W sobotę rodzinka zaplanowała wyjazd do drugiej rodzinki w okolice Szczercowa. Więc już w piątek nazbierałem robaczków, zapakowałem sprzęt do auta, sprawdziłem baterie w aparacie. Wziąłem nawet kalosze i czekałem na sobotę, oglądając pogodę , bo ta była nie pewna. Miało padać. Jest sobota, jest i deszcz- czekamy aż zjedzie reszta – bo jechać mieliśmy w trzy samochody. Zjechali koło dziesiątej, deszcz pada. Dzwonie do kuzyna , który mieszka w tamtym rejonie – u niego też pada.
O godzinie jedenastej podejmujemy decyzję że jedziemy. Okazało się że możemy jechać w dwa samochody , ale mój sprzęt się nie zmieści. Biorę więc tylko spinning, gumki, blachy, podbierak i aparat. Po godzinie jazdy jesteśmy na miejscu. Przejaśniło się i nawet co jakiś czas świeci słoneczko. Po miłym powitaniu przez tubylców bierzemy się za rozpalanie grilla, gdyż każdy z nas śniadanko jadł wcześnie. Jako że ja nie prowadziłem, gospodarz wyciągnął flaszeczkę i żeśmy ją wypróżnili. No myślę sobie już chyba nie połowię na tych leśnych jeziorkach. Wszyscy po obiadku wyruszają na spacer, więc udaję się z nimi. Drogą przez las udajemy się w kierunku jeziorek, wędek już nie brałem, nie wypadało.
Zaopatrzony w aparat postanowiłem uwiecznić na zdjęciach naszych małych przyjaciół, których często nie zauważamy nad wodą. Dla nich zawsze będziemy olbrzymami, którzy niechcący wkraczają do ich king sajzowego królestwa. Mały żuczek dla którego kamyki są tak wielkie jak dla nas Góry Stołowe, krzaki jagód- jak wielkie dęby, czy zwykły mech pokonuje je codziennie w poszukiwaniu pożywienia. W każdym zakamarku jest jakieś życie, nawet stara huba ma swoich lokatorów. Ważka , która zamoczyła skrzydełka i nie mogła fruwać z rozpaczy postanowiła się utopić. Musiałem biedaczkę odwieść od tego zamiaru i wynieść ją dalej od brzegu. Mróweczki też przemierzają te gąszcze, te zajrzy dziury nie raz dały nam się we znaki. Nie tolerują zbytniego z pouchwalania się i nie raz uciekałem z zajętego wcześniej miejsca. Kolorowe żuczki (niebieskie i zielone ) rozpoczęły swoje gody. Biegają po gałązkach leszczyny i szukają ponętnych partnerek. Maj to taka piękna pora że po biało - szarej zimie wszystko jest kolorowe.
Przyroda szybko budzi się i bardzo szybko nadchodzą zmiany, jakby chciała nadrobić stracone miesiące. Zakwitają wszystkie rośliny i na wyścigi pną się w górę , która pierwsza dosięgnie ukochanego słoneczka. W lesie istny rejwach, jak na targowisku. Ptaszki śpiewem zwabiają samiczki, kłócą się o jak najlepsze miejsca przy budowie gniazdka. Oblatują wybrany już teren i patrolują go, żeby jakiś podejrzany amant nie zakotwiczył w pobliżu.
Pajączki snują nowe sieci i z wielkim uwielbieniem wpatrują się w przelatujące muszki. Kiedy jest ciepło , ślimaczki ucinają sobie drzemkę, czasem młody z mamą, bo wiadomo, że tatko posunął szukać innych wrażeń. Ale niech no tylko spadnie deszczyk, każdy od razu sunie z kopyta szukać coś do jedzonka. Nawet zgłodniała osa skrobie spróchniałą korę brzozy, która w połączeniu z jej śliną będzie wspaniałym budulcem na gniazdo.
Warto czasem zamiast rybek, lub nawet w czasie łowienia popatrzeć na naszych malutkich mieszkańców i docenić ich jakże pożyteczny trud i znój życia codziennego. Bez nich jak że uboga była by przyroda. Pozdrawiam…
Komentarze