Obudziłem się o 4.00 bo tak miałem ustawiony budzik . Spałem może z 4 godz , jakoś nie mogłem zasnąć wieczorem. Poszedłem do garażu aby zapakować sprzęt , wsiadłem w samochód i w drogę. Na łowisko mam jakieś 14 km . Gdy dojechałem było jeszcze dość ciemno więc powoli zacząłem wypakowywać sprzęt i przygotowywać się do łowienia .
Tego dnia nastawiony byłem na lina, więc wieczorem ugotowałem dwie bulwy i zaparzyłem pszenicę. Na jedną wędkę założyłem bulwę wielkości paznokcia a na drugą jedno ziarenko pszenicy i czekam... jest branie na bulwę . Spławik delikatnie drgnął i leciutko odjechał. Zaciąłem ...jest ! Krótki hol i ryba w podbieraku .Na bulwę skusił się karaś srebrzysty o wadze nie przekraczającej 0,5 kg ,wcześniej już łowiłem większe sztuki ale żadna nie przekroczyła 1 kg.
Założyłem kolejną bulwę i czekam a na pszenice jak nic to nic. Kolejne branie , minęło jakieś 15 minut , spławik powoli odjechał kolejne cięcie i jest ...ryba .Mocne szarpanie kija i dwa odjazdy aż w końcu trafiła do podbieraka . Ładny lin 0.98 kg. Jak to mówią apetyt rośnie w miarę jedzenia , kolejna bulwa na haczyk i do wody . Niestety już więcej nic na bulwę tego dnia nie złowiłem – na pszenice dało jeszcze cztery płocie ale i tak porcja była przyzwoita .
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze