Pomimo trudnej sytuacji organizacyjnej w naszym Kole, praktycznie dzięki zaangażowaniu kilku Kolegów udało się w ubiegłą sobotę zorganizować spotkanie nad wodą ursynowskich „moczykiji”. Podczas spotkania rozegrano niezupełnie formalne zawody w wędkarstwie gruntowym. Dlaczego nieformalne ? Ano dlatego, że aktualnie działalność Koła i jego zarządu praktycznie i formalnie nie istnieje. Jest to skutek nierozważnej, nieroztropnej i wręcz głupiej decyzji o rezygnacji z uczestnictwa w zarządzie podjętej przez kilku kolegów. Ta sprawa jest powszechnie znana i chyba nie trzeba jej dalej rozwijać.
Wracając więc do tematu - w sobotę 11 września, spotkaliśmy się o godz. 7.00 na terenie dawnego wyrobiska żwirowego w Puchałach. Z zaproszenia na spotkanie skorzystało kilkunastu. kolegów, uzbrojonych w różne wędkarskie drobiazgi, feederki, pickerki, koszyczki zanętowe, różne rybie smakołyki, dobry humor i nastrój. ( Pierwotny zamiar spotkania się nad Wisłą musiał upaść. Wyjątkowo kapryśna w tym roku rzeka znowu znacząco przybrała, spieniła się na wędkarzy, niosła wartkim nurtem mnóstwo przeróżnych śmieci, gałęzi i wiele innego paskudztwa. )
Kol. Tomasz Brzezowski, główny organizator imprezy, po krótkim powitaniu zapoznał uczestników z zasadami i regulaminem planowanych zawodów. Przedstawił sędziego – Piotra Grzelaka – i „rozgonił” towarzystwo na upatrzone stanowiska. Punktualnie o 8.00 do wody poszybowały zestawy i oczy zawodników skierowały się na szczytówki wędzisk. Skupienie malujące się na twarzach świadczyło o niezwykłym zaangażowaniu i woli zwycięstwa w tych towarzyskich zmaganiach. Do 13.00 słychać było pluski zarzucanych zestawów, narzekania na kiepskie brania, tu i ówdzie wyrwało się komuś cięższe słówko... Ot, taka wędkarska proza.
Po pięciu godzinach kijaszki złożono i wszyscy zameldowali się w punkcie sędziowskim, gdzie odbyło się ważenie ucapionych rybek. Powinienem raczej napisać rybiątek, gdyż rozmiary tych wodnych żyjątek przyniesionych do ważenia bardziej tę nazwę uzasadniały. Większość kolegów miało co przedstawić sędziemu, jednak było kilku takich, którym się tego dnia nie powiodło. Kiedy już sędzia dokonał swoich biurokratycznych czynności, ogłoszono wyniki rywalizacji :
Na podium stanęli :
1.kol. Zbigniew Adamczyk – 740 pkt 2.kol. Piotr Grzelak - 470 pkt 3.kol. Mariusz Górka - 360 pkt
Poza nimi kolejno :
4.kol. Tomasz Brzezowski – 350 pkt 5.kol. Grzegorz Bińka - 290 pkt 6.kol. Piotr Kawiak - 120 pkt
Szczęśliwym łowcą największej rybki okazał się kol. Piotr Kawiak
Zarówno „podiumowicze”, łowca największej rybki jak i pierwsza szóstka sklasyfikowanych zawodników otrzymali różne nagrody jak np: puchary, tradycyjnie już koszulki, elektroniczne nośniki pamięci, sakwy na drobiazgi przytraczane do pasa. Czterech Kolegów dodatkowo obdarowano ( po grze w marynarza ) kartami pamięci o pojemności 2GB.
Puchary oraz nagrody ufundował Urząd Dzielnicy Warszawa Ursynów, za co w imieniu wszystkich uczestników i organizatorów imprezy serdecznie dziękuję. Osobne podziękowania należą się kol. Jerzemu Chudzyńskiemu, dzięki którego staraniom Urząd te nagrody nam przekazał.
Należy dodać, że złowione rybiątka, po zważeniu trafiły w dobrej kondycji do zbiornika. Przeżyły wszystkie ! Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, żaden kot ( w tym dwa moje ), tym razem nie miały szans na utuczenie nimi swoich przepastnych brzuchów.
Po dokonaniu formalności związanych z zawodami, ursynowscy moczykije wzięli udział w krótkiej dyskusji dotyczącej przyszłości naszego Koła, wyboru nowego prezesa i zarządu. Wszyscy zadeklarowali udział w drugiej części Nadzwyczajnego Zgromadzenia planowanego na drugą połowę października. Tomek Brzezowski zapowiedział organizację podobnego spotkania, tym razem nad Wisłą, ze spinningami w rękach, a Darek Stefanek rozpoczął kompletowanie grupy chętnych do nękania w połowie października bałtyckich dorszy. Kuter już zamówiony ( Admirał ) i pozostaje mieć nadzieję, że warunki pogodowe pozwolą na realizację tej planowanej wyprawy.
Podsumowując, trzeba stwierdzić, że impreza była udana. Pogoda dopisała, humory też, złowiono sporo rybek. To, że małe...? No cóż, pewnie to zemsta losu za ubiegłoroczne wyniki podczas zawodów w Halinowie, kiedy to niektórzy wytargali z wody po kilkadziesiąt kilogramów karpi.
Jako ciekawostkę dodam, że jeden z Kolegów przez własne gapiostwo nie dostał się na podium. Otóż, podczas wysypywania rybek z przepastnej siaty nie zauważył, że pod jej masywne obręcze dostały się dwie płotki. Znalazł je dopiero po dotarciu do domu. Wnikliwa analiza wykazała, że gdyby brały udział w ważeniu, tenże Kolega zająłby trzecie miejsce. No cóż... na rybach, w szczególności podczas zawodów cały czas trzeba być skupionym. Przez litość nie zdradzę kim był ten gapiszon !
Łowisko okazało się ciekawe. Czysta woda, urozmaicony brzeg ( cyple, zatoki, różna głębokość ), trochę roślinności wodnej kuszą do kolejnych odwiedzin. Opowieści o mieszkańcach tej wody ( leszcze, sandacze, szczupaki, wielgachne karpie itp ) pobudzają wyobraźnię i drażnią wędkarskie nerwy. Bliskość Warszawy też jest atutem łowiska. Jednak jest coś, o czym trzeba napisać. ŚMIECI ! ! ! To niewiarygodne ile śmieci potrafią pozostawić użytkownicy tej wody. Tak, wiem, że to nie wędkarze, wiem, że nasi Koledzy „po kiju” tego nie robią... A może..? Te tony pudełek po robakach, foliowych torebek, papierzysków, butelek, puszek, szmat i petów naprawdę robią koszmarne wrażenie. Widać ( i czuć ), że to łowisko nie ma swojego gospodarza. Jeżeli więc ktoś, poza rybami, oczekuje wrażeń estetycznych to powinien raczej poszukać innej wody.
Komentarze