Reklama

Kłusownictwo - walka z wiatrakami?

18/05/2008 08:11
Kłusownictwo – plaga, z którą zmaga się wędkarstwo od dziesięcioleci, wciąż pozostaje zmorą dla wielu instytucji i wędkarzy. Kolejne organy odpowiedzialne za walkę z kłusownictwem zrzucają winę na zły system prawny i mentalność społeczeństwa. Naiwnym wydaje się przekonanie, że jesteśmy w stanie całkowicie zlikwidować w Polsce ten proceder. Czy jesteśmy w stanie choć częściowo go zmniejszyć?

Zamiast mandatów - praca społeczna

Kłusownictwo w Polsce ma już swoją długą historię, a dla większości kłusowników wciąż pozostaje sposobem na życie. Dzieje się tak również dlatego, że przepisy wciąż pozostają u nas jedynie na papierze, a schwytany na gorącym uczynku kłusownik po kilku dniach znowu cieszy się wolnością i śmieje się nam w oczy - mówi Jerzy Biedrzycki z internetowej telewizji „Taaaka Ryba. - Wielokrotnie rozmawiałem z pracownikami straży rybackiej, z którymi nagrywałem filmy dotyczące kłusownictwa. Zgodnie potwierdzają, że na całym świecie obowiązują olbrzymie kary dla kłusowników, u nas są one niewspółmierne do czynu, często również ich egzekwowanie jest prawie żadne. Sądy traktują bowiem takie występki jako czyny o małej szkodliwości społecznej. Pocieszający byłby chociaż fakt, że toczy się u nas jakaś dyskusja wśród odpowiedzialnych organów, trwają prace nad zmianą przepisów, a tu kompletna cisza. Tymczasem jest to naprawdę konieczne. Społeczna Straż Rybacka w obecnej chwili nie dysponuje prawie żadnymi realnymi kompetencjami. Na przykład podczas kontroli wędkarza, jeśli zachowuje się on agresywnie straż ma obowiązek zakończyć kontrolę. Z kolei Państwowa Straż Rybacka nie ma narzędzi do pracy - brakuje łodzi, ludzi itd.
W jaki sposób zmniejszyć problem kłusownictwa? Zdaniem Jerzego Biedrzyckiego jedyną receptą jest zmiana przepisów dotyczących kompetencji straży rybackiej czy wysokości i rodzaju kar. Dzisiaj dzieje się w większości tak, że na kłusowników nakładane są mandaty, ale ponieważ są to głównie osoby bezrobotne, więc mandatów nie płacą, sprawa kończy się umorzeniem sprawy i kółko się zamyka. Moim zdaniem lepszym rozwiązaniem byłyby inne kary – może fizyczne prace w terenie – choćby czyszczenie rzek.

Więcej strażników

Podobnie na problem patrzy Antoni Kustusz rzecznik Polskiego Związku Wędkarskiego, który przekonuje o aktywności PZW na rzecz walki z kłusownictwem. W ubiegłym roku przeznaczyliśmy na ochronę wód ponad 8 mln zł, cały czas wspieramy również działania Społecznej Straży Rybackiej. Tylko w 2007 roku przeprowadziliśmy 35 tys. akcji antykłusowniczych, a nasze kontrole objęły 220 tys. wędkarzy. Skonfiskowaliśmy ponad 5 tys. sieci, 92 agregaty prądotwórcze, a do sądów grodzkich lub prokuratur trafiło 850 spraw – wylicza. Okazuje się jednak, że pomimo takich, wydawałoby się dobrych, wyników w porównaniu z poprzednimi latami skala kłusownictwa wzrosła. Zgodnie z szacunkami Antoniego Kustusza nawet o 20 procent. Kłusownicy intensyfikują działania, nie zapominajmy o ukrytej liczbie tych, których nie udało nam się złapać – tłumaczy statystyki nasz rozmówca.
Tak jak poprzednicy przyznaje natomiast, że jednym ze sposobów na walkę z kłusownictwem jest zmiana przepisów i zaostrzenie kar. Choć jak dodaje, równoległe powinna zwiększyć się możliwość działania Państwowej Straży Rybackiej i nie chodzi tu o uprawnienia, a liczbę strażników. Jeden strażnik powinien przypadać na 1 ha wód. Tymczasem mamy 300 funkcjonariuszy, podczas gdy sam PZW ma w swoich zasobach 220 tys. ha wód. Poza tym niezbędna jest koordynacja działań policji i straży rybackiej. Policja podlega bowiem pod Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, a straż pod Ministerstwo Rolnictwa – brakuje jednego organu, który nadzorowałby działania obu instytucji. Wreszcie trzeba zmienić przepisy, tak aby sprawy dotyczące kłusownictwa nie były, tak jak teraz, w większości umarzane z powodu małej szkodliwości społecznej – podsumowuje rzecznik PZW.

Kłusownictwo z pokolenia na pokolenie

Nieco optymistyczniej na problem kłusownictwa patrzy Andrzej Wołkowski z Towarzystwa Miłośników Parsęty, który przekonuje, że problem kłusownictwa jednak się zmniejsza. Na dowód swoich racji przedstawia wyniki działań z ostatnich kilku lat. W ubiegłym roku członkowie TMP, z pomorskich wód wyłowili bowiem mniej niż 400 sieci, podczas gdy w poprzednich latach było ich nawet 700. W wodach, zdaniem Andrzeja Wołkowskiego, zaobserwować można również mniej uszkodzonych prądem ryb – w ubiegłych latach w wyniku tego okropnego procederu ucierpiała co 5-6 troć, teraz co 15-sta. Zmienia się także sposób uprawiania kłusownictwa, kłusownicy przemierzają np. krótsze odcinki, przez co są mniej uchwytni.
W wielu miejscach, np. na Pomorzu można odnaleźć wioski, w których całe rodziny z pokolenia na pokolenie żyje z kłusownictwa. Wina takiego stanu rzeczy leży po stronie nas samych - społeczeństwa, które przyzwala na takie zdarzenia. Chodzi nie tylko o brak reakcji na kłusowników, ale też popyt na ryby przez nich sprzedawane. Moim zdaniem bardzo stereotypowo patrzymy na te kwestie. W powszechnej opinii kłusownik, to osoba bezrobotna, dla której kłusownictwo jest szansą na utrzymanie. Status społeczny według mnie nie ma tu żadnego znaczenia. Często pełnię razem z kolegami rolę oskarżycieli posiłkowych w wielu sprawach. Owszem takie osoby tłumaczą się, że nie mają pracy, ale jak wielokrotnie zaobserwowałem, są to w większości osoby nadużywające alkoholu, takie które powracają do kłusownictwa wielokrotnie i nie dlatego, że nie mają za co żyć.

Tocząca się od wielu już lat dyskusja dotycząca walki z kłusownictwem nie pozostawia już chyba wątpliwości. Wiemy, co należy zmienić i jakie działania mogą przynieść efekty. Po pierwsze wymaga to jednak faktycznej koordynacji pracy i połączenia sił instytucji zajmujących się tym problemem, po drugie społecznego „nie” dla tego procederu przejawiającego się również alarmowaniem odpowiednich służb w razie zdarzenia. Wreszcie, a może przede wszystkim – uświadomienia wagi problemu decydentom na szczeblu centralnym, od których zależy ewentualna zmiana działań wobec kłusowników. Czy się uda – miejmy nadzieję, że tak i że nie przyjdzie nam na to długo czekać.
Martyna Mikulska


Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama