Reklama

Lin na nogacie w księżycową noc

08/09/2014 07:16

Księżycowa noc i Pan Profesor

06-07 Września 2014-Noc księżycowa, 9 stopni i lekki wiatr.

Po powrocie z grzybów w Ornecie, szybko zapakowałem kije i nad wodę. Dojechałem nad rzekę Nogat, ustalałem miejscówkę przez tydzień, na łowisku byłem o 19:00. Piękny dzień skusił mnie na ten wypadzik. Do godziny 23: 00 cisza jak by makiem zasiał. Zawsze uwielbiam tą ciszę, ponieważ większe okazy mają szanse na pobieranie zanęty. Rozwinąłem cały bagaż, przygotowałem do zasiadki nocnej. Zarzuciłem zestawy i oczekiwałem efektów.

O 23:00 delikatne brania, zaczęły brać jazgarze. Co mnie zaczęło denerwować, napiłem się kawy, po tym piwko i przerzuciłem zestawy bliżej brzegu. O 24:15 potężne branie, które zacinam, holuję coś wielkiego. Blisko brzegu merta i lilie, co pozwala rybsku zerwać żyłkę fedeer 0.30 , po tych dziwnych odjazdach, przypomniałem sobie z poprzednich wypadów- odjazdy dzikusa.

Adrenalina ze mnie zeszła, zapaliłem, dopaliłem migdałowym olejkiem+ Vanilia, swoją zanęte. Papieros w zęby i dalej molestuję wodę rzutami. Po około 30 minut, melduję się leszczyk ze zdjęcia. Brania słabe, ale konkretne uderzenia. Odczekałem następne pół godziny i znowu kilka leszczaków trochę mniejszych.



No nic, zakładam świerzy pęczek białych na hak i rzut w punkt docelowy. Odczekałem około 45 min, i lekkie ruchy szczytówką, moje myśli się pogłębiają we wspomnieniach. Wiem, teraz profesorek, czekam wytrwale i znowu lekkie dwa ruchy. Emocje wzrastają, robi się naprawdę gorąco. Nagle dziwny pstryk, wyluzowanie żyłki po czym szczytówka sie wyprostowała. Mówię sobie, no to po wszystkim, coś zrobiłem nie tak!



Odpalam część nałogu, łyk kawy i zabieram się do otwarcia piwa. Coś mnie wybiło z rytmu otwierania, pstryknięcia się ponawiają. I potężne szarpnięcię wędziska, odkładam zamknięty czar piwa, zacinam ! Niesamowity odjazd wywija motek ze szpuli, delikatnym akcentem, po woli podkręcam hamulec. I pod prąd rzeki w lewym kierunku, siłowo zmieniam jej kierunek i z prądem szybki odjazd. Po chwilowej walce , udaje się opanować jej silne potęgowanie.

Przy brzegu wywala się na taflę i znowu nagła ucieczka, nie dojrzałem dokładnie, zadałem sobie pytanie "Co to może być?". Ale nie poddaje się, przypona 0.18 sobie dobrze radzi, żyłka główna, też pozwalała mi na jej ekstramalne szaleństwa w mercie. Najbardziej mnie w danej chwili, zainteresowało jak jest zapięta, reszta to tylko formalność. Po następnych odjazdach okaz zaczyna słabnąć, moje szanse na wyholowanie są coraz bliżej .

Delikatnym ruchem zatapiam podbierak w wodzie, wyłączyłem latarkę, aby ponownie nie wystraszyć zdobyczy. Wprowadzam, banan na twarzy się szerzy.... I fiflak, ucieczka i emocje wzrastają, ponowne szaleństwa w zaroślach. Znowu ja pokazuję kto jest mistrzem, skracam jej swawolki ku ramki podbieraka. Wprowadzam i przytrzymuję naprężoną żyłkę aby się wyszamotało.

Nie dowierzałem przez chwilę że to w końcu koniec, 26 minut trwało jakby godziny. Zapaliłem latarkę , chcąc zobaczyć z czym tak walczyłem, tym razem banan zaczynał się poszerzać. Lin na nogacie godny walki a jego 52cm- poprawiło moją życiówkę. Jednak musiał się zmierzyć z takim mistrzem jak ja.

Wędzisko daje radę (Jaxon Black Arrow Feeder 3.60m / 60-120g)
Zanęta Traper Giant (dopaliłem migdałowym olejkiem+ Vanilia)
Kolorowe pinki (dip Traper Halibut)
Białe (na które łowiłem)

Pozdrawiam SVT.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama