zwykłym” wędkowaniu i takie przypadki powinniśmy od razu zgłaszać na policję albo do Państwowej Straży Rybackiej. Podać nazwę akwenu i dokładne miejsce oraz pozostawić kontakt do siebie – mówi Piotr Dybowski, doświadczony wędkarz, a zarazem policjant z Trzcianki. – Jeśli otrzymujemy takie zgłoszenia, od razu kierujemy się na miejsce zdarzenia i każemy sprawców. Jak pokazuje moje doświadczenie, kłusownicy co prawda zawsze się tłumaczą, ale prawie zawsze przyjmują też ostatecznie mandaty.


Sprawą zajmuje się jedna z tych instytucji, więc mówimy oczywiście o jednym mandacie – dodaje z kolei Piotr Rutkowski, członek SSR z Wodzisławia Śląskiego. - Jest on wypisywany od razu, więc sprawa na tym czynie się kończy, chyba że ukarany nie przyjmie mandatu. Wówczas funkcjonariusz SSR, który złapał kłusownika składa w ciągu 3 dni wniosek do komendanta głównego SSR w swoim okręgu o ukaranie sprawcy. Komendant SSR kieruje następnie taki wniosek do komendy policji, która zajmowała się sprawą, a ta z kolei kieruje ją do Sądu Grodzkiego właściwego do miejsca działania danej SSR. Na rozprawie obecni są: sprawca/y, świadkowie zdarzenia oraz pełnomocnik policji. Sprawa w Sądzie kończy się zazwyczaj również nałożeniem mandatu. Świadkowie nie powinni obawiać się udziału w takiej rozprawie, liczą się ich zeznania, a wszystkie koszty sądowe ponosi Skarb Państwa.

Rzeczywistość wygląda tak, iż często wędkarze sami mają pretensje do policji czy SSR, że nie walczą z tym procederem, ale w sami nie robią też nic, aby pomóc nam w namierzeniu kłusowników. Tymczasem w sytuacji, kiedy w większości mamy już do czynienia jedynie z samymi śladami takich rabunkowych akcji, nie jesteśmy w stanie wiele zdziałać. Strażników jest niestety wciąż za mało, by kontrolować każdy skrawek danego obszaru, a kłusownicy to śmiało wykorzystują. Pół biedy, jeśli zbiorniki położone są w miejscach zaludnionych, ogólnodostępnych –wtedy rabusie wybierają się na łowy przeważnie w nocy. W przypadku zarośniętych i mało uczęszczanych akwenów kłusują nawet w biały dzień, jak gdyby nigdy nic. Bez pomocy wędkarzy albo nawet zwykłych, przypadkowych świadków jesteśmy niestety bezsilni
– podsumowuje Piotr Dybowski.

wysłuchała Martyna Mikulska

etyka myśliwska










Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama