3 lipca godzina 16:30 sa wakacje z francji przyjechala do nas siostra z mezem(Francuzem) i dwojka dzieci . moj szwagier mikey jest zapalonym wedkarzem wiec tylko jak przyjezdzaja do polski rozwijamy sprzet on kompletuje braki ja na drugi dzien jade dokupic jak mi czegos brakuje i juz lecimy na ryby . 4lipca godzina 17:30 poszedlem nakopac robakow ok robaki sa idziemy na ryby ja 18l szwagier 31l i moj siostrzeniec czyli syn szwagra 6l na miejscowke docieramy jakos po 5-10 minutach .Rozkladamy sprzet siostrzeniec dostaje swojego bata 4m czy 4,5 jakos tak ja zucam wedke na splawik pod kapelony szwagier z gruntu w prad siostzeniec oczywiscie tez splawik na spina nieumie jeszcze chociarz juz go troszke przyuczalem wybierac zylke . Siedzimy sobie siostrzeniec wyciaga okonia za okoniem wszystko niewymiarowe szwagier poszedl z blacha jasiedze przy wedkach nagle calkiem naturalnie patrze sie na drugi brzeg a tu szwagier do mnie krzyczy patrz w prawo obracam sie patrze a tam takiz 60-70cm leszcz z wody wylatuje o kurde mysle sobie z tego co wiem to ryby wyskakuja z wody w obliczu zagrozenia ale tak duzy leszcz mial pewnie z 4kilo powiedzcie czy on polowal czy uciekal mysle ze takiego leszcza jak moglo cos chciec zjesc to tylko wielki sum bo tylko sum ma na tyle szeroka paszcze zeby zjesc taka lopate tego dnia wlapalem na splawik jalutkiego klenika szwagier z gruntu bolka malego moze z 10cm i szwagier na spining okonia z 30 cm ja na spining nieodnioslem sukcesu
Komentarze