Maj, piękny miesiąc kiedy to okres ochronny na szczupaka i bolenia dobiega końca. Dni są już długie robi się ciepło, wędkarze spiningowi wychodzą z domów na pierwsze wyprawy. Niestety zostały do niego jeszcze 3 miesiące ale wspomnę pierwszą wyprawę majową w 2010 roku.
Nie mam jeszcze prawa jazdy tak więc nad wodę dojechałem około 10km na rowerze. Było po powodzi woda opadła ale przyroda nosiła jej ślady. Zabieram się do łowienia moim średnim spiningiem firmy dragon, kołowrotek to shimano catana 2500 FA, a żyłka 0,25. Nastawiam się na bolenia ponieważ zauważyłem jego aktywność przy przeciwległym brzegu, jako pierwszy na żyłkę idzie słynny salmo thrill, pełen entuzjazmu wykonuję pierwszy rzut, kolejny i następny i tak przez pół godziny bez brania. Dobra pora zmienić przynętę, zakładam mój wynalazek kopyto połączone z obrotówką i tak rzucam i rzucam i znów nic. Zawiedziony zakładam niedużą błystkę jeden rzut, drugi, ściągam przy brzegu i nagle 1,5m ode mnie za moją błystką przewinął się wielki szczupak, niestety nie trafił w przynętę. Zniknął. Ale nie tracę nadziei kilka rzutów i nic. Myślę sobie dzisiaj mam pecha ale jeszcze raz zmienię przynętę był to wobler w kolorach pstrąga tęczowego. Rzucam i zaczep, wyobraźcie sobie moją minę :(. Ale zaraz co jest popuściłem żyłkę a zaczep przybliżył się do brzegu o jakiś metr, chwila zamysłu i próbuję zacząć hol ale ani drgnie, w końcu zaczep, który okazał się szczupakiem ruszył, walka była niezwykle zacięta był bardzo silny, do tego wyciągałem go z rzeki pod prąd. Efektownie wyskoczył nad wodę dwa razy i zaczął trząść pyskiem, jeszcze troszkę holu siłowego i ryba jest na brzegu. Gdy emocje trochę opadły zmierzyłem rybę miała 70 cm i 3,5kg, oczywiście buziak(nie w pysk, bo by mi nosa odgryzł jeszcze) i do wody. To była moja najlepsza wyprawa minionego roku. Miło to powspominać gdy śnieg za oknem.
Później uświadomiłem sobie jakie miałem szczęście gdyż nie założyłem wolframu na żyłkę :D
Komentarze